☞ Przerwa wakacyjna || wracamy jesienią!

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
Sala pacjentów
Saffron Coldfell
WIEK : 30 lat
PRACA : architekt i projektantka wnętrz
PD : 19
SKĄD : Astoria
Re: Sala pacjentów ψ 28/3/2019, 22:24
W tej chwili nic nie było w stanie zmienić nastawienia kobiety. Nawet jeśli Caden jawnie powiedziałby, że jest demonem albo jej nie kocha - zrzuciłaby to na karb wypadku. Wszystko tak naprawdę w najbliższych dniach, a może nawet miesiącach znajdzie usprawiedliwienie w urazie jakiego doznał w czasie napadu.
Saffron była głęboko wierzącą chrześcijanką i mimo tego nie uwierzyłaby w demony, w Cadena demona, a tym bardziej w reinkarnację Judasza Iskarioty. Po prostu nie. Na gładkim czole jasnej blondynki pojawiła się podłużna zmarszczka. Uśmiechnęła się do narzeczonego, zabierając dłoń z jego twarzy.
- Wiem - przyznała ze spokojem. Przeniosła wzrok na lekarza, który kierował do niej całą medyczną tyradę. Ostrzegał przed zmianami, zalecał rehabilitację i jedyne co zdziwiło Saffron to mówienie tego wszystkiego w taki sposób jakby Cadena z nimi nie było. O ile demon widział w tym plus, ona wręcz przeciwnie. Nie odezwała się jednak ani słowem, kiwając nieznacznie głową na znak, że rozumie. Wiele jeszcze było przed nimi, ale z pomocą Boga sobie poradzą.
- O mnie się nie martw - powiedziała do Cadena, ściskając męską dłoń. Lekarz zostawił ich w końcu samych. Spokój nie był im pisany na długo, ponieważ do sali z wielkim rozmachem wszedł Arman Merandus. Demon mając dostęp do wspomnień naczynia jak i po napięciu Saffron, mógł wysunąć wniosek, że ci dwoje za sobą nie przepadają. Saffron nie lubiła przyszłego teścia. Był dla niej zbyt głośny i... Groźny. Nigdy jednak otwarcie nie skarżyła się Cadenowi na jego ojca. W pewnym momencie zostawiła ich samych, biorąc na siebie przygotowania w celu zabrania go ze szpitala. Czekał na nich dom. Ich dom.

— z t x 2 —
Powrót do góry Go down
Caden Merandus
Sala pacjentów B1GkjNoq_o
WIEK : 35
PRACA : zastępca burmistrza, radny
PD : 20
SKĄD : Astoria, Oregon
Re: Sala pacjentów ψ 26/3/2019, 11:49
Nowy Caden nie miał i mieć nie mógł najmniejszych nawet podejrzeń co do tego, jak niefrasobliwe podejście miał w stosunku do niego lekarz prowadzący i jak niewiele brakowało, a odłączyłby całkiem dobre naczynie od aparatury podtrzymującej życie. Podejście Miltona nakazywało jednak sądzić, że nie pozwoliłby na to tak od razu, głównie ze względu na użyteczność Merandusa. Iskariota był na tym świecie dopiero od kilku chwil, ale dzięki wspomnieniom własnym, jak i naczynia, szybko przypomniał sobie że w całym tym motłochu byli równi i równiejsi; byli również ci, którym się ten stan rzeczy nieszczególnie podobał. Pewnie mógłby zrobić użytek ze swojej mocy i odczytać tego mężczyznę, ale szkoda było mu w tej chwili marnować siły na tak prozaiczne czynności. Saffron wróciła, a Merandus nieco się rozluźnił. Nie lubił jej; prawda była taka, że komplikowała mu bardzo całe zadanie przez wzgląd na dość bliską relację, która łączyła ją z Cadenem. Wymagało to od niego nie lada gimnastyki, by zbyt szybko nie dotarło do niej, że nie ma zbyt wiele wspólnego z narzeczonym, którego od lat znała. Zgadywał, że medycyna zna jakieś wyjaśnienie na ewentualne zmiany w jego zachowaniu, ale nie zmieniało to faktu, że blondynka jawiła mu się jako jakaś przeszkoda, która dzieliła go od względnego spokoju; zwłaszcza patrząc przez pryzmat tego, co Milton powiedział wcześniej. Dotyk kobiety wciąż był czymś dziwnym. Ciało go znało, jej obraz był wryty w podświadomość i świadomość Mernandusa niczym tatuaż. Nie słuchał tego co mówił lekarz, raz po raz sugerujący, że choć wszystko zdawało się zagoić, należało doszukiwać się ewentualnych trwałych uszkodzeń mózgu. Medyczny bełkot, z którego rozumiał tylko tyle ile było konieczne. Mimo wszystko wolał mieć pod ręką Saffron. Była jego przepustką do świata normalności, gwarancją na to, że cokolwiek by się nie działo, tak długo jak uda mu się oszukiwać ją, uda się oszukać całą Astorię. Całe to przedsięwzięcie mogło budzić jego wątpliwości tylko pod kątem tego, czy się uda. Ciężko byłoby się po nim spodziewać jakichś dylematów natury moralnej. Na to było już dawno za późno.
Ścisnął jej rękę nic nie mówiąc, jakby dawał tym do zrozumienia, że ma zostać. Jej obecność sprawiała, że nie musiał zajmować się rozmową z lekarzem, bo ten zdawał się zwracać do niej zamiast do samego pacjenta, najpewniej wciąż podejrzewając go o szok. Spojrzał na własne palce, splecione ze szczupłymi palcami blondynki zastanawiając się, jak długo potrwa cała ta farsa. Czy był cierpliwy?
Wróciłbym do ciebie — odparł krótko, wbijając wzrok w kobietę. Przymknął powieki, kiedy jej dłoń dotknęła jego twarzy, ostatkiem sił powstrzymując się, by jej również nie powstrzymać. Dotyk był czymś nieproszonym. Prawie uśmiechnął się na myśl o tym, jak wiele bólu wyczytałby z wyrazu jej twarzy, gdyby powiedział jej, gdzie teraz jest Caden. Pozostał jednak niewzruszony, dopiero po dłuższej chwili pozwalając sobie na cień uśmiechu, który uwydatnił płytką bliznę na lewym policzku. — Powinnaś odpocząć — dodał. Był dziwny, trochę sztywny, spięty, ale ostatecznie nie było to nic dziwnego. Po tak długim czasie leżenia w śpiączce miał prawo do dezorientacji.







who in twenty centuries, has had the common humanity to pray for the one sinner
that needed it the most?
Powrót do góry Go down
Saffron Coldfell
WIEK : 30 lat
PRACA : architekt i projektantka wnętrz
PD : 19
SKĄD : Astoria
Re: Sala pacjentów ψ 23/3/2019, 03:25
Skrzyżowała ręce na piersi nie spuszczając z Caima wzroku. Obejmowała się czując chłód pomimo normalnej temperatury w szpitalu. W obcym dla niej mężczyźnie było coś, co nie pozwalało jej przejść obok niego obojętnie. Powierzchownie nic nie mogła mu zarzucić, kojarzył się jej bowiem z angielskim dżentelmenem. Mogła to być zasługa akcentu lub słabości Saffron do angielskich programów spod marki BBC.
- O - wymsknęło się jej zanim zdała sobie z tego sprawę. Pamiętała ruiny w dzielnicy portowej, które po długich latach zostały w końcu sprzedane. Coldfell opijał sukces twierdząc, że tylko szaleniec mógł wyłożyć mnóstwo pieniędzy na restauracje budynku. Saffron dostrzegała w tym sentyment. Nie wszyscy musieli niszczyć, aby pokazać światu coś pięknego.
- Udało się panu zrobić z kasyna wizytówkę miasta - pochwała architekt była stonowana. Cieszyło ją, że zachowano elementy dawnego wystroju.
-To bardzo miłe z pana strony. Dziękuję - uśmiechnęła się, aby odpędzić uczucie skrępowania. Sposób w jaki o tym mówił... Opuściła wzrok na fioletowy krawat. Ekstrawagancki dodatek.
- Jeszcze raz dziękuję i do widzenia. Będzie pan zawsze u nas mile widziany.
Odprowadziła Miltona wzrokiem, pocierając ramiona. Uczucie dziwnej ciężkości zaczynało powoli mijać, a emocje wręcz przeciwnie. Oparła się o ścianę zamykając oczy i biorąc głębszy oddech. Caden. Musiała być dla niego silna. Potrzebował jej. Zamierzała udać się do automatu po kawę, gdy z pokoju wyszła pielęgniarka.
Sugestia Merandusa zakończyła się sukcesem. Lekarz prowadzący, tak naprawdę nie cierpiał ludzi pokroju młodego radnego i Saffron, uważając takie kobiety za dziwki dla bogatych. Bogaci tatusiowie zapewniali im wszystko, do czego on sam musiał dochodzić ciężką pracą, a i tak nie mógł sobie pozwolić na jacht czy sportowe auto z wyższej półki. To on był pomysłodawcą odcięcia Cadena od aparatury, rokował złe szanse i w chory sposób czerpał przyjemność z patrzenia jak rodzina Merandusa cierpi. Jak narzeczona waruje każdego dnia przy łóżku, jak w jej oczach pojawia się ból, gdy padają słowa o braku szans na poprawę. Wczoraj otwarcie przyznał, że patrzy na warzywo. Posłał Cadenowi uśmiech, każąc jednej z pielęgniarek wykonać polecenie. Zaczął mówić o badaniach, oszczędzając jednak bełkotu o cudzie.
Dźwięk obcasów wypełnił salę, gdy Saffron ponownie zbliżyła się do łóżka. Uśmiechała się do Cadena, gotowa pochwycić jego dłoń. Czekała tylko aż w końcu dadzą im chwilę by mogli porozmawiać.
- Jestem kochanie -  ścisnęła delikatnie palce, drugą rękę wyciągając ku jego twarzy.
- Mało brakowało, a straciłabym cię na zawsze - dodała ciszej. Była zmęczona, a zarazem serce biło szalone z radości. Nie dopuszczała do myśli istoty koszmaru, tego, że zaraz się ocknie na fotelu przy łóżku i ujrzy to co od wielu dni - pogrążonego w śpiączce ukochanego mężczyznę.
Powrót do góry Go down
Los
Konto Techniczne
Los
PD : 152
Re: Sala pacjentów ψ 22/3/2019, 14:29
The member 'Caden Merandus' has done the following action : Rzut kostkami


'Rzut k100' : 58
Powrót do góry Go down
Caden Merandus
Sala pacjentów B1GkjNoq_o
WIEK : 35
PRACA : zastępca burmistrza, radny
PD : 20
SKĄD : Astoria, Oregon
Re: Sala pacjentów ψ 22/3/2019, 14:29
Jest w szoku.
Mówiono o nim, jakby tak naprawdę go tu nie było. Jakby stanowił martwy obiekt, mający pełnić rolę marnej ozdoby szpitalnej sali. Nie podobało mu się to. Natłok ludzi również ani trochę mu się nie podobał. Czuł się osaczony robactwem, a przenikające go do szpiku kości obrzydzenie zaczęło dławić w suchym gardle. Chęć, by złamać im karki jak zapałki narastała, ale czuł się na to za słaby, jeszcze w pełni nieświadom własnych możliwości. Na domiar złego Saffron zniknęła mu z oczu. Nie podobało mu się to.
Milczał, kiedy lekarze z powrotem chcieli podpiąć go pod kroplówkę. Medyczny bełkot wpadał jednym uchem, a wypadał drugim, drażnił jak brzęczenie upartego komara. Świecono mu latarką po oczach w poszukiwaniu jakichś zmian, mówiono o wszystkich badaniach, które będzie należało przeprowadzić. Caden tylko obserwował. Z całej tej hałastry chciał odszukać głównego lekarza, tego, który odpowiadał za jego być albo nie być. Przyglądał się zatem ekipie w białych kitlach spokojnie. Błękitne spojrzenie krążyło od osoby do osoby, uważne, beznamiętne. Jedna z pielęgniarek położyła mu dłoń na ramieniu i pchnęła delikatnie mówiąc, by się położył. Błąd.
Złapał ją za nadgarstek błyskawicznie, aż kobieta zaskoczona drgnęła. Spojrzał jej w oczy.
Nie — zdecydował krótko. Miał dosyć leżenia. Zgadywał, że to od tego tak bardzo bolały go kości. Kobieta pokiwała głową i zwróciła wzrok na lekarza, odsuwając się. Ten obserwował Merandusa z uwagą, po czym zbliżył się do łóżka. Caden żałował, że nie może odczytać jego myśli. Było mu go żal? A może uważał go za niezwykły przypadek medyczny i ukoronowanie swojej kariery?
Nic mi nie jest — stwierdził, spoglądając na mężczyznę. Wiedział, że nie może się forsować, ale był ciekaw, czy jest go w stanie do czegokolwiek nakłonić, zapewnić o własnym, dobrym samopoczuciu, żeby dali mu święty spokój. — Niech Saffron tutaj wróci — dodał. Po chwili uświadomił sobie, że Caden na pewno tak by nie powiedział. — Czy ktoś mógłby poprosić tutaj Saffron? — Poprawił się, uśmiechając przepraszająco. Wyglądał na zagubionego. Uzasadnioną była więc jego prośba.

[ sugestia +40 ]







who in twenty centuries, has had the common humanity to pray for the one sinner
that needed it the most?
Powrót do góry Go down
Caim Milton
Postać NPC
Caim Milton
Sala pacjentów Y3CfNCSB_o
WIEK : 46 | ????
PRACA : właściciel kasyna
PD : 24
SKĄD : Astoria
Re: Sala pacjentów ψ 21/3/2019, 16:29
W pomieszczeniu, gdzie z zatrważającą przewagą prowadził szok, Caim zdawał się ostoją nieokazanego rozbawienia. Fakt, że wciąż tkwił tam, choć spełnił swoje zadanie świadczył o tym najlepiej. Iskariota był między nimi, wiedział, co ma robić... No, może jeszcze nie do końca. W każdym razie każdy mniej więcej zdawał sobie sprawę z tego, jaki był ich cel, a to jak do niego dojdą pozostawało osobną kwestią. Demony nie słynęły z uporządkowanego metodycznego działania, znacznie lepiej czuły się, gdy wokół panował chaos i bałagan. Niebezpośrednio tak właśnie się działo. Dostrzegał to nawet tutaj, na małą skalę, gdy lekarze nie rozumiejący, jakim cudem Merandus wyszedł z marazmu w jakim się znalazł, uwijali się wokół niego jak mrówki. Ich małe rozumki nie mogły pojąć złożoności rzekomego cudu, jakiego stali się świadkami. Również Saffron, dosyć krótkowzrocznie zawdzięczając życie ukochanego Stwórcy, nie wiedziała jeszcze, że jej narzeczonego już nie ma.
Jedna z wielu. Ładna, z bogatej rodziny, wykształcona. Większość śmiertelników była w jego oczach dokładnie taka sama. Różnili się szczegółami, drobiazgami, które w ich oczach niejednokrotnie czyniły ich lepszymi, niż inni. Nie mieli pojęcia, jak marni są, niezależnie od tego co uważają, że udało im się osiągnąć. Ale nie w jego zakresie obowiązków leżało udowadnianie Coldfell, jak bardzo jest marna. Przeczuwał w słabnących kościach Miltona, że Merandus sam się tym zajmie.
Milton. Pani ojciec sprzedał mi tę ruderę, która stała się kasynem — rzucił z niesłabnącym, doskonałym humorem, wychodząc za Saffron z sali. Na odchodne puścił oczko do wciąż zdezorientowanego Cadena. — Ojca Cadena, Cadena... — Wyliczył na palcach, po czym spojrzał blondynce w oczy. Milczał, gdy obok w nich, w popłochu, przewożono jakiegoś pacjenta, którego zdrowie nagle się pogorszyło. Do ich uszu dotarło gorączkowe nawoływanie o podanie tlenu.
Nie wspominał? To bardzo ciężko pracujący człowiek — machnął ręką, niezrażony, jakby to nic nie znaczyło. — Postanowiłem go odwiedzić, a tutaj proszę, cuda! — Roześmiał się, rozkładając ręce. Poprawił nieznacznie fioletowy krawat. Wydawał się rozluźniony, jakby zupełnie niczego nie ukrywał. Bo przecież nie ukrywał. — Cieszę się, że jest mu lepiej. To na pewno wielka ulga dla pani... Życzę owocnych przygotowań do ślubu. Serce rośnie, gdy widzi się taką miłość ­— dodał, już na koniec. Tylko pobieżnie rzucił okiem na krzyżyk na jej szyi. Zawsze uważał za ironiczny fakt, że ze wszystkich symboli religijnych, ten przyjął się najlepiej. Jeszcze bardziej lubił, gdy martwe ciało Mesjasza było przytwierdzone do krzyżyków; noszenie zwłok jako biżuterii? Nikt poza śmiertelnikami by tego nie wymyślił.
Do widzenia, panno Coldfell. Proszę o niego dbać. Pewnie będzie potrzebował teraz dużo ciepła i miłości — rzekł, żegnając się tym samym z Saffron. Nie wątpił, że mu to da. A on odpłaci za to pięknym za nadobne.

z/t







i can do no wrong for i do not know
what it is
Powrót do góry Go down
Saffron Coldfell
WIEK : 30 lat
PRACA : architekt i projektantka wnętrz
PD : 19
SKĄD : Astoria
Re: Sala pacjentów ψ 20/3/2019, 08:55
Szczupła blondynka była w zbyt wielkim szoku i otumanieniu, aby przejąć się reakcją Cadena. Dziesięć minut temu przysłuchiwała się wrzaskom jego ojca w gabinecie  dyrektora szpitala św. Jana. Chciano odłączyć go od aparatury, skreślono i pogrzebano, a o to jest on. Siedzi i mówi. Policzki Saffron zrobiły się wilgotne, trudno było jej nad sobą zapanować w takiej chwili. Dla niej było to ukoronowanie wiary. Modliła się codziennie o powrót do zdrowia, o powrót dawnego Cadena. Potrzebowała go, mieszkańcy Astorii go potrzebowali. Nagłówki gazet wdzięcznie rozpisywały się o młodym radnym, a sam atak potępili senatorowie Oregonu. Usta jej zadrżały na dźwięk niesłyszanego dawno głosu najważniejszego w swoim życiu mężczyzny. Brzmiał dosłownie tak samo, choć bardzo chciała aby na nią spojrzał, pocałował i zapewnił, że wszystko było jedynie złym snem. W spojrzeniu Cadena było coś dziwnego, ale nie potrafiła tego sprecyzować, być może jeszcze to do niej nie dotarło. Zwróciła uwagę na Caima, którego w ogóle nie kojarzyła. Przyjaciel rodziny? Skinęła głową lekarzowi, dał jej tym samym pretekst. Poprosiła mężczyznę o wyjście z sali, aby pozostali mogli wykonywać swoją robotę, a Caden odpocząć. W postawie nieznajomego było coś obślizgłego i alarmującego, a równocześnie nieuchwytnego.
- Nie dosłyszałam pana nazwiska - powiedziała, gdy znaleźli się na korytarzu. Na szyi miała zawieszony niewielki srebrny krzyżyk. Mimo lekkiego przytępienia przez leki patrzyła na Caima przytomnie.
- Jest pan znajomym ojca Cadena? - zapytała po chwili, próbując dopasować osobę właściciela kasyna do mozaiki bliskich i dalekich przyjaciół rodziny. Za drzwiami sali w której leżał Merandus zniknęła kolejna pielęgniarka, a i wkrótce nadejdzie sam Senior chcący uściskać syna. Ile czasu minie zanim pismaki zwęszą temat? Prawdopodobnie już ktoś z personelu ustalał kwotę swojego wynagrodzenia za informacje.
Powrót do góry Go down
Caden Merandus
Sala pacjentów B1GkjNoq_o
WIEK : 35
PRACA : zastępca burmistrza, radny
PD : 20
SKĄD : Astoria, Oregon
Re: Sala pacjentów ψ 14/3/2019, 11:49
Raj na ziemi, ugarycki znajomy, otwarte piekło.
Nadmiar bodźców, docierając z każdego zakamarka nie tylko umysłu naczynia, ale i szpitalnej sali sprawiał, że jeszcze w pełni nie zrozumiał, o czym mówił Milton. Poza oczywistą świadomością, że w ramach podzięki za zakończenie jego żałosnych mąk, jest mu winien posłuszeństwo, w tej chwili nie chciał pytać dalej, zresztą pośrednio nawet nie musiał. Wiedział, że gdy przyjdzie czas, pewnie i przyjdzie mu się wszystkiego dowiedzieć, a szpitalna sala nie była do tego dobrym miejscem. Chciał stąd wyjść. Chciał zobaczyć na własne oczy, jak zmienił się świat, bo wspomnienia i wiedza Merandusa to było za mało, by go w pełni zaspokoić.
Nie miał jednak zbyt dużo czasu na oswojenie z czymkolwiek. Drzwi otwarły się, a w progu stanęła ona. Naczynie samo podsuwało mu wskazówki, jak powinien się zachować; a jednak on je z premedytacją zignorował, nie zdobywając się nawet na wątły cień uśmiechu. Jakby coś poraziło mu mięśnie twarzy i mógł tylko patrzeć przenikliwie na szczuplutką blondynkę, której złamanie karku nie wymagałoby od niego nic ponad machnięcie ręką.
Moja.
Jak w zwolnionym tempie obserwował, jak zbliża się do łóżka, jak dostrzega w jej oczach coś, co podświadomość Merandusa nazwała nadzieją i szczęściem. Mógłby zrujnować jedno i drugie dwoma słowami. Uzyskanie takiej kontroli nad cudzym być albo nie być, było cieniem obcej mu dotąd satysfakcji. Na sali pojawili się inni ludzie. Saffron rzuciła mu się na szyję i obsypała pocałunkami, a on spiął dosłownie każdy mięsień w ciele, nagle świadomy ich istnienia. Nie odwzajemnił jej gestów, sztywniejąc w objęciach kobiety, jak złapany w pułapkę. Nie rób tak więcej cisnęło się na usta, ale w końcu nie padło. Obecność Caima działała trzeźwiąco. Kochać i szanować.
Zamknął oczy, kiedy zaczęła mówić o nim. O Ojcu. Żeby nikt nie dostrzegł czerni, która na chwilę wygrała walkę z błękitem oczu. Coś się w nim skotłowało, wzburzyło. Miał ochotę zamknąć jej usta siłą, zmusić, żeby przestała używać tego słowa, jakby było najgorszą istniejącą obelgą i bluźnierstwem. Ale przecież przyszedł czas na przedstawienie.
To zasługa lekarzy — odezwał się w końcu cicho, kiedy medycy odsunęli od niego Saffron i zaczęli sprawdzać wyrwaną siłą aparaturę. Zburzony spokój wrócił, a choć okrążyli go pracownicy szpitala, wzrok ponad ich ramionami utkwił w rozemocjonowanej Saffron. Nawet nie mrugnął. Konfrontując jej obecny obraz z tym, co pamiętał Merandus, mógł stwierdzić, że nie była obecnie w najlepszym stanie, a na jej twarzy odmalowywało się zmęczenie. — Przyjaciel rodziny — dodał, zerkając przelotnie na Miltona, a później na własne, przekłute igłami przedramiona.
Jest w szoku — lekarz zwrócił się do Saffron, na potwierdzenie swoich słów pokazując odłączoną aparaturę.







who in twenty centuries, has had the common humanity to pray for the one sinner
that needed it the most?
Powrót do góry Go down
Caim Milton
Postać NPC
Caim Milton
Sala pacjentów Y3CfNCSB_o
WIEK : 46 | ????
PRACA : właściciel kasyna
PD : 24
SKĄD : Astoria
Re: Sala pacjentów ψ 11/3/2019, 16:06
Roześmiał się na tę małą poprawkę, wtrąconą przez Merandusa. Niezbyt wesoło; uśmiech nie objął oczu. Wsunął ręce do kieszeni spodni garnituru.
Konkretny — skwitował krótko, spoglądając na Persefonę. Iskariota musiał się spieszyć. Nie było tutaj czasu na to, by się zaaklimatyzować. Caim obserwował uważnie, jak zachowywał się na dźwięk monety. Nie umknęło jego uwadze to, że łóżko się poruszyło. Demon będzie musiał wykazać się niezwykłym opanowaniem. Tego, jak sądził, po pobycie w piekle mu nie brakowało. Mógł wybrać jakiegoś byłego przywódcę, władcę, króla... Ale nie. On potrzebował kogoś, kto jest gotów całkowicie zapomnieć o tym, kim był za życia. Kogo widmo jego dawnych osiągnięć nie przyćmi tego, co miał teraz. Z czasem do demonów docierało echo dawnej świetności. Kończyło się to tak jak z Jenkinsem.
Dzwonimy po starego, ugaryckiego znajomego. Otworzymy piekło i stworzymy sobie raj na ziemi — rozłożył ręce na boki. W skrócie tak to brzmiało. Tak naprawdę liczył jednak, że nim dojdą do tego ostatniego, ktoś mógłby zechcieć im w tym przeszkodzić. I chyba głównie o to mu chodziło. Zrób coś wreszcie, stary! Ileż można czekać na znak? Jak za dawnych lat na górze Karmel. Ale teraz żaden stos nie chciał płonąć... Bo nie było konkurencji? Któż to wie. Nawet gdyby Caim chciał kontynuować czy odpowiedzieć na kolejne pytania Cadena, na salę wpadła jak burza Saffron. Łzawe powitanie przyjął z kamienną twarzą.
Cud, cud medycyny — zawtórował z filmowym uśmiechem, klaszcząc w dłonie, chociaż aż coś mu skręciło we wnętrznościach, gdy wychwalała Boga pod niebiosa. Chyba bardziej pomylić się nie mogła. Wzrokiem odprowadził Persefonę, nie zatrzymując jej. Właściwie sam mógłby już zniknąć, ale nie. Z jakiegoś powodu postanowił napawać się jeszcze tą chwilą, kobietą ściskającą już nie swojego narzeczonego, jak ostatnią deskę ratunku.
Jestem bliskim znajomymi mam prawo tu być.







i can do no wrong for i do not know
what it is
Powrót do góry Go down
Persefone Argent
WIEK : 29
PRACA : detektyw
PD : 334
Re: Sala pacjentów ψ 7/3/2019, 21:51
Na młodym czole pojawiło się kilka zmarszczek. W tej chwili pewnych rzeczy nie rozumiała, ale wszystko znajdzie swoje miejsce jak tylko opuści szpital i wróci do domu, po drodze robiąc zakupy. Zanim przetrąci Aleksandrowi kręgosłup przygotuje się do tego z należytą rozwagą. Skinęła Caimowi jedynie głową na znak, że przyjęła jego słowa do wiadomości. Skrzyżowała ręce na piersi przysłuchując się konwersacji i bacznie obserwując nowego demona. Iskariota. Po reakcji ciała Merandusa, domyślała się, że to pierwsza wizyta Judasza na ziemi. Gdyby posiadała choć odrobinę empatii, to wyraziłaby zaniepokojenie czy sobie poradzi z obowiązkami radnego i narzeczonego ludzkiej kobiety. Argent najwyraźniej wykrakała osobę Saffron, która wtargnęła do sali wraz z lekarzem i pielęgniarką. Można było się tego ostatecznie spodziewać, skoro aparatura została odłączona. Odsunęła się, uznając sytuację za dobry moment na to, aby odejść. Skrzywiła się słuchając o cudach i podziękowaniach Bogu. Bogu! Prychnęła cicho pod nosem i patrzyła z mieszaniną politowania oraz obrzydzenia, jak Coldfell ściska nie swojego już narzeczonego. Persefone spojrzała na Caima, ignorując pytanie lekarza.
Mogłaby udać, że przyszła tu w sprawie śledztwa, ale Saffron wyglądała na zbyt zaabsorbowaną czym innym. Jeżeli więc nic nie stało na przeszkodzie do wyjścia, zrobiła to.

z.t ?







Sala pacjentów Tumblr_pqrfui8FaA1y8dyq2o6_250 Sala pacjentów Tumblr_pqrfui8FaA1y8dyq2o8_250 Sala pacjentów Tumblr_pqrfui8FaA1y8dyq2o9_250
Każdy ma takie piekło na jakie zasługuje.
- Persefone
Powrót do góry Go down
Saffron Coldfell
WIEK : 30 lat
PRACA : architekt i projektantka wnętrz
PD : 19
SKĄD : Astoria
Re: Sala pacjentów ψ 7/3/2019, 16:47
12 listopada 2018 r.

Siedziała sztywno oparta o fotel patrząc na dyrektora szpitala jakby go w ogóle nie było. O czym on mówił? Jakie odłączenie od aparatury? Spojrzała w bok, na ojca Cadena. Krzyczał, ale słowa nie dochodziły do jej świadomości. Chcieli go zabić, zabić jej Cadena. Uszczypnęła się w dłoń, chcąc poczuć niewielki zalążek bólu, który podpowie jej, że żyje i to nie jest sen. Nigdy wcześniej nie musiała się zastanawiać nad eutanazją. A teraz... Siedziała tu wyłącznie dlatego, że to właśnie ją, Caden upoważnił do tej procedury. Mrugnęła. Dzisiaj miała gorszy dzień, który zaczęła od sporej dawki xanaxu. Tabletki pozwalały przetrwać ten czas kiedy nie siedziała przy łóżku narzeczonego. Potem już pracowała na samych oparach, obracała się wśród ludzi, którzy jak na złość żyli dalej. Nienawidziła ich za to. Chciała nimi potrząsnąć i zatargać do sali w której leżał Caden, krzyczeć! Ileż by dała żeby wrzeszczeć jak Merandus Senior. Potrafiła jednak siedzieć i patrzeć rozmyślając o przyszłości. W pewnym momencie po prostu wstała i wyszła z gabinetu, zostawiając przyszłemu teściowi cały ten bajzel. Niech nawet pobije dyrektora, ją obchodziło tylko jedno. Po drodze łyknęła kolejną tabletkę, doskonale wiedząc już którędy się kierować. Przystosuje mieszkanie i sama będzie się zajmowała Cadenem. Mieli wystarczające oszczędności żeby nie musiała pracować, udziały w firmach obu ojców obiecywały stały dochód. Saffron mogła zamienić drogie ubrania na łachmany i odejmować sobie od ust, byleby mieć przy sobie osobę, którą kochała do samego bólu kości. Stukot czarnych szpilek był miarowy jak na kogoś po spożyciu tylu środków uspokajających. Miała na sobie eleganckie spodnie i żakiet, kryjący kremową koszulę z drobnym wzorkiem. Jasne włosy opadały swobodnie na ramiona. Droga biżuteria zwracała na siebie uwagę. Jedynie wyraz oczu wskazywał na udrękę i przemęczenie. Przed salą spotkała wzburzonego lekarza z którym wpadła do środka, mając najgorsze przeczucia.
Wzrok Saffron od razu padł na łóżko narzeczonego, zupełnie ignorując obecność dwóch innych osób. Gdyby przyjrzała się dłużej Persefone, to może dostrzegłaby podobieństwo do kobiety, którą już wcześniej widziała z Cadenem.
- Caden! - tylko to jedno imię wyrwało się z jej ust. Znowu była żywa. Rzuciła się narzeczonemu na szyję, ściskając i szlochając. Pocałowała, patrząc na niego przez łzy. - Cud! To cud! - płakała i śmiała się przez łzy. Lekarz w przeciwieństwie do niej zwrócił uwagę na Argent i Miltona, pytając czy są z rodziny. Zaczął sprawdzać aparaturę i poprosił Saffron, aby się odsunęła. Chciał przebadać pacjenta. Do pokoju weszła dodatkowo pielęgniarka.
- Dziękuję ci Boże, wiedziałam. Dzięki Bogu- w obliczu tego, że planowano odłączyć Merandusa od aparatury podtrzymującej życie był to prawdziwy cud.
Powrót do góry Go down
Caden Merandus
Sala pacjentów B1GkjNoq_o
WIEK : 35
PRACA : zastępca burmistrza, radny
PD : 20
SKĄD : Astoria, Oregon
Re: Sala pacjentów ψ 5/3/2019, 11:07
Toczona nad nim rozmowa jeszcze go nie interesowała. Sprawy o których mówiono, były mu na ten moment obce, bo nic mogło równać się ze świadomością istnienia, która właśnie była mu dana. Żywot pasożyta pewnie nie według każdego był szczytem marzeń, ale ów ktoś bez wątpienia nie spędził setek tysięcy lat w swoim własnym piekle. Wszystko było lepsze niż powrót na splamioną krwią ziemię. Wielu rzeczy nie rozumiał, jeszcze więcej zrozumieć nie będzie mu dane, przynajmniej nie w tej chwili. Słowo narzeczona w ustach Persefone brzmiało znajomo. Łaskotało w uszy, a w głowie objawiło obraz szczupłej, jasnowłosej kobiety. Saffron. Ktoś ważny. Przez umysł przetoczyły się obrazy, za którymi starał się nadążyć; wydobyć z nich sedno i kontekst. Zrozumienie czegoś tak złożonego jak miłość przekraczało umiejętności poznawcze demona, roboczo zatem uznał narzeczoną za Merandusa własność, dziedziczoną wraz z całym jego życiem.
Spoglądał na monetę obracaną w szczupłych palcach Miltona zupełnie beznamiętnie, chociaż nie mógł się nie zastanawiać, czy to akurat jedna z tych konkretnych trzydziestu.
Caden — poprawił odruchowo. Dawne imię brzmiało już obco; pozbawione całkowicie znaczenia, które niegdyś ze sobą niosło. Wzbudzało ukłucie... czegoś. Nie chciał go słyszeć. Nie miał pojęcia, że przetrwało nienaruszone zębem czasu i dorobiło się niechlubnej łatki. Nie miał jeszcze pojęcia, jak bardzo mylił się sądząc, że jego tożsamość osunęła się w zapomnienie. Ale teraz nie był Iskariotą, był Merandusem. Słowo to było tak samo obce i nieznaczące jak pozostałe, ale przynajmniej oznaczało namacalnego człowieka, którym w tej chwili był. Wspominki kary nie robiły wrażenia, miał wystarczająco dużo czasu, żeby się z nią pogodzić. Ale krzyżowanie kumpla... Teraz już pamiętał. Czy lata męki były warte trzydziestu sztuk srebra, których nawet nie zatrzymał? Najwyraźniej żal za grzechy to za mało, by dostąpić zbawienia.
Moneta brzdęknęła, a chociaż Merandus nawet nie mrugnął, łóżko na którym siedział, drgnęło jakby pchnięte prztyczkiem telekinezy. Z sekundy na sekundę coraz lepiej zdawał sobie sprawę z tego, kim teraz był. I dzięki komu. Słowa "kochać" czy "szanować", mimo że podsuwane mu przez naczynie, nie przemówiły do niego tak obrazowo jak "nie zabijać zbyt szybko".
Dlaczego teraz? — Odgrywanie roli charyzmatycznego zastępcy nie wydawało się złą opcją. Miał do tego niezbędną wiedzę, opisaną i posegregowaną przez świadomość i podświadomość samego Cadena. Wiedział co robić, wiedział, że danej szansy nie może zmarnować. Ale nic nigdy nie było za darmo; to jedno wiedział na pewno.







who in twenty centuries, has had the common humanity to pray for the one sinner
that needed it the most?
Powrót do góry Go down
Caim Milton
Postać NPC
Caim Milton
Sala pacjentów Y3CfNCSB_o
WIEK : 46 | ????
PRACA : właściciel kasyna
PD : 24
SKĄD : Astoria
Re: Sala pacjentów ψ 2/3/2019, 11:49
Z Aleksandrosem nic nigdy nie było pewne. Pod niektórymi względami to co go spotkało, było przejawem łaski. Milton uważał jednak, że w obliczu kilku wygód, które dawało mu dzielenie ciała z człowiekiem, w ostatecznym rozrachunku poczytałby to za minus. Przez swoje męki w piekle, puch marny miał okazję wyzbyć się tego, co czyni go takim marnym właśnie. Wyzbyć się człowieczeństwa. Jakże okropnie musiało się zatem do tego potem wracać.
Otóż, właśnie, to. Ciągle to powtarzam — poparł z naciskiem i udawanym entuzjazmem słowa o tym, że tylko to Aleksandrowi zostało. Nie spodziewał się niczego innego. Ale każdy w tym wielkim, chaotycznym planie, który stanowił niejako sprzeciw wobec tego jeszcze wyższego planu, miał do odegrania jakąś rolę.
A po co? — Zapytał Argent, prawie zdziwiony. — To że istnieje jest już dla niego wystarczającą karą — machnął ręką niedbale, jakby temat uznał za zakończony. Dając tym samym do zrozumienia, że tak naprawdę nieszczególnie interesują go próby wkładania kija w mrowisko Astora. Oczywiście ta beztroska działała do czasu; demony doskonale wiedziały, że Caim nie uznaje półśrodków i ostrzeżeń, a drażnienie go było gwarancją uzyskania wilczego biletu do Piekła.
Rób z nim co chcesz, tylko nie uszkodź mu ciała. W innym będzie bezużyteczny. — Skoro Astor zalazł jej za skórę, to niech sobie z nią teraz radzi. Demony nie ufały, ale Milton był przekonany, że nie ma takiego chaosu, którego nie da się jeszcze bardziej pogorszyć. Lada moment coraz więcej wydarzeń będzie miało miejsce symultanicznie i zrobi się za późno, żeby to powstrzymać, a w obliczu tego, jakkolwiek ktoś by nie chciał zaszkodzić ich sprawie, raczej niewiele mógł zrobić.
Uwagę skupił z Cadenie, który z zapałem odłączał się od maszyn, które podtrzymywały go przez ostatnie tygodnie przy życiu. W oczekiwaniu, kiedy mężczyzna przestanie się w końcu nad sobą rozczulać, wyjął z kieszeni srebrną monetę i zaczął się nią bawić, podrzucając i przekładając przez palce.
Iskarioto — uśmiechnął się prawie wesoło. Prawie. — Jak ci się podobała kara? Sam ją wymyśliłem. Co prawda Azazel optował za zmuszeniem cię do oglądania przez wieczność, jak krzyżują twojego kumpla ale uznałem, że czerwie będą jednak bardziej efektowne — urwał, wciągając powietrze głęboko w płuca. — Nie ma to jak zapach zgnilizny o poranku, czyż nie? — Zapytał retorycznie. Jego oczy wróciły do swojej zwyczajowej, ciemnej barwy, a na ustach wisiał sztuczny uśmiech.
A z narzeczoną... — Zamyślił się, ostentacyjnie bawiąc pieniążkiem. A potem go upuścił. Brzdęk monety rozległ się w pokoju, a Milton się po nią nie schylił; obserwował Merandusa jak zwierzę w zoo, ciekaw, czy w ogóle zareaguje. Obstawiał że długość kary była dla niego wystarczająca, żeby wyzbyć się ludzkich odruchów, ale różnie to bywało. Judasz niczym ten specjalny płateczek śniegu dał się wciągnąć w intrygę, którą kościół wałkował od stuleci. Wyborne. — Caden z pewnością będzie ją bardzo kochać i szanować, żeby nie wywołać skandalu. A w każdym razie nie zabije jej zbyt szybko i nie skrzywdzi widocznie. — Ludzie byli problematyczni. Łączyli się w pary, płodzili dzieci, bo tak ich zaprogramowano. A jednak w takich chwilach jak ta, wszystko to było tylko dodatkowym utrudnieniem. Narzeczona Merandusa naprawdę nie mogła Miltona obchodzić już mniej, nie mógł jednak zignorować jej istnienia tak, jak ignorował istnienie większości ludzi. Była kluczem do przykrywki Cadena i tak należało ją traktować. Żony Miltona sam się pozbył, ale to była inna sytuacja, a warunki temu sprzyjały.







i can do no wrong for i do not know
what it is
Powrót do góry Go down
Persefone Argent
WIEK : 29
PRACA : detektyw
PD : 334
Re: Sala pacjentów ψ 2/3/2019, 03:20
Spojrzenie stało się uważniejsze. Aleksander dzielący ciało ze świadomym wszystkiego człowiekiem. Pełne wargi niedoszłej aktorki zadrżały w parodii uśmiechu. Wszystko teraz pasowało. Dziwne zachowanie niebieskookiego mężczyzny znajdowało w końcu wyjaśnienie. Aleksander nie zachowywałby się w tak impertynencki sposób. Persefone nie wiedziała jeszcze co ma o tym sądzić, ale na pewno uważała to za interesujące. Uwięziony i podatny na te wszystkie emocje jakie trawiły grzeszników. Wolnym krokiem, za przykładem Caima zbliżyła się do łóżka spoglądając na spokojną twarz Merandusa.
- Wyzłośliwiał się - odpowiedziała beznamiętnie, nie rozumiejąc frazeologizmu. - Tylko to mu pozostało.
Gdyby potrafiła, to współczułaby demonowi losu jaki go spotkał. Udawanie ludzkich uczuć było trudne, a co dopiero ich przeżywanie. Rewolucja, słowo które padło z ust Miltona pozwoliło jej spojrzeć na słowa Astora z drugiej strony. Naprawdę sądził, że tym ją ruszy? Troską o bachora i brakiem rarytasów z Burger Kinga?
- Mam go ukarać? - zapytała dla formalności, przenosząc wzrok z Merandusa na Caima. Teraz, gdy wiedziała o słabości Aleksandra nie uważała go za przeciwnika godnego uwagi. Chętnie jednak wyrównałaby z nim stare porachunki, nawet jeśli demoniczna świadomość miała jeszcze solidne braki w wiedzy o przeszłości.
Znieruchomiała na tą ulotną chwilę, kiedy w Cadena wstępowało nowe życie. Pamiętała swoje pierwsze powłoki po powrocie z piekła i uczucie temu towarzyszące. Jedynie Franceska była inna, głównie za sprawą z tego nieszczęsnego skoku z mostu. Głupia dziewucha, tak naiwna i tak bezbronna, że powinna być wdzięczna za przysłużenie się wielkiej sprawie.
- Co z jego narzeczoną? - zapytała Miltona. Pamiętała kobietę, która była dla Cadena ważna.
Przed nowym właścicielem ciała radnego stało spore wyzwanie. Persefone cieszyła się, że Francesca nie była nikim ważnym. Pseudo aktoreczka z zaburzeniami odżywiania. Salome była jej wybawieniem.







Sala pacjentów Tumblr_pqrfui8FaA1y8dyq2o6_250 Sala pacjentów Tumblr_pqrfui8FaA1y8dyq2o8_250 Sala pacjentów Tumblr_pqrfui8FaA1y8dyq2o9_250
Każdy ma takie piekło na jakie zasługuje.
- Persefone
Powrót do góry Go down
Caden Merandus
Sala pacjentów B1GkjNoq_o
WIEK : 35
PRACA : zastępca burmistrza, radny
PD : 20
SKĄD : Astoria, Oregon
Re: Sala pacjentów ψ 27/2/2019, 15:37
Początek
12.11.18 r.

Brzdęk. Piąta.
Brzdęk. Szósta.
Brzdęknięcia siódmej monety nie usłyszał.
Coś było inaczej.
Utracił poczucie czasu już dawno, dawno temu. Dni, godziny, minuty, sekundy... To już dawno przestało istnieć. Jednostki miary były tylko pustymi słowami. Nie tylko one zresztą. Nie niosły ze sobą żadnego znaczenia. Wszystko to, co kiedyś wydawało się drogie, teraz stanowiło tylko frazes pozbawiony znaczenia. Wyklęty, na samym dnie czeluści piekielnych już nie marzył, by przestać istnieć. Poza czasem, poza marginesem, poza wszystkim co istniało, był właśnie on i cierpienie, na które sobie podobno zapracował. Już nie był pewny, co się właściwie stało. Pękający kark, brzdęk monet, gnijące tkanki — to były jedyne stałe tego równania. Do czasu, gdy srebrniki przestały się przesypywać i usłyszał głos. Chodź tutaj. Wezwanie go imieniem, które mu przecież dawno odebrano, wyrwało go ze szponów zapomnienia.
Zaczerpnął powietrza gwałtownie i otworzył oczy. Pierwszym co zobaczył był biały sufit. A potem zaczęło docierać do niego coraz więcej bodźców. Dyskomfort w drogach oddechowych nakazywał natychmiast pozbyć się rurek, do których był podłączony. Wyszarpał przewody respiratora i podniósł się do pozycji siedzącej. Lazurowe tęczówki Merandusa całkowicie pochłonęła czerń. Skąd, wiedział, czym był respirator? Całkowicie zdezorientowany potoczył spojrzeniem po szpitalnej sali, wyszarpując z ręki również wenflon, który zaopatrywał go w kroplówkę. Zaczerpnął powietrza raz jeszcze. Pachniało środkami czystości. I był to najpiękniejszy zapach jaki poczuł od bardzo, bardzo dawna. Żółte oczy mężczyzny, który był pierwszą żywą istotą na jaką padł Cadena wzrok, wyjaśniły mu wszystko. Powoli spojrzał również na towarzyszącą mu kobietę. Podświadomość szybko podsunęła jej obraz, zapamiętany przez naczynie; policjantka. Ukradkowy dotyk. Słowa i wątpliwości, pojawiające się niechciane i znienacka, atakujące wszystko to, w co wierzył Merandus.
Zalała go fala wiedzy i wspomnień, przez co nie wykrztusił ani słowa, starając się przyswoić to wszystko. Spojrzał na własne ręce, nie wierząc, że oto nie musi już wiązać sobie pętli. Były pokryte zdrową, lekko zaróżowioną skórą. Nie gnijącą, zsuwającą się z toczonego czerwiami mięsa. Był żywy. Nie w swoim ciele, ale żył. Zresztą, jakie miało teraz znaczenie to, kim był kiedyś? Teraz nazywał się Caden. I mógł tylko liczyć, że to nie kolejny, bardziej wysublimowany etap jego kary. Dochodził do siebie powoli. Mościł się w nowym ciele jak w gnieździe, próbując odnaleźć się w nowej sytuacji. Powietrze nigdy nie smakowało tak dobrze, jak teraz. Dotyk szorstkiej, szpitalnej pościeli był przyjemny. Cóż to było za dziwne odczucie.
Nareszcie.







who in twenty centuries, has had the common humanity to pray for the one sinner
that needed it the most?
Powrót do góry Go down
Caim Milton
Postać NPC
Caim Milton
Sala pacjentów Y3CfNCSB_o
WIEK : 46 | ????
PRACA : właściciel kasyna
PD : 24
SKĄD : Astoria
Re: Sala pacjentów ψ 26/2/2019, 10:39
Śmiertelnicy przychodzili i odchodzili. Milton zwykle nawet nie poświęcał im głębszej refleksji, bo ledwo zdążył się nad którymś co poważniej zastanowić jego czas na tym świecie dobiegał końca. Nieważne jak wielki by nie był, śmierć nie znała litości. Jak na istoty tak niedoskonałe i kruche, robili wokół siebie ogrom szumu. Czasem z pomocą z zewnątrz, tak jak Mernadus, innym razem sami z siebie. Taka już ich natura, więc z tym większym politowaniem Caim kwitował wzniosłe stworzeni na podobieństwo Boga.
Właściwie każda żywa, czująca istota miała coś takiego. Pewien aspekt przeszłości czy lęk, który niczym kula u nogi ciągnęła go na dno. Ludzki rozum rządził się swoimi prawami; jako jedyny w naturze obdarzony możliwością rozpoznawania tego, co złe, a co dobre, niejednokrotnie z premedytacją sięgał po to drugie. Wampiry były dla Caima interesujące, bo były wynikiem eksperymentu, który miał miejsce tysiące lat temu. Zawsze znajdował trochę czasu, by przyjrzeć się im z bliska, ciekawy  tego, dokąd zaprowadzi te istoty ewolucja. Oglądanie ich zmagań z przeklętym żywotem, przypominało telenowele, na które trafiał czasem w telewizji. Z prztyczka w nos Stwórcy, kawału zrobionego jego dziełu, przeszli do ledwo nad sobą panujących, żądnych krwi istot, które z tęsknotą spoglądały wstecz. Można było zatem śmiało założyć, że żart im, demonom, się udał. Ale brak reakcji Stwórcy, psuł całą przyjemność z dowcipu. Do czasu, bo któż wie, co przyniesie przyszłość.
Persefona nie musiała się obawiać, przynajmniej nie w tej chwili, chociaż jej odpowiedź nie była tym, czego oczekiwał.
Aleksandros... — Westchnął, jakby rozczarowany. Pozwolił istnieć tej abominacji tylko dlatego, że stanowiła nieocenione źródło łączności z łowcami. Caim postawiłby swoje zużywające się powoli naczynie na to, że Christian dojdzie do głosu w najmniej odpowiednim momencie i zwyczajnie bratu powie, w czym rzecz. I o to tu w pewien sposób chodziło. O chaos. Christaleksandros nie był pierwszym takim przypadkiem ani ostatnim, a Milton wiedział doskonale, czego można się po nim spodziewać. Prób powstrzymania tego, co nieuniknione. — Nie panuje jeszcze nad powłoką? — Parsknął nieposkromionym śmiechem. — Nigdy nie zapanuje. Jego brat go egzorcyzmował i coś mu nie wyszło. Teraz utkwił w jednym ciele ze świadomym człowiekiem. Astor prawi zazwyczaj takie dyrdymały, że bardzo łatwo wyczuć, kiedy akurat przemawia przez niego  Aleksander — Caim był wyjątkowo ubawiony tymże faktem. Podszedł bliżej do łóżka Merandusa, wbijając w niego żółte ślepia. Puls monitorowany przez maszynę zwolnił.  — Już namawiał do rewolucji, czy na razie obiecywał gruszki na wierzbie? — Zapytał. Milton uwielbiał frazeologizmy, były tak zupełnie pozbawione sensu.
הודה, בוא הנה בבקשה.
Puls Merandusa zwolnił niemal do zera. Maszyna już zaczęłaby o tym alarmować lekarzy, ale tętno znów podskoczyło gwałtownie. Powinien się budzić, zaczerpnąć pierwszy od prawie dziewięćdziesięciu tysięcy piekielnych lat oddech.  
הַשְׁכָּמָה







i can do no wrong for i do not know
what it is
Powrót do góry Go down
Persefone Argent
WIEK : 29
PRACA : detektyw
PD : 334
Re: Sala pacjentów ψ 24/2/2019, 23:05
Nie skomentowała słów demona o nieumiejętnym postrzale. Persefone nie posiadała za grosz poczucia humoru, pozostając niewzruszoną na wszelkie próby rozbawienia. Samobójstwa wcale nie należały do łatwych i gdyby potrafiła współczuć, to właśnie czułaby widząc do jakiego stanu doprowadził się Caden.
Nie tak dawno, kilka miesięcy temu, człowiek czysty jak łza; kryształ ze skazą, która stanowiła wyrok. Każdy śmiertelny miał na sumieniu większe lub mniejsze przewinienia i czasami wystarczyło, aby demon musnął go swoim jestestwem by doprowadzić do tragedii. Szept, słówko i dotyk. Umiejętność zwodzenia oraz kuszenia stanowiła cechę każdego demona. Przypadek Merandusa nie wyróżniał się niczym od poprzednich. Niektórzy stawiali opór i szukali pocieszenia w żarliwych modłach do Boga, na którego wcześniej pluli lub o nim zapomnieli. Jak trwoga to do Boga. Skinęła głową Caimowi, nadal powstrzymując się przed zabraniem głosu. Wampiry, poza pozorną nieśmiertelnością i zwiększonymi atrybutami siły oraz zwinności, nie różniły się niczym od zwykłych ludzi. Santiago nie był pierwszym gniewnym khafaashem jakiego spotkała. Widoczne u Argent zainteresowanie wywarły syreny. Z biegiem stuleci rozbudził się u niej apetyt na wiedzę; eksperymenty jakim można było poddać ludzi i ich otoczenie. Za przykład niech posłuży mały Gustav. Nie miała żadnego większego interesu żeby go zabierać i gdyby nie autyzm o którym nie wiedziała, los dziecka już dawno byłby przesądzony.
- Dobrze - W końcu dlatego ulokowano ją w miejskiej policji. Pomimo zafascynowania Durhamem, skupiała się również na pracy jaką jej powierzał odgórnie Milton. Podniosła wzrok na twarz demona, odczuwając dalekie uczucie niepokoju jakie mogły wzbudzić żółte ślepia. Oczy Persefone pozostawały tak samo intensywnie czarne jak wcześniej.
- Aleksander - odpowiedziała zgodnie z prawdą. Nie miała powodu do zatajania przed zwierzchnikiem spotkania z innymi demonami. - Rozmawialiśmy o łowcach. Uznał, że moja przeszłość z nimi związana, popsuje mu szyki.
Obawy były uzasadnione, tego nie można było Astorowi odmówić.
- Nie panuje chyba jeszcze nad powłoką - Tłumaczyła to sobie za rzadkim przebywaniem na ziemi przez Aleksandrosa. Nie przyszłoby jej nigdy do głowy, że zmuszony jest dzielić ciało ze świadomym Christianem.







Sala pacjentów Tumblr_pqrfui8FaA1y8dyq2o6_250 Sala pacjentów Tumblr_pqrfui8FaA1y8dyq2o8_250 Sala pacjentów Tumblr_pqrfui8FaA1y8dyq2o9_250
Każdy ma takie piekło na jakie zasługuje.
- Persefone
Powrót do góry Go down
Caim Milton
Postać NPC
Caim Milton
Sala pacjentów Y3CfNCSB_o
WIEK : 46 | ????
PRACA : właściciel kasyna
PD : 24
SKĄD : Astoria
Re: Sala pacjentów ψ 21/2/2019, 00:30
Tak naprawdę od celu dzielił ich jeszcze ogrom przygotowań. Pieczęcie były wszak raptem preludium. Miały im sprowadzić sojusznika. Zapomnianego już przez wszystkich, choć wydawało się na pewnym etapie, że stanowiącego dla Stwórcy poważną konkurencję. Spotkał go los tak samo żałosny jak Caima i jak wszystkich jego braci. Milton nie mógł sobie wyobrazić nikogo, kto wsparłby ich w tej małej krucjacie z większą ochotą. Otwarcie piekła oznaczało koniec kary. Czystkę. Nowy świat. Osobną kwestią pozostawało to, że niektórzy na karę zasłużyli. Dla nich Milton miał natomiast niespodziankę zgoła odmiennego rodzaju.
Strzelił sobie w łeb i nie trafił, wyobrażasz sobie? — Zagadnął Argent niemal tonem towarzyskiej pogawędki. Gdyby Milton miał większe poczucie humoru, być może nawet uznałby to za całkiem zabawne. Żałował, że Cadena jako takiego już nie ma; zapytałby go ochoczo, jakie to uczucie nawet tak prostej rzeczy nie potrafić zrobić dobrze. Napad był tylko przykrywką; pożywką dla mas, które rzuciłyby się na Merandusa jak sępy, gdy tylko opuści ten szpital. Sama Persefone miała udział w doprowadzeniu zastępcy burmistrza do takiego stanu, mogłaby być zatem dumna z siebie, gdyby tylko którekolwiek z nich wiedziało, czym jest duma. Koncept dawno już zapomniany; Miltonowi obcy od zawsze i na zawsze. Ciekawe jakie zdanie na ten temat będzie miał ich nowy znajomy. Jeden z ulubionych Caima grzeszników, o ile można było w ogóle wystosować wobec kogokolwiek podobny tytuł. Demon wstał z krzesła i podszedł do łóżka, wbijając wzrok w nieruchome ciało.
Dobrze — skwitował krótko. Pomoc wampirom, chociaż wydawała się sprzeczna z ich naturą, nie była wykluczona. Sam wyciągnął jednego z ciasnych objęć syren w zatoce, a mógł go tam zostawić. Co go obchodził jakiś krwiopijca? Chodziło tu jednak o długofalową współpracę. — Wampiry to chyba najbardziej sentymentalna rasa jaka kiedykolwiek chodziła po tej ziemi. Nic dziwnego, że nie był zachwycony. — Caim istotnie nie mógł sobie przypomnieć, by jakiekolwiek stworzenie było równie beznadziejnie przywiązane do tego, co minione. Biorąc pod uwagę pochodzenie wampirów, zakrawało to na ironię.

Spojrzał na Argent z uwagą, gdy padły słowa o sprzątaniu. Chociaż Ty nie zawiodłaś. Prawie że niecierpliwie wyczekiwał informacji od Aleksandrosa i jego rozmowy z łowcami. Coś Miltonowi podpowiadało, że zaraz zaczną się mobilizować i ruszą na nich z widłami i pochodniami.
Gdybyś tylko widziała, co księga zrobiła z syrenami w oceanie. Musiałem zniszczyć całą jaskinię na wybrzeżu, a i tak pewnie jakieś zdołały stamtąd uciec. To one zajęły się ludźmi ze statku, więc dobrze byłoby, gdybyś miała oko, co na ten temat sądzą śmiertelnicy. Większość ciał zniknęła pod skałami, ale wiesz jacy są ludzie — machnął niedbale ręką, jakby dawał do zrozumienia, że skażona krew to nie jedyny problem. Mówiąc śmiertelnicy, miał na myśli współpracowników Persefony. Pchali się wszędzie bez ustanku, nawet jeżeli niektórych rzeczy nie mogli pojąć.
Jego oczy znienacka przeszły ze zwyczajowej czerni w kolor żółty. — Czy którykolwiek demon odzywał się do ciebie od spotkania? — Zapytał niespodziewanie, choć wciąż tonem zupełnie spokojnym i nonszalanckim, wydawać by się mogło, że zupełnie niezwiązanie z tematem. Salome powinna pamiętać demony, które przewinęły się przez jadalnię kilka dni temu. White, Migneault, Townsend, nieobecny wówczas Ravensson. Ktoś tu chyba zastosował odwrót taktyczny. Milton zbliżył się do kobiety, świdrując ją uważnym wzrokiem, ale z jego twarzy ciężko było cokolwiek wyczytać.







i can do no wrong for i do not know
what it is
Powrót do góry Go down
Persefone Argent
WIEK : 29
PRACA : detektyw
PD : 334
Re: Sala pacjentów ψ 20/2/2019, 22:51
Beznamiętnym wzrokiem patrzyła jak kwiaty tracą barwę i witalność, zamieniając się w pociemniały chrust. Ignorowała włączony telewizor i wyświetlające się na nim przekazy reklamowe. Caden Merandus miał dołączyć do ich niewielkiego grona, co już wcześniej przyjęła z obojętnością. Wykonała związane z nim zadanie, które pozostawiało szerokie pole do popisu dla umiejętności jakimi posługiwały się demony na co dzień. Jednak na wieść o napadzie poczuła lekkie rozczarowanie, że stało się to tak szybko. Jaki nikczemnik ożywi przystojną powłokę bruneta? Piekło pękało w szwach od nadmiaru potępionych. Nie miałaby nic przeciwko ponownemu spotkaniu z Macbethem lub Henrykiem VII. Pieczęcie pękają.
Ile czasu minie zanim słowa Aleksandra nabiorą mocy? Powstrzymała się przed grymasem na samo wspomnienie niedawnego kompana. Dziwne zachowanie demona nie dawało jej spokoju. Rozmowa z Miltonem mogła być wskazówką... Spojrzała na niego, gdy ponownie przemówił. W tle pracowała aparatura podtrzymująca ludzkie życie.
- Przekazałam ją wampirowi. Nie wydawał się zachwycony. - odpowiedziała zdawkowo nie wdając się w zbytnie szczegóły własnych odczuć. - Wie o jej oddziaływaniu na ludzi, struł się skażoną krwią.
Udzielenia pomocy Medoniemu nie uznawała za coś, czego miałaby się przed Miltonem obawiać. Zawsze istniała opcja przerzucenia księgi przez płot posiadłości Farnese ale nawet demony wykazywały się pewnym stylem. Persefone nie lubiła chodzenia na skróty. Od jakiegoś czasu stała się długodystansowcem jeśli w grę wchodziło coś więcej niż zabić i pozamiatać.
- Wampiry wzięły na siebie sprzątanie. Sprawdziłam, nie ma żadnych śladów, które mogłyby wzbudzić ludzkie podejrzenia.







Sala pacjentów Tumblr_pqrfui8FaA1y8dyq2o6_250 Sala pacjentów Tumblr_pqrfui8FaA1y8dyq2o8_250 Sala pacjentów Tumblr_pqrfui8FaA1y8dyq2o9_250
Każdy ma takie piekło na jakie zasługuje.
- Persefone
Powrót do góry Go down
Caim Milton
Postać NPC
Caim Milton
Sala pacjentów Y3CfNCSB_o
WIEK : 46 | ????
PRACA : właściciel kasyna
PD : 24
SKĄD : Astoria
Re: Sala pacjentów ψ 18/2/2019, 18:22
Ludzie, których demony obierały sobie na naczynia byli bardzo zróżnicowani. Czasem zupełnie niczym nie wyróżniali się ponad innych. Było to o tyle przydatne, że łatwiej było im się wtedy ukryć, dzięki czemu ich obecność w Astorii nie była faktem powszechnie znanym. Czasem jednak sytuacja wymagała, by sięgnąć po kogoś, kto był bardziej na przysłowiowym świeczniku. Merandus był właśnie kimś takim.
Pojawienie się Salome niejako wyrwało Caima z zadumy, choć wciąż kręcił się powoli na fotelu, zezując w stronę telewizora, gdzie nadawano właśnie reklamę jakiegoś robota kuchennego.
Nie ma co zwlekać — odparł. — Pieczęcie pękają. Trzeba mieć kogoś, kto będzie trzymał rękę na pulsie w ratuszu. Mnie się nie chce w tym babrać — wyjaśnił od niechcenia. Kobieta w telewizorze zapewniała, że reklamowany przedmiot jest każdej gospodyni domowej absolutnie niezbędny. Właściwie nie musiał nic tłumaczyć Persefonie, niemniej miała swój udział w doprowadzeniu Cadena do stanu, w jakim znajdował się teraz. Uznał zatem, że należy jej się chociaż szczątkowe wyjaśnienie. Była skuteczna i posłuszna, a niczego innego nie oczekiwał. Kwiaty które przyniosła zwiędły. W starciu z przykrą aurą Caima, rośliny zachowujące ostatnie znamiona świeżości i życia, nie miały większych szans. Te ludzkie rośliny również. Merandus musiał zatem trzymać się żałosnego żywota dość kurczowo, skoro maszyna nie obwieściła jeszcze, że serce przestało pracować.
Caim wbił wzrok w Argent. Żadne pytanie nie padło z jego strony, mimo że mogłoby. Kwestia księgi, współpracy z wampirami. A piętrzyły się kolejne zadania. Kobieta w telewizorze zaczęła zachwalać cudowny pas wibrujący, który podobno miał niwelować tkankę tłuszczową. Widząc jej sztucznie uśmiechniętą gębę pożałował, że nie może na nią zadziałać mocą na odległość. Zawsze w takich chwilach nie mógł się nadziwić, że Stwórca wolał coś tak żałośnie maluczkiego zamiast nich wszystkich.
Jak księga? Podobała się? — Rzucił dopiero po dłużej chwili. Oparł przedramiona na podłokietnikach fotela i wykonał pełen obrót. Im dłużej tutaj był, tym więcej ludzi w szpitalu czuło się gorzej. A choć Milton pozbawiony był tej prostej, prozaicznej nienawiści do ludzi, sam fakt, że mógł to robić, sprawiał mu przyjemność. O ile można było tak to nazwać. Ludzie byli jak stół, krzesło czy chomik. Zawsze można stworzyć kolejne, gdy będzie taka potrzeba.







i can do no wrong for i do not know
what it is
Powrót do góry Go down
Persefone Argent
WIEK : 29
PRACA : detektyw
PD : 334
Re: Sala pacjentów ψ 15/2/2019, 19:30
#5

Oczekiwanie na audiencje w aktualnych okolicznościach nie było jej na rękę. Praca, zaangażowanie sąsiadki w opiekę nad dzieckiem i zastanawiające zachowanie Aleksandra sprawiały, że wolała mieć spotkanie z Miltonem już dawno za sobą. Potrzebowała nowego zadania. Przynajmniej trwała w takim przekonaniu mimo nieustannego zajęcia. Obcowanie z Raymondem było jak czytanie interesującej książki. Musiała ją dawkować w rozsądnych proporcjach, żeby za szybko nie dojść do zakończenia historii. Wypełnianie i porządkowanie papierów stało się dla Persefone akceptowalne. Chciała złudnie przypodobać się Durhamowi i przyspieszyć pewne sprawy. Coraz bardziej zaczęła lubić swoje naczynie.
Niepozorne z ładną buzią, o którą wystarczyło zadbać kilkoma podkreśleniami węgielka i szminki.
Rozsyłanie uśmiechów do otoczenia sprawiło, że inni byli skorzy do pomocy bez konieczności oddziaływania na nich sugestią. Zaparkowała samochód nieopodal szpitala stanowiącego idealne źródło ludzkiego cierpienia. Przechodząc koło kwiaciarki kupiła bukiet kwiatów. Dostanie się na piętro na którym Merandus dochodził do siebie nie sprawiło Argent wielkich trudności, zwłaszcza przez wzgląd na wcześniejszy spacer Caima. Przemknęła niezauważona do sali wyglądając na kogoś kto przyszedł w odwiedziny. Ubrana elegancko z dodatkowymi centymetrami na nogach, mogła uchodzić za znajomą Cadena. Zamknęła za sobą drzwi, podchodząc do Caima wolnym krokiem. Bukiet rzuciła w nogi mężczyźny w śpiączce, lustrując go z zaciekawieniem jakim obdarzało się gąsienice na rozgrzanym asfalcie.
- Już? - zapytała krótko. Domyślała się, że Caim nie wybrał czasu i miejsca przypadkowo. Szpitale były jednymi z miejsc z których można było czerpać nowe ciała dla demonów.







Sala pacjentów Tumblr_pqrfui8FaA1y8dyq2o6_250 Sala pacjentów Tumblr_pqrfui8FaA1y8dyq2o8_250 Sala pacjentów Tumblr_pqrfui8FaA1y8dyq2o9_250
Każdy ma takie piekło na jakie zasługuje.
- Persefone
Powrót do góry Go down
Caim Milton
Postać NPC
Caim Milton
Sala pacjentów Y3CfNCSB_o
WIEK : 46 | ????
PRACA : właściciel kasyna
PD : 24
SKĄD : Astoria
Re: Sala pacjentów ψ 15/2/2019, 12:52
12 listopada 2018 r.
sala prywatna


Nie spisaliście się szczególnie — mruknął, przełączając z kanału na kanał w poszukiwaniu wstrząsających wieści ze świata. Morderstwa, głód, wzmianka o kolejnym ognisku eboli. Tam jakiś huragan, tam pożar. Żadnych masówek. Protestów. Ataków. Wniosek był prosty — albo pozostałe pieczęcie były jeszcze całe, albo potrzebowały czasu by nabrać mocy prawnej. Jak ta, która tkwiła pod Jewell. Jak ta, która tkwiła w Astorii. Skutki były jeszcze niewyczuwalne, przynajmniej na pierwszy rzut oka. Owrzodzone, paskudne syreny w zatoce stanowiły pierwszy przejaw pewnych zmian. Caim był ciekaw, czy któryś łowca zainteresuje się paskudztwem, które pływa w oceanie. Wampiry miały księgę; pozostawało im więc podsunąć, jak to diabelstwo otworzyć i cieszyć się kolejnym zerwanym łańcuchem, z których każdy przybliżał ich do celu. Koniec ich kar, koniec ich cierpienia, koniec tego marazmu pławienia się w błocie pod stopami śmiertelników... Sięgnął po ciasteczko.
Był tu już od grubych kilkunastu minut. Prywatne sale szpitalne wydawały się wyjściem wyjątkowo pretensjonalnym, ale nie spodziewałby się po zastępcy burmistrza niczego innego. Nieprzytomny, z obandażowaną głową i podłączony do pikającej aparatury, leżał nieświadomy tego, co dzieje się wokół. Już niedługo. Trochę czasu musieli poświęcić, nim udało się go doprowadzić na skraj rozpaczy. Milton mógł co prawda postąpić z większym rozmachem i zagarnąć burmistrz, ale zaniechał. Rozmach był prostą drogą do porażki. Mieli czas, a Merandus wydawał się naczyniem idealnym. Medialny, działający w fundacji charytatywnej, z piękną narzeczoną u boku i uśmiechem godnym gwiazdora filmowego. Innymi słowy był równie godny pożałowania, co cała reszta bezkształtnej masy śmiertelników. Ale w ich oczach był kimś. A oni potrzebowali kogoś. Caim wiedział już, kogo wyjmie z piekła tym razem. Niczym królika z kapelusza. Jak najprościej zagrać Stwórcy na nosie? Ano cóż. Zwlekał jednak, w oczekiwaniu na Persefone, która miała się tutaj zjawić. Misja się powiodła, nie musiał być rozczarowany jej wynikami, stąd też był gotów wstrzymać się chwilę z tym, co sobie zaplanował.
Siedział w wygodnym, obrotowym fotelu, bujając się nieznacznie na boki, jakby z nudów. Wszedł tutaj, jak przykazano, przez drzwi, nie teleportując się wprost do środka jak to miał w zwyczaju. Przechadzka korytarzami przysparzała bowiem wątpliwej rozrywki. Wniesiona wraz z nim paskudna aura sprawiała, że co słabsi chorzy, będący u progu życia doczesnego, ów próg przekraczali szybciej, niż powinni. Właściwie był nawet ciekaw, jak to zadziała na Merandusa, ten jednak wciąż pogrążony w śpiączce chyba nawet nie odczuł wielkich zmian.







i can do no wrong for i do not know
what it is
Powrót do góry Go down
Carpe Diem
Konto Techniczne
Carpe Diem
Sala pacjentów Kv0xLQPj_o
PD : 306
Sala pacjentów ψ 18/10/2018, 13:53

Sala pacjentów
⇜ dostępna ⇝

Na salę przypada zwykle około 4-5 łóżek, chyba, że ktoś zażyczy sobie salę prywatną. Duże okna wypuszczają sporo światła do środka. Sale są zazwyczaj w jasnych kolorach, przy każdym łóżku znajduje się szafka, gdzie pacjent może schować swoje rzeczy. Telewizor zawieszony na ścianie ma umilać im czas.
⇜ code by bat'phanie ⇝
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Sponsored content
Powrót do góry Go down
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry Strona 1 z 1
Skocz do: