Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
Carpe Diem
Konto Techniczne
avatar

PD : 306
Ogród ψ Sro Paź 31, 2018 11:21 pm
[You must be registered and logged in to see this image.]
Ogród
⇜  dostępna ⇝

Drugie, po gabinecie miejsce w którym lubi przebywać Cosimo. Ogród zawsze jest zadbany, a w niewielkim zbiorniku wodnym przy kamiennej altanie stale dba się o czystą wodę. Otoczenie sprzyja wyciszeniu się i uporządkowaniu myśli. Wysokie krzewy oraz drzewa, zapewniają mieszkańcom posiadłości intymność i dyskrecję.
⇜ code by bat'phanie ⇝
Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 25 // 128
PRACA : właścicielka Pandemonium
PD : 50
SKĄD : Astoria
Re: Ogród ψ Czw Lis 29, 2018 12:14 pm
z gabinetu, kontynuacja spotkania wampirów

Emocje towarzyszyły jej całe życie. Nie potrafiła ich tak po prostu wyciszyć, jak robili to niektórzy. Jak uczył ją Cosimo. Właściwie czasem miała wrażenie, że w swoim ludzkim życiu była mniej gwałtowna, niż teraz, choć przecież powinno być na odwrót. Już wczoraj czuła, że kielich goryczy się przelał, ale towarzyszyła jej tylko złość. Głównie na Stwórcę. Tak wielu rzeczy jej nie powiedział, dlaczego? Bo uważał, że nie jest gotowa? Bo za mało się starała? A może po prostu dlatego, że była beznadziejną uczennicą, która nie potrafiła powściągnąć prostych reakcji na widok kogoś, kogo nienawidziła z taką pasją i to już nie po raz pierwszy? Tyle kłamstw i przemilczeń. Nie chciała się nad sobą użalać, nienawidziła tego. Nie chciała być tak słaba, tak ludzka; a w głębi duszy wiedziała, że to nieprawda. Zmęczyło ją już to udawanie. Pojawienie się Santiago zniweczyło jej starania się o to, by zapomnieć jak było kiedyś. Był pomnikiem wszystkich jej wspomnień, zwieńczeniem tego, co minęło. Zostawił ją za sobą i porzucił, a teraz miał czelność się tutaj zjawiać, tak samo nieśmiertelny jak i ona. Rzucając słowa, do których nie miał prawa i które były jak policzek, choć nigdy by mu tego nie powiedziała. Usłyszenie tego akurat od niego, było jak wbicie noża w serce i przekręcenia ostrza. Pozostawało liczyć, że Farnese go odesłał i nie będzie go musiała nigdy więcej oglądać. Ten widok bolał. Nic już nie będzie takie samo. Nie tylko ze względu na nadszarpnięte zaufanie do Stwórcy, za którego była gotowa oddać życie, a ten nie potrafił zapewnić jej tej jednej, prostej rzeczy - prawdy. Pogodziła się z tym, że Medoni nie żyje, tymczasem był tutaj. Jak miała to znieść? Wyobrażać sobie, że tak naprawdę to nie on? Że ma zwidy, widzi co chce widzieć? Tylko że przecież nie chciała go widzieć. Starała się rozbudzić w sobie na nowo całą tą nienawiść, jaką w sobie do niego pielęgnowała, ale odnajdywała tylko smutek. Wzbudzało to tylko kolejne podkłady frustracji. Kolejna osoba w jej życiu ją zawiodła, powinna być na to lepiej przygotowana. Ale teraz obydwie te osoby były w jednym miejscu. A ona najchętniej by zniknęła.
Z gabinetu skierowała się do ogrodów, uważając na wyboistej ścieżce, bo jej buty nie były przystosowane do takich spacerów. Odnalazłszy swoje ulubione niegdyś miejsce, tuż przy kamiennej altanie, z widokiem na wodę, usiadła tam. Po drodze zagryzła szczęki tak mocno, że wysunięte kły zraniły jej wargi, ale rany szybko się zasklepiły. Wciągała głęboko chłodne, nocne powietrze, choć wcale go nie potrzebowała. Po prostu chciała przegonić płacz. To było tak żałosne, że w gardle zamarł jej pusty śmiech. Zajęła miejsce na jednym z foteli i odchyliła głowę na oparcie, przymykając powieki. Co teraz? Unieść się dumą? Pokornie to wszystko przyjąć? Jaki miała wybór?







[You must be registered and logged in to see this image.]

Just what the truth is
I can't say any more
Powrót do góry Go down
Cosimo Farnese
Postać NPC
avatar

WIEK : 37 / 669
PRACA : Far-Logistic; konserwator zabytków
PD : 36
SKĄD : Astoria
Re: Ogród ψ Nie Gru 02, 2018 4:02 am
| z gabinetu

Zmierzał do ogrodu wolnym krokiem. Zastanawiał się nad tym co zastanie, gdy już spotka Tinę. Był przyzwyczajony do wybuchów złości, obrażania się, płaczów i radości. Spokrewnił niezwykle temperamentną kobietę przez co już nieraz miewał problemy. Nie było jednak przeszkody, której wspólnie nie pokonali. Cosimo wierzył, że Valentina osiągnie spokój ducha w takim sam sposób jak on. Wyciszenie dawało ukojenie. Jemu zajęło to ponad sto lat i było zasługą głównie Anny. Miał nadzieję, że będzie taką osobą dla Tiny. Chłodne powietrze uderzało w nozdrza, napełniając je zapachem róż. Były to jego ulubione kwiaty, którymi obdarowywał dawniej Morgause, a teraz Valentinę. Zerwał jeden z kwiatów i podążył w stronę kamiennej altany. Przygotowywał się na długą oraz poważną rozmowę. Był jej to winien już dawno temu. Grzebiąc przeszłość postąpił jak głupiec. W głębi siebie, obawiał się konsekwencji dzisiejszego wieczoru. Jedno mógł mówić Santiago, a co innego robić, gdy w grę wchodziły uczucia jakimi darzył swoją potomkinie. Spojrzenie Morgause w gabinecie nie uszło jego uwadze, tak samo jak kpina w głosie Medoniego, gdy wspomniana została więź. Chętnie pozbył się swojej, odmawiając tego Valentinie. Nigdy do tej pory o to nie prosiła. Czy teraz to się zmieni? Valentina da dojść do słowa i przekonania, że chciał dla niej jak najlepiej? Że nie wierzył w podarowanie Santiago nieśmiertelności? Że choć ją przehandlowali to zmienił zdanie, gdy tylko w jej żyłach zaczęła płynąć jego krew? Doznawał przy niej tego, czego wyrzekał się przez wieki po utracie Anny. Do tej pory pamiętał rozdzierający ból. Zauważył ją i poczuł. Krew.
— Valentine. — wymówił jej imię tak jak robił to wielokrotnie. Angielsko i pieszczotliwie.  — Mogę? — wskazał na sąsiednie siedzisko. Długie palce pianisty bawiły się różą. Kolce raniły skórę, lecz ranki szybko się goiły.






... and the thorns of roses will caress us.
Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 25 // 128
PRACA : właścicielka Pandemonium
PD : 50
SKĄD : Astoria
Re: Ogród ψ Pon Gru 03, 2018 9:47 am
Wyczuła go szybciej niż zobaczyła. Rozmyślając akurat o tym, jakie to ironiczne, że mimo tak wielu lat na karku wciąż popełniali tak głupie błędy, omal nie przegapiła jego obecności, zbyt skoncentrowana na wydarzeniach sprzed kilkudziesięciu minut, zbyt przybita. Zupełnie jakby jej gniew się wypalił i zostawił po sobie tylko apatię, której nie miała siły zwalczać.
Spojrzała na niego, przez chwilę niczego nie mówiąc. Wcześniej miała ochotę na niego nawrzeszczeć, teraz tak naprawdę tylko słaba chęć poznania w końcu prawdy odwiodła ją od tego, by poprosić, żeby zostawił ją samą. Nieświadoma tego, że kolejny zawód czeka za progiem. Nie miała serca mu odmówić i nienawidziła się za to w tej chwili. Może gdyby tylko była bardziej stanowcza... A jednak nie potrafiła. Mogła się teraz złościć i zarzekać, że nigdy już nie zamieni z nim ani słowa, ale wiedziała przecież, że to nieprawda. Jeśli czegokolwiek mogła być w tym długim życiu pewna było to to, że prędzej czy później i tak będzie stała u jego boku. Tak już po prostu było. Odkąd tylko pamiętała, nie chcąc wracać do tego, co było zanim wygrzebała się z ziemi jako ktoś zupełnie nowy. W teorii lepszy. W praktyce zaczynała mieć coraz więcej wątpliwości.
- Proszę - odparła krótko, machając ręką, jakby oferowała miejsce. Jej wzrok opadł na poranioną dłoń, a rzęsy rzuciły długie cienie na policzki. Odwróciła spojrzenie, wbijając je w spokojną taflę wody. Nie miała pomysłu, co powiedzieć. Było wiele pytań, które chciałaby zadać, ale uznała, że byłyby one przejawem dobrej woli, której w najlepszym wypadku nie wykazywała.
- Spotkanie już się skończyło? - Zapytała po przedłużającej się chwili. Konsekwencja w postępowaniu względem swojego stwórcy, część pierwsza. Tak naprawdę miała ochotę zapytać, czy on wciąż tu jest, ale przecież oznaczałoby to, że poświęciła Medoniemu więcej uwagi, niż zamierzała się zarzekać. Postanowiła to więc pominąć. A najlepiej udawać, że w ogóle cała sytuacja w gabinecie się nie wydarzyła.







[You must be registered and logged in to see this image.]

Just what the truth is
I can't say any more
Powrót do góry Go down
Cosimo Farnese
Postać NPC
avatar

WIEK : 37 / 669
PRACA : Far-Logistic; konserwator zabytków
PD : 36
SKĄD : Astoria
Re: Ogród ψ Pon Gru 03, 2018 5:39 pm
Niewiedza była zbawienna i Cosimo wielokrotnie się o tym przekonał. Może dlatego tak usilnie uspokajał własne sumienie, że robi dobrze. Po co miała się martwić, po co snuć teorie i szukać odpowiedzi, gdy nie było warto. Pojawienie się Santiago postawiło jego metody pod znakiem zapytania. Powinien już dawno temu powiedzieć Tinie, że istniała niewielka szansa na spotkanie się z Santiago. Bardzo niewielka. Południe jednak było wtedy tak niebezpieczne, a on sam nieprzerwanie porównywał ją do Anny. Różniły się od siebie wszystkim: zarówno wyglądem jak i zachowaniem. Blond włosa Anna przypominała anioła i w tym sensie Cosimo ją nawet gloryfikował. Ideał, który nie miał prawa nigdy istnieć.
— Jeszcze trwa. Adora przedstawia im swoją idee wampiryzmu. — odpowiedział ze spokojem, kontynuując zabawę różą. Wzrok był utkwiony w rubinowych płatkach kwiatu. Od łez, nie znosił najbardziej na świecie obojętności. Przygaszenia, które dezorientowało dalszy punkt rozmowy. Wymyślone po drodze formułki wyparowały z głowy. Czasami myślał o tym, że nie jest odpowiednią osobą do spokrewniania i opiekowania się młodymi wampirami. Angażował się za bardzo i jego podejście różniło się od tego jakie zauważył u Vidara czy Luciano. Więź zdawała się momentami przyćmiewać zdrowy rozsądek. Nie miał w tym zbyt wielkiego doświadczenia co przekładało się na wychowanie Valentiny.
— Przepraszam. — odezwał się ponownie, gdy między nimi zapadła cisza. Kwiat znieruchomiał między jego palcami, a wzrok spoczął na urodziwej twarzy Meksykanki.
— Przepraszam za Santiago. Przepraszam, że nie powiedziałem ci o Morgause. Adorze. — poprawił się. Przepraszam za to, że nie uchroniłem cię przed takimi wieczorami jak ten. Przepraszam, że nie potrafię ci dać tego czego ode mnie oczekujesz...






... and the thorns of roses will caress us.
Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 25 // 128
PRACA : właścicielka Pandemonium
PD : 50
SKĄD : Astoria
Re: Ogród ψ Pon Gru 03, 2018 6:08 pm
Im mniej wiesz, tym lepiej śpisz. Adekwatnie do wampirów - tym łatwiej ci się żyje. Valentina byłaby się skłonna z tym zgodzić. Tylko do momentu, w którym prawda wychodziła na jaw, tak, jak dzisiaj, jak wczoraj, gdy w progu gabinetu stanęła Adora. I Santiago. Na słowa o idei wampiryzmu według tej kobiety, wywróciła oczami. Mogła się tylko spodziewać, czego dotyczyło spotkanie. Nie lubiła Lovecraft. I nielubienie to wykraczało stanowczo poza granice zwykłej zazdrości, jaką odczuwała ilekroć jakaś wampirzyca kręciła się w pobliżu Cosimo. To było coś innego. Jego spięcie na widok Adory jednoznacznie podpowiadało, że tutaj chodzi o coś więcej. O coś, o czym znów jej nie mówi.
Przyglądała się Cosimo, gdy ten bawił się kwiatem. Nie żyłaby, gdyby nie on, o czym Medoni nie omieszkał jej przypomnieć. Nie umiała jednak powiedzieć, co by w tej chwili wolała. Wszystkie te wspólnie spędzone z nim lata pod pewnymi względami naprawdę były darem, mimo jej pragnienia, by wrócić do tego, co ludzkie. Nie miała wcale poczucia, aby cokolwiek w jej wychowaniu zrobił źle. Widziała w tym raczej swoją winę. Jej upór, jej rozemocjonowanie... To nie była przecież jego wina. Wiedziała, że nie wybrałby jej na potomkinię, gdyby nie to, że umierała. Czy mogła go za to winić? Nie. Sama też by się nie wybrała.
Była przekonana, że pohamuje wściekłość. Że ta zniknęła, zastąpiona smutkiem. Ale kiedy na nią spojrzał, coś się w niej złamało. Wezbrana tama pękła. Poderwała się z miejsca i jednym susem znalazła przy Farnese, chcąc go złapać za gardło. Wiedziała, że przekracza dozwoloną granicę, że tak nie wolno, że spotka ją za to kara. Ale nie mogła się powstrzymać. Może zresztą tego chciała. Jej źrenice się rozszerzyły, gdy na niego spojrzała, a kły zabłysnęły pomiędzy wargami w kolorze wina.
- Nie chcę twoich przeprosin, tylko prawdy. Wiedziałeś o tym? Wiedziałeś, że jest nieśmiertelny i nie pozwoliłeś mi się zemścić za to, że podrzucił ci mnie jak niechciane szczenię? - Warknęła. - Morgause... - prychnęła cichym, kpiącym śmiechem. - Może lepiej powiesz mi, kim jest Anna?







[You must be registered and logged in to see this image.]

Just what the truth is
I can't say any more
Powrót do góry Go down
Cosimo Farnese
Postać NPC
avatar

WIEK : 37 / 669
PRACA : Far-Logistic; konserwator zabytków
PD : 36
SKĄD : Astoria
Re: Ogród ψ Pon Gru 03, 2018 7:16 pm
Bez wątpienia zaletą Cosimo była cierpliwość. Przejawiał ją jeszcze za ludzkiego życia, pobierając nauki od ojca, a potem samemu prowadząc pracownię cieśli. Rzeźbienie w drewnie, konserwacja mebla czy obrazu wymagała wyciszenia. Był idealnym przeciwieństwem do ognistego temperamentu Valentiny. Wygaszał ją powoli, ujmował spokojem i starał się zawsze przemówić do rozsądku. Mieli wzloty i upadki. Nigdy jednak nie przyszło mu do głowy ukaranie jej w taki sposób jak inni karali swoich potomków. Dlatego też, gdy skoczyła w jego stronę jak dzika kotka, nie zrobił nic aby ją powstrzymać. Siedzisko zaskrzypiało uderzając oparciem o ścianę. Wpatrywał się w pociemniałe oczy drapieżcy. Tak niewiele im brakowało do stania się zwierzęciem. Zwalczył odruch obronny i jedynie nieznacznie poruszenie mięśni szczęki sugerowało, że natura walczyła, aby odpowiedzieć tym samym. Stało się to jeszcze bardziej widoczne, gdy prychnęła pytając o Annę.
— Nie wiedziałem. Była nikła szansa na to, że Luciano go przemieni. Santiago cię nie podrzucił, przemyślał to. Sprawy potoczyły się jednak zupełnie inaczej. — gdyby palce wampirzycy zacisnęły się mocniej lub nie chciała puścić, wtedy już Cosimo zdecydowanym ruchem ująłby ją za nadgarstek. U Luciano głowa Tiny toczyłaby się w kierunku wody, barwiąc wszystko szkarłatem.
— Anna to moja pierwsza spokrewniona. Puść. — jak to ujął kiedyś Torrero? Typowa, angielska wrażliwość. Może jednak dostrzegł w nim dawną bestię, która pozostawiała za sobą szlak usiany ciałami. Swój swego zawsze pozna.






... and the thorns of roses will caress us.
Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 25 // 128
PRACA : właścicielka Pandemonium
PD : 50
SKĄD : Astoria
Re: Ogród ψ Pon Gru 03, 2018 7:53 pm
Cosimo i jego cholerna cierpliwość. Gdy wpadała w szał i złość, było to coś, czego nienawidziła najbardziej na świecie; jednocześnie było to też jedyne, co było w stanie ją uspokoić. Wyciszał ją, tak jak zrobił to i w tej chwili. Bo gdy jej agresja nie padła na podatny grunt i nie została podchwycona, zaczęło do niej docierać, że to niedorzeczne i prowadzi donikąd. Możliwość wyładowania frustracji by jej się teraz przydała, bardzo. Ale nie w takim sposób. Później byłoby jej głupio. W zasadzie gdy w umyśle zaczęło jej się rozjaśniać, już pojęła, że postąpiła okropnie, idealnie wpasowując się w targające nią wątpliwości. Widzisz? Właśnie dlatego ci nie powiedział.
Ucisk na jego gardło zelżał, wściekły grymas gdzieś zniknął. W oczach błysnęło jej zagubienie. Ręka zsunęła się po gardle wampira na tors, a Valentina w końcu odpuściła, opadając na kanapę obok Cosimo. Nie przestała go jednak świdrować roziskrzonym wzrokiem.
- Jak to przemyślał? Jakie inaczej? - Zapytała. Jej ton był cierpki. Czy zdawała sobie sprawę z tego, że gdyby jej stwórcą był ktokolwiek inny, pewnie już by nie żyła? Tak. Ale przede wszystkim nigdy nie dotrwałaby do tego momentu, bo pewnie postradałaby życie już dawno. Sprawiła mu mnóstwo kłopotu. Aż się w tej chwili zdziwiła, że jeszcze nie wypowiedział jej więzi i nie kazał się wynosić gdzieś na przestrzeni tych wszystkich lat. Nie rozumiała jednak tego, co Cosimo do niej powiedział. A może rozumiała, ale bała się dopuścić to do świadomości.
- Co się z nią stało? - To pytanie zadała ciszej. Zastępstwo, takiego słowa użyła wtedy Adora. Zauważyła napięcie, które towarzyszyło wspomnieniu Anny, kimkolwiek by nie była. Przełknęła tak przyziemne rzeczy jak zazdrość i zawód; przełykała je przez te wszystkie lata, aż zobojętniała na ich smak.







[You must be registered and logged in to see this image.]

Just what the truth is
I can't say any more
Powrót do góry Go down
Cosimo Farnese
Postać NPC
avatar

WIEK : 37 / 669
PRACA : Far-Logistic; konserwator zabytków
PD : 36
SKĄD : Astoria
Re: Ogród ψ Wto Gru 04, 2018 2:14 am
Agresja rodziła agresję, a nie tędy droga. Wpajał to Valentinie wraz z ostrożnością. Emocje zbyt łatwo przyćmiewały zdrowy rozsądek. Chciał, aby mogła żyć długo i bezpiecznie, szczególnie że jego kiedyś mogło zabraknąć. Coraz częściej o tym rozmyślał, pogrążając się w odmętach przeszłości. Chodził po tym świecie już tak długo... W połowie się odprężył, gdy pierwsza fala gniewu zniknęła.
Westchnął i odwzajemnił jej spojrzenie. Tutaj również stanowili przeciwieństwo. Zielonkawe oczy pozostawały tak samo barwne i spokojne jak zawsze, choć dojrzeć można było w nich smutek.
— Poznałem twojego dawnego towarzysza długo przedtem jak przyniósł cię do mnie, błagając  o ratunek. Umierałaś, a on nie do końca zdawał sobie sprawę o co prosi. Wiedziałem kim jest Santiago i dla kogo pracuje. Luciano rzadko chwalił ciepłokrwistych, ale ten chłopak był wyjątkiem. Tak więc gdy zjawił się na progu mego domostwa z tobą w ramionach... Pomyślałem wyłącznie o korzyściach dla siebie. Santiago miałby u mnie dług, a ciebie po przemianie zwolniłbym z więzi i mu oddał. Cóż...  — uśmiechnął się melancholijnie, powracając wzrokiem do zmaltretowanego kwiatu róży, który ucierpiał w sposób widoczny zbliżenie wampirzycy.
—  Nie przewidziałem siły więzi, będąc przekonanym, że skoro się nie znamy to będzie łatwo. Kiedy jednak nie wygrzebywałaś się z dołu... Zrozumiałem swój błąd w myśleniu. Zwątpiłem w spokrewnienie Santiago. Atak na mój dom uznałem jako ostrzeżenie od Luciano. Po twojej ucieczce wysłałem zaufanego wampira w tamte rejony, lecz nie powrócił.  — czy teraz zrozumie? Wyłapie między wierszami i doda wspólnie przeżyte lata do pełnego obrazu sytuacji? Nie potrafiłby wtedy jej oddać, nie potrafił zrobić tego teraz. Po pytaniu o Annę, pogrążyli się w dłuższej ciszy. W pewnym momencie Cosimo sięgnął za kołnierz swetra, wyjmując wisiorek, który Castellanos wielokrotnie widziała.
— Adora spokrewniła mnie wieki temu i łączy nas burzliwa przeszłość. Pod wpływem więzi byłem zdany na jej łaskę, stąd tak rzadko ograniczam cię słowem. Nie chcę żebyś się czuła nieszczęśliwa tak jak ja wtedy. Podstępem się uwolniłem i uciekłem. Poznałem Annę w klasztorze, szybko pojmując, że to moja bratnia dusza. Kochałem ją, ale nie w sposób pożądliwy. Rozumiała mnie, tego prawdziwego mnie, który był zwykłym cieślą, mężem i ojcem. Z czystego egoizmu ją przemieniłem. Początki były dla nas trudne, ale Anna szybko się uczyła. Nie minęło wiele czasu, gdy odnalazła nas Adora.  — Cosimo pochylił się do przodu obracając w szczupłych palcach wisior z prochami potomkini. — Patrzyłem jak umiera i nie mogłem nic zrobić. Wraz z nią umarła jakaś cząstka mnie. Ból... Zrozumieć go można jedynie przeżywając samemu. Zostały mi po niej prochy i pamięć. Teraz gdy Adora wróciła...  — spojrzał na Valentinę z mieszaniną troski i miłości, sięgając ku jej twarzy dłonią. Chciał powiedzieć tak wiele, a zarazem wolał milczeć. — Nigdy nie byłaś dla mnie zastępstwem.






... and the thorns of roses will caress us.
Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 25 // 128
PRACA : właścicielka Pandemonium
PD : 50
SKĄD : Astoria
Re: Ogród ψ Sro Gru 05, 2018 5:33 pm
Mawiają, że prawda wyzwala. Słowa Cosimo zburzyły pewien porządek. Może to i lepiej? Porządek budowany na kłamstwie nie jest lepszy od całkowitego chaosu, a właśnie to w tej chwili czuła. Mówił i mówił, aż miała ochotę poprosić, żeby przestał. Czy dobrze bawił się przez te wszystkie lata obserwując, jak Tina się miota? Jak kąpie się w nienawiści do Santiago? Jak pierwsze lata po przemianie była wrakiem, który nie potrafił sobie poradzić z porzuceniem? Starała się go w tej chwili zrozumieć, ale natłok myśli sprawił, że poczuła nagłe zmęczenie tym wszystkim. Wstała, odwracając się tyłem do Cosimo. Nie chciała by widział, jak impakt wywarły na niej jego słowa. Tylko czy mógł ją winić? Jak sam by postąpił, gdyby po latach stanęła przed nim Clementine i okazałoby się, że przez cały ten czas była tak blisko, a zarazem tak daleko? Tina oparła się bokiem o jedną z kolumn, krzyżując ręce na piersi. Przymknęła powieki. Wszystko nabrało sensu. Wróciła pamięcią do tamtego czasu, który tak bardzo chciała zapomnieć. Tajemniczy szef Santiago, przez którego ten wracał w środku nocy z krwią na rękach... Zalała ją fala nienawiści do Torrero. Kim byli, drugoplanowymi aktorami w jego przedstawieniu?
Rozumiała Cosimo. Sęk w tym, że rozumiała. Nie mogła mieć mu tego wszystkiego za złe, ale nie zmieniało to faktu, że czuła się nieskończenie głupio. Tyle lat poświęciła nienawiści. Tyle razy idiotycznie wzdrygała się na widok każdego mężczyzny, który chociaż w jednej setnej przypominał jej Santiago. A to wszystko na nic. Wszystko okazało się przykrym niedopowiedzeniem, nieszczęśliwym splotem wydarzeń. Fakt, że jej przemiana również nie przebiegła tak jak powinna, jedynie utwierdził ją w przekonaniu, że Medoni miał rację. Powinnaś była umrzeć. Dopiero po chwili milczenia wróciła na miejsce obok stwórcy, by wysłuchać opowieści o Annie. Spojrzała na wisiorek w jego dłoni.
Nie odnalazła odpowiednich słów. Co mogła powiedzieć? W obliczu tych wszystkich informacji wiedziała, że wszystko się zmieni. Zaskoczenie byłoby w tej chwili tylko eufemizmem tego, co naprawdę czuła. Zupełny mętlik, mieszanina zawodu ale i współczucia względem Cosimo. Wściekłości na Adorę, na Santiago. Musiała sobie to wszystko przemyśleć na spokojnie, spróbować jakoś ułożyć.
- Dlaczego nigdy mi tego nie powiedziałeś? - Zapytała, mając na myśli Annę. Wiedziała, że miał swoje tajemnice. W końcu przestała naciskać na to, by je ujawnił. Szanowała jego prywatność, dlatego nigdy nie próbowała na własną rękę dowiedzieć się, w czym tkwi problem. Skłamałaby jednak mówiąc, że jej to nie bolało.
- Co teraz będzie? - Zapytała cicho. Było to jedyne pytanie, jakie przyszło jej do głowy. Kiedy jego dłoń dotknęła policzka Tiny, nakryła ją swoją i westchnęła. Okłamywał ją tyle lat, że nie powinna dawać za wygraną tak łatwo. Ale był jedyną stałą w jej życiu i wiedziała, że jeśli zwróci swój gniew przeciwko niemu, niechybnie zwariuje.







[You must be registered and logged in to see this image.]

Just what the truth is
I can't say any more
Powrót do góry Go down
Cosimo Farnese
Postać NPC
avatar

WIEK : 37 / 669
PRACA : Far-Logistic; konserwator zabytków
PD : 36
SKĄD : Astoria
Re: Ogród ψ Czw Gru 06, 2018 3:22 pm
Był jedyną stałą jak i pewnikiem, że nawet jeśli kłamał to nie było to podszyte złośliwością lub chęcią sprawienia jej szkody. Cosimo umiejętnie posługiwał się półprawdą czego Valentina doświadczała przez lata na własnej skórze. Kierował się szczerością i nigdy tak naprawdę jej nie oszukał. Łatwo było to zrobić, szczególnie na początku gdy była od niego zupełnie zależna. Mógł karmić ją kłamstewkami, wzbudzać poczucie, że bez niego będzie nikim i nie da sobie sama rady. Że Santiago to zwyczajny ludzki śmieć którym nie należy sobie zawracać głowy, bo teraz przed nią stał cały świat. Że razem mogą osiągnąć co tylko zapragnie. Że tylko on da jej szczęście. Że wszędzie czyha niebezpieczeństwo.
Mógł jej zgotować piekło na wiele sposobów. A jednak pozostawał szczery i cierpliwy, nawet w chwilach gdy normalny człowiek dałby się ponieść emocjom i użył siły. Gdy nie chciał o czymś mówić to to komunikował. Wiele razy pytał o rzeczy na które udzielał krótkiej odpowiedzi, dając wyraźnie do zrozumienia, że to nie jest temat na teraz.
— Ponieważ chciałem zapomnieć. Minęły wieki, a ja nadal wszystko pamiętam. Uśmiech, rozmowy i swąd palonego ciała. Jej krzyki. Zamykam oczy i widzę każdy najmniejszy szczegół. Powrót Morgause... Wszystko wróciło. I choć nigdy nie myślałem, aby zastąpić ją tobą to pragnąłem żebyś wypełniła tę pustkę. — wyznał, zabierając dłoń. — Nie pozwolę na to, aby historia się powtórzyła. Adora potrafi być przebiegła, wolałbym abyś jej unikała ale to będzie niemożliwe. Ona i Santiago zostaną tu na dłużej. Pamiętasz jak opowiadałem ci o dawnej tradycji wywodzącej się jeszcze z zamierzchłych czasów, gdy Europę pokrywały ogromne połacie lasów i puszcz? Adora chce jedną z takich tradycji zrealizować  już w grudniu. Przesilenie zimowe. — wstał, wyciągając dłoń w kierunku Tiny.
— Przejdźmy się. — nie proponował, a nakazywał. Doskonale wiedziała jak trudno było mu się uzewnętrzniać i mówić o własnych uczuciach i emocjach. Dzielenie trosk również mu nie wychodziło. Po tym jak horoskopy na nowo stały się modne, a Valentina ustaliła ich znaki zodiaków - nie obyło się bez żartów, że Farnese był uparty jak koza. Podchodził do tego z przymrużeniem oka. Żyjąc z Valentiną ciężko było zachowywać wieczną powagę. Z jej temperamentem i jego angielskim poczuciem humoru tworzyli całkiem znośną w współżyciu parę.
— Polityka zapukała do naszych drzwi. — kontynuował, gdy spacerowali pomiędzy tujami i krzewami róż. — Nie mogą mieć już miejsca takie sytuacje jak dzisiejszego wieczoru. — spojrzał na nią. Wiedziała co ma na myśli. Wybuchy złości były oznaką słabości i wskazówką dla innych. — Nie przepraszaj, nie mam ci tego za złe. — dodał. W przeciwieństwie do innych nieśmiertelnych, Valentina okazywała emocje. Lubił tą żywotność. Nawet w chwilach, gdy często miarka się przebierała. Mając ją przy sobie, czuł że żyje. Jakkolwiek sztampowo to brzmiało. Drogę przecięła im wściekle ruda wiewiórka.






... and the thorns of roses will caress us.
Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 25 // 128
PRACA : właścicielka Pandemonium
PD : 50
SKĄD : Astoria
Re: Ogród ψ Czw Gru 06, 2018 5:12 pm
Władza, jaką miał nad nią Cosimo, było czasem przytłaczająca. Nie miała innego wyboru, jak całkowicie mu się w pewien sposób zawierzyć, nawet jeżeli z roku na rok ta zażyłość ewoluowała w coś innego. Możliwe, że po prostu się rozluźniała - tej opcji nie chciała jednak brać pod rozwagę, bojąc się jej. Mógł jej na przestrzeni wszystkich tych lat wyrządzić znacznie większą krzywdę, wiedziała o tym. Tymczasem poza tym zgrzytem, nie mogła zarzucić mu wiele, nawet jeżeli często przełykała gorzki zawód. Ten był wszak winny jej oczekiwaniom, które nie miały szansy się ziścić, nie tego, że to Cosimo zrobił coś nie tak. To czyniło tę sytuację jeszcze gorszą, a jej złość bardziej irracjonalną.
Potrafiła zrozumieć to, że chciał zapomnieć. Czy sama nie tego tak bardzo pragnęła?
- W takim razie oboje mamy nauczkę. Przeszłości nie da się zapomnieć. Wiem, że masz swoje sekrety i masz do nich prawo, ale proszę... Nie zatajaj przede mną więcej tak ważnych spraw - odparła w końcu. Mogłaby pytać, czy udało jej się spełnić rolę owego wypełniacza pustki. Bez cienia kpiny czy żalu, po prostu. W końcu doszła jednak do wniosku, że ryzykownym jest zadawać pytanie, na które chyba nie do końca chce się poznać odpowiedź.
Valentina nie chciała Adory unikać. Gdyby mogła, zapewne bez zająknięcia rzuciłaby się jej do gardła w odwecie, choć wiedziała, że ani nie wyszłaby na tym szczególnie korzystnie, ani Cosimo by tego nie pochwalił. Tak była mu oddana. Czy powinno zatem dziwić podejście mężczyzny siedzącego obok, względem Adory? Coś jej podpowiadało, że mimo jego niechęci do stwórczyni, nie wszystkie uczucia względem niej wygasły. Niezależnie, czy był to sentyment, czy coś innego. Wspólna przeszłość. Też miała swoją, a teraz ona załomotała do jej drzwi i wdarła się szturmem.
Tym razem słowa o Lovecraft wyjątkowo nie wywołały fali zazdrości. Sama nie sądziła, by tak łatwo było się wyzbyć silnych uczuć względem stwórcy, nawet w przypadku zwolnienia z więzi. Opanowała mimikę twarzy, powstrzymując poirytowany grymas na informację o tym, że Santiago tu zostaje. Nie wiedziała, jak ma się z tym czuć. Świadomość że żył to jedno, a spotykanie go co jakiś czas, co zapewne będzie nieuniknione, drugie. Skinęła głową na pytanie Cosimo o przesilenie. Oczywiście, że pamiętała. Wizja nieskrępowanego polowania zapadła jej w pamięć tak, że do dzisiaj pamiętała swój żal związany z tym, że nie jest to praktykowana tradycja. Przyjęła dłoń stwórcy i ruszyła za nim.
- Wiem, że nie mogą. Postaram się nad tym zapanować. Zresztą... Już i tak wszystko się wyklarowało - przyznała, a w jej głosie można było nawet usłyszeć zalążek skruchy. Chyba nikt nie potrafił tak sprawnie odwrócić jej myśli od ponurej mgły, która je zasnuła, jak Cosimo, dlatego nie pociągnęła tematu przykrych słów, którymi rzucono jej w twarz. Zresztą, to był jej problem.
- Adora chce wrócić do obchodów przesilenia? Czy to Luciano ją tu wysłał? Co Ty na to? - Zapytała przystając, by dotknąć jednego z kwiatów. Dopiero potem spojrzała na wampira, choć jej uwadze nie umknęła też nieszczęsna wiewiórka. Zwierzę nie miało się tu czego obawiać.







[You must be registered and logged in to see this image.]

Just what the truth is
I can't say any more
Powrót do góry Go down
Cosimo Farnese
Postać NPC
avatar

WIEK : 37 / 669
PRACA : Far-Logistic; konserwator zabytków
PD : 36
SKĄD : Astoria
Re: Ogród ψ Wto Gru 11, 2018 3:33 pm
Nie lubił się uzewnętrzniać przed kimkolwiek, a tym bardziej przed Valentiną. Wywoływało to w nim jakąś irracjonalną chęć buntu, nawet jeśli doskonale zdawał sobie z braku sensu. Czy brało się to z nieufności jakiej nabawił się od czasu opuszczenia Starego Kontynentu? Milczenie dawało komfort, który jednak znikał, gdy tak jak teraz prowadził z Valentiną rozmowę. Nie odpowiedział na prośbę, będącej zarazem stwierdzeniem. Nawet zwykłe dobrze mogło pozostać odebrane jako obietnica, a tych Cosimo wolał nigdy nie składać. Ogród był naprawdę pięknym miejscem. Duże tereny i wszystko zadbane. Przemycono tu zarówno elementy angielskie jak i francuskie. Może w tym roku rozkaże wybudowanie dla Tiny lodowego labiryntu? Ostatnio szukali się w takowym jeszcze w Salem, przed przyjazdem do Astorii.
— Wierzę w ciebie — zadeklarował w sposób swobodny, mający ją upewnić w przekonaniu, że niczego nie ma jej za złe. Razem pokonają każdą przeszkodę. — Dlatego zwalniam cię ze słowa. Lepiej jednak jak do rękoczynów dojdzie poza posiadłością. — spojrzał na nią z tym rzadkim błyskiem w oku i uśmiechem chłopca, który zaraz powie co nabroił. Nie zawsze był tak ostrożny, lecz objęcie poważnego stanowiska wymusiło pewne zachowania. Cosimo należał do odpowiedzialnych i wykazywał przy tym cechy pracoholika perfekcjonisty. Gdyby nie Castellanos to nie wiedziałby co jest modne w tym sezonie, ani z kim umawia się największa gwiazda pop.
— Myślę, że wszystkiego po trochu. — odparł już poważniej, przystając i patrząc na wiewiórkę. Wróciło wspomnienie szczurów na statku płynącym do Nowego Świata.
— Przesilenie to jedna z ważniejszych tradycji, ale oparte na wartościach, które obecnie mogą się nie sprawdzić, ponieważ dzisiejsze wampiry są inne od tych żyjących niegdyś w Europie. Dawniej nikogo nie dziwiły opustoszałe wioski, ani stosy ciał. Nie wiem jak przebiegnie głosowanie, ale nie wymagam od ciebie posłuchu. Zadecydujesz zgodnie ze swoim przekonaniem. Adora zna cenę więc na pewno wszystko zostanie dostosowane do naszych możliwości. A Luciano, cóż. Lepiej jakby się w to nie mieszał, ale na to za późno. Wie o tutejszej obecności Santiago. Trzeba mieć to na uwadze. — sprawnie uniknął klarowniejszej odpowiedzi. Może dlatego, aby Tina nie czuła się zobowiązana do podzielenia jego zdania? A może ją w tej chwili sprawdzał? Wiewiórka uciekła, a Farnese kontynuował spacer.






... and the thorns of roses will caress us.
Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 25 // 128
PRACA : właścicielka Pandemonium
PD : 50
SKĄD : Astoria
Re: Ogród ψ Czw Gru 13, 2018 9:24 am
Pod tym względem byli przeciwieństwami. Valentina uważała, że nie ma sensu dławić w sobie czegokolwiek, bo kiedy czara goryczy się przeleje, nic nie jest w stanie powstrzymać przykrych słów, które popłyną. Nie zauważała przy tym, że z jakiegoś powodu często ta reguła nie odnosi się do Cosimo. Wielokrotnie milczał; być może stąd brała się w niej potrzeba tłumienia przed nim emocji, zwykle z marnym skutkiem. Chciała potrafić odciąć się od wszystkiego jak on, jego opanowanie biorąc mylnie za obojętność. Zresztą ciężko byłoby ją o to winić, skoro wielu rzeczy jej nie mówił.
Skinęła lekko głową, choć słowa stwórcy i zwolnienie z obietnicy wcale nie przyniosły upragnionej radości, że w końcu będzie mogła się wyżyć na Santiago. Z każdą minutą coraz mniej było w niej gniewu, a coraz więcej wątpliwości. I choć bardzo chętnie przelałaby je wszystkie na Medoniego, oznaczałoby to jednocześnie, że musi go oglądać, a na to wcale nie miała ochoty. Na ten moment postanowiła zignorować jego istnienie; z równie marnym skutkiem. Zupełnie nie wiedziała jak ma się zachować. Jak powinna się zachować, a przede wszystkim - jak chciałaby się zachować. Z jakiegoś powodu wszystkie te trzy rzeczy przedstawiały się zgoła odmiennie.
- Czasem się zastanawiam, czy to, że czasy się zmieniły to nie jest wymówka - powiedziała cicho, nie chcąc przepłoszyć zwierzęcia, szykującego się zapewne do zimowego snu. - Choć nastała era rozumu, wciąż zdarzają się niewyjaśnione wypadki. Pamiętasz, jak zaginął cały samolot razem ze wszystkimi na pokładzie? Wampiry się boją, nie mówię, że niesłusznie... Ale jest nas tak niewielu. Dlaczego musimy sobie utrudniać życie jeszcze bardziej, tłumiąc naszą naturę? - Zapytała retorycznie. Najchętniej pogłaskałaby rudawe stworzenie, ale umknęło, a Tina ruszyła za Cosimo.
- Nie zrozum mnie źle. Nie ufam Adorze. Ale skłamałabym twierdząc, że nie chciałabym przesilenia, skoro jest to wydarzenia, które jesteśmy w stanie kontrolować - dodała. Na wspomnienie Luciano wzdrygnęła się, a przez jej twarz przebiegł wściekły grymas. Widziała go. Przy tylu okazjach go widziała. Czuła na sobie jego wzrok. Czy pamiętał? Czy wiedział, kim była za życia?
- Zgaduję, że wie. Przecież Adora nie mogłaby sama zarządzić sobie urządzenia takiej imprezy, nie wierzę w to. - To wszystko tylko dywagacje, ale skoro Stwórca podkreślał, jak niebezpieczna jest panna Lovecraft, Tina nie sądziła, by była przy tym głupia i pozwoliła sobie na samowolkę. - Mam tylko nadzieję, że on się tu nie pojawi.







[You must be registered and logged in to see this image.]

Just what the truth is
I can't say any more
Powrót do góry Go down
Cosimo Farnese
Postać NPC
avatar

WIEK : 37 / 669
PRACA : Far-Logistic; konserwator zabytków
PD : 36
SKĄD : Astoria
Re: Ogród ψ Czw Gru 13, 2018 4:17 pm
Dla niektórych będą stanowili idealną parę, a dla innych wręcz przeciwnie. Cosimo nie miał dobrego wzorca Stwórcy, a ci których spotykał nie zdradzali się ze swoimi zwyczajami lub prezentowali odmienne poglądy na temat rozmnażania wampirów. Farnese każdego dnia dbał o to, aby Valentina miała wybór i samodzielnie go dokonywała. Nie chciał wymuszonego posłuszeństwa, ani uczuć. To drugie okazywało się trudne do zdefiniowania lecz zdążyło się już odbić na ich relacji. Początkowa euforia nawiązania więzi przyćmiewała zdrowy rozsądek Farnese. Gdy przyszedł czas na opamiętanie, zrodził się inny problem, który uzewnętrzniała Valentina. Cosimo nie odnalazł jeszcze odpowiedzi na swoje pytania, a wątpliwe aby uzyskał je od Adory lub innego żyjącego dosyć długo Stworzyciela.
— Wymówka, ostrożność, lęk — odpowiedział swobodnie, chowając dłonie do kieszeni. — Ale i też brak zaufania. Względem innych jak i siebie — zwrócił się do Valentiny. — Dla wielu z nas moralność nabrała znaczenia. Kiedyś nie było takiej asymilacji z człowiekiem jak teraz. Wspólne interesy, współpraca na różnych szczeblach, sąsiedztwo. Wielu z nas pod maską opanowania zrobiło się bardzo... Sentymentalnych — uśmiechnął się  i cicho prychnął, jakby pojawiło się w głowie zabawne wspomnienie.
— Na przesilenie przygotowujesz ofiary, karmisz i dbasz jak o prosiaki na ucztę — przystanął — Gdy ruszysz za nimi w pogoń, nie będzie już Valentiny. Pozostanie drapieżnik — dźgnął ją lekko w miejscu nad sercem. — Tak jak wtedy, gdy uczyłem cię polować. Jesteś gotowa zawalczyć o zdobycz z innymi drapieżnikami? Nawet ze mną? — zapytał zadziornie. — Adora chodzi po tym padole najdłużej od nas wszystkich razem wziętych. Luciano to przy niej dziecko. Przesilenie z pewnością go zainteresuje, tak jak ty i Santiago, gdy już was zobaczy. Nie wykluczam, że w takiej sytuacji poproszę was o wyjazd — nie żartował. Bezpieczeństwo Tiny było dla niego ważniejsze od własnego.
— Pomówię o tym jeszcze z Adorą. — westchnął ciężko i wymownie. Prawdopodobnie równie przykry aspekt dzisiejszego wieczoru jak rozmowa z Santiago i próba naprawiania niedomówień sprzed osiemdziesięciu lat.






... and the thorns of roses will caress us.
Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 25 // 128
PRACA : właścicielka Pandemonium
PD : 50
SKĄD : Astoria
Re: Ogród ψ Czw Gru 13, 2018 7:17 pm
Tina podejrzewała chyba, że nie każdy stwórca i jego potomek są ze sobą związani do tego stopnia. A choć jakaś część jej rozsądku podpowiadała, że powinna powoli przyzwyczajać się, że pewnego dnia to wszystko w końcu może osłabnąć, a ich drogi się rozejdą, nie chciała o tym jeszcze myśleć. Temat, którego zgodnie nie poruszali. Zwolnienie z więzi. Uczucia. Inne wampiry jakoś sobie radziły, więc dlaczego ona nie miałaby? Być może to lęk przed nieznanym. Lęk przed pustką. O ile łatwiej było mieć asekurację w postaci kogoś, na kogo można się było powołać. Nawet jeżeli to złudne.
- Tylko czy ten sentyment nie odejdzie na bok, kiedy wyczują ofiarę? Może to utraty tej kontroli się boją - wzruszyła ramionami. Sama miała trochę obaw pod tym kątem. Też zdarzyło jej się mordować, szczególnie pod tym względem dały jej się we znaki lata czterdzieste. Któż na to jednak zwrócił wówczas uwagę? Trwała wojna. Piętnaście trupów było tylko częścią znacznie bardziej zatrważającej statystyki. Pamiętała ich krzyki. Pamiętała jak gasło w nich życie. A przede wszystkim pamiętała, jakie to zasiało w niej spustoszenie. Tym teraz jesteś, Valentino. Potworem. Utrata kontroli nad sobą na rzecz krwistego szału nie wydawała się pociągającą wizją ale wiedziała, że gdyby tylko została wystawiona na taką próbę, poddałaby się jej.
Uśmiechnęła się lekko, kiedy ją dotknął, niemal wyzywająco.
- Nie dam ci forów, jeśli na to liczysz - odparła żartobliwie. Spoważniała jednak na kolejne słowa. O Adorze. I Torrero. - Mam już dosyć uciekania. Kiedyś i tak dojdzie do tej konfrontacji. Luciano widział mnie wielokrotnie, dlaczego jak dotąd nic nie zrobił? - Zapytała, urywając z żywopłotu uschły liść i mnąc go w dłoni.
- Poza tym rozumiesz chyba, że w zaistniałej sytuacji wolałabym ograniczyć swoje kontakty z Santiago do minimum - dodała nieco ciszej. Jego widok bolał. Niespodziewanie, mocniej, bardziej rozdzierająco, niż mogłaby się spodziewać. To tylko podsycało gniew, który po chwili wypalał się, zostawiając ją pogrążoną w smutku i wątpliwościach, które znów go z powrotem podsycały. Błędne koło.
- Uważaj na siebie - nie żegnali się jeszcze, ale z jakiegoś powodu uznała za stosowne to powiedzieć, wlepiając w niego z dołu uważne spojrzenie.







[You must be registered and logged in to see this image.]

Just what the truth is
I can't say any more
Powrót do góry Go down
Cosimo Farnese
Postać NPC
avatar

WIEK : 37 / 669
PRACA : Far-Logistic; konserwator zabytków
PD : 36
SKĄD : Astoria
Re: Ogród ψ Pon Gru 17, 2018 10:41 am
Lęk nad utratą kontroli nie był żadnemu wampirowi obcy. Musieli się pilnować. Łatwo było ulegać pokusie, gdy posoka spływała do ust. Żadnego umiaru. Doświadczał tego na własnej skórze przez ponad sto lat. Nienawidził Adory za to, że wtedy go nie powstrzymała. Wystarczyło jedno słowo, zakaz a życie zachowałoby wielu niewinnych. Dbał o to przy Valentinie. Dlatego kiedy uciekła i ścielił się za nią gęsty trup... To był ten jedyny rzadki raz, gdy okazał wściekłość. Właściwie to złość. Na nią i na siebie.
Stąd też doskonale wiedział jakie ryzyko niesie za sobą przesilenie oraz tłumienie naturalnych dla drapieżnika odruchów. Między karty Zmierzchu można było schować opowiastki o lwie i jagnięciu, wilku i owcy. Rzeczywistość okazywała się brutalniejsza.
— To moje słowa — zwrócił uwagę na frazę, którą z ich dwójki wypowiadał znacznie częściej. — To może okazać się... Trudne — miał na myśli ograniczenie kontaktów z Santiago. W sumie nie musiała się do niego odzywać, a i bez tego Medoni będzie mógł mieć ją na oku. Geniusssss.
— Opowiadałem ci kiedyś o tym jak poznałem Santiago. Interesy z Luciano to jedna z niewielu rzeczy, jakich żałuję. Ciepłokrwiści są dla niego nikim. Nawet jeśli spokrewniał to kryła się za tym chłodna kalkulacja. Wątpię, abyśmy poznali prawdziwe zamiary Luciano, ale fakt faktem - złamałem prawo przemieniając cię na obszarze jego wpływów. Do tej pory był wobec ciebie uprzejmy, ale to może się zmienić gdy zobaczy cię przy Medonim — wykrzywił usta nieznacznie. Nie miał tej pewności, bez której mógłby przewidzieć dalszy krok kanclerza. Przeczuwał jednak, że wraz ze zjawieniem się Adory rozpoczęta została gra o wysoką stawkę. O cenie oczywiście dowiedzą się na samym końcu, a i tego nie mogli być pewni. Nie powinien był przyjmować awansu. Za duża odpowiedzialność, za wiele do stracenia. Zerknął na Potomkinię, zdając sobie sprawę z tego, że zamilkł na dłużej.
— Pewne rzeczy są lub staną się nieistotne — przemówił łagodnie. Nie było jego zamiarem sprawić tym Tinie przykrości. Prawdą jednak było to, że pomimo osobistych tragedii, świat nadal trwał. Życie toczyło się do przodu. — Bez względu na to jaki los nas czeka, będę przy tobie mon coeur nie zostawi jej na pożarcie Luciano. Przemieniając Valentinę czuł się za nią odpowiedzialny podwójnie. Jako opiekun i jako towarzysz.






... and the thorns of roses will caress us.
Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 25 // 128
PRACA : właścicielka Pandemonium
PD : 50
SKĄD : Astoria
Re: Ogród ψ Pon Gru 17, 2018 11:55 am
Wiedziała, że ograniczenie kontaktów z Medonim będzie trudne, ale w tej chwili sama postanowiła siebie oszukiwać, że jej się ta sztuka uda. Nie chciała nawet brać pod rozwagę możliwości, że pewnego dnia będą w końcu musieli porozmawiać. Bez krzyków, bez kłótni i rękoczynów. Jak dorośli. Nawet jeżeli wątpiła, że to wypali. Za dużo gniewu, żalu i złości nawarstwiło się przez te wszystkie lata, by można było po prostu się pogodzić. Teraz pojawił się nowy żal. Cosimo pozwolił jej wierzyć w to, że została porzucona. Potrzeba było znacznie więcej czasu, by teraz przywyknąć, że tak wcale nie było. Poza tym słowa Santiago sprawiły, że w tym konflikcie i tak obstawała przy swoim. Nawet jeżeli jej nie porzucił, to co dzisiaj powiedział przekreśliło próby porozumienia. Bez znaczenia wydawało się teraz, że jej słowa były w wydźwięku podobne.
- Zapamiętałam go jako kogoś, komu nie warto wchodzić w drogę. W końcu jest dość młody, a jakoś się dopchał do władzy, to niepokojące - westchnęła.
- Nie zobaczy mnie przy Medonim. Oczekiwanie, że będę z nim przebywać w jednym pomieszczeniu jest śmieszne - prychnęła z wyraźną złością, jak wściekła kotka. Niechybnie poczerwieniałaby ze złości na samą myśl, gdyby to było fizycznie możliwe. Zachowywała się w tej chwili bardzo niedojrzale, co mogło wzbudzić politowanie starszego wampira, ale nie zamierzała się tłumaczyć czy przepraszać. Skoro sam był w jakimś stopniu winien zaistniałej sytuacji, nie powinien wszak mieć pretensji. I czuła, że nie miał. Znał ją przecież dobrze i mógł wyczuć, że wpadła w kompletny popłoch. A jednak spojrzała na Cosimo czujnie, gdy opowiadał o Luciano. Czyżby to z powodu Torrero, Santiago był taki? Z jednej strony chciała, żeby jej to w ogóle nie obchodziło, ale nie mogła zapomnieć tej szydery w głosie i pustki w oczach. Odgoniła tę myśl.
- Co znaczy jakie rzeczy? - Zapytała, wtrącając szybko. Wolała konkrety, nie zawoalowane półsłówka. Kolejna drobna różnica między nimi. Kiedyś czuła się z tego powodu mało wykształcona, kiedy bywało, że Cosimo musiał jej wszystko tłumaczyć klarownie. Z biegiem lat nauczyła się jednak rozumieć jego krążenie wokół tematu, choć nie zawsze. Dzisiaj nie miała już na to siły. Nie po wszystkich informacjach, które zatajał tyle lat. Nie zmierzała mu tego jednak wypominać (w każdym razie nie w tej chwili; pewnie temat ten jeszcze zostanie kiedyś wytoczony jako działo ostateczne w jakiejś kłótni). Zmarszczyła brwi i westchnęła. Doceniała jego troskę, ale w tej chwili miała w głowie kompletny mętlik.
- A ja przy tobie - odparła cicho. Jakaś część jej osobowości kazała się zastanowić, czy do Adory też się tak zwracał. Tę myśl też pospiesznie od siebie odsunęła.







[You must be registered and logged in to see this image.]

Just what the truth is
I can't say any more
Powrót do góry Go down
Cosimo Farnese
Postać NPC
avatar

WIEK : 37 / 669
PRACA : Far-Logistic; konserwator zabytków
PD : 36
SKĄD : Astoria
Re: Ogród ψ Wto Gru 18, 2018 3:20 am
Tylko na nią spojrzał. Nie trzeba było być prorokiem, żeby przewidzieć falę wzburzeń Castellanos. Przez najbliższy czas będzie jak wzburzony ocean, aż w końcu zwróci wszystko na brzeg. I nastanie cisza.
Taka kolej rzeczy i to właśnie chciał jej przekazać. Nie mieli przywileju władania czasem, ani możliwości spojrzenia w przyszłość. W obliczu jakiegokolwiek zagrożenia ich niewielka społeczność musiała trzymać się razem. Samotność nigdy nie była domeną zimnokrwistych. Porzucając Adorę i wsiadając na statek do Nowego Świata, przyłapywał się na pragnieniu towarzystwa. Mężczyzna, kobieta, dziecko bez względu na rasę, płeć czy status społeczny. Miał potrzebę mówienia i bycia słuchanym.
— Swary, nienawiść, niechęć... — wymienił swobodnie. Nie miał za złe Tinie brak zrozumienia. Dzieliło ich ponad pięćset lat, a i tak nabrała wprawy albo i on dostosował się do niej. Potrafił robić piękny użytek z mowy. Częściej to właśnie ten dar sprawiał, że wychodził ze sporów obronną ręką. Nie potrzebował przemocy, pokazu siły. Może dlatego Luciano wolał mieć go na oku?
— Przyjdzie taki czas, że zarówno ty i ja, będziemy musieli polegać na Adorze i Santiago. Jej obecność przeszkadza mi tak samo, jak tobie obecność jego. Czasem trzeba stanąć ponad to. Mam przeczucie, że stanie się coś złego. Nie dzisiaj, nie jutro, ale za miesiąc lub rok świat może już nie przypominać tego co znamy. Dlatego musimy być ostrożni i rozsądni. Zaproponowałem Medoniemu współpracę. — ujął dłonie wampirzycy i zacisnął na nich swoje palce. — Jako szeryf, nie twój Towarzysz. Chcę żebyś patrzyła na ich obecność w ten sposób.
Dzięki temu przetrwają. Już on o to zadba. Przynajmniej dla Valentiny.






... and the thorns of roses will caress us.
Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 25 // 128
PRACA : właścicielka Pandemonium
PD : 50
SKĄD : Astoria
Re: Ogród ψ Czw Gru 20, 2018 10:34 am
Po burzy zawsze przychodził spokój, wiedziała o tym. Niestety w jej trakcie, ciężko było upatrywać się jej końca, dlatego też w chwili ani myślała się uspokajać. Właściwie i tak nie było tak źle, jak mogłoby. Pierwszą falę wściekłości zebrał Medoni, który niestety nie miał na nią tak kojącego wpływu jak Farnese, co zaowocowało jedynie dolaniem oliwy do ognia. Przypomniawszy sobie o tym fakcie, poczuła jak zalewa ją kolejna fala irytacji, którą zdusiła w zarodku. Zaczęła się zastanawiać, czy przypadkiem nie wariuje, bo emocje przetaczały się przez nią jak w kalejdoskopie. Aż z przyzwyczajenia odliczyła dni od ostatniego posiłku, wykluczając głód jako przyczynę tego zupełnie niepoważnego nastroju.
Słuchała Cosimo i wiedziała, że ma rację, nawet jeżeli w tej chwili miała ochotę zaprotestować. Czasem trzeba stanąć ponad to. Ano trzeba. Niezależnie od tego, jak trudne by to nie było. Niemniej w tej właśnie chwili nie potrafiła sobie tego wyobrazić, a lubiła sądzić, że wyobraźni jej nie brak.
Całkiem dobrze się złożyło, że złapał ją za rękę, bo odruch nakazał wyrzucić je bezradnie w powietrze na znak niedowierzania i złości, że naprawdę to zrobił. Zaproponował mu współpracę!
- Nie ufam mu - oświadczyła szybko, kryjąc wzburzenie. Najpewniej niezbyt skutecznie, wszak to Cosimo, który czytał z niej jak z otwartej księgi. - Nie wiem, co takiego mu się stało, ale trzeba na niego uważać - wyjaśniła chaotycznie. Nie potrafiła podać konkretnej przyczyny, poza własną niechęcią. Źle mu z oczu patrzyło, ot co. Chciała, żeby ten dzień się już skończył, bo czuła się zupełnie zdezorientowana natłokiem informacji i wrażeń.
- Zrobię to tylko dlatego, że tego chcesz. Ale w ogóle mi się to nie podoba - zakomunikowała, jakby starszy wampir miał jeszcze jakiekolwiek wątpliwości. Ścisnęła nieznacznie jego rękę. - Chyba powinieneś do niej pójść - dodała ciszej. Nie musiała tłumaczyć, kogo ma na myśli. Ani udawać, że jej się to podoba, bo i tak nikogo by nie oszukała. Skoro jednak Adora była, jaka była, uzasadnionym było mieć na nią oko.







[You must be registered and logged in to see this image.]

Just what the truth is
I can't say any more
Powrót do góry Go down
Cosimo Farnese
Postać NPC
avatar

WIEK : 37 / 669
PRACA : Far-Logistic; konserwator zabytków
PD : 36
SKĄD : Astoria
Re: Ogród ψ Czw Gru 20, 2018 6:00 pm
— Nie proszę cię o to, ani tego od ciebie nie wymagam. Na zaufanie trzeba zasłużyć, a to już pozostaje w geście Santiago. Sam będzie musiał dokonać wyboru gdy przyjdzie odpowiedni czas. — powiedział z charakterystycznym dla siebie spokojem. Nie mógł decydować za młodego wampira, niczego mu nakazywać i zabraniać. Przeczuwał jednak, że dla Santiago Valentina nadal jest ważna. Nawet jeśli pogrzebał ją w sercu i teraz będzie odkrywał na nowo. Miał dług do spłacenia. Niewielka to cena. Cosimo mógł zażądać znacznie więcej. Luciano mu się stał. Pomyślał ale nie powiedział tego na głos.
— Wiem. Dziękuję. — odpowiedział z nieznacznym uśmiechem. Daleko jednak było Farnese do radości.
Musiał przekazać jej kolejną wiadomość, która również nie spotka się z entuzjazmem Valentiny. Wywrócił oczami, gdy wcięła się z Adorą. Rzadko to robił i najczęściej w momentach w których Castellanos drążyła mu dziurę w brzuchu albo uwieszała się ramienia w celu przekonania do swojego pomysłu.
— Adora poczeka, mam coś jeszcze ci do przekazania. Właściwie dwie rzeczy. Medoni ma u mnie dług i dzisiaj podałem jego cenę. Wierzę, że ją spełni gdy nadejdzie odpowiedni czas. Dlatego musisz mieć na uwadze fakt, że może mieć na ciebie oko. — to było głupie, ale w kwestii bezpieczeństwa ufał Latynosowi najbardziej ze wszystkich. Wierzył, że ją kochał i być może kocha nadal. Gdzieś w głębi siebie czuł dziwne ukłucie, a z drugiej strony nadchodziła dziwna ulga. Nie rozumiał tego jeszcze, ani się nad tym głębiej nie zastanawiał.
— Prosił mnie o przekazanie wiadomości. Nie przepadam za rolą posłańca, szczególnie w tak osobistych sprawach dlatego tego nie zrobię. — uważnie spoglądał w ciemne oczy Tiny. Odczekał chwilę żeby kontynuować. — Wspomniał o obietnicy. Szanuję twoją prywatność, dlatego to sprawa między wami.
Nie chciał brać udziału w ich przepychankach. Kosztowałoby to go za dużo energii, a może nawet pojawiłyby się emocje przed którymi stale uciekał. Za duże ryzyko, za wiele do stracenia.
— Nie żegnaj nocy w gniewie — przemówił w jej ojczystym języku i jeśli była taka sposobność ucałował ją w czoło — Gdybyś mnie potrzebowała będę w swojej pracowni.
Tam zamierzał teraz spać. Egzystowanie zbyt blisko Adory nie było dobrym pomysłem. Tymi słowami ją pożegnał, pozostawiając w rozmyśleniach.

z.t






... and the thorns of roses will caress us.
Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 25 // 128
PRACA : właścicielka Pandemonium
PD : 50
SKĄD : Astoria
Re: Ogród ψ Pią Gru 21, 2018 9:41 am
Miała wrażenie, że już tylko jej ośli upór trzyma ją w resztkach ryzów. Że spaja chwiejące się fasady, na których zbudowała nową siebie po tym, jak w końcu zaakceptowała to, kim jest. Nie miała innego wyboru. Dzięki Cosimo nigdy nie została porzucona na pastwę losu, a jednak tak się wtedy poczuła - zdradzona i oszukana. Wokół tego udało jej się stworzyć choćby pozór siły, dotychczas głęboko wierząc, że to nie tylko pozór. Od wczoraj wszystko starało jej się udowodnić, jak bardzo się myliła. Wyjątku nie stanowiły słowa jej stwórcy, które płynęły gładkim, wartkim strumieniem i doprowadzały ją do szału. Nie chciała jednak, by poświęcał temu więcej uwagi, więc starała się dzielnie udawać, że już to sobie przepracowała. Co chwila się jednak zdradzała, wiedząc, że to jest coś, co będzie musiała zrobić sama. A choć przywykła już do samodzielności, teraz poczuła się jak wtedy, gdy za pierwszym razem zrozumiała, że jakiś etap jej relacji z Cosimo dobiegł końca. Kiedy przed laty zdecydowała się w końcu pójść swoją ścieżką, choć wciąż równoległą do tej, którą podążał on. Nagle zaczęła mieć wrażenie, że dzisiaj jej droga skręciła gdzieś w zupełnie drugą stronę, a ona uparcie postanowiła iść na przełaj.
- Poradzę sobie bez jego pomocy - stwierdziła hardo. Nie potrzebowała Medoniego w roli ochroniarza. Już nie. Ubodło ją okrutnie, że Cosimo uciekł się do podobnej prośby o współpracę. Nie potrzebowała łaski Santiago ani jego pomocy. I jeśli myśleli, że im na to pozwoli, to byli w grubym błędzie.
Pożałowała, że w ogóle wspomniał o prośbie przekazania jej wiadomości. Na uszminkowane usta cisnęły się co najmniej dwie złośliwości, ale ugryzła się w język, zdając sobie sprawę, że w dalszym ciągu zachowuje się zupełnie nieracjonalnie i nie może na to nic poradzić. Była jak tykająca bomba i wystarczyła teraz mała iskra, żeby doprowadzić do wybuchu. Wpierw zamrugała, jakby nie rozumiejąc. Dopiero po chwili dotarło, o jaką obietnicę chodziło. I aż zawrzało.
- A to dupek! - Syknęła po hiszpańsku. - Nie ma żadnych spraw pomiędzy nim, a mną, tego jednego możesz być pewien - zaperzyła się gwałtownie. Było już stanowczo za późno na nieżegnanie nocy w gniewie. Mimo to złagodniała nieco, kiedy ugłaskał ją czułym gestem na pożegnanie. Odprowadziła Cosimo wzrokiem, teraz dodatkowo martwiąc się o to, co zastanie w związku z Adorą. Chaos. Zapanował kompletny chaos. A to przecież raptem początek.

z/t







[You must be registered and logged in to see this image.]

Just what the truth is
I can't say any more
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Sponsored content
Powrót do góry Go down
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry Strona 1 z 1
Skocz do: