Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
Idź do strony : 1, 2  Next
Carpe Diem
Konto Techniczne
avatar

PD : 306
Gabinet Cosimo ψ Sro Paź 31, 2018 11:22 pm
[You must be registered and logged in to see this image.]
Gabinet Szeryfa
⇜  ograniczona ⇝

Gabinet jest dwupoziomowy, znajduje się we wschodnim skrzydle w tak zwanej "wieżyczce". W pomieszczeniu króluje mnoga ilość książek, wygodne sofy i kominek, którego od bardzo dawna nikt nie rozpalał. Cosimo ma do dyspozycji sporej wielkości biurko, które samodzielnie odrestaurował mieszkając jeszcze w Salem. Żywi do niego sentyment. Przyjmuje tu gości, rzadziej delegacje. W kącie, niedaleko okna stoi barek z trunkami. Głównie dla ozdoby. Gdy chce pobyć sam, zamyka drzwi i przenosi się na górę, gdzie skołatane myśli koi pożywną lekturą.
⇜ code by bat'phanie ⇝
Powrót do góry Go down
Cosimo Farnese
Postać NPC
avatar
WIEK : 37 / 669
PRACA : Far-Logistic; konserwator zabytków
PD : 13
SKĄD : Astoria
Re: Gabinet Cosimo ψ Nie Lis 04, 2018 3:51 pm
Wpatrywał się w jasny ekran laptopa. Sprawdzał ostatni plik zamówienia, szukając w nim wyjaśnienia dlaczego ładunek jeszcze nie dotarł. Rzadko zabierał ze sobą pracę do domu, woląc pozostawiać firmowe sprawy w dokach. Tym razem jednak męczyło go dziwne przeczucie. Żył wystarczająco długo, żeby ufać wszystkim swoim zmysłom. Szum drukarki wypełniał ciszę w gabinecie, plując kartkami, które bez problemu lądowały w jego dłoniach. Zamyślonego i skupionego na dokumentach, zastała go Valentina. Cosimo nie podnosił głowy, doskonale rozpoznając ją zarówno po zapachu, jak i aurze jaką wokół siebie roztaczała. Nie odezwał się do chwili, gdy piękne, szkarłatne pióro kreśliło ostatnie słowa na kartce papieru.
— Valentina. Mam nadzieję, że przyjęcie się udało.
Przyjęcie. Nigdy nie mówił impreza, zabawa. Nie popierał współczesnego sposobu świętowania takich świąt jak Samhain. Pomimo wiary w jednego Boga, pielęgnował tradycje, których był świadkiem przez minione wieki. Valentina mogła dojrzeć na parapecie grubą, do połowy spaloną świecę w jej naturalnej barwie. Nigdy nie narzucał swojemu potomkowi  przekonań i wiary, stymulując go do odkrywania własnych. Uważał to za bardziej zdrowsze dla ich relacji, jak i samego rozwoju swojej podopiecznej. Powstał, dmuchając lekko w atrament. Kąciki ust uniosły się w leciutkim uśmiechu.







… and the thorns of roses will caress us.
Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 25 // 128
PRACA : właścicielka Pandemonium
PD : 28
SKĄD : Astoria
Re: Gabinet Cosimo ψ Nie Lis 04, 2018 4:32 pm
Już nie bywała w tej rezydencji tak często, jak przed laty. Nie mogąc znieść myśli, że mogłaby narzucać się i wisieć na Cosimo, gdy tylko Pandemonium zaczęło dobrze prosperować, kupiła mieszkanie w mieście. Mimo to bardzo lubiła tu przyjeżdżać, bo jest to jedno z nielicznych miejsc na tym świecie, które mogła nazwać domem. Nawet jeżeli była to bardziej kwestia tego, kto tu mieszkał, a nie tego, gdzie (lub jak) mieszkał. Wślizgnęła się do środka, a choć śmiertelnik nie miałby szans jej zauważyć, Cosimo na pewno słyszał ją już od samego progu. Milczała przez chwilę, jedynie mu się przyglądając. Spędziła w tym gabinecie ogrom czasu, niejednokrotnie tylko w ciszy towarzysząc starszemu wampirowi przy pracy. Zdarzało się, że ją to nużyło, ale wyniosła z tego przynajmniej solidny zalążek cierpliwości, z którego raz potrafiła skorzystać, a czasami niekoniecznie.
Weszła głębiej do pomieszczenia, uśmiechając się na widok Cosimo. Słuchanie jak wypowiada jej imię, sprawiało jej przyjemność. Pobieżnie przesunęła wzrokiem po zapalonej świecy.
- Przyjęcie - powtórzyła, a jej uśmiech jedynie nieznacznie się poszerzył. Wiedziała, że nienawidził słowa impreza, co ją nieodmiennie bawiło. Przyjęcie w odniesieniu do tego, co działo się w Pandemonium, było sporym niedopowiedzeniem. Zbliżyła się do biurka, postukując obcasami eleganckich szpilek, po czym wyminęła blat, a stanąwszy naprzeciwko Cosimo, płynnym ruchem złożyła na jego ustach przelotny pocałunek. Zawsze to ona potrzebowała takich drobnych gestów bardziej niż on.
- Poza tym, że ktoś skąpał się w basenie z płynem imitującym krew i nie możemy doczyścić podłogi, myślę, że tak - odparła lekko, spoglądając mu w oczy jakby chciała sprawdzić, czy wszystko w porządku. Rzuciła okiem na papiery na biurku, opierając się biodrem o kant mebla. - Nad czym pracujesz?







[You must be registered and logged in to see this image.]
Beauty I've always missed
With these eyes before
Just what the truth is
I can't say any more
Powrót do góry Go down
Cosimo Farnese
Postać NPC
avatar
WIEK : 37 / 669
PRACA : Far-Logistic; konserwator zabytków
PD : 13
SKĄD : Astoria
Re: Gabinet Cosimo ψ Nie Lis 04, 2018 5:45 pm
Nie miał powodu do ograniczania Valentine. Minął już ten czas, kiedy dawała się ponieść popędom wampirzej natury. Wierzył, że ten okres mieli za sobą i nigdy nie przyniesie mu wstydu oraz zmartwień.
Nierozważne zachowanie sprowadzało na siebie niechcianą uwagę. Cosimo wątpił, aby kiedykolwiek śmiertelnicy mieli poznać prawdę o otaczającym ich świecie. Nawet jeśli w popkulturze z wampirów robiono bohaterów i namiętnych kochanków. Cztery tomy autorstwa Stephanie Meyer oddał na drugi dzień do miejskiej biblioteki, dziękując za nie młodemu wampirowi, nowemu w ich społeczności i całkowicie zielonego w kontaktach z innymi. Cosimo skwitował to wtedy uśmieszkiem, który nie objął oczu.
Odwzajemnił pocałunek tak delikatnie i nieznacznie, że zwykłemu śmiertelnikowi z pewnością by to umknęło, lecz nie Valentinie. Prawdą była rzadkość takich gestów z jego strony. Dawniej, okazywał więcej cielesnej czułości. Teraz wszystko dawkował z niezrozumiałą ostrożnością, jakby obawiał się, że zaszkodzi to Valentine.
— Przeglądałem dokumentację przewozową. Ładunek z Chin ma spore opóźnienie.  
Nie wyglądał na zbyt zmartwionego, w końcu takie rzeczy się zdarzały. Jeszcze rzadziej od gestów, dzielił się swoimi zmartwieniami. Wolał pozostawać samowystarczalnym, dawało mu to niemalże mile łechtającą przyjemność. Kowal własnego losu. Zdawał sobie sprawę, że Valentine chciała brać udział w każdym aspekcie jego życia. Mimo to, nadal pozostawała granica nie do przekroczenia.
— Zawsze ekscytujesz się wydarzeniami w Pandemonium. — zauważył, spoglądając na nią bystro — Czy poza nieszczęśliwym wypadkiem z basenem coś się stało?







… and the thorns of roses will caress us.
Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 25 // 128
PRACA : właścicielka Pandemonium
PD : 28
SKĄD : Astoria
Re: Gabinet Cosimo ψ Pon Lis 05, 2018 12:56 pm
Czasem miała wrażenie, że przed całkowitym popadnięciem w obłęd i wampirzy szał, chronił ją tylko Cosimo ze swoim spokojem. Sprawiła mu na przestrzeni lat wiele problemów, a świadomość tego tylko pogarszała sprawę w zestawieniu z tym, że z roku na rok w pewien sposób oddalał się i stawał nieobecny. Taka była już jego natura, rozumiała to i starała się nie naciskać, ale to co działo się w jej głowie i z czym zostawała sama, w czterech ścianach swojego pustego mieszkanka w Astorii, należało już tylko do niej.
- Nie o to pytam. Oglądałam wiadomości - odezwała się cicho. Cała rezydencja była skąpana w dziwnej ciszy i spokoju, która, jak Tina miała czasem wrażenie, w pewien sposób odzwierciedlała wampirzą naturę. A ona tu nie pasowała, nawet jeżeli bardzo próbowała udawać, że jest inaczej.
Chodziło jej oczywiście o kwestię nieszczęsnego statku. Wiedziała, że był to statek Cosimo, a wrzawa która podniosła się wraz z wyciekiem, będzie go sporo kosztowała. Nie chciała, by poczytał to jako za wścibstwo, to raczej uzasadnione w tej chwili pytanie, choć była gotowa, że jej o tym nie powie, a w każdym razie nie, dopóty dopóki upora się z tym problemem.
Zwrócił jej uwagę na coś, co sama wiedziała. Skąd w niej ten nagły brak entuzjazmu, ocenić niepodobne; zupełnie jakby to intuicja dawała znać, że wkrótce może nastąpić wiele zmian, jakby wypadki, które miały miejsce w mieście oznaczały, że coś jest nie tak.
- Policja kręciła się w Pandemonium. Policjantka. Ellesmere - przerwała w końcu milczenie. Nie miała dowodów na to, że kobieta trudni się łowiectwem. Ten ród wyginął, przynajmniej tak mówiło się oficjalnie. Mogła to być też jedynie zbieżność nazwisk. Nie podobało jej się to wszystko. - Nie masz wrażenia, że to zatonięcie to nie przypadek? - Zapytała nagle, przyglądając mu się uważnie. Wyraźnie nie dawało jej to spokoju. Lubiła ich życie tutaj, w Astorii i czuła niepokój na samą myśl, że musieliby zmienić miejsce zamieszkania.







[You must be registered and logged in to see this image.]
Beauty I've always missed
With these eyes before
Just what the truth is
I can't say any more
Powrót do góry Go down
Cosimo Farnese
Postać NPC
avatar
WIEK : 37 / 669
PRACA : Far-Logistic; konserwator zabytków
PD : 13
SKĄD : Astoria
Re: Gabinet Cosimo ψ Pon Lis 05, 2018 1:28 pm
Każdy miał wady i nawet Cosimo się bez nich nie obywał. Nigdy jednak nie ukrywał przed Valentiną prawdy, tłumacząc się jej dobrem. Wiele razy mówił rzeczy okropne, wręcz bolesne. Tak jak wtedy, gdy uciekła szukać ducha z przeszłości. Dobitność tamtych słów miała otrzeźwiający wpływ, pomogła wziąć się młodej wampirzycy z garść. Dlatego, gdy nie dała zmienić do końca tematu, odłożył papiery i ujął w obie dłonie jej twarz.
— Valentina. — przemówił spokojnie, pieszcząc jej uszy brzmieniem głosu. Świetnie naśladował każdy akcent, ale pozostawał wierny swojej czternastowiecznej angielszczyźnie. Zmiana w zachowaniu Tiny była zauważalna, czuł to tak samo jak zapach atramentu czy zbierającego się kurzu na książkach. Wspomnienie o łowczyni dołożyło kolejnego zmartwienia, choć to co miewał zawsze pod kontrolą, rzadko go zaskakiwało. Caim miał swoich ludzi wszędzie, monitorując również w swoim interesie populację łowców na terenie miasta. Astorowie przestali być problemem przeszło dwie dekady temu.
— Statki toną, tak jak samoloty się rozbijają. Nie można wszystkiemu przypisywać szczególnego znaczenia. Przewóz był ubezpieczony, a Far-Logistic to nie nasze jedyne źródło dochodów, aby obawiać się bankructwa. — pogładził policzek kciukiem, patrząc Tinie uważnie w oczy. — Szukała czegoś konkretnego? Pojedynczy łowcy nie są niebezpieczni, ale trzeba mieć ich na oku. Zwłaszcza takich, którzy stracili wszystko.







… and the thorns of roses will caress us.
Powrót do góry Go down
Adora Lovecraft
Postać NPC
avatar
WIEK : 23 // 1602
PRACA : mecenas sztuki
PD : 9
SKĄD : Wyspy Brytyjskie
Re: Gabinet Cosimo ψ Pon Lis 05, 2018 11:51 pm
1. Czekała na ten dzień długo.
Pełna obaw, ale i zwyczajnej ciekawości. Może nawet przeświadczenia, że go zaskoczy. A może ucieszy? Czy zapomniał już o swojej słodkiej Annie? Wybaczył jej ten mały pokaz zazdrości, do której wciąż, nawet sama przed sobą, nie potrafiła się przyznać? Była zbyt dumna; ta sama duma nie pozwalała jej go odwiedzić. Długie lata od pogromu mijały, a Adora uznała, że być może lepiej będzie pozwolić mu uwierzyć, że jej prochy już dawno rozwiały się na wietrze. Gdy pod koniec XVIII wieku łowcy tak drastycznie osłabili ich siły, sama myślała, że to już koniec. A jednak wciąż żyli. Choć cóż za żałosna egzystencja to była.
Towarzyszył jej Santiago. Skontaktowała się z nim przed kilkunastoma dniami i postanowiła przedstawić propozycję nie do odrzucenia. Ryzykowała wiele. Stwórcza więź była silna i mogła zmusić potomków Luciano do wyjawienia, jakie to ciekawe herezje prawi panna Lovecraft. Dlatego upewniła się, że ci, z którymi rozmawiała, mieli mu sporo do zarzucenia. I znajdowali się od niego w stosownej odległości. Wybór padł na Medoniego i jeszcze paru innych, choć to temu pierwszemu przypadło w udziale stanie u jej boku, gdy złoży wizytę swojemu pierworodnemu. Czy wiedziała, że się znają? Może tak, może nie. Nie od dzisiaj wiadomo, że uwielbiała dramaty rozgrywające się na jej oczach, a skoro kroiła się okazja tego rodzaju, nie mogłaby przegapić przedstawienia.
Ubrana skromnie, aczkolwiek elegancko, wysiadła z czarnego mercedesa, który prowadził Medoni. Miał ten specjalny, staroświecki rodzaj manier, który stanowczo za bardzo kojarzył jej się z Cosimo. A może ostatnimi miesiącami, gdy wiedziała już, że tu przyjedzie, po prostu wszystko kojarzyło jej się w ten sposób. Służący, kimkolwiek był (może nawet nie służącym?), zaproponował, że ich zaanonsuje, ale Adora nie zamierzała stać i z nim dyskutować. Chciała mieć to za sobą, chciała spojrzeć Elrikowi w oczy i oznajmić: Jestem, przeżyłam. Tęskniłeś? Nawet jeżeli wiedziała, jaka byłaby odpowiedź na to pytanie.
Cóż to jednak za niespodziewana sytuacja ukazała się jej oczom, kiedy bezceremonialnie szarpnęła za klamkę i znalazła się w środku. Choć służący, który podążył za nimi truchtem by nadążyć, aż pobielał na twarzy, nie zdążył jej powstrzymać, zanim pogwałciła wszystkie możliwe zasady dobrego wychowania i po prostu zamaszyście otarła drzwi, nie zamierzając na nikogo czekać. I tak już została, wbijając wzrok w miejsce, gdzie stał Cosimo. Znów jej to zrobił. Zamaskowała zaskoczenie za cierpkim uśmiechem, który wykwitł na pociągniętych karminową szminką wargach.
— Puk, puk — rzekła krótko, robiąc nienaturalną pauzę pomiędzy jednym słowem, a drugim. Weszła do gabinetu, zapominając przez chwilę, że nie jest tu sama. Milczała, a choć bardzo pragnęła poruszyć temat młódki, którą zastała w rękach swojego Elrika, na razie jedynie obserwowała go łapczywie. — Niespodzianka — dodała jeszcze, a dopiero po chwili przeniosła w końcu wzrok na Valentinę. Jej uśmiech nie obejmował oczu, te ziały pustką. Niebezpieczną pustką.
— Zostawiam cię na niecałe trzy stulecia, a ty już znalazłeś sobie zastępstwo za Annę, Elriku? — Zacmokała. Szyderstwo w jej głosie zniknęło tak szybko, jak się pojawiło, bo już po chwili klasnęła w dłonie, kryjąc złość i cisnące się na usta pytania. — Ale gdzie moje maniery. Towarzyszy mi dzisiaj Santiago. Obiło mi się o uszy, że się znacie? — Zapytała niewinnie, jakby nie zrobiła tego z premedytacją. Była wściekła. Gotowa wytoczyć wszystkie działa, jakie miała w zanadrzu. Cieszyła się, że go widzi, a jednak on znów wymykał jej się z rąk.
Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 35 || 200
PRACA : reżyser || scenarzysta
PD : 21
Re: Gabinet Cosimo ψ Wto Lis 06, 2018 7:58 pm
Caesar nie miał w zwyczaju się denerwować bez powodu. Może dlatego stanął pod rezydencją przepełniony spokojem. A może to kwestia dwustu lat na karku? Bo kto by się przejmował kolejnym z tysiąca spotkań? Mimo pozostawania z Adorą w kontakcie, na żywo nie widział jej już bardzo długo. Czy tęsknił? Nie, tego raczej nie można było powiedzieć. Cenił sobie swoją swobodę i lekkie podejście do życia, a wiadomości od jego wampirzej matki najczęściej zwiastowały jakąś prośbę, której nie będzie mógł odmówić. W taki też sposób znalazł się w Astorii. Powiedziała „przyjedź”, więc nie zadając pytań zjawił się pod wyznaczonym adresem. Jak zawsze nienagannie ubrany, z wiecznie przyklejonym delikatnym (acz zdecydowanie nie nieśmiałym) uśmieszkiem.
Nacisnął przycisk dzwonka i czekał. Lekko przechylił głowę, jak to miał w zwyczaju, gdy popadał w zamyślenie i mierzył uważnym wzrokiem otoczenie. Rezydencja nie robiła na nim większego wrażenia. Pewnie dlatego, bo naoglądał się już podobnych widoków. Osobiście preferował iść z duchem czasu, odkrywać nowe trendy, a przeszłość zerkać tylko po to, by się czegoś nauczyć. Acz gdy wpuszczono go do środka, musiał przyznać, że wnętrze wywołuje w nim ukłucie sentymentu. Przymrużył oczy, co w połączeniu z wcześniej wspomnianym uśmiechem dało dosyć prześmiewczy wyraz twarzy, który szybko zniknął, gdy został poproszony do gabinetu.
Czy czuł się przygotowany na tę rozmowę? Ani trochę. Nie miał zielonego pojęcia po co go wezwano, ani z kim spotka się wewnątrz gabinetu. Czy go to obchodziło? W najmniejszym stopniu. Wychodził z założenia, że gdyby musiał o czymś wiedzieć, Adora by go poinformowała. Drzwi otwarły się, a Caesar pewnie przekroczył próg. Rozejrzał się po pokoju, nieco poszerzając uśmiech. Jego wzrok szybko zatrzymał się na Pani Matce – Adora! Zjawiam się tak, jak prosiłaś. Mam nadzieję, że nie jestem spóźniony? – tu oderwał od niej spojrzenie i przeniósł je na dwóch mężczyzn. Każdemu z nich skinął głową – Przedstawisz mnie tym dwóm gentlemanom? – wypowiedź, naturalnie, skierowana była do pani Lovecraft chociaż jego oczy wciąż wbite były w pozostałe towarzystwo. Pytanie zdecydowanie retoryczne. Oczywiście, że zostanie przedstawiony. Głos Caesara świetnie udawał zadowolenie, może wręcz radość z przybycia do Astorii. Czy było wręcz przeciwnie? Cóż, prawda, jak zawsze, leżała gdzieś pośrodku, w szarej strefie, której zawiłości rzadko miał ochotę analizować.
Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 30 || 133
PRACA : biznesmen
PD : 34
SKĄD : Meksyk
Re: Gabinet Cosimo ψ Wto Lis 06, 2018 8:20 pm
— 2 —

Bardziej gotów już nie będzie. Czuł to w kościach, a jednak zaciskające i rozluźniające się na przemian na kole kierownicy knykcie, aż bielały pod naciskiem użytej siły. Nic nie mówił całą drogę; nawet szczęki miał zaciśnięte tak mocno, aż dziw brał, że zęby z trzaskiem nie pękły. Najpierw Torrero stało się jego modlitwą. Nie był jednak pewien swoich reakcji, gdy w grę wchodziły emocje tak skrajne, że wbrew wszelkiemu rozsądkowi nie chciały wyblaknąć na przestrzeni lat. Wszystko sprowadzało się do tego, co było ważniejsze — mścić się na Farnese, choć nikomu to już życia nie zwróci, czy może mścić się na Torrero. To drugie było bardziej kuszące z prozaicznego powodu. To swoje życie by odzyskał. Przynajmniej tak chciał myśleć.
Wysiedli z samochodu, a Santiago wciąż uparcie milcząc, poprawił marynarkę i ruszył śladami Adory. Zacięcie na twarzy Lovecraft sugerowało, że nie on jeden bije się z myślami. Prawdę mówiąc, miało to dla niego niewielkie znaczenie. Nie wnikał w prywatne pobudki, które ją tu dzisiaj skierowały. Ryzykował więcej niż ona, ale tak naprawdę nie miał już nic do stracenia.
Zmarszczył tylko brwi na ten pośpiech Lovecraft, wyjątkowo go nie podzielając, a nawet uważając za mało taktowny. Nie tak przekonuje się do przewrotów politycznych. Niemal zrównał się z wampirzycą, gdy dotarła pod drzwi, a choć sam przeciągnąłby tę chwilę, chociaż próbując udawać, że się rozluźnia, nie dała mu takiej szansy. Drzwi stanęły otworem, a on ponad ramieniem brunetki miał doskonały widok na wnętrze gabinetu. Wiedział, że zaleje go fala gniewu. Wiedział, że będzie go kusiło, by sięgnąć po nóż i zapytać Farnese, jak ona umarła. Cały problem polegał jednak na tym, że miał właśnie wrażenie, że widzi ją przed sobą. Mocniej pomalowaną, ubraną na współczesną modłę i definitywnie stojącą zbyt blisko zasięgu ramion Farnese. Ale żyła. Nie drgnął nawet, wbijając w nią harde spojrzenie, nic nie rozumiejąc. Czyżby to jakiś demon płatał mu figla? A może to umęczony umysł podsuwał mu takie obrazy? Potoczył dzikim wzrokiem od Adory, poprzez Cosimo i nowo przybyłego wampira, na Valentinie finalnie je zatrzymując. Wszelkie słowa jakie padły, nawet do niego nie dotarły.
— To są jakieś żarty? — Zapytał cicho. Ostrzegawczo. Zdrowy rozsądek umarł.






[You must be registered and logged in to see this link.]
For now, I'll let you muzzle me. If only to see the horror on your faces when I rip you apart with my claws.
Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 25 // 128
PRACA : właścicielka Pandemonium
PD : 28
SKĄD : Astoria
Re: Gabinet Cosimo ψ Wto Lis 06, 2018 11:21 pm
Bardzo chciała mu wierzyć, ale i tak to dziwne przeświadczenie, że nie wszystko jest takie, jakie się wydaje, wciąż jej doskwierało. Westchnęła niemal niezauważalnie, odwzajemniając spojrzenie wampira.
- Nie, ale... - urwała na chwilę, szukając odpowiednich słów. Nie zdążyła ich odnaleźć, bo wtem bieg wydarzeń sprawił, że potencjalny łowca w klubie stał się jej możliwie najmniejszym problemem. Drzwi otwarły się, a do środka wpadła jakaś kobieta. Wszystko działo się tak szybko; Elrik, Anna, trzy stulecia, zastępstwo? Odruchowo wbiła wzrok w Cosimo, choć ciśnienie niebezpiecznie jej skoczyło. Kimkolwiek była nieznajoma, a Tina już domyślała się, któż to mógł być, zachowała się co najmniej okropnie niestosownie, tak tu wpadając, a pierwszym odruchem Castellanos, było bronić stwórcy. Jakkolwiek to irracjonalne; znacznie lepiej obroniłby się sam. Trzymała jednak fason, obserwując Adorę z głową podniesioną wysoko. Ale dopiero po chwili przez Tinę przetoczyła się prawdziwa burza.
Santiago.
Ślepy szał ogarnął ją z taką mocą, że aż pociemniało jej przed oczami. Nie wiedziała jak to możliwe, nie zastanawiała się nad tym. Przez to wszystko sama zachowała się co najmniej nieodpowiednio, nie witając się w należyty sposób z Caesarem, który ledwo przybył i teraz pewnie zapamięta ją jako gwałtowną dzikuskę. Nie myślała o tym w tej chwili, nie myślała już o niczym. Kły się wysunęły, oczy pociemniały, a z gardła wyrwał się wściekły syk. Jakby miała klapki na oczach, widziała tylko Santiago, a mało kiedy jakiś widok sprawił jej aż tyle bólu. Chciała go dorwać, rozszarpać, nie bacząc na to, jak bardzo irracjonalne to pragnienie. Nie obchodziło jej już, co tu robi. Chciała tylko krwi, spłaty długu za te wszystkie lata. Czy wiedział, ile godzin snu jest jej dłużny? Skoczyła do przodu. Wysunięte kły sugerowały, że bynajmniej nie po to, żeby go uściskać.







[You must be registered and logged in to see this image.]
Beauty I've always missed
With these eyes before
Just what the truth is
I can't say any more
Powrót do góry Go down
Cosimo Farnese
Postać NPC
avatar
WIEK : 37 / 669
PRACA : Far-Logistic; konserwator zabytków
PD : 13
SKĄD : Astoria
Re: Gabinet Cosimo ψ Sro Lis 07, 2018 12:18 am
Gdyby kiedykolwiek ktoś mu powiedział, że spotka jeszcze wampirzycę, która obdarowała go nieśmiertelnością, wyśmiałby te słowa. Naprawdę głęboko wierzył w to, że Morgause nie ominął watykański topór. Ówcześni łowcy od lat rośli w potęgę, a wampiry pozostawały nieostrożne. Zamarł całym ciałem, a umysł skuł gruby lód. Oto przed nim stała, urodziwa tak jak pamiętał. Nozdrza Cosimo zadrgały, pobierając nowe zapachy. Rozróżnił kilka najbardziej charakterystycznych, gdzie dominowała skóra. Obecność Santiago pozwoliła odzyskać Farnese rezon, dzięki któremu błyskawicznie pochwycił Valentine, zanim ta zdołała wydostać się zza biurka. Przyciskając ją do siebie, szepnął do ucha znienawidzone słowa. Tym bardziej boleśniejszy był ich wydźwięk, gdy ich świadkiem była Morgause.
Zmierzył ją wzrokiem w którego wyrazie na próżno było szukać przyjaznych uczuć. Nie chciał jej tu, ani jego, ani nowo przybyłego wampira, którego mina wskazywała, że podzielał jego odczucia. Cosimo po raz pierwszy od wielu lat, a nawet wieków poczuł się realnie zagrożony. Mięśnie szczęki niebezpiecznie zadrżały, walczył z tym, aby tak jak Potomkini, nie pokazać kłów. Terytorialność należała do jednej z wad wampirzego jestestwa.
— Wyjdź stąd. — słowa te kierował do Santiago. Domyślał się, że Luciano mógł ziścić swoje plany, ale nie miał co do tego pewności. W końcu był najzwyklejszym pracownikiem, trybikiem w wielkiej machnie latynoskiego wampira. Valentiny nie otaczały już męskie ramiona. Miał ją cały czas przy sobie, gotującą się ze wściekłości. Morgause jednym wtargnięciem, zniszczyła lata jego pracy. Zburzyła spokój na jaki ciężko pracował. Przyjrzał się Caesarowi. Podobieństwo było uderzające, co jeszcze bardziej pogłębiło nieprzyjazne odczucia Farnese.
— Spodziewałbym się po tobie więcej elokwencji, ale zawsze przejawiałaś skłonność do poddawania się ludzkim emocjom.  — słowa gładko przechodziły przez gardło. Cosimo potrafił wściekłość kształtować w chłód, tworząc barierę która pomagała zachować zimną krew. Zarówno Valentina jak i Adora tego nienawidziły. Nikt, kto znał Cosimo dłużej. Wyczuwalne jednocześnie było napięcie. Uważnie obserwował swoją Stwórczynię, jakby obstawiał, że ta rzuci się do gardła Tinie.







… and the thorns of roses will caress us.
Powrót do góry Go down
Adora Lovecraft
Postać NPC
avatar
WIEK : 23 // 1602
PRACA : mecenas sztuki
PD : 9
SKĄD : Wyspy Brytyjskie
Re: Gabinet Cosimo ψ Sro Lis 07, 2018 2:24 pm
Dała się sprowokować, ponieść emocjom. Były jak narkotyk. Dalekie echo człowieczeństwa, którego ludzie nie doceniali. Pielęgnowała je w sobie z nawiązką, a one z jakiegoś powodu zawsze były najsilniejsze wtedy, gdy w grę wchodziły trzy rzeczy: władza, pozycja, Elrik. Nic więc dziwnego, że zareagowała z takim szyderstwem, choć prędko tego pożałowała. Obserwowała wydarzenia w pomieszczeniu z takim uśmiechem, jakby jej się to podobało. Namacalnie wyczuwała, jak atmosfera w gabinecie zgęstniała. Wyczuwała wściekłość i nienawiść, dostrzegała gromy, którymi ciskały oczy dziewczyny, przytrzymanej przez Cosimo. Nawet ukłucie współczucia... Morgause wiedziała jak to jest, kiedy mężczyzna dyryguje Twoim życiem. Nie zaprotestowała, kiedy Farnese wyprosił Santiago. Medoni wyglądał, jakby zaraz miał kogoś zaszlachtować, więc tylko skinęła mu głową, żeby faktycznie to zrobił. Nie do końca orientowała się w sytuacji, która rozgrywała się przed jej oczami, dlatego całkowicie zignorowała słowa Cosimo, kwitując je krótkim:
— Nie przyjechałam się kłócić. — Spoważniała, usiłując usidlić rozedrgane emocje, który nakazywały jej robić scenę. Zazdrość, do której nie miała prawa, była jej nieodłączną towarzyszką od prawie siedmiuset lat. Nic dziwnego, że do niej przywykła. Ale nawet ona wiedziała, że przesadziła i jeśli nie przestanie, to nici z tego, po co tutaj przyjechała.
— Caesarze, cieszę się, że dotarłeś — zwróciła się do niego, jak gdyby nigdy nic się właśnie nie wydarzyło. Dość dawno się nie widzieli, więc potomek był jej koronnym argumentem, dowodem na to, że się zmieniła. Dała mu swobodę. A wszystko to bez zrywania więzi podstępem. Caesar nigdy nie sprawił jej zawodu. — Cosimo Farnese, szeryf stanu Oregon. Caesar Oakley, mój drogi potomek — przedstawiła ich sobie. Teraz, gdy stali obok siebie, wysocy, szczupli i ciemnowłosi, dostrzegała podobieństwo i omal się nie uśmiechnęła. Omal. Czy liczyła, że wzbudzi tym w Farnese zazdrość? Nie wierzyła w bajki. Był dokładnie tak samo zimny, co trzysta lat temu. A Caesar tak samo odmiennej orientacji, co lat temu dwieście.
— To Santiago Medoni, reprezentuje interesy miłościwie nam panującego kanclerza, Luciano — dodała jeszcze, choć wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że chwilowo o żadnej reprezentacji nie ma nawet mowy. Poczekała, aż Medoni wyjdzie, licząc przy okazji, że nie narobi zbyt dużego rabanu. Jego latynoski temperament mógłby sprawić dużo kłopotu, a nie taka była jej intencja, kiedy namówiła go na przyjazd tutaj.
— A to...? — Urwała, starając się zachować neutralny ton, znacząco spoglądając na wciąż kipiącą złością wampirzycę u boku Cosimo. Spoglądała na nią pobłażliwie, niemal protekcjonalnie, ale w głębi przeklętej duszy przeczuwała, że mają ze sobą więcej wspólnego, niżby tego chciała, za co z miejsca poczuła do niej niechęć. I kolejną salwę zazdrości, wywołanej niewiedzą i dopowiedzeniem sobie prawdy.






[You must be registered and logged in to see this image.]
darling

Do you want him to see you like this?
Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 30 || 133
PRACA : biznesmen
PD : 34
SKĄD : Meksyk
Re: Gabinet Cosimo ψ Czw Lis 08, 2018 5:20 pm
Wspomnienia nas niszczą. O tym właśnie myślał, widząc obnażone kły kobiety, którą kochał niegdyś tak, że poświęciłby dla niej wszystko. Ale to było w innym życiu. Teraz spoglądała na niego z nienawiścią tak mocną, że aż go to speszyło. Złość przyszła dopiero za chwilę, a wraz z opiekuńczym gestem Farnese względem dziewczyny, przyszło też zrozumienie. A więc to tak? Gniew pulsował mu w piersi, uderzał do głowy, podżegał do działania. Zacisnął szczęki, czując, że traci kontrolę nad tym, co zaraz zrobi. Nie podlegał temu wampirowi, nie był mu nic winien. Ale nie był u siebie. Nie był samobójcą. Miał cel, a jeśli da się sprowokować, wszystko legnie w gruzach. Stał więc tylko, z czarnym, pustym jak okna opuszczonego domu spojrzeniem, utkwionym w jednym punkcie. Gdyby Valentina naprawdę się na niego teraz rzuciła, pozwoliłby jej. Nie kiwnąłby palcem. Ból rozdzieranego ciała byłby mniejszy, niż okrutna świadomość tego, jakim był cholernym głupcem.
Fakt, że kazano mu wyjść, w pierwszej chwili do niego nie dotarł. Wściekłość sprawiała, że w uszach słyszał tylko szum, wszystko zlewało się w jedno. A potem gniew się wypalił.
Mam nadzieję, że dobrze się bawiłaś ostatnie sto trzy lata rzekł cicho, nisko i szyderczo, posługując się hiszpańskim, co miało tylko zaakcentować, do kogo kierował te słowa. Opanował się na tyle, by móc w końcu ruszyć się bez ryzyka, że w szale zrobi coś, czego na pewno nie pożałuje, bo za późno już na żal.
— Gdybym był potrzebny, wystarczy zadzwonić — dodał bezbarwnie, rzucając tę informację w eter. Nie patrzył już nawet na Valentinę. Przez chwilę mierzył intensywnie Cosimo wzrokiem, a w końcu skinąwszy jemu i Adorze głową, odwrócił się. Ciężko było stwierdzić, co chodzi mu po głowie. Zauważył Caesara, przywitał się z nim sztywno i pożegnał zarazem, po czym wyminął go w drzwiach. Nie trzasnął nimi, nie przyspieszył kroku. Nie ruszył z podjazdu z piskiem opon. Umierając, zabrała jego człowieczeństwo. A teraz stała tam. Żywa, żywa, żywa. A jego człowieczeństwa nie było. Nie było już niczego.

— z/t —






[You must be registered and logged in to see this link.]
For now, I'll let you muzzle me. If only to see the horror on your faces when I rip you apart with my claws.
Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 35 || 200
PRACA : reżyser || scenarzysta
PD : 21
Re: Gabinet Cosimo ψ Czw Lis 08, 2018 10:36 pm
Caesar należał do tych, którzy z pielęgnowali wspomnienia. Prawie jak ogród. Zostawiał te najpiękniejsze, osłaniając je od złych wpływów nieco gorszych chwil, które należało wyplenić. W ten sposób budował wyidealizowaną, całkiem fałszywą wizję przeszłości, był tego w pełni świadomy. Uważał jednak, że niczego to nie zmienia. Przecież to nie tak, że z kimkolwiek dzielił się tymi momentami z życia, o nie, te dzieła zachowywał wyłącznie dla siebie. Osoby, które w nich występowały dawno przeminęły. Został tylko sentyment. Czasem ciążył mu on niesamowicie, ale był wciąż lżejszy od zupełnego zapomnienia lub hodowania urazy. Tak więc Anglia, która tak go niegdyś nudziła stała się w jego pamięci sielankowym, pokrytym mgłami rajem dzieciństwa, a brudny Paryż, gdzie czasy zmuszały go do tłumienia tak wielkich uniesień, najpiękniejszym, beztroskim okresem życia. W obliczu przetrwania wieczności, Caesar nie dbał o niegdysiejszą prawdę.
Widząc zachodzącą w pokoju sytuacje, jedynie uniósł brwi. Uśmiech nie zszedł z jego ust, pozostając wciąż tak samo fałszywy, jak na wejściu. No cóż, chyba przyszedł w sam raz, by być świadkiem jakichś osobistych dramatów. Ukradkiem spojrzał na Adorę, potem na dwóch mężczyzn, na końcu na obnażającą zęby kobietę. Założył dłonie za plecami. Czekał. Gdy Lovecraft go przedstawiła, jego uśmiech poszerzył się i skinął głową każdemu z nich. Już otwierał usta by odpowiedzieć, gdy odezwał się Medoni. Hiszpański? Brwi Caesara znów na moment się uniosły. Za młodu wbite w jego umysł zasady mówiły mu, by nie szeptać w towarzystwie. Zakładał, że sprawa mówienia w obcym na zgromadzonych języku, zostałaby potraktowana podobnie. Spodziewał się trzaśnięcia drzwiami, które jednak nie nastąpiło. Odczekał sekundę, po czym odchrząknął i zaczął mówić – Doprawdy, miło mi poznać. Żałuję jedynie, że przychodzi nam spotkać się w tak… – tu ponownie zmierzył rzucającą się wampirzycę wzrokiem – Napiętej sytuacji – nie ugryzł się w język, a mógł. Szybko jednak ciągnął dalej, tym razem zwracając się do Adory – Czy też powinienem opuścić gabinet? – uśmiech powrócił na jego wargi, jakby tylko nim chciał ją zapewnić, że jeśli potrzebują więcej przestrzeni, chętnie może im ją zapewnić. Poczuł się bardzo zadowolony z siebie. Uwielbiał ociekać uprzejmością, szczególnie w sytuacjach takich, jak ta.








[You must be registered and logged in to see this image.] [You must be registered and logged in to see this image.]
I saw the best minds of my generation destroyed
- by madness, starving hysterical naked
Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 25 // 128
PRACA : właścicielka Pandemonium
PD : 28
SKĄD : Astoria
Re: Gabinet Cosimo ψ Pią Lis 09, 2018 12:10 pm
Chciała go ukarać. Zabić. Nie zamierzała spocząć, dopóki nie rozerwie go, kawałek po kawałku, żeby poczuł chociaż namiastkę tego, co czuła ona, kiedy Cosimo jej wtedy powiedział, że Santiago ją po prostu zostawił. Odszedł. A choć czas pozwolił zrozumieć, że przecież i tak nie miał innego wyboru... To niczego nie zmieniało. Nie próbował jej odszukać. Ona jego tak. Pogodziła się już z tym, że pewnie zdążył ożenić się, napłodzić dzieci i umrzeć. Zastąpić ją sobie kimś. W czasie gdy ona wciąż tkwiła w tym przeklętym, niezmienionym ciele.
Zastygła w bezruchu, choć złość nie zniknęła. Miała go nie atakować? Dobrze, nie będzie. Więź ze stwórcą zmusiła ją do tego, by wyegzekwować jego słowa. Zesztywniała, a Cosimo ją puścił. Czuła się, jakby zapiął jej smycz. Kipiała, zdając sobie sprawę, że właśnie wystawia się na pośmiewisko, ale nie dbała o to. Wlepiała oczy w Santiago, jakby był jedyną osobą w tym pomieszczeniu. Chciała zaprotestować. Niech nie wychodzi, załatwmy to tu i teraz, miała ochotę zaproponować.
Jego słowa już jej nawet nie rozjuszyły. Były jak nóż wbity w plecy. Gniew zniknął, zastąpiony zaskoczeniem i brakiem wiary w to, że naprawdę śmiał to powiedzieć. A potem wyszedł, nie zaszczyciwszy jej ani jednym spojrzeniem. Stała jak skamieniała, a cała agresja gdzieś uleciała. Jeszcze przez dłuższą chwilę wpatrywała się tępo w drzwi, które się za nim zamknęły, zastanawiając się, czy bardziej ma ochotę za nim pobiec, czy kogoś zabić z bezbrzeżnej frustracji. Dopiero wtedy zaczęła do niej powoli docierać cała reszta bodźców. W tym również słowa Adory. Odchrząknęła, jak gdyby nigdy nic.
- Valentina Castellanos - przedstawiła się sama, choć obowiązek poinformowania o tym, kim jest, pozostawiła swojemu stwórcy. Po pierwsze rozeźlona, po drugie niepewna za swój głos i poczynania. Przyjrzała się Caesarowi, a po chwili przeniosła wzrok na Cosimo. Uśmiechnęła się cierpko, spoglądając za okno.
- Jeśli pan Oakley wychodzi, to ja również wolałabym wrócić do swoich obowiązków - wtrąciła jeszcze, siląc się na spokój. Nie zamierzała dawać przybyłej brunetce ani grama więcej satysfakcji, spowodowanego jej wybuchem.







[You must be registered and logged in to see this image.]
Beauty I've always missed
With these eyes before
Just what the truth is
I can't say any more
Powrót do góry Go down
Cosimo Farnese
Postać NPC
avatar
WIEK : 37 / 669
PRACA : Far-Logistic; konserwator zabytków
PD : 13
SKĄD : Astoria
Re: Gabinet Cosimo ψ Nie Lis 11, 2018 12:21 am
Brwi Cosimo nieznacznie powędrowały w górę. Po szoku przyszło zastanowienie czego chciała po tylu latach. Skrywany w głęboko lęk podpowiadał, że osoby, którą miał przy sobie. Morgause potrafiła już udowodnić swoją mściwość. Wtedy był o wiele młodszy i zbyt zdezorientowany. Skinął głową potomkowi wampirzycy, pozostawiając kwestię jakichkolwiek odczuć na później. Caesar nie zasługiwał na złe traktowanie przez wzgląd na towarzyszącą im żmiję.
— Brytyjczyk, jak mniemam? — zagadnął z zainteresowaniem. Zawsze było miło spotkać rodaka, nawet jeśli dzieliła ich spora przepaść wieku. Położył dłoń na ramieniu Valentiny w opiekuńczym geście. Obecność Medoniego komplikowała wiele spraw o których będzie musiał porozmawiać ze swoją potomkinią. Nie łudził się ukierunkowaniem złości wyłącznie na Santiago. Ze spokojem patrzył jak ten opuszcza gabinet. Z nim również odbędzie rozmowę. Głównie przez wzgląd na Luciana.
— Moja potomkini. — dopełnił prezentację Valentiny, patrząc przy tym prosto w oczy Morgause. Nie trwało to zbyt długo, nie wypadało ignorować drugiego gościa. Rzeczywiście, było czego żałować.
— Byłbym wdzięczny za pozostawienie mnie z panną Lovecraft na osobności. Nasza rozmowa nie zajmie zbyt dużo czasu i wierzę, że Valentina umili ci oczekiwanie, Caesarze. — nacisk na ramię był delikatny, lecz stanowczy. Najpierw obowiązki. — Valentino, oprowadź naszego drogiego gościa po posiadłości i powiadom innych.
Oboje byli już wolni. Wątpił, aby Morgause była przeciwna pozostawieniu ich samych. Wskazał jej sofę z fotelami przed kominkiem. Zamierzał poznać prawdziwy powód przybycia do Astorii. Uzmysłowił sobie dopiero teraz, że żył w ułudzie pomimo ostrożności. Nowa tożsamość, inne akcenty i starannie dobierane towarzystwo.

[Valentino i Caesarze, możecie odpisać lub potraktować ten post jako zt]







… and the thorns of roses will caress us.
Powrót do góry Go down
Adora Lovecraft
Postać NPC
avatar
WIEK : 23 // 1602
PRACA : mecenas sztuki
PD : 9
SKĄD : Wyspy Brytyjskie
Re: Gabinet Cosimo ψ Nie Lis 11, 2018 12:40 pm
Obserwowała jedynie, świadoma tego, że być może Cosimo będzie ją teraz podejrzewał o chęć zgładzenia mu kolejnego potomka. Wiedziała już jednak, że nie tędy droga. Nie, żeby nie miała na to ochoty. Słynęła ze swojej zaborczości, dlaczego zatem miałaby próbować wyprowadzać kogokolwiek z błędu i udawać kogoś, kim nie jest? Zmieniła się jednak. Miała kilka stuleci by przemyśleć sobie to i owo. Odnaleźć w życiu cel inny, niż desperackie próby zatrzymania przy sobie wszystkich tych, na których jej zależało.
Wszystkie te drobne gesty względem Valentiny, wydawały jej się zawoalowaną złośliwością w swoją stronę, choć rozsądek podpowiadał, że to przypisywanie sobie wartości znacznie większej, niż faktycznie w oczach Farnese miała.
— Myślę, że na dzisiaj wystarczy tej integracji Caesarze. Możesz odejść — skinęła głową przeczuwając, że Oakleyowi będzie to na rękę. Uśmiechnęła się do niego ciepło. Cieszyła się, że tu był. Zdawała sobie sprawę, że sytuacja sprzed chwili mogła być dość niezręczna, ale sama była nią raczej rozbawiona, aniżeli oburzona. Wielokrotnie to jej Elrik zarzucał nadmierne rozemocjonowanie, tymczasem okazało się, że najwyraźniej jego potomkini przejawiała podobne cechy. Czyż to nie ironiczne?
— Miło mi cię zatem poznać, Valentino — odparła, a choć na wargach pojawił się uśmiech, nie objął on oczu. Te pozostały lodowate. Nie można było zarzucić jej nieszczerości, choć jak sądziła, słowa te i tak zostaną odebrane jako kłamstwo. Zdusiła w zarodku chęć dorzucenia uszczypliwego komentarza.
Odczekała, aż dwójka młodszych wampirów wyjdzie, po czym wlepiła spojrzenie w Cosimo, uśmiechając się nieznacznie. Zajęła wskazane jej miejsce i założyła nogę na nogę. Jej dłoń spoczęła na podłokietniku. Było wiele rzeczy, które chciałaby powiedzieć. Wiele słów cisnęło się na usta; głównie gorzkich, pełnych ironii. Nie tędy droga.
— Wiem, co sobie myślisz — zaczęła, poważniejąc. Domyślała się, ile ma do niej żalu. I jak musiało go zaniepokoić jej nagłe pojawienie się. Czy sądził, że za jej sprawą i Valentinę strawią płomienie? — Nie masz powodu, by tolerować mnie w swoim domu. Nie wymażę błędów przeszłości. Nie ma słów, którymi mogłabym cię przeprosić — ciągnęła. Nie było takich słów, bo tak naprawdę nie zamierzała przepraszać. Zbyt dumna, zbyt pewna swego. — Cudem uniknęłam śmierci z rąk łowców. Następujące po tym wydarzenia sprawiły, że miałam sporo czasu na przemyślenia. Zmieniłam się — ostatnich słów pożałowała tuż po tym, jak padły. Wierzyła w to, że się zmieniła, ale tak naprawdę było to podważyć tak łatwo, że uzasadnione obawy rodziło, że ktoś to w końcu zrobi. A wówczas jej gniew byłby straszny.
— Nie przybywam do ciebie w roli stwórczyni. Przybywam jak wampir do wampira. Zgromadziłeś wokół siebie sporo naszych braci i sióstr. Starzeję się, Elriku. Jestem zmęczona — urwała na chwilę, by spojrzeć w ogień. Długie paznokcie zastukały w podłokietnik. — Minęło już wiele lat od pogromu. A choć w moim sercu wciąż zieje dziura po wszystkich tych, których utraciliśmy... Uważam, że to najwyższy czas powrócić do dawnej świetności. Do dawnych tradycji — uśmiechnęła się nieznacznie, spoglądając na niego znacząco. Jakby pytała, czy pamięta tę małą wioskę w  Szkocji w 1532 roku. Gdy spłynęła krwią ofiar. Zemsta za zabicie jednego z nowonarodzonych nigdy nie smakowała tak dobrze, jak wtedy.






[You must be registered and logged in to see this image.]
darling

Do you want him to see you like this?
Powrót do góry Go down
Cosimo Farnese
Postać NPC
avatar
WIEK : 37 / 669
PRACA : Far-Logistic; konserwator zabytków
PD : 13
SKĄD : Astoria
Re: Gabinet Cosimo ψ Nie Lis 11, 2018 3:55 pm
Ludzkie odruchy Valentiny napawały go otuchą. Dzisiejsze spotkanie zaczynało mu uświadamiać gdzie popełnił błąd. Zasiadł na sofie, zwracając ciałem do wampirzycy. Spodziewał się z ust Morgause samych kłamstw. W najlepszym wypadku półprawdy. Poprawił kant spodni, zakładając nogę na nogę. Zielonkawe oczy musnęły spojrzeniem delikatny zarys ust, niegdyś naznaczanych pomadą, teraz podkreślonych karminową szminką.  
— Nie zmieniamy się, Morgause. — miała rację. Nie musiał tolerować jej pod swoim dachem, a także prowadzić tej rozmowy. W nieoczekiwanym spotkaniu po latach było jednak coś uwodzącego. Napawała go odrazą i wzbudzała niepokój, przemieszany z melancholijną tęsknotą naznaczoną wieloma wspomnieniami, gdzie wówczas byli ze sobą blisko.
— Możemy się jedynie uczyć na błędach. — nagiął usta w nieznacznym uśmiechu, któremu daleko było do wesołości. Cosimo nie zapomniał żadnego dnia z sześciuset sześćdziesięciu dziewięciu lat. Łatwo było się zatracić w krwiożerczej żądzy. Oboje to wiedzieli. Pewne emocje zawsze będą brały górę nad rozsądkiem. Farnese sobie tego odmawiał. Już przy Morgause skłaniał się ku umartwianiu. Wymownie spojrzał. Czy wyciągnęła wnioski z tego co zrobiła?
— Co dokładnie masz na myśli? — zapytał spokojnie, jakby w ogóle nie wyłapał między wierszami właściwego przekazu. Historia nieśmiertelnych była naznaczona krwią. Wiedział jak ta świetność dawniej wyglądała i czym się to skończyło. Pycha gubiła każdą istotę, bez względu na rasę. Był skłonny uwierzyć w zmęczenie. Pamiętał opowieści Morgause. Jej wspomnienia sięgały odległych czasów. O pogromie pamiętało już niewielu. Położył rękę na wezgłowiu sofy. Podzielał jej zmęczenie.







… and the thorns of roses will caress us.
Powrót do góry Go down
Adora Lovecraft
Postać NPC
avatar
WIEK : 23 // 1602
PRACA : mecenas sztuki
PD : 9
SKĄD : Wyspy Brytyjskie
Re: Gabinet Cosimo ψ Nie Lis 11, 2018 5:39 pm
Możnaby spodziewać się, że obruszyłaby się na wieści o tym, że Cosimo podejrzewa ją o kłamstwo. Tak naprawdę znali się jednak od strony, którą niewielu ma okazję poznać. Chłonęła jego widok wiedząc, że nie będzie to trwało w nieskończoność. O ile trudniej było pogodzić się z tym, że ją porzucił, gdy siedział naprzeciwko, niemal na wyciągnięcie ręki. Jeszcze trudniej odkąd zrozumiała, że to była tylko i wyłącznie jej wina.
— Ty się zmieniłeś — tylko na chwilę zniżyła tembr głosu, wiedziała jednak, że ta rozmowa prowadzi donikąd. Zwrócił się ku Bogu, licząc na zbawienie, którego nie dostąpi. Czy przepraszał za wszystkie mordy, których się wspólnie dopuścili? Których dopuścił się sam? Jakże okrutne były wobec tego słowa o tym, że się nie zmieniamy? Uśmiechnęła się jednak na kolejne słowa.
— Nomenklatura. Dostałam swoją lekcję, nawet jeżeli w to wątpisz. Wiem, że teraz to już niewiele zmienia. Nie cofnę czasu... — przyglądała mu się badawczo. To nie było kłamstwo. Wielu rzeczy żałowała, niestety być może nie tego konkretnie, czego żałować powinna. — Starałam się nie popełnić tych samych błędów przy Caesarze i spójrz. Oto jest tutaj, na moje wezwanie. Więź nie została zerwana, ale myślę, że pewnego dnia to nastąpi. Ty zdaje się Valentiny również nie zwolniłeś? Jak długo to trwa? — Zapytała, mrużąc lekko oczy. Zupełnie jakby chciała mu powiedzieć wiesz już, jak to jest? Nie zapytała o to jednak wiedząc, że mogłoby to prowadzić do wymiany zdań, która tylko oddali ją od faktycznego celu wizyty. Klucz do sukcesu tkwił w tym, by odciąć się od wspomnień. Jak jednak miała to zrobić, gdy patrząc na niego, widziała tylko przeszłość?
— Powrót do korzeni — odparła, pochylając się nieznacznie do przodu. — Nie zrozum mnie źle. Daleka jestem od twierdzenia, że powinniśmy wyjść z cienia i ujawnić swoją obecność. Zmęczyło mnie już jednak życie pod niewidzialnym jarzmem łowców. Wyginęli niemal doszczętnie, a pojedyncze jednostki nie stanowią dla nas zagrożenia. Luciano nie dba o nic prócz tego, by jego konta wypełniały się po brzegi pieniędzmi. A cóż nam po pieniądzach, skoro nie możemy normalnie funkcjonować? Kryjemy się jak szczury, chodząc wokół łowców na palcach. Ponad dwieście lat. Żyjemy teraz na innym kontynencie, więc być może to czas, by wreszcie pozostawić to za sobą? Zbliżają się obchody przesilenia... Niemal nie pamiętam już, kiedy świętowaliśmy to po raz ostatni.






[You must be registered and logged in to see this image.]
darling

Do you want him to see you like this?
Powrót do góry Go down
Cosimo Farnese
Postać NPC
avatar
WIEK : 37 / 669
PRACA : Far-Logistic; konserwator zabytków
PD : 13
SKĄD : Astoria
Re: Gabinet Cosimo ψ Pon Lis 12, 2018 4:18 pm
Czy się zmienił? Zwalczył pokusę wywleczenia tu i teraz wspomnienia o Annie. Tak, zabijając ją, każąc patrzeć na jej agonię, zabiłaś cząstkę mnie. Odruchowo sięgnął do piersi, gdzie nosił wisiorek z prochami swojej pierwszej potomkini. Nigdy się z nim nie rozstawał. Bolesne doświadczenia zawsze zmieniają charakter. Przejechał palcem po wargach w geście głębokiego zamyślenia. Morgause potrafiła władać słowem, nie tak wyrafinowanie jak Milton ale i tu można było dać się porwać snutym opowiastkom, namowom. Chciał usłyszeć szczere przeprosiny zdając jednak sobie sprawę z tego, że niewiele to zmieni. Własna naiwność, brana za słabość napawała go złością. Morgause była nadciągającym sztormem. Dosłownie i w przenośni. Luźna do tej pory dłoń zacisnęła się w pięść na wspomnienie Valentiny. Irytacja i skrywany przez wieki żal.
— Brawo. — pozwolił sobie przy niej na to, czego odmawiał innym. Drobne słabostki zaczęły wypływać na powierzchnię. Pytanie o Tinę przemilczał umyślnie. Sugerowało to, nad czym Cosimo wolał się nie zastanawiać. Valentina nie podejmowała tego tematu więc wygodnie było iść w jej ślady.
— Obchody przesilenia... — zamruczał przez palce. Nie przesłyszał się. Odsunął dłoń i usiadł wygodniej, również pochylając się do przodu. — Po towarzyszącym ci Medonim, mógłbym uznać, że Luciano popiera twój pomysł i przez zupełny przypadek padło na mój dom. Mam jednak wrażenie, że nasz miłościwie panujący kanclerz został w tym pominięty i czegoś mi nie mówisz. Jak to sobie wyobrażasz Morgause? Obchody są zabronione, a przynajmniej ich zaniechano przez wzgląd na wymiar jaki przybierały na Starym Kontynencie. Czego więc ode mnie oczekujesz?







… and the thorns of roses will caress us.
Powrót do góry Go down
Adora Lovecraft
Postać NPC
avatar
WIEK : 23 // 1602
PRACA : mecenas sztuki
PD : 9
SKĄD : Wyspy Brytyjskie
Re: Gabinet Cosimo ψ Pon Lis 12, 2018 5:30 pm
Znów wszystko kręciło się wokół wspomnień. Ciała istot nadnaturalnych, a umysły, choć wzmocnione magicznymi sztuczkami, tak słabe i podatne na sentymenty. Z ich mocy hipnozy płynęłoby sto razy więcej pożytku, gdyby i własne wspomnienia byli sobie w stanie wymazać. Jej uwadze nie umknął jego gest, gdy sięgnął do medalika. Nie wiedziała, co skrywa, poczytała to błędnie za kolejne zwrócenie się ku Bogu i niemal wywróciła oczami na ten widok, choć zachowała raptem uśmiech satysfakcji. Przemilczał jej pytanie. W oczach błysnęło jej coś, co można by nazwać nawet tryumfem. A może to po prostu płomienie odbiły się w błękicie jej oczu. Płomienie tak podobne do tego, co spotkało Annę. Wciąż żywo pamiętała jej krzyki oraz cały ten ogrom endorfin, który jej ten dźwięk przynosił. To koniec, Elriku.
— Luciano, Luciano, Luciano... — powtórzyła głucho, niczym echo. Pochyliła się ku niemu jeszcze bardziej. — Kiedy ostatnio z nim rozmawiałeś, Cosimo? Kiedy ostatnim razem czymkolwiek się interesował? Jesteś zdany na siebie i dobrze o tym wiesz — zniżyła głos do szeptu. Był blisko, zdecydowanie za blisko. Tylko na krótki moment pozwoliła sobie opuścić wzrok na jego usta, całowane niegdyś tyle razy. Naznaczone krwią niewinnych, a teraz wypierające się tego. Zaraz jednak z powrotem spojrzała mu w oczy. Był tam tylko chłód, tak podobny, jak jej własny.
— Udzielił zgody, jednocześnie zupełnie się tym nie interesując — dopowiedziała, prostując się nagle i zagłębiając w oparcie, jakby dotarło do niej, jak bardzo taka bliskość jest niebezpieczna. Znów zastukała paznokciami w podłokietnik. — Wiem już, co się dzieje za błogosławieństwem Luciano w Ameryce Łacińskiej. Obchody przesilenia to przy tym igraszka — dodała z uśmiechem pełnym zadowolenia. Czy Cosimo o tym wiedział? Wiedział, że tysiące mil stąd rozgrywają się sceny, których nie powstydziłby się żaden z nich jeszcze przed trzema stuleciami?
— Oregon to obecnie największe skupisko wampirów. Uznałam, że oczywistym będzie zacząć odbudowywanie naszych sił od uświadomienia poszczególnym ogniwom, że nastał odpowiedni czas. Że możemy już odrzucić kierat narzucony nam przez łowców przed wiekami. Chciałabym cię prosić, byś pozwolił mi przedstawić twoim wampirom taką możliwość. Ich decyzją pozostanie, czy postanowią się przyłączyć, czy też nie. Czy ty postanowisz się przyłączyć, nim będzie za późno, a wszystko to, co każdy z nas budował na przestrzeni lat, w końcu zaniknie. Czy tego chcesz dla swojej potomkini? — Mówiła z pasją i przekonaniem.






[You must be registered and logged in to see this image.]
darling

Do you want him to see you like this?
Powrót do góry Go down
Cosimo Farnese
Postać NPC
avatar
WIEK : 37 / 669
PRACA : Far-Logistic; konserwator zabytków
PD : 13
SKĄD : Astoria
Re: Gabinet Cosimo ψ Pon Lis 12, 2018 10:32 pm
Do nozdrzy ponownie dotarł jej zapach. Nie odsunął się jednak, jakby miała to być rywalizacja "które szybciej odpuści". Bliskość Adory w żaden sposób go nie peszyła, jeszcze nie w tej chwili. Miała rację. Od wielu lat Luciano nie przejawiał żadnego zainteresowania sprawami w Stanach Zjednoczonych, poza tymi dotyczącymi finansów. Nieśmiertelni lubili gromadzić bogactwa i nie było w tym nic dziwnego. Cosimo przez lata dbał o własne zabezpieczenie finansowe. Nie był jednak głuchy na inne wartości.
— Cały Luciano. — skwitował krótko. Przeniósł spojrzenie z Adory na płomienie w kominku. Musiało minąć wiele lat, aby przestał się wzdrygać na widok ognia. Gdy Luciano został kanclerzem, Farnese zastanawiał się jak inne, bardziej rozsądne wampiry mogły na to pozwolić.
Torrero był zwinny jak łasica i cwany jak lis. Dlatego, gdy pewnego wieczoru Santiago przyszedł z prośbą o ratunek... Gdyby nie łowcy, wszystko potoczyłoby się inaczej.
— Wiem. — powiedział cicho, mając przed oczami liczne nagłówki masakr i niepokojące doniesienia. Wszystko zrzucano na kartele i porachunki mafijne. Dalszą wypowiedź Adora popsuła pytaniem. Troska o Valentinę brzmiała nieprawdziwie, poznał to po pierwszej reakcji czarnowłosej wampirzycy, gdy wtargnęła do gabinetu.
— Doceniam troskę o moją potomkinie. — spojrzał prosto w oczy Morgause. — Jesteś gościem. Tak jak twój Caesar. Na jutrzejszy wieczór zwołam spotkanie i będziesz mogła do nich przemówić. To czy będziesz miała mnie po swojej stronie zależy wyłącznie od twoich czynów, nie słów.  — ostrzegł ją tym samym, że oczekuje czegoś więcej niż puste frazesy. Oblizał koniuszkiem języka wargę z rozmysłem.
— Udostępnię ci swoją sypialnię na odpoczynek. Żyjemy w Astorii w koegzystencji z demonami, dlatego unikaj zachodniej części miasta z portem i kasynem. Nie przepadają, gdy tam żerujemy. Rano śmiertelnicy sprzątają posiadłość, nie posilamy się na nich. Pozostają nieświadomi. Czy masz jakieś pytania, Morgause?







… and the thorns of roses will caress us.
Powrót do góry Go down
Adora Lovecraft
Postać NPC
avatar
WIEK : 23 // 1602
PRACA : mecenas sztuki
PD : 9
SKĄD : Wyspy Brytyjskie
Re: Gabinet Cosimo ψ Wto Lis 13, 2018 12:44 pm
To nie sama bliskość ją peszyła. Świadomość jego bliskości przywoływała wspomnienia emocji, o których dla dobra sprawy musiała zapomnieć. Tego najbardziej bała się przyjeżdżając tutaj, że trzeźwość osądu zakłócą emocje. Zerwał więź stwórczą, innych nie. Bolesnym było patrzeć mu w oczy ze świadomością, że znaczyła dla niego tak niewiele, że był w stanie po prostu odejść. Jak wszyscy, zawsze.
Wychwyciła nieszczerość w słowach o docenianiu troski o Valentinę. Cóż, ta mała uprzejmość najwyraźniej zabrzmiała w jej ustach fałszywie, za co go nawet nie obwiniała. Jej reakcja na wejściu mówiła sama za siebie, nieprawdaż? Czy z kolei to on mógł ją jednak za to winić? Coś jej obiecał. Niełatwo było zostać skonfrontowanym z faktem, że wystarczyła myśl o jej śmierci, nawet niesprawdzona, by obietnice zostały złamane. Nie chciała się tym jednak rozpraszać. Nie teraz. Najlepiej nigdy.
— Niech tak zatem będzie — zgodziła się po chwili milczącego wpatrywania się w oczy Cosimo, jakby spodziewała się tam dostrzec kłamstwa. Był taki honorowy, taki prawdomówny... A jednak nie zawsze. Uzasadnionym było zatem podejrzewać, że za tym wszystkim kryje się coś jeszcze. A może to po prostu paranoja kłamcy nakazywała Adorze doszukiwać się podstępu tam, gdzie go nie było.
— Dziękuję. To spory kredyt zaufania z twojej strony, Elriku — dodała jeszcze. Wiedziała, że nie będzie łatwo, ale skoro najtrudniejsze miała już za sobą, nakłonienie go do tego, żeby jej chociaż wysłuchał, aż do jutra mogła odetchnąć.
— Z demonami — uniosła brwi nieznacznie, nie mogąc powstrzymać gorzkiego uśmiechu. Czy to była cena, którą zapłacił za zerwanie więzi? Nienawidziła demonów za ich łatwość w tym, jak manipulowali innymi. Z jaką łatwością sama dała się zmanipulować. — Spokojnie, dostosuję się. Jeśli to kłopot, zawsze mogę skorzystać z hotelu — wtrąciła, nie chcąc mu być ciężarem. A może po prostu nie chcąc oglądać go z potomkinią, zastanawiając się, czy dzielą łoże.
— Myślę, że wszystko jest klarowne. Na pytania przyjdzie czas jutro — rzekła, wstając. Poprawiła ołówkową spódnicę i ruszyła do wyjścia. — Zadzwonię do Medoniego i poinformuję go o spotkaniu. Uprzedź Valentinę, nie chcę żeby doszło do rękoczynów — dodała niewinnie, choć kryła się w tym pewna zawoalowana złośliwość. — Do zobaczenia, Elriku — powiedziała, już na pożegnanie, po czym opuściła gabinet.

z/t x2






[You must be registered and logged in to see this image.]
darling

Do you want him to see you like this?
Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 30 || 133
PRACA : biznesmen
PD : 34
SKĄD : Meksyk
Re: Gabinet Cosimo ψ Pon Lis 19, 2018 6:22 pm
    — z bawialni

Mierzył się z Cosimo wzrokiem, jakby to było wyzwanie, jakby coś jeszcze od tego zależało. Przed laty potrafił schować dumę do kieszeni, w imię większego dobra. Teraz nie potrafił przełknąć porażki. Nie tej porażki. W najgorszych koszmarach które miewał, nim całkiem zarzucił sen, przez myśl mu nie przeszło, że Valentina mogła przeżyć. I żyć u boku kogoś innego. Że będzie siedziała kilka metrów od niego, a on nie będzie w stanie nic z tym zrobić. Zagubiony, zawieszony pomiędzy tym, co ludzkie, a tym, co już wampirze. Myślał, że te wybory miał już za sobą. Jej śmierć symbolizowała dla niego zawsze pożegnanie z humanitarną częścią jego jestestwa, a tymczasem wcale nie umarła. Nowy Santiago najchętniej by ją za to zabił, ale wiedział jednocześnie, że nie byłby w stanie, choć zabijanie było łatwiejsze, niż konfrontacja z prawdą. Niczego już nie czuł. Nie wiedział, dlaczego w ogóle padły słowa o tym, że powinien iść ktoś doświadczony. Podobny brak samodyscypliny był mu całkowicie obcy.
Zmełł w ustach przekleństwo. Czy to jakiś nowy zwyczaj Farnese, by wypraszać go, kiedykolwiek się gdzieś pojawi? Zawahał się tylko przez chwilę, nim wstał z fotela i poprawił marynarkę. Poczuł niekomfortowy ucisk na gardle. Wiedział, że przyjdzie moment, w którym zostanie z Valentiną sam, nie sądził jednak, że nastąpi to tak szybko. W głowie miał całkowitą pustkę, kiedy ruszył za nią  korytarzem. Wsłuchując się w dźwięk, jaki wydawały obcasy jej butów, obserwował ją. Poruszała się teraz inaczej, pachniała inaczej niż zapamiętał, choć każdy jej kształt był tak boleśnie znajomy, że niesprawiedliwością wydawało mu się, że nie może jej dotknąć by się upewnić, że to naprawdę ona... A potem po prostu przestał o tym myśleć. To nie jest już Twoja Valentina. Tak naprawdę nigdy nie była. Odnalazł w sobie na nowo gniew, który na chwilę przycichł, a teraz znów odbił się płomieniem w jego oczach.
Zapamiętał, gdzie jest gabinet, choć trzymał się cały czas pół kroku za Castellanos. Dopiero do klamki sięgnął pierwszy, puszczając ją przodem do środka. Puste, nikomu teraz niepotrzebne gesty grzeczności. Nic się tu nie zmieniło od wczoraj, zupełnie jakby czas się zatrzymał.
— Co teraz? Rzucisz się na mnie, bo nie ma nikogo, kto cię powstrzyma? — Zwrócił się do niej po hiszpańsku, gdy drzwi gabinetu zamknęły się za ich plecami. W niskim, ochrypłym głosie zabrzmiało mu dalekie echo drwiny. W uśmiechu, którym ją obdarzył, sporo było szyderstwa. Zupełnie jakby chciał ją sprowokować. Nawet jeżeli wiedział, że to donikąd nie prowadzi. — A może stwórca profilaktycznie ci zabronił? O ile to wciąż stwórca. Sto lat to całkiem sporo na to, żeby złożyć też inne przysięgi, prawda? — Popełniał w tej chwili błąd, samemu podsuwając sobie obrazy, które działały na niego jak płachta na byka. Nie patrzył na nią, wzrok wbijając w antyki na półkach. Nie mógł znieść jej widoku. Miał ochotę coś zniszczyć, to jedno wychodziło mu najlepiej. Nie zrobiłby tego jednak, nie tutaj.






[You must be registered and logged in to see this link.]
For now, I'll let you muzzle me. If only to see the horror on your faces when I rip you apart with my claws.
Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 25 // 128
PRACA : właścicielka Pandemonium
PD : 28
SKĄD : Astoria
Re: Gabinet Cosimo ψ Pon Lis 19, 2018 7:26 pm
Myślała, że ta cisza ją zabije. Wwiercała się w czaszkę. Czuła na sobie jego spojrzenie i ani trochę nie podobały jej się wspomnienia, które to wywoływało. Kiedyś tak bardzo lubiła to, jak na nią patrzył. Cieszyła się, że szedł za nią i nie musi na niego patrzeć, bo było jej z tym niespodziewanie ciężko. Wciąż obowiązywał ją wczorajszy zakaz. Zabraniam ci go atakować. Kolejna kropla do czary złości na Cosimo. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że dzisiaj może się przelać. Frustracja ostatnich lat nie mogła znaleźć ujścia, a prędzej czy później wybuchnie. Czuła to.
Wiedziała, że będzie ciężko, ale kiedy tylko zamknęły się drzwi, dotarło do niej, że nie jest sobie w stanie przypomnieć, kiedy ostatnio czuła tyle sprzeczności naraz. Nie jesteś człowiekiem, więc nie zachowuj się, jakbyś była. Sęk w tym, że stojący w tym pomieszczeniu mężczyzna, stanowił żyjący dowód na to, że kiedyś nim była, a sto lat to najwyraźniej zbyt mało, by całkowicie wyzbyć się wszelkich odruchów.
Rozszarpałaby mu gardło. Gdyby nie zakaz, nałożony na nią przez stwórcę, nic nie byłoby jej w stanie powstrzymać, chociaż teraz patrząc na Santiago, zaczynała mieć wrażenie, że mogła się mylić. Tyle razy odgrywała tę scenę w myślach. Tyle razy przebijała mu serce sztyletem, patrząc mu w te znienawidzone, choć niegdyś ukochane, czarne oczy. Ale w jej fantazjach nigdy nie był nieśmiertelny. Jego twarz nigdy się w jej pamięci nie zatarła, więc miała porównanie. Zmienił się. Jego postawa była inna. W oczach miał pustkę. Czy też zauważył w niej takie zmiany? Czy też ledwo ją poznawał?
Chciała silić się na rzeczowość, ale rozjuszyły ją już słowa w bawialni. Nie zamierzała nawet udawać, że nie jest wściekła.
- Za kogo ty się masz, Medoni? - Zapytała cicho, niebezpiecznie, też po hiszpańsku. Ojczysty język smakował wyśmienicie, szkoda, że kontekst był tak nieprzyjemny. Uniosła wyżej brodę, jakby chciała sobie tym dodać animuszu i powagi. Jednocześnie trzymała się kilka metrów od niego. - A czego się spodziewałeś? Że cię uściskam? - Wycedziła przez zęby. Kły zaczynały się wysuwać, ale zamierzała nad tym zapanować za wszelką cenę. Zacisnęła dłonie w pięści, wbijając w miękką skórę wewnętrznych części długie, pomalowane czerwonym lakierem paznokcie.
- Och błagam - wywróciła oczami, siląc się na nonszalancję. - Oskórowałabym cię żywcem, gdyby nie Cosimo, więc na twoim miejscu byłabym mu wdzięczna. Myślisz, że Luciano byłby zadowolony z takiego prezentu? - Zapytała, wcale nie mniej szyderczo, po każdym słowie zbliżając się do niego o krok, aż w końcu stanęła naprzeciwko. - Nie było takiego dnia, kiedy nie życzyłabym ci śmierci. Najwyraźniej słabo się starałam, skoro wciąż tutaj jesteś. To ty odszedłeś, a teraz zjawiasz się tutaj, w dodatku w towarzystwie Lovecraft i śmiesz się w ogóle do mnie odzywać? - Jej ton niebezpiecznie się podnosił. Słowa nabierały tempa. Właściwie tylko tyle mogła w tej chwili. Pokrzyczeć. Tylko tyle jej zostało.







[You must be registered and logged in to see this image.]
Beauty I've always missed
With these eyes before
Just what the truth is
I can't say any more
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Sponsored content
Powrót do góry Go down
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
Skocz do: