Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
Idź do strony : 1, 2  Next
Carpe Diem
Konto Techniczne
avatar

PD : 306
Bawialnia ψ Sro Paź 31, 2018 11:24 pm
[You must be registered and logged in to see this image.]
BAWIALNIA
⇜ dostępna dla wszystkich mieszkańców ⇝

Serce domu. To tutaj większość wampirów lubi spędzać wolny czas. Każdego wieczoru rozbrzmiewa muzyka wygrywana na fortepianie oraz toczone są dyskusje na temat aktualnych wydarzeń.
⇜ code by bat'phanie ⇝
Powrót do góry Go down
avatar
WIEK : 33/289
PRACA : Właściciel Hotelu Intercontinental
PD : 19
SKĄD : Rzym, Włochy
Re: Bawialnia ψ Nie Lis 11, 2018 2:24 pm
Nagłe wezwanie Cosimo nie za bardzo ucieszyło Vincenta. Włoch nie przepadał, za nagłymi spotkaniami, zwłaszcza gdy dopisane jest, że obecność obowiązkowa. Nawet chętnie by się spotkał z starym przyjacielem, lecz podejrzewał, że nie będzie to spotkanie rozrywkowe i mają się stawić wszystkie wampiry z okolicy. Z tego powodu też wziął ze sobą Elisabeth, która od jakiegoś czasu zaczęła z nim mieszkać. Wcale mu to nie przeszkadzało, wręcz miło było mieć dobre towarzystwo w domu. Musiał powoli powracać do społeczności wampirów, od której się odciął na długie lata. Spotkanie u Cosimo mogłoby w tym pomóc, ale sam Vincent nie wiedział jak będzie się czuł w tak dużym tłumie.
- Ładnie wyglądasz. - powiedział do Elisabeth gdy znajdowali się już w jego samochodzie. Jechali [You must be registered and logged in to see this link.], jednym z ulubionych samochodów Vincenta. Już dojeżdżali do posiadłości Cosimo. Mieszkał za miastem, więc trochę im zajęło dojechanie. Zaparkował pod głównym wejściem i wyszedł jako pierwszy. Podszedł do strony pasażera i otworzył drzwi Elisabeth, a także wyciągnął do niej dłoń.
- Chyba jesteśmy przed czasem. - stwierdził obserwując okolice i wejście do posiadłości. Vincent akurat nie lubił się spóźniać więc zazwyczaj docierał do miejsca przed czasem. Ruszył razem z swoim potomkiem do posiadłości szeryfa, a także od razu udali się do bawialni. Vincent skierował swoje kroki do fortepianu. Uwielbiał ten instrument. Był wielki, potężny i dawał niesamowite dźwięki. Od fortepianu lepsze są tylko organy, w dodatku dobrze nastrojone.
Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 26/210
PRACA : Wł. galerii sztuki, fałszerka, szpieg & skrytobójczyni
PD : 21
SKĄD : Wenecja, Włochy
Re: Bawialnia ψ Nie Lis 11, 2018 9:26 pm
Samotność. Graves z jednej strony ją lubiła, a z drugiej nienawidziła. Z tego powodu ciężko było jej zdecydować, czy pragnie prowadzić samotną egzystencję, czy może brać czynny udział w życiu wampirzej społeczności i tym samym stać się jej stałą częścią. Zdrowy rozsądek podpowiadał, że najbezpieczniej jest trzymać się razem, wszak ich siła tkwiła w grupie, a nie pojedynczych jednostkach. Z drugiej jednak strony, im więcej nieśmiertelnych w jednym miejscu, tym większe istniało ryzyko na przyciągnięcie uwagi i ponowne odkrycie ich istnienia przez śmiertelników, czy chociażby zaistnienie ewentualnych konfliktów pomiędzy nimi.
Elisabeth pomimo początkowej niepewności zdecydowała się ostatecznie na przeprowadzkę do Astorii, gdzie planowała zatrzymać się na dłużej. O sytuacji w mieście opowiedział jej trochę Vincent, a reszty starała dowiedzieć się sama z innych źródeł. Miesiąc oczywiście nie wystarczył kobiecie, by zapoznać się ze wszystkimi szczegółami na temat okolicy oraz jej mieszkańców, tym bardziej że skupiła większość swojej uwagi na tworzeniu własnej galerii sztuki, która miała zapewnić jej jakieś legalne źródło dochodu.
Spotkanie u Cosimo było świetną okazją, by dowiedzieć się czegoś więcej. Okazją, której Włoszka nie zamierzała przepuścić. To nic, że spotkanie było obowiązkowe. Nie zjawiłaby się na nim, gdyby naprawdę tego nie chciała, pomimo iż z jego organizatorem łączyły ją dobre relacje.
- Przestań - skwitowała komplement Sorrentino, uśmiechając się pod nosem. [You must be registered and logged in to see this link.]. Nie szła przecież na żaden bal, a — w jej mniemaniu — zwykłe spotkanie.
Stwórca naprawdę nie musiał otwierać dla niej drzwi i podawać jej dłoni, ale skoro już się wysilił na taki gest, to postanowiła go nie odrzucać. Może gdyby to był ktoś inny, to zwyczajnie prychnęłaby i samodzielnie wysiadła z auta, by potem wyminąć typa i podreptać w stronę drzwi wejściowych.
- To dobrze - stwierdziła. Podobnie jak jej towarzysz, nie lubiła się spóźniać. Ceniła punktualność u siebie oraz u innych.
Znalazłszy się w środku budynku, ciemnowłosa mimowolnie rozglądała się po jego pomieszczeniach, które mijała w drodze do „serca domu”. Nie znała tego miejsca i pragnęła zapamiętać jak najwięcej związanych z nim szczegółów. W bawialni oprócz nich jeszcze nikogo nie było, toteż wampirzyca postanowiła zająć miejsce na jednej z kanap i rzucić spojrzenie na Vincenta, którego zainteresował stojący w pobliżu fortepian. Spodziewała się, że większość uczestników dzisiejszego spotkania będzie miała długie kije w tyłkach, ale... Cóż, będzie musiała to jakoś znieść. Może nie pożałuje ponownego otworzenia się na współpracę z większą grupą dzieci nocy.






I don't look back unless it's a good view.



Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 30 || 133
PRACA : biznesmen
PD : 34
SKĄD : Meksyk
Re: Bawialnia ψ Pon Lis 12, 2018 5:04 pm
3


Telefon rozbrzmiał szybciej, niż sądził. Wieści wcale go nie ucieszyły. Perspektywa powrotu do tej przeklętej posiadłości nie napawała optymizmem. Oglądanie Valentiny u boku Farnese jeszcze mniejszym. Nie potrafił się z tym pogodzić. Wczorajszej nocy wrócił do wynajętego apartamentu, po drodze zgarniając ze sobą młodą, jasnowłosą sąsiadkę. Nafaszerował alkoholem, a potem zaszalał z piciem, w ostatniej chwili uświadamiając sobie, jak cienka linia oddziela go od przesady. Namacalnie wyczuwał ten obłęd i władzę. Namiastkę utraconej kontroli skoro nie nad własnym, to chociaż nad cudzym życiem. Powstrzymał się w ostatniej chwili. Wymazał jej pamięć, odstawił. Reszty nocy nie chciał pamiętać.
Tym razem pojawił się bez towarzystwa. Czarny mercedes zajechał na żwirowany podjazd. Zaparkował tuż obok Lexusa, zgadując, że nie jest pierwszym, który się pojawił. Nie spieszyło mu się do środka. Był tu obcy. Większości z wampirów, które tu dzisiaj spotka, nawet nie mógł znać, spędziwszy niemal całe wampirze życie w odosobnieniu, pod osłoną upalnych, meksykańskich nocy. Z daleka od swojego przeklętego stworzyciela, ale i z daleka od innych. Samotności nie żałował. Gdy był sam, nie musiał kłopotać się tym, ile nienawiści czuł, bo i nie było do kogo jej żywić.
Wbrew temu, ile miał wątpliwości i niechęci do dzisiejszego spotkania, starając już pohamować galopujące emocje na myśl o tym, że znowu zobaczy ducha, pozorował spokój. Zachowywał się niemal podejrzanie swobodnie, gdy przekraczał próg jadalni. Miał na sobie czarny garnitur i koszulę, choć bardziej wynikało to z faktu, że zwykle tak się nosił. Sygnetu Torrero na palcu już nie miał, był jak obroża. Zastąpił go odkupiony sygnet Medonich. Sentymentalizm? Najwyraźniej. Ciemne spojrzenie przeskanowało wnętrze. Obcy wampir przy fortepianie, a na kanapie...
— Isabela — rzucił z mocnym, hiszpańskim akcentem. Błysnął zębami w uśmiechu. Miała na imię Elisabeth, przynajmniej wówczas tak było, ale imię to w hiszpańskiej wersji brzmiało właśnie Isabela, toteż tak też się do niej zwracał. Miał swoje podejrzenia dotyczące charakteru ich znajomości, który zresztą panna Lovecraft zdążyła mu rozjaśnić ubiegłego dnia. Nie miał żalu. Jeżeli prócz rozlewania krwi bez skrupułów, Torrero czegokolwiek go nauczył, był to fakt, że kontakty pomiędzy wampirami to czysty biznes.
— Zjazd absolwentów? — Rzucił żartobliwie. Podążył w stronę Vincenta i wyciągnął w jego stronę rękę, z zamiarem uściśnięcia. Miał czarne rękawiczki na dłoniach. — Santiago Medoni — przedstawił się krótko, po czym zajął miejsce na jednym z wolnych foteli, rozsiadając się wygodnie i przerzucając swobodnie rękę przez oparcie. Nie chciał myśleć co będzie, gdy próg tego pomieszczenia, nagle wydającego się śmiesznie małym, przekroczy Valentina. Nieznacznie żuł listek mięty, roztaczając wokół siebie jej zapach, jakby miało mu to pomóc utrzymać nerwy na wodzy.






[You must be registered and logged in to see this link.]
For now, I'll let you muzzle me. If only to see the horror on your faces when I rip you apart with my claws.
Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 26/210
PRACA : Wł. galerii sztuki, fałszerka, szpieg & skrytobójczyni
PD : 21
SKĄD : Wenecja, Włochy
Re: Bawialnia ψ Wto Lis 13, 2018 9:00 am
Usłyszawszy odgłos zbliżających się kroków, Elisabeth mimowolnie oderwała wzrok od Vincenta oraz fortepianu i przeniosła go na otwarte drzwi, które prowadziły do wnętrza bawialni. Po krótkiej chwili ich próg przekroczyła znana jej postać. Santiago Medoni. Nie spodziewała się, że tak szybko spotka go po raz kolejny. W dodatku w takim miejscu... Dla istoty nieśmiertelnej osiem lat to przecież stosunkowo niewiele.
Na twarzy Włoszki pojawił się cień uśmiechu.
- Santiago - powitała znajomego w ten sam sposób, po czym bez skrępowania zmierzyła go wzrokiem od stóp do głów, jakby pragnęła doszukać się jakichkolwiek zmian w jego aparycji. W kwestii ubioru raczej nic się nie zmieniło, a reszta... Cóż, krwiopijcom ciężko było zmienić cokolwiek poza tym.
Na żartobliwe pytanie Latynosa, Graves odpowiedziała wzruszeniem ramion. Nie miała wprawdzie pojęcia, co planuje Cosimo, a o przybyciu Adory do Astorii nie zdążyła się jeszcze zorientować. Niemniej jednak obecność Santiago w tym domu sprawiała, że ciemnowłosa zaczęła się nad pewnymi sprawami zastanawiać. Na dowiedzenie się czegokolwiek od zainteresowanego nawet nie liczyła. Ten był bowiem twardym orzechem do zgryzienia, o czym przekonała się w przeszłości, podczas gdy próbowała wyciągnąć z niego pewne informacje. Na szczęście spędzony z nim czas nie był do końca zmarnowany. Przynajmniej dobrze się bawiła.
- Nie przypuszczałam, że zdecydujesz się na opuszczenie swoich rodzinnych stron - zwróciła się do Medoniego w języku hiszpańskim, który znała na poziomie komunikatywnym, wlepiając swoje bezczelne spojrzenie w jego twarz. Nierzadko odnosiła wrażenie, że ten nigdy nie wyrwie się z Ameryki Południowej.

| Spotkanie jeszcze oficjalnie się nie rozpoczęło, więc chyba na razie nie musimy trzymać się żadnej kolejki. ^^






I don't look back unless it's a good view.



Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 30 || 133
PRACA : biznesmen
PD : 34
SKĄD : Meksyk
Re: Bawialnia ψ Wto Lis 13, 2018 12:27 pm
Osiem lat to istotnie nawet nie mrugnięcie okiem. Gdyby nie to, że Adora podpowiedziała mu mniej więcej, co się tutaj będzie działo, być może sam byłby nawet całkiem zdumiony tym, że ją tu widzi. Obecność znajomej pozwoliła choć na chwilę przegonić ponure myśli i skupić się na czymś innym, niż kolejna nadchodząca katastrofa.
Santiago słynął z uporu, którego nie brakowało również Elisabeth. Być może właśnie to wpłynęło na fakt, że bawili się wspólnie całkiem nieźle, kiedy sprawy, jak już teraz wiedział zawodowe, skierowały jej kroki do Meksyku. Medoniemu można było zarzucić sporo, ale z pewnością nie to, że stroni od zabawy, kiedy już przyjdzie co do czego. Zwłaszcza jeśli zabawa zakładała igranie z ludzkim życiem, co z kolei prowadziło do nasycenia głodu krwi.
— Też nie przypuszczałem. Nie lubię Ameryki Północnej. Za zimno tutaj, a tequila jest parszywej jakości — uśmiechnął się doń, jakby dawał do zrozumienia, że "za zimno" oznacza co innego. Za sztywno. Nie był zwolennikiem narzucania sobie czegokolwiek. Dyscyplina dyscypliną, ale tutaj nie istniało niemal nic poza nią. Posługiwał się hiszpańskim, wyraźnie zadowolony, że w końcu trafił na rozmówcę, przy którym w taki czy inny sposób może sobie na to pozwolić. Ojczysty język był jak balsam na duszę, nawet jeśli w ustach obcokrajowca.
— Skontaktowała się ze mną Adora, z nią przyjechałem — dodał, już po angielsku, co by drugi obecny w pomieszczeniu wampir nie poczuł się wykluczony z tej dyskusji. Skończywszy wypowiedź, wbił intensywnie czarny wzrok w Elisabeth, jakby coś sugerował w związku ze swoimi słowami. Wiem, co u mnie robiłaś. Wydawał się tym jednak bardziej rozbawiony, niż cokolwiek innego. Uznał, że podzielenie się tą informacją w zasadzie niewiele zmieni, a przynajmniej podsunie pozostałym, jaka jest ranga tego spotkania.






[You must be registered and logged in to see this link.]
For now, I'll let you muzzle me. If only to see the horror on your faces when I rip you apart with my claws.
Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 26/210
PRACA : Wł. galerii sztuki, fałszerka, szpieg & skrytobójczyni
PD : 21
SKĄD : Wenecja, Włochy
Re: Bawialnia ψ Wto Lis 13, 2018 2:34 pm
Graves nie była osobą, która sztywno trzymała się zasad, choć niekiedy sprawiała wrażenie, że jest zupełnie inaczej. To tylko pozory, które zdrowy rozsądek oraz ostrożność nakazywały jej stwarzać. Na południu sprawy rzeczywiście miały się trochę inaczej niż na północy, gdzie czasem aż przesadnie dbano o dyskrecję oraz przestrzeganie narzuconych nieśmiertelnym praw. Włoszka ceniła sobie wolność i niezależność, dlatego zazwyczaj podróżowała samotnie, robiąc rzeczy, które wyżej postawionym mogły się nie podobać. Była wampirem, drapieżnikiem, a według niektórych potworem i w pełni akceptowała swoją dziką naturę. Dla wielu z jej pobratymców wampiryzm był przekleństwem. Dla niej z kolei wampiryzm był darem. Darem, dzięki któremu zdołała zapomnieć o cierpieniu, jakiego doświadczyła, będąc jeszcze człowiekiem. Nic więc dziwnego, że jej podejście do śmiertelników prawie wcale nie różniło się od tego, jakie miał Medoni.
Elisabeth nie mówiła idealnie po hiszpańsku, o wiele lepiej znała, chociażby francuski, ale potrafiła się bez większych problemów w tym języku dogadać. Co ciekawe, dekadę temu jej akcent oraz znajomość hiszpańskiego były znacznie gorsze niż obecnie.
- Zgaduję, że zaszczyci nas dzisiaj swoją obecnością - powiedziała nieco żartobliwym tonem, uśmiechając się niewinnie do Latynosa. Nie była głupia, domyślała się, że Santiago zdaje sobie sprawę z tego, że ich spotkanie w Ameryce Południowej nie było jednak przypadkowe. Tak czy inaczej, nie zamierzała mu nic wyjaśniać, a tym bardziej go przepraszać. I chyba nawet nie musiała, bo wyglądało na to, że ten mimo wszystko nie ma jej tego za złe. Żadnej szkody mu przecież nie wyrządziła. Ba! Może nawet mężczyzna coś zyska na tym jej spisku z Adorą. Z tą swoją drogą dogadywała się w przeszłości całkiem dobrze i raczej nie zapowiadało się na to, by coś się miało w tej kwestii zmienić, chociaż... Nigdy nic nie wiadomo.






I don't look back unless it's a good view.



Powrót do góry Go down
Cosimo Farnese
Postać NPC
avatar
WIEK : 37 / 669
PRACA : Far-Logistic; konserwator zabytków
PD : 13
SKĄD : Astoria
Re: Bawialnia ψ Wto Lis 13, 2018 8:20 pm
#2.

Po przekazaniu Adorze swojej sypialni nie zabawił tam zbyt długo. Podjął się próby skontaktowania z Valentiną, ale ostatecznie musiał zadowolić się przesłaniem krótkiej wiadomości o spotkaniu. Nie zamierzał zaniedbać swojej potomkini w kwestii wyjaśnień, które był jej winien nie tyle co z obowiązku ale i przyzwoitości. Rozesławszy informacje pozostałym wampirom, skontaktował się z Caimem. Nie sposób było dłużej ignorować napływających informacji o zatonięciu statku i wycieku paliwa. Dzień spędził w swojej pracowni konserwatorskiej, usilnie próbując nie myśleć o Morgause i tym co oznacza jej powrót. Komplikacje ledwie obrazowały niepokój jaki ściskał jego serce.
Na Valentinę czekał w gabinecie. Chciał zamienić z nią kilka słów przed tym jak oboje udadzą się do bawialni. Szmery w domu obwieszczały przybycie pierwszych gości. Nie zawiódł się. Ucałował drobne usta, nieznacznie rozmazując na nich szminkę. Zapewnił ją, że porozmawiają po spotkaniu i odpowie na każde pytanie.
Nie miała powodów, aby w to wątpić, nawet jeśli emocje zaburzały zdrowy rozsądek. Wkroczył do bawialni wraz z Valentiną, prowadzoną pod ramię.
Zrezygnował dzisiaj z oficjalnego ubioru na rzecz wygodnych spodni i hebanowego swetra. Brak garnituru od razu odmładzał Cosimo o kilka dobrych lat. Cierpkie spojrzenie poświęcił Santiago przy czym uścisnął delikatnie dłoń Valentiny. Skinął głową Elisabeth i towarzyszącemu im Vincentowi. Podążył ku temu ostatniemu, któremu wpadł w oko fortepian.
— Mam nadzieję, że umilisz nam dzisiejszy wieczór. — zagadnął z uśmiechem. Położył dłoń na chłodnym, połyskliwym drewnie. Antyk, który samodzielnie odrestaurował. Zerknął na Valentinę. W normalnych okolicznościach pozwoliłby jej zaśpiewać. Obecnie nawet nie myślał tego proponować.
— Pozostaje nam zaczekać na naszych gości. — zwrócił się do ogółu. Spojrzał wymownie na zegar w kącie bawialni. Adora i Caesar się spóźniali.







… and the thorns of roses will caress us.
Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 25 // 128
PRACA : właścicielka Pandemonium
PD : 28
SKĄD : Astoria
Re: Bawialnia ψ Wto Lis 13, 2018 8:36 pm
Najchętniej zapomniałąby o wczorajszym dniu w momencie, w którym zamknęły się za nią drzwi gabinetu, ale nie było jej to dane. Nie wróciła od razu do swojego mieszkania w mieście właściwie tylko dlatego, że wzburzenie jej na to nie pozwalało. Nie chciała w takim stanie prowadzić. Chcąc się uspokoić, zaszyła się w mglistym chłodzie ogrodów. Dopiero po kilku godzinach pozwoliła sobie na to, by w końcu wsiąść za kierownicę. W mieszkaniu zastała ją informacja o dzisiejszym spotkaniu. Choć normalnie niezwykle by ją ucieszyła, była tylko kolejną szpilą wbitą w jej bok. Zebrania oznaczały wizyty tych wampirów, których na codzień nie miała okazji widywać. Rezydencja choć na jeden wieczór wypełniała się gwarem.
Ale nie dzisiaj. Dzisiaj szła jak na ścięcie. Wpierw zawitała do gabinetu Cosimo, tak jak prosił, choć pomieszczenie to powitało ją tylko wspomnieniem wczorajszej, ślepej furii. Dała się udobruchać, choć właściwie tylko dla dobra sprawy. Tylko po to, by nie dawać nikomu satysfakcji z powodu jej kolejnego wybuchu. Wczoraj był ostatni raz, tak sobie obiecała. A dzisiaj musiała jakoś stawić temu wszystkiemu czoła.
Bliskość Farnese dodawała otuchy, ale kiedy zobaczyła Santiago i tak wszystko trafił szlag. Kiedy tylko jej ciemne spojrzenie na niego padło, natychmiast odwróciła je w dowolnym, innym kierunku, podnosząc jedynie wyżej brodę. Ubrana w ciemne, wąskie spodnie, białą jedwabną bluzkę i wysokie szpilki, również nie siliła się aż tak na oficjale. Odwzajemniła gest stwórcy ściskając jego rękę być może odrobinę za mocno; wtedy dostrzegła jednak Elisabeth i Vincenta, i to na tym postanowiła się skupić. Uśmiechnęła się.
- Elisabeth, Vincencie, dobrze was widzieć - odezwała się, ignorując z całkowitym rozmysłem obecność Medoniego. Prawdopodobnie dla jego własnego bezpieczeństwa. Niezwykle grzeczna i opanowana; Elisabeth znała ją od bardziej swojskiej strony, podobnie jak Cosimo. Mogli wyczuć pewien fałsz, który krył się pod powściągliwym uśmiechem, naznaczonym szminką w kolorze szkarłatu. Zajęła wolne miejsce z uwzględnieniem, że było usytuowane tak, że nie miała Santiago przed oczami. Powstrzymywała się od uszczypliwego komentarza na temat spóźnienia Adory.







[You must be registered and logged in to see this image.]
Beauty I've always missed
With these eyes before
Just what the truth is
I can't say any more
Powrót do góry Go down
Adora Lovecraft
Postać NPC
avatar
WIEK : 23 // 1602
PRACA : mecenas sztuki
PD : 9
SKĄD : Wyspy Brytyjskie
Re: Bawialnia ψ Wto Lis 13, 2018 11:20 pm
Noc i namiastka kolejnego dnia stanowiły czas zbyt krótki, by w pełni była w stanie poukładać rozbiegane myśli. Jeśli towarzyszył jej niepokój, dotyczył on tylko tego, że płonne pragnienia jej serca odwrócą jej uwagę od jasno nakreślonego celu, w którym tu przyjechała. Nie mogła pozwolić sobie na dekoncentrację. A jednak nie mogła nie myśleć o tym, że to jego pokój, w jego domu. Czesze właśnie włosy przed jego lustrem. Proste gesty, wydarzenia, które nie miały prawa dojść do skutku... A jednak to się działo. Wszyscy byli takimi samymi niewolnikami przedawnionych obietnic i minionych uczuć. Wszyscy, bez wyjątku.
Z taką myślą pojawiła się w bawialni. Przystanęła w progu, poświęcając każdemu chwilę swojej uwagi. Uśmiechnęła się serdecznie. Oto ich przyszłość. Jedyne co ją ubodło, to brak Caesara. Miała jednak nadzieję, że stosownie spóźniony się pojawi. Wolnym krokiem, swoje nadejście zwiastując stukotem obcasów eleganckich szpilek, zagłębiła się w pomieszczeniu, z gracją należną wampirzycy, która liczyła sobie już ponad tysiąc sześćset lat, niosąc ze sobą specyficzny zapach perfum.
— Elisabeth — powitała wampirzycę, zbliżając się do niej. Dwa pocałunki w policzki miały podkreślać charakter ich, dość przecież przyjaznej, znajomości. Następnie kroki skierowała ku Vincentowi, którego powitała w analogiczny sposób. W związku z tym, że z Medonim, Cosimo i Tiną widziała się raptem wczoraj, oszczędziła wylewnych powitań. Odnotowała, ze dzisiaj nikt nie rzuca się nikomu do gardła, przynajmniej na razie, co poczytała za dobrą monetę. Prezentowała się jak zwykle nienagannie; wysoka, dumna, elegancka. Włosy spięła wysoko. Nie mogła nie poświęcić nieco dłuższej uwagi Elrikowi. Pozbawiony otoczki garnituru wydawał się boleśnie znajomy.
— Wybaczcie mi moje spóźnienie. Całkowicie przepadłam wśród przepastnych korytarzy. Cosimo zgromadził tu naprawdę ogrom dzieł wartych uwagi — odezwała się po chwili, gwoli usprawiedliwienia swojego spóźnienia. Nie czuła się bynajmniej winna takiemu stanowi rzeczy.
— Oczekujemy kogoś jeszcze? — Zapytała, tonem zagajenia przyjaznej pogawędki. Jeszcze nie zajmowała miejsca, zamierzając to zrobić dopiero wtedy, gdy wszyscy zainteresowani pojawią się w jadalni. Ukradkiem zerknęła na misterny zegarek na swoim nadgarstku






[You must be registered and logged in to see this image.]
darling

Do you want him to see you like this?
Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 30/223
PRACA : Biznesmen/Prawnik
PD : 18
SKĄD : Wenecja – Włochy
Re: Bawialnia ψ Sro Lis 14, 2018 3:35 am
Niespodziewana prośba o przybycie do Posiadłości Farnese rozbudziła we mnie niepokój uśpiony od lat paru snem nieprzerwanym, acz bywało, że nieco zakłócanym przez drobne epizody. Oczywistym było, że prośbę osoby pokroju Cosimo, nie należy lekceważyć i lepiej dla świętego spokoju się dostosować niżeli sprawiać niepotrzebne komplikacje.
Grafitowy [You must be registered and logged in to see this link.] mknął po smoliście czarnej jezdni z zawrotną prędkością wiedziałem, że się spóźnię – niestety. Interesy i pewne „problemy” natury bardzo delikatnej wymagały mej oficjalnej ingerencji i nie mogłem ich pozostawić podwładnym. Mimo to lekka irytacja zakiełkowała w głębi  niewzruszonej duszy, a to ze względu, iż nie zwykłem się spóźniać na żadne spotkania, czy to z wrogiem czy przyjacielem, a z tego co dedukowałem z wiadomości odbędzie się coś większego niżeli luźna pogawędka przy szklaneczce whisky może nawet narada? Tego nie wiedziałem, lecz mimo  to spieszyłem się tak jakby zam Zły wysłał za mną ogary piekielne, a mówić że taka jazda nie sprawiała mi przyjemności byłoby kłamstwem. Adrenalina i mruczenie tej niemieckiej bestyjki, którą ściągnąłem bezpośrednio z centralnej Europy sprawiały mi wielką frajdę, ba czułem się niemal jak młodzik!
Wchodząc do bawiali zlustrowałem zgromadzonych pewnym i chłodnym wzrokiem. Ubrany byłem w, a jakże Włoski obsydianowy garnitur, czarną koszulę i taki sam krawat z ozdób i innych świecidełek to jedynym wyjątkiem był elegancki zegarek spoczywający na lewym nadgarstku. Kojarzyłem większość z tu zebranych, a jednemu z krwiopijców posłałem spojrzenie nieco bardziej przyjazne, ba wargi nawet nieznacznie drgnęły w czymś co miało ukazywać nikły uśmiech.
– Dobry wieczór, przepraszam za spóźnienie –słowa jakże wyrachowane i chłodne nie mające w sobie za grosz emocji, a jednak dźwięczał w nich szacunek. Zająłem miejsce na jednym z eleganckich foteli. I dość pewnie spoglądałem na zgromadzonych odszukując znajomych i tych mniej lubianych. Mój wzrok zatrzymał się na chwil kilka na pewnej kobiecie o kruczych włosach tak jakby umysł przypomniał sobie znajomą twarz, lecz rozsądek przegnał precz nierozważne myśli.
Powrót do góry Go down
avatar
WIEK : 33/289
PRACA : Właściciel Hotelu Intercontinental
PD : 19
SKĄD : Rzym, Włochy
Re: Bawialnia ψ Sro Lis 14, 2018 3:52 pm
Pierwszym który się pojawił był nieznajomy mu wampir, lecz z tego co zaobserwował jego podopieczna znała go. Jego żarcik o absolwentach wcale go nie rozbawił. Być może naprawdę był już starej daty.
- Vincent Sorrentino - odpowiedział gdy podszedł do niego Santiago i uścisnął mu dłoń. Zrobił to bez większych emocji, z lekką obojętnością. Gdy Liz i Santiago zaczęli rozmawiać wolał nie wchodzić im w drogę, dowiedział się tylko czegoś ciekawego... Adora jest w mieście. To oznacza, że narada może być ciekawsza niż się spodziewał.
Następnym który przyszedł był jego stary przyjaciel Cosimo.
- Myślę, że nie będzie na to czasu. - powiedział z lekkim uśmiechem do przyjaciela i przywitał się z nim. Przywitał się z innymi gośćmi czyli Valentiną i Adorą, które weszły niedługo po Cosimo. Ostatniego osobnika nie znał. Akurat nic w tym dziwnego, ponieważ dużo podróżował i przez większość życia trzymał się z dala od wampirzej społeczności. Możliwe że był taki ponieważ jego ojciec miał takie samo podejście.
Podszedł bliżej zgromadzonych, a dokładniej stanął za Elisabeth i skrzyżował ręce na piersiach. Vincent jak zwykle był elegancko ubrany. Czarny garnitur, pod marynarką kamizelka, biała koszula, złoty zegarek, pierścień z rubinem. Sorrentino zawsze wyglądał jak milion dolarów, nie zważając na okazje. Lubił taki styl.
- Chyba możemy zaczynać. Cosimo, po co to zebranie? - zapytał wprost. Jeżeli kogoś nie było to jego problem. Vincent nie lubił się spóźniać, a także nie lubił spóźnialskich.
Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 30 || 133
PRACA : biznesmen
PD : 34
SKĄD : Meksyk
Re: Bawialnia ψ Sro Lis 14, 2018 4:41 pm
Tutaj z Elisabeth się różnili, mimo innych podobieństw. Santiago nienawidził tego, kim był, nienawidził wampiryzmu za to, co musiał w jego imię poświęcić. Miał jednak dość oleju w głowie, by nigdy, ale to nigdy tego nie przyznać, nawet przed samym sobą. Było już za późno na to, by żałować czegokolwiek, choć czy tak naprawdę kiedykolwiek miał wybór? Już miał otworzyć usta, by coś powiedzieć, ale wyczuł zbliżającego się pana domu z towarzyszką. Wiedział, co zaraz się stanie, wiedział, że lada moment znowu poczuje falę gniewu, która będzie promieniowała aż do po same koniuszki palców. Gniew sprawiał, że czuł, że jeszcze w ogóle żyje. Ale tym razem kryło się za nim coś jeszcze, kiedy jego wzrok przesunął się z twarzy Valentiny, na ich złączone ręce. Nagląca potrzeba przerwania tej farsy stała mu się bliska, jak nigdy dotąd; zagryzł szczękę mocniej i wziął głęboki oddech, co tylko pogorszyło sprawę, gdy w jego nozdrza wpadł jej zapach. Starała się na niego nie patrzeć, ale robiła to tak umyślnie, że od razu przejrzał jej intencje. Doprawdy dziwnym doświadczeniem było znaleźć się tak blisko niej, a jednocześnie tak daleko. Najukochańszy duch przeszłości, stał się znienawidzonym duchem teraźniejszości. Miażdżąca świadomość tego, że pewnego dnia będą musieli w końcu porozmawiać, wprawiła go w stan dziwnego odrętwienia.
Niemal z wyzwaniem, odwzajemnił cierpkie spojrzenie Farnese. Niemal. Bywało, że szukał sobie zaczepki, ale z pewnością nie zamierzał jej szukać akurat tutaj. Nie, kiedy musiał doprowadzić do końca sprawę, którą karmił się od ponad stu lat. Najpierw Torrero. Podobno gniew ogrzewa na chwilę, ale pozostawia człowieka lodowatego w grobie. Santiago człowiekiem nie był, a grób nie był mu straszny. Już nie. Wnioski nasuwały się same.
Powitał Adorę skinieniem głowy. Rozluźnienie gdzieś zniknęło, pojawiła się natomiast determinacja, która złagodniała tylko na moment, kiedy w bawialni pojawił się d'Alviano; odwzajemnił jego rachityczny uśmiech podobnym, w końcu mogąc powiedzieć, że czyjaś obecność go tutaj dziwi. Umilkł. Mięta na języku straciła już smak. Pomieszczenie wydało się nagle za małe dla nich wszystkich i niczego nie pragnął tak bardzo, jak tego by spotkanie dobiegło już końca. Wzrok mimowolnie uciekał mu w stronę Tiny i miał szczerą nadzieję, że widząc go, przechodziła przez dokładnie takie samo piekło, jakie on w tej chwili przechodził, patrząc na nią. Siłą woli zmusił się do wlepienia oczu w Farnese, oczekując, aż ten rozpocznie zebranie.






[You must be registered and logged in to see this link.]
For now, I'll let you muzzle me. If only to see the horror on your faces when I rip you apart with my claws.
Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 26/210
PRACA : Wł. galerii sztuki, fałszerka, szpieg & skrytobójczyni
PD : 21
SKĄD : Wenecja, Włochy
Re: Bawialnia ψ Sro Lis 14, 2018 8:39 pm
Czas na luźną pogawędkę skończył się w momencie, w którym Cosimo oraz jego latynoska towarzyszka przekroczyli próg bawialni. Graves mimowolnie spojrzała w ich stronę i uniosła dłoń w geście powitania. Valentinę dodatkowo raczyła obdarzyć lekkim uśmiechem, co swoją drogą mogło świadczyć o tym, że łączą ją z tą wampirzycą pozytywne relacje. W kontaktach z Farnese, który według Włoszki miał kij w dupie lub po prostu był sztywny, jak kto woli, była trochę bardziej poważna i ostrożna. Znali się całkiem dobrze, choć nigdy nie byli ze sobą na tyle blisko, by ciemnowłosa mogła się w pełni przed nim otworzyć, pokazać swoje prawdziwe ja.
Wróciwszy wzrokiem do Santiago, Elisabeth zobaczyła, jak ten zaciska szczęki. Nie miała jednak czasu, by zastanowić się, co jest tego powodem, ponieważ do pomieszczenia wkroczył kolejny gość — Adora, która w pewnym momencie zdecydowała się do niej podejść. Graves wstała z kanapy, by przywitać się ze starszą wampirzycą w sposób, jaki ta wybrała.
- Adora. Witaj - powiedziała półszeptem i zwilżywszy wargi językiem, zdjęła w końcu swój płaszcz. Następnie wróciła na kanapę i założyła nogę na nogę, lustrując wzrokiem pomieszczenie oraz wszystkich w nim zebranych. W momencie, gdy Lovecraft zadała pytanie członkom spotkania, Beth zauważyła, że do bawialni wkroczył ktoś jeszcze... Twarz jegomościa już z daleka wyglądała bardzo znajomo, ale ten musiał podejść trochę bliżej, by córka nocy zorientowała się, kogo przyszło jej ponownie ujrzeć. Duch? Halucynacje? Mrugnęła powiekami kilkakrotnie, jakby chciała pozbyć się tego nierealnego obrazu. Ten mimo wszystko nie zniknął.
Dante - powiedziała w myślach, będąc w lekkim szoku. Oderwała szybko od niego wzrok i starając się zachować kamienną twarz, która nie zdradzała żadnych emocji, spojrzała na Cosimo. Miała nadzieję, że szeryf szybko przejdzie do rzeczy i właśnie na tym będzie mogła się skupić. Choć trzeba przyznać, że ciężko było jej się teraz skupić na czymś innym, niż fakt, że jej mąż — były mąż? — lub jego idealny sobowtór siedzi w tym samym pokoju, mniej lub bardziej żywy... Nie miała pojęcia, co z tym wszystkim zrobi. Nie chciała jednak podejmować żadnych pochopnych decyzji. Plusem tej dziwnej sytuacji było to, że d'Alviano widział ją po raz ostatni, kiedy fizycznie była osiem lat młodsza, toteż istniała szansa, że wcale jej nie pozna, a przynajmniej nie od razu. On w przeciwieństwie do niej prawie wcale się nie zmienił.






I don't look back unless it's a good view.



Powrót do góry Go down
Cosimo Farnese
Postać NPC
avatar
WIEK : 37 / 669
PRACA : Far-Logistic; konserwator zabytków
PD : 13
SKĄD : Astoria
Re: Bawialnia ψ Czw Lis 15, 2018 10:02 am
Cosimo nie omieszka zamienić więcej słów z Vincentem przy bardziej sprzyjającej temu okazji. Poza słowem danym Adorze, miał dla nich wszystkich inną, naglącą informację. Przeczucia Valentiny okazały się trafne, a wprawny zmysł obserwacji Farnese zauważył długofalowe zmiany. Nadciągała burza i choć w pierwszym odruchu obarczał tym niezapowiedzianą wizytę swojej Stwórczyni, tak teraz miał inne podejrzenia. Kątem oka prześlizgnął się wzrokiem po zebranych. Nie wszyscy odpowiedzieli na wezwanie nad czym mógł jedynie ubolewać. Pojawienie się Dante, nawet z drobnym opóźnieniem było mile powitane. Nie zamierzając już dłużej zwlekać, zajął miejsce na dwuosobowej sofie. Zaczekał aż wszyscy zajmą swoje miejsca, w tym Adora, która mogła skorzystać z okazji i usiąść obok.
— Przejdę od razu do konkretów.— wierzył, że ceremoniał powitań i przedstawiania mogą już pominąć. Nie dało się nie zauważyć rozmów, dyskretnych gestów ani czułych powitań. Obserwacja nie była wyłącznie jego domeną.
— Od trzech dni Astoria i Oregon, jeśli już nie całe Stany Zjednoczone, żyją doniesieniami o zatonięciu statku, skażeniu wód i tajemniczych zwłokach wyrzuconych przez ocean. Ten statek należał do mnie. — pozwolił sobie na krótką pauzę. — I machnąłbym na to wszystko ręką, gdyby nie to, że akurat trzydziestego pierwszego października przewożony był bezcenny przedmiot. Stara księga, starsza od nas wszystkich razem wziętych. Docelowo miała trafić do rąk naszego dobrego znajomego, Caima Miltona. Poruszenie wśród demonów świadczy o tym, że księga jest dla nich ważna. A co jest ważne dla nich, to i dla nas. Nie ze względu na finanse czy inne pobudki. Mam przypuszczenia, aby sądzić, że za księgą kryje się coś więcej. Dlatego chciałbym, abyśmy ich ubiegli. — nie kończył tego prośbą, ani wydaniem polecenia. Powiódł wzrokiem po zebranych. Poza nim i Adorą, nikt w tym pokoju nie przekroczył trzystu lat. Artefakty, legendy i aura baśni towarzyszyła wampirom od początków ich istnienia. Zatrzymał się dłużej na Adorze, ciekawy czy zainteresowało ją zagranie na nosie demonom. Tak bardzo przez nią nienawidzonych, czego Cosimo mógł się jedynie domyślać. Decyzja należała do zebranych i była do podjęcia tu i teraz. Para wampirów, która będzie potrafiła oprzeć się sugestii współpracującego demona. I nie da się wykiwać.


[48h na odpis; nie ma ustalonej kolejności]







… and the thorns of roses will caress us.
Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 25 // 128
PRACA : właścicielka Pandemonium
PD : 28
SKĄD : Astoria
Re: Bawialnia ψ Czw Lis 15, 2018 5:55 pm
Sztywno przywitała się z Adorą, wyjątkowo ciesząc się, że uniknęła jej zdradzieckich pocałunków. Coś jej się w tej wampirzycy bardzo nie podobało i tylko połowicznie była to zwykła zazdrość z jej strony. Czuła na sobie spojrzenie Santiago, ale dokładała wszelkich starań, by tego nie okazać nawet mrugnięciem powieki. Zerknęła na Elisabeth. Ta, jak zwykle była nieporuszona. Postanowiła brać z niej przykład. Być może faktycznie starała się aż za bardzo, do stopnia, że stawało się to oczywiste. Z całych sił skupiła się na Cosimo, który podjął w końcu temat spotkania.
Statki toną. Tak jej powiedział, jak zwykle zatajając przed nią powagę sytuacji. Znowu poczuła się okłamana, choć to przecież irracjonalne. Pozostało jej uznać, że miał ku temu swoje powody. Słysząc o Miltonie wyprostowała się nieznacznie. Wiedziała właściwie tylko tyle, że to demon. Widywała go przy okazji jego spotkań z Cosimo  i nie przepadała za tymi momentami. Demony były z natury złe, ale nie wywoływały aż tak skrajnych emocji, co ten konkretny.
Początkowo planowała nie zabierać głosu, zdając sobie sprawę, że jest w tym pomieszczeniu najmłodsza. Po chwili uznała jednak, że byłoby to wbrew jej naturze.
- Myślisz, że ktoś ją zabrał i zatopił statek, żeby zatuszować jej zniknięcie, czy raczej zatopił statek, żeby wylądowała na dnie i nikt jej nie dostał? - Zapytała. - Co jeśli to jakiś podstęp? Nie chciałabym oczywiście podważać tego... Sojuszu z demonami, ale mam wrażenie, że to ograniczone zaufanie działa w obie strony. Caim Milton jest potężny, dlaczego nie ściągnął jej osobiście, skoro to takie ważne? - Dodała po chwili, ściągając brwi. W świetle tych informacji nawet wizyta Tristana w Pandemonium nie wydawała się przypadkowa.
Chętnie zgłosiłaby się do tej misji, ale świadoma, że w tym pomieszczeniu znajduje się więcej bardziej doświadczonych od niej wampirów, nawet nie śmiała, zaciskając usta w wąską kreskę. Jej wzrok nieszczęśliwie spotkał się na chwilę ze spojrzeniem Santiago; natychmiast odwróciła głowę w drugą stronę, bynajmniej niespeszona. Przynajmniej takie sprawiała pozory, które chcąc podtrzymać, odezwała się raz jeszcze.
- Mogę się tego podjąć. Znam kilka demonów, odwiedzają Pandemonium, wiem, czego się po nich spodziewać - dodała.







[You must be registered and logged in to see this image.]
Beauty I've always missed
With these eyes before
Just what the truth is
I can't say any more
Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 30 || 133
PRACA : biznesmen
PD : 34
SKĄD : Meksyk
Re: Bawialnia ψ Czw Lis 15, 2018 7:15 pm
Zauważył przelotnie dość osobliwe zachowanie Elisabeth na widok d'Alviano, ale uznawszy, że to nie jego sprawa, prędko zaniechał dalszych obserwacji, skupiając się raczej na tym, co do powiedzenia miał Farnese. Na ten moment wszystko, nawet jego staranny ton dyplomaty, budziło irytację Latynosa. Z jakiegoś powodu wbił mu się w głowę obraz ich splecionych rąk, albo objęć, w których zamknął wczoraj Valentinę, a wyobraźnia podsuwała coraz śmielsze obrazy. Ile to trwało? Wszystkie te lata, kiedy on nie potrafił sobie wybaczyć jej śmierci? A ona cały czas była tutaj? Odgonił pospiesznie te myśli od siebie, czując dalekie echo utraty kontroli nad swoim niezmąconym spokojem. Zapadł się głębiej w fotelu.
Oparł podbródek na dłoni, ukrytej za czarną skórą i spojrzenie wbił w Cosimo, wysłuchując go uważnie i przełykając gorzką w smaku niechęć. Nawet nie sądził, że demony są tak problematycznymi stworzeniami w tych stronach. Że też Luciano jeszcze nie wpadł na to, by z nimi pertraktować! Medoni strzelał, że Torrero dogadałby się z nimi jak z przyszywanymi braćmi.
Gdy Tina mówiła, jej głos był dla niego jak dźwięk gwoździa ścieranego z tablicą w sali lekcyjnej. Sam nie był zbyt prędki do tego, by się odzywać. Wyczuwał niechęć Farnese w stosunku do siebie, obecność Valentiny działała mu na nerwy, w dodatku miał wrażenie, że był obcy, a przedstawiony problem go nie dotyczył. Nie po to tu przyjechał.
— Oby tylko pozwolili się ubiec — odezwał się jednak. — Nie znają mnie tutaj.  Mogę spróbować się rozejrzeć pod przykrywką interesów — zaproponował luźno. To nie były jego tereny, a do wczoraj nie było to również jego zmartwienie. Jeśli jednak przez pewien czas przyjdzie mu tutaj zostać, w dobrym tonie byłoby przynajmniej udawać, że się przejmuje czymś, co w teorii go nie dotyczyło. W teorii. Pomoc za pomoc; czyż nie tak to działało? Podchwycił spojrzenie Castellanos, ale w przeciwieństwie do niej, wzroku nie odwrócił.
— Może lepiej byłoby, gdyby poszedł ktoś bardziej doświadczony — wpadł Valentinie w słowo, zanim zdążył się powstrzymać, spoglądając znacząco na Cosimo. To do niego przemawiał. Chyba jej na to nie pozwolisz? zdawał się niemo pytać. Odruch był silniejszy niż rozsądek. Poza tym nie sprawiał wrażenia, jakoby było mu przykro z powodu tej drobnej niefrasobliwości, której się dopuścił. I bynajmniej nie dawał tymi słowami do zrozumienia, że ma na myśli siebie.






[You must be registered and logged in to see this link.]
For now, I'll let you muzzle me. If only to see the horror on your faces when I rip you apart with my claws.
Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 26/210
PRACA : Wł. galerii sztuki, fałszerka, szpieg & skrytobójczyni
PD : 21
SKĄD : Wenecja, Włochy
Re: Bawialnia ψ Czw Lis 15, 2018 8:24 pm
Celowo skupiwszy całą swoją uwagę na gospodarzu, Graves w milczeniu wysłuchała jego słów. Wieści o zatonięciu wspomnianego przez Cosimo statku obiły się jej o uszy, ale nie wnikała w szczegóły dotyczące tej tragedii. Do tej pory nie obchodziły ją sprawy, które nie były bezpośrednio związane z jej osobą lub po prostu rzeczy, z których nie była w stanie czerpać żadnych korzyści.
Włoszka początkowo wstrzymała się z zabraniem głosu. Wolała najpierw dowiedzieć się, jak inni zareagują na podane przez Farnese informacje. Poza tym nie chciała zwracać na siebie uwagi d'Alviano, który mógł rozpoznać ją po głosie, o ile nie rozpoznał jej już po samej twarzy.
W przeciwieństwie do Valentiny oraz Santiago, Elisabeth nie zaproponowała swojej pomocy. Do Astorii przybyła zaledwie miesiąc temu i jeszcze nie czuła się jego częścią tego miasta ani zamieszkującej je wampirzej społeczności. Gówno też wiedziała o samym Miltonie. Jeden z potężniejszych demonów i nic więcej. Właściwie to nie odmówiłaby udzielenia pomocy, gdyby Cosimo, z którym kiedyś łączyły ją dobre relacje, o to poprosił, wszak szpiegostwo to zdecydowanie była jej działka, ale... Właśnie, ktoś musiał jej to zaproponować tudzież zwyczajnie o to poprosić.
- Stara księga - odezwała się w końcu, nawet nie zerkając na Dante. Prędzej czy później musiała otworzyć usta. - Czy posiadasz jakieś konkretne informacje na temat tej księgi? Wydaje mi się, że powinniśmy wiedzieć, czego dokładnie szukamy - swoje słowa skierowała oczywiście do organizatora spotkania. Określenie „stara księga” niewiele jej mówiło. Wampirzyca lubiła konkrety, ale obawiała się, że w tym wypadku nie będzie mogła na nie liczyć.
Czy warto było nadstawiać kark dla jakiejś starej księgi, która mogła okazać się dla nieśmiertelnych zupełnie bezwartościowa? Dla Elisabeth było jeszcze trochę za wcześnie, by o tym zdecydować. Czekała na więcej — wypowiedzi, informacji...






I don't look back unless it's a good view.



Powrót do góry Go down
avatar
WIEK : 33/289
PRACA : Właściciel Hotelu Intercontinental
PD : 19
SKĄD : Rzym, Włochy
Re: Bawialnia ψ Pią Lis 16, 2018 5:28 pm
W końcu rozpoczęło się spotkanie. Vincent stał spokojnie z skrzyżowanymi rękoma i obserwował przemawiającego Cosimo. Ukradziono jakąś wiekową księgę i tyle. Jego przyjaciel mówił samymi konkretami, aż za bardzo. Brakowało tutaj ważnych szczegółów, które były niezbędne do podjęcia się misji odzyskania tego jakże ważnego dla demonów artefaktu. Dwoje wampirów zgłosiło się do tej misji, lecz Włoch nie miał takiego zamiaru. Za mało wiedział, a nie lubił polować na kota w worku. Już miał się odezwać, gdy do głosu doszła Liz. Słysząc jej słowa uśmiechnął się lekko, ponieważ uprzedziła go. Chciał powiedzieć coś podobnego. Był dumny ze swojej podopiecznej, która wolała najpierw pytać, a potem działać.
- Cosimo, mówisz że statek, który przewoził ten milenijny artefakt zatonął. Jestem pewny, że wiesz więcej na temat tej księgi, ponieważ nie chce mi się wierzyć, że transportowałeś coś takiego bez wcześniejszego sprawdzenia. - powiedział spokojnie kierując swoje słowa bezpośrednio patrząc na gospodarza. Może i demony były w dobrych relacjach z wampirami, lecz Vincent nikomu nie ufał, zwłaszcza innym rasom. Jeżeli ta księga tak działa na demony, to jak najszybciej powinni się dowiedzieć czym była i dlaczego tak reagują, a także czy nie ma żadnych negatywnych działań w stosunku do krwiopijców. Vincent zawsze martwił się najpierw o swoich, potem o innych. Dlatego też powinni cały czas mieć się na baczności, zwłaszcza w stosunku do "sojuszników" jakimi były demony.
Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 30/223
PRACA : Biznesmen/Prawnik
PD : 18
SKĄD : Wenecja – Włochy
Re: Bawialnia ψ Sob Lis 17, 2018 4:19 am
Kiedy Cosimo, skończył mówić dałem sobie chwilę na przeanalizowanie sytuacji w której się znaleźliśmy. Fakt, że katastrofa morska należała do dość sporadycznych wypadków i niewątpliwie przyciągała uwagę mediów jak i postronnych to w dodatku statek przewoził pradawny artefakt, cudownie. Zaczynało się robić naprawdę interesująco tym bardziej nie dziwił mnie fakt zebrania „obowiązkowego” w tak licznej grupie starych i nowych znajomych. Niewątpliwie w całej tej sprawie wyczuwalny był jakiś haczyk, coś poszło nie tak, jak powinno i oto konsekwencje, które jak się okazuje My mamy rozwiązać lub przynajmniej spróbować. Aczkolwiek porażka w tak istotnej misji nie wchodziła w grę. Demony nie mogły poczuć się zbyt pewnie, a równowaga frakcji powinna być zachowaną.
Nie udzielałem się w rozmowie, ani na początku, ani w późniejszym jej rozkwicie. Słuchałem jeno tego co inni myślą na temat tej sprawy i musiałem z czystym sumieniem przyznać, że z wieloma głosami się zgadzałem. Niemniej to nie one były teraz mym największym zmartwieniem, a pewien aksamitny głos, który wydobył się z ust kobiety o kruczoczarnych włosach. Nie przyglądałem się jej zbyt natarczywie, lecz czułem podświadomie, że jest mi na swój sposób bliska? Co było absurdalnym przypuszczeniem, a to z tego względu, iż nie miałem z żadną podobną jej kobietą styczności. Oczywiście przez me życie przewinęło się wiele niewiast jednak nie każda wywoływała w mej starej i spróchniałej duszy tyle zamieszania co właśnie ona. Niech tylko odwróci swą twarz ku mnie, niech w blasku świec zapłoną te hebanowe oczy, czy odszukam w niej tą, której mi tak bardzo brak, a może to jeno zwidy i jak mrugnę raz jeszcze postać kobiety rozmaże się w powietrzu i zniknie?
Podparłem podbródek na pięści, a galopada myśli nieprzerwanie tłumiła rozsądek i zagłuszała sprawę zaginięcia księgi. Jedynym czego teraz pragnąłem była szklaneczka whisky i oczyszczenie umysłu by mógł skupić się na trapiącym Cosimo, problemie.
– Zgłaszam się – lekko zachrypnięty, acz pewnie brzmiący głos nagle rozbrzmiał kiedy w sali zapadło milczenie. Nie obchodził mnie los świata, tego miasta, czy naszej rasy. Chciałem znaleźć się jak najdalej od tego miejsca i tej kobiety. Nie mogłem tu zostać.
Spojrzeniem odnalazłem Santiago, a po nim prześlizgnęło się ono na przewodniczącego narady, który z mej twarzy niczego, a może i wszystko mógł odczytać?
Powrót do góry Go down
Adora Lovecraft
Postać NPC
avatar
WIEK : 23 // 1602
PRACA : mecenas sztuki
PD : 9
SKĄD : Wyspy Brytyjskie
Re: Bawialnia ψ Sob Lis 17, 2018 9:59 am
Wykorzystując sytuację, istotnie usiadła na sofie tuż obok Cosimo. Nie czuła się upoważniona do zabierania głosu, przynajmniej, dopóty dopóki gospodarz nie zdecydował się przedstawić sprawy. Najstarsza wiekiem, a jednak nie mająca tak naprawdę nawet zalążka władzy w całej tej hierarchii, który umożliwiłby jej wydanie jakiegokolwiek polecenia. Wszak tak to działało u wampirów, czyż nie? Słuchała, dopiero teraz dowiadując się, jaki ciężar spoczywał na barkach jej potomka, pochmurniejąc na wieści o demonach. Układanie się z istotami, które pozbawione były wszelkiej moralności, było bardziej niż ryzykowne. Czy jednak wampiry miały jakiś wybór? Sama Adora, mimo wieków na karku, dała się z taką łatwością podejść demonowi. Nie byle jakiemu, co prawda. Zagrożenie płynące z ich strony nie powinno zostać zignorowane. Nawet w świetle tego, że kolidowało to całkowicie ze sprawą, w której tutaj przybyła. Mieli odzyskać świetność. O jakiej jednak świetności była mowa, skoro pod samym ich nosem dochodziło do podobnych wydarzeń?
— Rozgłos nie służy naszej sprawie — zdecydowała się w końcu odezwać. — Należy się tym niezwłocznie zająć — spojrzała z pewną rezerwą na Medoniego, który jawnie podważył autorytet innego wampira,w tym wypadku Valentiny. Nawet jeżeli uważała, że Santiago miał słuszność. Demonom ciężko się oprzeć. Mniemała, że wampirzyca zareaguje gwałtownie; przepiękny pokaz temperamentu dała raptem dobę temu. Adora wolałaby, by sytuacja się nie powtórzyła, przynajmniej nie tutaj. Mogła tylko domniemywać, jakie były pobudki Medoniego, ale nie tłumaczyło to niczego. Spoglądała w ciszy na każdego, kto decydował się podejmować głos w tej dyskusji.
— Czy wiemy czym jest księga, czy nie, sprawę należy jak najszybciej rozwiązać. Demony stanowią zagrożenie. Nie można udawać, że nic się nie stało... — Znała Cosimo na tyle by wiedzieć, że jeśli wystosował podobną wypowiedź, sprawa nie była lekką; obce były jej obawy, jakoby fakt, że nie mieszka w Astorii na stałe, stanowił dla niej jakąkolwiek przeszkodę. Liczyło się dla niej tylko i wyłącznie przetrwanie jej rasy, a skoro wniknęła podobna sytuacja, miała powody by podejrzewać, że takowe jest zagrożone.
— Jednocześnie sojuszu nie można zerwać. Wszystko powinno być jak dawniej — wyczuwała napięcie i wątpliwości, które pojawiły się wśród innych krwiopijców. — Skoro demony interesują się sprawą, dość uzasadnionym jest sądzić, że może być to coś, co dotyczy nas wszystkich. To istoty dość mocno zależne od ludzi, wszak żywią się ich nieszczęściem, tak, jak my ich krwią — umilkła jednak, chcąc wysłuchać dalszych informacji ze strony Cosimo. Nie mogła przecież tutaj, w tej chwili, na głos udzielać rad. Jedynie sugerować. Skoro firma należała do Cosimo, to jego ludzie powinni ruszyć za zaginionym ładunkiem, by dorwać się do niego szybciej, niż demony. Zapewniłoby to kartę przetargową. Z drugiej strony ze względu na ich współpracę, należało to zrobić wspólnie, nie ufając sobie za grosz. Sprawa nie była łatwa, a brak inicjatywy tych, którym Cosimo mógł ufać, tylko pogarszały sytuację. Dlatego uśmiechnęła się, gdy Dante postanowił zgłosić się do tej misji,






[You must be registered and logged in to see this image.]
darling

Do you want him to see you like this?
Powrót do góry Go down
Cosimo Farnese
Postać NPC
avatar
WIEK : 37 / 669
PRACA : Far-Logistic; konserwator zabytków
PD : 13
SKĄD : Astoria
Re: Bawialnia ψ Nie Lis 18, 2018 6:00 pm
Przeniósł spojrzenie na Valentinę w momencie gdy ta się odezwała. Zupełnie tak jakby tego oczekiwał.
— Niewykluczone. Obawiam się jednak, że za samą katastrofą odpowiada właśnie ta księga. — powiedział. — Demony są specyficzne. Często posługują się ludźmi do osiągnięcia celu. Być może jest i tak w tym przypadku. — nawet nie mrugnął na zgłoszenie swojej potomkini. Nie brakowało jej odwagi. Na wargach Cosimo zamajaczył cień uśmiechu.
Valentina niczym dzielny Frodo zamierzała wziąć na swoje barki ciężar odpowiedzialności za losy całego świata. Santiago odezwał się jak na zawołanie.
— Bez wątpienia to zaleta, ale również wada. — mierzyli się wzrokiem. Uważnym i powierzchownie beznamiętnym. Masz na myśli siebie? zdawał się pytać. Nie chciał mieszać w to Medoniego. Wszystkich, ale nie jego. Najchętniej by go odesłał z powrotem do Luciano i to z bezwzględnym zakazem przekraczania granicy Stanów Zjednoczonych. Niestety było to tak samo realne jak ujrzenie latających świń. Westchnął słysząc dalsze wypowiedzi. Rozumiał wątpliwości, naturalna kolej rzeczy. Spojrzał na Adorę z wdzięcznością po czym wstał, zaczynając się przechadzać. Ostatecznie przystanął przy kominku.
— Rozumiem  wasze wątpliwości. Póki nie mamy księgi, jesteśmy skazani na błądzenie po omacku. Dostarczona została przez chińskiego przemytnika na statek za niebagatelną sumę dolarów. Pozornie księga jakich wiele na rynku. Milton nie przewidział tego rodzaju komplikacji. Dumanie i pozostawanie w cieniu bieżących wydarzeń nie da nam żadnych odpowiedzi.  Może się wam wydawać, że teraz to was nie dotyczy  — spojrzał po każdym z osobna — Ale prędzej czy później to się zmieni. Szczególnie jeśli każde z nas w głębi marzy o dawnej potędze naszych przodków. — nawiązywał do rozmowy z Lovecraft, o czym reszta zaraz się przekona.
— Dziękuję Dante. — decyzja wampira, nawet jeśli kierowana prywatnymi pobudkami była miłym akcentem. — Valentino, zaprowadź proszę Santiago do gabinetu i tam na mnie zaczekajcie. — odczekał stosowną chwilę, aż dwoje wampirów opuści bawialnie. Wierzył w potomkinię i w to, że po drodze nie da upustu swojemu temperamentowi.
— Adora przebyła bardzo długą drogę, aby się z wami spotkać. — zwrócił się do Elisabeth, Vincenta i Dante. — Proszę. — szarmanckim gestem udzielił jej głosu, samemu pozostając przy kominku.







… and the thorns of roses will caress us.
Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 25 // 128
PRACA : właścicielka Pandemonium
PD : 28
SKĄD : Astoria
Re: Bawialnia ψ Pon Lis 19, 2018 10:27 am
Nie podobały jej się takie przewidywania. Zbyt wiele niewiadomych. Jedno było pewne - miała jakieś złe przeczucia związane z tą księgą. Jak dotąd demony pilnowały raczej własnego podwórka, tutaj sytuacja zaczynała kolidować z ich interesami. Mimowolnie zaczęła się zastanawiać, czy teraz Milton nie oskarży Far-Logistic o to, że celowo dopuścili się jakiegoś zaniedbania. Co jeśli to wszystko było tylko próbą zaczepki i wywołania konfliktu?
Zwróciła głowę w stronę Santiago tak gwałtownie, jak jastrząb śledzący swoją ofiarę. Jej oczy zwężyły się w wąskie szparki, ale zupełnie, jakby zasznurowała usta, choć cisnęło się na nie wiele słów. Zamiast tego z jej gardła wydobył się tylko stłumiony śmiech, który szybko zginął w ciszy, która zawisła w pomieszczeniu. Miał szczęście, że siedziała daleko od kominka, bo gdyby miała fizyczną możliwość sięgnięcia po pogrzebacz, to skończyłby z nim wbitym w serce. Niczego o niej nie wiedział, niczego, a zachowywał się, jakby miał prawo mówić takie rzeczy, w dodatku nie na osobności, a w towarzystwie pozostałych wampirów. Zgromiła go wzrokiem. Kim ty niby jesteś?
Przez to było jej się ciężko skupić na słowach pozostałych. Była wściekła. Zaciskała dłonie na własnym kolanie, odliczając w myślach od stu do jednego, licząc, że ją to utrzyma w ryzach. Była niemile zaskoczona tak małym odzewem ze strony pozostałych, którym przecież w przeszłości Cosimo niejednokrotnie pomógł, przyjmując na swoich terenach.
Nie dała po sobie poznać, jak bardzo rozeźliła ją prośba stwórcy, wstając z kamienną miną i nie mówiąc już nic. Miała nadzieję, że Medoni, o ile wciąż się tak nazywał, zachowa na tyle rozsądku, żeby się do niej nie odzywać, bo byłoby to ryzykownym posunięciem w tej chwili. Tak naprawdę cała ta agresja maskowała rzecz znacznie bardziej prozaiczną - ona zwyczajnie bała się z nim zostać sama. Wciąż nie mogąc uwierzyć, że to naprawdę on, chyba w pełni nie rozumiała, że to ten sam człowiek. Chociaż czy na pewno? Wampiryzm wiele zmieniał. Wiedziała to po sobie. Los spłatał jej okrutnego figla. Wyszła z bawialni nie oglądając się za siebie, licząc, że Cosimo nie każe im czekać długo. Nawet się nie obróciła by sprawdzić, czy Santiago za nią podąża.

z/t oboje







[You must be registered and logged in to see this image.]
Beauty I've always missed
With these eyes before
Just what the truth is
I can't say any more
Powrót do góry Go down
Adora Lovecraft
Postać NPC
avatar
WIEK : 23 // 1602
PRACA : mecenas sztuki
PD : 9
SKĄD : Wyspy Brytyjskie
Re: Bawialnia ψ Pon Lis 19, 2018 4:21 pm
Skoro ustalono już, kto wybierze się na demoniczną misję, a Cosimo udzielił jej głosu, postanowiła niezwłocznie z tego skorzystać. Powstrzymała się, nim Valentina i Santiago wyszli; Medoni z nią tutaj przybył, więc znał cel jej wizyty. Zgadywała, że Farnese nie poskąpił informacji również swojej potomkini. W takim wypadku pozostawało tylko zobaczyć, co na ten temat sądzą pozostali członkowie społeczności wampirów. Adora mogła tylko ubolewać, że zabrakło wśród nich Caesara. Najwyraźniej coś go zatrzymało. Miała tylko nadzieję, że nie był to kolejny uzdolniony artystycznie kochanek.
— Dziękuję, Cosimo — zaczęła, uśmiechając się do niego nieznacznie, po czym przeniosła uwagę na pozostałych w pomieszczeniu.
— Jak zapewne wiecie z własnych obserwacji, czasy się zmieniły. Bractwo smoka upadło, łowcy rozproszyli się po całym globie i choć nie należy ich lekceważyć, w tej chwili nie stanowią dla nas zagrożenia, o ile trzymamy się w grupie — zaczęła tytułem wstępu. Łowcy stracili dawną potęgę, co nie znaczyło, że mogli sobie całkowicie pofolgować. Ludzka zdolność do zbierania się z najgorszej rozsypki stanowiła o ich sile.
— Myślę, że to dobry czas by zapomnieć już o życiu na marginesie historii. Oczywiście nie zrozumcie mnie źle, nie optuję za całkowitym ujawnieniem naszej rasy. To byłoby niemądre — coś błysnęło jej w oku. Byłoby niemądre, gdy jest ich tak niewielu. — Ale myślę, że to czas, by w końcu powstać z kolan. Przestać kryć się jak szczury. Zacząć odbudowywać naszą rasę, cegła po cegle, zanim całkowicie utracimy wszystkie te tradycje, które przez setki lat nas definiowały, nim musieliśmy zaprzestać kultywowania ich. W imię czego? Bezpieczeństwa. A choć sądziłam, że zagrożenia już nie ma, wieści o księdze niepokoją. W świetle tych informacji powinniśmy tym bardziej trzymać się razem i zadbać o powrót do dawnej siły. Zwerbować nowych, wartościowych członków. Wezwać wszystkich tych, którzy rozsiani po całym świecie, nie dostali informacji o dzisiejszym spotkaniu. — Adora miała świadomość, że brakowało znacznie większej liczby wampirów. Bardziej okrojone działania łowców wpływały na to, że krwiopijcy coraz chętniej podróżowali z powrotem do Europy. Nie sądziła, by to był dobry pomysł. Tam wciąż nie było bezpiecznie, ale w Ameryce?
— Dlatego uważam, że dobrym nowym początkiem byłoby wznowienie obchodów przesilenia zimowego. Być może Ty, Vincencie, znasz ten obyczaj i przekazałeś informacje na jego temat potomkini. Zaprzestano obchodów po czystce w 1794 roku. Koniec grudnia zbliża się wielkimi krokami. Najdłuższa noc w roku. Jedyna, w trakcie której można bezkarnie zabijać śmiertelników — urwała, oczekując ewentualnych pytań, a może chociaż zalążka zainteresowania, jeśli istotnie nie słyszeli nigdy o obchodach.






[You must be registered and logged in to see this image.]
darling

Do you want him to see you like this?
Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 26/210
PRACA : Wł. galerii sztuki, fałszerka, szpieg & skrytobójczyni
PD : 21
SKĄD : Wenecja, Włochy
Re: Bawialnia ψ Pon Lis 19, 2018 8:47 pm
Wszystko wskazywało na to, że na chwilę obecną nikt z zebranych nie posiadał konkretnych informacji na temat wspomnianej księgi, tak więc Elisabeth pozostało jedynie czekać aż wybrana przez Cosimo dwójka nieśmiertelnych takowe zdobędzie. Sprawa księgi była swoją drogą bardzo intrygująca, ale Włoszka uznała, że nie ma sensu teraz drążyć tego tematu dlatego, gdy tylko szeryf przekazał pałeczkę Adorze, ta postanowiła przenieść na nią swoje spojrzenie i uważnie jej wysłuchać. A było czego słuchać...
Lovecraft znała Graves nie od dzisiaj, a co za tym idzie, powinna wiedzieć, ile warte jest dla niej ludzkie życie oraz że dawna znajoma nie skrytykuje jej pomysłu.
- Ujawnienie się, przynajmniej, teraz kiedy jest nas zaledwie garstka, rzeczywiście byłoby niemądre - zgodziła się ze starszą wampirzycą. - Ludzie zawsze chcą pozbyć się wszystkiego, co stanowi dla nich zagrożenie. Nigdy nie zaakceptują faktu, że nie znajdują się na samej górze łańcucha pokarmowego - dodała, po czym poprawiła się na kanapie. Zerknęła kątem oka na Dante oraz Vincenta.
- Nasza siła zawsze tkwiła w grupie, choć czasem bezpieczniej było wędrować samotnie... W każdym razie podobnie jak ty mam dość obecnej sytuacji. Dość bycia słabym i ostrożnym na każdym kroku. Czy werbowanie nowych członków oznacza przemienianie śmiertelników? To masz na myśli? - zapytała Adorę, unosząc lekko jedną brew. Elisabeth nigdy nikogo nie spokrewniła. Nie wiedziała, czy jest na to gotowa.
- Obchody przesilenia zimowego... Obiło mi się o uszy, ale z oczywistych względów nigdy nie brałam w nich udziału. Byłoby to dla mnie zapewne nowe doświadczenie i... Nie mam nic przeciwko - wzruszyła lekko ramionami. Lovecraft wiedziała, że Włoszka lubiła się od czasu do czasu dobrze zabawić. Była drapieżnikiem. Drapieżnikiem, który nie chciał wiecznie powstrzymywać swoich instynktów.
Wampirzyca starała się na razie ignorować obecność Dante w tym pomieszczeniu. Chciała zamienić z nim parę lub trochę więcej słów, ale nie teraz. To na pewno nie był dobry moment. Poza tym wolała zrobić to na osobności.






I don't look back unless it's a good view.



Powrót do góry Go down
Sponsored content
Sponsored content
Powrót do góry Go down
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
Skocz do: