Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
Carpe Diem
Konto Techniczne
Carpe Diem
Basen  Kv0xLQPj_o
PD : 306
Basen ψ 31/10/2018, 23:25
[You must be registered and logged in to see this image.]
BASEN
⇜  dostępna ⇝



Powrót do góry Go down
Adora Lovecraft
Postać NPC
Adora Lovecraft
WIEK : 23 // 1602
PRACA : mecenas sztuki
PD : 34
SKĄD : Wyspy Brytyjskie
Re: Basen ψ 25/1/2019, 22:57
5 listopada 2018

Adora lubiła dotyk wody na skórze. A choć mięśnie, liczące sobie tyle lat że niejedną osobę wprawiłoby to w stupor nie mogły odmówić posłuszeństwa, Lovecraft przepadała za ćwiczeniami. Pewien wysiłek fizyczny był zawsze mile widziany, co najpewniej pchnęło pannę Lovecraft prosto w objęcia chlorowanej wody basenu, który znajdował się w posiadłości. Można byłoby to odebrać jako niepotrzebną nikomu fanaberię, a jednak zbiornik wodny okazał się przydatny dla zabicia czasu tego listopadowego, późnego wieczora. Sporo czasu zajęło jej przyzwyczajenie, że wraz z biegiem lat, kobietom zdecydowanie wolno było nosić coraz mniej. Adora jeszcze sprzed kilkuset lat bez wątpienia byłaby przerażona tym, co wyprawiała teraz; ubrana jedynie w prosty w kroju, czarny strój kąpielowy pojawiła się na brzegu basenu. Przyniesiony ręcznik rzuciła na jeden z leżaków i rozejrzała się na boki. Podobała jej się intymna atmosfera tej posiadłości; choć społeczność wampirów w Oregonie była największą udokumentowaną, nie sposób było się natknąć na zbłąkane dusze, które podążałyby długimi korytarzami rezydencji i plątały się wszędzie tam, gdzie obecność osób trzecich wydawała się niewskazana.
Była wyprowadzona z równowagi i to poważnie; potrzebowała chwili odpoczynku, odciągnięcia myśli, które uporczywie krążyły wokół jednego tematu. Rozmowa z Cosimo nie przyniosła wielu nowości, właściwie jedynie pogłębiła wątpliwości i uwypukliła to, co starała się usilnie ukryć — rządzące nią emocje. Na wpół martwe ciało nie było tak łatwe w obsłudze, jak ludzie; nie wystarczyło przepłynąć kilkudziesięciu długości basenu, zmęczyć się i pójść spać, co byłoby zupełnie jak swoisty reset.
Nic jej się nie podobało. Począwszy od udziału demonów we wpływach miasta, które zostało obrane na siedzibę wampirów. Nie była to nawet kwestia osobistych doświadczeń Adory; te bowiem przedstawiały się w kontaktach z demonami bardzo słabo. To cała otoczka sprawiała, że sytuacja stawała się nieznośna. Kontakty z szeryfem wiązały ręce i uniemożliwiały podejmowanie racjonalnych decyzji. Jej potomek. Krew z jej krwi.
Usiadła na brzegu basenu i powoli opuściła się do letniej wody. Ciszę wiszącą nad taflą niezmąconej dotąd wody, przeciął cichy chlupot, gdy zniknęła pod powierzchnią i niespiesznie zaczęła płynąć na drugą stronę. Miała czas, sporo czasu.






[You must be registered and logged in to see this image.]
darling

Do you want him to see you like this?
Powrót do góry Go down
Valentina Castellanos
Basen  32c470caf3069fc64481e4871c83af16
WIEK : 25 // 128
PRACA : właścicielka Pandemonium
PD : 142
Re: Basen ψ 27/1/2019, 20:29
05/11/18


Szybko przyszło jej złamać postanowienie, że nie będzie kręcić się po rezydencji, żeby niepotrzebnie się nie denerwować. Już kolejnej nocy parkowała na żwirowanym podjeździe, mamrocząc pod nosem przekleństwa. Wiedziała, że upór pewnego dnia ją zgubi. Właściwie nie do końca rozumiała, po co sobie to robi skoro czuła w kościach, że nic dobrego z jej bytności tutaj nie przyjdzie. A jednak już po chwili przekroczyła próg i przestronnym korytarzem zmierzała... No właśnie, gdzie właściwie zmierzała? Do gabinetu Cosimo? Tam też najchętniej by się przeszła, ciekawa efektów misji, na której mogłaby być, gdyby nie niefrasobliwe komentarze pewnych osób. Osób sztuk jeden. Irytacja gdzieś wciąż się w niej kryła, ale teraz oprócz niej było coś jeszcze. Z coraz większą mocą docierało do niej, że była też zwyczajnie ciekawa. Co działo się z Santiago przez ostatnie lata. Kim teraz był. Jak bardzo się zmienił. Wciąż nie wiedziała co o tym wszystkim myśleć. Kiedy okazało się, że cała jej dotychczasowa nienawiść względem niego była zbudowana na nieporozumieniu, czuła się jakby ktoś ją oszukał w karty i stała jak kołek z głupią miną, nie rozumiejąc, co się dzieje. To nie do końca tak, że cała ta kumulująca się w niej przez lata nienawiść była niepotrzebna. W pewnym sensie była. Trzymała ją przy życiu, pozwalała bez końca przeżywać się na nowo wraz z każdym strzępkiem skojarzeń, które przenosiły ją do lepszych czasów. Jednocześnie coś jej podpowiadało, że jej ciekawość obowiązuje tylko wtedy, kiedy nie ma Santiago przed oczami, a z chwilą w której tylko go zobaczy, znowu poczuje gniew i dalekie echo zdrady.
Zasłyszała coś na temat Adory po drodze. Irytacja wzrosła. Jak poszła jej rozmowa z Cosimo? Zazdrość znowu zalała ją oszałamiającą falą. Wraz z tym, co się wydarzyło i co Cosimo zataił, jedna z nici zaufania pękła. Rozumiała, że zrobił to dla jej dobra, ale minęło wiele lat, a on nie naprostował sytuacji, mimo że miał ku temu wiele okazji. Dlaczego to zrobił? Zapomniał w egoistycznych pobudkach? Nie chciała go podejrzewać o coś takiego. A jednak pobyt Lovecraft w Astorii nie dawał jej spokoju, jak jątrząca się rana. Niepokój i brak pewności siebie. Bała się że go straci.
Sam diabeł pokusił ją chyba, że skręciła w stronę przestronnego pomieszczenia, gdzie był basen. Cosimo na pewno wściekłby się wiedząc, że poszła porozmawiać z Adorą. Masochizm? Głupota? Sama nie wiedziała, co ją pchnęło w tamtym kierunku. Drzwi zamknęła za sobą cicho, ale obcasy szpilek stukały na wykafelkowanej podłodze. Panna Lovecraft musiała ją doskonale słyszeć. Tina dostrzegła ją w wodzie. Płynęła z gracją, a jej ciemne włosy i kostium upodobniały ją do strzały mknącej pod powierzchnią. Nieugiętej. Castellanos zatrzymała się dopiero przy brzegu, zakładając ręce na piersi. Starała się, by jej twarz nie zdradzała oznak zdenerwowania. Wciąż wyglądała zdrowo po wczorajszym posiłku, choć już mniej żywo.
- Widzę, że szybko się u nas zaaklimatyzowałaś - odezwała się, a jej głos echem odbił się od wody. Bardzo starała się, by nie brzmiało to bezczelnie, ale pokusa okazania Adorze pogardy była silna. Młoda wampirzyca wiedziała jednak, że prawdopodobnie skończyłoby się to dla niej fatalnie. Pewnie dlatego koniec końców wcale nie zabrzmiało to bezczelnie, a raczej beznamiętnie. Na razie.







[You must be registered and logged in to see this image.][You must be registered and logged in to see this image.][You must be registered and logged in to see this image.]
Darling, your looks can kill,
so now you're dead
Powrót do góry Go down
Adora Lovecraft
Postać NPC
Adora Lovecraft
WIEK : 23 // 1602
PRACA : mecenas sztuki
PD : 34
SKĄD : Wyspy Brytyjskie
Re: Basen ψ 29/1/2019, 11:46
To właściwie pewna ironiczna przykrość. Gdyby tylko warunki były inne, a wydarzenia na przestrzeni dziejów potoczyły się inaczej. Gdyby Valentiny nie łączyła taka zażyłość z Cosimo, gdyby to nie jego krew płynęła w jej żyłach, wszystko byłoby inaczej. Odnalazłyby wspólny język, ba! Adora była gotowa nawet podejrzewać, że gdyby miała przyjemność poznać pannę Castellanos jeszcze zanim pochłonął ją mrok wampiryzmu, może sama uznałaby ją za wartą przemiany. Podobno miała głos jak słowik. Lovecraft nie byłaby wszakże sobą, gdyby nie rozejrzała się tu i tak w poszukiwaniu jakichś informacji na temat osób, które samym tylko swoim istnieniem doprowadzały ją do gorączki. To sięgało głębiej; znacznie dalej, niż prozaiczna zazdrość. Adora owszem, była kobietą zaborczą. Nauczyły ją tego wszystkie te lata, gdy wszystko jej odbierano, przez co zazdrośnie zaczęła strzec tego, co uważała, że jest jej. Pewien problem pojawiał się jednakże, gdy ci, których uważała za swoją własność zaczynali oczekiwać większej niezależności, niż mogłaby dać. Wszystkie jej potomkinie, te, które wyciągała z marazmu obrzydliwej wiernopoddańczości miłosnym mrzonkom, były odbiciem jej samej. Wampiryzm raczej rzadko zmieniał ludzi na lepsze. Wybory i zachowanie Adory mogły dziwić, ale któż mógł ją osądzać? Oddałaby bez mrugnięcia powieki wszystkie te lata, które przyszło jej żyć. Niektórzy z każdym mijającym wiekiem popadali w coraz większą stagnację. Ona tego nie chciała, a choć zmęczenie zaczynało już ogarniać długowieczną, ostatkami sił trzymała się znanych emocji. Emocji, które rozpalały i sprawiały niczym wykwintna przyprawa, że mdławy żywot stawał się znośniejszym.
Usłyszała, że ktoś się pojawił, ale początkowo nie zaprzątała sobie tym głowy, kontynuując przepływanie długości basenu. Wynurzyła się jednak, będąc przy jego krawędzi, a jej brwi uniosły się w górę w geście zdziwienia gdy przybyszem okazała się akurat Valentina. Chlorowana woda utrudniała bezbłędne wyczucie wampirzycy, niemniej gdy tylko do Lovecraft dotarło, któż złożył jej wizytę, na jej wyjątkowo nieumalowanych teraz wargach wykwitł nieszczery uśmiech, który nie zniknął pomimo słów młódki. Bezczelna. Nie żeby spodziewała się czegokolwiek innego po przedstawieniu, jakie miało miejsce w gabinecie i w bawialni.
— Słynna Valentina — Rzuciła. Sięgnęła ku drabince i z pełną gracji nonszalancją wyłoniła się z basenu, stając naprzeciwko Valentiny. Pochyliła się w stronę pobliskiego leżaka i owinęła puchatym ręcznikiem. Obserwowała wampirzycę, wyżymając kruczoczarne włosy, wciąż z tym samym uśmiechem, który ciężko było zinterpretować jako szczery uśmiech sympatii.
— Nas? — Powtórzyła, robiąc zdziwioną minę. — Chyba przeceniasz swoją rolę w tym miejscu. Jeśli wiesz, o czym mówię — kolejny uśmiech, w którym tylko ktoś przewrażliwiony dopatrzyłby się kpiny. Równie możliwe, że to Adora źle interpretowała w tej chwili tą drobną nieścisłość językową; może chodziło o nas jako społeczność, nie nas — Valentinę i Cosimo. Polityka polityką, ale wampirzy sentyment był już chyba obiektem pewnego stereotypu, który wyjątkowo nie wziął się znikąd. Sentyment i przywiązanie do składanych obietnic. A to jej Cosimo pewne rzeczy obiecał przed laty, nie Valentinie. Może i by jej tego nawet współczuła. Tego bycia oszukiwaną, zdaną na jego łaskę, nawet jeżeli Cosimo chciał dobrze. Stwórca Adory też chciał dobrze.






[You must be registered and logged in to see this image.]
darling

Do you want him to see you like this?
Powrót do góry Go down
Valentina Castellanos
Basen  32c470caf3069fc64481e4871c83af16
WIEK : 25 // 128
PRACA : właścicielka Pandemonium
PD : 142
Re: Basen ψ 1/2/2019, 13:03
Być może rzeczywiście gdyby warunki były zupełnie inne, Adorze i Valentinie udałoby się dogadać. Trudny charakter młodej wampirzycy przy bliższym poznaniu sporo zyskiwał. Potrafiła być niezwykle oddaną przyjaciółką, która za bliskimi skoczyłaby w ogień. Należało jednak przebić się przez pierwszą powłoczkę zazdrośnicy, kryjącej się za maską pozornej pewności siebie. Ta została w ostatnich dniach brutalnie podkopana; wszystko w co jak dotąd wierzyła, legło w gruzach. Powód jej przemiany, rzekome porzucenie, które porzuceniem nie było, a zdefiniowało ją przecież na nowo. Niestety nie było nawet mowy o porozumieniu w przypadku tych dwóch wampirzyc. Można byłoby to sprowadzić do płytkiej telenoweli, ale tutaj nie chodziło przecież o zaborczą miłość do tego samego mężczyzny. Problem leżał zakorzeniony głęboko, w wampirycznych więziach, które przecież wykraczały dalej niż zwykłe emocje. W grę wchodził pierwiastek nadnaturalny, którego pohamowanie nie było możliwe. Związki krwi były silne, diabelnie silne, odbierały zdrowy rozsądek i robiły z nich głupców. I Tina tak się właśnie czuła, jak głupiec.
Nie mogła odmówić Adorze pewnego powabu, który być może i jej przyjdzie osiągnąć z biegiem lat. Było to coś innego niż własne odbicie Tiny, wynikało z doświadczenia, z przeżytych lat, których sama Castellanos miała na koncie stosunkowo niewiele. Pewnie łatwiej byłoby powściągnąć zazdrość gdyby nie to, jak Lovecraft się prezentowała. Gdyby nie to, ile lat spędziła z Cosimo. W porównaniu z tym te raptem sto trzy lata, choć dla Tiny były wiecznością, wypadały strasznie marnie. Nie zamierzała jednak się nad tym teraz zastanawiać, bo czuła jak gniew zaczyna się w niej kotłować. Ostatnim czego chciała, to dać się sprowokować rywalce. Chociaż czy naprawdę mogła o niej myśleć w tych kategoriach? Byłoby to strasznie naiwnie.
Nie odezwała się na pierwsze słowa Adory. Zupełnie jakby odebrała je za kpinę, którą niewątpliwie były. Pożałowała teraz, że pozwoliła sobie na takie przedstawienie w gabinecie. Sama wręczyła Lovecraft broń do ręki z uśmiechem na ustach. Usilnie starała się nie podążyć wzrokiem za wodą, która z włosów wampirzycy skapywała na podłogę, torując sobie drogę przez jej kształtne wdzięki.
Tylko spokojnie. Ona to robi specjalnie.
- Cosimo opowiadał mi o tobie. - Zmiana tematu miała stanowić odbicie piłeczki w tym nierównym starciu. Skoro Adora próbowała wyprowadzić z równowagi ją, Valentina nie zamierzała pozostać jej dłużna. Może faktycznie Lovecraft próbowała objąć władzę, ale w tej chwili jej nie miała. Nie zamierzała okazywać szacunku komuś, kto nie okazywał go jej.
- Same ciekawe rzeczy - dodała znacząco, a teraz to na jej ustach wykwitł uśmiech. Igrała z ogniem, wiedziała o tym. Liczenie na to, że Adora nie zrobi jej krzywdy w tym domu mogło się okazać zgubne. A jednak nie mogła się powstrzymać. - Możesz go sobie mamić, powołując się na więzi, których już nie ma. Ale mnie nie oszukasz - zniżyła głos i zbliżyła się pół kroku. Dzięki różnicy wzrostu mogła sobie spoglądać na wampirzycę z góry, choć nie czuła się lepsza. Gdzieś bardzo w głębi duszy czuła się zdesperowana, choć sczezłaby prędzej, niż się do tego przyznała komukolwiek, nawet samej sobie. Stracisz go, mamrotał uporczywy głosik w głowie.







[You must be registered and logged in to see this image.][You must be registered and logged in to see this image.][You must be registered and logged in to see this image.]
Darling, your looks can kill,
so now you're dead
Powrót do góry Go down
Adora Lovecraft
Postać NPC
Adora Lovecraft
WIEK : 23 // 1602
PRACA : mecenas sztuki
PD : 34
SKĄD : Wyspy Brytyjskie
Re: Basen ψ 2/2/2019, 14:31
Raz jeszcze cały problem sprowadzał się do natury relacji między nimi wszystkimi. Stwórca potomek. Potomek stwórca. Nie zawsze sprowadzały się one do miłości w prostym tego słowa ujęciu, taki, jakie rozumieją śmiertelnicy. Tylko głupiec zlekceważyłby to powiązanie. Jak to się działo? Pobratymcy Adory próbowali doszukać się powodów, dla których więzy krwi są tak silne, że pozwalają stwórcy organizować potomkowi życie. To danie komuś niezwykłej władzy nad sobą i własnym być albo nie być. Tym bardziej ironiczny wydawał się zatem fakt, że przemiany bardzo często odbywały się bez zgody przemienianego. Stwórca mógł zrobić dla potomka wiele; mógł go też całkowicie pogrążyć w mroku tak, że nikt nie będzie w stanie mu pomóc.
Potrafiłaby się wczuć w sytuację Valentiny. Potrafiłaby ją zrozumieć. Sęk w tym, że tego zwyczajnie nie chciała. Planując przyjazd tutaj sądziła, że wszystko będzie znacznie prostsze. Nie przewidywała, że natknie się na kolejną potomkinię Cosimo, która nie dosyć, że będzie niczym cierń w jej boku stanowiła żywy dowód kolejnej zdrady Farnese, to w dodatku zdekoncentruje Santiago, którego wszak wzięła tutaj ze sobą w konkretnym celu. Jedna, młoda wampirzyca, a tyle niepotrzebnych kłopotów. Adora upatrywała się w tym jednak i swojej winy; powinna była lepiej przygotować się do tej wizyty.
W zaistniałej sytuacji, niewiele mogła zrobić. Nie miałaby oporów z pozbawieniem krnąbrnej młódki głowy, ale byłoby to przecież jawne wypowiedzenie wojny. Wszystkie plany ległyby w gruzach. Musiała wybrać sobie priorytet. Zdecydować, czy po raz kolejny chce się odbić od ściany nieprzystępności Cosimo, czy w końcu sięgnąć po to, czego nigdy nie miała. To zabawne, że perspektywa wywołania rewolucji wydawała się bardziej osiągalna, niż odzyskanie dobrych względów Farnese.
Uśmiechnęła się jedynie, tym razem bez kpiny czy protekcjonalności. Wiedziała, co Valentina próbowała osiągnąć, ale tak naprawdę Adora byłaby zdumiona, gdyby Cosimo swojej potomkini naprawdę nie ostrzegł. Przypuszczała, że coś z pewnością jej opowiadał, a choć każda historia ma przecież dwa końce, sama Lovecraft przedstawiła tę historię ze swojego punktu widzenia Elsie, swojej potomkini. Tak to już było, więc nawet nie mogła Elrika o to winić. Nawet jeżeli poczuła ukłucie ciekawości, co za okropności mogły paść z ust potomka Adory. Pewien przedsmak jego zarzutów zapewniła jej rozmowa sprzed raptem kilku dni.
— Nie muszę nikogo oszukiwać — odparła spokojnie, ale wraz ze słowami o braku więzi, Castellanos popełniła błąd o którym nie mogła wiedzieć. Zrobiłoby się jej żal Valentiny, gdyby chodziło tutaj o kogoś innego. Niestety nie chodziło. Na jej ustach wykwitł uśmiech pełen nieskrywanej satysfakcji i zadowolenia, że jej rozmówczyni powiedziała to, co powiedziała.
Uwolniła dłoń ze splotów puchatego ręcznika i uniosła do góry. Pierścień. Cosimo go nie nosił, Lovecraft założyła więc przytomnie, że nie pochwalił się nowej towarzyszce tym, jakie miał zobowiązania. Adora zamierzała ją czym prędzej oświecić.
— Nie byłabym taka pewna co do braku więzi — zaczęła. Nie przejmowała się różnicą wzrostu, której nie mogła zniwelować w tej chwili obcasami szpilek. — Te stwórcze to nie jedyne, jakie można mieć. Nie wspominał ci? — Zapytała, marszcząc brwi, perfekcyjnie udając przy tym zdumienie pomieszane ze współczuciem.
— Komu był wierniejszy przez te wszystkie lata? — Dodała po chwili, również zbliżając się do niej, pokonując dzielący je niewielki już dystans, nim Tina zdążyła cokolwiek odpowiedzieć. Pytanie to było zupełnie niesprawiedliwe i nie powinno paść, ale skoro Adora nie mogła sobie pozwolić względem córy Szeryfa na rękoczyny, mogła chociaż zasiać w niej wątpliwość słowami. To zwykle wychodziło jej pierwszorzędnie. Czy wampirzyca zrozumiała sugestię Lovecraft, wplecioną niewinnie niczym brylanty w złoto pierścienia, który miała na palcu? Czy rozumiała, co niosła ze sobą ta błyskotka i o czym Cosimo nie raczył jej wspomnieć?






[You must be registered and logged in to see this image.]
darling

Do you want him to see you like this?
Powrót do góry Go down
Valentina Castellanos
Basen  32c470caf3069fc64481e4871c83af16
WIEK : 25 // 128
PRACA : właścicielka Pandemonium
PD : 142
Re: Basen ψ 4/2/2019, 10:31
Nie chciała kłopotów. Nie chciała tutaj Adory, ani tym bardziej Santiago, ani nikogo kto zaburzał wątły spokój budowany przez lata.  Pomagała stworzyć ich małą społeczność, tymczasem okazywało się, że nie była wcale taka mała na tle innych. Było to większym przekleństwem, niż mogłoby się wydawać. Może gdyby nie skupili wokół siebie tylu wampirów, Lovecraft to komuś innemu psułaby w tej chwili krew, a oni wciąż mogliby cieszyć się spokojem. Nawet widmo Przesilenia nie ratowało sytuacji. Bez wahania przehandlowałaby jedną noc beztroskiej, krwawej zabawy na rzecz tego, by cokolwiek się tu od kilku dni odbywało, nigdy nie miało miejsca.
W pierwszej chwili nie zrozumiała. Wbiła wzrok w pierścień, a słowa Adory stanowiły tło, irytujący dźwięk. Bardzo chciała wierzyć w to, że wampirzyca kłamie. Mówi to, bo wie, że jej tym paskudnie dopiecze. Wszystkie kłamstwa miały jednak do siebie to, że bardzo łatwo było je wywlec na jaw, zwłaszcza w przypadku takim jak ten.
Zamarła, a wiele z elementów układanki, której nie mogła poskładać przez wszystkie te lata wskoczyło na właściwie miejsce i nadawało słowom Adory prawdziwości. Sto lat prób zwrócenia na siebie uwagi Cosimo i stałe stykanie się z odtrąceniem i odepchnięciem, gdy sprawy między nimi brnęły za daleko. Cielesność nigdy nie była częścią ich relacji, choć Tinę ciągnęło do niego jak ćmę do światła. Nawet jeżeli wiedziała, że się poparzy, choć w przypadku Farnese należałoby raczej stwierdzić, że zamarznie, próbowała raz za razem. Mając głupią nadzieję, że jeśli tym razem postara się bardziej, to w końcu się uda. Nie udało się nigdy. Winy upatrywała się głównie w sobie. Jak się okazywało, zupełnie niepotrzebnie. Jego chłód stał się nagle uzasadniony. Zawoalowane słowa, odmowy, upokorzenie. Wreszcie śmieszna Valentiny lojalność pod tym względem. Miała się ochotę roześmiać, ale byłby to raczej śmiech histeryczki. W natłoku emocji, które ją zalały, nie była pewna czy jest zdruzgotana, czy czuję ulgę. I kogo ma ochotę rozszarpać najpierw: Adorę, czy jednak Cosimo? Miał okazję jej o tym opowiedzieć w ogrodzie przed kilkoma dniami. Poprosiła, by nie ukrywał przed nią takich rzeczy. Nie odpowiedział wtedy wiedząc, że nie może jej tego obiecać. Wyborny ruch, Cosimo. Wyborny. Wszystkie dotychczasowe przemilczenia mogła mu wziąć za dobrą monetę. Robił to, żeby ją chronić, przynajmniej tak twierdził. Ale tym razem? Tym razem miarka się przebrała. Zabrakło jej słów, ale wiedziała, że show musi trwać. Miała już dosyć odgrywania w nim roli ofiary, oszukiwanego, naiwnego dziewczątka.
- Mówił, jaka z ciebie żmija - odparła jadowitym szeptem. Zarówno dlatego, że Adora była bardzo blisko, tak blisko, że widziała własne odbicie w jej oczach, ale i dlatego, że nie była teraz pewna za brzmienie swojego głosu. A choć coś pękło, rozpadając się na tysiące kawałków, zaufanie zostało zawiedzione, wiedziała że należy zachować pozory. - Przyznam, że nie do końca mu wierzyłam, ale nabieram przekonania, że jednak miał rację. W obliczu tego jakoś mniej mnie dziwi, że wziął nogi za pas i cię zostawił - dodała. To również nie były sprawiedliwe słowa. Nie znała ich sytuacji. Ale co z tego? Mogła jedynie mieć nadzieję, że jej oczy nie stanowią odbicia tego, co działo się w jej wnętrzu. Miała ochotę wrzeszczeć, miała ochotę ją uderzyć, złapać za włosy i wciągnąć pod wodę... Tylko czy nie powinna być jej w tej chwili w pokrętny sposób wdzięczna? Gdyby nie ona, wciąż karmiłaby się kłamstwem, w które Cosimo pozwolił jej wierzyć. Valentina na wszelki wypadek skrzyżowała ręce na piersiach, nie chcąc dać im działać samoistnie. Marzyła tylko o tym, żeby zniknąć. Znaleźć się jak najdalej od tego grajdołka i nigdy nie wrócić. Nie myśleć. Nie czuć. Sądziła, że dotychczas udało jej się już poznać smak upokorzenia, ale bardzo się myliła.







[You must be registered and logged in to see this image.][You must be registered and logged in to see this image.][You must be registered and logged in to see this image.]
Darling, your looks can kill,
so now you're dead
Powrót do góry Go down
Adora Lovecraft
Postać NPC
Adora Lovecraft
WIEK : 23 // 1602
PRACA : mecenas sztuki
PD : 34
SKĄD : Wyspy Brytyjskie
Re: Basen ψ 5/2/2019, 12:54
Tylko czy naprawdę cały problem tkwił w liczebności? Czy Adora podświadomie wybrała właśnie to miejsce ze względu na stare znajomości? O dziwo nie; złożyło się na to więcej czynników niż jeden. Dopóty dopóki przebywała z daleka od swojego potomka, skupiając się na własnym życiu i na tym co zrobić, by je poprawić, starała się nawet nie wracać myślami do tych lat, które odcisnęły na niej takie piętno. Odnalazła w sobie nowe pasje, zawarła nowe znajomości. Pewną pociechę stanowiła dla niej również Elsie, ale i ją czekała jeszcze długa nauka. W swojej potomkini dostrzegała to, co w Valentinie i co dostrzegała w większości młodych wampirów. To coś, co sprawiało, że oczy nie straciły jeszcze ludzkiego blasku, a umysłu całkowicie nie spowiło otumanienie i krwawe odrętwienie. Zazdrościła im tego z jednej strony; z drugiej budziło politowanie. Nie zmieniało to jednak faktu, że sama dałaby wiele, by to odzyskać, a pielęgnowane z taką czułością, nawet jeśli sprzeczne emocje, pozwalały jej mieć zalążek.
Adora wypatrywała u Valentiny oznak wiary w  słowa, które padły. Doszukiwała się reakcji, niepewna tego, czego się spodziewać. Złości, smutku? Z pobieżnych obserwacji Lovecraft wyciągnęła wniosek, że Castellanos to stworzenie dumne i uparte, dlatego też nie spodziewała się sceny. Te były najwyraźniej zarezerwowane dla wyjątkowych dla niej osób, wszak sama widziała, co się stało w gabinecie. Miała ochotę dopiec jej również pod tym względem ciekawa, czy wówczas ją sprowokuje.
— Żmija? Santiago też mnie tak nazwał? — Zapytała bez śladu drwiny, bezwstydnie planując wykorzystać to imię w przepychance słownej bo wiedziała, że ją tym poirytuje. Zupełnie jakby sugerowała znajomości Adory i Medoniego coś więcej ponad kilka rozmów i wspólną podróż, bo właściwie dlaczego nie?
No dalej. Powiedziałam ci właśnie, że sto lat było kłamstwem, nie zamierzasz nic z tym zrobić? Domyślała się, że takie słowa na jej temat ze strony Cosimo rzeczywiście mogły paść. Wobec tego dziwiło, że Valentina tak bezkrytycznie jej uwierzyła, choć w tej chwili Adora nie mogła być tego pewna. Brak odniesienia się do podniesionej kwestii wydawał się temu przeczyć. Przyjrzała się jej z uwagą, lodowaty błękit, przeciwko barwie słodkiej kawy. Słowa o zostawieniu były jednak tymi, które przeważyły szalę. Adora była już odporna na większość złośliwości i wyzwisk; musiała być, mając na karku tyle lat, ile miała. Sęk w tym, że akurat takie sformułowanie, było w swojej prostocie najgorszym, co można było jej powiedzieć. Prawda w oczy kole; niektórzy nie zdawali sobie sprawy z tego, jak bardzo. Ruch Adory był błyskawiczny. Złapała Tinę za gardło i ścisnęła, a czerwień paznokci wbiła się w gładką skórę dziewczyny. To nie był mocny chwyt, ale szybki. Różnica wzrostu niewiele zmieniała. Były bezczelności, których nie zamierzała puszczać płazem nikomu. Nawet potomkini Szeryfa.
— Mogłabym cię zabić. Oszczędzając tym samym wielu kłopotów, całkiem sporej ilości wampirów. Ale nie zrobię sobie tego, wiesz dlaczego? — Urwała. Głos zniżyła do szeptu, ale nie było w nim już tej śmierdzącej zgnilizną słodyczy, tylko daleka groźba. — Nie odbiorę sobie satysfakcji z patrzenia na to, jak dociera do ciebie, że nic z tego nie będzie. Zostawi cię. Tak jak i mnie zostawił. Będziesz sama. — Podobne słowa wystosowała do Cosimo kilka dni temu. Można byłoby odnieść wrażenie, że chce ich skłócić, dopiec im, grając na najniższych możliwych emocjach w ohydny sposób. I w pewnym sensie tak było. Ale to nie byłaby prawda w stu procentach. Wystosowywała ostrzeżenie. Tym razem wyjątkowo niezwiązane z nią samą. Ostrzeżenie, które przekazałaby każdemu, kto tylko był gotów jej słuchać. Które przekazała każdej swojej potomkini. Nie bierz nikogo za pewnik, bo możesz się gorzko rozczarować. A wieczność jest długa.

35 + 60 = 95. | rzucam na zwinność.






[You must be registered and logged in to see this image.]
darling

Do you want him to see you like this?
Powrót do góry Go down
Los
Konto Techniczne
Los
PD : 138
Re: Basen ψ 5/2/2019, 12:54
The member 'Adora Lovecraft' has done the following action : Rzut kostkami


'Rzut k100' : 27
Powrót do góry Go down
Valentina Castellanos
Basen  32c470caf3069fc64481e4871c83af16
WIEK : 25 // 128
PRACA : właścicielka Pandemonium
PD : 142
Re: Basen ψ 8/2/2019, 10:47
Naprawdę nie chciała jej wierzyć. Właściwie dlaczego by miała? W świetle tego, co powiedział jej o niej Cosimo, o tym, jaka była, o Annie, nie powinna. Pech chciał, że Lovecraft idealnie wstrzeliła się we wszystkie wątpliwości, które trawiły ją już tyle lat. Każde jej słowo było jak wypowiedziana na głos myśl, która prędzej czy później pojawiła się w odmętach umysłu Tiny. Tylko że nigdy nie sądziła, że poczuje się aż tak zdradzona. Nie mieściło się jej w głowie, że jej Cosimo pominął coś tak ważnego. Pozwolił jej karmić się głupią nadzieją, że pewnego dnia stanie się dla niego na tyle ważna... Głupia. A jeśli to co powiedziała Adora było prawdą, Farnese nigdy nie był jej. Gdyby nie to, że pałała w tej chwili do starszej wampirzycy tak bezbrzeżną i niepowstrzymaną nienawiścią, z pewnością pozwoliłaby sobie na załamanie. Ale nie tutaj, nie przy niej.
Przywołanie w rozmowie imienia Santiago wściekło ją jeszcze bardziej, choć nie sądziła, że to w ogóle możliwe. Gniew aż uderzył jej do głowy i miała ochotę pchnąć ją do wody, wskoczyć tam za nią i ją utopić, nawet jeżeli byłoby to niemożliwe. Valentina nigdy nie była szczególnie dobra w maskowaniu emocji, teraz jej się ta sztuka też nie najlepiej udała.
- Zamknij się - syknęła. Ukryta, obrzydliwa sugestia Adory przyprawiła ją o mdłości. Chciała, żeby Medoni był jej obojętny, ale nie był. Nie w takim kontekście. Myśl, że nawet on wpadł w tą sieć, przyprawiła ją o jeszcze większą złość. Frustracja zalała ją niepowstrzymaną falą i czuła, że jeszcze moment a straci nad sobą panowanie. W wyobraźni już widziała, jak łapie ją za te okropne kudły i ciągnie tak mocno, że nic by nie zostało. Ale jaki w tym sens? Jaka w tym kara? Zaraz i tak by odrosły. Pewne zaskoczenie stanowił ruch Lovecraft tak szybki, że nawet nie zdążyła go uniknąć. Żelazny ścisk na jej gardle tylko bardziej ją rozjuszył. Przeklęta karlica! Valentina wyczuła własną krew, co nie podziałało najlepiej. Spoglądała na nią z góry, słuchając plugawych słów, które opuszczały jej usta. Były jak trucizna, która sączyła się prosto w jej duszę. Przez chwilę naiwnie miała ochotę odpowiedzieć skoro możesz, zrób to, bo wiedziała, że jej śmierć wywołałaby chaos i prawdopodobnie sprowadziłaby na Adorę karę, na którą w pełni zasługiwała.
- Taka ładna, a taka zgniła w środku - odpowiedziała zamiast tego. Przestała panować nad odruchami ciała; oczy zaszły czernią, a kły się wysunęły w ostrzegawczym grymasie. - W przeciwieństwie do ciebie, będę sobie umiała z tym poradzić - wyszeptała jadowicie. Spróbowała jak najmocniej odepchnąć jej rękę, żeby puściła. Powietrza jej raczej nie zabraknie, ale sytuacja była upokarzająca i niekomfortowa.
- On cię nienawidzi. - Valentina może i nie miała żadnych praw do tego, żeby wypowiadać się w imieniu Stwórcy. W świetle udzielonych jej informacji tym bardziej. Nie zmieniło to jednak satysfakcji jaką poczuła, gdy tylko słowa między nimi zawisły. Nie dbała o intencje, z jakimi Adora powiedziała to, co powiedziała. To mogła być doskonała rada i być może za kilka lat, jak emocje opadną, Tina byłaby to skłonna przyznać. Ale nie w tej chwili. Teraz aż kipiała. Po raz kolejny zdradzona, głupia i naiwna. A tak szczyciła się tym, że się zmieniła i już taka nie jest. Fala wstrętu do samej siebie kotłowała się z wściekłością, a z tej mieszanki nie mogło powstać nic dobrego.

| siła, 10+10







[You must be registered and logged in to see this image.][You must be registered and logged in to see this image.][You must be registered and logged in to see this image.]
Darling, your looks can kill,
so now you're dead
Powrót do góry Go down
Los
Konto Techniczne
Los
PD : 138
Re: Basen ψ 8/2/2019, 10:47
The member 'Valentina Castellanos' has done the following action : Rzut kostkami


'Rzut k100' : 87
Powrót do góry Go down
Adora Lovecraft
Postać NPC
Adora Lovecraft
WIEK : 23 // 1602
PRACA : mecenas sztuki
PD : 34
SKĄD : Wyspy Brytyjskie
Re: Basen ψ 10/2/2019, 23:06
Prawda w oczy kole. Przekonała się o tym niezliczoną ilość razy w trakcie swojego krótkiego pobytu w Astorii i przekonywała się o tym w tej chwili Valentina. Mogła dać wiarę w słowa Lovecraft, ale wcale nie musiała; starsza wampirzyca nie zamierzała jej teraz przekonywać na siłę do swoich racji wiedząc, że ta sztuka raczej by się jej nie udała. Ciężko było docenić czyjeś złote rady, gdy spoglądało się na niego przez taki pryzmat, jaki obecnie przysłaniał widok Castellanos. Czy jednak Adorę to dziwiło? Niekoniecznie. Gorzkie zamknij się wyraziło więcej niż tysiąc słów. Na bladych wargach Adory wykwitł nieznaczny uśmiech. A zatem to istotnie był drażliwy temat. Niemal zacmokała z przejęciem, zamiast jednak dalej prowokować młódkę, jedynie jej się z uwagą przyjrzała. Była to informacja bardzo cenna. Wciąż nikt nie podzielił się z nią konkretami, co takiego wydarzyło się przed stu laty, a wydawało się mieć nadzwyczaj ogromne znaczenie. Mogła się jedynie domyślać, a jej intuicja rzadko się myliła.
— Czyż nie wszyscy tacy jesteśmy? — Odparła spokojnie. Zgnili w środku. Wampiryzm był ironiczną klątwą, musiała przyznać i ktokolwiek był za nią odpowiedzialny, wykazał się doprawdy szampańskim poczuciem humoru. Wiecznie piękni, wiecznie pasożytujący. Niechciane resztki człowieczeństwa spychano na bok, by nie popaść w obłęd. By nie odtwarzać w pamięci twarzy wszystkich ofiar. Wraz z upływem czasu traciło się już rachubę. Dla własnego komfortu lepiej było o tym nie rozmyślać w ten sposób. Ich dłonie plamił ogrom niewinnej krwi; nie było sensu na siłę się wybielać.
Oznaka jawnej agresji, jaką był wysunięte kły, spotkała się z analogiczną reakcją Adory. Valentina poruszyła struny, których dla własnego bezpieczeństwa lepiej było nie poruszać. Kwestia tego, jak Morgause zniosła rozłąkę była tematem tabu, którego zazwyczaj szczęśliwie udawało się unikać. Powinna się jednak była tego spodziewać. Drobne złośliwostki zamieniły się bardzo szybko w bitwę na ciosy poniżej pasa. Spróbowała utrzymać Valentinę w żelaznym uścisku, a jednocześnie nie zmiażdżyć jej gardła mimo, że cichy głos w jej głowie domagał się tego natychmiast. Coś w jej ciemnych oczach stanowiło wyzwanie, jakby niemal się podkładała. To Morgause otrzeźwiło, przypominając jej, jak łatwo zniweczyłaby wtedy wszystko... Pokusa była jednak silna. Jak zareagowałby Elric na wieść o śmierci swojej ukochanej potomkini? Miałby większe wyrzuty sumienia wiedząc, że ostatnim czego doświadczyła przed śmiercią było upokorzenie i zdrada?
Nienawiść była lepsza niż całkowita obojętność, jeśli zatem miała grać rolę czarnego charakteru, była gotowa się z tym pogodzić. Wszystko było lepsze niż chłód, niczym w dantejskim piekle; a Cosimo potrafił być lodowaty jak mało kto. Pewnie dlatego słowa Tiny aż tak jej nie ubodły. Miłość pomiędzy Morgause a Elrikiem wciąż była żywa; kochali się jak najwięksi wrogowie.
— Powiedział ci tak? — Zadrwiła dwuznacznie, sugerując, że skoro pominął tak istotną kwestię jak sam fakt posiadania żony, mógł pominąć wiele innych istotnych informacji. Zabawa w niedopowiedzenia do pewnego momentu fascynowała, podsycała wzajemną ciekawość i pozostawiała spore pole wyobraźni. Upływ lat przynosił jednak rozczarowanie, a rzeczywistość nie miała zwykle nic wspólnego z domysłami. Patrzyła na stojącą przed nią młódkę i widziała w niej bardzo już odległe odbicie samej siebie.
— Przejrzyj w końcu na oczy — rzekła dobitnie; jasne, bystre spojrzenie zaszło czernią co nadało Adorze niespodziewanie złowieszczego wyglądu. Wymagała od niej w tej chwili zbyt wiele; doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Było już za późno na odgrywanie dobrej macochy, żadne słowa nie mogły zmienić tego, jaki był ich ostateczny wydźwięk.

15 + 20 = 35. | rzucam na wytrzymałość.






[You must be registered and logged in to see this image.]
darling

Do you want him to see you like this?
Powrót do góry Go down
Los
Konto Techniczne
Los
PD : 138
Re: Basen ψ 10/2/2019, 23:06
The member 'Adora Lovecraft' has done the following action : Rzut kostkami


'Rzut k100' : 70
Powrót do góry Go down
Valentina Castellanos
Basen  32c470caf3069fc64481e4871c83af16
WIEK : 25 // 128
PRACA : właścicielka Pandemonium
PD : 142
Re: Basen ψ 12/2/2019, 10:09
Tina nigdy nie łudziła się, że sprawuje jakąkolwiek realną kontrolę nad własnym życiem. Straciła ją już dawno temu, wraz z ratunkiem, o który wcale nie prosiła. Czy gdyby ktokolwiek dał jej wówczas wybór, stałaby się istotą nocy? Pewnie nie. Dzięki Cosimo dostrzegła pewne zalety swojej nowej postaci, ale chyba nigdy nie zaakceptowała jej w pełni. Jeśli miałaby podać choć jeden powód, dla którego przemiana ją cieszyła, było to pozorne pozostawienie za sobą ludzkich słabostek. A jednak w chwilach takich jak te docierało do niej, że nic podobnego nie miało miejsca. Nie zostawiła ich za sobą, one wciąż tam były. Przysłonięte żądzą krwi, zapakowane w papier ostrzegający drapieżnik, a jednak. Dawała się sprowokować zupełnie jak za życia, a podstawowym problemem było głównie to, że teraz cierpliwości miała znacznie mniej, a pusta agresja przysłaniała czasem rozsądek. Zbyt wiele problemów chciała rozwiązywać siłą. Cosimo stanowił jej równowagę, a teraz Adora niweczyła wszystko to, co udało się Valentinie wypracować na przestrzeni lat. Pogodzenie się z tym było trudniejsze, niż sądziła. Nie docierało do niej jeszcze, co to wszystko zmieniało. Konsekwencje tego, co zostało powiedziane wydawały jej się jeszcze stanowczo zbyt odległe.
Nie przyznała jej racji, mimo że bez wątpienia ją miała. Tina skłaniała się co prawda do teorii, że byli jak z plastiku. Wiecznie piękni i wiecznie puści, próbujący nadać życiu, które dawno już straciło smak jakieś znaczenie. Czy to dlatego wampiry uchodziły za tak sentymentalne? Dlatego, że taką uwagę przywiązywały do relacji między sobą, kłopotały się braniem ślubów, które były przecież domeną śmiertelników?  Cała ta ułuda w której żyła przez ostatnie lata była okrutna i szlachetna jednocześnie. Potrzebowała jej, a jednocześnie czuła się teraz oszukana. A może tak naprawdę przesadzała w tej chwili? Może to wszystko było inaczej? A może myślała tak tylko dlatego, żeby całkowicie nie pogrążyć się w ślepej złości? Bronienie Cosimo wydawało się naturalnym odruchem. Miała tylko jego, a Adora była nieproszonym intruzem w ich małym świecie. Jej małym świecie, jak się okazało. Cały czas jednak towarzyszyła Tinie świadomość, że kłamstwo w takiej sprawie nie miałoby najmniejszego sensu, bo zbyt  łatwo byłoby to zweryfikować.
Udało jej się odtrącić rękę Adory, dzięki czemu mogła odetchnąć. Powietrze pachniało chlorem. Drobne ranki na jej szyi zagoiły się niemal od razu, ale dziura która ziała w miejscu, gdzie kiedyś było serce wcale nie zamierzała. Kiedy się taka stała? Spojrzała na Adorę z niechęcią, bo tak naprawdę po raz kolejny musiałaby przyznać jej rację. Czego jeszcze ci nie powiedział? Nadszarpnięte ostatnio zaufanie ciężko byłoby naprawić. Teraz... Teraz już sama nie wiedziała, czy nadawało się jeszcze do naprawy. Nie mogła już powoli odróżnić prawdy od kłamstwa. Gdzie przebiegała granica?
- A ty? Kiedy ty przejrzysz? - Zapytała w odpowiedzi. - Co zrobisz, jak już dostaniesz czego chcesz? - Nie bała się jej, bo nie bała się śmierci. Nie było już nic, co Adora mogłaby jej zrobić poza tym, a Lovecraft musiała sobie z tego doskonale zdawać sprawę. Pytania były w dużej mierze retoryczne. Zmęczyła ją ta rozmowa, zmęczył ją gniew. Chciała się znaleźć możliwie jak najdalej od miejsca, z którego każdego kąta wychylały się niechciane w tej chwili wspomnienia. Jeszcze jej tu tylko Medoniego brakowało do kompletu, a niechybnie uciekłaby z wrzaskiem. A choć przybywając tutaj kierowała się ciekawością dotyczącą powodzenia misji i kwestii intrygującej księgi, teraz zamierzała sobie pozwolić na egoizm. Nie miała ochoty udawać, że wszystko jest w porządku.
- Nie pozwolę ci zniweczyć tego, co zbudował. Z całą resztą rób co chcesz - dodała. Może narażała się tym samym na śmieszność, nie dbała o to. Przywykła już do tego, że inne wampiry deprecjonowały ją ze względu na wiek, ale był to duży błąd. Nie brakowało jej zacięcia. Udało im się tutaj w Astorii naprawdę nieźle urządzić. Mieli dokładnie to, czego było wampirom trzeba: odpowiednie aspekty miasta pod kontrolą, dostęp do pożywienia, dyskrecję. Dawała tym samym do zrozumienia, że czegokolwiek w tej chwili nie czuła, nie pozwoli temu sobą rządzić. Dobro ogółu ponad jednostkę, niezależnie od tego, jak to wszystko się skończy i jaki przebieg będzie miało Przesilenie. Była zraniona, była wściekła. Ale potrzeba byłoby znacznie więcej niż zazdrość i złamane resztki serca, żeby odwróciła się od Stwórcy.
Rozmowę uznała za zakończoną, a choć chęć wepchnięcia Lovecraft do basenu była silna, czuła już, że tym samym by przegrała. Nie miała już dzisiaj siły udawać silnej. Przyspieszyła kroku dopiero wtedy, kiedy zniknęła Adorze z oczu.

| z/t







[You must be registered and logged in to see this image.][You must be registered and logged in to see this image.][You must be registered and logged in to see this image.]
Darling, your looks can kill,
so now you're dead
Powrót do góry Go down
Adora Lovecraft
Postać NPC
Adora Lovecraft
WIEK : 23 // 1602
PRACA : mecenas sztuki
PD : 34
SKĄD : Wyspy Brytyjskie
Re: Basen ψ 12/2/2019, 16:05
Co zrobisz, gdy już dostaniesz czego chcesz?
Tragedia polegała na tym, że nigdy tego nie dostanie. Pozostało zadowolić się półśrodkami, nagrodami pocieszenia. A choć lubiła o sobie myśleć jako o kimś, kto zawsze ma to, co sobie tylko zamarzy, powoli zaczynało do niej docierać, że to nie zawsze działa w ten sposób. Owszem, za wcześnie jeszcze było na mowę o długofalowych zmianach; tam gdzie wkraczał temat Cosimo nie było mowy o rozsądku ani wcześniej, ani teraz ani prawdopodobnie w najbliższej przyszłości. Adora, tak sprzeczna w swoich działaniach, wpadła w niszę braku zrozumienia własnych pragnień, choć wydawać by się mogło, że miała wystarczająco dużo lat, by z niej dawno wyjść. Jadąc tutaj wierzyła, że z pewnymi rzeczami dawno się pogodziła. Przyjazd na miejsce zweryfikował to, brutalnie sprowadzając na ziemię, pozbawiając i tak spowolnionego tchu. Nie miała pojęcia, gdzie ją to wszystko zaprowadzi, ale cieszyło ją pewne oderwanie od rutyny. Chwilowo była w kropce. Nie mogła przecież wiedzieć, że teraz, gdy ona prowadzi tę jałową dyskusję z Valentiną, losy jej małej misji ważą się w gabinecie. Nie mogła również wiedzieć o tym, jak dobrze monitorowana jest cała ta zakichana rezydencja. Wielki Brat patrzy. Adora już dawno przejrzała na oczy, niestety w jej przypadku była zbyt uparta, by pewnym częściom swojego życia tak po prostu pozwolić odejść.
Lojalność Valentiny była urzekająca i wzbudzała w Adorze tylko niewyczerpalne pokłady irytacji. Jeszcze nie miała pomysłu, co z tym wszystkim zrobić. Natura intrygantki domagała się natychmiastowego dojścia do głosu i zamieszania w tym kotle; nie mogła jednak pozwolić sobie na otwarte działanie.
— Zrobię, o to się nie martw — odparła jedynie, choć na usta cisnęły się inne słowa. Mogłaby ją zapewnić, że spali to wszystko do cna i zatańczy na zgliszczach, ale... Po pierwsze, przemówiłaby przez nią wówczas zwykła, prozaiczna złość, a po drugie, zupełnie nie o to chodziło. Adora nie wiedziała jeszcze, czy doczeka się jakichkolwiek sojuszników w swojej małej batalii. Coś jej jednak podpowiadało, że nawet jeśli Cosimo przystanie na jej propozycję, to nie jej przyjdzie sprawować urząd Kanclerza, bo jej na to nie pozwoli. Nawet jeżeli oznaczałoby to wbicie jej noża w plecy. Nie mogła wykluczyć całkowicie, że tego nie zrobi, już nie.
Na twarz wpełzł jej ponownie uśmiech. Kły zniknęły, oczy wróciły do normy. Odzyskała panowanie nad sobą i niemal obeszło się bez rękoczynów. Nie dostrzegała w Valentinie strachu i pojęła, że popełniła błąd prowadząc rozmowę w ten sposób. Zamiast doszukiwać się w niej wroga, powinna było nieco inaczej poprowadzić to wszystko; jednocześnie było za późno, bo już od chwili, gdy kilka dni temu wpadła do gabinetu oczywistym było, że zepchnięcie niechęci na bok było niemożliwe.
— Jesteś do mnie bardziej podobna, niż ci się wydaje — dodała, nim Valentina zdążyła wyjść. Burzył się pewien porządek rzeczy, zupełnie jakby z Przesileniem miała nadejść nowa era. Żadna z nich nie wiedziała jeszcze, jak bardzo nowa. W całym tym bałaganie sprawa demonicznej księgi zeszła na boczny tor, a niesłusznie.

z/t






[You must be registered and logged in to see this image.]
darling

Do you want him to see you like this?
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Sponsored content
Powrót do góry Go down
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry Strona 1 z 1
Skocz do: