Napisz nowy tematTen temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
Valentina Castellanos [WAMPIR]
avatar

WIEK : 25 // 128
PRACA : właścicielka Pandemonium
PD : 28
SKĄD : Astoria
Valentina Castellanos [WAMPIR] ψ Sob Lis 03, 2018 12:35 am

Valentina Castellanos

ft. Morena Baccarin


❝ DANE POSTACI ❞


Urodziny: 18 listopada 1890

Wiek: 25 || 128

Pochodzenie: Tamaulipas, Meksyk

Stan cywilny: panna

Status: średniozamożna

Wyznanie: katoliczka

Zawód: tancerka, właścicielka Pandemonium

Rasa: wampir




Zalety: lojalna, opiekuńcza, konkretna, perfekcjonistka

Wady: niecierpliwa, chciałaby wszystkie problemy rozwiązywać siłą, pamiętliwa

Uzależnienia: brak


❝ STATYSTYKI ❞


Siła: 5

Wytrzymałość: 10

Spostrzegawczość:  15

Zwinność: 20



❝ HISTORIA POSTACI ❞

Nikt nie udowodnił jeszcze, dlaczego z taką łatwością da się przywołać wspomnienia na podstawie zapachu. W tym kontekście mówi się zwykle o okresie kilku lat. W przypadku Valentiny minęło jednak ponad sto, a wciąż ilekroć tylko w jej nozdrza wpadnie zapach pomarańczy, odruchowo krzywi się i chce zniknąć. Przed oczami staje jej wszystko to, co utraciła, choć nigdy nie przyznałaby się do takiej słabości i sentymentalizmu. A jednak nie może nie przypominać sobie wówczas plantacji, na której przyszła na świat. Choć nigdy nie miała pamięci do dat, jest kilka takich, które wyryły się na stałe w jej głowie. Jedną z nich jest rok 1890, rok jej narodzin. Obecną Reymosę (w stanie Tamaulipas) w Meksyku, powitała gromkim wrzaskiem, ile tylko sił w płucach. Jej matka była kreolką, wywodzącą się z klasy średniej, która pracowała jako guwernantka licznego potomstwa właściciela plantacji. Jej obraz w pamięci Tiny już się zatarł, choć w głowie pozostały urywki wspomnień. Delikatne dłonie, piękny głos, ogromna wiedza na temat świata. Ojciec z kolei był ogrodnikiem; choć i jego twarzy nie potrafi już sobie bezbłędnie przypomnieć, czasem nawiedzają ją urywki retrospekcji. To, jak zawsze zostawiał dla matki drobny bukiecik na parapecie okna, jak cierpliwie uczył Valentinę, że z drzewkami pomarańczy trzeba obchodzić się ostrożnie.
Dorastała jako nieodłączna towarzyszka zabaw dzieci właściciela, Roberto Medoniego, a zwłaszcza jednego z jego synów, Santiago. Mimo że był starszy o kilka lat, to Tinie przypadała rola rozsądnej części tego duetu. A choć młody Medoni potrafił ją bardzo szybko doprowadzić swoim zachowaniem do szału, zwykle równie szybko był ją w stanie udobruchać. Jej ostrożność równoważyła jego brawurę. Dzięki posadzie matki i ona nie była stratna pod kątem edukacji, mogąc zgłębiać tajniki otaczającego świata, który ją bardzo interesował. Szybko wyszedł też na jaw niezwykły talent Valentiny do śpiewu. Braki w wiedzy dość sprawnie tuszowała wdziękiem osobistym i łagodnym usposobieniem. Nikt też na nią specjalnie nie naciskał. Dość oczywistym było, że jej przyszłym zajęciem będzie posada służącej. Dorastała wykonując drobne prace wokół domu, a im starsza była, tym więcej obowiązków zrzucano na jej barki. Nie było to jednak nic, co wzbudzałoby jakiekolwiek jej protesty. Ktoś musiał to robić, a zatem do swoich obowiązków podchodziła bardzo sumiennie, nieważne, czy chodziło o słanie łóżek, pójście na targowisko, zaplecenie włosów pani domu, czy zaniesienie kawy właścicielowi plantacji. Zresztą gdy jej talent wokalny się rozwijał, zdarzało się, że występowała przed gośćmi Medoniego. Lubiła te wieczory z własnej, przyziemnej próżności. Czuła się doceniona i cieszyła się, że mogła robić coś, co lubi. Proste życie jej nie nużyło, dlatego wspomnienia o tamtym okresie tak bolą. Myślała czasem o dalekich podróżach, ale nie była naiwna i wiedziała, że jej miejsce było tutaj, a oczekiwanie jeszcze więcej niż spokojne życie, byłoby roszczeniowe.
Nie potrafiłaby podać konkretnego wydarzenia, które sprawiło, że zrozumiała iż to co czuła do Santiago, nie było już tylko dziecięcą sympatią. Nie lubi tego zresztą wspominać, choć czasem obrazy pojawiają się same, gdy coś jej tylko o nich przypomni. Wyjechał na studia, a gdy po kilku miesiącach wrócił, coś się zmieniło. Początkowo sądziła, że być może po prostu to on się zmienił i przez to ich kontakt stał się nagle dziwnie napięty, ale to było coś innego. Trzeźwa i rozsądna Valentina zamieniała się w galaretę, ilekroć Medoni znajdował się w pobliżu. A z jakiegoś powodu znajdował się w jej pobliżu zatrważająco często. Z dnia na dzień przepadała coraz bardziej, co było słodko okrutne w zestawieniu ze świadomością, że była tylko służącą, na którą dziedzic małego, pomarańczowego imperium, nie powinien w żadnym wypadku zwracać uwagi. Jeszcze kilka miesięcy temu mogli rozmawiać całą noc, ku zgrozie matki Valentiny, która kategorycznie twierdziła, że nie wypada. A teraz nie mogła mu nawet spojrzeć w oczy bez miażdżącego przeświadczenia, że cały jej świat się pali i tylko on może z tym coś zrobić. I choć wypierała się tego jak tylko mogła, ignorując nawet żartobliwe zaczepki pozostałych służących, które widziały dobrze co się święci, w końcu dała za wygraną.
Trzymali wszystko w tajemnicy. Santiago tego nie chciał, mówił, że jakoś przekona ojca, który zresztą Valentinę lubił, do zmiany zdania. Upatrzono mu już jednak inną kandydatkę na żonę, a gdzieś w głębi duszy Tina dobrze wiedziała, że to nie jej pisane jest szczęśliwe zakończenie. Znosiła to raczej dzielnie, nigdy nie była histeryczką, choć w pierwszym odruchu zawsze reagowała gwałtownym gniewem. Postanowiła zwyczajnie cieszyć się chwilą, póki mogła trwać i nie zastanawiać się nad tym, że im wyżej się w swoim szczęściu wespniesz, tym bardziej bolesny będzie potem upadek. Kulminacyjny jego moment nastąpił w listopadzie 1910 roku, kiedy zaplanowano huczne wesele. Oglądanie jak ktoś kogo kochasz odchodzi z inną jest przykre same w sobie, a cóż dopiero, gdy musisz aktywnie uczestniczyć w przygotowaniach? Było tyle spraw do załatwienia, że nawet echo rewolucji nie było w stanie zagłuszyć radości, która zapanowała wśród mieszkańców plantacji. Poza tym nikt nie spodziewał się, że rewolucjoniści mogliby ruszyć na przybytek Medonich. Niestety się mylili. Wesele przerwał chaos, dym i krzyki, a noc rozświetliła łuna pożaru. Tina nigdy nie zapomni smrodu palących się pomarańczy, który czasem nawiedza ją w koszmarach. Zginęli jej rodzice, większość gości się rozpierzchła. Głupi odruch nakazał jej ratować co się dało, ale powinna wiedzieć, że nic z tego nie będzie.  Santiago odnalazł ją w całym tym zamieszaniu i wyciągnął stamtąd siłą. Odprowadzał ich widok hektarów płonących drzew pomarańczy, a także dalekie,  zwycięskie okrzyki rewolucjonistów.
Kilka miesięcy zajęło im przedostanie się do USA przez Meksyk, a konkretniej do Sacramento w Kalifornii. Byli zbiegami. Co prawda służąca nikogo nie obchodziła, ale syn bogatego właściciela ziemskiego już owszem. Dzięki pieniądzom zabranym z plantacji, udało im się szybko przedostać przez granicę. Podróże o których marzyła, stały się rzeczywistością, ale gorzka świadomość utraty zbyt bolała, aby była w stanie się tym cieszyć. Stała się uczestniczką życia, które jak dotąd mogła podziwiać tylko z boku, w końcu mogła też być z Santiago. A choć z czasem ból stał się mniejszy, tkwił w jej sercu niczym cierń, który miał nigdy nie zniknąć. Całą miłość jaka jej została, przelała na Santiago, który był jedynym łącznikiem ze światem dobrze jej znanym, gdy wszystko było prostsze, a w powietrzu unosił się zapach kwiatów pomarańczy. Było tylko ich dwoje. Nauczyła się tym cieszyć. Tutaj nie była służącą, a choć kobiety wciąż postrzegano raczej jako ozdobę mężów i narzeczonych, była ozdobą wdzięczną, choć obdarzoną dość gwałtownym i hardym charakterem. Santiago zaczął prowadzić interesy z włoskimi emigrantami, a kiedy zaczynały się podnosić pierwsze konflikty na tle nadchodzącej prohibicji, zaangażował się bardziej. Siłą rzeczy ją również zaczęło to dotyczyć, bo niestrudzenie towarzyszyła Santiago wszędzie, gdzie tylko mogła, żeby w razie potrzeby zapewnić mu alibi i stanowić wsparcie. Zaczęło im się wieść dobrze jak nigdy. Nie poznała co prawda ich głównego chlebodawcy, szefa Santiago, miała zresztą mieszane uczucia, czy być mu wdzięczną, czy przeklinać go za wciągnięcie ich w szemrany świat nielegalnych interesów. Szala w końcu przechyliła się w stronę tej drugiej opcji, gdy w sierpniu 1915 roku do ich domu wpadli uzbrojeni ludzie. W jednej chwili usłyszała wystrzał, by w kolejnej pochylić się i zobaczyć, że na jej sukience kwitnie szkarłatna plama.
Nie wiedziała, co się z nią potem działo. Traciła i odzyskiwała przytomność, czuła, że ktoś ją przenosi, ktoś się nad nią kłóci. Czuła znajomy zapach wody kolońskiej Santiago, wydawało jej się, że słyszy bicie jego serca. A potem był tylko ból, ciemność i głód. I zatrważające odkrycie, że ktoś ją pogrzebał pod ziemią. Ktoś pomógł się jej wydostać, ale to bez wątpienia nie był Santiago... Gdy wyszła na powierzchnię, jeszcze nigdy nie czuła się tak źle i dobrze jednocześnie. Świat zyskał nieznaną dotąd ostrość. Ale mężczyzny, który jej pomógł, nie znała. Nie ufała mu. Chciała wrócić do domu.
Kilka tygodni zajęło jej przyswojenie tego, co się stało, choć i tak miało upłynąć jeszcze wiele czasu zanim się z tym pogodzi. Umierała z głodu, ale na samą myśl o ugryzieniu człowieka, robiło jej się niedobrze. Cosimo w końcu zmusił ją, żeby zjadła, a wtedy ku własnemu przerażeniu odkryła, że nie chce już jeść nic innego. Nie mogła później spojrzeć w lustro, tłukąc każde, które tylko znalazło się w zasięgu jej wzroku. Nie chciała słyszeć słowa wampir czy szkolenie. Chciała tylko odzyskać dawne życie i wrócić do Santiago. Kiedy Farnese oznajmił, że ten zostawił ją na pastwę losu, najpierw nie mogła w to uwierzyć, a potem wpadła w szał, który tak naprawdę nigdy nie osłabł. Nauczyła się go tuszować, ale wciąż się w niej tlił, za ironię losu uznając, że twarze jej ukochanych rodziców się w jej pamięci stopniowo zacierały, a obraz znienawidzonego Santiago mogła przywołać w dowolnym momencie, jak żywy. Lata mijały, a dzięki opanowaniu i cierpliwości Cosimo, stawała się lepszym wampirem. Dziedziny życia, które dotychczas nie leżały w obszarach jej zainteresowań, takie jak chociażby walka, nagle przestały mieć przed nią tajemnice. Mimo to nie potrafiła odciąć się od ludzkiego życia. Donoszono o wybuchu II Wojny Światowej, kiedy uciekła, zostawiając za sobą krwawe poszlaki ze swoich ofiar. Niczego nie pragnęła tak bardzo jak spotkać Medoniego, o ile jeszcze żył, a potem rozszarpać go na strzępy za to, że ją zostawił i porzucił jak niepotrzebną zabawkę, choć zrobiłaby dla niego wszystko. A jednak jej stwórca znalazł ją szybciej, niż ona zdołała odnaleźć Santiago. Miała mu do powiedzenia tylko jedno: zabij mnie, bo już dłużej tego nie zniosę. Nie zrobił tego.
Tina wciąż była jednak żenująco ludzka i to był jej największy problem. Zbyt przywiązana do utraconego życia, nie potrafiła pójść dalej. Gdy w 1959 roku zginął Richie Valens, nie mogła przestać dziwić się tym, jak kruche było ludzkie życie. W latach 60' XX wieku osiedli w Salem. Od czasu jej krępującej prośby w latach czterdziestych, niemal nie odstępowała swojego stwórcy na krok. Trzymała się go kurczowo, jakby był ostatnią osobą, która była w stanie utrzymać ją w ryzach. Tak zresztą było. Z roku na rok coraz mniej było w niej tej wdzięcznej, roześmianej i towarzyskiej dziewczyny, a coraz więcej gwałtowności, agresji i chęci rozwiązywania problemów siłą. Tylko Cosimo potrafił ją uspokoić, wystarczyło, że na nią spojrzał. Nawet nie zauważyła, kiedy przywiązała się do niego na tyle, że poszłaby za nim na koniec świata. Tak działa więź ze stwórcą mawiano, ale ona chciała wierzyć, że to było coś więcej. Do początków XXI wieku podróżowali po całym stanie Oregon, nigdzie nie osiadając na stałe, by nie wzbudzać podejrzeń wśród lokalnej ludności. Pomagała Cosimo organizować wampiry, większość z nich tym samym poznając. Nigdy jednak żadnemu nie zaufała, a już na pewno nie na tyle, co swojemu stwórcy.
Przestała przywiązywać wagę do dat, konkretne wydarzenia kojarząc raczej z tym, co akurat działo się na świecie i zrobiło na niej wrażenie. A jednak 2008 rok pamięta dokładnie, bo to właśnie wtedy Cosimo został przez Kanclerza mianowany Szeryfem Stanu. Valentina nie zapałała szczególną sympatią do Luciano, który pełnił najważniejszą funkcję wśród wampirów, ale zbyt zaabsorbowana awansem stwórcy, szybko wyrzuciła z głowy Torrero. Nawet jeśli wydawało jej się, że z jakiegoś powodu bacznie ją obserwuje. Nowe obowiązki Farnese wiązały się z tym, że nie mógł poświęcać jej tyle czasu, ile by chciała, a nie chcąc czynić mu z tego tytułu wyrzutów, zajęła się sama sobą, przy okazji nienawidząc się za to przywiązanie do starszego wampira, które miała wrażenie, jest jednostronne. Chcąc odzyskać chociaż namiastkę normalności, poświęciła się tańcu. Głównie towarzyskiemu. Nie mając ograniczeń ludzkiego ciała, radziła sobie doskonale i mogła sensownie spożytkować nadmiar energii. Udało jej się także pójść z duchem czasu i wyrobić prawo jazdy, choć być może miał na to wpływ fakt, że egzaminator zapomniał, że ją oblał.
Zamieszkali w Astorii, którą polecił im znajomy Cosimo. Przed raptem kilkoma laty Tina uparła się, by przejąć klub w dokach i zrobić z niego miejsce godne uwagi. Oddała się temu zadaniu bez reszty, budując Pandemonium niemal od podstaw. Bardzo dumna z tego przybytku, osobiście szkoliła pierwsze zatrudnione dziewczyny. Teraz klub funkcjonuje świetnie i zarabia sam na siebie, poszerzył także usługi o agencję towarzyską. Jej ptaszyny często wysłuchują od klientów rzeczy, których ujawnienie mogłoby im solidnie zaszkodzić. Okazuje się, że sekrety są najlepszą walutą. Valentina przestała siedzieć stwórcy na karku i kupiła mieszkanie w centrum, skąd ma bliżej do klubu, gdzie wszystkiego dopilnowuje osobiście. A jednak wciąż nie zapomniała, tak diabelnie jest pamiętliwa. Kryje się za niezbyt przystępną fasadą chłodnego profesjonalizmu i okazyjnych pokazów ognistego charakteru. Tak naprawdę pragnie po prostu normalności, którą gdyby ktokolwiek jej zaoferował, zgodziłaby się bez zastanowienia.

❝ INFORMACJE DLA MISTRZA GRY ❞



Memento Mori







Beauty I've always missed
With these eyes before
Just what the truth is
I can't say any more
Powrót do góry Go down
[MG] Suspiria
Mistrz Gry
avatar

PD : 2
Re: Valentina Castellanos [WAMPIR] ψ Sob Lis 03, 2018 1:00 am
Memento Mori
de mortuis nihil nisi bene

Akcept!

Twoja karta została zaakceptowana!
Twojej postaci zostaje przydzielony poziom II
Zapoznaj się z mechaniką.
Wraz z kolorem uzyskujesz dostęp do organizera. Pamiętaj o założeniu informatora oraz korespondencji.

W razie niejasności, prosimy o niezwłoczny kontakt na pw.

[MG] Suspiria  



(c) DΛNDELION
Powrót do góry Go down
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry Strona 1 z 1
Napisz nowy tematTen temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedziSkocz do: