Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
Jadalnia
Caim Milton
Postać NPC
avatar

WIEK : 46 | ????
PRACA : właściciel kasyna
PD : 14
SKĄD : Astoria
Jadalnia ψ Wto Lis 06, 2018 10:25 pm
[You must be registered and logged in to see this image.]
Jadalnia
⇝ dostępna ⇜

Wystrój, o którym sam Milton twierdzi, że jest pretensjonalny. Figury aniołów mają chyba stanowić swoisty żart, który nikogo już na tym etapie nie bawi, zwłaszcza te demony, które obok aniołów nigdy nie stały. W centrum ciemnego pomieszczenia znajduje się stół i wygodne fotele dopasowane stylistycznie do tegoż, całość oświetlają natomiast bogato zdobione żyrandole. Jedna z całkowicie przeszklonych ścian, ukazuje widok na Astorię, który docenia się zwłaszcza nocą, gdy miasto rozświetlają neony.
⇜ code by bat'phanie ⇝







i can do no wrong for i do not know
what it is
Powrót do góry Go down
avatar
WIEK : 31 lat
PRACA : Psychiatra
PD : 13
Re: Jadalnia ψ Sro Lis 07, 2018 12:48 pm
Perłowo czarna Corvetta podjechała na parking Penthouse. Cichy pomruk silnika urtwał się, zaś z samochodu pierwsze wydobyły się eleganckie szpilki postawione delikatnie na ziemi; zaraz za nimi kierowczyni wystawiła obie nogi, by zmienić założone aktualnie obuwie sportowe na coś odpowiedniejszego. W ogólnej ciszy parkingu poniósł się odgłos zaczepianych klipsów, trzaśnięcia drzwiami i sygnału kluczyka. Stukot rozbrzmiewający w niespiesznym tempie wyprzedzał kroki brunetki, a szła ona wyprostowana i dumna. Dziewczyna przystanęła przy jednym z zaparkowanych Fordów - miał on odcień zbliżony do niemal krwistej spódnicy, którą miała na sobie. Docierając do windy, przejrzała się w szklanych panelach umieszczonych na ścianach korytarza i poprawiła włosy.

Podróż na ostatnie piętro wypełniał stukot palców o uchwyt w rytmie "Jolene". Paznokcie pokryte miałe ledwie bezbarwnym lakierem. Stawiając pierwsze kroki na grubym dywanie rozmyślała z kim przyjdzie jej sie spotkać poza ser Miltonem i jakie niecne sprawki będą omawiane lub zlecane. Dziewczyna dała się zaprowadzić służącej pod odpowiednie drzwi, gdzie zostawiono ją samą sobie. Sophie - bo tak jej było na imię - rozejrzała się, czy nie było aby w okolicy kogoś, kto otworzyłby przed nią ciężkie, drewniane wrota, aż wreszcie weszła do jadalni. Przekroczywszy próg, niby od niechcenia zarzuciła lekko włosami, prezentując szyję i wysłała życzliwe spojrzenia zgromadzonym. Nie godzi się stać, więc odszukała wolne miejsce, które wedle jej gustu było możliwie bliskie gospodarza, lecz nie zarezerwowane przez któregoś z gości. Jeśli były tam winietki, sprawa rozwiązała się sama. Osobiście nie inicjowała niczego, lecz z możliwą dyskrecją przysłuchiwała się rozmowom, a na wszelkie próby zagajenia, reagowała życzliwie.
Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 25/1250
PRACA : Żeruje na sponsorach
PD : 38
SKĄD : Norwegia
Re: Jadalnia ψ Sro Lis 07, 2018 4:28 pm
Tristan nie był, jak inne demony. Wręcz przeciwnie! Nie miał żadnego problemu, żeby wejść w autobus i podjechać do wyznaczonego miejsca. Demon często wybierał komunikację społeczną aby móc nacieszyć się tymi wszystkimi spojrzeniami, które pożerały go wzrokiem a ludzie tylko marzyli, aby mieć go w łóżku. Szczególnie dzisiaj, kiedy ubrał się nieco bardziej elegancko niż zwykle, chociaż nie odmówił sobie typowej dla siebie dozy seksapilu. Własnie dlatego dziś czarna koszula wyszywana czerwonymi nićmi zdobiła jego górne partie ciała. Kilka górnych odpiętych guzików eksponowało jego atletyczną klatę i aż chciało się zobaczyć jego ciało jeszcze niżej. Domyślał się, że na spotkanie przyjdzie także pewien inny demon, który miał do niego słabość, czemu miałby się więc przy okazji nie zabawić jego kosztem?
Czarne, doskonale dopasowane spodnie, które jednak nie były wyprasowane w kancik opinały się na jego dobrze zbudowanych, umięśnionych nogach oraz podkreślały ich atletyczny wygląd. Zainwestował oczywiście także w eleganckie buty. Poszedł także w nieco nowoczesności pozwalając, aby pomiędzy linią butów a nogawek pozostała goła kostka.
Całkiem szybko dotarł do drzwi wejściowych apartamentu Miltona a następnie został zaprowadzony przez służącą do stołu, gdzie siedziało już kilka nieznanych mu demonów. Uśmiechnął się widząc całkiem ładną panią, która czekała już na gospodarza całego przyjęcia. Usiadł więc na jednym z wolnych miejsc, podkurczając jedną nogę, tak aby pięta oprzeć się jeszcze o siedzisko. Skupił na razie uwagę na Sophie.
- No proszę, co za piękność - odezwał się, co zapewne mogło przyciągnąć kilka spojrzeń, chociaż na pewno reszta jego pobratymców także była pogrążona w rozmowie. Puścił do demonicy oczko nie bacząc na to, że zdecydowanie nieodpowiednie jest jawne wpatrywanie się w jej obfity biust. Może nawet dłużej wpatrywałby się w te dwa, pokaźne cuda natury ale jednak postanowił przysłuchiwać się rozmowom innych demonów, szczególnie tych, którzy byli z dalekich zakątków świata.






† just a demon with passion to human bodies and souls, don't let him in because he would destroy your heart
Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 29
PRACA : detektyw
PD : 21
Re: Jadalnia ψ Sro Lis 07, 2018 9:58 pm
#2.

Wiadomość od Caima Miltona była czymś, czego zawsze będzie wyczekiwała. Kończyła drugi półmisek makaronu z serem, kiedy dzwonek w telefonie oznajmił przyjście sms'a. Persefone zajmowała mieszkanie na ostatnim piętrze wieżowca, które wyglądało jak świeżo wykończone. Meble były proste, minimalistyczne w kolorach. Wiecznie opuszczone rolety zapewniały półmrok, a pozapalane świece dawały wystarczające światło. Wyrzuciła resztki jedzenia, przebrała się i wyruszyła na spotkanie na piechotę. Mieszkała niedaleko apartamentu Caima, a piętnastominutowy spacer miał na celu zahartowanie wątłego ciała niedoszłej aktoreczki. Nowa powłoka sprawiała Persefonie prozaiczne trudności i gdyby mogła, to znalazłaby sobie inne. Sprawniejsze i silniejsze, na którym nie szłoby doliczyć się wystających kości. Ubrana skromnie i na czarno, zjawiła się w jadalni. Odpowiedziała na pozdrowienia, wybierając miejsce obok Tristana. Przechodząc za nim, klepnęła go, aby usiadł prosto. Nie lubiła zachowań uwłaczających takim spotkaniom, a niechlujny siad do tego właśnie zaliczała. Townsend po tym drobnym geście, nie miał już problemu ze zorientowaniem się kogo widzi w nowym wcieleniu. Zdecydowanie urodziwszym od poprzedniego. Argent zaczynała się zastanawiać jakiej natury jest to spotkanie i czego dokładnie będzie dotyczyło.
- Niedawno wróciłam. - odezwała się do Tristana i Sophie, pochylając się w ich stronę. - Wiecie już coś?







[You must be registered and logged in to see this image.] [You must be registered and logged in to see this image.]
Każdy ma takie piekło na jakie zasługuje.
- Persefone

[You must be registered and logged in to see this link.] || [You must be registered and logged in to see this link.]
Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 31/930
PRACA : menadżer hotelu
PD : 41
SKĄD : Astoria
Re: Jadalnia ψ Czw Lis 08, 2018 1:13 am
Ach, spotkania! Roger własciwie lubił te spotkanka demonów. Może i towarzystwo było mało różnorodne, no bo w końcu same demony, jakby nie patrzeć, ale tak naprawdę darzył je jakąś tam nicią sympatii. Ucieszył się więc, widząc wiadomość od szefa i pojawił się pod apartamentowcem mężczyzny, niekoniecznie sporo przed czasem, ale akurat na czas. Zszedł ze swojego motocykla, schował kask pod siedzeniem i wszedł do środka, witając szerokim uśmiechem służącą. Tak, bywał czarusiem i nie wstydził się tego; z taką twarzą było to wręcz w dobrym tonie. Nie sprawiało mu trudności uwodzenie i kuszenie, zarówno kobiet jak i mężczyzn, dzięki czemu mógł dobrze wykonywać swoje "ziemskie zadania". Ach, uwielbiał wodzić na pokuszenie niewinne dusze. Im młodsze, tym lepiej - jakkolwiek to brzmiało. Poszedł za służącą do jadalni, doskonale już znanego sobie pomieszczenia i wszedł do środka dumnie, ale nie z pychą - wiedział, że nie jest panem tego świata i potrafił docenić silniejszych od siebie, zwłaszcza Króla. Pozycję, w jakiej siedział Tristan, skomentował krótkim prychnięciem. Docenił jednak jego wygląd, jak najbardziej; wiedział, że Tristan lubił się podobać, ale też lubił kusić Rogera i wobec tego jego strój nie był przypadkowy. On sam miał na sobie ciemne dżinsy, białą koszulę, rozpiętą lekko pod szyją i sportowe buty. Nie miał potrzeby się stroić, i tak był przecież przystojny, z czego doskonale zdawał sobie sprawę. Bądźmy szczerzy - inaczej by tego ciała nie opętał.
- Dobry wieczór, moi mili - uśmiechnął się wesoło, na dłużej zatrzymując spojrzenie na Tristanie i zajął miejsce naprzeciwko niego. Potem jego spojrzenie powędrowało w stronę sophie, do której puscił oczko i Persefone, której skinął głową z delikatnym usmiechem. Nie chciał im przerywać, skoro już zaczęli rozmowę, więc przysłuchiwał się w spokoju.






† You have to take risks. We will only understand the miracle of life fully when we allow the unexpected to happen.
Powrót do góry Go down
avatar
PD : 1
Re: Jadalnia ψ Czw Lis 08, 2018 11:34 am
Sophie, drzwi były ciężkie, więc nim je skutecznie popchnęłaś, do Twoich uszu doleciały strzępki rozmowy demonów, które już siedziały wewnątrz. No i mówię mu, jeden zawsze łże, a drugi mówi prawdę, a ty decyduj kutasie, który jest który, bo jak wybierzesz źle, to koniec gry! Donośna salwa śmiechu. Komuś jest tu bardzo wesoło! Ucichli niemal natychmiastowo, kiedy tylko twoja zgrabna nóżka przekroczyła próg jadalni. Było ich dwóch, w męskich naczyniach. Blondyn i brunet. Siedzieli na samym końcu stołu, od strony przeszklonej ściany. Wrócili do dyskusji między sobą, choć tym razem mówili ciszej, dla osób w pomieszczeniu niemal niesłyszalnie, przerywając tylko wtedy, gdy pojawiała się nowa osoba.
— Ale mniejsza o to. Cholerny statek. Kazał nam pilnować, ale po kilku milach morskich zniknął z radaru, a potem bum! — przerwał, by trzasnąć pięścią w stół. Wszystkie kieliszki i sztućce zagrzechotały.
— Sam mógł sobie pilnować, a nie teraz mieć pretensje.
— No więc właśnie mówię... — jego ton niebezpiecznie zaczął się podnosić, ale spojrzał na wchodzącą właśnie Persefonę, skrzywił się i znowu zniżył głos do szeptu. — Mówię, że coś jest nie tak.
— Słyszałem coś o antychryście. Na dole plotkują...
— A po co mu antychryst?
— A ja wiem? Apokalipsa? Zresztą to chyba nie jest możliwe, skoro on nie jest... No wiesz. —
Odchrząknął, po czym nonszalanckim gestem złapał za jabłko. Nikt niczego nie ruszał, a szkoda było, żeby się zmarnowało. Ugryzł solidny gryz i przełknął. — Poza tym mam to w dupie. Nie lubię go.
— Nikogo nie lubisz — wzruszył ramionami jego rozmówca. Blondyn chciał odpowiedzieć, ale nie zdążył. Złapał się za gardło, wydając z siebie bliżej nieokreślony dźwięk. Spojrzał z zaskoczeniem na nadgryziony owoc, ale już po chwili wypadł mu z ręki. Dusi się? Jest otruty? Czy jest na sali lekarz?

| możecie prowadzić luźną rozgrywkę, odnoszącą się do zaistniałych wydarzeń, do momentu pojawienia się posta Caima Miltona.
Powrót do góry Go down
avatar
WIEK : 31 lat
PRACA : Psychiatra
PD : 13
Re: Jadalnia ψ Czw Lis 08, 2018 1:15 pm
Po twarzy Soph niewiele dało się wyczytać, a cóż jej się w głowie kłębiło od myśli, to już inna bajka. Zlustrowała Tristana przychylnym okiem powoli. Bardzo powoli. Po chwili namysłu wyciągnęła z torebki pióro i na jednej z serwetek zapisała pewien numer telefonu, po czym złożyła całość na pół i przesunęła po stole w stronę nowo poznanego mężczyzny z lekkodusznym - Tutaj nie czas na trywialne zabawy.

Chwilę później przemknęło za nimi młode dziewczę, korygując postawę mężczyzny.
- Ser Milton zapewne zjawi się, gdy będziemy w komplecie i wszystko wyjaśni. Na razie pozostają domysły. - odparła gładko. Jako, że godzina była już odpowiednia, zjawiali się ostatni goście, w tym demon ubrany w białą koszulę. Sophie uśmiechnęła się tylko delikatnie na puszczone oczko. Jakoś nie miała humoru na flirty i inne gierki.

Rozmowa demonów zbytnio nie trafiała do Soph, bowiem ona sama nie wiedziała dość dużo, by minąć bariere nieznanego kontekstu wypowiedzi. Dość ciekawie zrobiło się jednak, gdy ciało mężczyzny zwaliło się bezwładnie pod stół. Czyżby szybka kara za szerzenie defetyzmu? Czy Milton miał zamiar robić pokaz siły pozbawiając się sługi wmiast jedynie przykładnie go ukarać? Może i w szerszej perspektywie miało to głębszy sens. Soph tego nie wiedziała, stąd też szybko urwała rozważania. Ręce przez chwile miała na stoliku jakby chciała wstać, ale w końcu była doktorem... psychologii, więc z braku lepszych rzeczy do roboty, zaczęła się bawić kosmkiem włosów spoglądając na Persefone od czasu do czasu
Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 25/1250
PRACA : Żeruje na sponsorach
PD : 38
SKĄD : Norwegia
Re: Jadalnia ψ Czw Lis 08, 2018 4:18 pm
- Nie znasz mnie moja droga - odpowiedział jedynie Sophie oczywiście przyjmując serwetkę z napisanym numerem telefonu. Townsend był jednym z tych demonów, którzy kusili dusze dzięki grzesznym praktykom seksualnym. W przypadku katolików nie było nic trudnego, w przypadku innych wiar musiał się nieco nagimnastykować aby wyznawcy fałszywych bóstw łamali swoje moralne zasady. W gruncie rzeczy, grzechem nie było nawet złamanie pewnej świętości, grzechem było sprzeniewierzenie się swoim własnym zasadom. Ostatecznie wyciągnięcie z duszy cech hipokryty pozwalało inkubowi na skuteczne wysyłanie do piekieł całych zastępów dusz. Nie raz doprowadził ludzkich kochanków do samobójstwa, co też było jednym z największych grzechów.
Kiedy weszła Persefone, Tristan nie rozpoznał jej. Dopiero kiedy przywołała go do porządku wymuszając na nim postawę, rozpoznał w niej swoją odwieczną, demoniczną siostrę, która torturowała go w piekle przez szmat czasu. Ah! Jak on się za nią stęsknił!
- Za bardzo lubisz zasady, co? Chociaż muszę przyznać, że naczynie tamtego wielkoluda co ostatnio miałaś o wiele bardziej lubiłem - powiedział do niej krytycznie spoglądając na jej obecne, drobne ciało, które chyba skądś kojarzył ale nie był pewien skąd. No cóż, postanowił nie wybrzydzać. Westchnął próbując jakoś wygodnie usadowić się na krześle i własnie w tej chwili wszedł Roger. W oku Tristana pojawił się pewien niebezpieczny błysk. Uśmiechnął się szelmowsko, po czym wykonał gest przesyłania mu całusa. Tym razem wyjątkowo darował sobie robienie uwag o ich wyjątkowo przyjemnym czasie spędzonym w piekle. Mimo wszystko tutaj było o wiele lepiej.
Już chciał coś dodać ale nagle jeden z demonów zaczął się... dusić. Tristan spojrzał na blondyna żałując, że nie może przejąć jego ciała już. Spojrzał zaskoczony na to co się działo. Jednak dobrze zrobił, że najadł się tym dostawca pizzy jeszcze przed tym jak dowiedział się, że jest spotkanie.
- Próbujemy mu pomóc czy obstawiamy kiedy zdechnie? - rzucił do ogółu zebranych w pomieszczeniu. Następnie przeniósł spojrzenie na demona, bruneta, który rozmawiał z duszącym się blondynem.
- Co byś zrobił, gdybym to ja się dusił kotku? - spytał swoje spojrzenie kierując na Rogera. Cóż, nawet jeśli Sophie nie znała Tristana dotychczas to już na pewno mogła domyślić się, że mężczyzna był jednym z tych mocno rozwiązłych demonów.






† just a demon with passion to human bodies and souls, don't let him in because he would destroy your heart
Powrót do góry Go down
avatar
WIEK : 33
PRACA : Astor Industries
PD : 29
SKĄD : Astoria
Re: Jadalnia ψ Czw Lis 08, 2018 11:08 pm
|| Następny dzień po kuchennych rewolucjach.

Wkroczył do środka śmiałym krokiem. Luksusy w żaden sposób go nie onieśmielały, a przekonanie o spotkaniu biznesowym pozwalało odłożyć zmartwienia na boczny tor. Aleksandros zaczynał się już domyślać, że został w jakiś sposób złączony z ludzką duszą. Nie zamierzał dopuszczać jej do głosu w pomieszczeniu pełnym diabelskich istot. Byłoby to w końcu uwłaczające i zdecydowanie nie zamierzał przyznawać się przed innymi do zostania wychujanym przez łowcę. Szczególnie, że wśród zebranych demonów jeden charakteryzował się niebywałym doświadczeniem w ich eksterminacji. Wszedł w momencie, gdy blondyn rzęził. Zastygł w bezruchu, aż ostatecznie opanował się i zajął jedno z ostatnich wolnych miejsc. Nie szukał z nikim kontaktu, podpatrując duszącego blondyna oraz siedzącego obok niego bruneta. Co to do cholery miało być? Wyciągnął telefon i wyciszył dźwięk. Aleksandros nie zamierzał dopuścić, aby Christian wszedł mu w paradę. Nie, gdy stawka była wysoka.






All I have to offer you
-  is everything in me.
Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 29
PRACA : detektyw
PD : 21
Re: Jadalnia ψ Pią Lis 09, 2018 12:04 am
- A ty nadal masz problemy z ich poszanowaniem. - stwierdziła bez humoru, kręcąc głową - Jesteś monotematyczny.
Większość rozmów jakie odbyła z Tristanem, usilnie obracały się wokół jednego tematu. Im bardziej tłukła mu do głowy własne przekonania, tym skutek był odwrotny. Dlatego pozostała przy znęcaniu się nad jego naczyniami. Musiał uważać i się pilnować, ponieważ Persefone nie rzucała słów na wiatr.
Rozmowa dwóch demonów nie przypadła jej do gustu. Zakrawało to o bluźnierstwo. Wpatrywała się w blondyna intensywnie, licząc na zadławienie. Najlepiej jakby Caim we własnej osobie pojawił się w momencie głoszenia tych bredni. Przez zawirowania ze zmianą naczynia oraz poprzednim zadaniem, nie była w temacie wspominanego statku. W koniec świata nie wierzyła. Dla Persefone była to jedynie bajka do straszenia grzeszników. Z biegiem lat coraz mniej skuteczna. Zachichotała cicho, gdy demon o jasnych włosach faktycznie miał problem ze złapaniem oddechu.
- Dobiłabym. - odparła na pytanie Tristana, pomimo kierowania go do Rogera. Dźwięk otwieranych drzwi dawał nadzieję na przybycie Miltona, lecz za każdym razem doznawała rozczarowania. Z zaciekawieniem obserwowała Christiana do momentu w którym nie zajął miejsca i straciła go z oczu. Wykrzywiła usta i zaczęła wybijać rytm palcami. Uwielbiała marsze żałobne, a tym samym pogrzeby. Rozpacz, żal i wystawne stypy na których dochodzi do zabawnych scen. Zabawnych dla demona.







[You must be registered and logged in to see this image.] [You must be registered and logged in to see this image.]
Każdy ma takie piekło na jakie zasługuje.
- Persefone

[You must be registered and logged in to see this link.] || [You must be registered and logged in to see this link.]
Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 31/930
PRACA : menadżer hotelu
PD : 41
SKĄD : Astoria
Re: Jadalnia ψ Pią Lis 09, 2018 12:37 am
Roger niedługo po pojawieniu się w jadalni stał się mimowolnym świadkiem dziwnego... wydarzenia. Duszący się kawałkiem jabłka demon? Niecodzienny widok, trzeba przyznać. Nie widział jednak tego, co widzieli inni - jemu się przynajmniej nie wydawało, że facet umierał; ot, po prostu ugryzł jabłko, złapał się za gardło i wyglądał, jakby się dusił, a jego jabłko, nadgryzione chwilę wcześniej, potoczyło się pod stół. Nie widział jednak ani agonii, ani konwulsji... No ale.
- Wszystko gra? - podniósł się z miejsca, nagle jakiś dobrotliwy i miłosierny, podszedł do duszącego się demona i uderzył go mocno otwartą dłonią w plecy, w nadziei, że jeśli dopiero zaczął się krztusić, to to cokolwiek pomoże. Inną opcją był ten chwyt, bardziej lekarski i profesjonalny, ale po pierwsze się na takich rzeczach nie znał, a po drugie... niekoniecznie miał ochotę ratować obce sobie osoby. Nawet, jeśli facet również był demonem, to przecież nic więcej ich nie łączyło. Ale liczy się to, że przynajmniej spróbował, nie? Król niekoniecznie byłby zadowolony z przyglądania się duszącemu się demonowi... ale może Roger się mylił, kto wie.
Przeniósł wzrok na Tristana, słysząc pytanie i uśmiechnął się krzywo pod nosem.
- Zrobiłbym ci usta-usta. Albo poddusił bardziej. Nie wiem. - mrugnął do niego, zerkając zaraz potem na demona, z ciekawości, czy jest mu trochę lepiej. Wrócił jednak w międzyczasie na swoje miejsce, uznając, że więcej cudów nie zdziała.






† You have to take risks. We will only understand the miracle of life fully when we allow the unexpected to happen.
Powrót do góry Go down
Caim Milton
Postać NPC
avatar

WIEK : 46 | ????
PRACA : właściciel kasyna
PD : 14
SKĄD : Astoria
Re: Jadalnia ψ Pią Lis 09, 2018 5:25 pm
Jak zwykle, pojawił się znikąd. W jednej chwili uwaga wszystkich skupiała się na gasnącym na gustownych panelach naczyniu demona, a w kolejnej stał tuż obok dwóch plotkarzy. Właściwie jednego, drugi toczył pianę z ust pod stołem. Tak naprawdę o jego obecności dała znać aura. Ciężka, przytłaczająca, choć na demony nie miała większego wpływu poza tym, że ją wyczuwały. I przypominały sobie, skąd pochodzą. Ubrany jak zwykle w doskonale skrojony garnitur, a także krawat w odcieniu fioletu tylko odrobinę innym niż ten, który miał na sobie składając wizytę Aleksandrosowi.
— Dobry wieczór. Wszyscy są? — Zapytał rzeczowo, przechodząc nad ciałem leżącym na podłodze, jakby go nawet nie dostrzegł. Jabłko, które wtoczyło się pod stół, po chwili wylądowało w jego dłoni. Niezbyt przejmując się tym, że było nadgryzione, sam ugryzł, a mina którą przybrał sugerowała, że to naprawdę smaczny owoc. W drodze na miejsce u szczytu stołu, powiódł wzrokiem po zebranych bez cienia uśmiechu. Zatrzymał się za oparciem fotela Persefony, a położywszy jej dłoń na ramieniu, pochylił się, stawiając przed nią jabłko na stole.
— Zjedz — rzekł cicho, wprost do jej ucha. Dopiero wtedy wyprostował się i zajął swoje miejsce, po drodze wodząc ręką po oparciach pozostałych foteli w rzędzie. Sophie, Tristan, Roger, Persefona, Christian, Gavin i nieszczęsny Jenkins. Usiadł wygodnie i nie odezwał się, dopóty dopóki urocza panna Argent nie skosztowała owocu. Choćby miało to trwać do rana. Nic się nie wydarzyło. Tyle w kwestii otrucia.
Nieznośnie przeciągał chwilę przejścia do konkretów, nakładając sobie porcję pasztetu z królika na talerz. Jeśli reszta nie poszła w jego ślady, spojrzał nań wyczekująco. Pojawiło się dwóch kelnerów z winem, które rozlali do kieliszków. Milton poczekał, aż wyjdą. Zerknął na zegarek, a potem na blondyna, który podrygiwał już jakby mniej.
— Kto słyszał o zatonięciu statku? — Zapytał nagle, po czym z beznamiętną miną zatrzymał się spojrzeniem na każdym z zebranych. Mniemał, że większość. Media nagłośniły sprawę, czyniąc mu tym sporo kłopotu. Zwłaszcza, że nie odnaleziono ciał. — Wszyscy. Kto się tym zainteresował? Nikt. Nawet was nie winię, co może was obchodzić jakiś kretyński statek — urwał, machnąwszy ręką lekceważąco. — Sęk w tym, że to nie był jakiś statek. Statek należący do firmy pana Farnese, czyli naszego znajomego wampira. Tak się jednak nieszczęśliwie złożyło, że czyjeś lepkie łapy przykleiły się do ładunku, który na owym statku miał do mnie przypłynąć... — urwał nagle i zmarszczył brwi. — Zdechnijże wreszcie, wyjdź i znajdź normalne naczynie Jenkins, bo jeszcze minuta tego rzężenia i wyjdę z siebie — zwrócił się znudzonym tonem do leżącego pod stołem blondyna.
— Wiecie co się zrobiło? Burdel się zrobił. — Kontynuował. — I teraz trzeba to posprzątać. I odzyskać ten ładunek, bo będzie nam potrzebny za jakiś czas. Nie chcę rzucać oskarżeń, nie sądzę, żeby to była wina wampirów. Ten ładunek ma to do siebie, że jeśli tylko wpadnie w czyjeś ręce, wyrządza sporo szkody... Stąd, jak sądzę zaginione ciała załogi. Nie wiem, co ich zeżarło, ale ktoś będzie się tym musiał zająć. Jak sprawa się wyda, możemy mieć łowców na karku, a to jeszcze za wcześnie. Pytania, sugestie, propozycje?

| Macie czas na wypowiedzenie się w temacie do 12.11., do godziny 20. Wtedy pojawi się kolejny mój post. Nie obowiązuje kolejka.

EDIT z 12.11.: w związku z długim weekendem, czas na napisanie przedłużam do jutra (tj. 13.11.) do godziny 17. Jest to termin ostateczny.







i can do no wrong for i do not know
what it is
Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 29
PRACA : detektyw
PD : 21
Re: Jadalnia ψ Sob Lis 10, 2018 1:47 am
Długie palce przestały wybijać rytm, gdy tylko zjawił się Caim zmieniając atmosferę z przekomicznej na poważniejszą. Zlustrowała go niemalże od stóp po głowę, odnotowując zamiłowanie do fioletu. Rozejrzała się po pozostałych, ciekawa ich reakcji. Schowana pod stołem ręka zacisnęła się na kolanie. Nie sposób było oderwać wzroku od owocu w ustach Miltona. Dokąd zmierzało to przedstawienie? Blondyn nadal wydawał irytujące dźwięki. Zesztywniała czując obecność demona za swoimi plecami i jego dotyk na ramieniu. Powstrzymała ludzki odruch który w tej sytuacji wiele by ją kosztował. Bez dłuższej zwłoki wzięła jabłko do ręki i wgryzła się w miąższ, powielając wcześniejszy gryz Caima. Czuła na sobie jego spojrzenie, spojrzenia innych. Nie obawiała się podzielenia losu Jenkinsa. Dochowywała wierności przez tysiące lat i nic tego nie zmieni. Zjadła całe jabłko.
Idąc za przykładem gospodarza poczęstowała się przygotowanym na tę okazję jedzeniem. Nałożyła symboliczną porcję i ujęła stanowczo rękę kelnera, gdy ilość wina stała się wystarczająca.
- Wykorzystam pozycję w policji i dowiem się jak najwięcej. - odezwała się po krótkiej chwili milczenia. Niewiele zjadła, ale nie po to tu była. - Można poczekać na szkodę i nie przejmowałabym się łowcami. Są bliscy wymarciu, a w żaden sposób nie udowodnią nam winy. Łatwo ich rozkojarzyć i rozproszyć.
Wiedziała co mówi. Parający się tym zajęciem śmiertelnicy, stali się jej niemałą obsesją.
- Panie, pozwolę jeszcze zapytać, co dokładnie masz na myśli mówiąc "wyrządza sporą szkodę"? - zapytała, zwracając się do Caima z szacunkiem.







[You must be registered and logged in to see this image.] [You must be registered and logged in to see this image.]
Każdy ma takie piekło na jakie zasługuje.
- Persefone

[You must be registered and logged in to see this link.] || [You must be registered and logged in to see this link.]
Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 25/1250
PRACA : Żeruje na sponsorach
PD : 38
SKĄD : Norwegia
Re: Jadalnia ψ Sob Lis 10, 2018 10:56 am
- Zdecydowanie wolę odpowiedź Rogera - skomentował jedynie patrząc się na swoją demoniczną siostrę. W zasadzie trudno powiedzieć czemu tak traktował Persefonę, pewnie dlatego, że cały czas rzucali w siebie złośliwościami, niczym rodzeństwo. Oczywiście doskonale znał podejście demonicy i wiele razy przez nią musiał zmieniać naczynie, kiedy kobieta (lub mężczyzna) je za bardzo uszkodziła. Niestety utrudniało mu to życie, że nawet się zastanawiał czy nie podkablować ją królowi piekła podając powód utrudniania mu pracy szerzenia zła na świecie. Z drugiej strony jego życie było dzięki temu ciekawsze.
Już miał coś więcej powiedzieć, kiedy dziwna, przytłaczająca aura wypełniła pomieszczenie. Przez moment przez jego myśli przebiegł mu cały pobyt w piekle. Głównie przypomniały mu się te złe chwile spędzone w zaświatach. Skrzywił się mimowolnie, chociaż usilnie starał się opanować przed odruchem typowym dla śmiertelnych.
Przez moment przeszedł mu przez plecy dreszcz, kiedy ich król znalazł się blisko, zdecydowanie zbyt blisko Persefone. Ukłucie zazdrości męczyło jego udręczoną, spaczoną demonicznymi wpływami duszę. Żałował, że król musiał wybrać akurat ją na to, wręcz intymne zbliżenie. Tristan pomimo braku poszanowania do zasad mimo wszystko uznawał władzę Caima i na swój wyjątkowo pokrętny sposób kochał go. Zresztą, czego można było się spodziewać po inkubie? Po demonie namiętności i pasji.
Townsend nałożył sobie na talerz porcję mięsa, które wyglądało wyjątkowo smakowicie. W przeciwieństwie do Persefone, pozwolił kelnerowi nalać mu do pełna wina. Zawsze robił odwrotnie niż ona.
- Domyślam się, mój panie, że to jest wyjątkowo delikatna sprawa - zaczął unosząc kieliszek wypełniony winem. - Sądzę w takim razie, że do sprawy powinniśmy podejść z ogromną rozwagą i subtelnością. - Umoczył usta w trunku przerywając na moment swoją wypowiedz. W końcu odstawił kieliszek na stół.
- Nie uwłaczając godności naszych pobratymców a także znając słabości śmiertelnych i nadnaturalnych warto zrezygnować tutaj z przemocy. Pozwolisz więc panie, że wykorzystam swoje naturalne zdolności w kierunku sugestii i kuszenia aby naprowadzić tych, którzy mają z tym coś wspólnego na drogę dokładnego wyśpiewania wszystkiego o katastrofie, która chociaż cieszy moje spaczone serce, to jednak również wyjątkowo trapi ze względu na twoje problemy. - Zakończył swój monolog ignorując pozostałe demony a wpatrując się jedynie w Caima. Nie od dziś było wiadomo, że Tristan jest mistrzem dobierania słów tak, aby manipulować, kusić. Potrafił dobierać słowa tak, aby kogoś zarówno zniszczyć, jak i zaciągnąć wprost do rdzenia samego piekła. On nie przymuszał, nie stosował przemocy, wręcz przeciwnie, zawsze pragnął aby to śmiertelnik sam zdecydował się na podążanie ścieżką mroku. Kuszenie sprawiało mu zdecydowanie najwięcej satysfakcji.






† just a demon with passion to human bodies and souls, don't let him in because he would destroy your heart
Powrót do góry Go down
avatar
WIEK : 33
PRACA : Astor Industries
PD : 29
SKĄD : Astoria
Re: Jadalnia ψ Pon Lis 12, 2018 6:24 pm
Nałożył na talerz pieczoną rybę. Od opuszczenia psychiatryka był nienasycony. Nie przeszkadzała mu opieszałość Caima w podjęciu właściwego wątku. Dzięki temu opanowywał niepokój Christiana. Z boku wszystko wyglądało normalnie. Posiłek w miłym gronie. Odłożył sztućce po zabraniu głosu przez gospodarza i otarł usta serwetką. Wiadomości mu umknęły. Wiele statków tonęło, wiele załóg szło wraz z nimi na dno. Cenny ładunek wyjaśniał zainteresowanie sprawą, tak samo jak nazwa firmy przewozowej. Napił się wina, słuchając najpierw wypowiedzi Persefony przy której zanotował w pamięci pracę w policji. Poruszył się niespokojnie na słowach o łowcach. Następnie głos zabrał Tristan. Christian zmarszczył czoło na słyszany ton. Zapadła cisza. Walcząc przez chwilę ze swoimi myślami, odchrząknął.
— W takich firmach jak Far-Logistic o tym co się przewozi wiedzą dwie, trzy osoby. Wliczając w to właściciela. — mówił cicho, unikając kontaktu wzrokowego z Caimem. Być może liczył na to, że wkradnie się w łaski chęcią współpracy. — Właściciel. Księgowy. Logistyk.
Resztę można było dopowiedzieć sobie samemu. Odstawił wino. Nie wypowiedział się z takim zapałem jak poprzednicy, brakowało mu tej elokwencji, gdy temat nie dotyczył finansów i poszerzania zysków konglomeratu.






All I have to offer you
-  is everything in me.
Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 31/930
PRACA : menadżer hotelu
PD : 41
SKĄD : Astoria
Re: Jadalnia ψ Wto Lis 13, 2018 12:37 pm
Roger nie do końca miał ochotę w ogóle zabierać głos - przede wszystkim dlatego, że nie wiedział, co konkretnie było tym ładunkiem, nie wiedział o co miałby się zaczepić i jak pomóc Caimowi. W końcu jednak, uznając, że milczenie może być źle odebrane, przepłukawszy wcześniej gardło winem - zabrał głos:
- Mistrzu - zwykł go tak nazywać, bo jakoś to "panowanie" reszty dziwnie mu się kojarzyło i trochę go bawiło, szczerze mówiąc. Najbardziej w wykonaniu Tristana, ale to wiadomo, z konkretnych przyczyn. - Pokręcę się trochę po hotelu, posłucham co ludzie i nieludzie o tym mówią... może akurat uda mi się czegoś dowiedzieć? - wzruszył ramionami, uśmiechając się lekko pod nosem. - Chyba że masz dla mnie inne, konkretne zlecenia tego, co miałbym robić, to ja bardzo chętnie je wykonam... A co do pytań, to nie ukrywam, że byłoby mi łatwiej - chyba każdemu tutaj zresztą - gdybym wiedział, co konkretnie było na tym statku, dlaczego ktokolwiek miałby być tym zainteresowany i jak wielką ma... moc. Jeśli to zbyt śmiałe pytanie, to wybacz; czasem bywam dociekliwy i powinienem za to obrywać po łapach. - zaśmiał się, kręcąc głową. Założył nogę na nogę, poprawiając kołnierzyk koszuli i nie odrywając wzroku od szefa. - Myślę jednak, że wiedząc chociaż mniej więcej co było tym ładunkiem, łatwiej by nam było znaleźć odpowiedzialnych za jego zniknięcie. To tylko delikatna sugestia, Mistrzu.






† You have to take risks. We will only understand the miracle of life fully when we allow the unexpected to happen.
Powrót do góry Go down
Caim Milton
Postać NPC
avatar

WIEK : 46 | ????
PRACA : właściciel kasyna
PD : 14
SKĄD : Astoria
Re: Jadalnia ψ Wto Lis 13, 2018 5:00 pm
Pierwsza głos zabrała Persefona, jak zwykle nie zawodząc. Uśmiechnął się nawet. Marnowała się w tej przebrzydłej, ludzkiej powłoce. Tak, jak niegdyś dostarczała na tacy głowy władców, tak w późniejszym czasie czyniła z łowcami. Caim wiedział jednak, że nie należy ich lekceważyć. Nie ze strachu.
— Łowcy są jak karaluchy. Wydaje się, że łatwo ich zmiażdżyć, ale wystarczy, że przy życiu pozostanie jeden, a prędzej czy później się odrodzą. Wypełzną z najbardziej zapyziałej dziury. Dotychczas kierowali swoje zainteresowanie raczej na łatwiejsze do wytropienia rasy, niż nasza, dlatego najwygodniej będzie im podrzucać fałszywe tropy. Niech gonią własny ogon — urwał, na chwilę zatrzymując beznamiętne spojrzenie na Christianie Astorze. Łowcy. Już, już domykało się drzwi, a zawsze któryś wkładał nogę pomiędzy framugę a skrzydło, nie pozwalając na to.
— Za późno już na unikanie przemocy. Wszystkie chwyty dozwolone. Mnie się nie okrada, Tristanie — sięgnął po kieliszek, upił łyk wina, po czym tak ciemne, że niemal czarne spojrzenie, utkwił prosto w jego twarzy. Czaiło się tam coś złego, ale nie w banalny, ludzki sposób. Spoglądasz w otchłań, a ona spogląda na ciebie. Takie wrażenie można było odnieść. Dobrze wiedział, jakiego rodzaju działanie preferuje Townsend. W niektórych przypadkach to się mogło przydać i nawet cenił to poświęcenie obcowania z robactwem, bo sam nie byłby do niego zdolny. Teraz jednak nie było już na czasu na pieszczenie się. Dosłownie.
Astor mówił z sensem, co dobitnie świadczyło o tym, że przemawia przez niego Aleksandros. Niegdyś wybitny strateg; aż żałość brała, że jedna źle podjęta decyzja zaważyła na tym, że skończył jak skończył. Jego sugestia miała jednak trochę sensu i pokrywała się z tym, o czym rozmawiał z Farnese.
— Owszem. Księgowy, logistyk. Dlatego, Persefono — rzekł, zwracając się nagle w jej stronę. — Razem z wampirami wytypowanymi przez Farnese, pójdziecie znaleźć winowajcę. I zabrać mu to, co sobie przywłaszczył. Wierzę, że dzięki dostępowi do policyjnej bazy szybciej go namierzycie. Trzeba przypilnować, żeby tym razem ładunek trafił tam, gdzie powinien. Przy okazji przyjrzysz się, czy ktoś tam przypadkiem nie kręci. Nie ufam nikomu, kogo nie zabija kołek wbity w serce — zniżył nieco ton przy ostatnim zdaniu, jakby bardziej zwracał się sam do siebie. Dla reszty miał inne zadanie. Gdy Roger ponowił pytanie o ładunek, uśmiechnął się do niego.
— Czekałem, aż ktoś zapyta, co zginęło — stwierdził beztrosko, celowo odwlekając najbardziej interesującą kwestię. Odchylił się na oparcie i spojrzał po zebranych. Jenkins chyba w końcu zdechł, bo skończył rzęzić. Może czekał na odpowiedni moment, żeby wyjść? Jego kolega wyraźnie nie był pocieszony i milczał, podobnie jak Sophie.
— Mała drewniana skrzynka, bez żadnych ozdób — mówiąc to, nakreślił w powietrzu prostokątny kształt, który pokazywał mniej więcej rozmiary przedmiotu. — Jednak interesuje nas tylko to, co jest w jej środku. Książka. I zanim zarzucicie mi, że każę wam się narażać dla zbioru przepisów na dusze w piekielnych kotłach, przerwę wam. To egzemplarz starszy, niż my wszyscy razem wzięci. Spisany ręką kogoś, kto zamieszkiwał otchłań ramię w ramię z pierwszymi z moich braci, którzy zostali tam strąceni. To pierwsza pieczęć — umilkł, upił wina. Skrzywił się. Nie lubił wytrawnego. — Pieczęcie mają to do siebie, że gdziekolwiek się znajdą, nasilają się wszystkie zjawiska paranormalne. A jeśli nie daj boże, stwórco nasz kochany, dwie pieczęcie znajdą się w swoim bezpośrednim pobliżu... — Gwizdnął przeciągle, wyraźnie uradowany taką perspektywą. — Planowałem ją podrzucić w parę miejsc, zanim ją złamiemy. Odrobina chaosu i destabilizacji nikomu jeszcze nie zaszkodziła. Sęk w tym, że skoro ktoś ją zabrał, to nad tym chaosem nie sprawujemy żadnej kontroli. Ten przedmiot źle wpływa na ludzi, na inne istoty. Rodzi pragnienie posiadania. Ludzie i nie tylko ludzie, są się skłonni o to zabijać. Wywołuje konflikty. Rodzi najbardziej parszywe uczucia, jakie tylko mogą się kłębić w duszach. I nie zrozumcie mnie źle. Jak dla mnie mogliby się nawet o nią pozabijać, wszakże człowiek ma to do siebie, że zawsze można sobie stworzyć następnego, jeśli będzie potrzebny... Ale naszym celem nie jest wywoływanie apokalipsy — przerwał, spoglądając na każdego z osobna, jakby przeprowadzał tę rozmowę z nimi sam na sam. — Otworzymy piekło — uśmiechnął się szeroko, chociaż na próżno było doszukiwać się w tym uśmiechu wesołości. Ostatnia próba zwrócenia na siebie uwagi stwórcy. Niżej ich już nie strąci. Otwarcie bram spowoduje, że wszyscy odbywający swoją karę zostaną wypuszczeni. Czy Stwórca wspomoże swoje stworzenie, czy pozwoli światu płonąć? Caim nie wiedział. Chciał to sprawdzić. Niżej już nie upadną, więc niech ludzkość upada z nimi.

| czas na wypowiedzenie się w temacie: czwartek, 15.11. godzina 20.







i can do no wrong for i do not know
what it is
Powrót do góry Go down
avatar
WIEK : 33
PRACA : Astor Industries
PD : 29
SKĄD : Astoria
Re: Jadalnia ψ Sro Lis 14, 2018 12:18 pm
Christian spuścił wzrok na kieliszek z winem. Unikał takiego kontaktu z Caimem, doskonale wyczuwając kiedy ten na niego patrzy. Odczucie było porównywalne do wbijania setki małych szpileczek. Choć sam nie był łowcą, temat był mu bliski. Tak bliski jak Thomas i Sullivan. Poczuł ukłucie i nie była to zasługa Miltona, gdzieś tam w sercu rosła obawa o nadchodzące wydarzenia. Stan ten rzeczy był męczący zarówno dla Aleksandrosa jak i Christiana, motanie się, które należało rozwiązać. Zbyt wielkim ryzykiem byłoby nieustanne balansowanie na krawędzi. Dlatego się wypowiedział, zaczynając tym samym prawdopodobnie grę o wysoką stawkę. Zaryzykował spojrzenie na Caima, gdy opisywał zagubiony przedmiot. Skrzynka skrywająca księgę i to nie byle jaką. Pieczęć. Chaos. Otwarcie bram piekła. Poczuł jak robi mu się niedobrze, co spróbował zapić winem. Durna cząsteczka człowieczeństwa rwała się do protestów i poinformowania Thomasa, jakby ten nagle urósł do rangi lekarstwa na całe zło tego świata. Spróbuj kłapnąć mordą to pozdrowisz go prosto z piekła. Jeśli po sali rozległy się szepty lub okrzyki poparcia, tak on milczał bawiąc się kryształem wykwintnego kieliszka. Otwarcie piekła TO apokalipsa. Rozejrzał się po twarzach innych. Cieszyli się na myśl co czeka świat? Wiem.
— Proponuję wznieść toast i wziąć się do roboty. — stwierdził rzeczowo, bez cienia służalczej słodyczy. Tak naprawdę to chciał już stąd wyjść. Obaj chcieli, zanim padną słowa zobowiązania.






All I have to offer you
-  is everything in me.
Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 25/1250
PRACA : Żeruje na sponsorach
PD : 38
SKĄD : Norwegia
Re: Jadalnia ψ Czw Lis 15, 2018 11:03 am
I chociaż nie można było się tego spodziewać po Tristanie, to jednak mało kto znał jego prawdziwie mroczną stronę jestestwa. Coś w jego spojrzeniu się nagle zmieniło, z wesołych iskierek można było dostrzec głębię pustki, nie tak silną jak ta ukryta w spojrzeniu ich króla ale nadal widać było w nim demona torturowanego przez tak długi czas w piekle aż stał się tym, kim jest teraz.
- Nie twierdzę panie, żeby może do końca uniknąć przemocy. Jednak są o wiele ciekawsze sposoby na ukaranie tych, którzy śmieli ukraść własność piekieł. Od pobicia o wiele skuteczniejsze jest złamanie ich psychiki, skuszenie fałszywą nadzieją, rozpalenie pożądania i popchnięcie na sam skraj mrocznej otchłani, która doprowadzi ich słabe umysły do szaleństwa - odpowiedział. Robił to oczywiście jedynie po to, aby zadowolić Caima, pokazać mu, że można o wiele skuteczniej ukarać złodziei, bo jednak zemsta smakuje najlepiej na zimno. Poza tym, kto wie? Może złamane psychicznie ciała, w przypadku gdyby byli to jednak śmiertelni, przydałby się na naczynia dla nowych demonów, które to mogłoby wzmocnić szeregi armii chaosu na tym świecie.
Był ciekawy co ukradziono Caimowi ale nie odważył się zadać sam tego pytania. Doskonale wiedział, że król piekła jest wyjątkowo nieprzewidywalną postacią. Na szczęście ktoś inny wziął na swoje barki ciężar zadania tego pytania. Z kolei odpowiedź mocno zaskoczyła Tristana, który wręcz nieco szerzej otworzył oczy słuchając przywódcy.
Po opowieści oraz jakże mocnym stwierdzeniu "otworzymy piekło", na twarzy Tristana pojawił się uśmiech. Zerknął na swojego kochanka Rogera i mrugnął do niego.
- Twój plan, mój panie, niezwykle raduje moje czarne serce - odpowiedział, po czym idąc w ślad za Christianem chwycił za kieliszek z winem czekając również aż sam Caim zezwoli na wzniesienie zaproponowanego toastu.






† just a demon with passion to human bodies and souls, don't let him in because he would destroy your heart
Powrót do góry Go down
avatar
WIEK : 31 lat
PRACA : Psychiatra
PD : 13
Re: Jadalnia ψ Czw Lis 15, 2018 4:52 pm
Nakładając pasztet z królika, Sophie myślała sobie o przypadkach konsumpcji różnych dziwnych rzeczy przez członków wszelakich kultów. Jakby konsumpcja ludziny miała zacieśniać więzy społeczne. Stąd też była zadowolona, że Milton nie wydziwiał. Słodkie, królicze mięso i wytrawne wino dla przełamania. Dlac

Czyli mieli zostać wysłani wraz z wampirami na poszukiwania tajemniczej skrzyni z pieczęcią. W zasadzie, to i dobrze. Było kogo wysłać w pierwszej linii, gdyby doszło do starcia. Gorzej, jeśli krwiopijcy dostaną wewnętrzny rozkaz do przywłaszczenia księgi. Czas pokaże jak rozwiną się wydarzenia.

Moralizatorskie słówka i roztaczana wizja otwarcia piekieł zbytnio nie porwała White, jednak cel oczywiście wydawał się "słuszny". Dziewczę zastanawiało się tylko, jak to wszystko ma wyglądać. Ich szóstka wraz z wampirami miała chodzić po ludziach i ściągać informacje, a potem przeprowadzić szturm na miejsce przechowywania woluminu? Pewnie Milton wyznaje zasadę od ogółu do szczegółu. Reszta demonów wydawała się Sophie bardzo... rozmowna. Czyżby chcieli się przypodobać szefowi?

Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 29
PRACA : detektyw
PD : 21
Re: Jadalnia ψ Czw Lis 15, 2018 6:37 pm
Zadanie przypadło jej do gustu nawet jeśli informacja o towarzyszących wampirach nie była czymś przez Persefonę chcianym. Lubiła pracować samotnie. Dodatkowe osoby zawsze komplikowały sprawy, a teraz na dodatek miała mieć na nich oko. Nie dała po sobie poznać jakiejkolwiek oznaki niezadowolenia z tego faktu.
Jeśli taka była wola Caima, to zamierzała ją wypełnić. Skrzyżowała pod stołem nogi i pochyliła się do przodu, aby oprzeć się na łokciach. Wyglądała jak urzeczona opowieścią. Faktycznie się wsłuchała w pierwszej chwili nie wierząc, że to miałoby się stać. Otworzyć piekło. Uśmiechnęła się, nie myśląc jeszcze z czym się to wiąże. Chaos, śmierć i spustoszenie. Byliby wolni. Ona byłaby wolna. Żadnych ograniczeń. Wszystko to brzmiało wspaniale, lecz gdzie tkwił haczyk?
- A jak zainterweniują Tamci? - zapytała ze słyszalnym niepokojem. Otwieranie czegoś co przez bardzo długi czas pozostawało zamknięte i niedostępne było ryzykowne. Przypomniała sobie mętny obraz niebiańskich bram. Tak odległy, że gdyby nie demonium to rozważałaby sen lub wyobraźnię. Spojrzała na Christiana i nawet ujęła kieliszek w palce. Powstrzymywała się jednak przed jowialnymi gestami.

(Przez najbliższych kilka dni może mnie nie być)







[You must be registered and logged in to see this image.] [You must be registered and logged in to see this image.]
Każdy ma takie piekło na jakie zasługuje.
- Persefone

[You must be registered and logged in to see this link.] || [You must be registered and logged in to see this link.]
Powrót do góry Go down
Caim Milton
Postać NPC
avatar

WIEK : 46 | ????
PRACA : właściciel kasyna
PD : 14
SKĄD : Astoria
Re: Jadalnia ψ Pią Lis 16, 2018 12:22 am
Spojrzał na Christiana badawczo, gdy ten odezwał się jako pierwszy. Doskonale, wręcz namacalnie wyczuwał, jak bardzo niekomfortowa była dla niego ta sytuacja. Zresztą potwierdzały to nawet jego słowa. Zero pytań, zero obiekcji; to nie był służalczy ton, co akurat Caim sobie cenił, zupełnie jakby ktoś sparafrazował słynne "lepiej być władcą w piekle niż sługą w niebiosach". Czy którekolwiek z nich zdawało sobie sprawę z tego, ile lat już istniał? Bo słowo "żyć" byłoby w tym wypadku sporym nadużyciem. Życie było zarezerwowane dla ludzi. Tacy jak oni, co najwyżej egzystowali, bo ktoś im na to łaskawie pozwalał. Bo było to ich karą. A przynajmniej miało nią być.
Wzniósł kieliszek do toastu. Doceniał zapał Tristana, doprawdy. I był gotów całkowicie powierzyć mu rolę, o której tak wiele mówił. Caim nie miał na to ochoty. Wszyscy którzy siedzieli przy tym stole byli od niego bogatsi o pewne doświadczenie: na jakimś bardzo krótkim etapie swojego życia, byli ludźmi. Dzielili ich troski, przyjemności, zmartwienia. On nie. Upił wina, kilkoma łykami kończąc trunek. Żadne słowa nie padły; słowa wiązały się z obietnicami, a przecież niczego im nie obiecywał. Pytanie, czy potrzebowali tych obietnic. Cóż macie do stracenia?
— Do złamania pieczęci są potrzebni ludzie. To oni muszą je złamać, nikt inny. Czy jak dotąd ktokolwiek przejmował się tym, co wyprawia stworzenie boskie? Już praktycznie doprowadzili się niemal na skraj zagłady — wziął głęboki wdech, uśmiechając się odrobinę zbyt szeroko i spoglądając na Persefonę. Myśl o spotkaniu z utraconymi przed milionami lat braćmi i siostrami, napawała go dziwnym rodzajem podekscytowania, ale jednocześnie nie wierzył, by to miało nastąpić. Stwórca milczał. Milczeli jego wysłannicy. Nikt nie kiwnął palcem, gdy ginęły miliony. — Poza tym w naszym interesie jest sprowadzić sobie posiłki. Pieczęcie uwolnią kogoś, kto nas w tym wesprze... — spojrzał na każdego z osobna z uwagą i pustką w oczach. Nie byli w tym sami. Lata stagnacji zaprawiały do boju istoty starsze niż samo piekło. — Ale to później, wpierw trzeba się skupić na tym, żeby odzyskać księgę. I nie tylko — urwał. W pomieszczeniu znów pojawili się kelnerzy, by napełnić puste kieliszki winem.
— Tristan, Sophie, Roger — rzekł, gdy służba ulotniła się z jadalni. Celowo pominął Astora. Spojrzał na każde z osobna przez dłuższą chwilę. — Katastrofa statku ściąga niepotrzebną uwagę. Załoga zaginęła, znaleziono jedne, ogryzione zwłoki. Chciałbym, żebyście odnaleźli resztę i dowiedzieli się, co właściwie się z nimi stało. Zanim ktoś inny to odkryje i zrobi się jeszcze większy burdel, niż teraz. Wolałbym, żeby Astoria nie traciła statusu atrakcji turystycznej. Przy okazji dowiemy się, jakie są ewentualne skutki kontaktów z pieczęcią, bo nie sądzę, żeby to masowe zaginięcie było dziełem przypadku. Będziemy wiedzieli czego się spodziewać, jeśli ją komuś podrzucimy — zabębnił palcami w stół. — Szczegóły prześlę drogą mailową. Dostaniecie do dyspozycji jedną z moich łodzi — dodał jeszcze. Nie chciał wdawać się w trudne do zapamiętania szczegóły, skoro można było skorzystać z dobrodziejstw rozwoju technologicznego ludzkiego robactwa. — Jakieś wątpliwości? — Dopytał, unosząc brwi i rozglądając się z uwagą. Niemal jakby rzucał wyzwanie.

| termin na wypowiedzenie się w temacie: niedziela, 18.11. godzina 20.
{ Persi - nieobecność }







i can do no wrong for i do not know
what it is
Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 25/1250
PRACA : Żeruje na sponsorach
PD : 38
SKĄD : Norwegia
Re: Jadalnia ψ Nie Lis 18, 2018 7:47 pm
Złamanie pieczęci przez ludzi brzmiało wręcz poetycko w mniemaniu Tristana. Upił on więc nieco wina, które bardziej przypominało krew niż szlachetny trunek królów. W końcu już wkrótce ten świat, ta rzeczywistość będzie należała do istot z piekieł a następnym krokiem do zwycięstwa ciemności będzie już tylko niebo, w którego istnienie wątpiło nawet wiele demonów. Sam Tristan do takich należał, jednakże kwestia istnienia pieczęci, jednej z kilku zdolnych doprowadzić do apokalipsy, stawiała sprawę w zupełnie innym, o wiele ciekawszym świetle.
- Oh, już ja się postaram mój panie, żeby Astoria była wyjątkowo atrakcyjna dla turystów. A kiedy już całe miasto, a przynajmniej większość będzie jadła mi z ręki jak posłuszne pieski, przekonam ich, że łamiąc pieczęć sprowadzą na siebie wieczne rozkosze - odpowiedział demonowi Tristan a na jego ustach pojawił się uśmiech, który sam w sobie był niezwykle przerażający. Jednakże kryła w nim się także pewnego rodzaju słodycz, której nie sposób mu było odmówić. Ciemność połączona z tym jego urokiem z całą pewnością potrafiła wywołać w sercach ludzi przyjemne odczucie strachu. Townsend już od wieków powtarzał, że pożądanie jest zdecydowanie najlepsze, kiedy występuje z pewną nutką przerażenia. Zamierzał wyciągnąć dla swojego władcy wszystkie informacje od tych boskich robaków a następnie otworzyć piekło stojąc u boku Caima. Oh tak, bardzo chciał uczestniczyć w tym nieświętym sakramencie.






† just a demon with passion to human bodies and souls, don't let him in because he would destroy your heart
Powrót do góry Go down
avatar
WIEK : 33
PRACA : Astor Industries
PD : 29
SKĄD : Astoria
Re: Jadalnia ψ Nie Lis 18, 2018 9:06 pm
Zawartość kieliszka straciła smak. Aleksandros ponownie pogrążył się w rozmyślaniach. Historia  Astora dawała mu lektury na co najmniej kilka miesięcy w przód. Ludzka psychika potrafiła zaskakiwać. Przywiązanie do brata, nienawiść do ojca i tęsknota za matką, której nie mógł pamiętać bo przyczynił się do jej śmierci, rozrywając łono. Z nieskrywaną przyjemnością nęcił Christiana wizjami ciemnowłosej kobiety, projekcji w których do niego przemawiała. Nie miał problemu z opętaniem młodego inwestora. Poddał mu się jak dawne, starożytne krainy. Skubnął palcami przystawkę, obserwując dalsze oratoria Caima i siedzące przy stole demony. Zapamiętywał każdy szczegół, który prawdopodobnie spisze w dzienniku. Była to myśl Christiana, ale Aleksandros to podzielał. Sam doceniał zalety zapisków.
— Tutejsze wampiry na to pójdą? — zapytał unosząc wykałaczkę z kawałkiem sera — Jak już się dowiedzą o szczegółach tego wszystkiego. Oni mają tych całych królów, nie... Kanclerzy.
Wierzył, że Caim dogada się z Cosimo. Podobno tutejsza symbioza ich ras była rzadkim przypadkiem.
Komplikacje bez wątpienia wystąpią. Nawet tak stara dusza jak Aleks o tym wiedziała. Świat miał do niego należeć i co? Skończyło się na śmierci z rąk bliskich, z dala od prawdziwego domu.






All I have to offer you
-  is everything in me.
Powrót do góry Go down
Caim Milton
Postać NPC
avatar

WIEK : 46 | ????
PRACA : właściciel kasyna
PD : 14
SKĄD : Astoria
Re: Jadalnia ψ Pon Lis 19, 2018 4:25 pm
Brak protestów wziął za dobrą monetę, nawet jeżeli towarzyszyła temu świadomość, że ewentualne protesty niewiele by na tym polu zmieniły. Machina już została wprawiona w ruch i nie zatrzyma się, dopóki ktoś nie będzie wiedział, jak to zrobić. Księga zbierze swoje żniwo niezależnie od tego, czy będą tego chcieli, czy nie. Myśl o chaosie, który pieczęć ze sobą sprowadzi, sprawiła mu zwykłą, przyziemną przyjemność. A raczej coś na jej kształt.
— Cieszy mnie, że mogę na ciebie liczyć, Tristanie — rzucił, odchylając się na oparcie fotela. Poruszył głową na boki, co spowodowało nieprzyjemne chrupnięcia w karku. Miał już dość tej czczej gadaniny, trzeba się było brać do roboty. Bezczynne siedzenie jeszcze nikomu nie przyniosło profitów.
— Jeśli dostaną księgę, a z pewnością tak się stanie, bo będą chcieli się jej przyjrzeć z bliska... To nasze plany będą ich ostatnim problemem. Pieczęci źle wpływają na wszystkich nadnaturalnych, oni nie są od tej reguły wyjątkiem. Inne sprawy stracą na znaczeniu, kiedy tylko jej dotkną. W tym tkwi cały ambaras — odparł, choć chwilowo przyglądał się raczej koledze blondyna spod stołu. Aleksandros jak na razie był podejrzanie rzeczowy. Czyżby zrozumiał, że tylko współpraca mu się opłaci?
— To by było na tyle, możecie odejść. Szczegóły waszych zadań dostaniecie najpóźniej do jutra — urwał. Kiedy zauważył, że kumpel Jenkinsa i Astor się zbierają, dorzucił:
— Wasza dwójka zostaje. Trójka — skrzywił się nieznacznie, przypominając sobie o leżącym pod stołem mężczyźnie. Kiedy pozostali opuścili już pomieszczenie, dopiero wtedy zasnuł je czarny dym. Blondyn opuścił swoje plugawe ciało. Caim odczekał, aż powietrze odzyska klarowność i spojrzał na Christiana, to na Jenkinsa. Niczego nie mówił. Zza pazuchy wyjął coś, co przypominało chustkę, po czym pieczołowicie rozłożył ją na blacie stołu i wygładził niemal pieszczotliwie. Wszystko to zajmowało mu ogrom czasu, jakby z premedytacją to przedłużał. Gdyby ktoś poświęcił uwagę temu, co było na niej rozrysowane, zauważyłby skomplikowany symbol.
— Zawiodłeś po raz ostatni — rzucił, nie precyzując, kogo ma na myśli. Wraz z dłonią Caima, która dotknęła symbolu, z gardła i nozdrzy siedzącego przy stole demona, wydobył się dym, który umknął w eter. Prosto do piekła. Zostali z Christianem sami. Milton złożył chusteczkę i schował do kieszeni.
— Aleksandrosie, chciałbym, żebyś meldował mi o poczynaniach łowców. Brat Christiana pewnie będzie mu próbował pomóc, ale powinien dość szybko zorientować się, że to go zabije. Albo i się nie zorientuje. Ma tę paskudną, ludzką przypadłość, że mózg zaćmiewają mu więzy rodzinne — westchnął i złapał się za nasadę nosa, mrużąc na chwilę oczy. Bardziej w geście zniecierpliwienia, niż zmęczenia. — I nie zawiedź mnie. Nie kombinuj. Wprowadzaj ich w błąd tak długo jak się da. Wierzę w twoją kreatywność — w sumie to nie wierzył w nic, ale całkiem uzasadnionym było sądzić, że skoro kiedyś Olek był kreatywną bestyjką, to wszystkiego przez te lata nie zatracił.
— Idź już — dodał, zapewne ku jego ogromnej uldze. Mniej więcej w tym momencie do pomieszczenia weszła drobna kobieta, która wcześniej nalewała wino do kieliszków. — Jenkins, wróciłeś. Pozbieraj kolegę, swoje zużyte naczynie i zniknij mi z oczu. Mam was dzisiaj już dosyć — wygonił ich. Został sam u szczytu stołu, wpatrując się przez krótką chwilę w zastawę, rozstawioną przed nim, by w końcu przenieść wzrok na złote figury aniołów. Już niedługo.

z/t wszyscy

| mój post możecie potraktować jako z/t, lub jeśli macie takie życzenie, napisać jeszcze swój post z zakończeniem. Szczegóły dotyczące przydzielonych wam zadań, znajdziecie w Organizerze w stosownym czasie. Dziękuję za udział w spotkaniu.







i can do no wrong for i do not know
what it is
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Sponsored content
Powrót do góry Go down
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry Strona 1 z 1
Skocz do: