Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
Knickerbocker - Loans & Curios (Salem, OR)
[MG] Suspiria
Mistrz Gry
avatar

PD : 13
Knickerbocker - Loans & Curios (Salem, OR) ψ Sob Lis 17, 2018 11:27 am

Knickerbocker - Loans & Curios
⇜  ograniczona ⇝

Lombard należący od wielu lat do Sullivana Craina. Można tu kupić używany telefon jak i zarówno starą bieliznę Elvisa Presleya. Pomieszczenie jest zagracone wszelakimi przedmiotami i bez wątpienia czuć tu ducha dawnych lat. Sully nie przykłada wagi do porządku, dlatego przedmioty na wystawie są odkurzane raz do roku, chyba że z wizytą wpada wnuk z prawnukiem. Wtedy zagania ich do porządków.
Pod lombardem znajduje się przestronna piwnica, służąca łowcy za właściwe biuro. Trzyma tam książki, dokumenty, broń oraz tłustego kota Salema, który jedno oko i kawałek ucha stracił w gangsterskich porachunkach w kociej dzielnicy miasta. Piwnica ma sześć pomieszczeń - ogólne (biuro ), niewielka kuchnia, biblioteczka, toaleta, cela i sypialnia na którą składa się jedynie przedwojenne łóżko. Na dole, poza lustrami widnieje duży portret Dahlii Crain Astor i żony.

Zabezpieczenia: istota nadnaturalna wejdzie do środka, lecz nie przekroczy sklepowego kantorka i nie przejdzie na zaplecze. Magiczne znaki stanowią skuteczną ochronę przed niechcianymi gośćmi. W środku i na zewnątrz zainstalowano monitoring.

⇜ code by bat'phanie ⇝
Powrót do góry Go down
avatar
WIEK : 38 lat
PRACA : mechanik samochodowy
PD : 32
SKĄD : Jewell
3 listopada

Skontaktował się z de Garayem, cóż pozostało mu teraz więcej, niż wypić piwo, którego sam nawarzył? Ręka wciąż bolała jak diabli, ale to był najmniejszy problem. Czuł się fatalnie z tym, że znowu okłamał Julie, ale nie wyobrażał sobie teraz jej uświadamiać, co siedziało w Christianie. Zresztą i tak nigdy go nie lubiła, nie chciał dawać jej kolejnych powodów ku temu. Takich jak na przykład ten, że rozorał mu rękę, chociaż miał świadomość, że i tak mu się upiekło. Mogło być znacznie gorzej. Opatrzyła mu ranę, ale wiedział, że musiała się domyślać, że coś jest nawet bardziej niż nie tak. Zawsze potrafiła się przebić przez jego obojętną minę. Będzie musiał jej powiedzieć prawdę, ale jeszcze nie teraz.
Mimo to wolałby oberwać od Christiana mocniej licząc, że to by go pozbawiło chociaż części przytłaczającego poczucia winy. Zachował się jak ostatni kretyn, idiota. Jak powie o tym Sullivanowi, to pewnie oberwie raz jeszcze, co gorsza w pełni zasłużenie. Po cichu chyba na to liczył. Ból rozwalonej twarzy byłby sto razy mniejszy niż wyrzuty sumienia i niepokój o brata. I o to, że wściekły demon będzie się teraz mścił. Nie miał pojęcia, jak do tego doszło i jakim cudem Christian był w stanie opanować się w ostatniej chwili. I choć przytłaczało go poczucie popełnionego błędu, był tak zdesperowany, że zamierzał się chwytać każdej deski ratunku dla brata.
Tym razem nie okłamał Julie. Powiedział, że jedzie odwiedzić Sullivana, bo dawno go tam nie było. Wyruszył zmaltretowanym już Chargerem, który choć odnowiony, ostatnio znów podupadł ze względu na brak czasu. Lubił ten samochód, a w bagażniku miał cały arsenał. Choćby i z tego powodu (czyli lenistwa, bo nie chciało mu się wszystkiego przekładać), nie zamierzał go wymieniać na nowszy model. Przeżył z nim wiele polowań i nawet kiedy było krucho z kasą, a utrzymanie dwóch samochodów wydawało się zbędną fanaberią, nie sprzedał go.
Wszedł do lombardu, a jego pojawienie się zwiastowało irytujące dzwonienie ozdoby wiszącej nad drzwiami. Panował tu jeszcze większy chaos niż zazwyczaj, ale miało to jakiś urok.
- Dziadku? - Zawołał do wnętrza sklepu, szukając znajomej sylwetki. Sam Thomas wyglądał fatalnie. Nie spał. Kilka zadrapań na twarzy po bliskim spotkaniu z zastawą stołową pewnie również nie dodawało mu uroku. Brak nawet cienia uśmiechu też nie.







Maybe the only difference between you and a demon is
your hell is right here
Powrót do góry Go down
[MG] Suspiria
Mistrz Gry
avatar

PD : 13
Sullivan w ostatnich miesiącach wiele podróżował, nie zagrzewając zbyt długo miejsca w Salem. Ze swoim wnukiem kontaktował się głównie telefonicznie. Nieżyjąca już córka wszczepiła mu powinność jaką było meldowanie się u bliskich osób. Dlatego Thomas mógł spać spokojnie wiedząc, że Sully zwiedza kraj wzdłuż i wszerz. A to pogrzeb, a to odnowienie znajomości. O polowaniach mu nie mówił, bo byłby zły. Nic tak nie drażniło dziadygi jak wmawianie mu, że jest już na to za stary. Potrafił o siebie jeszcze zadbać. Dzisiejszego ranka potwierdził swoją obecność i nawet uzupełnił lodówkę o piwo i niezdrowe jedzenie. Przesuwał kartony za ladą, kiedy usłyszał dzwoneczek. Westchnął, sapnął i wytarł dłonie o spodnie. Widok Thomasa nie powinien go zaskoczyć, a mimo to długo mu się przypatrzył zanim odezwał.
— Wyglądasz jak gówno. — rzucił, otwierając ladę i kiwając głową żeby przeszedł dalej. Mrużył starcze ślepia, znowu umyślnie zapodział okulary. Czas nie był pomyślny dla urody Sullivana, ani dla jego zdrowia. Papierosy, hamburgery i stres zaowocowały zawałem.
— W lodówce mam zimne piwo.
Nieszczęśliwa mina Thomasa budziła jego niepokój. Co się stało? Ktoś umarł? Czy tak to właśnie by wyglądało? W ten sposób przekazałby mu złe wieści? Klepnął wnuka w plecy.
Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 34
PRACA : Grafik komputerowy
PD : 17
Age : 34
Ian przez kilka dni przygotowywał się do podróży. Zapewnił swoich zleceniodawców, że projekty, nad którymi obecnie pracował zostaną wysłane przed wyjazdem, a na jakiekolwiek poprawki będą musieli poczekać aż on wróci. Wymyślił do tego jakąś łzawą historyjkę o nagłej śmierci swojej ciotki ze strony ojca swojego kuzyna, którą oczywiście wszyscy łyknęli. Po czym zamknął dom, zabezpieczył wejście alarmem, który miał w założeniu powstrzymywać istoty nadprzyrodzone. Wskoczył na swój motor biorąc niewielki bagaż do obu sakw, na który składały się ubrania na zmianę, szczoteczka i pasta do zębów, sprzęt biwakowy, dwa swoje ukochane baty, sztylet i wyruszył do Salem, by spotkać się ze swoim znajomym Thomasem. Cóż zdziwiła go wiadomość jaką od niego otrzymał i sam nie miał pojęcia co tam zastanie ale wiedział, że to raczej nie są żadne wygłupy. Poza tym przeczuwał, że szykowało się coś dużego. Już od paru dni nie sypiał za dobrze i gdy się budził nasłuchiwał odgłosów nocy.
Podróż na szczęście nie była długa i dało mu się dość szybko przemierzyć pierwszy etap podróży i po dojechaniu do pierwszego miejsca biwakowego rozbił namiot i siedział pod gwiazdami nie mogąc zasnąć. Nie dlatego, że było mu zimno. Po prostu był zbytnio podekscytowany. Kolejnego dnia dojechał dość późno do Salem i zatrzymując się w jakimś przydrożnym motelu wypytał o jakąś mapę okolicy. Tej nocy spał spokojnie jednak w dzień nie mógł się doczekać kiedy wreszcie będzie mógł wrócić na szlak. Po kolejnych paru godzinach podróży wreszcie zaparkował przed umówionym miejscem. Zsiadł z motoru, otrzepał kurz ze swojego czarnego płaszcza i wszedł do środka.
Irytujący dzwonek, który oznajmił jego przybycie lekko poranił jego uszy. Jednak postanowił się tym nie przejmować. Brnął dalej odnajdując jakoś drogę w zagraconym pomieszczeniu. Wreszcie gdy znalazł się na miejscu spojrzał na Craina i Astora, po czym wyciągnął rękę na powitanie.
- Thomas, Sullivan witajcie. Co to za pilne spotkanie? – zapytał prosto z mostu nie czekając na ich wyjaśnia. Ian wolał wiedzieć na czym stoi lub co się szykuje zanim przyjdzie mu stanąć do walki. Owszem uwielbiał bycie Łowcą jednak za tajemnicami nigdy nie przepadał. Po czym spojrzał na dłonie Astora.
- Dla mnie też się jakieś piwo znajdzie? – zapytał za bardzo nie licząc na to, że odpowiedź będzie twierdząca. Musiał przyznać, że picie wody ewentualnie jakiejś coli po drodze nie równało się z łykiem dobrego alkoholu.
Powrót do góry Go down
avatar
WIEK : 38 lat
PRACA : mechanik samochodowy
PD : 32
SKĄD : Jewell
Normalnie pewnie nawet roześmiałby się na uwagę Sullivana, ale nie dzisiaj. Zresztą pewnie miał rację. Nie miało to jednak większego znaczenia. Wizualne wrażenia które dawał były w tej chwili jego najmniejszym problemem. Ociągając się, ruszył za Sullivanem, świadom że zbliża się nieubłagalnie chwila, w której będzie musiał powiedzieć, co się stało. Zawsze bardzo mu zależało na opinii Craina, był dla niego niedoścignionym wzorem i dziwnie było obserwować, jak się starzeje. Przecież był nieśmiertelny. A teraz wiedział, że skrewił. Ale to nie świadomość popełnionego błędu tak go bolała, tylko skutki jakie z tego wyniknęły. Dla Christiana.
Bez słowa skierował się do lodówki i wyjął piwo, otwierając je o kant blatu. Pociągnął łyk, ale alkohol nawet mu nie smakował. Jako dziecko, wszystkie te pomieszczenia wydawały mu się większe. Teraz miał wrażenie, że gdzie się nie ruszy, zaraz coś potrąci. Już otworzył usta, żeby się odezwać, ale znów rozbrzmiał dzwonek. Czyżby Ian? Uścisnął jego rękę, nawet nie kłopocząc się udawaniem, że nie jest tak źle. Bez słowa podał de Garayowi butelkę. Trochę razem polowali na pewnym etapie, więc uznał, że nie głupim wyjściem będzie poinformowanie go o zaistniałej sytuacji. Tym bardziej, że facet krążył w pobliżu Astorii i prędzej czy później pewnie natknie się na jego brata.
- Chodzi o Christiana - powiedział w końcu. Nie patrzył ani na Sullivana, ani na Iana, spojrzenie wbijając gdzieś przed siebie. Sully znał tę historię, Ian być może nie do końca. - Kilka miesięcy temu opętał go demon. Przeprowadziłem egzorcyzmy. O dziwo przeżył - przerwał na chwilę. Wiedział, co de Garay sobie pomyśli. Tylko ostatni kretyn odprawia egzorcyzmy na kimś tak bliskim, jak członek rodziny, w dodatku na bracie. - Spędził ostatnie miesiące w szpitalu. Na chyba wszystkie możliwe sposoby sprawdzałem, czy na pewno wszystko się udało. Woda święcona, sól, słowo boże... - a nie pomyślał o demonicznej pułapce. To znaczy pomyślał, ale nie zadał sobie tyle trudu, by wprowadzić to w życie, zaślepiony pozornym sukcesem. Błąd, który mógł kosztować go życie.
- Kilka dni temu dowiedziałem się, że na własne życzenie wypisał się ze szpitala. Poszedłem go odwiedzić, żeby go za to ochrzanić... - Odstawił butelkę na blat i zacisnął palce na jego kancie tak mocno, że cud, że go nie oderwał. - Demon dalej tam jest. Nie wiem, jak to jest możliwe. Przełącza się. W jednej chwili był Christianem, w kolejnej demonem. Może to tylko jakaś jebana sztuczka, ale nie wyglądało na to. Ewakuowałem dom i skończyło się tylko na tym - podniósł zabandażowaną rękę - ale mam wrażenie, że to tylko dlatego, że Christian w jakiś sposób opanował tego demona. Nie wiem, jak to możliwe - pokręcił lekko głową, przygotowany na opierdol stulecia. A jednak było mu wszystko jedno, bo jakiekolwiek słowa padną, to sobie na nie zasłużył.







Maybe the only difference between you and a demon is
your hell is right here
Powrót do góry Go down
[MG] Suspiria
Mistrz Gry
avatar

PD : 13
Sullivan nie lubił tego uczucia, które przypominało początki zgagi. Przeczuwał, że Thomas nie ma do przekazania nic dobrego. Z niecierpliwością spojrzał w kierunku otwieranych drzwi. Uścisnął dłoń Iana i wskazał mu lodówkę. Mógł się częstować, piwa było tyle, że starczyłoby im na tydzień. Podszedł do wejścia i przekręcił zamek, a następnie kartkę z OTWARTE na ZAMKNIĘTE. Zanim Astor się odezwał, Sully pogonił towarzystwo na dół. Tam mogli się po ludzku rozsiąść i w spokoju napić piwa, choć i to stało się wątpliwe przy wieściach od wnuka. W pierwszej chwili pomyślał, że się przesłyszał.
— Ty tępaku! — uniósł głos, gdy dotarło do niego co zrobił Thomas. — Lata nauki poszły w las! A tyle razy tłukłem ci do tego łba... — urwał, łapiąc się ze serce. Poczerwieniał na twarzy, której skóra odcinała się od siwych włosów. Nie mogąc złapać oddechu, dodatkowo się denerwował. — Moje... Tabletki...
Sully wskazał ręką na szuflady biurka. gdzie trzymał leki przepisane przez lekarza. Groził mu ponowny zawał. Myśl, że miałby stracić kolejnych członków rodziny nie wpływała dobrze na stan zdrowia. Nie rozumiał dlaczego Thomas go nie posłuchał. Mieli się zabrać za to razem, a tak wszystko zostało zaprzepaszczone. Sully kochał Christiana, był w końcu jego wnukiem i nawet jeśli się nie dogadywali to w połowie płynęła w nim krew Crainów. Wieść o spieprzonym egzorcyzmie i dziwnym zachowaniu nie poprawiła mu nastroju. Złapał za tabletki, które mu dano (Thomas albo Ian) i popił wodą, choć sięgał już po piwo.
— I zostawiłeś Julie z Alexem w domu? — warknął — Było trzeba ich tu przywieźć! Jezu, Tom...
Myślał o najgorszym, o tym co może zrobić mściwy demon. Christian nie mógł przecież panować nad istotą o wiele od niego silniejszą.
Powrót do góry Go down
avatar
WIEK : 38 lat
PRACA : mechanik samochodowy
PD : 32
SKĄD : Jewell
Re: Knickerbocker - Loans & Curios (Salem, OR) ψ Pią Lis 23, 2018 12:18 pm
Był przygotowany na pogadankę, w pełni zresztą zasłużoną, ale nie na stan przedzawałowy. Jeszcze tego brakowało, żeby stracił i Sullivana. Od razu poderwał się z miejsca, by sięgnąć do wskazanej przez mężczyznę szuflady, a wyciągnąwszy kilka pudełek z tabletkami, trafił w końcu na właściwie. Otwarł wieczko i wysypał na rękę, podając Crainowi. Nalał też wody do szklanki, żeby mu przypadkiem nie przyszło do głowy popijać piwem. Doskonale wiedział, że tryb życia dziadka wcale nie polepszał jego zdrowia. Nie tylko stały stres związany z robotą, ale i kiepskie jedzenie, alkohol. Jednocześnie próby przegadania mu czegokolwiek skutkowały mniej więcej tak, jak próby przegadania Thomasowi, że nie powinien był przeprowadzać pieprzonych egzorcyzmów na bracie. Najwyraźniej upór płynął im w żyłach.
- Co miałem jej powiedzieć? Twój znielubiany szwagier jest opętany przez demona i muszę was stąd wywieźć? - Zapytał retorycznie, przecierając twarz dłońmi. Odezwał się dopiero wtedy kiedy wydawało się, że stan Sully'ego się ustabilizował. - Będę jej musiał w końcu powiedzieć prawdę - dorzucił, wbijając wzrok w pobliską półkę. Wszystko było nie tak. A w obliczu powrotu demona nie było nawet mowy o tym, by dalej ją okłamywać. Alex miał szkołę, Julie szukała pracy. Bez dobrej wymówki nie sądził, żeby bez gadania przystali na propozycję wywiezienia ich do Salem.
- Dlatego się z tobą skontaktowałem, Ian. Ja go już nie egzorcyzmuję - zwrócił się do de Garaya. W ogóle należało skontaktować się z resztą lokalnych łowców, ale nie było to takie proste. Odkąd rozsiali się po całym kraju, byli praktycznie nieuchwytni. - Nie wiem co dokładnie się stało, ale to nie wyglądało na zwykłe opętanie. Sprawdzałem go przecież i prawie nic nie wskazywało, że demon wciąż tam jest - dodał, patrząc to na jednego to na drugiego. Dziadkowi poświęcał więcej uwagi, na wypadek gdyby ten postanowił mieć kolejny atak.







Maybe the only difference between you and a demon is
your hell is right here
Powrót do góry Go down
[MG] Suspiria
Mistrz Gry
avatar

PD : 13
Sullivanowi w głowie się nie mieściło. Takie błędy! Podstawowe! Nie tak wychował Thomasa, wpajał mu co prawda, że rodzina jest najważniejsza ale w tej sytuacji... Trudno było uwierzyć, że młody Astor panuje nad demonem. Było to przecież niemożliwe. Potępiony byt rodem z piekła należał do sił przekraczających ludzkie pojęcie. Sully próbował ogarnąć problem, lecz czuł że ma za mało informacji.
— Cokolwiek! Że tęsknie, że urlop, cokolwiek głupcze! Nie pomyślałeś co ten demon może zrobić? W tej samej chwili równie dobrze może być w Jewell! — Sully spojrzał na wnuka jak na kretyna. Czy Ian w ogóle zabierze głos? Nawet jeśli to wyglądało na sprawę rodzinną to na Astorze spoczęła teraz ogromna odpowiedzialność.
— Wyjaśnij wszystko jeszcze raz, niczego nie pomijając. Jak to się w ogóle stało, że Christian wpadł w sidła demona? Ten chłopak przecież nie znosił słuchania o czymkolwiek co jest nadnaturalne. Pamiętasz jak negował każdą opowieść i wytykał nielogiczność? Nieodrodny syn Johna. — skrzywił się i schował twarz w dłoniach, aby ją po chwili przetrzeć. Astor bezbłędnie odsiał plewo od ziarna, rezygnując z Thomasa a zachowując Christiana. Sully nie potrafił rozumieć czym kierował się zięć. W końcu bunt był czymś normalnym i Tom w niczym nie odbiegał od swoich rówieśników. Z biegiem lat pogodził się rozdarciem pomiędzy dwóch wnuków oraz faktem, że John odebrał mu Dahlię i Christiana.
— Nie możemy tego tak zostawić. — powiedział z wyczuwalną rezygnacją. Wstał, chwiejnie ale wstał! I zniknął w sąsiednim pomieszczeniu. Łudził się, że znajdą jakieś informacje w książkach.
Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 34
PRACA : Grafik komputerowy
PD : 17
Age : 34
Słuchał tego co mówili Sullivan i Thomas z niejakim niedowierzaniem. Nie rozumiał jak jakiś demon mógł być aż tak nierozważny by w ogóle opętać członka rodziny Łowców. Owszem słyszał o takich przypadkach. Nawet ojciec mu o jednym takim opowiadał. Niestety na egzorcyzmach się za bardzo nie znał gdyż jego rodzice nie zdążyli mu tej wiedzy przekazać ale zawsze mógł się wtedy udać do starszego Łowcy i poprosić go o pomoc. Owszem wiedział o tym, że członkowie rodziny czy bliscy opętanego nie powinni brać się za wypędzanie demona ale po części rozumiał Thomasa. Sam nie wiedział jakby postąpił gdyby dowiedział się, że ktoś z jego rodziny padł ofiarą opętania. Na pewno próbowałby mu pomóc ale sama myśl o tym, że ktoś może mieć tak silną wolę, by kontrolować demona była dla młodego Łowcy czymś niezwykłym. W sumie miał nawet pomysł jak to sprawdzić ale wydawał mu się bardzo głupi. Ok, jego rodzina mówiła mu zawsze, że nie ma głupich pomysłów jeśli chodziło o nadprzyrodzone istoty ale to akurat wydawało się Ianowi naprawdę bardzo nierozważne.
- Milczałem ale chciałem dowiedzieć się czegoś więcej o członku waszej rodziny. Wiem, że nie powinno się egzorcyzmować krewnych gdyż w każdym przypadku kończy się to porażką ale jeśli Thomasowi udało by się na tyle osłabić demona, by Christian mógł przejąć nad nim kontrolę może udałoby się go wypędzić innymi metodami. Nie jestem pewny ale być może gdy osłabimy istotę, która dokonała opętania może naczyniu uda się przejmować nad nim chwilowo kontrolę. Być może mam nawet pomysł by sprawdzić czy moje przypuszczenia są słuszne ale musiał bym zbliżyć się do Christiana. – powiedział stojąc oparty o ścianę. Cóż nie wiedział czy to co planował ma w ogóle jakikolwiek sens ale jeśli wszystkie istoty nadnaturalne wykazywały brak odporności na srebro to być może jego bat mógł przynieść odpowiedź. Pewności stuprocentowej nie miał oczywiście jednak jeśli miałby możliwość sprawdzić swoją dość szaloną teorię w praktyce może coś by z tego wyszło.
- Może uznacie mnie za szaleńca ale słuchając waszych rozmów wpadłem na pomysł jak sprawdzić czy demon kontrolujący waszego krewnego jest rzeczywiście taki słaby czy po prostu wasz krewny jest w stanie jakoś go kontrolować. Pomyślałem, że gdyby Christian dotknął mojego bata i ten by nie zrobił na nim żadnego wrażenia można być może sądzić, że demon budzi się w nim tylko w określonych sytuacjach. Nie wiem czy to coś by dało ale jeśli tak właśnie jest można, by było spróbować doprowadzić do otwartej konfrontacji z demonem który zamanifestuje swoją obecność w ciele Christiana i w czasie walki z nim odprawić ponownie egzorcyzmy. Owszem jest to ryzykowne ale być może mogłoby się udać. – powiedział patrząc to na Thomasa to na Sullivana. Oczywiście to była tylko teoria. Lecz gdyby demon został osłabiony po pierwszej próbie egzorcyzmów to może przy drugiej nie trzeba byłoby używać bardzo drastycznych środków i Christian mógłby wyjść z tego cało. Ale czy tak było Ian nie wiedział. Ba nawet nie był pewny swojej teorii.
Powrót do góry Go down
avatar
WIEK : 38 lat
PRACA : mechanik samochodowy
PD : 32
SKĄD : Jewell
Wiedział, jak to wygląda. Wiedział, jak to wszystko brzmi. I nie zmieniało to niczego. Stało się. Nie mógł już cofnąć czasu, choć niczego w tej chwili bardziej nie pragnął. Sam nie wierzył, że Christian może panować nad demonem, ale przecież widział to na własne oczy. Opętani nie zachowywali się w ten sposób, a według wszelkich zasad logiki powinien był tego nie przeżyć. Chyba, że demon miał jakieś plany, tego też nie należało wykluczać.
- Zabezpieczyłem dom - mruknął. Był spokojny. Całą złość już spożytkował, niewiele jej mu zostało, poza tym zasłużył sobie na każde wyzwisko, jakie padło ze strony Craina. Może normalnie byłby zły sam na siebie, że go zawiódł. Teraz był jednak zwyczajnie wściekły sam na siebie, że naraził Christiana, Julie, Aleksa, wszystkich. To było najgorsze.
- Bo jest kretynem - odwarknął w odpowiedzi. Złość jednak nadeszła. - Cholernym kretynem, który bawił się tabliczką oujia. Był wtedy słaby, wiesz, jaki jest ojciec... Choć oczywiście go nie zostawi, bo przecież rodzinne dziedzictwo - wywrócił oczami na samą myśl o tym. Odetchnął głęboko, chcąc uspokoić wściekłość, która go dopadła. - Chciałem to załatwić jak najszybciej, zanim demon zdąży go wyniszczyć. I to się na mnie zemściło - pokręcił głową, krzyżując ręce na torsie. Odprowadził Sully'ego wzrokiem, wołając, czy mu nie pomóc. Zależy ile tych książek zamierzał tutaj przywlec.
Wysłuchał Iana w ciszy. Nie był pewny składu jego broni, ale demony to nie srebra się bały, a żelaza. Pewnie miał tam jakąś domieszkę tego metalu, ale obawiał się, że mogłaby być zbyt słaba, by podziałać na jakiegokolwiek demona. W jednym miał jednak całkowitą słuszność.
- To właściwie trochę wyglądało, jakby ten demon budził się tylko w pewnych momentach - podchwycił. - Tylko czy jest możliwe, żeby w tych momentach, kiedy był uśpiony, był odporny na sól, na wodę święconą? Próbowałem tego wszystkiego i nic - skinął ręką na de Garaya, by poszedł razem z nim do pomieszczenia obok, gdzie Crain zgromadził pokaźną bibliotekę.
- Kontrolowanie demona brzmi jak szaleństwo, to niemal niemożliwe. Chyba, że demon faktycznie jest jakoś osłabiony. Z drugiej strony miał przecież kilka miesięcy na dojście do siebie... To się wszystko nie trzyma kupy - odezwał się jeszcze.







Maybe the only difference between you and a demon is
your hell is right here
Powrót do góry Go down
[MG] Suspiria
Mistrz Gry
avatar

PD : 13
W odpowiedzi na wszystko, Sully prychnął i machnął ręką jakby chciał aby dali mu święty spokój. Już nie powiedział na głos Thomasowi tego, że skoro połowa rzeczy nie działała na demona to zabezpieczenia stawały pod znakiem zapytania. Musieli przyjrzeć się Christianowi dokładniej i opracować plan. Demonów nie należało lekceważyć, nawet przy podejrzeniu, że były osłabione.
— Doceniam kreatywność Ian ale nie sądzę, abyś był w stanie zbliżyć się do niego bez uszczerbku na zdrowiu. — Sully nie był przekonany do jakiegokolwiek dotykania bata. Srebro nie wyrządzało demonom  krzywdy. Sól i żelazo stanowiły podstawę arsenału przeciwko siłom nieczystym. — Jeśli jest tam mój wnuk to nie skrzywdzi Thomasa, ale przy tobie nie będzie miał oporów. Zwłaszcza gdy poczuje się zagrożony. Wie trochę o łowcach, a jeśli demon się z nim komunikuje to jest dodatkowo dla nas niebezpieczny. — spojrzał na mężczyzn, którzy przyleźli do biblioteczki za nim. Nie chciał tracić ludzi przez nieostrożność. Łowcy byli dla siebie jak rodzina. — Jeśli poznalibyśmy prawdziwe imię demona to zyskalibyśmy nad nim przewagę. — spojrzał na swojego wnuka, a po chwili na Iana. — Zrobimy tak. Ja poszperam, wy się do tego czasu nie zbliżycie do Christiana. Nawet jeśli sam szukałby kontaktu. Zrozumiano? — szczególnie ty Thomas, mówiło surowe spojrzenie emeryta.
— Mam dla was zlecenie. Warto to sprawdzić. W Tierra del Mar w ciągu ostatnich dwóch tygodni doszło do dziwnych zdarzeń. Siedem zgonów - wszyscy umarli na zawał. Nie mieli takiego szczęścia jak ja. — Sully klepnął się w pierś bez humoru. — Nie było w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że wcześniej nie chorowali, są w różnym wieku i część prowadziła o wiele zdrowszy tryb życia ode mnie. Tierra del Mar jest po drodze do Astorii więc jak nic nie znajdziecie to nie będziecie nadrabiali drogi.
Powrót do góry Go down
avatar
WIEK : 38 lat
PRACA : mechanik samochodowy
PD : 32
SKĄD : Jewell
Re: Knickerbocker - Loans & Curios (Salem, OR) ψ Pią Lis 30, 2018 12:22 pm
Thomas sam sporo by oddał za odrobinę świętego spokoju, ale skoro był taki kretynem, to teraz musiał wypić piwo, którego sobie nawarzył. Był wściekły, że musi w to wszystko mieszać Sullivana, który nie był już tak młody, co kilkadziesiąt lat temu i nie cieszył się już takim zdrowiem. Nie chciał dokładać mu zmartwień. Wziął pod rozwagę słowa dziadka o imieniu demona. Do egzorcyzmów nie było potrzebne, to i się tym aż tak nie kłopotał, chcąc załatwić sprawę jak najszybciej. Wyglądało na to, że trzeba będzie poskładać elementy tej układanki. Nie było ich zbyt wiele. Poleganie na strzępkach informacji, którymi demon zechciał się podzielić, a równie dobrze mógł łgać, nie było zbyt zachęcające.
- Wiem... Ale im dłużej zwlekamy, tym większe prawdopodobieństwo... - przerwał. Jakoś nie chciało mu przejść przez gardło, że tym większe prawdopodobieństwo, że Christian z tego nie wyjdzie. W ogóle nie brał pod rozwagę takiej możliwości.
- Zawał? - Zmarszczył brwi, całkiem chyba wdzięczny za możliwość zajęcia myśli, które od kilku dni nieustannie krążyły wokół brata, czym innym. Niewesoły żart Sully'ego jego również nie rozbawił. - Tierra to nie jest duże miasto, siedem trupów i takie okoliczności to raczej mało prawdopodobny przypadek - mruknął. W odmętach pamięci starał się odszukać podobny przypadek, ale nic nie przychodziło mu do głowy. Jaka istota mogłaby powodować zawał? Zakładając oczywiście, że to sprawka jakiegoś potwora. Czasem życie pisało najdziwniejsze scenariusze.
- Ofiary był ze sobą jakoś powiązane? - Zapytał. Wyjął telefon i sprawdził na mapie, jak najszybciej tam dojechać.







Maybe the only difference between you and a demon is
your hell is right here
Powrót do góry Go down
[MG] Suspiria
Mistrz Gry
avatar

PD : 13
Wiedział również i on. Pozostawało mieć nadzieję, że Christian wytrzyma i dokona się cud. Wiara była łowcom bliska. Nie mogli się poddać, ani tym samym zaprzestać swojej misji. Sullivan wyjął jedną z książek o zniszczonym grzbiecie, otworzył i kichnął.
— Zawał. Lepiej żebyście zdążyli przed policją stanową, bo podobno już ich tym zainteresowano. — miał swoje wtyki i znajomości w różnych sferach. Umiejętność tą starał się wczepić Thomasowi. W ich branży kontakty towarzyskie zwracały się tysiąckrotnie i lepiej na tym wychodzili, niż gdyby mieli być totalnymi outsiderami.
— Nic na to nie wskazuje. Na miejscu skontaktujcie się z Boo Randolphem. To mój stary znajomy, łowiłem z nim kiedyś prawdziwe ryby. Jest weteranem wojny w Wietnamie i straszny z niego gawędziarz. Jedną z ofiar jest jego piętnastoletnia wnuczka, Amanda. Zarzeka się, że była okazem zdrowia. — podszedł do biurka i na kartce papieru zapisał Thomasowi adres oraz numer telefonu.
— Będziemy w stałym kontakcie. Uprzedź Julie, żeby się nie martwiła.


zt dla wszystkich.
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Sponsored content
Powrót do góry Go down
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry Strona 1 z 1
Skocz do: