Napisz nowy tematTen temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
Raven Connors [CZŁOWIEK]
avatar

WIEK : 31
PRACA : Stróż prawa
PD : 19
SKĄD : Jewell
Raven Connors [CZŁOWIEK] ψ Sob Lis 24, 2018 2:57 pm

Raven Connors

ft. Jaimie Alexander


❝ DANE POSTACI ❞


Urodziny: 13/01/1987

Wiek: 31

Pochodzenie: Jewell

Stan cywilny: wdowa

Status: przeciętny

Wyznanie: judaizm

Zawód: policjantka

Rasa: człowiek


Zalety:
odważna, obdarzona intuicją, uparta, pewna siebie

Wady:
cyniczna, ma patologiczną skłonność do ryzyka, nie przepada za kontaktem fizycznym, ma problemy z zaufaniem

Uzależnienia: media społecznościowe, papierosy


❝ STATYSTYKI ❞


Siła: 5

Wytrzymałość: 15

Spostrzegawczość:  20

Zwinność: 10



❝ HISTORIA POSTACI ❞

Podobno miałam być chłopcem. Jeszcze jako kilkuletni brzdąc pamiętam niebieskie ściany pokoju, który zmienił kolor na zielony, kiedy tylko Jess zamiast za mną pełzać, nauczyła się chodzić. Właściwie to nie wiem, dlaczego to zrobili. Nie miałam nic przeciwko niebieskiemu. Lubiłam ten kolor. Mój pierwszy mundur Akademii Policyjnej także był niebieski, z tym, że było to już wiele lat później. Wcześniej, w szkole, wprawiałam się w zawodzie sanitariuszki, że tak to ujmę.

Zdecydowanie, nie byłam dobrym dzieckiem. Pierwszą świąteczną zastawę stłukłam w wieku lat czterech, pierwszego zęba wybiłam jednemu chłopcu w szkole około piątej klasy podstawówki. Na przerwie pociągnął Jess za warkocz, aż uderzyła łokciami w ławkę – miał niesamowitego pecha, że akurat miałam nieprzyjemność ujrzeć to na własne oczy, inaczej pewnie później, gdzieś w kącie wytargałabym go jedynie za włosy, by popamiętał. Wtedy właśnie nauczyłam się zawsze nosić przy sobie przynajmniej podstawowe opatrunki. Raz, kiedy wyczytałam o alternatywnym zastosowaniu podpasek w czasie wojny, podprowadziłam mamie pół paczki, by w razie kolejnej szkolnej masakry móc okleić nimi Jess po czubki palców.  Jeszcze nim starzy się przekręcili, trochę jej matkowałam. Nigdy się o to nie wkurzała. Całkiem sprytnie rodzice wdrukowali mi model opieki nad młodszą, który przydał się, kiedy już odeszli. To było bodajże w 2001.

Potem przyszła ciotka Adela i nasza wieczna wojna o metaforyczny kawałek przestrzeni do życia. O ile relacja z nią była znośna, kiedy nie musiała udawać mojej matki, o tyle później za moją sprawą doliczyła się kolejnych kilkunastu zmarszczek na podstarzałej twarzy. Nie robiłam tego złośliwie, jedynie wyznaczałam własne granice - zawsze konsekwentnie i bezkompromisowo. Adela mogła przywyknąć i zaakceptować, albo walczyć - wybrała to pierwsze i w końcu zawarłyśmy rozejm. Razem wychowałyśmy Jess na słodką, niewinną pannę. Adela usiłowała nauczyć ją wyszywać, robić przetwory i inne babskie rzeczy, ja zaś? Gdzie kopać, kiedy chłopcy ciągną za warkocze.

Nawet dość znaczące różnice zdań w pewnych kwestiach nigdy nie popsuły naszego kontaktu, choć mogły – jak nieraz psuły go w przypadku mojej relacji z Adelą. Podstawową różnicą w naszym światopoglądzie była od zawsze kwestia relacji i małżeństwa – nigdy nie widziałam się w roli matki, czy nawet opiekunki domowego ogniska. Może po prostu czułam, że już jedno dziecko przecież odchowałam, więc po co mi więcej? Może. Będąc ze sobą absolutnie szczerą – nawet kwestia zamążpójścia była decyzją bardziej pragmatyczną, niźli podjętą w porywie namiętności. Było to już jakiś czas po wyjeździe z Jewell. Rodzinne miasto opuściłam po 21 urodzinach.

Astorii najbliżej było do mojej wyśnionej Ziemi Obiecanej. Przy tym na tyle blisko Jewell, by nie stracić kontaktu z Jess, zawsze pojawić się na święta, jeśli tylko służba na to pozwalała. Szybko okazało się, że to nie takie proste, a z roku na rok stawało się coraz trudniejsze. Problemów w mieście nie ubywało, papierkowa robota zabierała zbyt wiele snu, a ja potrzebowałam czasem po prostu mieć kogoś swojego. Na miejscu. I tak w 2014 roku trafiłam do "młodego i dynamicznego zespołu" wydziału zabójstw. Twardogłowi funkcjonariusze stamtąd może nie byli idealnymi towarzyszami rozmów, ale zaryzykowałabym stwierdzenie, że znają się na swojej pracy. Jednym z nich był Rob. Kilkuletni staż pracy w wydziale niewątpliwie wyrobił w nim pewną siłę perswazji, w jakiś sposób bowiem sprawił, że po zaledwie roku nosiłam na palcu pierścionek zaręczynowy. Połowa personelu zdawała się być lekko zdegustowana wewnątrzwydziałowym mariażem, druga połowa zaś miała to odrobinę gdzieś. Wiosną 2015 roku sformalizowaliśmy wszystko cichym ślubem, na dosłownie kilka miesięcy przed tragedią, która znów miała dotknąć naszą małą, dysfunkcyjną rodzinkę. Rzuciwszy wszystko, w tym świeżo poślubionego męża, wróciłam do Jewell. Do siostry i umierającej Adeli.

Może to tylko przypadek, że wszystko spadło na mnie w tak niewielkim odstępie czasu, może to przez olanie ostatniej Chanuki, ale gdy wyjechałam do rodzinnego domu, już nie miałam do kogo wracać, choć w tamtym momencie jeszcze nie byłam tego w pełni świadoma - prawda wyszła na jaw miesiąc później, zwykłym przypadkiem. Rob jak krewki był przy zaręczynach i później zaślubinach, tak był i po wielokroć później, kiedy do naszego małżeńskiego łóżka wpuszczał kolejne kobiety, zapewne słodko nieświadome mojego istnienia. Przyłapując go na zdradzie, wpadłam w dziką furię, której błogi kres nastał dopiero, gdy ostatnia rzecz należąca do Roberta Connorsa wylądowała przez okno na ulicy. Mimo rozstania w atmosferze skandalu, nigdy nie wzięliśmy rozwodu. Jedynie po długich tygodniach milczenia i obojętnego spoglądania gdzieś ponad ramieniem przy każdym powitaniu, podjęliśmy dialog, który zaowocował kompromisem. Relacji tej daleko było do cukierkowej, satysfakcjonowała jednak nas oboje w dostatecznym stopniu. To wystarczało, bym ze łzami w oczach wygłosiła mowę na jego pogrzebie, gdy tragicznie stracił życie.

Astoria nie była już dla mnie takim samym miejscem. Mieszkanie opustoszało ze wszystkich pamiątek, zdjęcia i medale pochowałam w pudła. Biurko Roberta zostawiłam do uprzątnięcia współpracownikom. Przymusowy urlop spożytkowałam na zatarcie po sobie śladów bytności w tym cuchnącym śmiercią mieście, by opuścić je już pierwszego dnia listopada. Pierwsze zadanie- przekonać miejscowego szeryfa o tym, jak bardzo potrzebuje tutaj kogoś takiego, jak ja. Odpoczynek mi się przyda, a co może być bardziej trafną definicją odpoczynku, niż wcinanie pączków w lokalnym komisariacie? I znów będę mogła być blisko Jess. Nareszcie.


❝ INFORMACJE DLA MISTRZA GRY ❞




Memento Mori
Powrót do góry Go down
[MG] Misery
Mistrz Gry
avatar
PD : 3
Re: Raven Connors [CZŁOWIEK] ψ Pon Gru 10, 2018 10:25 am
Memento Mori
de mortuis nihil nisi bene

Akcept!

Twoja karta została zaakceptowana!
Twojej postaci zostaje przydzielony

bonus +10 do zwinności

Zapoznaj się z mechaniką.
Wraz z kolorem uzyskujesz dostęp do organizera. Pamiętaj o założeniu informatora oraz korespondencji.

W razie niejasności, prosimy o niezwłoczny kontakt na pw.

[MG] Misery



(c) D?NDELION
Powrót do góry Go down
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry Strona 1 z 1
Napisz nowy tematTen temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedziSkocz do: