Napisz nowy tematTen temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
Jessie Chapman [człowiek]
avatar

WIEK : 27
PRACA : pielęgniarka
PD : 42
SKĄD : Jewell
Jessie Chapman [człowiek] ψ Sob Lis 24, 2018 6:59 pm

Jessie Chapman

ft. Segovia Amil


❝ DANE POSTACI ❞


Urodziny: 23/06/1991

Wiek: 27

Pochodzenie: Jewell

Stan cywilny: panna

Status: przeciętny

Wyznanie: judaizm

Zawód: pielęgniarka

Rasa: człowiek


Zalety: uczciwa, lojalna, rzadko łamie dane słowo, odważna

Wady: nieco zgorzkniała, zamknięta w sobie - nie łatwo do niej dotrzeć; może wydawać się nawet niesympatyczna

Uzależnienia: dostęp do internetu, wieczorny papieros i herbata z rumem


❝ STATYSTYKI ❞


Siła: 10

Wytrzymałość: 10

Spostrzegawczość: 15

Zwinność: 15



❝ HISTORIA POSTACI ❞

Kiedy się rodziła była już późna noc. Czerwcowe powietrze sennie osiadało na gałęziach, liściach i źdźbłach trawy by nad ranem zmienić się w tysiące małych kropel rosy. Dzieckiem była mało problematycznym: niewiele płakała, równie niewiele chorowała. Nie rozbijała też wazonów, nie grymasiła przy obiedzie, nie biła kolegów czy koleżanek. Od zawsze była przeciwieństwem swojej starszej siostry. Ręce zawsze miała umyte gdy mama wołała na kolację, rajstopki dziurawiła rzadko i zawsze sprzątała po sobie zabawki. Choć tak jednak różna od Raven, wpatrzona była w nią jak w obrazek. Z podziwem i pewną dozą zazdrości patrzyła jak starsza wspina się po drzewach czy ściga na rowerze z chłopcami z sąsiedztwa. Mimo to Jessie wolała spokojniejsze zabawy, takie jak wyprawienie lalkom przyjęcia albo budowanie zamków z klocków. Zabawa w chowanego również zdawała się być bezpieczniejszą.
Kilka domów obok, w Jewell, panienki Chapman miały ciotkę, Adelę. Rodzice zostawiali u niej dziewczynki gdy gdzieś wyjeżdżali. Na obiad zawsze dostawały naleśniki z czekoladą a na śniadanie owsiane ciastka. Dom kobiety był jednym ze starszych w miasteczku. Pomalowany błękitną farbą, z szarymi dachówkami nie przyciągał ciekawskich spojrzeń. Różane krzewy rosnące w ogródku za to od lat wzbudzały zazdrość sąsiadek.

Ciotka Adela.
Ciotka Adela, jak mówiły do niej dziewczynki, była tak naprawdę ciotką ich matki. Była też najbliższą rodziną, jaką Chapmanowie mieli w okolicy. Jej ciemne, gęste włosy poprzetykane były siwymi pasmami, twarz miała przyozdobioną cienką, niemal pajęczą siateczką zmarszczek. Latem zawsze wracając z targu przynosiła w koszu lśniące krwawą czerwienią czereśnie i ciemne jak wieczorne niebo borówki, których słodyczy nie sposób zapomnieć. Niekiedy przynosiła ze sobą również wiązkę ziół, które następnie zawieszała w kuchni i suszyła. Mięta, rozmaryn, poprzetykane silnym zapachem lawendy i tymianku. Aromaty mieszały się ze sobą drażniąc przyjemnie nozdrza. Okres jesienno-zimowy przeznaczała Adela na wełniane robótki. Wszelkie rodzaje włóczki w jej rękach podporządkowywały się palcom, drutom czy szydełku. Nie było świąt, podczas których rodzina nie została obdarowana kolejnym szalem, czapką, rękawiczkami czy swetrem. Wydawałoby się, że nie ma rzeczy, której Ciotka Adela nie potrafi zrobić.

* * *

- Co tam piszesz? – zapytała Raven widząc jak młodsza skrupulatnie notuje coś w pamiętniku. Prowadziła bowiem od pewnego czasu notatnik, w którym ciągle zapisywała kolejne kartki. Charakter pisma miała Jenny paskudny i do końca życia nie miało się to zmienić, jednak starsza zawsze potrafiła ją rozczytać.
- Nic, zostaw! – pisnęła. Nie zdążyła mocno złapać, stojąca obok Raven złapała za zeszyt i zaczęła czytać.
– Będzie potrafił żonglować i gwizdać na dwóch palcach. Będzie ubierał zawsze dwie różne skarpetki. Będzie odważny i dzielny i będzie walczył z potworami. Co? Co to? – zaśmiała się.
- Oddaj, hej! – zacisnęła usta, gdy siostra czytała zapiski. Nie była jednak zła o to, że czyta jej pamiętnik. Bardzo często czytała jej na głos to, co napisała. – To życzenie! Nie widziałam żadnej spadającej gwiazdy, więc je zapisuję, żeby nie przepadło – odparła brzmiąc tak przemądrzale, jak tylko mogła brzmieć ośmioletnia dziewczynka.
- Będzie walczył z potworami? Przecież one nie istnieją!
- Tak?! To dlaczego nie wystawiasz w nocy stóp za kołdrę, co? – wzburzyła się. – Bo się boisz, że cię złapie za palec!
- Wcale, że nie! Po prostu mi zimno w stopy! A po co ma umieć żonglować?
- Bo super jest zobaczyć jak ktoś żongluje pomidorami do śniadania! Jak mam mieć męża, to ma być taki super, jak tata!

* * *

Zmiany.
Była lipcowa noc, kiedy do drzwi domu ciotki Adeli zapukała policja. Dziewczynki znów u niej nocowały; Isaak i Helen pojechali na jakieś przyjęcie w Astorii. To miała być tylko jedna noc. Jedna noc przed rodzinnym wyjazdem do Miami. Zamieniła się w resztę czasu. Isaak zginął na miejscu, Helen jeszcze przez dwa dni walczyła o życie w szpitalu. Jessie i Raven zostały prawnie przydzielone pod opiekę ciotki Adeli. Miały wtedy dziesięć i czternaście lat. Pierwsze miesiące nie były łatwe zarówno dla dziewczynek jak i dla Adeli. Naleśników z czekoladą nie można było jeść codziennie, jak i na śniadanie zajadać ciastek. Nie można pić co środę kakao o północy (to, akurat, Adela cały czas praktykowała).

Siadały nie raz na łóżku ukryte pod poszwą na kołdrę. Wystarczyło włączyć wiatrak, przystawić go do materaca i przypiąć do stalowej osłonki krawędź materiału. Po chwili tworzył się powietrzny namiot. Było to miejsce pełne wyjawionych sekretów, wyrzuconych z siebie smutków i radości. Różnica wieku z czasem zacierała się ustępując siostrzanej relacji. Raven jako starsza miała nieco trudniej. Jessie wchodziła w dalsze życie mając już utarte ścieżki. Kryła starszą siostrę gdy ta wymykała się z domu, zawsze znajdowała słowo na jej obronę gdy wpakowała się w kłopoty.
Gdyby niebo, na które patrzymy miało runąć i przepaść, albo góry miałyby wpaść do morza - będę przy tobie.

* * *

- Nie dam rady.
Powiedział już po raz któryś w ciągu tego dnia. Był zmęczony. Przestali ze sobą rozmawiać; nawet na siebie nie patrzyli. Napięcie rosło od dłuższego czasu. W końcu coś pękło. Musiało.
- Na pewno zmieścisz się w tę torbę? - zapytała. Stała oparta o próg sypialni ze skrzyżowanymi na piersi ramionami. Patrzyła gdzieś w kąt pokoju. Wszędzie, byle nie na niego.
- Cokolwiek. Najwyżej wezmę siatkę. Albo się wrócę. Co za różnica?
W odpowiedzi wzruszyła jedynie ramionami. Przez kilka miesięcy snuła się po domu jak duch. Zarówno on jak i Adela wiedzieli dlaczego. Im też nie było łatwo. Ale tego nie dało się naprawić. Jedyną sensowną opcją było odejście, inaczej nie dadzą rady. On to wiedział wiedziała i ona. Nawet nie próbowała go zatrzymać. Nie było o co walczyć.
W końcu się poruszyła. Odeszła od framugi i usiadła w granatowym fotelu obok łóżka. Misternie wykonany, na drewnianych nóżkach. Kupowali go razem. Wyciągnęła z kieszeni paczkę papierosów, wyciągnęła jeden i zapaliła. Opakowanie rzuciła na materac.
- Gdzie popielniczka?
Podał przedmiot bez słowa. Nie było już o czym mówić.

* * *

Z ciotką żyły przez kolejne naście lat. Raven wstąpiła do policji, poznała swojego męża, wyjechała z Jewell. Jessie pozostała w miasteczku dłużej. Nie dostała stypendium, nie dostała się też na studia. Finalnie zdecydowała pójść do collegu, wyszkolić się w pielęgniarskim fachu. Od dawna mówiło się, że to poszukiwany zawód; liczyła więc na pracę niemalże od ręki. Kursowała więc pomiędzy Jewell a Astorią. Najpierw na zajęcia, później do pracy. Większe miasto, większe zarobki. Od czasu do czasu ścierała się z lekarzami, którzy traktowali ją z góry, jako gorszą od siebie. Jak z resztą każdą pielęgniarkę. W końcu to nie one były po studiach, to nie one operowały ludzi. Wykonywały tylko polecenia. Za sobą ma kilka lat doświadczenia, zdarzyło jej się też asystować przy operacjach. Pobieranie krwi, wbijanie igieł w ciała, dawkowanie i dobieranie leków jest jej codzienną rutyną.
Rok 2015 miał być tym szczęśliwym. Miała pracę, świeży związek, w końcu jakieś większe plany na przyszłość. W domu miał się pojawić nie jeden, ale dwóch nowych lokatorów. Nie udało się. Wszystko runęło jak domino, klocek po klocku, raz za razem. Związek nie przetrwał próby, Ciotka Adela podupadła na zdrowiu.
Sposępniała w ostatnich latach. Po śmierci ciotki została sama w dużym domu. Towarzystwa dotrzymywał jej łysy kot, który upatrzył sobie długie drzemki na kuchennym parapecie. Tuż pod suszącą się wiązanką lawendy. Gdy pogoda dopisuje młoda kobieta siada na werandzie, okryta kraciastym pledem, z kubkiem herbaty w dłoni. Już od dłuższego czasu dolewa do niej rumu, wcale nie mało. Z trzymanego w dłoni papierosa unosi się strużka dymu. Wydaje się być zmęczona wszystkim, zła na świat bez żadnego konkretnego powodu. Dobiegająca z wnętrza domu muzyka z głośniczka starego gramofonu jest pogodna. Nina Simone śpiewa o tym, że czuje się dobrze. Jessie się tak nie czuje, ale mimo to jest spokojna.




❝ INFORMACJE DLA MISTRZA GRY ❞




Memento Mori
Powrót do góry Go down
[MG] Misery
Mistrz Gry
avatar
PD : 3
Re: Jessie Chapman [człowiek] ψ Pon Lis 26, 2018 8:14 pm
Memento Mori
de mortuis nihil nisi bene

Akcept!

Twoja karta została zaakceptowana!
Twojej postaci zostaje przydzielony

bonus +5 do spostrzegawczości

Zapoznaj się z mechaniką.
Wraz z kolorem uzyskujesz dostęp do organizera. Pamiętaj o założeniu informatora oraz korespondencji.

W razie niejasności, prosimy o niezwłoczny kontakt na pw.

[MG] Misery



(c) D?NDELION
Powrót do góry Go down
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry Strona 1 z 1
Napisz nowy tematTen temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedziSkocz do: