Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
Dom Herveaux i okolice || Long Beach, WA
[MG] Suspiria
Mistrz Gry
avatar

PD : 13
Dom Herveaux i okolice || Long Beach, WA ψ Nie Gru 02, 2018 10:15 pm

Dom Herveaux i okolice
⇜  ograniczona ⇝

Nowoczesna architektura wyróżnia to domostwo na tle zwyczajnych domków w Long Beach. Edwin Herveaux wybudował go za gotówkę ledwie cztery lata temu. Dokładnie wtedy zaczął pracę dla Far-Logistic. Dom znajduje się w lesie, a najbliższe sąsiedztwo oddalone jest o piętnaście mil. Za budynkiem poprowadzono szlak, którym można dojść do jaskini i opuszczonego placu kempingowego (10-25 mil).

Pora dnia: wieczór (po 22), 4 listopada 2018. Mżawka.
Mieszkańcy: Edwin (48), żona Alisha (42), córki Penelope (19), Sarah (15), Judith (12), syn Gustav (2) oraz dwa psy i kot.


48h na odpis

⇜ code by bat'phanie ⇝
Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 30 || 133
PRACA : biznesmen
PD : 49
SKĄD : Meksyk
4


Minęły raptem dwie doby, odkąd znany mu dotąd świat runął. Utkane misternie przeświadczenie, że przeszłość była martwa, zostało porwane na strzępy w raptem kilku zdaniach i spojrzeniach. Myślenie o tym skutkowało jednak tylko zalewem kolejnej fali gniewu, który zamierzał dzisiaj rozładować. Żadnych trupów. Rozkaz Farnese był święty. Nie wykluczało to jednak użycia siły, a choć księgowy nie wydawał mu się godnym przeciwnikiem do czegokolwiek, sam fakt, że wysłano ich aż w trójkę, świadczył o tym, że coś bardzo łatwo może wymknąć się spod kontroli. Był też znacznie spokojniejszy, niż wczoraj. Gdy odrętwienie w końcu go opuściło, pojawiła się złość. Ta była niebezpieczna, zatruwała umysł; posilił się jednak, na kilka godzin pogrążając w poczuciu narkotycznej mocy i mu przeszło. Dzisiaj był gotowy do działania, licząc, że towarzyszący mu demon i wampir są zręczniejszymi dyplomatami, niż on sam.
Pojawił się jako pierwszy. Nadjechał od strony miasta, wlepiając oczy w nawigację. Zatrzymał samochód jakieś 150 metrów od miejsca destynacji, nie chcąc niepokoić swoją obecnością domowników. A w każdym razie, jeszcze nie. Nie spieszył się. Ze schowka wyjął broń i zapiął kaburę, po chwili narzucając na siebie wpierw marynarkę, a potem płaszcz. Nie potrzebował dodatkowego okrycia, ale śmiertelnicy mieli irytującą manierę zwracania uwagi na takie detale. Wysiadł z samochodu i rozejrzał się po terenie. Mżawiło; próbował wychwycić wszelkie zapachy unoszące się w powietrzu, które mogły alarmować o czyjejś obecności. Co prawda najbliższe domy znajdowały się daleko, a pogoda nie nastrajała na spacery, ale niczego nie dało się wykluczyć. Ruszył w stronę domu, stapiając się z ciemnością, wypatrując świateł wskazujących na to, że lokatorzy są w domu. Wszak pora jeszcze młoda. Nie zbliżał się tam jednak zanadto, oczekując na pozostałą dwójkę.

| ekwipunek: legalny glock 34 gen.4 kaliber 9x19mm (naładowany, z tłumikiem), trzy magazynki zapasowe (17+2), multitool, portfel z fałszywymi papierami i gotówką, kluczyki do samochodu, smartfon, piersiówka z krwią

+ rzucam na spostrzegawczość (+5, +15)






wątki
For now, I'll let you muzzle me. If only to see the horror on your faces when I rip you apart with my claws.
Powrót do góry Go down
Los
Konto Techniczne
avatar
PD : 26
The member 'Santiago Medoni' has done the following action : Rzut kostkami


'Rzut k100' : 51
Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 29
PRACA : detektyw
PD : 28
#3

Listopad osnuwał zachodnie wybrzeże zimną, lepką mgłą. Rzadko przykładała uwagę do pór roku i miejsc w których przyszło jej wypełniać wolę samego Lucyfera. Panta rhei. Wszystko przemijało, nawet budynki i świadectwa oświeconych. Persefone z niecierpliwością oczekiwała wiadomości od Caima więc gdy ta w końcu nadeszła, nie zawiodła go swoim oddaniem. Uzyskawszy informacje o przyszłych towarzyszach, pozwoliła sobie na niewielki rekonesans. Zawsze się przygotowywała do zadań żeby uniknąć żenujących sytuacji, a co gorsza zawodu przełożonych. Do tej pory nigdy nie zawiodła i nie zamierzała tego stanu rzeczy zmieniać. Dla Medoniego rozkaz Farnese był święty. Dla Persefone rozkaz Miltona był jeszcze czymś innym. Za samo jego słowo, gest oddałaby własne życie. Już dawno przestała przywiązywać się do ciała jakie posiadała za każdym razem, gdy traciła poprzednie. Pod dom Herveauxa przybyła od strony Long Beach, pozostawiając tam swoje świeżo zakupione auto. Santiago mógł już z daleka wyczuć jej obecność. Szła niespiesznym krokiem wzdłuż drogi z kapturem narzuconym na głowę. Ubrała się prosto i zwyczajnie. Ciemne spodnie, z parką za udo. W żadnym wypadku nie przypominała śmiercionośnej istoty. Przystanęła na środku drogi patrząc na dom bez szczególnego zachwytu nad jego architekturą. Nie sposób ocenić w jaki sposób dojrzała Santiago.
- Gdzie zgubiłeś chłopaka?

ekwipunek: telefon komórkowy; długie zapałki; metalowa kula o średnicy 6,5 cm; sztylet








Każdy ma takie piekło na jakie zasługuje.
- Persefone
Powrót do góry Go down
[MG] Suspiria
Mistrz Gry
avatar

PD : 13
Santiago. Wielkie okna sprawiały, że mieszkańcy domu byli obdarci z prywatności. Tak jak dawniej hołdowano małym okienkom, firanom i żaluzjom, tak tutaj wszystko było na widoku. Na parterze po prawej stronie od frontu paliło się światło w pomieszczeniu, które na pierwszy rzut oka wskazywało na salon połączony z kuchnią. Telewizor wyświetlał kolorowe, głośne reklamy. Mignęła sylwetka dziewczyny, która nie wyglądała na zadowoloną z faktu, że musi wstać z kanapy. Zniknęła z widoku. Na piętrze panował półmrok. Po skupieniu dało się usłyszeć strzępki rozmów. Pojawienie się Persefone wybiło wampirzy zmysł z rytmu. Była ciepłokrwista i na pierwszy rzut oka nie wyróżniała się niczym od zwykłego śmiertelnika. Otoczenie pozostawało spokojne tak jak psia pogoda. Z domu dobiegały odgłosy przygotowań do późnej kolacji co usłyszeć mogło jedynie wampirze ucho.


Uwaga: zostawiam Was na kolejkę, dwie abyście mogli nawiązać rozmowę i podjąć wspólną decyzję do dalszego działania. Posty w sesji nie muszą być regulaminowej długości.
Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 30 || 133
PRACA : biznesmen
PD : 49
SKĄD : Meksyk
Szklane ściany, szklane ekrany telefonów. Ludzie odzierali się z prywatności na własne życzenie. Obserwował dziewczynę w domu, próbując przypisać jej twarz którejś z córek mężczyzny, po którego przyszli. Mógł jedynie domniemywać, że skoro wstała wyraźnie niezadowolona, być może to jakiś inny domownik ją zawołał. Chciał nieco lepiej przysłuchać się rozmowom, ale z rozważań wyrwał go zapach śmiertelnika; jego głowa niemal automatycznie zwróciła się we właściwą stronę. Nieznajoma mogła być tak naprawdę kimkolwiek, ale w chwili, gdy otwarła usta, wiedział już, że kimkolwiek zdecydowanie nie jest. Przyjrzał się jej pobieżnie. Istotnie wyglądała zupełnie niepozornie, na tyle, że spotkawszy ją w innych okolicznościach, najpewniej nie omieszkałby zrobić sobie z niej kolacji, mylnie biorąc za zwykłego człowieka. Z pewnością spotkałaby go wówczas niemiła niespodzianka, czy to w postaci zostania krwawą miazgą na ścianie, czy też uzależnienia od demonicznej krwi. Druga opcja nie przemawiała do niego znacznie bardziej.
Zaśmiał się nisko, błyskając zębami. Ciężko było ocenić, czy uwaga faktycznie go rozbawiła.
— No popatrz. A zawsze myślałem, że razem z człowieczeństwem zostawiacie w piekle też poczucie humoru — odparł. Miał łatwy do wychwycenia akcent, charakteryzujący osoby posługujące się na co dzień językiem hiszpańskim. Nie wiedział, gdzie jest Dante i miał nadzieję, że d'Alviano postanowił po prostu pojawić się stosownie spóźniony.
— Machasz odznaką i silimy się na uprzejmość? Ma się obyć bez trupów, księgowego też trzeba dorwać żywcem — powiedział, zwracając na nią czerń spojrzenia. Gdy odpowiedziała, znów wytężył słuch, teraz nie dając się rozpraszać obecnością Persefony. Starał się ocenić, ile osób znajduje się w domu. I co ważniejsze, czy zastali gospodarza.






wątki
For now, I'll let you muzzle me. If only to see the horror on your faces when I rip you apart with my claws.
Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 29
PRACA : detektyw
PD : 28
Zrewanżowała się podobnym uśmiechem, zdecydowanie piękniejszym. Zagryzła wargę chcąc powstrzymać się od nieszczerego śmiechu. Poczucie humoru nigdy nie było mocną stroną Persefone. Akcent wyłapała bez problemu. Był zbyt oczywisty tak jak postać wampira. Schowała dłonie do kieszeni parki, ukazując granatowy golf. Prawa ręka pieściła metalową kulę. Człowiek nie potrafił zrobić z niej właściwego użytku. Demon wręcz przeciwnie. Uniosła brwi w bezbrzeżnym zaskoczeniu jakby nie dosłyszała co takiego do niej mówi.
- Nie mieszam spraw zawodowych z hobby.
Powiedziała to szczerze i poważnie. Oddzielała pracę od obowiązków wyznaczanych przez Miltona. Tym razem miało to dla niej szczególne znaczenie ze względu na poznanie Raymonda Durhama. Po zobaczeniu urywków jego tęsknoty utwierdziła się w przekonaniu, że nie może stracić obecnego naczynia. Łowcy byli dla niej tym czym dla kota była kocimiętka.
- Kto tak zadecydował? Pocałujesz jeszcze w rączkę i przeprosisz, że nachodzisz po nocy? Spodziewałam się większych jaj po Kainicie z Południa.
Posłużyła się płynnym hiszpańskim. Odwróciła głowę od Santiago i zwróciła w stronę domu. Miała inną propozycję. Pomimo ciekawego towarzystwa jakie zapewniał jej wampir, wolała pracować sama. Poleganie na drugiej osobie wprawiało Persefone w dyskomfort nieprzewidywalności. Sobie ufała, bo znała swoje możliwości. Santiago mógł mieć gołębie serce lub przeciwnie, zacząć rywalizować i wychodzić przed szereg. Milton nakazał jednakże współpracę. Pozostawało więc demonowi zacisnąć usta i zaprosić towarzystwo do zabawy.
-Zależy jak lubisz pracować. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby tam po prostu wejść. Możemy odegrać szopkę z zepsutym autem i brakiem zasięgu i poprosić o skorzystanie z ich telefonu. A raczej ja, bo ty wyglądasz na zakapiora, który nielegalnie przekroczył granicę. Zwołamy rodzinkę, jak będą współpracować to nie będzie trupów. Ach, gdzie te stare czasy gdy to żądze brały górę...
Pokręciła głową z udawanym rozczarowaniem. Ją rozkazy Farnese nie ograniczały. Zamierzała dobrać się do księgowego i stosownie go ukarać za kradzież rzeczy należącej do Caima.








Każdy ma takie piekło na jakie zasługuje.
- Persefone
Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 30 || 133
PRACA : biznesmen
PD : 49
SKĄD : Meksyk
Oczywistość nie była zła, zwłaszcza, jeśli była tylko pozorem. Łatwo było zlekceważyć kolejnego imigranta w tym przeklętym mieście. Tak, jak równie łatwo było przegapić Persefonę w tłumie rozentuzjazmowanych młodych kobiet, które liczyły na szybką i piorunującą karierę w wytwórni filmowej. Chyba tylko śmiertelnicy postrzegali wszelką odmienność jako pożądaną, jako coś, czego nie należy tłumić. Bądź sobą oznaczało w przypadku istot nadnaturalnych tyle, co pozwolić sobie na masowy mord. I nie była to Santiago perspektywa jakoś niezwykle odległa. Ale nie po to tu dzisiaj przyjechał.
— Cosimo Farnese tak zdecydował, a o ile nic się nie zmieniło od czterech lat, Edwin to jego pracownik — odparł powoli, również po hiszpańsku, pusty wzrok utkwiwszy w oknach domu. Światła odbijały się w czarnych tęczówkach. Musiał oddać Persefonie sprawiedliwość, że miała nie najgorszy akcent.
Księga należała do Miltona, ale księgowy do Farnese. Skoro więc mieli go nie zabijać, Santiago zamierzał przyłożyć się do tego, by pozostał żywy. Nawet jeżeli marna egzystencja jakiegoś gringo, doprawdy nie mogłaby obchodzić go mniej. Nie umknęło jego uwadze, że Persefona, lekko mówiąc, nie była nastawiona do tej współpracy pozytywnie, przez co odczuł pewien rodzaj satysfakcji. Dobrze było wiedzieć, że nie jest w tym wrażeniu odosobniony, że nie tylko jego to męczy. Cudze towarzystwo go rozpraszało, niezależnie od tego, o kogo by nie chodziło. Nie w jego gestii było jednak kręcić nosem. Zamknij się i rób to, co do ciebie należy, cytując zacnego el patrón, nawet jeżeli Cosimo nie przejawiał podobnego podejścia. Roześmiał się nisko na uwagę o jajach tudzież ich braku, choć jej nie skomentował. Gdyby zaczęło mu zależeć na sprostaniu oczekiwaniom demonów, mógłby sobie równie dobrze odciąć głowę.
— Gdyby to ode mnie zależało, rozszarpałbym im tętnice, wypruł żyły, a księgę wyciągnął z ich martwych ramion. Ale nie zależy — westchnął, wtrącając mimochodem. Gorącej sangre nigdy za wiele. Musiał jednak pamiętać, że nie jest u siebie, a zatuszowanie takiego morderstwa w Astorii byłoby znacznie trudniejsze, niż chociażby w Medelin. Wykonał gest ręką, skrytą za czarną, skórzaną rękawiczką, jakby przepuszczał Persefonę w drzwiach. — A zatem panie przodem. Ja pukam, ty mówisz. — Ruszył powoli w stronę frontowego wejścia. Potrafił bezbłędnie sprawiać wrażenie przystojnego, nieszkodliwego biznesmena o nieco staroświeckich manierach i typowo latynoskiej naturze. Eleganckie ubranie i nieskazitelny uśmiech, wspomagane charyzmą, zwykle były w stanie zamydlić oczy śmiertelnym. Zwłaszcza takim, którzy stawiają sobie podobnie dziwaczny dom w środku lasu.






wątki
For now, I'll let you muzzle me. If only to see the horror on your faces when I rip you apart with my claws.
Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 30/223
PRACA : Biznesmen/Prawnik
PD : 27
SKĄD : Wenecja – Włochy
Nie spieszyłem się z dotarciem na miejsce spotkania, lecz nie wynikało to z braku manier, a raczej podświadomie uważałem iż nie ma co się spieszyć w tej sprawie, która wszak wymaga cierpliwości, nutki subtelności i być może szczypty dyplomacji. Nie miałem po prawdzie przedstawienia tak dokładnego jakie nie wątpiliwie miał Santiago, jednakże instrukcje były jasne. Mimo to będąc od zawszę człowiekiem na szczycie hierarchii naturalnym jest, że jeśli nawet przyjmuje się polecenia to nie traktuje się ich zleceniodawców jak przełożonych, a raczej parterów we wspólnej sprawie. Miałem nadzieję, że pogląd ten również wyznaje Santiago, który chyba chowa delikatny afekt w stosunku do Cosimo. Nie zwykłem wchodzić butami w czyjeś życie prywatne to też nie wypytywałem przyjaciela o to. Jednakże oczywistym było, że sprawa ta śmierdziała kobietą… Co do których w ostatnim czasie nabrałem jeszcze większego respektu bowiem te nawet umrzeć nie mogą spokojnie. A zamiast tego okazuje się, że żona, którą miałeś za zmarłą hasa sobie swobodnie po świecie z jakimś innym typem, a ty dowiadujesz się o tym podczas głupiej narady…
Paskudny uśmiech tłumionej irytacji nagle i bez ostrzeżenia złamał zastygłą w powadze minę jaką przybierałem na co dzień. A stary Jeep wrangler momentalnie przyspieszył. Nagle chciałem się znaleźć jak najbliżej miejsca docelowego i zająć czymś mózg by przestać myśleć o sprawach na które naturalnie nie miałem wpływu.
Nadjechałem od strony miasta parkując wóz w lesie, acz na uboczy tak aby nie rzucał się zanadto w oczy. Ubrany w czarny dres, przeciw deszczową kurtkę – sportową, wyglądałem na biegacza, który zwyczajnie zabłądził w lesie. Wywęszenie Santiago mimo kiepskiej pogody nie stanowiło zbytniego problemu bowiem znałem go dobrze, acz jedynym co myliło był zapach człowieka? Hah, cóż to za podstęp? A może dodatkowy gracz? Nie miałem ochoty na zgadywanki i żwawo ruszyłem w kierunku powoli zarysowujących się wyraźniejszym zapachem dwójki osób, które przypadły widać do siebie słysząc urywki ich rozmów. Zbliżyłem się akurat w momencie kiedy kobieta przemówiła, a po czasie Santiago jej odpowiedział kończąc definitywnie rozważania odnośnie strategi i przechodząc do dzieła. Stanąłem za jednym z drzew w miejscu z którego byłem nie zauważalny dla śmiertelników wszak panowała noc, a warunki pogodowe były takie że i za dnia widoczność była kiepska. Widok jaki stąd miałem idealnie ukazywał nowoczesny dom w praktycznie pełnym zakresie oraz co ważniejsze mogłem zareagować w przypadku, gdyby ich plan nie wypalił.  

Ekwipunek: Przy ciele: Zmodyfikowany Colt 1911 – z zwiększonym magazynkiem i tłumikiem, dwa noże myśliwskie, notes i długopis, piersiówka z krwią. W małym sportowym plecaku: Trzy zapasowe magazynki z amunicją, telefon satelitarny *wszak jesteśmy w dziczy*, mała apteczka, raca.
Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 29
PRACA : detektyw
PD : 28
Re: Dom Herveaux i okolice || Long Beach, WA ψ Pią Gru 07, 2018 7:27 pm
Persefone nie zamierzała brać udziału w przepychankach słownych, nawet jeśli Santiago okazywał się interesującym rozmówcą. Dalsze wydarzenia pokażą czy będą mieli chwilę na wymianę uprzejmości.
Mogłaby się go pozbyć bardzo szybko i samemu załatwić sprawę, lecz wtedy pojawiłyby się pytania i niezadowolenie za nie okazanie należytego szacunku rozkazom. Uśmiechnęła się do wampira, gdy westchnął.
- Kto wie...
Pojawienia się Dante nie mogła zarejestrować w żaden sposób. Odległość oraz jego wampirze ruchy jej to uniemożliwiały. Kwestia ta pozostawała w geście Medoniego. Skinęła głową żeby zabrali się już do roboty. Podążyła za wampirem, mając już ułożoną historyjkę którą nakarmi osobę otwierającą drzwi.
Kto miałby nie zrobić tego lepiej niż złotousty demon? Ściągnęła kaptur, czochrając i przeczesując palcami ciemne włosy. Postarała się o najbardziej niewinne spojrzenie.


(przez weekend mnie nie ma)








Każdy ma takie piekło na jakie zasługuje.
- Persefone
Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 30 || 133
PRACA : biznesmen
PD : 49
SKĄD : Meksyk
Re: Dom Herveaux i okolice || Long Beach, WA ψ Pią Gru 07, 2018 11:45 pm
Dante mógł traktować przełożonych jak partnerów, bo nie spokrewnił go Luciano. Torrero nie znał pojęcia partnerstwa; albo wypełniasz rozkazy, albo po miłej przejażdżce ze związanymi rękami, przywiązany jak worek ziemniaków do zderzaka samochodu, wystawia cię na słońce. A tego w Ameryce Łacińskiej pod dostatkiem. Jakże łatwo było im wszystkim mówić! Ze strony Santiago nie sposób jednak było kiedykolwiek usłyszeć słowa skargi. Luciano popełniał jeden poważny błąd — sądził, że jego potomkowie przez wzgląd na niezerwanie więzi, są mu wierni jak psy. Zapominał jednak, że głodne psy nigdy nie są lojalne.
Wyczuł Dantego, choć nie dostrzegł. Wiedział, gdzie go szukać. Zwrócił na chwilę spojrzenie w tamtą stronę, jakby chciał dać mu do zrozumienia, że wie, że tu jest.
— D'Alviano dotarł — poinformował półgłosem Persefonę, w pewnym momencie puszczając ją przodem. Nie było sensu robić teraz zamieszania; równie pozbawione sensu byłoby zatajanie przed demonem pojawienia się drugiego wampira. Zbliżyli się do drzwi frontowych, a gdy miał pewność, że Argent jest już gotowa, sięgnął do dzwonka i nacisnął.






wątki
For now, I'll let you muzzle me. If only to see the horror on your faces when I rip you apart with my claws.
Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 30/223
PRACA : Biznesmen/Prawnik
PD : 27
SKĄD : Wenecja – Włochy
Stojąc skryty za jednym z drzew rosnących przy drodze miałem niezłe pole widzenia na dom i jego szeroko rozumiane okolice. Tak też odprowadzałem wzrokiem parę, ku drzwiom i czekałem w napięciu na rozwój sytuacji. Wychodząc z założenia, iż byłem zwyczajnie niepotrzebny, ba! Mógłbym przeszkadzać Santiago i jego partnerce w planie jaki Ci założyli. Ot, każda kolejna osoba wzbudza ziarno podejrzenia na intencje jakie mają nieznajomi względem domowników.
Bez wątpienia ufałem swemu companero na drodze zawodowej wszak nie raz i nie dwa prowadziliśmy wspólny biznes jak i na ścieżce prywatnej, acz tu pojawiało się więcej zakrętów i komplikacji o których może kiedyś opowiem, bo to intrygujące jak los nas ze sobą splótł.
Wytężyłem słuch ciekaw rozmowy mimo odległości jaka nas dzieliła, a było to na oko jakieś 82 stopy miałem nadzieję usłyszeć coś niecoś. Na jednej czynności nie poprzestałem i zdałem się również na obserwację co czas jakiś odrywając ślepia od nowoczesnej bryły domu, by rozejrzeć się wokół.  


82 stopy = 25 metrom*  
Powrót do góry Go down
[MG] Suspiria
Mistrz Gry
avatar

PD : 13
Re: Dom Herveaux i okolice || Long Beach, WA ψ Pon Gru 10, 2018 10:10 pm
Poszukiwania księgi, część I.
Dom Herveaux i okolice || Long Beach, WA
Pogoda nadal nie rozpieszczała, ani nie zachęcała do przebywania na zewnątrz. Deszcz się wzmógł, a z zachodu zerwał się wiatr, niosąc za sobą zapach oceanu. Wampirze zmysły wyłapywały dodatkowe bodźce, widząc i słysząc to co dla Persefone pozostawało niedostępne. Nieopodal przemykał lis, a w oddali nadjeżdżał samochód. Z domu dochodziły dźwięki włączonego telewizora oraz krzątaniny w kuchni.
Nadawano powtórkę z wiadomości dzisiejszego dnia. Nieustannie powracał temat zaginionej załogi statku należącego do firmy Far-Logistic. Rozległy się kroki i...

Rzut kością k6 dla Santiago lub Persefone

1,3 - Santiago doskonale słyszy kroki, a także bicie serca osoby za drzwiami, która ma podgląd z kamery na to kto pod nimi stoi. Domownik się oddala, a Medoni słyszy jak dziewczęcy głos informuje matkę o waszej obecności.
2,6 - Drzwi otwiera dwunastoletnia Judith, która jest zaskoczona gośćmi o tak późnej porze. Najwidoczniej spodziewała się kogoś innego. Nie pozwala Persefone dojść do połowy historyjki, kiedy przymyka drzwi i woła matkę.
4,5 - Po krótkim, dziecięcym spojrzeniu Medoni i Argent zostają wpuszczeni do środka. Judith woła mamę, a przybycie nie pozostało obojętne dla dwóch psów rasy doberman. Parzysta: po obwąchaniu dają się pogłaskać; nic się nie dzieje. Nieparzyste: warczą i ujadają.

W każdym z przypadków pojawia się ostatecznie Pani Herveaux pytając o przyczynę najścia. Jeśli jest zaskoczona i zaniepokojona to dobrze to ukrywa. Wampirze ucho Santiago nie ma problemu z naliczeniem domowników. W domu biło pięć ludzkich serc.
Dante pozostawało nasłuchiwać i wyczekiwać odpowiedniego momentu w którym mógłby wkroczyć do akcji. Na razie wszystko przebiegało bez komplikacji. Poza naturalnymi migracjami dla zwierząt leśnych o tej porze, nie słychać było niczego niepokojącego. Bez problemu można było obejść domostwo i znaleźć nowy punkt obserwacyjny. Wielkie, szklane ściany obdzierały domowników z ich prywatności.

Ps. Osoba, która rzuci kością może edytować post o dodatkowy opis.

Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 29
PRACA : detektyw
PD : 28
Skorzystała z przepuszczenia nie przykładając aż tak wielkiej uwagi do gestów, które zachwyciłyby nie jedną śmiertelniczkę. Nie wiedząc czemu, kobiety lubiły okazywać słabość dla takich mizernych, tanich chwytów. Przed Persefoną jeszcze wiele dóbr kultury XXI wieku do nadrobienia. Spojrzała na Santiago, a w następnej chwili zerknęła za siebie wodząc wzrokiem po drzewach. Nie dostrzegła jednak drugiego wampira. Skoro wolał się nie wtrącać tym lepiej dla niej. Wierzyła w niewypowiedzianą przez Caima obietnicę dobrej zabawy, przez którą rozumiała trudy tak ogromne by przynajmniej jedno z nich zaznało śmierci.
Uśmiechnęła się do dziewczęcia, które otworzyło drzwi. Od razu przystąpiła do mówienia o popsutym samochodzie i gdy przechodziła do prośby o skorzystanie z telefonu, smarkula bezczelnie przymknęła drzwi.
Ten gest sprawił, że spojrzała na Santiago, a po chwili skinęła na wejście. Nie czekając na reakcję, pchnęła je do środka. Dzisiejszego wieczoru nie należała do tych cierpliwych.
- Tatulek zdecydowanie nie nauczył cię manier.
Zamierzała całkiem wejść do środka i o ile Judith nie uciekła, ją popchnąć. Tyle z gierek oraz wymyślanych historyjek. Persefone chciała księgę, a wampiry księgowego. Nie było więc sensu marnować czasu.








Każdy ma takie piekło na jakie zasługuje.
- Persefone
Powrót do góry Go down
Los
Konto Techniczne
avatar
PD : 26
The member 'Persefone Argent' has done the following action : Rzut kostkami


'k6' : 2
Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 30 || 133
PRACA : biznesmen
PD : 49
SKĄD : Meksyk
Miał ochotę parsknąć śmiechem, obserwując zmianę o sto osiemdziesiąt stopni, która zaszła w Persefonie. Pohamował się jednak, a drzwi stanęły otworem. Jego uwadze nie umknęło, że dziewczynka wydawała się nie tyle zaskoczona samą wizytą, co tym, że widzi akurat ich. Czyżby czekali, aż padre wróci z pracy? Nie sądził, by pochwalił się rodzinie, że w takowej się nie pojawiał. Persefona radziła sobie ze swoją historyjką doskonale, niemal sam by w nią uwierzył. Niemal. A potem człeczyna zamknęła drzwi. Medoni prychnął, nie wydawał się jednak zrażony, w przeciwieństwie do panny Argent, która postanowiła wtargnąć do środka tak czy siak.
Santiago poszedł w jej ślady, ale w pierwszej kolejności wytężył słuch. Pięć serc. Powinno być sześć, co też nie omieszkał zakomunikować półgłosem, Persefonie, gdy przeszedł obok. Co prawda to jedna z córek mogła być nieobecna, ale coś mu podpowiadało, że to Edwina nie ma w domu. A może jednak był, łudząc się, że najciemniej jest pod latarnią? Postarał się wychwycić różnice w pulsowaniu serc; dorośli, młodzież, dzieci, chorzy... Wszystkie biły inaczej, choć łatwo było ten rytm zaburzyć.
Jego wzrok zatrzymał się na Judith, niezależnie od tego, czy ta przewróciła się, czy też nie. Jeśli tak, a jej matka już się pojawiła w zasięgu wzroku, pomógł jej nawet wstać. Niech się tylko dowiedzą, gdzie jest ten pieprzony księgowy. Santiago nie zamierzał bawić się w patroszenie dzieci, kiedy ten biega gdzieś samopas, czyniąc szkodę. Czy cokolwiek tam robił.
— Macie tu straszne przeciągi — zwrócił się do pani Herveaux, błyskając zębami w wymuszonym uśmiechu, mającym stanowić przeprosiny. Tak, jakby drzwi nie zostały pchnięte celowo. — Zastaliśmy męża? — Dopytał.

| rzucam na charyzmę, bonus +30






wątki
For now, I'll let you muzzle me. If only to see the horror on your faces when I rip you apart with my claws.
Powrót do góry Go down
Los
Konto Techniczne
avatar
PD : 26
The member 'Santiago Medoni' has done the following action : Rzut kostkami


'Rzut k100' : 30
Powrót do góry Go down
[MG] Suspiria
Mistrz Gry
avatar

PD : 13
Re: Dom Herveaux i okolice || Long Beach, WA ψ Czw Gru 13, 2018 12:02 am
Poszukiwania księgi, część I.
Dom Herveaux i okolice || Long Beach, WA


Otwarcie drzwi i pchnięcie Judith nie było dla Argent zbytnim problemem. Dziewczynka szybko przemknęła w głąb domu z ulgą dostrzegając matkę. Pulsowanie serc domowników było różnorodne. Od szybkiego tempa po umiarkowane, które należało do dwuletniego Gustava. Judith i Pani Herveaux były wystraszone i choć ta druga starała się tego nie okazywać, to organizm ją zdradzał. Wampirza cecha sprawiła, że kobieta pozostała na miejscu i odpowiedziała na pytanie, mimo pragnienia wypowiedzenia groźby o wezwaniu policji.
— Nie. Nie ma go — odpowiedziała patrząc cały czas na Santiago. — Judith idź na górę i nie schodźcie. — zwróciła się do córki. — Może... Może przejdziemy do salonu?
Salon był połączony z kuchnią, a z okien roztaczał się widok na ciemny las.  
Telewizor nadal wypluwał z siebie kolorowe i głośne reklamy. Panował porządek, a fotografie na ścianie przedstawiały typową, szczęśliwą amerykańską rodzinkę.
— Mojego męża nie ma. Jest... Jest w pracy — zawahała się w swoim kłamstwie, ale pomimo uroku Santiago czuła silny niepokój. On i dziewczyna wydawali się jej nietypowi. Do głowy Alishy przyszły same złe wspomnienia, głównie z filmów jakie oglądała z Edwinem, gdy oboje mieli jeszcze na to czas.
Usilnie zastanawiała się nad tym co ma powiedzieć żeby nie pogorszyć swojej sytuacji. Santiago słyszał z góry głos Judith oraz dwa inne, również dziewczęcych. Jedna z nich mówiła, że powinni zadzwonić na policję.

Dante - brak odpisu

Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 30/223
PRACA : Biznesmen/Prawnik
PD : 27
SKĄD : Wenecja – Włochy
Widząc jak Santiago i jego partnerka wchodzą do środka uznałem, że czas zmienić punkt obserwacyjny. Żwawym, acz nie gwałtownym tempem przeszedłem przez drogę i skierowałem swe kroki ku miejscu w którym wcześniej stała wspomniana dwójka. Szklane ściany domu dawały wręcz wymarzony dla obserwatora podgląd w sytuację jaka miała miejsce w domu, a przynajmniej z obecnego miejsca na jego kilka kluczowych pomieszczeń.
Mogłem oczywiście próbować wysilić słuch, by usłyszeć czego dotyczy aktualna rozmowa niemniej po zamknięciu drzwi głosy straciły na wyrazistości zmieniając się w niezrozumiały szum. Westchnąłem cicho i oparłem się barkiem o pień modrzewia. Zapowiadało się że postoję tu czas jakiś, a jedynym rozpraszaczem uwagi mogą stać się wiewiórki hasające w koronach drzew zrzucając przy swych wybrykach szyszki na mą głowę.
Zastanawiałem się czy w razie ewentualnych problemów usłyszę sygnał od Santiago, a może nie będzie takiej potrzeby? Niemniej miałem nadzieję, że nie dojdzie do rozlewu krwi wszak zawszę szkoda niewinnych istnień.
Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 30 || 133
PRACA : biznesmen
PD : 49
SKĄD : Meksyk
Re: Dom Herveaux i okolice || Long Beach, WA ψ Czw Gru 13, 2018 11:40 am
Czuł jej strach. Puls kobiety przyspieszał. Gdyby wsłuchał się w niego jeszcze przez chwilę, napawając pieśnią serca pompującego krew, niechybnie dałby się ponieść. Wbił wzrok w Alishę, która mimo niepokoju ciągnęła tę krótką rozmowę. Na chwilę opuścił spojrzenie, w którym teraz czaiło się coś niedobrego, na jej szyję. Strach ludzi go podniecał. Krew doprawiona adrenaliną ustępowała tylko takiej, w której dało się wyczuć ślady wybornej, kolumbijskiej kokainy. Jak smakujesz, Alisho?
— To doprawdy szkoda, że tak lekkomyślnie zostawił was same — zadrwił, przechodząc do salonu. Mimowolnie pomyślał o tym, czy jest tu monitoring jakiegokolwiek rodzaju. Z bogaczami różnie bywało. Rozejrzał się. Spokojnym krokiem podszedł do Alishy i uśmiechnął się, choć niewiele było w tym grymasie wesołości. Dopiero na słowa o tym, że Edwin jest w pracy, roześmiał się na głos.
— Kłamiesz — stwierdził fakt. Spoważniał i złapał ją za gardło znienacka, co dzięki wampirzej zwinności nie powinno stanowić problemu. — Zapytam jeszcze raz. Gdzie jest Twój mąż? — Po każdym wypowiedzianym złowieszczo miękko słowie, robił pauzę, a jego palce ukryte za czarną skórą rękawiczek, zaciskały się odrobinę bardziej. Taka ciepła.
— Trzy na górze. Chcą dzwonić na policję. Chcemy powiedzieć hola twoim kolegom z pracy? — Choć czarny wzrok świdrował Alishę, trzymaną w stalowym uścisku, słowa były bez wątpienia kierowane do Persefony.






wątki
For now, I'll let you muzzle me. If only to see the horror on your faces when I rip you apart with my claws.
Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 29
PRACA : detektyw
PD : 28
Re: Dom Herveaux i okolice || Long Beach, WA ψ Pią Gru 14, 2018 11:42 pm
Przewróciła oczami jak naburmuszona nastolatka. Po co udawanie grzeczności skoro zaraz Santiago dał popis godny najzwyklejszego rabusia? Odprowadziła wzrokiem Judith. Miała śliczne długie włosy. Argent znalazłaby dla nich lepsze zastosowanie. Skupiła uwagę na partnerze. Przemoc i zastraszanie nie zawsze szły w zgodzie z prawdą, dlatego odsunęła się i obserwowała do czego posunie się latynoski khafaash. Pozwoli mu wydoić kobietę do cna ale dzieciakami zajmie się już sama. Głowa pękała od nadmiaru makabrycznych pomysłów. Jeden potworniejszy od drugiego. Zerknęła z ciekawością na piekarnik. Mały ale sobie poradzą.
- Heh.
Westchnęła teatralnie, gdy Santiago zdradził plany małolat na górze. Zdecydowanie nie chciała tu policji, a tym bardziej, że mogli wezwać jednostkę z Astorii. Konfrontacja z Raymondem w takiej sytuacji doprowadziłaby do małej apokalipsy za którą Caim nie omieszkałby ją ukarać wyrafinowaną torturą w najgłębszych czeluściach piekła.
- Zaraz wrócę. Przemyśl odpowiedź na pytanie mojego przyjaciela jeszcze raz. Szkoda żeby dzieci patrzyły na to jak patroszy im matkę.
Zwróciła się do Alishy z uśmiechem. Kilkoma susami pokonała schody, kierując się w stronę hałasu.


w razie czego rzucam na telekinezę w celu rozwalenia drzwi jeśli są zamknięte
bonus +40








Każdy ma takie piekło na jakie zasługuje.
- Persefone
Powrót do góry Go down
Los
Konto Techniczne
avatar
PD : 26
Re: Dom Herveaux i okolice || Long Beach, WA ψ Pią Gru 14, 2018 11:42 pm
The member 'Persefone Argent' has done the following action : Rzut kostkami


'Rzut k100' : 11
Powrót do góry Go down
[MG] Suspiria
Mistrz Gry
avatar

PD : 13
Poszukiwania księgi, część I.
Dom Herveaux i okolice || Long Beach, WA


Bała się. Z każdą minutą coraz bardziej. Dzieci. Dzieci były dla niej najważniejsze, ważniejsze nawet od męża. Wolała gdy mieszkali w Seattle. Córki chodziły do dobrych szkół, a synek miał szanse na jeden z lepszych żłobków.
Edwinowi jednak zawsze było za mało. Teraz się to na nich mściło. Nie spowiadał się jej z tego co robi, ani dla kogo pracuje. Nie należała jednak do głupich kobiet choć często wolała dla świętego spokoju przymykać oko na legalność interesów oraz na to z kim się spotykał. Jeździła do Astorii na zakupy. Ładne miasto ale zarazem było w nim coś dziwnego. Tak jak w mężczyźnie krążącym po salonie i dziewczynie, która zdawała się ledwo sama skończyć szkołę. Alisha zachłysnęła się powietrzem w chwili, gdy dłoń w rękawiczce zacisnęła się na jej gardle. Odruchowo uniosła swoje dłonie, aby zawalczyć o oddech. Słyszała bicie własnego serca. Waliło jak dzwon, a w uszach szumiała krew.
— Nnn...nie wiem — wykrztusiła z trudem z przerażeniem patrząc Santiago w oczy. Spojrzała też na Persefone, której dobitność słów wcale nie polepszyła nastroju Alishy. Była bliska płaczu.
— Zostawcie je! Oo...One... Naprawdę nie wiem! Powinien być w pracy, nie mówi mi nic. Nic mi nie mówi. Błagam... Weźcie co chcecie, ale nie róbcie moim dzieciom krzywdy! — wykręciła głowę w kierunku schodów prowadzących na górę. Nie szarpała się. Za bardzo zależało jej na dzieciach, aby przekreślić wszystko nieporadną próbą ucieczki.

Na górze znajdowały się pokoje sypialniane i choć ich mnogość mogła rodzić pytanie dotyczące obecności domowników, Persefone bez trudu namierzyła odpowiednie drzwi. Okazały się zamknięte lecz nie na długo. Wkrótce pokój z oknami wychodzącymi na podjazd, stanął przed demonem otworem. Wystrój wskazywał na małego mieszkańca, płci męskiej. Trzy siostry zasłaniały przed Persefone łóżeczko z Gustavem. Starsza z nich trzymała telefon w dłoni i najwyraźniej wybrała już numer odpowiednich służb. Należało wykazać się niezłym refleksem. Sarah złapała za kulę śnieżną i rzuciła nią w nieznajomą.

Rzut dla Persefone na unik (zwinność) k100 + reakcja na k100


Powrót do góry Go down
Sponsored content
Sponsored content
Powrót do góry Go down
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry Strona 1 z 1
Skocz do: