Napisz nowy tematTen temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
Sonia Kozakova (Wilkołak)
avatar
WIEK : 22
PRACA : pokojówka w Intercontinental
PD : 17
SKĄD : Jakuck
Sonia Kozakova (Wilkołak) ψ Pią Gru 07, 2018 9:08 pm

Sonia Andriejewna Kozakova

ft. Sasha Kichigina


❝ DANE POSTACI ❞


Urodziny: 12.03.1996

Wiek: 22 || 22

Pochodzenie: Rosja, Jakuck

Stan cywilny: panna

Status: wiążąca koniec z końcem

Wyznanie: agnostyczka, wychowana w wierze prawosławnej

Zawód: pokojówka w hotelu "Intercontinental"

Rasa: wilkołak


Zalety: odważna, cywilnie też || z poczuciem humoru || inteligentna || potrafi działać pod presją

Wady: niecierpliwa || nieufna || szorstka || nie potrafi rozmawiać o emocjach

Uzależnienia: alkohol


❝ STATYSTYKI ❞


Siła: 5

Wytrzymałość: 15

Spostrzegawczość:  15

Zwinność: 15



❝ HISTORIA POSTACI ❞


- Człowiek
Ledwo, co pamiętała, kiedy ocknęła się w szpitalu, cała w bandażach. Ostra biel, która pokrywała większość ścian budynku, wręcz oślepiła ją, zwłaszcza gdy światło odbiło się od niej. Sonia momentalnie poczuła jak jej ciało pulsuje bólem. Powstrzymała jęk i przyzwyczajała spojrzenie do jasności.
Nie wiedziała gdzie jest ani, co się stało. Prawdopodobnie powinien być to sygnał, żeby poważnie się wystraszyła, że tak nagle znalazła się w nieznanym jej miejscu, ale była tak rozkojarzona, że nawet nie przyszło jej do głowy, że może być w jakimś niebezpieczeństwie. Zamiast tego spróbowała się podnieść, pomimo bólu. Tym razem syknęła, gdy poczuła, jak jej poturbowane ciało stawiało opór przeciwko jakiemukolwiek ruchowi. Swoim poruszeniem zwróciła uwagę pielęgniarki, która od razu zawołała po lekarza. Mężczyzna w białym kitlu prawie że wbiegł, szybko podchodząc do siedzącej dziewczyny.
- Hej, nie powinnaś się podnosić! Połóż się - lekarz mówił po rosyjsku, co nieznacznie uspokoiło zdezorientowaną Kozakovą, ale nie wykonała polecenia. Zignorowała nawet to, że doktor napierał na jej ramiona, chcąc tym zmusić ją do przyjęcia leżącej pozycji. Nie poczuła wręcz siły nacisku, uparcie siedząc i rozglądając się dookoła.
- Gdzie... ja jestem? - miała zachrypnięty głos, jakby przez dłuższy czas nic nie mówiła.
- Jesteś w szpitalu w Petersburgu, przywieźli cię z Bolshayi Izhory - odpowiedział mężczyzna, przypatrując się pomiarom życiowym na urządzeniu. Sonia była w stabilnym stanie, co było dużym zaskoczeniem dla personelu medycznego, który zajmował się dziewczyną.
Nikt nie sądził, że przeżyje.
Kozakova nie zwróciła uwagi na milczenie, samemu nic nie mówiąc. Wciąż rozglądała się po otoczeniu i dopiero po chwili skupiła się na lekarzu.
- Jak tu trafiłam? Co się stało? - spytała. Doktor razem z pielęgniarkami spojrzeli po sobie, wyraźnie spięci.
- Ty... nic nie pamiętasz? - to lekarz się odezwał, zaniepokojony. Sonia chciała odpowiedzieć sarkastycznie, ale nagle przed jej oczyma pojawiły się obrazy, których zdecydowanie wolałaby nie pamiętać.

Samolot wylądował na lotnisku w Petersburgu, a tam już czekali na nią rodzice. Miała spędzić z nimi jakiś czas, korzystając z ostatnich dni wakacji. Sonia lubiła studia na Uniwersytecie Waszyngtońskim, wiele dała, by tam się dostać, ale w Seattle sporo rzeczy jej brakowało, między innymi wspierających ją rodziców. Dlatego też cieszyła się, że na jakiś czas powróci do znanej jej i lubianej, rosyjskiej rzeczywistości w miejskim osiedlu nad Morze Bałtyckim. Drewniany domek leżący nad wodą w ogóle się nie zmienił. Pozostał taki, jak Sonia go zapamiętała, co szczerze ją ucieszyło. W środku czekał już na nią jej stary pokój z widokiem na morze oraz informacja, że szkolni znajomi chcą się z nią spotkać, z czego Sonia chętnie skorzystała. Grupką już czekali na nią w centrum, czyli pod pomnikiem Lenina i bardzo ciepło powitali Kozakovą. Razem spędzali wesoło czas, ostatecznie stwierdzając, że zrobią ognisko. Co, jak się miało potem okazać, było błędem.
Grając na gitarze, śpiewając i pijąc, nawet nie podejrzewali, że przyciągną tym uwagę bestii szalejącej po lesie, a wpływ księżyca w pełni jedynie podsycał jej mordercze pragnienie. Sonia wraz z znajomymi została zaatakowana nie w lesie, a na osiedlu, kiedy już wracała do domu. Wilkołak wyskoczył na nich, atakując grupkę kolegów. Kozakova nie była pierwszą ofiarą, dlatego podjęła próbę ucieczki, a pierwsze, co przyszło jej do głowy, to morze. Czemu? Nie była pewna, po prostu zareagowała instynktownie. Pewnie kierowała ją chęć ochrony bliskich, gdy pędziła przed siebie, ile miała sił w nogach. Nie zwracała uwagi na palenie w płucach, ani na echo krzyków jej znajomych oraz ryk ucztującej bestii.
Piasek spowalniał ją, ale mimo tego była już bardzo blisko swojego celu. Potrzebowała dosłownie dwóch kroków, by znaleźć się w wodzie, która, być może, zniechęciłaby potwora do atakowania jej.
Sonii nie było dane sprawdzić swojej teorii, bo padła na piach, przygnieciona przez o wiele większe od niej ciało. Bolało jak cholera, ledwo mogła złapać oddech, ale mimo tego spróbowała ostatkiem sił oswobodzić się. Wilkołak nic sobie z tego nie zrobił, jedynie odwrócił Sonię na plecy, rozorując przy tym jej ciało swoimi szponami, a dziewczyna, aż wstrzymała oddech, gdy zobaczyła wilczy pysk z obnażonymi kłami.
Potem poczuła ból jeszcze większy, gdy jej ciało było masakrowane. Słony zapach wody wymieszał się z ostrą, metaliczną wonią krwi. Swojego krzyku nie słyszała, aczkolwiek cicha nie była, bo zwróciła uwagę mieszkańców osiedla. Jak przez mgłę słyszała ich, a potem kolejne wrzaski, gdy wilkołak zwrócił uwagę na tłum zaintrygowanych osób. Bestia zostawiła ją w spokoju, skupiając się na nowych ofiarach, a Sonia zamilkła. Już nawet nie czuła bólu, a jedynie przeraźliwe zimno, gdy jej krew barwiła piasek oraz obmywającą ją nieznacznie wodę. Ostatnie, co pamiętała to górujący księżyc w pełni i jego odbicie na ciemnej tafli morza.

- Hej, wszystko w porządku? - Sonia ocknęła się dopiero, gdy poczuła dłoń lekarza na wyjątkowo obolałym barku, który, zresztą, był zabandażowany. Rosjanka wzdrygnęła się i spojrzała przytomniej na mężczyznę. Narastała w niej panika, gdy wspomnienia z tamtej nocy wróciły.
- Co się stało? - powtórzyła pytanie, uważnie obserwując otaczający ją personel medyczny.
- Tydzień temu w Bolshayi Izhorze szalał jakiś psychopata z zwierzęciem i urządził... rzeź. Jesteś jedną z nielicznych, która przeżyła atak, ale też byłaś na skraju. Ledwo co cie uratowaliśmy.
- A moi rodzice? Co z nimi?
- Oni... przykro mi, ale oni nie przeżyli... - Sonia miała wrażenie, jakby dostała obuchem po głowie. Wzięła głębszy wdech, a łzy popłynęły jej po policzkach. Pielęgniarki ze smutnymi minami oddaliły się, dając przestrzeń Sonii, której potrzebowała. Lekarz za to stał jeszcze przez chwilę, wyraźnie zmieszany. Chrząknął, zwracając tym jeszcze uwagę dziewczyny.
- Ty... naprawdę nic nie pamiętasz? - spytał cicho, jakby sam siebie, ale Sonia usłyszała to. Pokręciła głową, wręcz desperacko.
- Nie, nic nie pamiętam.

Bestia -
Wilczyca oblizała pysk. Świat, który ją otaczał, był dla niej zupełnie nowy, ale ona szybko się uczyła. Musiała, jeżeli chciała przetrwać. Dlatego też uważnie obserwowała ludzkimi oczyma to, gdzie przyszło jej żyć i w jakim ciele istniała.
Urodziła się, gdy dziewczyna otworzyła oczy w szpitalu tak białym, że było to aż bolesne, a sterylny zapach drażnił jej wrażliwy nos. To w tej chwili zaczęła istnieć. I pierwsze, co poczuła to nienawiść. Nienawiść do ludzkiej części, z którą przyszło jej koegzystować. Najchętniej rozszarpałaby ją na strzępy, zacisnęła szczęki na karku, by móc poczuć jak ten gruchota przez siłę nacisku, a na koniec oblizała dokładnie kości. Aż czasami mimowolnie warczała, gdy obserwowała dziewczynę w swojej ludzkiej formie. Formie słabej, lichej, bezbronnej i pełnej strachu. Nienawidziła jej, ale wiedziała, że bez niej i ona nie może istnieć. Dlatego też powstrzymywała się, żeby całkowicie zniszczyć człowieczy umysł i zamiast tego, obserwowała go uważnie, jak drapieżnik ofiarę, by potem wiedzieć, w którym momencie zaatakować.
Wilczyca obserwowała też świat. Pełen słabych ludzi mówiącymi różnymi językami, tworzącymi wymyślną technologię i żyjącymi w swoich maszynach. Bez tego, dawno byliby martwi, pochłonięci przez naturę. Tak uważała wilczyca, ignorując podsuwane przez ludzką część umysłu obrazy koczowniczych plemion, które jeszcze żyją jak dawniej, bez technologii. Ona wiedziała swoje - dwunożni byli słabi. Sonia bez niej była słaba.
Sonia. Dziwnie brzmiało te słowo w jej uszach, ale szybko zrozumiała, że jest ono ważne. Specjalne. Tak się nazywała dziewczyna, w której żyła. Tak na nią mówiono. Sonia. Nie rozumiała, po co ludziom są potrzebne imiona, aczkolwiek podobał jej się dźwięk tego, co należało do jej człowieka.
Sonia.
Była w rozsypce. Czuła jej ból związany z stratą rodziców. Z osób jej stada. To rozumiała. Nie rozumiała tylko jeszcze, czemu jest taka przerażona. Czemu tak desperacko próbowała powrócić do dawnej, zupełnie ludzkiej rzeczywistości. Wilczyca wiedziała, że Sonia czuła, że coś się z nią dzieje. Jednak wypierała to. Wypierała ją. I to... to bolało. Myśl, że jest niechciana. Wilczyca jedynie bardziej podsycała swoją nienawiść do ludzi, gdy myślała o tym. Dziewczyna powinna się cieszyć, że nie będzie już słaba, nie będzie już bezbronna - będzie silna.
Wilczyca nie mogła się wręcz doczekać ich pierwszej pełni.

- Człowiek
Powrót do normalności był trudniejszy, niż przypuszczała.
Sonia po pogrzebie rodziców, wróciła do Seattle. Czuła się okropnie. Ból po stracie rodziny ciągle był świeży, a wspomnienia z nocy rzezi dręczyły ją, powodując, że ledwo, co spała. Kozakova była wiecznie rozkojarzona i nieobecna.
Nie mówiąc już o dziwnym uczuciu, jakby w jej umyśle pojawił się nowy lokator.
Resztę wakacji, którą miała spędzić w Rosji, przeznaczyła na próbę dojścia do siebie i przygotowania do kolejnego roku studiów. Desperacko wręcz chciała powrotu starej rzeczywistości, którą oczywiście utraciła bezpowrotnie. Sonia miała wrażenie, jakby jej świat przewrócił się do góry nogami, ale to dopiero miało nadejść.

Bestia -
Wilczyca czyściła zakrwawione łapy, syta i przyjemnie zmęczona. Była wyjątkowo zadowolona i czuła jeszcze resztki ekscytacji związanej z pierwszą pełnią. Ta dała jej siłę, której nigdy jeszcze nie czuła. Żaden ludzki rozsądek nie był w stanie jej powstrzymać, a ograniczenie człowieczego ciała bez problemu pokonała. Wreszcie wyszła na zewnątrz. Była wolna i wściekła. Nienawiść, którą w sobie pielęgnowała, uderzyła ze zdwojoną siłą, zaślepiając ją furią. Pragnienie krwi było tak wielkie, że aż miała wrażenie, że zdechnie, jeśli ktoś uniemożliwiłby jej zasmakowanie jej. Była głodna nie tylko posoki, ale również i mięsa. Ludzkiego mięsa.
Uczucie swobody w ruchach oraz poczucie siły, gdy łamała kark pierwszej ofierze - były to wyjątkowo odurzające stany. Metaliczny zapach krwi zakręcił się w jej nozdrzach, podsycając apetyt. Chciała więcej, więcej i więcej. I gdy tylko wyczuła ludzką woń, puszczała się za nią pędem, nie bacząc na nic.
Wilczyca szalała tak długo, nasycając się poczuciem mocy. I gdy już udało jej się ugasić pragnienie mordu, była taka pełna energii, że myślała, że ją rozniesie. Dlatego też puściła się biegiem przed siebie, do lasu. Zwinnie omijała drzewa oraz inne przeszkody. Testowała swoje ciało oraz to, do czego było zdolne. Poznawała jego granice, słabości i mocne strony. Swobodny bieg był równie upajający jak uczucie siły, gdy ofiary uciekały przed nią w popłochu, a ona wiedziała, że i tak nie mają szans, by przed nią umknąć. Euforia dodawała jej skrzydeł i przez moment pojawił się u niej myśl, że tak musi wyglądać szczęście, którego tak rozpaczliwie Sonia szuka.
Zachód księżyca oznaczał również to, że ona musiała ustąpić miejsca ludzkiej stronie, dając jej wznieść się niczym słońce. Gwiazda poranna barwiła już niebo na jutrzenkowe kolory, a wilczyca poczuła wyjątkowe zmęczenie. Sonia ponownie była ludzką kobietą, całą we krwi osób, które zostały zamordowane podczas księżycowej gorączki. Dziewczyna ocknęła się, zdezorientowana i obolała, co wilczyca mogła poczuć. Potem pojawił się strach, graniczący wręcz z paniką. Tego akurat nie mogła zrozumieć. Ze zdziwieniem obserwowała, jak Rosjanka wchodzi do chłodnego jeziora, przy którym pozwoliła ludzkiej stronie przejąć kontrolę. Dziewczyna była niewzruszona niską temperaturą wody. Czy to sprawka tego, że urodziła i wychowała się w Jakucku, najzimniejszym mieście na świecie, czy może szoku - wilczyca nie wiedziała. Po prostu próbowała zrozumieć reakcję Sonii, która z cichym płaczem zanurzyła się w zimnym jeziorze.

- Człowiek
Było źle, tak delikatnie to ujmując.
Kozakova kilka dni po akcji z obudzeniem się w środku lasu, będąc nagą i całą w cudzej krwi, miała rozpocząć kolejny rok studencki. I miała nadzieję, że to pomoże, ale było wręcz przeciwnie.
Rosjanka ledwo mogła wysiedzieć na zajęciach. Miała wrażenie, że zaraz ją rozniesie. Gdy patrzyła na mniej lub bardziej znane jej twarze, przed jej oczyma od razu pojawiały się krwawe wizje, w głowie słyszała przerażone okrzyki i była pewna, że czuje metaliczny smak oraz zapach. Próbowała to ignorować, ale ostatecznie wychodziło na gorsze. Czuła się jak tykająca bomba, gotowa w każdej chwili wybuchnąć. Potrzebowała jedynie jakiegoś zapalnika, który spowodowałby, że rozniosłoby ją razem z osobami wokół niej. Łapała się na tym, że warczała na ludzi, którzy przypadkowo ją dotknęli lub zbliżyli się do niej zbyt bardzo. Miała o wiele wrażliwszy nos i czasami, aż nie mogła wytrzymać, gdy ktoś lub coś wydzielało woń dla niej nieprzyjemną. Zauważyła też, że różne zwierzęta chętniej do niej podchodzą, nie bojąc się jej, co akurat był dosyć miłe w tym paśmie nowości, które powodowały, że miała ochotę rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady.
Policja oczywiście zwróciła uwagę na mord, w którym życie straciło z kilkanaście osób. Sonia, gdy to usłyszała, była przerażona. Nawet nie próbowała samej siebie okłamać - to była ona. Stróże prawa nie połączyli jej z tymi morderstwami, zwłaszcza że ofiary były rozszarpane, jakby przez zwierzęta. Żaden człowiek nie byłby w stanie tak zmasakrować ciała.
Sonia była nie tylko przerażona - czuła też obrzydzenie do samej siebie. Bała się tego, co w niej siedzi. Była zagubiona, bo nie rozumiała, co się z nią dzieje. Nikt nie przyszedł do niej, żeby jej pomóc. Nikt nie wyjaśnił, że jest wilkołakiem.
Mogła jedynie polegać sama na sobie.

Bestia -
Nienawidziła ludzkiego życia, które prowadziła Sonia.
Wilczyca miała wrażenie, że dusi się w mieście, pełnym nowoczesnej technologii, niby takiej bezpiecznej i przyjemnej. Dla niej było niczym kolejnym więzieniem. Oddychanie powietrzem zatrutym przez spaliny było wręcz bolesne. Bycie otoczonym przez wysokie budynki powodowało, że czuła przeogromną chęć ucieczki. Nocne niebo nad nią bez gwiazd, było bez wyrazu.
Naprawdę nienawidziła tego ludzkiego życia.
Sonia wróciła na studia, ale wilczycy nie podobało się to. Była otoczona przez wiele istot, których nie znała. Nie czuła się wśród nich bezpiecznie. To nie było jej stado. Gdy tylko ktoś się do niej zbliżał, warczała ostrzegawczo, gotowa do ewentualnego ataku. Te miejsce nie było jej, nie przynależała do tej watahy, to nie był jej dom. Chciała uciec.
Dlatego poczuła niesamowitą ulgę, gdy Sonia przestała chodzić do tego budynku pełnego obcych ludzi. Nie ukrywała też zadowolenia, gdy dziewczyna postanowiła przeprowadzić się do trochę mniejszego miasta, w którym wilczyca już nie czuła się taka uwięziona, aczkolwiek dalej to nie było to, co chciałaby.
Sonia naprawdę mogłaby spróbować pomieszkać w lesie.

- Człowiek
Po pierwszej pełni, która wiele rzeczy zmieniła, zaczął się okres licznych przeprowadzek w życiu Kozakovej.
Dziewczyna nie mogła już wytrzymać w Seattle. Rzuciła uczelnię, spakowała się i wyjechała do pierwszego, lepszego miasteczka, które zobaczyła na mapie. Tam chciała zacząć swój nowy start. Miała nadzieję, że odnajdzie chwilę spokoju. I odnajdywała, ale trwał on tylko do pełni, a podczas niej, jej wilcza strona wychodziła na wierzch. Pobudki po takich przemianach nigdy nie były przyjemne, ale w pewnym momencie Sonia nie była aż tak zszokowana, jak za pierwszym razem. Nawet wiadomość na drugi dzień w lokalnych gazetach o tym, że odnaleziono ciało iluś tam osób, przestały ją zaskakiwać. Co nie oznacza, że Sonia pogodziła się z tym, o nie! Myśl, że siedzi w niej bestia złakniona krwi, obrzydzała ją. Bała się siebie i tego, do czego jest zdolna zrobić. Nie chciała nikogo krzywdzić, dlatego też stała się aspołeczna i szorstka. Odsunęła dawnych znajomych od siebie, a tych, którzy chcieli stać się nowymi, zbywała często w nieprzyjemny sposób. Wszystko, by ponownie nie poczuć bólu związanego z stratą i to jeszcze taką, która mogła wynikać z jej winy. W jej życiu pojawił się jeszcze alkohol, a dokładniej czysta wódka.
Kozakova przeprowadzała się z miasta do miasta, nie zagrzewając miejsca na dłużej, niż dwa miesiące. Próbowała zaznać spokoju, którego tak rozpaczliwie szukała, ale jak na razie nadaremno. Unikała świata nadnaturalnego i wszystkiego, co się z nim wiązało. Próbowała też uniknąć tego, że sama do niego należy, co oczywiście było niemożliwe. Wódka na stale zagościła w jej życiu, dorzucając dodatkowe problemy.
Ale kto wie, może w Jewell wszystko się zmieni?

❝ INFORMACJE DLA MISTRZA GRY ❞




Memento Mori






† Your brain is my favorite place to hide, it's broken in seperate parts. Keep me alive, make me cold. Carve me up, and I will shine.
Powrót do góry Go down
avatar
PD : 0
Re: Sonia Kozakova (Wilkołak) ψ Pon Gru 10, 2018 10:28 am
Memento Mori
de mortuis nihil nisi bene

Akcept!

Twoja karta została zaakceptowana!
Twojej postaci zostaje przydzielony

poziom I

Zapoznaj się z mechaniką.
Wraz z kolorem uzyskujesz dostęp do organizera. Pamiętaj o założeniu informatora oraz korespondencji.

W razie niejasności, prosimy o niezwłoczny kontakt na pw.

[MG] Ghostbuster



(c) DΛNDELION
Powrót do góry Go down
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry Strona 1 z 1
Napisz nowy tematTen temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedziSkocz do: