Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
Carpe Diem
Konto Techniczne
Carpe Diem
Ubojnia Kv0xLQPj_o
PD : 306
Ubojnia ψ 10/10/2018, 08:46

Ubojnia
⇜  dostępna ⇝

Ubojnia działa na niewielką, lokalną skalę. Tygodniowo ubija się tu około stu sztuk bydła, sprowadzanego z Jewell bądź pobliskich miasteczek. Zakład zatrudnia około trzydziestu pracowników i zaopatruje sklepy mięsne w miastach w obrębie kilku kilometrów, a także niektóre pomniejsze w Astorii. Ubój odbywa się przemysłowo. Mięso jest oprawiane i pakowane na miejscu, a następnie transportowane prosto do sklepów. Budynek usytuowano poza miasteczkiem.
⇜ code by bat'phanie ⇝
Powrót do góry Go down
[MG] Llorona
PD : 9
Re: Ubojnia ψ 25/4/2019, 15:16
19 listopada 2018
godzina 20:00
spotkanie wilkołaków
obecność obowiązkowa dla każdego członka watahy

Joe nie wiedział co ma robić, nie on jeden zresztą. Utrącenie głowy powodowało zwykle szybką śmierć, na którą oni jako stado pozwolić sobie nie mogli. Aidan został na dole, a los jaki musiał go spotkać... Nawet nie chciał o tym myśleć. Nawet gdyby Deloria jakimś cudem przeżył upadek, zatracanie się w oparach obłędu było tam równie łatwe, co oddychanie. Wciąż miał nawracające koszmary z tamtego miejsca. Koszmary, w których słyszał nawoływanie Willa, który dokładnie opowiadał mu o tym, jak po drugiej stronie jest strasznie, a męki piekielne nie dają mu żyć. A to wszystko była tylko i wyłącznie Joego wina. Zdawał sobie sprawę z tego, że to wszystko było najpewniej tylko widziadłem, ale było tak realne...
Czuł się w gabinecie jak intruz. Nie powinno go tutaj być. Zawiódł alfę, zawiódł stado. Zostawili go tam, kurwa. Gdyby nie puścił ich wszystkich przodem, zostałby tam ktoś inny. On, Pat? Skinwalkerka? Poza tym to sięgało znacznie głębiej, przyjaźnił się z Aidanem odkąd pamiętał i zwyczajnie uważał go za równego faceta. A teraz już go z nimi nie było. Powinni go byli szukać, nie poddać się tak łatwo. Nawet nie chciał się zastanawiać nad tym, jak spojrzy dzisiaj w oczy Lenie. Nie zajął miejsca przy biurku, należnego szefowi. Miał wrażenie, że to byłoby przekroczenie pewnej granicy. Nie chciał nawet patrzeć w tamtą stronę, zupełnie jakby miało to na nowo obudzić przykre wspomnienia. Miał ze sobą figurkę, którą wynieśli z kopalni. Nic nieznaczący kawałek z materiału, którego pochodzenia nie znał. Nie miał pojęcia, co to było za gówno. Najchętniej udawałby, że cała tamta wyprawa się nie wydarzyła, ale niestety. Przybył na miejsce wcześniej niż reszta, jakby miało to zagłuszyć wyrzuty sumienia. Dostawił w gabinecie kilka krzeseł, tak żeby każdy miał gdzie usiąść. Potem zajął miejsce w kącie i ukrył twarz w dłoniach. Oczekiwał na resztę. Spokój mieszał się z ciężarem, jaki tkwił mu na duszy. Nawet nie wyprawią mu pogrzebu. Ani Aidanowi, ani Andrewowi, ani tej małej skinwalkerce. Nie wspominając o istotach, które tam zastali. Nie chciał nawet mówić tego na głos ale był niemal pewien, że i to byli ich dobrzy znajomi z Jewell.

    | 48 godzin na odpis.
Powrót do góry Go down
Lena Perez
WIEK : 34 // 26
PRACA : kelnerka w Niedźwiadku
PD : 22
SKĄD : Jewell
Re: Ubojnia ψ 25/4/2019, 18:45
Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, jak w ułamku sekundy może odmienić się życie. Jak parę słów z ust Mahoneya ledwo stojącego na nogach sprawiło, że w pierwszym odruchu poderwała się z miejsca i chciała zniknąć w ciemności. Rzucić się w czeluść szybu i szukać Aidana, nawet gdyby to miała być ostatnia rzecz, jaką zrobiłaby w życiu. Nie potrafiła zrozumieć i właściwie chyba nawet nie chciała; prawda nie potrafiła dotrzeć do niej aż do czasu, kiedy za oknem odezwały się pierwsze ptaki, a i wtedy umęczony umysł nie chciał pojąć, że on nie wróci. Wzrok uporczywie wbijała w drzwi, nic nie rozumiejąc. Jak głupi, porzucony w lesie szczeniak. Zaraz później przyszło znienawidzone gdybym tylko. Gdyby tylko go nie posłuchała i poszła z nimi tak czy siak. Gdyby tylko tam była... Czy to by cokolwiek zmieniło? Nie była w stanie wysłuchać okoliczności tej śmierci, bo wciąż nie potrafiła ostatecznie jej zaakceptować.
Pewnie dlatego kierując swoje kroki do ubojni wierzyła, że gdy tylko przekroczy próg gabinetu dostrzeże tam znajomą sylwetkę rozpartą na krześle. Aidan obrzuci ją uważnym spojrzeniem, uśmiechnie się nieznacznie, po czym wróci do swoich spraw. Ale go tu nie było. Jego krzesło było puste.
Dopiero po chwili dostrzegła Joe'go w kącie. Mężczyzna nie wyglądał najlepiej i w normalnych okolicznościach pewnie wspomniałaby mu, żeby po spotkaniu wpadł na piwo do Niedźwiadka. Teraz nie miała jednak ochoty właściwie na nic, a apatia która śmiało zawładnęła jej ciałem i umysłem, była też widoczna w każdym jej geście. W pracy wzięła wolne zgadując, że dłuższe silenie się na wymuszony uśmiech nie miało większego sensu. Ale zostały jej jeszcze ostatki zacięcia i desperacji. Już kombinowała, jak tu nakłonić pozostałych, żeby wrócić po Delorię. Bo przecież musiał gdzieś tam być. Jak groch od ściany odbijały się od niej strzępki opowieści Patricka o tym, co znajdowało się na dole. Myśli zasnuła ciężka mgła. Wściekła na cały świat, nawet na Avę, bo jej mąż wrócił, a Aidan nie, chciała zrobić cokolwiek, skoro jej tam nie było.
Zbliżyła się do Joego i z jakiegoś powodu dopiero widok jego przygnębienia podziałał jak katalizator. Kilka łez, które bezskutecznie chciała ukryć, potoczyło się po policzkach, kiedy zbliżyła się do niego. Czy tego chciał, czy nie - uściskała go. Serdecznie, jakby tym gestem chciała przekazać mu, że dobrze, że jest. To nie tak, że nie cieszyła się z ich powrotu; cieszyła. Ale ulga, ogromna ulga mieszała się w jej głowie z żalem, którego nie wypowiedziałaby na głos. To były podłe myśli, dlatego. Odsunęła się od mężczyzny, który był dla niej niczym wujek, po czym nieporadnie otarła oczy i pociągnęła nosem. Chciała coś powiedzieć, ale zaniechała, zajmując miejsce obok Joego. Miała ochotę się za nim schować, tak, żeby nikt jej nie zobaczył. Starannie unikała wzrokiem patrzenia na biurko. W przydużym swetrze wydawała się dzisiaj jeszcze drobniejsza niż zwykle.
Powrót do góry Go down
Jim Morgan
Ubojnia Tumblr_pf5qt1lF8j1uv9281o3_250
WIEK : 35/35
PRACA : makler giełdowy
PD : 264
Re: Ubojnia ψ 25/4/2019, 20:27
Pojawił się w ubojni razem z pozostałymi. Wciąż obolały, wciąż z widocznymi śladami po łapskach smolistych poczwar z kopalnianych czeluści. Wciąż miał problem z oddychaniem - podczas wdechu czuł ból w klatce piersiowej. Rwąca fala wody, która pojawiła się w korytarzu była mimo wszystko dla niego łaskawa. Mógł przecież zginąć. Jak inni. Wszedł do pomieszczenia i usiadł ciężko na jednym z rozstawionych krzeseł. Nogi wysunął w rozkroku przed siebie, w usta wsunął niezapalony jeszcze papieros. Nie palił często, w tych okolicznościach w ogóle powinien sobie odpuścić. Rzecz w tym, że wiedział, że wszystko zagoi się na nim jak na psie. Splótł ramiona na piersi i zastygł w tej na poły nonszalanckiej pozycji. W rzeczywistości rozwalił się jak panisko ponieważ w kopalni stłukł sobie kość ogonową. Spojrzał na Lenę. Chciał jej powiedzieć, ale Mahoney był pierwszy. Pozostało mu więc milczeć.
Ich stosunki nie należały do najłatwiejszych, choć dekadę temu jeszcze nic tego nie zwiastowało. Bliżej im było do rodzeństwa niż spierających się lub mijających bez słowa ludzi, których łączy wspólna grupa. Nie mówił jej, że czuje się w jakiś sposób odpowiedzialny za jej osobę. Że gdzieś tam, w głębi siebie za punkt swojego pokracznego honoru miał postawione pilnowanie jej szczęścia. Nie udało się. Jak i wiele innych rzeczy.
Nie potrafił stwierdzić, czy czuje się winny. Nie miał na nic wpływu, nie podejmował też żadnych decyzji. Takimi i podobnymi myślami czyścił swoje sumienie, którego i tak nie sposób było doszorować. Zaplamił je już dawno temu i tak zostało. Wyciągnął z kieszeni dżinsów zapalniczkę, a ta pstryknęła cicho gdy odpalił papierosa. Gryzący dym wślizgnął się przez gardło do płuc. Pierś uniosła się lekko i od razu zabolała, aż musiał odkaszlnąć.
Próbował przypomnieć sobie potwory, z którymi walczył w kopalni. Przed oczami miał pustkę, ból głowy wciąż dawał się Morganowi we znaki. W mediach rozpisywano się o zniszczeniu Brukseli, jakimś wirusie dziesiątkującym Amerykę Południową i o szaleństwach, jakich dopuszczali się ludzie. Zbliżali się do apogeum, ażeby zaraz przestąpić jedną nogą w stronę wydarzeń niemalże apokaliptycznych, infernalnych. Wszystko niosło za sobą jakieś konsekwencje. Był pewien, że wyjście z kopalni to nie koniec.
Powrót do góry Go down
avatar
Ubojnia 54305f84a19c88124dac931ff0701e5a
WIEK : 39
PRACA : farmer
PD : 16
Re: Ubojnia ψ 27/4/2019, 10:18
Jak do tej pory dni mijały powoli, mozolnie, a każdy z nich był podobny do tego ostatniego. Rutyna ta nie była mu jednak nieznośna, przyzwyczaił się do niej, polubił. Traktował jak nieodłączną część swojego życia, bo właśnie tego pragnął. Świętego spokoju. Ten został jednak naruszony ostatnimi wydarzeniami. Myśl, że alfa ich stada zaginął przyprawiała go o dokuczliwe poczucie rozchwiania i frustracji.
Był czas, gdy nie godził się na istnienie tej części siebie. Nie chciał być tym kim jest i próbował żyć normalnym życiem, ignorując to, że nie jest zwykłym człowiekiem. Robił to uparcie i dość naiwnie przez wiele lat, aby w końcu dotarło do niego, że nie może tego dłużej robić. Nie był normalny. Nigdy nie był i nigdy nie będzie, a wraz z pogodzeniem się z tą częścią siebie przyszła akceptacja. Wiele lat temu wrócił do Jewell, do watahy, do rodzinnego domu. Nie szukał tutaj niczego innego poza spokojem. Niestety, ale rzeczywistość była przewrotną suką. Chociaż przez wiele lat miał ten swój wymarzony spokój, to co działo się ostatnio, nie tylko w Jewell, ale na całym świecie zakłócało jego rutynę. Złośliwie, naprzykrzające się myśli męczyły go nocą. Budziły pierwotne instynkty, poczucie zagrożenia. Działo się coś niedobrego, a teraz ich przywódca zaginął.
Przed wejściem do ubojni wyrzucił na wpół dopalonego papierosa, niechlujnie depcząc go ciężkim wojskowym butem. Wypuścił ostatnią chmurę, przynosząc za sobą do pomieszczenia intensywny zapach spalenizny i tytoniu. Nieznacznie kiwnął im głową na powitanie i zajął miejsce pod ścianą, opierając się o nią plecami. Co dalej? Nie wiedział. Sądził, że powinni go szukać. Byli mu to winni, a on był winny bycie im ich liderem. Taka była kolej rzeczy. Deloria był niektórym z nich przyjacielem, a innym tylko alfą. Starał się nie podchodzić do tego personalnie, chociaż nie dało się tego odciąć. Osobiście wolał, żeby Aidan był tu z nimi i chciał zrobić co możliwe, aby tylko go odnaleźć. Z drugiej strony wiedział, że decyzja nie należała tylko do niego. Nie było go tam. Dlatego też przyniósł ze sobą tylko milczenie. Nie przemówił, nie zaproponował niczego. Chciał wysłuchać słów, które padną.







myśli bolą.
nocą gryzą jak
wygłodniałe zwierzę.  

Powrót do góry Go down
avatar
WIEK : 29
PRACA : Fotograf
PD : 276
SKĄD : Jewell
Re: Ubojnia ψ 28/4/2019, 03:33
Lucas długo nie mógł dojść do siebie po wyprawie. Nocami męczyły go koszmary, a za dnia niepewność co do tego, czego właściwie był świadkiem i co stało się z ich alfą. Chyba wolałby już zobaczyć połamane ciało Delorii niż żyć ze świadomością, że Aidan może wciąż tam tkwić jako zombie...
Wszedł do sali jako ostatni i szybko usiadł w kącie, nie chcąc rzucać się w oczy ani właściwie wcale tu być. Chciał wracać do Los Angeles, ale nawet tam będą go gnębić demony. Zarówno te stąd, jak i pamięć o jego Connie.
Rzucił Lanie spojrzenie zbitego psa i skinął jej współczująco głową. Skinieniem przywitał się również z pozostałymi wilkołakami i oklapł na krześle. Zebrali się tu zapewne aby przedyskutować co teraz, ale nie czuł się na siłach ani do stanowienia decyzji, ani do powrotu w tamto upiorne miejsce, ani właściwie do żadnego działania. Ciążyła mu świadomość, że przez ostatnie kilka lat nie było go z watahą. Że jest tu jednym z najmłodszych i właściwie nie powinien mieć prawa głosu. Co innego jego ojciec - wierny watasze wilkołak, który zawsze tryskał radością, ale ostatnio był przybity i smutny z powodu wieści o Delorii.
Powrót do góry Go down
Patrick Mahoney
WIEK : 40 lat
PRACA : Ubojnia/prace dorywcze
PD : 324
SKĄD : Mishawaka, Oregon
Re: Ubojnia ψ 28/4/2019, 23:45
Powrót do domu nie należał do łatwych. Na widok Leny żołądek boleśnie się skurczył, a do gardła podeszła żółć. Nigdy nie lubił przekazywać złych wieści. Zatrzymał ją w ramionach, pozwalając na szarpanie, wbijanie ostrych paznokci w ciało i groźby. Nie zamierzał tracić kolejnego członka watahy.
Po krótkiej rozmowie z Avą i Muriel, wziął szybki prysznic i położył się spać. Spał snem mocnym, na tyle aby spóźnić się na spotkanie. Wiedział, że to konieczne i wataha musiała zastanowić się co robić dalej.
Kilkoro z nich pamiętało poprzedników Aidana więc może będą wiedzieli jak postąpić przy bezkrólewiu.
Do ubojni szedł na piechotę nie przejmując się fatalną pogodą. Organizm wilkołaka poradził sobie z ranami jakie zadały tajemnicze stwory, które prawdopodobnie mogły być kiedyś ludźmi.
Wszedł do gabinetu w towarzystwie dwóch innych członków; rozejrzał się po obecnych szukając dla siebie dobrego miejsca. Ominął Lenę wzrokiem, dłużej zatrzymując się na Jimie i Henrym. Z tym ostatnim znali Aidana od dzieciaka, kiedy jeszcze żadnemu w głowie nie były wilcze harce. Usiadł ostatecznie po drugiej stronie Joe'ego. Zerknął na niego.
— Wiecie już, że nie wszyscy wrócili z kopalni — powiedział, gdy niewielkie pomieszczenie wypełniło się resztą watahy. — Aidan... Nie zdążył wyjść z windy. Ktoś przeciął liny i spadła.
Zdawał sobie sprawę, że to co mówi dla innych może brzmieć nieskładnie. Wyłaniało się z tego jednak najważniejsze pytanie - kto stał za wypadkiem? Kto uszkodził liny?






† And it's cause you're mine  You want me
Powrót do góry Go down
[MG] Llorona
PD : 9
Re: Ubojnia ψ 2/5/2019, 10:22
Odwzajemnił uścisk Leny. Cieszyło go, że to Patrick wziął na siebie ciężar poinformowania jej o tym, co się wydarzyło i że Aidan nie wrócił, ale wcale nie było mu lżej na sercu, kiedy ją zobaczył w takim stanie. Zbliżała się pełnia, a oni wydawali się rozbici i po raz pierwszy od dłuższego czasu pozbawieni celu, zagubieni bez przywódcy. Nie pamiętał, by dotąd podobna sytuacja miała miejsce. Przejęcie władzy zawsze odbywało się poprzez walkę, jak zatem wyłonić przywódcę teraz?
Powitał Jima, kontrolując pobieżnie jego stan. Pozwolił sobie nawet na cień uśmiechu, kiedy pojawił się Henry, chcąc mu dać do zrozumienia że dobrze, że się pojawił, a w ślad za nim Lucas, z winą wymalowaną na twarzy. Chyba każdy z nich wyrzucał sobie, że można było zrobić więcej, ale teraz było za późno. W końcu zjawił się i Patrick, w towarzystwie pozostałych. Kiedy wszyscy zajęli przyniesione przez Joego krzesła, puste miejsce za biurkiem jeszcze bardziej zaczęło się rzucać w oczy.
- Aidan, nasz przewodnik Andrew, którego pewnie znacie. Mała skinwalkerka - huknął głębokim basem, gdy tylko Patrick skończył mówić. Nie mogli zapominać o innych poniesionych ofiarach. Pozostała dwójka nie była częścią watahy, ale i tak czuł na barkach odpowiedzialność także za nich. Tym bardziej, że prawdopodobnie spotkał ich los znacznie gorszy od śmierci.
- Ktoś najwyraźniej nie chciał, żebyśmy stamtąd wyszli. Zresztą mało brakowało, co Jim i Lucas mogą potwierdzić - dodał, spoglądając na pozostałą dwójkę wilkołaków, która miała wątpliwą przyjemność wzięcia udziału w misji. Umilkł, poniekąd udzielając głosu pozostałym, zwłaszcza Jimowi, Lucasowi i Patrickowi. Nie popisał się pod ziemią, wiedział o tym. W czasie gdy tamci walczyli, on uganiał się w ciemnościach za własną przeszłością.

| brak kolejki, ze względu na weekend majowy nie ma ograniczenia czasowego, ale prosiłabym o sprawne odpisy.
Powrót do góry Go down
Lena Perez
WIEK : 34 // 26
PRACA : kelnerka w Niedźwiadku
PD : 22
SKĄD : Jewell
Re: Ubojnia ψ 5/5/2019, 11:47
Chyba pierwszy raz nie wyczekiwała tego zebrania z niecierpliwością. Zwykle były okazją do spotkania, niezależnego od sympatii, antypatii i poglądów. Były chyba jedynym momentem, gdy mogła zobaczyć tych, na których jej zależało w jednym miejscu. Jim, Aidan, Patrick... Nie chciała już o tym myśleć, ale było ciężko. Puste miejsce za biurkiem przyciągało wzrok jak magnes. Uśmiechnęła się niemrawo do Lucasa. Jeszcze wczoraj piekliła się i rzucała, że to wszystko była ich wina, na szczęście jedynym świadkiem wybuchu był Mahoney. W emocjach ludzie zachowywali się różnie, choć nie czuła się tym bynajmniej usprawiedliwiona. Później już starała się nie patrzeć na innych, bo wszystko to sprawiało jej tylko niepotrzebną przykrość. Mogłoby zabraknąć któregokolwiek z nich i byłoby jej z tym równie źle. Przyjrzała się również Henry'emu, gdy ten się pojawił.
Przymknęła tylko oczy, kiedy został poruszony niechciany temat. Wbiła wzrok w podłogę, czekając, czy ktoś inny będzie miał coś do dodania. Z pomocą pospieszył Joe. Miał rację, nie powinni zapominać, że starty były mimo wszystko znacznie większe, niż tylko ich alfa. Tylko i aż. Co by było, gdyby to Jim nie wrócił? Patrick? Joe? Lucas? Skinwalkerów nie znała na tyle, by w pełni dotarła do niej świadomość straty, ale każde życie było cenne.
- Co tam się wydarzyło? - Zapytała, odnajdując w sobie choćby resztki determinacji. Czuła, że musi się wziąć w garść, ale ciężar żałości zdawał się ją ciągnąć ze sobą na dno. Powinna tam była jednak pójść. To właśnie sobie wyrzucała; to, że Aidan jej na to nie pozwolił, zupełnie jakby przeczuwał co się wydarzy.
Powrót do góry Go down
Jim Morgan
Ubojnia Tumblr_pf5qt1lF8j1uv9281o3_250
WIEK : 35/35
PRACA : makler giełdowy
PD : 264
Re: Ubojnia ψ 5/5/2019, 21:03
Zaciągnął się ponownie papierosem i skinął głową Blackwellowi, gdy wszedł do pomieszczenia. Zmierzył również spojrzeniem Lucasa by zorientować się w jakim jest stanie. Za kilka dni powinni dojść do siebie. Noc okazała się łaskawa i najcięższe urazy, jakich doznał Morgan złagodniały. Nie żałował, że udał się do kopalni.
Słuchał co mieli do powiedzenia Joe oraz Patrick. Nie miał pojęcia, że boląca kość ogonowa to sprawka tego drugiego. Przemieniony Mahoney nadeptując na niego w podziemiach trafił akurat na zadek blondyna.
- Nikt nie może tam więcej wejść - odezwał się w końcu. - Musimy obserwować kopalnię, ale nikt nie może się zbliżać do wejścia - przybierając ton "wiem najlepiej i chuj" podniósł się ciężko z krzesła nie bacząc na to, że strzepnął popiół na podłogę. A przecież ktoś to będzie musiał posprzątać. - Znaleźliśmy jednego z górników. Ciało, bo chuj wie, co to tak naprawdę było. Drapał ścianę, palce miał zdarte do kości. Jakiś symbol, czy coś - wzruszył ramionami i skrzywił się lekko. Coś go kłuło pod lewą łopatką. - Galagher, masz zdjęcie? Czy zalało ci telefon? - przeszedł się wzdłuż pomieszczenia by na końcu przysiąść na biurku Delorii, odwróconym w stronę pozostałych. - Zaczął tłuc głową w ścianę aż zgruchotał czaszkę. A i tak dalej trzymał się na nogach - przetarł dłonią twarz na wspomnienie obrzydliwego widoku tego, co zostało z górnika, którego znaleźli. Przytknął papieros do ust, żeby po chwili wypuścić z nich dym. Ciągle mówiło się, że palenie uspokaja, że coś tam. Nie był do końca przekonany; wcale nie czuł się teraz spokojniej.
- Chwilę potem odjebało Andrew. - ich przewodnik miał szczęście w nieszczęściu, chociaż nawet Jim nie był pewien czy w ogóle można w tej sytuacji użyć takiego określenia. Po wyjściu z kopalni i tak by go zabił, zamiast tego coś go opętało i odebranie mu życia stało się swego rodzaju formalnością, którą każdy by zrozumiał. - Kopalnia jest pełna ciał tych, którzy tam zostali. Są martwi, ale nie są. Nie wiem, skąd pojawiła się fala wody, ale nas zmyło na niższy poziom a potem... - wzruszył ramionami, co miało oznaczać, że przemienił się i nie pamięta. Powiódł wzrokiem po pozostałych zastanawiając się, jakie mogą mieć znajomości w Astorii. Domyślał się, kto może być wplątany w gówno, jakie wyprawiało się w kopalni. I o dziwo tym razem nie byli to ani żydzi ani lewacy.
Powrót do góry Go down
Patrick Mahoney
WIEK : 40 lat
PRACA : Ubojnia/prace dorywcze
PD : 324
SKĄD : Mishawaka, Oregon
Re: Ubojnia ψ 9/5/2019, 21:22
Patrick nie umniejszał reszcie ofiar. Skupiał się na najważniejszej stracie dla obecnych na zebraniu wilkołaków. Ich organizm stracił głowę i to od nich teraz zależało jak postąpią. Miał ochotę stąd zniknąć i uciec pod spojrzeniami ciekawskich, zatroskanych oraz wrogich spojrzeń. Przynajmniej tak mu się wydawało. Nigdy nie lubił takich spotkań, ani nie brał w nich zbyt czynnego udziału, wolał słuchać tego co mówią inni i zależnie od otrzymanych informacji zagłosować. Unikał spojrzenia Leny, podnosząc wzrok na Jima dopiero, gdy ten podniósł się z krzesła. Miał ochotę powiedzieć mu żeby tego nie robił. Tego, tego, a nie, żeby nie podnosił się z krzesła.
— Po wyjściu z windy wraz z Nox natknąłem się na dziwne... Coś. Musiałem się przemienić żeby to pokonać... Dlatego zbyt wiele nie pamiętam, niestety. Jutro postaram się porozmawiać ze skinwalkerką, może zauważyła coś co pozwoli nam na szczegółowe poznanie tego co się tam wydarzyło. Zgodzę się z Jimem w jednym, nie możemy pozwolić komukolwiek zbliżać się do kopalni. Któreś z was wie jak wygląda sytuacja prawna tego miejsca? Firma ogłosiła upadłość? Co dalej z kopalnią? — powiódł wzrokiem po kilku twarzach.






† And it's cause you're mine  You want me
Powrót do góry Go down
[MG] Llorona
PD : 9
Re: Ubojnia ψ 10/5/2019, 11:51
Joe poczekał, aż wypowiedzą się ci, którzy byli naocznymi świadkami całego tego gówna w kopalni. Przypuszczał, że gdyby był na miejscu Leny czy Henry'ego, nie uwierzyłby, a przynajmniej choć raz zakwestionowałby to, czy mówcy są zdrowi na umyśle. A był tam, widział to na własne oczy. Doświadczył tego. A w końcu dokonali niemożliwego - wyszli stamtąd. Coś mu jednak podpowiadało, że gdyby istoty które znaleźli na dnie uparły się, nie wypuściłyby ich ze swoich szponów.
- Trzeba będzie obstawić jakiś patrol na wejściach - zgodził się z pozostałymi. - Już nawet nie po to, żeby nikt nie wchodził, co żeby nic nie wyszło z głębin... - Skrzywił się. Nie chciałby widzieć tych cudactw na powierzchni. Nie chciałby, by rodziny zmarłych stanęły twarzą w twarz ze swoimi nieumarłymi krewnymi.
- Firma upadła, kopalnia była wystawiona na przetarg. Ale czy ktoś ją kupił? Tego nie wiem. Chodziły jakieś plotki, że ktoś się tym interesował, ale nie mam pojęcia na czym stanęło - przyznał, spoglądając na innych. Być może stałym bywalcom baru nieco więcej obiło się o uszy. Ludzie kochali plotkować, zwłaszcza w takich zadupiach jak w Jewell. Nie dodawał już nic do opowieści pobratymców. Miał wrażenie, że przeszedł tam przez piekło i nie miał pojęcia, jak blisko prawdy znajdują się takie porównania.
Spojrzał na Lenę. Chciał ją jakoś podnieść na duchu, ale nie potrafił. Nie miał w zanadrzu żadnej bajeczki, którą mógłby ją uraczyć, zresztą nie sądził, by dała się na nią nabrać. Westchnął.
- Jest jeszcze to - wskazał na figurkę stojącą na biurku, którą osobiście tam postawił. - Ktoś wie, co to może być?

| brak kolejki.
Powrót do góry Go down
Lena Perez
WIEK : 34 // 26
PRACA : kelnerka w Niedźwiadku
PD : 22
SKĄD : Jewell
Re: Ubojnia ψ 12/5/2019, 19:59
Lenę rozbolała głowa. Gdyby nie to, że każdemu z obecnych prawdopodobnie powierzyłaby swoje życie, najpewniej słuchałaby z niedowierzaniem, wydając koniec końców osąd, że musieli się czegoś nawąchać, zanim zjechali na dół. Słowa Jima brzmiały zupełnie nieprawdopodobnie, ale czy w obliczu tego, czym samym byli, mogła pozwolić sobie na luksus kręcenia nosem i niedowierzania? Rozmasowała sobie skronie, chcąc pozbyć się ucisku, który odczuwała. Wszystko wymykało się spod kontroli, a Lena tonęła zalewana jedynie kolejną falą frustracji. Nie brakowało jej odwagi, ale tym razem pewne słowa nie potrafiły przejść przez gardło. Zostawili ich tam. Górników, Aidana... Spotka ich los gorszy od śmierci, cokolwiek powodowało te dziwne anomalie, na które natknęli się pod ziemią. Z czymś takim nie mieli do czynienia, zupełnie jakby nastało widmo zmian.
- Więc zamierzacie go tam zostawić? - Zapytała chłodno, płonący wzrok wbijając wpierw w Jima, by przenieść go na Patricka, a w końcu i na Joego. Nie odpuściła także Lucasowi. - I całą resztę tych potworów? A co jeśli wyjdą? Skoro pogruchotana czaszka nie stanowiła dla nich większego zmartwienia, mogą próbować aż do skutku - zauważyła jedynie. Ciarki przeszły jej po plecach. Walka z wrogiem, który się nie męczył i odczuwał bólu wydawała się czymś niemożliwym.
Bez słowa wstała i podeszła do biurka, sięgając po figurkę. Obróciła ją w dłoniach i przyjrzała się jej.
- Przywodzi na myśl jakąś starożytną cywilizację. Pytaliście skinwalkerów co to może być? W końcu to ich działka. Cały las upstrzony jest ich dziwnymi malunkami i posążkami - rzuciła pytanie w eter, nie precyzując właściwie, do kogo je kieruje. Nie potrafiła nawet określić, z czego wykonano ten niewielki posążek. - W Astorii jest dość duże muzeum. Może jakiś specjalista stamtąd byłby w stanie określić chociaż w przybliżeniu, co to jest. Bo nie wygląda na coś przypadkowego - zmarszczyła brwi. Czy tyle metrów pod ziemią mogły znajdować się jakieś znaleziska archeologiczne? A może ktoś zostawił to tam celowo? Skupiła się na tej figurce, jakby była niezwykle ważna; być może mylnie. Wszystko było lepsze niż druzgocząca świadomość, że nikt nie poważy się zejść na dół raz jeszcze.
Powrót do góry Go down
Jim Morgan
Ubojnia Tumblr_pf5qt1lF8j1uv9281o3_250
WIEK : 35/35
PRACA : makler giełdowy
PD : 264
Re: Ubojnia ψ 13/5/2019, 23:04
Nie baczył na to, że jego subtelność jest bliska subtelności siekiery wbijającej się w pień omszałego drzewa czy innego buciora kalającego poranne, leśne runo. W swoim mniemaniu opisał co widział, w sposób należyty. I uczciwy.
- Zobaczę akcje giełdowe, popytam, może ktoś będzie coś wiedział - odparł po krótkim namyśle. Jeśli kopalnia była komuś sprzedawana, to pizdy w garniturkach, z którymi miał do czynienia w pracy powinny coś wiedzieć. Tak mu się przynajmniej wydawało. Wcale nie wykluczał jednak, że transakcja może przejść gdzieś bokiem, po cichu. Zerknął na Joe'go zaciągając się papierosem. Dym znowu podrażnił wciąż wrażliwe jeszcze płuca. Klął pod nosem na samą myśl o tym, że opił się wody w kopalni. To, że się tego brzydził, to było mało powiedziane. Potrząsnął delikatnie głową odrzucając wspomnienie. Dzisiejszy poranek spędził w toalecie i był pewien, że wróci tam jeszcze kilka razy. To był jeden z powodów, dla których nie tknął tego dnia kawy.
- Zostawić? Nie, zamierzam ich zaprosić na jebany obiad - skrzywił się. Dobrze wiedział, że nie powinien jej tak dogryzać, szczególnie teraz. Serce przecież nie sługa, tak samo jednak, jak urażona duma. - Nikt nie wejdzie tam z powrotem. A jeśli wyjdzie, to tylko o własnych siłach - miał na myśli zarówno Aidana jak i smoliste potworzyska. Nie był pesymistą, ale nie wierzył w to, że Deloria przeżył. Nie coś takiego. Gdzieś głęboko pod skórą, w szpiku kości czuł z tego powodu pewien żal. Sam wolałby rozkwasić mu pysk. Nie zamierzał nikomu o tym mówić, ani nawet przyznawać przed sobą samym.
Przyglądał się figurce, którą znaleźli w kopalni, zerknął też na znak, który zapewne pokazał Lucas. Nie znał się ani na jednym ani na drugim. Gdyby nie okoliczności, nazwałby znaleziska żeliwnym śmieciem i bazgrołami. Propozycję skontaktowania się z kimś z muzeum uznał za wyjątkowo trafną.
- Zna ktoś jakiegoś cholernego demona?
Powrót do góry Go down
Patrick Mahoney
WIEK : 40 lat
PRACA : Ubojnia/prace dorywcze
PD : 324
SKĄD : Mishawaka, Oregon
Re: Ubojnia ψ 17/5/2019, 20:09
Pochylił się do przodu, przecierając twarz dłońmi. Chciał otrzymać proste rozkazy, które będzie w stanie wykonać. Chciał również wrócić do domu, uściskać córkę i sprawdzić jak się czuje Ava. Dlaczego tak to wszystko musiało wyglądać? Westchnął słysząc odzywkę Jima, która wcale go nie dziwiła. Zawsze wspólnie odreagowywali takie sprawy, ale tym razem Patrick najchętniej zapadłby się pod ziemię (hehe) i wygrzebał się dopiero na wiosnę. Wysłuchał Joe'ego, kiwając głową z roztargnieniem. Wiele rzeczy należało sprawdzić i się przygotować. Popatrzył na fotografię Lucasa, a następnie na figurkę. Górnicy mogli się dokopać do prehistorycznych przedmiotów. W końcu w Stanach bardzo popularne było odkrywanie skamielin i kości dinozaurów.
— Nox się zmyła zaraz po tym jak się wydostaliśmy — wyjaśnił Lenie — Trzeba złożyć im wizytę, ale chyba znam kogoś kto prędzej może nam pomóc... Znajoma w Astorii. Pokażę jej figurkę i może uda się coś ustalić.
Nie przejmował inicjatywy, choć tak mogło to wyglądać. Wspólnie musieli pomyśleć jakie będą ich następne kroki.
— Najbliższe muzeum to te w Astorii i należy do Astorów. Można zapytać Thomasa lub jego żonę... Ale nie wiem.
Spojrzał na zegarek. Obiecał Lily, że przeczyta jej bajkę na dobranoc. Musiał z Avą ustalić, gdzie zamieszkają. Lily nie mogła opuszczać szkoły.






† And it's cause you're mine  You want me
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Sponsored content
Powrót do góry Go down
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry Strona 1 z 1
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematuSkocz do: