Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
Kościół [Grace Episcopal Church]
Idź do strony : 1, 2  Next
Carpe Diem
Konto Techniczne
Carpe Diem
Kościół [Grace Episcopal Church] Kv0xLQPj_o
PD : 306

Grace Episcopal Church
⇜  lokacja dostępna ⇝



W kościele odbywają się nabożeństwa każdej niedzieli oraz w pierwsze czwartki miesiąca. Budynek jest zaliczany do zabytków miasta, a w 2010 roku przeprowadzono jego gruntowaną renowację z datków mieszkańców Astorii. Przed wejściem wywieszona jest tabliczka zakazująca korzystania z telefonów komórkowych oraz zalecająca kobietom zakrycie ramion i kolan. Do obecnego księdza, Quentina Kavinsky'ego parafianki wzdychają już od ponad dwudziestu lat - od czasów jego objęcia parafii, msze cieszą się popularnością.

Msze św.

Czwartki (pierwsze czwartki miesiąca)
11:00
18:30
Niedziele
6:00
12:00
19:00


⇜ code by bat'phanie ⇝
Powrót do góry Go down
Jessie Chapman
Kościół [Grace Episcopal Church] Tumblr_paxzxb5GmM1uv9281o6_250
WIEK : 27
PRACA : pielęgniarka
PD : 173
SKĄD : Jewell
19.11

Od dwóch dni media żyły wydarzeniami ze świata. Na dobrą sprawę od czasu pamiętnego jedenastego września nie miało miejsca nic, co tak bardzo uderzyłoby w ludzi. Raz po raz wspominano o zbiórkach pieniędzy i pomocy humanitarnej, zmieniających się liczbach ofiar, kondolencjach przesyłanych ze wszystkich stron świata i zespołach ratowników, którzy dołączają do pomocy. Panice, dezorientacji, ludziach wychodzących na ulicę. O tym, że zbyt długo zwlekano z budową tarczy antyrakietowej. W końcu i o tym, że kraje zaczynają się zbroić. Na czele z Rosją, Iranem i Koreą Północną oraz Chinami. Gdzieniegdzie pojawiały się też informacje dotyczące epidemii eboli, którą wydawać by się mogło, świat ma już za sobą.
Jessie oglądała, słuchała i czytała wiadomości o tym wszystkim z przejęciem, potem z nieukrywanym strachem. Wpływ na to miało niechybnie to, że do szpitala trafiać zaczęły coraz cięższe przypadki. Nie pamiętała, żeby wcześniej ofiar strzelanin w Astorii było tak dużo. Nie tylko strzelanin.
- Sale się przepełniają - zauważyła Evandra, koleżanka Chapman. - To jest jakieś... - pokręciła głową. Nie potrafiła tego porównać do niczego.
- Szaleństwo - Jessie tylko przytaknęła. Przez ostatnie kilka dni w szpitalu pojawiali się kolejni i kolejni pacjenci. Przypływ był większy od odpływu.
Po południu obiecała Evie, że potowarzyszy jej w drodze do kościoła. Evandra miała porozmawiać z księdzem w sprawie ślubu. Nie przepadała za miejscami kultu, szczególnie obcymi i nie będącymi atrakcją turystyczną, ale nie zamierzała się wycofywać. Rozmowa miała z resztą zająć chwilę. Gdy jednak weszły do budynku okazało się, że trafiły na zły moment - właśnie odbywała się msza. Usiadły więc z tyłu, żeby nie przeszkadzać ani nie rzucać się w oczy. Eva nie była zbyt religijna, jednak ślub chciała wziąć kościelny. Jessie nie rozumiała tego podejścia, ale nie zamierzała na ten temat dyskutować. Wolę człowiek miał wolną i mógł sobie na takie rzeczy pozwalać, bo i dlaczego nie? Gdzieś podświadomie i mimowolnie sama pomyślała o tradycyjnym, żydowskim weselu. Była ciekawa, jak to odbywało się u chrześcijan. Będzie musiała zapytać, gdy już stąd wyjdą. Pochłonięta rozglądaniem się po wnętrzu budynku nie słuchała uważnie tego, co mówił ksiądz.






Maybe I can be that nice clean dream for you
Be the first to get a taste of your creamy truth
Powrót do góry Go down
Ida Romanow
Kościół [Grace Episcopal Church] ZGYzMmU3ZjI0YSMvTUNXdnRkRWpZRDlxTjJQUVNEWmEwRjVHekRJPS9maXQtaW4vNzYweDAvZmlsdGVyczpub191cHNjYWxlKCk6Zm9ybWF0KGpwZWcpOnF1YWxpdHkoODApL2h0dHBzOi8vczMuYW1hem9uYXdzLmNvbS9wb2xpY3ltaWMtaW1hZ2VzL3ZudXU4MDZlYWJzaWpiaHNnb2twdHlqZXlkbTM4c2J4a21wbjBnMHVybTlsa3B2OWh3cjNmcGVvOHNia3Brb2ouZ2lm
WIEK : 13
PRACA : Złodziejaszek
PD : 27
Świat biegnie ku końcowi.
Taki nagłówek przeczytałam w dzisiejszej gazecie. Pisali coś o jakiejś eboli w jakimś Afrykańskim kraju. Nie specjalnie wiem, co te wszystkie nazwy oznaczają. Rozumiem, że chodzi o jakąś groźną chorobę. Wszyscy ludzie ostatnio żyją czyimiś problemami. Nie zrozumcie mnie źle, rozumiem że międzynarodowa tragedia i tak dalej. Ludzie jednak już od dłuższego czasu brną ku samozagładzie, a takie informacje nie są niczym nowym.
Lubię oglądać wiadomości z telewizorów ustawionych za witryną w sklepach AGD. Nie słychać dźwięku, wszystkiego trzeba się domyślić z napisów i tła na jakim dziennikarze się znajdują. Kiedy byłam młodsza, wraz z kolegami podkładaliśmy głosy pod mówiące osoby. Wychodziły z tego przeróżne, śmieszne historie.
Zaopatruje się też w gazety, co prawda w innym celu niż normalni ludzie. Papier jest przydatny, jednak czasem coś przeczytam, aby być na bieżąco z otaczającym mnie światem. Ludzie bezdomni mają jednak inne problemy, niż to co się dzieje za oceanem. Moim problemem był głód, fizyczny z powodu braku jedzenia, i psychiczny z powodu braku trawki.
Dlatego też udałam się do kościoła.
Nie należę do osób wierzących. Kiedyś chodziłam do cerkwi, jednak msze tam były zbyt długie i zbyt nudne. Moi koledzy chodzili do zborów, to podobało mi się bardziej. Śpiewający ludzie, cieszący się chwilą, dziękujący Bogu za wszystko. Co do Boga, możliwe że istnieje, nie wykluczam tego. Jednak nie czuje potrzeby, aby klękać przed obrazkiem i prosić go o dobre życie.
Widok małej dziewczynki, w za dużej bluzie, postawionych włosach i dziurawych spodniach raczej nie jest codziennością podczas mszy. Jednak chrześcijanie nie powinni oceniać bliźnich z powodu ich ubioru. Może gdyby ktoś zwrócił na mnie uwagę, parafia miałaby o wiele więcej pieniędzy.
Po wejściu do kościoła przeżegnałam się, patrząc po zebranych wiernych. W oczy rzucił mi się stół na którym stała puszka na dary. Zbierali na głodujące dzieci w Afryce. Może najpierw powinni zająć się głodującymi dziećmi we własnym kraju.
Skorzystałam z tego, że ludzie byli bardziej zajęci modlitwą niż pilnowaniem stoiska i przesypałam część pieniędzy do kieszeni. Pierwszy punkt odhaczony.
Pewien kolega z "branży" mówił mi, że w takich sytuacjach nie należy brać wszystkich pieniędzy, bo to łatwo można wykryć. Ludzie non stop podchodzą do tego stolika i wrzucają pieniądze, nikt nie zauważy gdy zniknie niewielka suma. To było łatwe. Cięższe było okradanie wiernych.
Przechadzałam się wśród ludzi, udając zadumioną w modlitwie. Ze wzrokiem wbitym w "podłogę" a raczej kieszenie. Niektórzy w kościele czuli się bardzo swobodnie, nie zauważali nawet tego, że portfel wystaje im z kieszeni czy torebki. Udało mi się wypatrzeć cel, teraz trzeba było tylko poczekać na odpowiedni moment, jakim była komunia święta. Wypatrzonym celem był mężczyzna w garniturze. Kiedy ludzie zaczęli się ustawiać gęsiego do komunii wpadłam na niego, niby przypadkiem, sięgając po wystający portfel. Schowałam go do pojemnej kieszeni od mojej bluzy, przeprosiłam grzecznie uśmiechając się, i miałam zamiar wycofywać się w stronę wyjścia. Jednakże dwóch mężczyzn zaczęło się przepychać, uznałam że to może być ciekawego widowisko, tak więc usiadłam obok konfesjonału i obserwowałam co się dzieje. Może to nie było mądre posunięcie, jak na kogoś kto przed chwilą okradł kościół i wiernego, ale coś czułam, że obejrzenie widowiska będzie warte ryzyka.
Powrót do góry Go down
Jessie Chapman
Kościół [Grace Episcopal Church] Tumblr_paxzxb5GmM1uv9281o6_250
WIEK : 27
PRACA : pielęgniarka
PD : 173
SKĄD : Jewell
Wnętrze jak wnętrze, nie kryło w sobie żadnych niezwykłości. Zatrzymała wzrok na dłużej przy konfesjonałach. Kojarzyła drewniane budki z filmów, pierwszy raz miała okazję widzieć je na żywo. Była ciekawa, czy kiedyś komuś zdarzyło się tam przysnąć. Telefon, który miała w kieszeni kurtki zabrzęczał. Dziękując sobie w duchu za to, że pamiętała o wyłączeniu dźwięku wyciągnęła go i zerkając uprzednio czy nie zwróciła na siebie niepotrzebną uwagę wyświetliła otrzymaną wiadomość.
- Kurwa... - sapnęła cicho i pochyliła się by na moment ukryć przybierającą czerwone barwy twarz w dłoniach. Miała nadzieję, że Wolfe z całą swoją uprzejmością i zgodnie z jej prośbą nie odczyta wiadomości, którą wysłała mu po pijaku. Było jej wstyd, zarówno z powodu treści jak i masy błędów, jakich narobiła. Tymczasem mało tego, że wszystko odczytał, to jeszcze wyglądało na to, że był z siebie piekielnie zadowolony. - Znaczy... Boże. Dlaczego?
Ogarnięta palącym poczuciem zażenowania nie zauważyła postaci dziewczynki przechadzającej się między ludźmi. Podobnie jak pochłonięci mszą pozostali ludzie. Kazanie dotyczyło węża i grzechu, jakiego dopuścił się człowiek względem Boga. Pierwszego i decydującego o jego dalszym losie poza Edenem. Jessie dobrze wiedziała, że nie powinna pisać smsów pod ławką podczas nabożeństwa w jakiejkolwiek świątyni. Uznała jednak, że zamieszanie związane z wychodzeniem z ławek i ustawianiem się w kolejce do księdza aż się prosi o niewinne wykorzystanie. Ledwo, podszczypywana gdzieś w bok poczuciem winy nacisnęła "wyślij", rozgorzała awantura.
Pozornie komiczna, aż by się prosiło o stwierdzenie, że to afera na cztery fajery. O babę. W kościele.
- Dobrze wiem, że wskakujesz mu do łóżka, ty kurwo! - wołał Ted. Słuchy o zdradzie żony doszły do niego już wcześniej i czekał na właściwy moment by się z kobieta rozmówić, jednak przed chwilą przyuważył czułe spojrzenia kochanków i muśnięcia ich dłoni. I to gdzie? Pod samym boskim nosem, w kolejce do komunii. To przelało czarę goryczy.
- Ted, proszę cię! To nie tak...! - zaczęła Patty wystraszona takim obrotem spraw. Nie sądziła, że ktokolwiek się dowie. A teraz, tak przy wszystkich...
- Ted, uspokój się! - Bart uniósł łownie do góry w pojednawczym geście. Ostatnie czego chciał, to awantura w takim miejscu. - Po prostu stąd wyjdźmy.
Mężczyzna go jednak nie słuchał. Wściekły za to, że dorabia mu się rogi nawet w kościele, przy ludziach pchnął Barta, a ten zrobił kilka kroków w tył i byłby się przewrócił, gdyby nie wpadł na inną osobę.
- Ted, Ted! - Patty zaczęła szlochać czerwieniejąc na twarzy jeszcze bardziej niż przed chwilą Jessie. Oczy wszystkich było zwrócone na kłócącą się trójkę. Ci, którzy stali najbliżej odsunęli się kilka kroków, urządzając sobie z nich widowisko. Po chrześcijańsku, rzecz jasna. Tu i tam rozległy się szepty.
- Co tam się dzieje? - Eva wyprostowała się próbując dostrzec coś więcej. - No nie, będą się tu teraz... Ja pierniczę, Jess.
- Jesteście w domu bożym! - zagrzmiał ksiądz. Jego głos był donośny, nie musiał się powtarzać by go dobrze usłyszano. Niestety, niewiele pomógł. Nim ktokolwiek zdołał zauważyć, Ted sięgnął za pazuchę i wyciągnął z niej broń. Kupił ją niedawno, ze względu na bezpieczeństwo. Miała być straszakiem na złodziei, ponieważ do jego domu włamano się już kilka razy. Nigdy jednak nie zrobił z niej użytku. Do teraz. Odbezpieczył pistolet, uniósł rękę, w której go trzymał i strzelił w sufit. Z kilku stron sali rozległ się krzyk, obserwujący do tej pory ludzie rozpierzchli się kryjąc między ławkami. Na podłogę spadło kilka kawałków tynku. Telefon wypadł Jessie z rąk, kiedy odruchowo zsuwała się z ławki. Czuła na ramieniu uścisk dłoni Evandry, która ciągnęła ją za sobą na podłogę.
- Niech nikt się nie rusza! Wystrzelam jak kaczki! Razem z tymi kurwiszczami! - krzyczał wymachując bronią. Szybkim krokiem podszedł do Patty i chwycił ją za włosy. - A ty się tam nie ruszaj! Stój, mówię! - wycelował w mężczyznę, który zmierzał w stronę wyjścia i strzelił.

K6:
- 1, 4 - Ted trafia mężczyznę w ramię, a ten upada na podłogę i kuli się z bólu.
- 2, 3 - Ted trafia w drzwi, mężczyzna zatrzymuje się, podnosi ręce i powoli odchodzi w stronę jednej z ławek.
- 5 - Ted trafia w bok Evę, która skrywała się razem z Jessie za przedostatnią ławką.
- 6 - Ted trafia uciekiniera w plecy. Mężczyzna przewraca się na ziemię a na materiale odświętnego płaszcza, który miał na sobie pojawia się rosnąca z każdą chwilą plama krwi.






Maybe I can be that nice clean dream for you
Be the first to get a taste of your creamy truth
Powrót do góry Go down
Los
Konto Techniczne
Los
PD : 143
The member 'Jessie Chapman' has done the following action : Rzut kostkami


'k6' : 3
Powrót do góry Go down
Ida Romanow
Kościół [Grace Episcopal Church] ZGYzMmU3ZjI0YSMvTUNXdnRkRWpZRDlxTjJQUVNEWmEwRjVHekRJPS9maXQtaW4vNzYweDAvZmlsdGVyczpub191cHNjYWxlKCk6Zm9ybWF0KGpwZWcpOnF1YWxpdHkoODApL2h0dHBzOi8vczMuYW1hem9uYXdzLmNvbS9wb2xpY3ltaWMtaW1hZ2VzL3ZudXU4MDZlYWJzaWpiaHNnb2twdHlqZXlkbTM4c2J4a21wbjBnMHVybTlsa3B2OWh3cjNmcGVvOHNia3Brb2ouZ2lm
WIEK : 13
PRACA : Złodziejaszek
PD : 27
Sytuacja robiła się coraz ciekawsza. Jak na osobę szukającą wrażeń i kłopotów, nie mogłam się przyglądać z daleka. Podeszłam bliżej ludzi, aby obejrzeć show. Biedny Ted, to pewnie straszne widzieć swoją żonę z innym w kościele. Jeszcze razem chcieli przyjąć komunię! Miejmy nadzieję że się chociaż przed tym wyspowiadali. Chociaż zapewne Ted też święty nie był, skoro go zdradziła to musiało znaczyć że było jej z nim źle. Chociaż kobieta uparcie trzyma, że to nie tak. Może nie kłamie, a Ted jest po prostu zazdrosny o to, że chodzi do kościoła z innym.
Sytuacja w kościele coraz bardziej zaczęła przypominać telenowele. Muszę częściej przychodzić na msze.
Stałam obok dwóch kobiet, jedna chyba miała na imię Jess, z tego co usłyszałam. Odruchowo spojrzałam w kieszenie, jednak nie wydawały się być łatwym łupem. Taki już mój dar, że każde zamieszanie próbuję wykorzystać. Czy to kościół czy ulica, trzeba sobie jakoś radzić.
Nie przewidziałam jednak że biedny Ted będzie miał przy sobie pistolet, a tym bardziej, że wyjmie go w kościele. Nie chciałam tracić życia, nie w tym miejscu. Szczególnie że przed chwilą okradłam kościół z darów na cele charytatywne, za to do nieba mnie nie przyjmą.
Kiedy padł strzał, schowałam się pod ławkę, zakrywając uszy. Nie byłam na to przygotowana. Tak jak wielu innych ludzi w kościele.
Nie chcę zgrywać jakiegoś chojraka, w tamtym momencie naprawdę się bałam. Gościu mógł zacząć strzelać do przypadkowych ludzi, w tym do mnie, jednak nie mogłam się oprzeć. Wyciągnęłam rękę po telefon, który wypadł jednej z dziewczyn z rąk i schowałam go do kieszeni. Jeśli tu dzisiaj nie umrę, za sprzedaż tego telefonu będę mogła zrobić sobie ucztę w jakimś fast foodzie.
Kolejny strzał sprawił że wręcz przytuliłam się do podłogi. Czyżby Ted jednak nie żartował? Patrząc spod ławki nie wiele było widać, ale chyba jeszcze nikt nie umarł.
Zorientowałam się że cały czas jestem obok tych dwóch kobiet, a telefon jednej z nich siedział teraz w mojej kieszeni. Powinnam się jak najszybciej stąd ewakuować, jednak gwałtowne ruchy w tym momencie były niewskazane.
Powrót do góry Go down
Jessie Chapman
Kościół [Grace Episcopal Church] Tumblr_paxzxb5GmM1uv9281o6_250
WIEK : 27
PRACA : pielęgniarka
PD : 173
SKĄD : Jewell
Była przerażona. Po pierwszym strzale padł kolejny, który wywołał serię okrzyków. Jessie chwyciła się za głowę i zacisnęła powieki. Zawsze sądziła, że potrafi zachować spokój i zimną krew nawet w ekstremalnych sytuacjach. W szpitalu widziała niejedno, szczególnie w ciągu tego jednego miesiąca. Okazało się, że się myliła. Serce biło jej jak szalone i byłaby gotowa przysiąc, że zaraz wyskoczy z jej piersi. Nie zwróciła uwagi na to, że jej telefon przyczepił się do lepkiej rączki małej złodziejki i zniknął w kieszeni dziewczynki. Uniosła głowę i ją zobaczyła. Początkowo wzięła Idę za młodą kobietę, dopiero po kilku sekundach zrozumiała, że ma przed sobą dziecko.
- Nie chcę ginąć przed ślubem, to byłoby nie fair - wysapała Eva. Również była w szoku. Kuliła się między ławkami zaraz za Jessie. - W ogóle nie chcę ginąć...!
W świetle kolejnych wydarzeń to, kto kogo zdradził, i czy faktycznie to zrobił zaczynało tracić na znaczeniu. Ted zaczął i nic nie wskazywało na to, że zamierza kogokolwiek od tak wypuścić. Nawet dzieci, a tych poza Idą było jeszcze kilkoro. Parę z nich zaczęło płakać.
- Przyznaj się dziwko! Zobacz, co narobiłaś! - krzyknął do Patty, nie puszczając jej włosów. I ona zaczęła płakać. Już się nie wstydziła, ta emocja ustąpiła przerażeniu.
- Ted,Ted... odłóż pistolet... zostaw tych ludzi... - Bart zdawał się mieć trochę oleju w głowie zmieszanego z odrobiną głupiej odwagi. - Zaraz na pewno przyjedzie policja... Porozmawiajmy. Puść Patty.
- Zamknij ryj! Już się sama puściła! - wrzasnął Ted, Patty zapiszczała ze strachu dławiąc się własnymi łzami.- Myślicie, że ja nic nie wiem, tak? Że nic nie wiedziałem!? Wszyscy sąsiedzi o was mówią, kurwiszcza!
- Synu, to dom boży, nie chcesz tak naprawdę tego robić - odezwał się ksiądz, próbując powoli zbliżyć się do Teda. Czuł się odpowiedzialny za swoich parafian. Miał nadzieję, że cieszy się u Teda choć odrobiną autorytetu i szacunku. Jak się okazało, nie cieszył.
- Do ciebie pewnie też łaziła!
- Ted, proszę cię, wyjdźmy stąd i wtedy... - Bart nie zdążył dokończyć zdania, padł kolejny strzał.


K6 dla Idy:
- 1,5 - Ted strzelił do Barta i trafił go w pierś. Rozległy się kolejne okrzyki, a mężczyzna upadł na podłogę. Patty była bliska omdlenia.
- 2,6 - Ted strzelił w głowę Patty. Krew oraz kawałki mózgu trysnęły na posadzkę oraz najbliższe ławki. Rozległo się kilka okrzyków, jedno z dzieci głośno płacze.
- 3,4 - Ted strzela do księdza i trafia go w ramię. Duchowny przewraca się na podłogę łapiąc za ranę.



Było jasnym, że Ted całkowicie zwariował. Można było liczyć ile nabojów mu jeszcze zostało, ale czy ktokolwiek w kościele wiedział ile powinno się ich mieścić w magazynku? Albo czy nie miał za sobą dodatkowej amunicji?
Ida, Eva i Jessie miały szczęście, że znajdowały się w ostatniej z ławek, a co za tym idzie były oddalone od Teda. To, rzecz jasna, nie gwarantowało im bezpieczeństwa. Słysząc kolejny strzał Jessie ponownie zacisnęła powieki. Czuła, że robi jej się niedobrze. Miała też wrażenie, że odgłos upadającego ciała odbił się echem po pomieszczeniu. Otworzyła oczy i ponownie spojrzała na Idę, a następnie wyciągnęła rękę by chwycić dłoń dziewczynki. Jakby chciała powiedzieć, że wszystko będzie dobrze. Ale przecież nie mogła jej tego obiecać. Zbyt jeszcze przerażona by spróbować się podnieść do innej pozycji, jedynie przysunęła się bliżej.
- Może ktoś zadzwonił na policję? - wyszeptała Eva. - Zabił kogoś? Zabił kogoś... zabije nas, nas też zabije...!
- Wszyscy tam pod ścianę! - krzyknął Ted.






Maybe I can be that nice clean dream for you
Be the first to get a taste of your creamy truth
Powrót do góry Go down
Ida Romanow
Kościół [Grace Episcopal Church] ZGYzMmU3ZjI0YSMvTUNXdnRkRWpZRDlxTjJQUVNEWmEwRjVHekRJPS9maXQtaW4vNzYweDAvZmlsdGVyczpub191cHNjYWxlKCk6Zm9ybWF0KGpwZWcpOnF1YWxpdHkoODApL2h0dHBzOi8vczMuYW1hem9uYXdzLmNvbS9wb2xpY3ltaWMtaW1hZ2VzL3ZudXU4MDZlYWJzaWpiaHNnb2twdHlqZXlkbTM4c2J4a21wbjBnMHVybTlsa3B2OWh3cjNmcGVvOHNia3Brb2ouZ2lm
WIEK : 13
PRACA : Złodziejaszek
PD : 27
Ciekawość to pierwszy stopień do piekła. Jestem na to świetnym przykładem. Mogłam odejść z moim łupem przed rozpoczęciem tej całej akcji. Kupić sobie kanapkę i odłożyć na kolejnego grama. Ale nie, chciało mi się obejrzeć kłótnię podstarzałych małżonków.
Leżąc pod ławką starałam się opanować trzęsące się nogi. Adrenalina zaczynała działać. Pomimo to, nie było widać po mnie strachu. Nie chce powiedzieć że znalazłam się kiedyś w gorszej sytuacji, ale w bardzo podobnych. Najważniejsze teraz było nie udawać bohatera jak tamci kochankowie czy ksiądz, i w spokoju poczekać do przyjazdu policji. Na pewno ktoś już to zgłosił, a huk wystrzału było zapewne słychać w całej okolicy. Zważywszy na fakt że nie są to biedne rejony, policja powinna szybko zareagować.
Spojrzałam na jedną z kobiet. Ta której nie ukradłam telefonu wydawała się dość irytująca. Nie chce ginąć przed ślubem? Zapewne potem będzie błagać o śmierć, albo skończy jak Patty. Ciekawe czy dzisiejsza sytuacja wpłynie jakoś bardzo na jej decyzję.
Padł kolejny strzał. Nie wiedziałam kto dostał i jak bardzo, teraz mnie to nie interesowało. Trzymałam się blisko podłogi, zakrywały mnie ławki, na chwilę obecną ważne było że miałam chociaż tymczasowe schronienie.
Spojrzałam na dziewczynę, która prawdopodobnie miała na imię Jess. Na początku nie wiedziałam co mam zrobić z wyciągniętą ku mnie ręką. Po chwili zawahania podałam jej moją. Może chciała mnie pocieszyć, ale jak na razie miałam wrażenie że to ja jestem dla niej wsparciem.
Jednak jej koleżanka mówiła za dużo. Pokazałam jej serdeczny palec przy ustach, co miało dać jej do zrozumienia aby nie mówiła. Co z tego że ich nie widać, jak można je usłyszeć?
Nie zamierzałam wykonywać polecenia Teda, możliwe że jest tak zaślepiony, że nie będzie sprawdzał czy liczba osób przy ścianie się zgadza. Poza tym, skąd mógłby wiedzieć że kilka osób chowa się za ławkami?
Pokazałam moim towarzyszką niedoli aby nie wstawały. Jeśli jedna wstanie, wszystkie trzy będziemy mieć przechlapane.
Powrót do góry Go down
Los
Konto Techniczne
Los
PD : 143
The member 'Ida Romanow' has done the following action : Rzut kostkami


'k6' : 6
Powrót do góry Go down
Jessie Chapman
Kościół [Grace Episcopal Church] Tumblr_paxzxb5GmM1uv9281o6_250
WIEK : 27
PRACA : pielęgniarka
PD : 173
SKĄD : Jewell
Wcale nie było tak, że spodziewała się w takiej sytuacji zobaczyć przewijające się przed oczami życie. Nie zobaczyła go tak samo, jak nie zastanawiała się jak Raven poradzi sobie teraz sama. Gdy padł kolejny strzał napięła wszystkie mięśnie a dłoń Idy ścisnęła znacznie mocniej niż jej się wydawało. Nie widziała co się stało, ale po reakcjach ludzi jakie usłyszała była pewna, że nic dobrego. Czyja nić życia została przecięta? Księdza? Próbującego załagodzić sytuację Barta? Płaczącej Patty? A może kogoś, kto akurat napatoczył się na linię strzału?
Podobnie jak Ida, nie zamierzała się nigdzie ruszać. Sparaliżowało ją. W tej chwili żałowała z całego serca, że zgodziła się pójść z Evą. Gdyby nie to, już pewnie parkowałaby pod swoim domem a o strzelaninie dowiedziałaby się z wiadomości.
Romanow dobrze myślała. Komuś udało się zadzwonić na numer alarmowy; nie trzeba było długo czekać na dźwięk policyjnej syreny, choć zebranym w kościele mogło się wydawać, że trwa to całą wieczność. Ludzie ucichli, kiedy Patty upadła bezwładnie na posadzkę. Bordowa, krwawa plama wypływająca z jej głowy powiększała się z każdą chwilą.
- Zdradziecka baba! - wyrzucił z siebie Ted. Jego głos zaczął się mimo wszystko łamać. Powoli dochodziło do niego co zrobił, jakby ze strzałem w głowę żony odchodziła od niego cała frustracja i złość jaką do niej żywił.
- Patty... - sapnął Bart. Na nic więcej nie było go stać. Był blado zielonkawy i zdawać by się mogło, że zaraz zwymiotuje.
- Ruchy! Wszyscy tam! - pogroził bronią w powietrzu. Ludzie posłusznie i pospiesznie przesuwali się pod ścianę starając zasłonić będące z nimi dzieci. Kilku mężczyzn wymieniało między sobą krótkie szepty. Ted był jeden, mieliby szansę go obezwładnić i odebrać pistolet. Jakie mieliby na to szanse nim do kościoła wkroczy uzbrojony oddział policji? - Szybko! A ty... - spojrzał na Barta, na którego twarzy lśniło kilka krwawych kropel. - A ty... a ty...
W uszach Teda szumiała adrenalina. Zrobił krok w bok wdeptując w bordową plamę. Zabił swoją żonę. Z którą spędził ostatnie piętnaście lat życia. Leżała teraz pod jego nogami i bardziej martwa już być nie mogła. Zamordował ją z zimną krwią i bez wahania na oczach wielu ludzi, w tym sąsiadów. Wściekły amok mijał i zastępowało go zwyczajne przerażenie winnego.
Ludzie w różny sposób reagowali na mocno stresujące sytuacje, a ta zdecydowanie do takich należała. Evandra nie zwykła szeptać do siebie w panice. Teraz kucała pochylona za Jessie i trzymała się za głowę. W jej mniemaniu trzeźwo oceniła sytuację - znajdowała się na skraju i sądziła, że było ją widać. Nie chciała zostać posądzona o próbę nieposłuszeństwa przez człowieka, który właśnie do kogoś strzelił. Drżąc na całym ciele podniosła się powoli ignorując znaki Idy. Uniosła dłonie do góry, na wysokość barków.


Jako, że jestem człowiekiem wielu talentów, przygotowałam mapę kościoła.






Maybe I can be that nice clean dream for you
Be the first to get a taste of your creamy truth
Powrót do góry Go down
Ida Romanow
Kościół [Grace Episcopal Church] ZGYzMmU3ZjI0YSMvTUNXdnRkRWpZRDlxTjJQUVNEWmEwRjVHekRJPS9maXQtaW4vNzYweDAvZmlsdGVyczpub191cHNjYWxlKCk6Zm9ybWF0KGpwZWcpOnF1YWxpdHkoODApL2h0dHBzOi8vczMuYW1hem9uYXdzLmNvbS9wb2xpY3ltaWMtaW1hZ2VzL3ZudXU4MDZlYWJzaWpiaHNnb2twdHlqZXlkbTM4c2J4a21wbjBnMHVybTlsa3B2OWh3cjNmcGVvOHNia3Brb2ouZ2lm
WIEK : 13
PRACA : Złodziejaszek
PD : 27
Nie widziałam za wiele, ale po krzykach i płaczach które rozległy się po kościele, zaraz po tym jak napastnik oddał strzał, można było wywnioskować że ktoś dostał.
Odważyłam się tylko na chwilę wysunąć głowę, krew na podłodze, tyle zdołałam wypatrzeć. Zważywszy na fakt że nie było już słychać rozpaczliwego "Ted, ted!" Patty nie żyła.
Może mam w sobie za mało empatii, ale nie specjalnie mną tą wstrząsnęło. Ta znieczulica zapewne wzięła się stąd że pierwszego trupa jakiego widziałam na własne oczy, był mojej mamy. Poza tym, teraz bardziej martwiłam się swoim życiem. Dlatego też puściłam dłoń Jess, gdy Eva postanowiła się podnieść. Nie chciały się mnie słuchać, więc rozsądnym było je zostawić. Szczególnie że im bliżej podejdzie Ted, tym bardziej jestem na widoku.
Szansę widziałam w konfesjonale. Było to ryzykowne, ale gdyby udałoby mi się schować między ścianą a konfesjonałem, Ted by mnie nie zauważył. Postanowiłam jednak spróbować szczęścia.

K6:
-1,3 - udaje mi się dostać za konfesjonał, Ted niczego nie zauważył
-2,4 - Ted widzi ruch i strzela w stronę ławek, dostaje w ramię
-5,6 - Ted widzi ruch, jednak strzela do Evy, Eva dostaje w bok
Powrót do góry Go down
Los
Konto Techniczne
Los
PD : 143
The member 'Ida Romanow' has done the following action : Rzut kostkami


'k6' : 2
Powrót do góry Go down
Jessie Chapman
Kościół [Grace Episcopal Church] Tumblr_paxzxb5GmM1uv9281o6_250
WIEK : 27
PRACA : pielęgniarka
PD : 173
SKĄD : Jewell
Otworzyła oczy kiedy Ida puściła jej rękę i cichcem spróbowała przedostać się do konfesjonału. Nie chciała, żeby dziewczynka się od niej oddalała; miała głupie wrażenie, że przy niej będzie bezpieczniejsza. Los chybił trafił, to przeczucie okazało się w śmieszny sposób słuszne.
Eva zatrzęsła się kiedy spojrzenie Teda na nią padło. Zatrzymała w pół kroku nie chcąc go w żaden dodatkowy sposób drażnić.
- Idę tam, gdzie każesz wszystkim iść... - powiedziała powoli. - Dokładnie tam, gdzie każesz. - Mężczyzna przyglądał jej się uważnie nie opuszczając pistoletu, który wciąż miał wycelowany w bladego jak ściana Barta. Evandra zapewne przeszłaby pod ścianę bez większych przeszkód gdyby nie to, że Ted zauważył kolejny ruch przy ławce, i w tę właśnie stronę oddał kolejny strzał. Kobieta krzyknęła i uciekła w stronę pozostałych ludzi. Ida tymczasem poczuła palący ból w ramieniu i straciła równowagę. To był bodziec który sprawił, że Jessie się poruszyła.
- To dziecko! - zawołała podnosząc się na kolana, a następnie powoli wstała. - Strzeliłeś w dziecko - gotowa była przyznać, że nic nie słyszy poza swoim biciem serca i szumem w uszach. Uniosła dłonie jak wcześniej zrobiła to jej koleżanka i spróbowała opanować strach. To, co powiedziało najwyraźniej zbiło Teda z pantałyku. Otworzył szerzej oczy i zadrżał. Nie chciał zabijać żadnych dzieci. Wszystko wymknęło się spod kontroli. Minął Barta i ruszył w stronę Chapman i Idy.
Tymczasem na zewnątrz zatrzymało się kilka radiowozów. Wysiadło z kich kilku policjantów, którzy otoczyli budynek. Z następnego, większego wozu wysiadł kilkuosobowy, uzbrojonych oddział. Paru z nich udało się w stronę plebanii, żeby dostać się do bocznego wejścia do kościoła. Wyglądało na to, że czas Teda się kończył.
Zatrzymał się tuż przed przestraszoną Jessicą. Dopiero teraz miała pełen widok na kościelną salę. Widziała martwe ciało Patty, kałużę krwi, Barta i pozostałych ludzi. Nie zauważyła, żeby ktoś jeszcze był ranny.
- Pozwól mi jej pomóc - odwróciła się w stronę Teda, poniekąd zasłaniając sobą Idę. - To tylko dziecko. Nie krzywdzisz dzieci, prawda? - nie była pewna, czy mężczyzna się na to zgodzi. Mogła tylko liczyć na wyrzuty sumienia, które gdzieś powinien mieć. Miał. Gdzieś pomiędzy wściekłością, wystrzelonym żalem a paniką spowodowaną tym co zrobił, znalazł się wyrzut sumienia. Popchnął Jessie do tyłu dając jej tym samem znać, żeby zobaczyła co z Idą.






Maybe I can be that nice clean dream for you
Be the first to get a taste of your creamy truth
Powrót do góry Go down
Ida Romanow
Kościół [Grace Episcopal Church] ZGYzMmU3ZjI0YSMvTUNXdnRkRWpZRDlxTjJQUVNEWmEwRjVHekRJPS9maXQtaW4vNzYweDAvZmlsdGVyczpub191cHNjYWxlKCk6Zm9ybWF0KGpwZWcpOnF1YWxpdHkoODApL2h0dHBzOi8vczMuYW1hem9uYXdzLmNvbS9wb2xpY3ltaWMtaW1hZ2VzL3ZudXU4MDZlYWJzaWpiaHNnb2twdHlqZXlkbTM4c2J4a21wbjBnMHVybTlsa3B2OWh3cjNmcGVvOHNia3Brb2ouZ2lm
WIEK : 13
PRACA : Złodziejaszek
PD : 27
Próba przedostania się do konfesjonału wydała mi się możliwa do wykonania. Może miałam zbyt dużą wiarę w swoje możliwości, jednak był to naprawdę głupi ruch który mógł skończyć się tragedią.
Odległość nie była duża, musiałam tylko szybko przebiec na kuckach. Proste, prawda?
Puściłam Jessie i ruszyłam, patrzyłam się cały czas na konfesjonał i usłyszałam huk, a potem przeszywający, piekący ból. Krzyknęłam, złapałam się za ramię i upadłam na podłogę. Co powinnam zrobić w takiej sytuacji? Udawać martwą? Mógłby mnie chcieć dobić. Czy Ted postrzelił mnie specjalnie, czy był to wypadek? Czy zamierzał mnie zabić? Zbyt dużo pytań, na które nie mogłam teraz odpowiedzieć. Miałam pocisk w ramieniu. Bolało, strasznie. Nie wiem nawet z czym to porównać.
Leżałam na kościelnej podłodze, głowę przywarłam do chłodnej posadzki. Chłód łagodził trochę piekący ból. Nie chciałam nawet patrzeć co się w okół mnie dzieje. Przez chwilę miałam ochotę po prostu poleżeć na tej podłodze i zaczekać aż się wykrwawię.
Drugą ręką cały czas trzymałam się za ramię. Czułam ciepłą, lekką ciecz. Czyżby to była moja krew? Słyszałam tylko krzyki, że ktoś postrzelił jakieś dziecko. Normalnie bym się obraziła, jednak teraz nie byłam nawet wstanie myśleć. Słyszałam tylko dźwięk syren, krzyki, płacz, i negocjacje. Nie rozpoznawałam poszczególnych słów. Kątem oka spojrzałam na Jessie, która stała do mnie tyłem.
Nie jestem typem osoby która płacze gdy się zrani, jednak ból był większy od tych które dotychczas czułam. Oprócz mojej krwi, na posadzkę poleciało kilka łez, które wytworzyły się automatycznie. Najbardziej przeraziło mnie jednak to, że dopiero teraz poczułam strach, tak mocny że mnie sparaliżował. Nie mogłam się ruszyć z podłogi, czułam się bezsilna, nie wiedziałam co zrobić z kulą w ciele, przerażała mnie myśl, że ta kula jest akurat w moim ramieniu.
Powrót do góry Go down
Jessie Chapman
Kościół [Grace Episcopal Church] Tumblr_paxzxb5GmM1uv9281o6_250
WIEK : 27
PRACA : pielęgniarka
PD : 173
SKĄD : Jewell
Odwróciła się od Teda i kucnęła przy leżącej na posadzce Idzie. Miała nadzieję, że mężczyzna zostawi je w spokoju. Słyszała dźwięk policyjnych syren i domyślała się, że lada moment wkroczy tu jakiś uzbrojony oddział, albo negocjator. Ktokolwiek, komu uda się uspokoić Teda i wypuścić stąd wszystkich. Nigdy nie przypuszczała, że znajdzie się takiej sytuacji. Takie rzeczy działy się w filmach i innym ludziom. A jej w ogóle nie powinno tu być.
- Musisz zdjąć kurtkę - powiedziała ściągając z szyi szalik. Nie miała nic innego. - Wiem, że boli, ale muszę zobaczyć ranę. Nie płacz. Nie pozwolę, żeby zrobił ci większą krzywdę - mówiła cicho i starała się przy tym ukryć drżenie głosu. Złożyła dziewczynce obietnicę, której tak naprawdę nie była w stanie dotrzymać. Chyba obie o tym wiedziały. Ustawiając się tak by jak najbardziej zasłonić sobą Idę modliła się w duchu o to, żeby mężczyzna nie strzelił jej w plecy. Miała nadzieję, że to tylko głębsze draśnięcie, ale nie mogła niczego wykluczać. Zerknęła przez ramię na Teda, który nerwowo chwycił się za głowę, a następnie rozejrzał po pomieszczeniu. Co najlepszego narobił?
- Teodorze Lopez, kościół został otoczony przez policję! - dało się słyszeć głos zniekształcony przez megafon. Kilka osób odetchnęło z ulgą. - Wyjdź z rękami uniesionymi w górę!






Maybe I can be that nice clean dream for you
Be the first to get a taste of your creamy truth
Powrót do góry Go down
Ida Romanow
Kościół [Grace Episcopal Church] ZGYzMmU3ZjI0YSMvTUNXdnRkRWpZRDlxTjJQUVNEWmEwRjVHekRJPS9maXQtaW4vNzYweDAvZmlsdGVyczpub191cHNjYWxlKCk6Zm9ybWF0KGpwZWcpOnF1YWxpdHkoODApL2h0dHBzOi8vczMuYW1hem9uYXdzLmNvbS9wb2xpY3ltaWMtaW1hZ2VzL3ZudXU4MDZlYWJzaWpiaHNnb2twdHlqZXlkbTM4c2J4a21wbjBnMHVybTlsa3B2OWh3cjNmcGVvOHNia3Brb2ouZ2lm
WIEK : 13
PRACA : Złodziejaszek
PD : 27
Zaczynałam się powoli przyzwyczajać do bólu. Jeśli nie robiłam gwałtownych ruchów ręką, czułam jednostajny ból. Kula musiała utknąć w ramieniu, aczkolwiek raczej nie przecięła żadnej ważnej żyły.
Gdy podeszła do mnie dziewczyna, ta która trzymała mnie wcześniej za rękę, i ta której ukradłam telefon, coś we mnie zachciało walczyć o życie. Podniosłam się do pozycji siedzącej i gdy do mnie podchodziła odsunęłam się pod ścianę i oparłam plecy. Nie chciałam aby mnie dotykała. Nie ufałam jej. Wiem, że raczej nie jest to osoba która chciałaby mnie skrzywdzić, jednak przeżyłam na ulicy tylko dzięki zasadzie ograniczonego zaufania.
-Sama nie płacz- Warknęłam, i otarłam sprawną ręką łzy. Płakanie przy ludziach była dla mnie oznaką słabości, a ja nie jestem słaba. Jess dała radę mnie tak zirytować tym jednym zdaniem, że wcześniejsze poczucie strachu i bezradności odeszło w niepamięć.
Policja już podjechała. Co teraz zrobi Ted? Co zrobi Jessie? A przede wszystkim, co zrobię ja?
Nie zamierzałam zdejmować bluzy, wiązałoby się to z wielkim bólem, poza tym miałam w niej wszystkie moje łupy.
-Nie dam rady jej zdjąć, musisz porwać rękaw- Powiedziałam po dłuższej chwili wpatrywania się w nią i zastanawiania, czy dać sobie pomóc. Na chwilę obecną nie miałam innego wyjścia. Jessie mogła to uznać za zgodę.
Miałam wrażenie, że pomimo mojej sytuacji i tak byłam bardziej opanowana niż większość ludzi w kościele. Każdy z moich dilerów chodź raz dostał kulką. Awansowałam w kaście degeneratów i ćpunów.
Powrót do góry Go down
Jessie Chapman
Kościół [Grace Episcopal Church] Tumblr_paxzxb5GmM1uv9281o6_250
WIEK : 27
PRACA : pielęgniarka
PD : 173
SKĄD : Jewell
Zignorowała niechętne warknięcie Idy i wyszło jej to dużo lepiej niż udawanie, że nie ma za sobą człowieka z bronią. Pacjenci w szpitalu zachowywali się w różny sposób i nie raz podobnie traktowali lekarzy i pielęgniarki. Pijani, naćpani, zmuszeni do wizyty przez rodzinę, niekiedy chorzy psychicznie. Usłyszała na swój temat już wiele, i nie robiło to na niej wrażenia. Nie w styczności z pacjentem.
- Zaboli - uprzedziła wzdychając cicho. Delikatnie chwyciła Idę za ramię by ustawić ją w najdogodniejszej pozycji a następnie ostrożnie uniosła mokry od krwi materiał bluzy, żeby go rozerwać. Dziura nie była duża. Wystarczająca, by mogła zobaczyć jak wielka jest rana.

K6 dla Idy
1,6 - to tylko draśnięcie. Piecze i boli, bo musi. Do wesela się zagoi.
2,5 - kula przeszła bokiem, zostawiła jednak po sobie głębokie i bolesne rozcięcie. Plaster nie pomoże, tutaj potrzeba szwów!
3,4 - kula utknęła w ramieniu. Każdy ruch ręką sprawia ci ogromny ból. Lepiej, żeby karetka była już na miejscu.

Ludzie znajdujący się w kościele wywodzili się z nieco innych środowisk niż Romanow. Każdy z nich miał dach nad głową w postaci domu lub mieszkania w kamienicy. Pracę, szkołę lub przedszkole, może nawet spokojną emeryturę. Życia różniły się diametralnie. Dlatego też ich reakcje były skrajnie różne.
W udających witraże oknach przy drzwiach wejściowych odbijały się czerwono niebieskie światła policyjnych radiowozów i karetki. Ted podrapał się nerwowo po głowie i krzyknął. To była sytuacja tylko z jednym wyjściem, przynajmniej w jego głowie. Podszedł powoli do drzwi i je uchylił, by wyjrzeć na zewnątrz. W tym samym czasie uzbrojony oddział, który wszedł do plebanii, dostał się do zakrystii, skąd prowadziła prosta droga do sali mszalnej. Ich zadaniem było sprawdzenie co dzieje się w środku i ewentualna próba uwolnienia zakładników.






Maybe I can be that nice clean dream for you
Be the first to get a taste of your creamy truth
Powrót do góry Go down
Ida Romanow
Kościół [Grace Episcopal Church] ZGYzMmU3ZjI0YSMvTUNXdnRkRWpZRDlxTjJQUVNEWmEwRjVHekRJPS9maXQtaW4vNzYweDAvZmlsdGVyczpub191cHNjYWxlKCk6Zm9ybWF0KGpwZWcpOnF1YWxpdHkoODApL2h0dHBzOi8vczMuYW1hem9uYXdzLmNvbS9wb2xpY3ltaWMtaW1hZ2VzL3ZudXU4MDZlYWJzaWpiaHNnb2twdHlqZXlkbTM4c2J4a21wbjBnMHVybTlsa3B2OWh3cjNmcGVvOHNia3Brb2ouZ2lm
WIEK : 13
PRACA : Złodziejaszek
PD : 27
Wpierw rzucę, aby wiedzieć do czego się odnieść.
Powrót do góry Go down
Los
Konto Techniczne
Los
PD : 143
The member 'Ida Romanow' has done the following action : Rzut kostkami


'k6' : 1
Powrót do góry Go down
Ida Romanow
Kościół [Grace Episcopal Church] ZGYzMmU3ZjI0YSMvTUNXdnRkRWpZRDlxTjJQUVNEWmEwRjVHekRJPS9maXQtaW4vNzYweDAvZmlsdGVyczpub191cHNjYWxlKCk6Zm9ybWF0KGpwZWcpOnF1YWxpdHkoODApL2h0dHBzOi8vczMuYW1hem9uYXdzLmNvbS9wb2xpY3ltaWMtaW1hZ2VzL3ZudXU4MDZlYWJzaWpiaHNnb2twdHlqZXlkbTM4c2J4a21wbjBnMHVybTlsa3B2OWh3cjNmcGVvOHNia3Brb2ouZ2lm
WIEK : 13
PRACA : Złodziejaszek
PD : 27
Miałam to do siebie, że wszystkich traktowałam opryskliwie. Chyba że chciałam coś ugrać, wtedy potrafiłam być miła i rozkoszna. Nigdy nie miałam kogoś, kto by mi powiedział jakie zachowanie jest dobre, a jakie nie. Nikt mi nie mówił jakie są zasady, a z wiekiem sama zaczęłam je ustalać. Miałam kompletnie gdzieś kim ta Jessie jest i czy chce mi pomóc. Byłam zdenerwowana, postrzelona i w dodatku głodna. Chciałam tylko w spokoju obrabować kościół i pójść coś zjeść. Jednak czułam że nie mam wyboru, a Jess była jedyną osobą która miała odwagę mi pomóc. W sumie tym mi trochę zaimponowała, zapewne krew na podłodze to nie codzienny widok dla niej. Mimo ryzyka oberwania od szalonego Teda, chciała mi pomóc, takich ludzi brakuje na tej złej planecie.
Byłam przygotowana na ból, jednak nie wydawał mi się już tak duży. Pewnie to przez adrenalinę, albo po prostu miałam szczęście. Już zaczęłam planować co powiem w szpitalu. Że jestem bezdomną dziewczynką, która podczas próby obrabowania kościoła została postrzelona w ramię, przez jakiegoś szaleńca? W sumie to jakiś plan, chodź raz powiedzieć prawdę.
Spojrzałam ukosem na ranę, wyglądało że jeszcze pożyje.
Policja była już pod kościołem. Byłam bardzo ciekawa co zamierza zrobić Ted. Mógł strzelać do przypadkowych ludzi, ale chyba wystarczy mu to że postrzelił mnie. Czy zamierzał się zabić? Przerażony myślą spędzenia reszty życia w więzieniu. Albo może postanowił wszystkich zaskoczyć i faktycznie się poddać.
Powrót do góry Go down
Jessie Chapman
Kościół [Grace Episcopal Church] Tumblr_paxzxb5GmM1uv9281o6_250
WIEK : 27
PRACA : pielęgniarka
PD : 173
SKĄD : Jewell
Na szczęście Idy postrzał okazał się zaledwie draśnięciem, choć pewnym było, że dziewczynce zostanie po nim blizna do końca życia. Zarówno fizyczna, jak i uznała Jessie - psychiczna. Nie miała pojęcia, że ma przed sobą nastolatkę, która przeszła w życiu więcej niż zapewne wszyscy tu zebrani. Nie zorientowała się też, że jest bezdomną sierotą - nie była przecież wyszorowana do czysta, w świeżych ubraniach. W bardziej sprzyjających warunkach potrafiła ocenić kogo ma przed sobą; w szpitalu miała do czynienia z różnymi przypadkami - tam jednak nie miała za plecami szaleńca z bronią.
Zawiązała szalik na ramieniu Idy tamując krwawienie. Więcej nie mogła zrobić, nie miała niczego, czym mogłaby odkazić ranę.
- Wszystko będzie dobrze - spróbowała zapewnić dziewczynkę, chociaż wcale nie była pewna swoich słów. Ted już kilka razy strzelił na oślep, w tym raz trafił w przypadkową osobę; w tym przypadku w Idę. Usiadła tyłem do niej, dłonie oparła na posadzce chcąc ją jak najbardziej zasłonić.
Ted zamknął drzwi i po raz kolejny już złapał się za głowę. Zdawał sobie sprawę z tego, że zastrzelił własną żonę, że sterroryzował ludzi podczas mszy i że przed chwilą trafił w dzieciaka. Wściekłość, którą czuł jeszcze pół godziny temu nagle minęła ustępując miejsca panice i poczuciu winy. Słusznemu, z resztą. Przez chwilę kalkulował wszystko skrupulatnie - na tyle, na ile rzecz jasna pozwolił mu oszalały umysł. Żona okazała się niewierna, Bart żałosnym przyjacielem. On sam mordercą i terrorystą. Patty już więcej nie nazwie go rano śpiochem, sąsiedzi nie powiedzą "dzień dobry", pozostała rodzina nie zrozumie. On sam już teraz nie rozumiał. Mógł się poddać, wyjść z kościoła powolnym krokiem z rękami uniesionymi ku górze. Dostać zapewne dożywocie. Ale mógł też załatwić to wszystko szybciej. Powolnym ruchem, roztrzęsioną ręką przystawił sobie pistolet do skroni.
Statystyka jest brutalna. Większość tego typu terrorystów popełnia samobójstwo samodzielnie bądź przy pomocy policjantów czy jednostek specjalnych. Popatrzył na ludzi, których zebrał pod ścianą sali, spojrzał też na Jessie i Idę. Ostatecznie spojrzenie Teda padło na leżącą na podłodze Patty. Zamknął oczy i pociągnął za spust.
Niemalże w tej samej chwili do pomieszczenia wkroczyła jednostka specjalna, która dostała się do bocznych pomieszczeń. Były bezpieczne.






Maybe I can be that nice clean dream for you
Be the first to get a taste of your creamy truth
Powrót do góry Go down
Ida Romanow
Kościół [Grace Episcopal Church] ZGYzMmU3ZjI0YSMvTUNXdnRkRWpZRDlxTjJQUVNEWmEwRjVHekRJPS9maXQtaW4vNzYweDAvZmlsdGVyczpub191cHNjYWxlKCk6Zm9ybWF0KGpwZWcpOnF1YWxpdHkoODApL2h0dHBzOi8vczMuYW1hem9uYXdzLmNvbS9wb2xpY3ltaWMtaW1hZ2VzL3ZudXU4MDZlYWJzaWpiaHNnb2twdHlqZXlkbTM4c2J4a21wbjBnMHVybTlsa3B2OWh3cjNmcGVvOHNia3Brb2ouZ2lm
WIEK : 13
PRACA : Złodziejaszek
PD : 27
W ciągu tych kilkunastu lat mojego życia, zdążyłam zauważyć, iż ludzie którzy mają najwięcej, zwykle najmniej widzą. Dowodem tego było to, jak łatwo mogłam obrabować kościół. Można by stwierdzić, że ludzie pochłonięci w modlitwie nie zwracali na mnie uwagi, jednak to nie była prawda. Obserwując osoby na mszy zauważyłam, że msza nie jest po to aby spotkać się z Bogiem, tylko po to aby obgadywać sąsiadki. Patrz w co ona się ubrała! Patrz w czym ona przyszła!. Typowe komentarze które można było usłyszeć między jedną, a drugą modlitwą. Więc dlaczego nie zwracali na mnie uwagi? Otóż jestem bezdomna. Ci ludzie mogliby mi pomóc, ale wolą udawać, że mnie nie widzą, że nie istnieje. W końcu bezdomni chowają się w kościołach, nie można ich wygonić z domu bożego, szczególnie podczas mszy.
Ludzie to też w większości hipokryci. Chociażby taki Ted. Z pewnością nie raz przystępował do komunii świętej, tym samym godząc się na przestrzeganie zasad zawartych w Biblii, ale to mu nie przeszkodziło by odstrzelić łeb swojej żonie. Z resztą, ona też najwyraźniej nie była święta. Jeśli to prawda, zdradzała męża, po czym szła do kościoła. Wiem, że ja sama nie jestem przykładem. Kradnę, przeklinam, czasem krzywdzę ludzi, ale nie mam zasad które obiecałam przestrzegać. W tym rozumowaniu, jestem wolna.
-Najczęstsze kłamstwo dorosłych- prychnęłam i nawet lekko uśmiechnęłam się do dziewczyny. Moje poczucie humoru dalej się mnie trzymało, i nawet w trudnej sytuacji nie chciało odejść. Chciałam powiedzieć Jess, że nie musi zasłaniać mi całego przedstawienia swoim ciałem, ale stwierdziłam że również zrobię dobry uczynek i sprawię by poczuła się jak bohaterka. Może w przyszłości będzie wyrywać facetów na to, jak dzielnie opatrzyła i obroniła, przed chorym psychopatą, postrzeloną dziewczynkę. Jak jeszcze doda że jest bezdomna to nominację do Pokojowej Nagrody Nobla ma jak w banku.
Słysząc kolejny wystrzał, zacisnęłam powieki. Huk w dalszym ciągu był nieprzyjemny. Na szczęście to był ostatni. Ted nie żyje, koniec zabawy. Facet na sam koniec załatwił sobie kolejny grzech ciężki do kolekcji. Nie chciał aby wspaniały system go ukarał, tak więc z tchórzostwa przed przyznaniem się do tego co zrobił, palnął sobie w łeb.
Skupiając się na całej tej akcji, na samobójstwie oprawcy, wtargnięciu policji do kościoła, Jess która zasłaniała mi całe to przedstawienie, zapomniałam o bólu w ramieniu. Był tak jednostajny, że dało się do niego przyzwyczaić, już widzę jak świetnie będę się czuć gdy zacznie się goić.
Powrót do góry Go down
Jessie Chapman
Kościół [Grace Episcopal Church] Tumblr_paxzxb5GmM1uv9281o6_250
WIEK : 27
PRACA : pielęgniarka
PD : 173
SKĄD : Jewell
Miejsca kultu zwykle bywały placem festiwalu hipokryzji i zaślepienia. Od przekładania wiary własnej konkretnych wierzących jako mojej religii lepszej i ważniejszej niż twoja po dożynki zakłamania, oceniania i porównywania innych. Poza bowiem typowym przeznaczeniem, świątynie pełniły dodatkową, nigdzie nie opisywaną funkcję punktów wymiany plotek, przechwałek, komentarzy i ocen. Nie tyle podczas obrządków (choć i to niejednokrotnie było lubianą przez kapłanów czynnością) co przed i po nich. Sacrum i profanum w jednym, nierozerwalnym związku. Wspieranie żebraków pod kościołami nigdy nie było niczyim hobby, toteż i nie dziwota, że ci w końcu postanowili w inny sposób wykorzystywać ludzką wiarę. Chociażby tak, jak Ida. Jedynym w pełni wychwalanym i czczonym bogiem był bożek hipokryzji. Karmili go wszyscy.
Romanow słusznie myślała o Tedzie. Co niedziela w kościele, co niedziela w odświętnym płaszczu, ze złożonymi rękami, głową opuszczoną pokornie przed obliczem Pana. Do dzisiaj. Jego żona nie była święta ani lepsza, jednak nic nie dawało mu prawa do odebrania jej życia. Tak naprawdę nigdy nie był awanturnikiem, zwykle był spokojny. Coś jednak niedawno zawisło w powietrzu.
Jessie nie zdawała sobie sprawy z tego, że dziewczynka, którą zasłoniła wcale się nie bała. Miała za sobą małą wojowniczkę ulicy, którą już dawno powinna zająć się opieka społeczna. Obie oceniły się w zły sposób. Zacisnęła powieki w momencie, w którym padł strzał. Nie widziała ciała Teda, które upadło bezwładnie na posadzkę, po raz kolejny plamiąc ją krwią. Nie była tak pyszna jak Romanow, nie odbierała tego wszystkiego jako przedstawienia. Zginęli ludzie, a jej pracą było ratowanie życia.
Na zewnątrz stały karetki oraz wozy policyjne. Mundurowi odprowadzali kolejne osoby do ratowników. Do Idy i Jessie również ktoś podszedł. Pomógł kobiecie wstać, podobnie i dziewczynce. O ile na to pozwoliła.
- Co ty tu robisz, Jess? - zapytał ratownik, do którego je zaprowadzono. Jonathan. Znali się z Jessie, w końcu oboje pracowali w tym samym miejscu. Był przed czterdziestką, jego aparycji nie można było niczego zarzucić poza kilkoma dodatkowymi kilogramami, które zdawały się w niczym nie przeszkadzać. - Jakieś obrażenia?
Pokręciła tylko głową. Wskazała jedynie ręką w stronę Idy i szalika, który miała zawiązany wokół ramienia.
- Strzelił do niej. Rana dość płytka, draśnięta. Trzeba oczyścić i zdezynfekować skórę - powiedziała przecierając twarz dłonią.
- Gdzie jej rodzice?
- Nie wiem - odparła krótko i usiadła na schodku karetki. Minęło kilka sekund nim się pozbierała. - Jesteś tu sama? Twoi rodzice też tam byli? - dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego, że są niemal tego samego wzrostu, i że nie patrzy na Idę z góry. Dopiero teraz zaczęła zbierać się w garść; otoczona mrygającymi światłami karetek poczuła się w swoim środowisku. Umysł odrzucał to, co miało miejsce przed chwilą. Ta, którą wzięła za dziewczynkę teraz wydawała się starsza. Dałaby Idzie piętnaście lat. Docierać zaczęły do Chapman szczegóły, na które wcześniej zupełnie nie zwracała uwagi. Co najmniej przedwczorajsza świeżość, brudne ubranie, dziko buńczuczne spojrzenie. Już to widziała.
- A z tobą wszystko w porządku? - zapytał John. Słyszała go jak przez wygłuszone ściany. Pokiwała głową, nawet uniosła kciuk w górę. Wcale nie było okej, jeszcze przed chwilą była przerażona, teraz adrenalina dopiero powoli opadała.
- Dobra, pokaż mi... - zaczął, sięgając do ramienia Idy. Odwiązał szalik Jessie, żeby opatrzyć ranę.







Maybe I can be that nice clean dream for you
Be the first to get a taste of your creamy truth
Powrót do góry Go down
Ida Romanow
Kościół [Grace Episcopal Church] ZGYzMmU3ZjI0YSMvTUNXdnRkRWpZRDlxTjJQUVNEWmEwRjVHekRJPS9maXQtaW4vNzYweDAvZmlsdGVyczpub191cHNjYWxlKCk6Zm9ybWF0KGpwZWcpOnF1YWxpdHkoODApL2h0dHBzOi8vczMuYW1hem9uYXdzLmNvbS9wb2xpY3ltaWMtaW1hZ2VzL3ZudXU4MDZlYWJzaWpiaHNnb2twdHlqZXlkbTM4c2J4a21wbjBnMHVybTlsa3B2OWh3cjNmcGVvOHNia3Brb2ouZ2lm
WIEK : 13
PRACA : Złodziejaszek
PD : 27
Zapewne po dzisiejszym dniu, wiele z zebranych osób uda się do psychologa. Część z nich nie będzie mogła się z tego otrząsnąć przez długi czas, może i nigdy. Pewnie myśleli, że otarli się o śmierć. Widok mózgu na podłodze będzie im się śnił przez pewien czas. A oni będą żyć w przekonaniu, że tego dnia mogli zginąć. Jednak czy aby na pewno była to prawda? Ludzie lubili o sobie myśleć jako o głównym bohaterze. Ted nie chciał krzywdzić obcych ludzi, inaczej wszyscy bylibyśmy martwi. Ja natomiast zapłaciłam za swoją głupotę. Za głupi, pseudo odważny ruch. I tak mogę się nazwać szczęściarą. Nie straciłam ręki.
Dzisiejsze wydarzenia nie wpłyną na mnie zbytnio szczególnie. Uznaję to za cenną lekcję, za doświadczenie. Czego nie robić, aby jakiś popapraniec nie wziął mnie na celownik.
Najgorsze miałam dopiero przed sobą. Nie lubię służb, czy to policja, czy ratownicy medyczni, czy strażacy. Szczególnie gdy wypytują się o moją rodzinę, o to jak się nazywam, co widziałam, czy ktoś się mną opiekuje. Każde złe słowo mogło mnie wpakować do ośrodka, a to wiązałoby się z zamknięciem. Nie jestem typem człowieka który da się gdzieś uziemić. I pomimo mojej rany w ręce nie zamierzałam współpracować.
-Nie są zbyt religijni.- Rzuciłam obojętnie. Miałam nadzieję, że to zakończy wszelkie wypytywania. Równie dobrze mogłam udawać pełnoletnią, wtedy rodzice już nie byli by potrzebni.
Z początku nie chciałam podawać mu ręki. Wiem, że mnie nie skrzywdzi, przecież nie jestem zwierzęciem który boi się każdego obcego. Po prostu miałam opory, jednak nie chciałam robić problemów. Pozwoliłam sobie opatrzyć rękę, mając nadzieję że opuszczę ten cholerny budynek jak najszybciej.
Powrót do góry Go down
Jessie Chapman
Kościół [Grace Episcopal Church] Tumblr_paxzxb5GmM1uv9281o6_250
WIEK : 27
PRACA : pielęgniarka
PD : 173
SKĄD : Jewell
Życie na ulicy na pewno nauczyło Idę sztuki przetrwania. Szukanie spokojnego noclegu czy jedzenia stanowiło jej codzienność, podobnie jak niebezpieczne sytuacje. Trauma, z którą będą musieli się od dziś mierzyć ludzie, którzy w tej felernej godzinie wybrali się do kościoła była czymś, czego dziewczynka doświadczyła już dawno. Tak naprawdę i ona potrzebowała pomocy psychologa.
Pytań o rodzinę nie dało się uniknąć, szczególnie w takiej chwili. Została postrzelona, więc mogła się domyślać, że policja też będzie chciała z nią rozmawiać. Jedyną opcją by tego uniknąć, było sprytne wycofanie się i ucieczka. W tym zgiełku to nie powinno być trudne.
- Za chwilę podejdzie jakiś policjant, podasz im do nich kontakt - powiedział ratownik. Rozciął nożyczkami rozerwany rękaw i oczyścił ranę. Znowu trochę zapiekło. Zaraz potem przykleił duży plaster. Wyciągnął też jeden z koców, w które zaopatrzona była karetka i okrył nim Idę.
Jessie tymczasem nadal siedziała na schodku pojazdu. Spojrzenie przeniosła na ciemny asfalt. Teraz, kiedy emocje opadały zgubiła animusz, który jeszcze przed chwilą tlił się w niej jakąś iskierką. Pochyliła się, oparła łokcie na kolanach a twarz ukryła w dłoniach. Dopiero kiedy strach minął dotarło do niej, jak bardzo się bała. Jonathan także i ją okrył kocem, ale nie zwróciła na to uwagi. Potrzebowała dłuższej chwili żeby na nowo pozbierać myśli. Powinna zadzwonić do Raven, jednak nie sięgnęła do kieszeni po telefon. Nie od razu. Zerknęła wreszcie znów na Idę jakby chciała się upewnić, że mężczyzna porządnie ją opatrzył.
- Powinnaś odezwać się do siostry. Chyba nie będzie dobrze, jeśli dowie się o wszystkim przypadkiem? - powiedział do Jessie i poklepał Idę po ramieniu. Zdrowej ręki, rzecz jasna. - Zaraz znajdziemy jakiegoś policjanta, który zajmie się resztą.
Odszedł od nich kilka kroków rozglądając się za gliniarzem, który akurat nie zajmowałby się pozostałymi ofiarami strzelaniny. Chapman chciała odezwać się do Idy; zapytać czy wszystko w porządku - przecież to jasne, że nie było. Zapytać o imię, nim zrobią to policjanci, albo czy jej rodzice faktycznie tu przyjadą. Tego ostatniego nie była pewna. Z jej ust nie wydobył się jednak żaden dźwięk. Opuściła znów wzrok.






Maybe I can be that nice clean dream for you
Be the first to get a taste of your creamy truth
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Sponsored content
Powrót do góry Go down
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematuSkocz do: