Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
Idź do strony : 1, 2  Next
Carpe Diem
Konto Techniczne
Carpe Diem
Portland Kv0xLQPj_o
PD : 306
Portland ψ 31/3/2019, 14:42

Portland, Oregon
⇜ dostępna ⇝

Największa miejscowość w stanie Oregon, zlokalizowana jest przy ujściu rzeki Willamette do rzeki Kolumbia. Portland ma port dostępny dla statków morskich oraz lotnisko. W granicach miasta znajduje się blisko dwieście miejskich parków. Jest ośrodkiem naukowym, w którym znajdują się dwa uniwersytety: Portland State University i Oregon Health &Science University.
⇜ code by bat'phanie ⇝
Powrót do góry Go down
Christian Astor
WIEK : 33
PRACA : Astor Industries
PD : 158
SKĄD : Astoria
Re: Portland ψ 31/3/2019, 15:10
Rozdział VII
Eklerka i placek z wiśniami


Portland było miastem w którym często bywał. Nawet Astoria ze swoim potencjałem biznesowym nie mogła się równać miastu z dłuższą historią. Niewykluczone, że się to zmieni o ile wcześniej nie dojdzie do apokalipsy. Wątpliwe, aby demony i inne monstra z piekła przykładały uwagę do rozwoju gospodarczego. Astor Industries miało swoją główną siedzibę w Portland z widokiem na rzekę Kolumbia. Spotkanie z Thomasem nie dało jednoznacznej odpowiedzi ale byli dobrej myśli. Wierzył, że rozsądek wygra z uprzedzeniami. Christian nie mógł się skupić na pracy. Sobota mijała na konferencjach online i podpisywaniu sterty papierzysk. Siedząc nad jedną z umów przypomniał sobie o tej szczególnej, którą sporządził dla Ileny. Mijały kolejne dni bez odzewu. Najłatwiej było przyjąć rezygnacje i przestać się przejmować, ale Christianowi nie dawało to spokoju. Wyjął z szuflady teczkę, którą założył specjalnie dla niej. O ile faktycznie nie istniała na portalach społecznościowych to udało się Astorowi zdobyć inne informacje, które w niepowołanych rękach mogłyby przyprawić Ilenę o solidny niepokój. Wiedział gdzie mieszka i na jakiej uczelni studiuje, z dokładnością co do przydziału grupy i wykazu ocen. Niezdrowa fascynacja lub fanaberia bogatego człowieka. Zatrzymał auto przed samym wejściem do budynku, aby nie mogła go nie zauważyć. Spojrzał na zegarek. Kilka minut zanim wykładowcy zwolnią studentów do domu. Wysiadł, poprawiając ciemną marynarkę. Pogoda dopisywała spacerom. W Portland temperatura wynosiła o kilka stopni więcej niż w mglistej Astorii. Słońce momentami przebijało się przez chmury, a wiatr przeganiał je na najwyższych partiach nieboskłonu. Oparł się nonszalancko o czarne audi, świeżo wypuszczone przez fabrykę. Nie kłamał mówiąc Ilenie o swoim upodobaniu do samochodów. Szybkie i diabelnie drogie, na poprawę nastroju. Dzisiaj jednak Christianowi czegoś brakowało. Prawdopodobnie współpasażera, który podzielałby zachwyt. W pierwszej chwili pomyślał o Thomasie, ale minie sporo czasu zanim ten nabierze do niego ponownego zaufania. Poprawił okulary przeciwsłoneczne na nosie i wpatrywał się nieruchomo w wejście do budynku. Wiedział o której kończyła zajęcia i, że prawdopodobnie uda się na autobus lub skorzysta z podwózki koleżanek. Nie rozważał odmowy Ileny na swoją propozycję, która poniekąd nią nie była, bo zamierzał postawić ją przed faktem dokonanym. Pojadą razem i lepiej żeby nie protestowała.
Szybko się uczysz. Kłębowisko myśli przypominało jadowite węże, które kąsały się wzajemnie bez większego celu. Christian zaczynał mieć problemy z rozróżnianiem czego sam chciał, a co należało do pomysłów Aleksandrosa. Nawet przyjazd pod uczelnię wydawał mu się czymś nie we własnym stylu. Uspokajał się chęcią zwykłej pomocy. Po co Ilena miała wracać sama do domu, skoro mógł ją bezpiecznie odwieźć? Troskliwy samarytanin. Wyjął z kieszeni paczkę papierosów i zapalił. Jak na razie jedyny sposób, żeby pan Hyde się zamknął. Tylko potem odśwież oddech. Zacmokał.






All I have to offer you
-  is everything in me.
Powrót do góry Go down
Ilena Leventis
WIEK : 27 lat
PRACA : krupierka
PD : 125
SKĄD : Astoria
Re: Portland ψ 31/3/2019, 15:13
Ostatnimi czasy miała niemiłe wrażenie, że życie przelatuje jej pomiędzy palcami jak piasek. Starała się dawać z siebie jeszcze więcej, co zaowocowało w końcu przemęczeniem. Kiedy nie miała zmian w kasynie, nocami ślęczała nad książkami. Nie miała pojęcia skąd wzięło się to okropne przeświadczenie, że z niczym nie daje sobie rady, a jednak zadomowiło się w jej duszy na dobre i nie chciało jej opuścić, niezależnie od tego jak dobre stopnie z zaliczeń dostawała. W tym wszystkim perspektywa pisania pracy o Astorze tym bardziej urastała do rangi ogromnego przedsięwzięcia, którego absolutnie nie mogła zniweczyć. Miała w sobie prawdziwy ogrom determinacji, który osłabł nieznacznie wraz z przysłaną jej, jak sądziła złośliwie, umową. Umową tak upierdliwą i niezrozumiałą, że Leventis mogłaby równie dobrze podpisać cyrograf i nie mieć o tym pojęcia. Jakże to było ironiczne!
Dzisiejszego dnia humor miała całkiem nie najgorszy. Wolne popołudnie oznaczało dodatkowy czas na naukę, więc z naręczem książek wygrzebanych w bibliotece, zmierzała na parking. Dzisiejszego wieczoru nie czekała na nią praca krupierki, nie musiała zatem przywdziewać na twarz wiecznie zadowolonego uśmiechu i znosić bez szemrania traktowania jej jako obiekt dekoracyjny kasyna przez niektórych klientów. Nie było nic gorszego niż ludzie, którzy sądzili, że wszystko można kupić. Oczywiście sama nigdy nie negowała tego, jak bardzo istotne są dobra materialne. Nie jako ktoś, kto wywodził się ze skrajnego ubóstwa. Spadek po staruszce, którą opiekowała się w Jewell był prawdziwym zastrzykiem gotówki, który postawił ją na nogi i pozwolił na realizację marzeń. Musiała zrobić wszystko, by utrzymać się na powierzchni tej głębokiej wody.
Z uczelni wyszła w towarzystwie Alice, drobnej i pulchnej, w gruncie rzeczy całkiem sympatycznej dziewczyny. Chodziły razem na wykłady, a dzięki koleżance, Ilenie udawało się czasem cichaczem zdrzemnąć na blacie pulpitu, kiedy miała za sobą wyjątkowo ciężką noc w kasynie. Mały, ilenowy gracik stał pod blokiem, chwilowo uszkodzony. Nie miała czasu, żeby oddać samochód do mechanika, więc korzystała z podwózki Alice właśnie. Przynajmniej miała taki zamiar. Już przez przeszklone drzwi, pierwszym co dostrzegła, był samochód. Nie dało się na niego nie zwrócić uwagi. Nowiutkie audi sprawiało, że głowa dosłownie każdej osoby obracała się w tamtą stronę. Ale to dopiero sylwetka stojąca przy aucie sprawiła, że Ilenie serce wpadło do żołądka i pożałowała, że jednak pilniej nie nałożyła rano makijażu.
- O boże - wymsknęło jej się. Odruchowo mocniej ścisnęła książki, które trzymała w ramionach, żeby jej nie wypadły z rąk. Pospiesznie odszukała w pamięci datę, ale przecież byli umówieni dopiero na dwunastego listopada... Może więc nie przyjechał tu dla niej? Malutka iskra zazdrości przeskoczyła po zakończeniach nerwowych Leventis. Chyba nie zlecił pisania pracy komuś innemu? Zmrużyła oczy, a choć na jej twarzy wykwitł dorodny rumieniec, dumnie wyszła na wątłe, listopadowe słońce. Palce na książkach zaciskała tak mocno, że chyba cud, że ich nie zgniotła. Zrobiło jej się gorąco. Trzymaj fason, Leventis, to nie Pięćdziesiąt twarzy Greja.
- Kaliméra, panie Astor - zagadnęła, przywołując na twarz sympatyczny uśmiech, w ogóle nie podejrzewając, że miałby tu być z jej powodu. Głównie dlatego do niego podeszła, ryzykując śmieszność. Po prostu musiała się dowiedzieć, co go tu sprowadziło. Języka greckiego użyła właściwie nawiązując do ich pierwszej rozmowy, kiedy wspomniał, że go zna. - Chyba nie zamierza pan kupić uczelni? - Dodała, całkowicie przy tym zapominając, że była z nią koleżanka.






You should've known better than to have, to let her. I got you where I want you and you're deadlier than ever and falling for forever
Powrót do góry Go down
Christian Astor
WIEK : 33
PRACA : Astor Industries
PD : 158
SKĄD : Astoria
Re: Portland ψ 31/3/2019, 15:18
Ignorował gapiów. Wpatrywał się w wejście jakby zamierzał je zakląć, szukał wśród wychodzących dziewcząt tej szczególnej, tej która wtargnęła do jego domu i wzbudziła zainteresowanie. Łatwo było odmówić propozycji pisania pracy na swój temat. Dlaczego miałaby go obchodzić bardziej niż mijana w firmie stażystka z dowolnego działu? Myśląc o ich umowie łapał się na tym jakie to właściwie głupie z jego strony. Zupełnie obca dziewczyna miała na podstawie kilku spotkań napisać o nim pracę zaliczeniową i to nie na temat osiągnięć, a zrytego beretu. Dochodziła też druga kwestia. Nie powinien narażać niewinnej i niczego nieświadomej osoby na kontakt z demonem. Świadomość istnienia hierarchii tych istot i rozkazu nieujawniana swojej obecności, nie stanowiła pocieszenia. Był chodzącą bombą zegarową. Nie ufał już sobie, a tym bardziej Aleksandrosowi. Podkpiwał z Ileny, robił uwagi ale co tak naprawdę stało na przeszkodzi żeby zrealizował jedną ze swoich gróźb? Starał się nie myśleć o tym jaką krzywdę mógłby jej wyrządzić. Wszystkie obrzydliwe wizje przyprawiały go o mdłości. Christianowi pozostawała czujność. Na jednym spotkaniu się nie skończy i dałem przecież słowo.
— Mhm, słowo demona — mruknął pod nosem, strzepując kiepa na wybrukowany trotuar.
Dotrzymuję słowa, Astor. Każdy z nas ma prawo do rozrywki. Spowiadaj się ze swoich bolączek pięknej nýmphē jeśli chcesz, ja sobie popatrzę. Lubię romansidła. Przymilny ton Aleksandrosa był równie alarmujący, co groźby. Potrafił jednak być... Przekonujący. Obojgu zależało na przeżyciu i nie trafieniu do Piekła. Odkąd dzielił ciało i jaźń z nadnaturalnym bytem miewał niespokojne sny, a po przebudzeniu długo pozostawało przy nim niezrozumiałe przeczucie. Lęk demona przed unicestwieniem stawał się jego lękiem. W związkach mówi się na to ustępstwa. Idzie! Podniósł wzrok na schody.
Nie była sama. Biednej Alice nie poświęcił ani grama uwagi jaką zagrabiła sobie w całości Ilena. Zlustrował ją wzrokiem schowanym za ciemnymi okularami, od stóp po czubek głowy, co mogła odczuć. Rzucił niedopalonego papierosa pod nogi, depcząc butem. Tak jak nigdy nie zwracał uwagi na wygląd kobiet, tak teraz było inaczej. Wyróżniała się urodą wśród tłumu studentek, nawet jeśli włosy miała w nieładzie, a błękitny sweter wyglądał na znoszony. Zdjął okulary, gdy się zbliżyła. W pierwszej chwili nie rozumiał o jaką kalimerę jej chodzi. Przywitała się.
— Chaíromai pou sas xanavlépo* — świadomość demona pospieszyła z ratunkiem. Greckie korzenie Leventis zdecydowanie przeważały na korzyść w zainteresowaniu Aleksandra. Przyjemnie było popatrzeć na szkarłatne policzki Ileny, zupełnie jakby się speszyła niespodziewanym spotkaniem.
Odwzajemnił uśmiech. Miły i sympatyczny, sugerujący osobie postronnej dłuższą znajomość. Niewielka grupka dziewcząt idąca za Ileną i Alice przystanęła na schodach. Szeptały, pokazywały palcami. Zaczął się zastanawiać jak inni postrzegają jego nową znajomą.
— Ależ skąd, Ileno — odparł z lekką przyganą, jakby palnęła coś niestosownego, a on wykazał się sporą pobłażliwością. — Przedstawisz mnie swojej koleżance? — wtedy też spojrzał na Alice. Nie wyciągał ręki na powitanie, pozostał przy przyjaznym, nieco zawadiackim spojrzeniu.
— Pozwól, że ukradnę Ilenę — zupełnie jakby sama Leventis nie istniała, a stwierdzenie kierowane do Alice motywowane było wyłącznie grzecznością. Odsunął się od samochodu, otwierając przed Greczynką drzwi. Nie było już wątpliwości na kogo czekał. Patrzył na Ilenę wyczekująco.

*Miło znowu panią widzieć.






All I have to offer you
-  is everything in me.
Powrót do góry Go down
Ilena Leventis
WIEK : 27 lat
PRACA : krupierka
PD : 125
SKĄD : Astoria
Re: Portland ψ 31/3/2019, 15:22
Kompletna nieświadomość Ileny na temat tego, z czym tak naprawdę obcuje i po jak cienkim stąpa lodzie, działała na jej korzyść. Nie miała biedna nawet pojęcia, jak wiele już razy mijała na ulicy kogoś, kto miał na sumieniu sekrety znacznie straszniejsze niż te, które ludzie postrzegają za niewybaczalne. Tyle już razy ktoś wnikliwie prześwietlił jej przeszłość, zajrzał w głąb jej duszy, a ona nie miała o tym zielonego pojęcia, wciąż żywiąc to naiwne przekonanie, że sprawowała całkowitą władzę nad własnym życiem i była panią swego losu. Na Christiana spoglądała przez pryzmat pracy, gdzieś podświadomie wyczuwając, że postrzeganie go w jakikolwiek inny sposób zakończyłoby się tylko i wyłącznie gorzkim rozczarowaniem. Pacjenci byli nietykalni. Christian był pacjentem i właśnie tak powinna go traktować. Być może właśnie dlatego to nieco szybsze bicie serca zrzuciła na karb zwykłego stresu. W końcu chyba każdy by się zestresował, widząc go przy niebotycznie drogim samochodzie, wyglądającego jakby ktoś go żywcem wyrwał z Hollywood czy innej Kalifornii. A byli tylko w nieszczęsnym Portland. Pod jej nie mniej nieszczęsną uczelnią.
Usilnie starała się zignorować fakt, że robili właśnie chcąc nie chcąc przedstawienie. Ilena zwykle trzymała się z boku, nie nawiązując wielu relacji z innymi. Nie dlatego, że była nietowarzyska, bynajmniej! Niestety praca i nauka pochłaniały tyle czasu, że nie sposób było wygospodarować go jeszcze na życie towarzyskie. Dlatego też rozgrywająca się właśnie scena, poniekąd wyjęła ją z anonimowego tłumu studentów i przypięła łatkę kogoś ważnego. To niby nie było liceum; czasy kiedy takie rzeczy robiły na kimkolwiek wrażenie, rzekomo bezpowrotnie minęły. A jednak cieszyli się niesłabnącą uwagą przechodzących, łącznie z niespecjalnie przez Ilenę lubianą Britney, której głowa obróciła się niemal o sto osiemdziesiąt stopni, kiedy już przeszła obok. Ukłucie satysfakcji Ileny było bardzo chwilowe.
Uśmiech Leventis poszerzył się jeszcze, kiedy znów usłyszała rodzimą grekę. Było to tak niezwykle rzadkie w tych stronach, że ilekroć się zdarzało, czuła ciepło na sercu, niezależnie od tego, jak bardzo ktoś kaleczył akcent i inne tego typu kwestie. O dziwo Christianowi się to nie zdarzyło.
Owszem, niespodziewane spotkanie zdecydowanie ją speszyło. Cieszyła się też, że Astor wyglądał coraz lepiej, zauważyła jednak, że przez to w jego obecności czuje się mniej pewnie. Był mniej pacjentem, więcej sobą. Zdążyła już całkowicie zapomnieć, jak szorstki potrafił być, choć pewnie ta informacja czaiła się gdzieś z tyłu jej głowy. Niezrażona pobłażliwością, biorąc ją za żart, dopiero teraz przypomniała sobie, że jest z nią Alice.
- Ach, tak, racja - zreflektowała się. - To Alice, jesteśmy razem na roku - przedstawiła krótko dziewczynę. - Alice, to Christian Astor, mój znajomy. - Zawahanie w jej głosie było ledwo słyszalne. Koleżanka z pewnością nie zwróciła na to uwagi, nieco zagapiona w znajomego, ale Christian już mógł zwrócić na to uwagę. I bez wątpienia zwrócił. Alice roześmiała się wdzięcznie, nieco nerwowo, po czym spojrzała znacząco na Leventis, dorzucając Jestem pewna, że da się ukraść bez oporu. Ilena spiorunowała ją wzrokiem, kwestionując w tej chwili, dlaczego właściwie koleguje się z tą małą łajzą. Wdzięczna jednak za rozładowanie atmosfery, spojrzała na Astora, a potem na otwarte przed nią drzwi.
- Dziękuję - powiedziała w końcu, wsiadając. Zawahała się tylko przez bardzo krótką chwilę. Odczekała, aż Christian wsiądzie z drugiej strony, a przez szybę dostrzegła Alice, unoszącą w górę dwa kciuki. Ilena postukała się palcem w czoło.
- To dosyć niespodziewane - zwróciła się do Christiana, kiedy ten już znalazł się w środku. Starała się niespecjalnie gorączkowo rozglądać po wnętrzu, choć nie ukrywała ciekawości. Audi zdecydowanie różniło się od jej małego grata, któremu poskąpiono nawet elektrycznych szyb. Tutaj deska rozdzielcza przypominała kokpit samolotu.






You should've known better than to have, to let her. I got you where I want you and you're deadlier than ever and falling for forever
Powrót do góry Go down
Christian Astor
WIEK : 33
PRACA : Astor Industries
PD : 158
SKĄD : Astoria
Re: Portland ψ 31/3/2019, 15:25
Christian nie liczył się z odczuciami Ileny, ani tym, że prawdopodobnie łamie jakąś część umowy, którą sam sporządził, odwiedzając ją w miejscu publicznym i to w sposób tak... Widoczny. Doskonale zdawał sobie sprawę jak to wygląda, co tam mogą szeptać między sobą jej koleżanki i się tym nie przejmował. Był na zwycięskiej pozycji, a i po odwróceniu sytuacji nadal nie byłby stratny. Leventis w firmie zniknęłaby w morzu podobnie wyglądających, eleganckich i ładnych kobiet, a jakakolwiek scena z jej udziałem zamknęłaby się w jego przestronnym gabinecie. O ile oczywiście zostałaby wpuszczona.
Uważnie obserwował Ilenę, gdy przedstawiała go Alice. Dziewczyna musiała należeć do tych szczerych i lojalnych, skoro nie wybałuszała oczów na widok drogiego auta i nie stroiła głupich żartów lub po prostu nie zazdrościła Ilenie takich znajomości. Demon ją przedrzeźniał w najlepsze, a Christian się uśmiechnął. Mój znajomy. Zgrabne wybrnięcie, jeden punkt dla niej. Obszedł samochód odpinając guzik marynarki.
— Zapnij pasy — zdawał się w pierwszej chwili głuchy na słowa Greczynki. Sam nie zamierzał się do tego stosować. Ponownie odezwał się, gdy opuszczali już teren budynku.
— Nudziłem się i pomyślałem o tobie — powiedział zdejmując okulary, odłożył je między fotele. — Spodziewałem się, że będziesz chciała spotykać się częściej, a tu dopiero dwunastego — spojrzał na nią, nie zdając sobie sprawy jak te słowa brzmiałyby dla kogoś nie zaznajomionego z kontekstem. Samochód wydawał z siebie przyjemne pomruki i Christian nie mógł się doczekać, aż wyjadą z miasta, aby móc pokazać Ilenie jak szybko osiąga prędkość 150 km/h w 3.3 sekundy.
Egoista z ciebie Astor. Zabierz naszą panią psycholog w jakieś ładne miejsce na kawę, nie na drzewo. Zapytaj co u niej, pociesz, zaoferuj pomoc czy co wy tam ludzie robicie. Christian spojrzał przez okno, aby Ilena nie widziała jak się krzywi na porady Aleksandra. Najgorsze, że miał rację. Powinien wziąć pod uwagę chęci Leventis.
— Jeżeli chcesz to zawiozę cię prosto do domu — powiedział niespodziewanie — To znaczy... Jeśli nie masz ochoty na rozmowę i nie powinienem przyjeżdżać... — zerkał na nią. Zatrzymali się na światłach. Potrafił być empatyczny, ale z drugiej strony tłumaczenie się ze swoich decyzji Ilenie było... Dziwne. Nie lubił czuć się jak głupiec, a obecnie zaczynał być tego bliski. Było trzeba siedzieć na dupie w pracy. Jesteś dla siebie za surowy, przecież gołym okiem widać jak nasz gość się cieszy. Ja to widzę, a szanowny człowiek, nie?






All I have to offer you
-  is everything in me.
Powrót do góry Go down
Ilena Leventis
WIEK : 27 lat
PRACA : krupierka
PD : 125
SKĄD : Astoria
Re: Portland ψ 31/3/2019, 15:34
Poniekąd zdawała sobie sprawę z pewnej przewagi pozycyjnej, którą miał w tym zestawieniu Astor. Ilenie obce były jakieś kompleksy mniejszości, niemniej nie było co ukrywać, że jego postać robiła takie czy inne wrażenie. Ci, którzy twierdzili inaczej, najpewniej byli zwyczajnie zazdrośni. Co prawda Leventis nie rozdziawiała buzi ze zdumienia, czy cokolwiek w tym guście. To była jednak w dużej mierze zasługa jej pracy w kasynie i przywyknięcia do pewnego poziomu, statusu klientów. Gdyby wyjął ją wprost z Jewell, z domu staruszki, którą się opiekowała... Cóż, wówczas zapewne byłaby z pewnością znacznie bardziej zarumieniona, niż była w tej chwili.
Posłusznie zapięła pasy, zwlekając z tym właściwie tylko dlatego, że zagapiła się na wnętrze auta. Zwyczajnie zaciekawiona, bo jak dotąd nie woziła się podobnymi modelami. Kotłowała się w niej nagła chęć poprowadzenia auta tego typu, skonfrontowana z tym, że zwyczajnie bałaby się je uszkodzić. Plusem jazdy jej małym gracikiem było to, że zarysowanie czy nawet kolizja nie kosztowałaby jej powyżej kilkudziesięciu dolarów. Nawet nie chciała myśleć, ile kosztowała jakakolwiek część do tego audi.
Pomyślałem o tobie. Poczuła, że pieką ją uszy, chociaż w odpowiedzi jedynie się uśmiechnęła, spoglądając na niego. Bez okularów wyglądał bardziej przystępnie. Uniosła jedną brew, rozbawiona, że akurat on to powiedział. Samo przebrnięcie przez przysłaną jej umowę zajęło kilka dni, ale nie zamierzała mu dawać satysfakcji z przyznania tego.
- Chciałam - uśmiechnęła się figlarnie. Byłoby znacznie łatwiej, gdyby był mniej przystojny i było jej łatwiej pozbierać myśli. Zaraz jednak spoważniała. - Niestety uczelnia zweryfikowała moje chcenie, miałam kilka kolosalnych zaliczeń, z którymi musiałam się uporać - odparła. Nie brzmiało to jak czcza wymówka. Naprawdę cały wolny czas poświęcała ostatnimi czasy na naukę, co niestety przekładało się na odmalowujące się na jej twarzy zmęczenie. Determinacji było w niej jednak za dużo, by tak po prostu się poddać, dać za wygraną. Oparła się nieco wygodniej, obserwując drogę. Samochód jechał niezwykle płynnie, cicho. Nic nie trzeszczało, nie towarzyszyło jej wrażenie, że zaraz wypadnie przez dach, jak w jej małym samochodziku... Mogłaby sobie uciąć tutaj drzemkę, zupełnie nie podejrzewając, że gdy lada moment Astor wciśnie gaz do dechy, całe życie przeleci jej przed oczami.
- Nie, dlaczego? - Wlepiła w niego uważny wzrok. - To znaczy... Szkoda by było. - Nie chciała być teraz odebrana jako ktoś, kto zgodził się nadmiernie chętnie. Z drugiej strony nie chciała się też krygować. - Ostatecznie to ja prosiłam o rozmowę, więc jak najbardziej mam na nią ochotę - kontynuowała. Ilena ucieszyła się, że nie ma z nimi Alice, bo doskonale wiedziała, co zobaczyłaby na jej twarzy. Nie tylko na rozmowę ma ochotę. Przygryzła wewnętrzną stronę policzka, żeby się nie roześmiać. Korzystając z tego, że kierowca wzrok utkwił w drodze, przyjrzała mu się nieskrępowanie. Wypoczynek i czas spędzany poza szpitalem ewidentnie działał na jego korzyść. - Poza tym miło mi, że o mnie pomyślałeś - dodała już na zakończenie. Właściwie pożałowała tych słów w momencie, w którym padły, ale było już za późno. Nie wydawała się jednak skrępowana. Była to przecież prawda, nawet jeżeli Christian powiedział tak wcześniej tylko z grzeczności. Mógł przecież myśleć o milionie ważniejszych rzeczy, które pewnie miał na głowie, prawda? A tymczasem przyjechał, choć byli umówieni dopiero na pojutrze.
- Żałuję tylko, że nie wzięłam tej umowy... Ale to nic. Co tam u ciebie? - Zagaiła. Nie wyciągnęła notatnika, niczego. Sugerowało to, że pyta, bo sama jest tego ciekawa, nie pod kątem pisanej przecież pracy.






You should've known better than to have, to let her. I got you where I want you and you're deadlier than ever and falling for forever
Powrót do góry Go down
Christian Astor
WIEK : 33
PRACA : Astor Industries
PD : 158
SKĄD : Astoria
Re: Portland ψ 31/3/2019, 15:42
Może i w tym tkwił urok Ileny. Nie rozdziawiała ust i nie była głupią gąską, która zwęszyła w nowej znajomości korzyści. Sam fakt pojawienia się w posiadłości Astorów, kłamstwo i determinacja sprawiły zaskarbienie sobie uwagi Christiana. Na każdym etapie spotkań mógł jej wręczyć czek na określoną kwotę, było go na to stać. Mógł ją kupić, zastraszyć chmarą prawników lub dać jasno do zrozumienia, że pomimo prób, wyżej nie podskoczy. A jednak po prostu się zgodził, sporządził nawet bezwartościową umowę i właśnie w tej chwili siedzieli obok siebie w samochodzie, nieopacznie zacierając granicę, której przynajmniej Leventis powinna się trzymać. Zerkał na nią kątem oka, póki nie musieli odczekać dłuższej chwili na światłach. Podszepty Aleksandrosa były uszczypliwe ale i też należało uznać je za pomocne. Fakt ich pochodzenia stawiał je pod znakiem zapytania. Christian nie miał innego wyjścia jak zaufać współlokatorowi i postarać się miło spędzić czas w towarzystwie kogoś, kto był oderwany od rodzinnego dramatu. Ta ufność z kolei zostanie rozbita w drobny mak, gdy tylko wydadzą się znajomości Ileny z Julie i Thomasem. Bój się Boga dziewczyno. Słuchał jej, wydając się zarazem niewzruszonym na rumieńce i słowa o tym jak to miło. Wyraz twarzy Astora złagodniał, jakby i jemu udzieliły się podobne odczucia.
— Nie potrzebujemy umowy żeby móc rozmawiać. U mnie? Nic ciekawego. Praca, praca i praca. Kupiłem auto, którym właśnie jedziemy — i w tym momencie zanudził Ilenę masą informacji motoryzacyjnych. — Przygotowuję się do konferencji z zarządem jednej ze spółek odpowiedzialnych za kopalnie węgla i cyny na terenie Oregonu.
Łatwiej było Christianowi mówić o tematach neutralnych i zdecydowanie nudnych dla kogoś, kto studiował psychologię i posiadał inne zainteresowania. W tym też tkwił problem mężczyzny w kontaktach z płcią piękną - pewna sztuczność, nieporęczność i trudność znalezienia wspólnego tematu.
— Wyglądasz na zmęczoną. Kawa, ciastko i odstawię cię do domu — zawyrokował patrząc na nią. Pamiętał jej oceny z kartki, osiągała dobre wyniki w nauce i miałaby szansę na stypendium, gdyby nie czwórka z jednego z przedmiotów. Dorabianie nie służyło w byciu najlepszą. Mógłby o to zagadać, ale nie chciał przestraszyć Ileny swoją wiedzą na jej temat.
— Kiedy masz termin oddania pracy zaliczeniowej? — zapytał skręcając w jedną z ulic, wolną ręką szukał czegoś w telefonie, aż podał go Ilenie prosząc aby wybrała kawiarnie w GPS. Poniekąd, Astor znowu to zrobił - zmienił temat z siebie na nią. Kolejna wskazówka do zbadania dla przyszłej pani doktor.






All I have to offer you
-  is everything in me.
Powrót do góry Go down
Ilena Leventis
WIEK : 27 lat
PRACA : krupierka
PD : 125
SKĄD : Astoria
Re: Portland ψ 31/3/2019, 15:51
Właściwie na ten moment nie zastanawiała się jeszcze nad tym, jak wypada w oczach Christiana, bo kiedy tylko zaczynała ten temat, od razu się za to ganiła. Fakt, że zgodził się na zostanie tematem jej pracy mimo drobnych machlojek do których chciała się uciec, powinien być dla niej wystarczający. Tymczasem myślom co jakiś czas zdarzało się uciec gdzieś w rejony, które zaważyłyby na jej profesjonalizmie. Na razie było to jeszcze bardzo nieśmiałe, zepchnięte za margines świadomości. Znajomość ze szwagierką i bratem Christiana wydawała jej się w tym momencie nieistotna; na tyle, by o niej nie wspominać. W najczarniejszych wersjach wydarzeń, które rozważała, nie było miejsca na wściekłość Christiana z tego powodu. A powinna się tam znaleźć i ta wersja. W końcu Ilena miała świadomość, że mężczyźnie zdarzają się napady agresji, również z błahych powodów.
- Mam nadzieję, że się nie przepracowujesz - odparła, przyglądając się przechodniom, którzy spieszyli się do swoich spraw. Splotła ręce na podołku. Nie brzmiało to, jakby go strofowała. Wbrew jego słowom i tak żałowała, że nie wzięła ze sobą umowy. Trochę ją rozeźlił tym dokumentem i chciała pociągnąć temat, ale w końcu zaniechała. Wysłuchała z uwagą wszystkich informacji dotyczących samochodu które jej podał, nawet jeżeli częściowo nie miała zielonego pojęcia, o czym właściwie mowa.
- Czyli... - Podsumowała, wlepiając w niego rozbawiony wzrok. - Ile wyciągnie to cacko? - Zapytała. Ilość koni pod maską niewiele sugerowała, choć liczby robiły wrażenie. Najwyraźniej Ilena potrzebowała konkretów. Poza tym ujęła ją pasja, z którą Astor mówił o tym samochodzie.
- Cyny? Słyszałam o wypadku w Jewell. To też ich kopalnia? - Odezwała się. Nie odczuła niezręczności czy nudy. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że każdy człowiek potrzebował, żeby go czasem wysłuchać. Rozumiała zresztą, że skoro wokół tego skupia się praca Christiana, a spędza w niej tyle czasu, to siłą rzeczy lubi o tym mówić. A nawet jeśli nie lubi, to jakoś tak wychodzi. Łatwo było powiedzieć nie bierz pracy do domu. Nie miała zatem nic przeciwko i nie wyglądała bynajmniej na znudzoną.
- Aż tak to widać? Nie przejmuj się tym, proszę. Studia przyzwyczaiły mnie już do permanentnego niewyspania - roześmiała się. Dawno już nie przespała nocy spokojnie, od wieczora aż do rana. - Ty za to wyglądasz bardzo dobrze. Pobyt w domu ci służy - odbiła piłeczkę. To nie było czcze pochlebstwo.
- Na wiosnę. O ile się nie mylę, jakoś w marcu, musiałabym sprawdzić w kalendarzu - odparła. Teoretycznie była to kupa czasu, w praktyce wiedziała, że minie bardzo prędko. Odnotowała próbę zmiany tematu, ale nie z nią te numery. Wzięła telefon od Christiana, całkowicie przypadkowo muskając opuszkami jego palce, kiedy podawał jej aparat. Wydawała się jednak nie zwracać na to uwagi, pogrążając się w ekranie smartfona i wyszukując najbliższą kawiarnię. Kiedy odnalazła, przez chwilę zawisła z telefonem w ręku, nie wiedząc gdzie go umieścić. Postanowiła go zatem trzymać. - Oczywiście nie będziemy musieli spotykać się aż tak długo, jeśli będzie to kolidować z twoją pracą. Po prostu chciałam się za to zabrać wcześniej, żeby mieć potem czas na poprawki - wyjaśniła, jakby się usprawiedliwiając, co by się Astor nie rozmyślił mając przed sobą perspektywę niemal półrocznej konieczności spotkań. Po chwili pożałowała, że to powiedziała. Właściwie zauważyła, że miała ochotę go poznać już z własnej, osobistej chęci, nie ze względu na pracę. A właśnie odebrała sobie główny pretekst. Brawo, Leventis.






You should've known better than to have, to let her. I got you where I want you and you're deadlier than ever and falling for forever
Powrót do góry Go down
Christian Astor
WIEK : 33
PRACA : Astor Industries
PD : 158
SKĄD : Astoria
Re: Portland ψ 31/3/2019, 16:01
Troska Ileny była miłą odmianą po latach dorastania w cieniu ojca tyrana i rzadkich kontaktów z bratem. Na prawidłowy rozwój dziecka wpływało wiele czynników - Christian był prawie że książkowym przykładem jak brak matki i ciepła zmieniał małego, zahukanego dzieciaka w dorosłego mężczyznę mającego problem z budowaniem relacji i właściwym funkcjonowaniem w towarzystwie. Widział w Ilenie ładną kobietę; atrakcyjną. Nie myślał jednak o niej w sposób zobowiązujący, nawet nie rozważał jakichś bliskich stosunków ponieważ takowych najbardziej się obawiał. Ogrodził się emocjonalnie dawno temu tak sprawnie, że uchodził wśród tych którzy go znali za niedostępnego i chłodnego. I nadal uchodzi. Nawet Julie wyrażała już troskę o jego samotność i orientację.
Christian prychnął cichutko, gdy wyrażała obawę o przepracowanie. Zapewnił ją, że stosuje się do wszystkich zaleceń i ma się dobrze. Odpowiedział także cierpliwie i z pasją na pytania o auto, ile wyciągnie i, że jak będą wracać do Astorii to mogą się przekonać i zrobić zakłady. Nie powiedział jednak co stanowiłoby cenę. Oderwał wzrok od drogi kiedy zapytała o kopalnię. Pytanie nie powinno go dziwić, skoro przez jakiś czas mieszkała w Jewell.
— Tak, częściowo tak. Wypadek w kopalni całkowicie ich pogrążył. To dosyć niefortunny moment, zwłaszcza, że planowano już wcześniej kopalnię zamknąć, a spółkę rozwiązać. Pojawił się nawet głos obciążający górników — mówił niespiesznie, trochę z namysłem jakby rozważał ile może Ilenie powiedzieć.
— Ostrzegałem Thomasa, ale najwyraźniej nic sobie z tego nie zrobił — stwierdził z przekąsem, a w tonie głosu Astora dało się wyczuć wyrzut. Coś jak "jestem młodszy to nikt mnie nie słucha". Od momentu zamknięcia kopalni nie był w Jewell, ale domyślał się, że mieszkańcy nie pałali optymizmem. Nadchodziły Święta Bożego Narodzenia, czas dla rodziny, a dla większości będzie to okres przymierania głodem lub żebraniny i pijaństwa. Rozchmurzył się, gdy napomknęła o sobie.
— Masz dobre oceny, powinnaś trochę odpuścić zanim zorientujesz się, że to już koniec okresu studenckiego i zacznie się ciężka praca — powiedział by zaraz parsknąć na pochlebstwa. Poczuł się nieco zawstydzony; szczególnie, gdy Aleksandros przedrzeźniał go we własnych myślach. Nawet nie pomyślał o zdradzeniu swojej wiedzy na temat ocen Leventis. Poczuł muśnięcie palców, gdy odbierała telefon i tylko zbieg okoliczności sprawił, że nie zabrał dłoni jak oparzony. Ojoj, kobieta mnie dotknęła. Uciekaj. Jeszcze trochę i Christian nauczy się artykułować chrząknięciami s-p-i-e-r-d-a-l-a-j.
— Nie ma sprawy. Zapytam szefa — uśmiechnął się, racząc Ilenę ironią. Nie miał szefa. Przezorność w rozplanowaniu pracy zaliczeniowej rozumiał doskonale, sam studiując nie lubił robić niczego na ostatnią chwilę. Nie podzielał myśli Ileny, nie patrząc na ich spotkania pod tym kątem.
Znalezienie wolnego miejsca parkingowego o tej porze w Portland graniczyło z cudem. Christian zmuszony był skorzystać z płatnego parkingu, oddalonego od kawiarni o jedną ulicę.
Przystanął przed rozświetloną witryną kawiarni, która cieszyła się umiarkowaną popularnością w mieście. Ten plus, że po wejściu mogli swobodnie wybrać miejsce - przy witrynie, na środku lub w głębi sali. Przechodząc koło lady można było zauważyć polecane specjały; oferowano różne ciasta, herbaty o egzotycznych nazwach i kawę, zarówno na ciepło jak i zimno.
Eklerkę, chcę eklerkę!






All I have to offer you
-  is everything in me.
Powrót do góry Go down
Ilena Leventis
WIEK : 27 lat
PRACA : krupierka
PD : 125
SKĄD : Astoria
Re: Portland ψ 2/4/2019, 11:49
Właściwie chociaż Ilena nie zdawała sobie z tego sprawy, w każdym razie częściowo, całkowicie pominęli etap poznawania swojej przeszłości. Ona czytając jego historię leczenia, a Christian prześwietlając jej dotychczasowe, nieszczególnie zresztą opływające w pikantne szczegóły życie. Tak czy inaczej, Ilenę było mu trudniej oszukać; nawet jeżeli tylko ona tak sądziła. Choć wydawało jej się, że dokładnie zna przyczyny dla których zachowuje się momentami tak osobliwie, nie była nawet w połowie drogi do prawdy, która nie tylko zszokowałaby ją, ale i najpewniej zwyczajnie nie dałaby jej wiary. Taka była pewna za tę swoją ukochaną medycynę, psychiatrię. Z taką pewnością mogła dyskwalifikować wszystkie te rzekomo paranormalne przypadki, jako zwykłe choroby. Wszak nawet gdyby Christian podzielił się z nią wiedzą o Aleksandrosie, nie byłby pierwszym, od którego słyszałaby, że jest opętany. Albo że był Bogiem. Christian jednak, jako jedyny, był jej to w stanie udowodnić. Na razie jednak jej niewiedza była błogosławieństwem.
Na zakład przystała ochoczo, chociaż cena jego wygranej koniec końców nie padła. Obudziła się w niej pewna chęć rywalizacji, ale i dobrego humoru, nawet jeżeli (co najpewniej nastąpi), miałaby z kretesem przegrać.
- Przykra sprawa, sporo ludzi straciło pracę - odparła, kręcąc lekko głową. Zapadła się w fotelu samochodu, opierając przedramię o uchwyt na drzwiach. - Czasem trzeba pozwolić popełniać ludziom błędy - odparła dyplomatycznie, nie chcąc mieszać się w sprawy pomiędzy braćmi. Akta dość opieszale traktowały relację ich dwójki, ale nie zamierzała na to naciskać. Tym bardziej, że przynajmniej w teorii, prowadzili teraz bardziej towarzyską pogawędkę, aniżeli katowali pierwszy rozdział jej przyszłej pracy. Właściwie miała już napisany wstęp do niej.
- Prawdę mówiąc odetchnę z ulgą, gdy okres studencki się skończy. Łączę teraz pracę i studia i czasem naprawdę brakuje czasu na złapanie tchu. Z przyjemnością oddam się dla odmiany tylko pracy - stwierdziła. Zdawała się w ogóle nie dostrzegać jego zawstydzenia, swoje poprzednie słowa traktując całkowicie naturalnie i niewymuszenie.
Parsknęła śmiechem na ironię.
- Doskonale, daj znać czy się zgodził - odparowała, chociaż w jej wykonaniu brzmiało to bardziej jak żart niż sarkazm. Później skupiła się nieco na tym, by pomóc Christianowi znaleźć miejsce do zaparkowania w tym miejskim gąszczu Portland. Dość dobrze znała to miasto, a jednak nie przestawało zaskakiwać feeria barw bijąca z witryn, najróżniejsi, niejednokrotnie ekscentrycznie odziani przechodnie wzbudzali stałą uwagę. Hałas i rozgardiasz; a także Astor u boku. Dziwne to było popołudnie, ale przestała się nad tym zastanawiać, gdy weszli do kawiarni, a w nos uderzył ją słodki zapach ciast. Zerknęła na przeszkloną witrynę, chcąc sprawdzić, cóż to za specjały podawano dzisiaj. Jej uwagę przykuł jogurtowy placek z wiśniami, ale wpierw ruszyli do wolnego stolika. Odruchowo skierowała się do tego skrytego w głębi sali, jakby zależało im na prywatności. Zdanie zmieniłaby tylko wtedy, gdyby Christian zaprotestował. Zajęła miejsce, zdejmując kurtkę i przewieszając ją przez oparcie. Sięgnęła ku włosom by je poprawić, zauważając przy okazji, że zaczęły się kręcić od wilgoci panującej na zewnątrz, ale nie wydawała się tym przejmować. Kiedy przy ich stoliku pojawiła się kelnerka, zamówiła rzeczony placek z wiśniami i białą kawę, przysłuchując się, co też wybrał i jak zachowywał się w stosunku do kelnerki Christian.
- Przyjemnie tutaj. Często tu bywasz? - Zapytała, kiedy kelnerka po zebraniu zamówienia odeszła od ich stolika.






You should've known better than to have, to let her. I got you where I want you and you're deadlier than ever and falling for forever
Powrót do góry Go down
Christian Astor
WIEK : 33
PRACA : Astor Industries
PD : 158
SKĄD : Astoria
Re: Portland ψ 4/4/2019, 01:26
Również nie zdawał sobie z tego sprawy. Prawdopodobnie z powodu z jakiego się spotykali. Nie były to w końcu wyjścia na randki. Spełniał prośbę Ileny jak dżin lub inny przyjazny duszek. Daleko Christianowi do hojności i szczodrości wobec obcych, ale w tym przypadku Greczynka trafiła na dobry moment. Zgodził się, a przyzwoitość nie pozwalała na złamanie danego słowa. Jeżeli już wspomniany został aspekt historii jego karty, Ilena była głupia albo miała we krwi skłonności do podejmowania ryzykownych działań. Pomijając demona za skórą Astora, to kontakty z kimś kto był w psychiatryku nie należały do zbyt rozważnych i jako studentka na pewno była przed tym ostrzegana przez wykładowców na uniwersytecie. Zaangażowanie emocjonalne prowadziło wyłącznie do zguby.  Najzabawniejsze - Christianowi również to groziło.
Nie podjął już tematu kopalni, ponieważ miał nieco inne - może gburowate - podejście w tej kwestii, co tylko wywołałoby lawinę niechcianych pytań ze strony Leventis. Skrzywił się słysząc mądrość ludową. Był innego zdania. Sam problem tkwił w czym innym. Nie lubił odrzucanej pomocy, a Thomas stał się w tym mistrzem. Gadki o braterstwie można było włożyć między bajki. Problemy Astora były pieśnią dla uszu demona. Na tym żerował. Spoglądając na Ilenę, zastanawiał się czy przyjęłaby jego pomoc. Mógł sprezentować jej auto, gdyby dowiedział się o problemach z posiadanym przez nią rzęchem. Mógł również zainterweniować wszędzie tam, gdzie napotkałaby problem. Miał wpływy, miał moc. Aleksandros jednak podszeptywał, że mają przed sobą pieprzoną pobożnicę pełną dumy, frazesów i pustych sloganów jakimi karmi się w XXI wieku kobiety.
Podążył za Ileną w głąb sali, nie protestując przy wyborze miejsca. Zdjął marynarkę, ukazując się w jasnej koszuli z rozpiętym kołnierzykiem. Kiedy zajęta była poprawianiem włosów, Christian przeglądał niedługie menu. Kontakt z kelnerką nie wyzwolił w nim żadnych podejrzanych zachowań. Wyćwiczony uśmiech polegający na krótkim podniesieniu kącików ust serwował również w pracy. Zamówił sernik wiedeński i eklerkę z kawą. Błękitne spojrzenie powróciło do Ileny, w sam raz na zadane pytanie.
— Jestem tu pierwszy raz — powiedział z średnio wyczuwalnym zawahaniem w głosie. Jakby rozważał, która wersja z głowy lepiej wypadnie w oczach rozmówczyni.
— Z reguły nie mam czasu, albo nie chcę — dodał — A jak już, to w zupełnie w innych lokalach.
Za ich zamówienie w tym miejscu bez problemu by zapłaciła, ale to o czym mówił... Tam już problem miałaby nawet przy opłaceniu kawy dla siebie.
Aleś ty próżny. Tylko na odchodne nie rzuć jej w twarz dolarami.
— Przepraszam. Nie chciałem zabrzmieć zarozumiale — głupie usprawiedliwianie się. Przy mniej usytuowanych zawsze poczuwał się do przepraszania za bycie bogatszym. Lepszym.






All I have to offer you
-  is everything in me.
Powrót do góry Go down
Ilena Leventis
WIEK : 27 lat
PRACA : krupierka
PD : 125
SKĄD : Astoria
Re: Portland ψ 5/4/2019, 11:30
Ilena na tym etapie sądziła jeszcze, że naprawdę chodzi jej tylko o napisanie nieszczęsnej pracy, a zainteresowanie Christianem jest czysto zawodowe. Nie dostrzegała jeszcze, jak bardzo krótkowzrocznie postępuje, nie miała czasu, żeby się nad tym zastanowić. W natłoku obowiązków gdzieś to umykało, a jego nagłe pojawienie się pod szkołą również nie dało jej czasu na przemyślenia. Nie roztrząsała tego, że zwyczajnie ucieszyła się na jego widok, a może należało się nad tym na chwilę pochylić.
Leventis prawie żałowała, że Christian nie podjął dyskusji. Z drugiej strony jeśli miało go to rozzłościć, to może nawet lepiej. Nie uważała jednak, by należało obchodzić się z nim jak z jajkiem. Nie mając pojęcia o tym, że źródło jego choroby wcale nie leży w mózgu, popełniała ogromny błąd podchodząc do niego jak do pacjenta, którego głównym problemem się nieodwracalne zmiany w psychice. A tych nie należy traktować wszak z pobłażliwością i chodzić wokół nich na palcach, bo to wyczują. Cały problem rozbijał się o jej niewiedzę i właściwie niewiarę. Nawet gdyby Christian postanowił zatrzymać samochód i jej oznajmić, że opętał go demon, nie mogłaby mu przecież uwierzyć. Impas; kłamstwo i pozory zdawały się mieć więcej sensu niż prawda. Choć lubiła o sobie myśleć jako o rozsądnej kobiecie, nie miała pojęcia że igra ze śmiercią.
- Domyślam się - odparła, po czym zabębniła ledwo słyszalnie palcami w blat stolika. Spojrzeniem potoczyła po sąsiednich, gdzie kawą i słodkościami raczyli się inni klienci. Nie miała mu za złe tego wtrącenia o innych lokalach, zdawała sobie wszak sprawę, że funkcjonują na zupełnie innych poziomach życia. Nie było jej głupio, nie miała też jakiegoś strasznego kompleksu niższości względem niego, bo tak zwyczajnie było. Miała ogrom czasu by przyzwyczaić się do tego, że nic jej niczego nie da i na wszystko musi zapracować sama. I tak ogromnym błogosławieństwem był dom otrzymany po starszej pani w Jewell. Właściwie tylko dzięki temu była tu, gdzie była i nigdy nie spłaciłaby wobec kobiety długu wdzięczności.
- Ale przecież to prawda - wbiła w niego wzrok, nieco chyba zdziwiony tym, że przeprosił. Przekrzywiła nieco głowę i uśmiechnęła się. - Nie musisz za nią przepraszać. Zresztą, na pewno mają tu lepszą kawę, niż ta którą serwuje automat na uczelni - dodała, uciekając spojrzeniem na bok, skąd przybyła kelnerka z zamówieniem. Podziękowała kobiecie, po czym upiła łyk kawy.
- Zaobserwowałeś już jakąś poprawę? - Zapytała odstawiając filiżankę na spodek.






You should've known better than to have, to let her. I got you where I want you and you're deadlier than ever and falling for forever
Powrót do góry Go down
Christian Astor
WIEK : 33
PRACA : Astor Industries
PD : 158
SKĄD : Astoria
Re: Portland ψ 6/4/2019, 02:24
Nic nie stało na przeszkodzie ku temu, aby Ilena kontynuowała przerwany temat. Mieli przed sobą prawdopodobnie całe popołudnie i wieczór, o ile nie stwierdzą inaczej. Jeśli czegokolwiek pożałują lub dojdą do właściwych, a zarazem ciekawych wniosków, to najpewniej w samotności, gdy jedno pożegna drugie. W końcu najlepsze teksty przychodzą do głowy już po ptokach. Widzieli się dopiero drugi raz, a rodząca się między nimi komitywa zaczęła wprawiać, przynajmniej Christiana w poczucie, że zna w jakimś stopniu Ilenę - a właściwie, że idealnie nadaje się na towarzyszkę takich dni jak ten. Z samotności potrafił zrobić atut, lecz czasami musiał z kimś porozmawiać. Mając wybór między ścianą, a Leventis, wybrał o wiele bardziej urodziwszą opcję. Brew Astora niewiele podskoczyła słysząc zapewnienia. Rodziło się w nim pytanie czy naprawdę tak uważa, a może to tylko próba ugłaskania. Nie podobała mu się taka opcja terapii, wydawało mu się to fałszywe i niezwykle obłudne. Siadasz przed obcym człowiekiem, otwierasz się, gdy ktoś tak naprawdę robi to co chcesz i mówi to co chcesz usłyszeć.
— Różne są reakcje na zasobność portfela — powiedział tylko, patrząc na Ilenę nawet wówczas, gdy jej ciemne spojrzenie ukierunkowało się na kelnerkę. Dopiero teraz dostrzegł, że włosy Greczynki się kręcą pod wpływem wilgoci. Podziękował za kawę i talerz ze słodkościami. Sięgnął po widelczyk, a właściwie zrobił to Aleksandros żeby uraczyć się eklerką.
— Poprawę? — odpowiedział pytaniem na pytanie. Nie zwariowaliśmy. — Jest... okej.
Wzruszył ramionami, pozwalając demonowi zająć usta ciastkiem. Trudno było odpowiedzieć Ilenie szczerze - dzielę ciało z demonem, właśnie muszę jeść eklerkę mimo, że jej nie znoszę. Spiskuję z demonami, brat jest łowcą i mi nie ufa. Ten demon to Aleksander Wielki, stąd też moja znajomość greki. A tak w ogóle do nadchodzi koniec świata.
Nie uwierzyłaby w żadną z tych rzeczy, mogąc jedynie dopasować schorzenie do objawów.
— Miewam problemy ze snem, ale czuję się już lepiej niż po wyjściu ze szpitala — dodał, odkładając widelczyk i pijąc kawę. — Jak bardzo intymne pytania przewidujesz?






All I have to offer you
-  is everything in me.
Powrót do góry Go down
Ilena Leventis
WIEK : 27 lat
PRACA : krupierka
PD : 125
SKĄD : Astoria
Re: Portland ψ 10/4/2019, 09:57
Christian nie chciał by mówiono mu to, co chciał usłyszeć, Ilena z kolei, że nie powinno się go traktować jak dziecko. Mogli się zatem albo na tym polu dogadać, albo przeciwnie: mogło się to skończyć tragicznie. Teraz jednak zupełnie o tym nie myślała. Spotkanie wydawało się mieć przede wszystkim charakter bardziej towarzyski, a na takiej atmosferze w pewien sposób jej zależało. Nie chciała przecież, by te spotkania były katorgą dla obu stron.
- Gdyby stanowiło to dla mnie jakąś różnicę, zareagowałabym już będąc u ciebie w domu - odparła beztrosko, atakując widelczykiem placek z wiśniami. Był pyszny; idealnie wyważony smak słodkiego, kruchego ciasta i kwaskowatych wiśni. Przez chwilę nic nie mówiła, rozpływając się nad smakiem ciastka w ciszy. Istotnie, bogactwo robiło jakieś tam wrażenie, nie było mowy o tym, by całkowicie je zignorować. Zwłaszcza, kiedy pochodziło się z takiej biedy, jak Ilena. Z drugiej strony niczego jej nigdy nie brakowało, a swoje relacje rodzinne, pomimo śmierci siostry, nazwałaby raczej poprawnymi. To nasuwało to banalne stwierdzenie, że nie wszystko da się kupić. Większość, ale nie wszystko.
- To było bardzo ekspresyjne - roześmiała się. Prawda niebezpiecznie zakrawała na fantastykę i stwierdzenie Leventis, że jednak z Astorem było znacznie gorzej niż zakładała, a o żadnej poprawie nie było mowy, prędzej o zatrważającym pogorszeniu. I gdzieś w kwestii dalekiej, bardzo dalekiej przyszłości pozostawała kwestia dania wiary w takie rzeczy. Być może wtedy kiedy już do Leventis dotrze, że świat w znanej jej formie praktycznie już nie funkcjonuje, bo oto z piekła wypełzły istoty, których istnienia nawet nie brała pod uwagę. Tymczasem właśnie piła jedną z nich kawę.
- Z zaśnięciem, czy dręczą cię koszmary? - Zapytała swobodnie. Dobrane Astorowi w szpitalu leki miały mu pomóc ze spokojnym snem i spokojem w ogóle; były dość mocne, a Ilena obawiała się, że niepotrzebnie przytępią pacjenta. Miała wobec tego pewne podstawy by sądzić, że zwyczajnie przestał je brać, ale mogła się wszak mylić.
- To zależy co postrzegasz jako intymne pytanie - odparła, bynajmniej niezrażona. Prawdą było, że intymność była pojęciem względnym. To, co dla bardziej otwartej osoby było pytaniem takiej natury, nie musiało nim być dla kogoś nieco bardziej zamkniętego. Strzelała, że Christian należy raczej do tej drugiej grupy, dlatego była też ciekawa, co na ten temat ma do powiedzenia.






You should've known better than to have, to let her. I got you where I want you and you're deadlier than ever and falling for forever
Powrót do góry Go down
Christian Astor
WIEK : 33
PRACA : Astor Industries
PD : 158
SKĄD : Astoria
Re: Portland ψ 10/4/2019, 10:56
Demon przekrzywił głowę słuchając ich paplaniny. Tacy mili dla siebie, tacy grzeczni i ostrożni. To ostatnie przypisał Christianowi do którego myśli oraz odczuć miał dostęp. W Greczynce dostrzegał determinację, może nawet uśpioną cechę dążenia do celu po trupach. Zdawać się mogło, że poza bogatym potomkiem założycieli niewielkiego miasta w Oregonie bez trudu znalazłaby ciekawszy temat na pracę zaliczeniową.
Jeśli się upierała na chorego psychicznie, to oddział na którym leżał Christian liczył sobie kilku porządnych, książkowych świrów. Aleksandros nie rozważał ujawniania się Ilenie; jeśli już tak by się stało to należałoby ją zabić. A może nie? Zawsze miał kilka gotowych pomysłów na zapewnienie sobie rozrywki kosztem innych i w tym przypadku niewinna, nieświadoma studentka psychologii wydawała się idealnym materiałem do zabawy.
— To i to. Zależy od dnia — odpowiedział nie spuszczając wzroku z jej twarzy. Gdy skupiała się na placku z wiśniami jego spojrzenie było bardziej ukradkowe.
— Często miewam męczące sny, których obrazy są wyrwane z kontekstu — dodał, odkładając widelczyk. Otarł serwetką usta i napił się kawy. Wspomnienia Aleksandrosa mieszały się z tymi od Christiana. Razem tworzyła się gama barwnych obrazów, nie zawsze sielankowych.
— Odstawiłem leki, źle się po nich czuję — uprzedził pytanie Ileny i nie było potrzeby jej w tej kwestii okłamywać. Demon unikał jakichkolwiek specyfików, które osłabiały organizm. Na odbitą piłeczkę zareagował spuszczeniem wzroku na talerz, jakby jego zawartość okazała się nagle o wiele bardziej interesująca od toczonej rozmowy.
— Chyba takie z zakresu czy masz dziewczynę, jak się układały twoje wcześniejsze związki... Relacje z innymi... Nieważne — żałował poruszenia kwestii, co było widoczne po zachmurzonej minie. Do głowy Astora przywędrowała myśl, że to wszystko jest błędem. Udawanie przed Ileną człowieka, którego może potraktować jako obiekt badań. Był przeklęty i nieodpowiedzialny zabierając ją na kawę. Zrobiło mu się gorąco, a przyczyną była tląca się panika jakiej zawsze doznawał w momentach w których zdawał sobie sprawę, że nie wie o czym ma mówić. Szczególnie z kobietą usadowioną naprzeciw.






All I have to offer you
-  is everything in me.
Powrót do góry Go down
Ilena Leventis
WIEK : 27 lat
PRACA : krupierka
PD : 125
SKĄD : Astoria
Re: Portland ψ 13/4/2019, 12:37
Coś w tym bez wątpienia było. Ilena całe życie podążała za celami, które sobie wyznaczała wiedząc, że niczego nie dostanie za darmo. Nie wrodziła się w bogatą rodzinę, ba, nawet miejsce w którym się urodziła, chociaż bez wątpienia było rajem na ziemi dla turystów, nie należało do najszczęśliwszych. Łatwo było zapomnieć o bożym świecie, kiedy podziwiało się błękitną wodę i cieszyło upałem z perspektywy gościa hotelu pięciogwiazdkowego. Dla stałych mieszkańców los równie łaskawy nie był; nie było ucieczki przed piętrzącymi się stosami śmieci i nierzadko biedą. Wyspa Zakynthos miała swój klimat i Ilenie już było ku niemu tęskno. Nie żałowała jednak, że trafiła tu, gdzie trafiła.
Właściwie na upartego mogłaby zgodzić się z tym, że były ciekawsze obiekty do rozwodzenia się nad nimi w pracy zaliczeniowej. Bo pomiędzy wszystkimi chorymi na schizofrenię i depresję, były też przypadki zupełnie skrajne, cieszące się niesłabnącym zainteresowaniem, znane z filmów i seriali. Seryjny morderca ujęty po latach, stopniowo resocjalizowany. Mężczyzna, który ubzdurał sobie, że jest prorokiem. Kobieta, która nie dała odebrać sobie lalki, upierając się, że to jej dziecko... Można by tak wymieniać w nieskończoność. Każdy pacjent na swój sposób był ciekawy, a jego szaleństwo namacalne; być może właśnie to ujęło ją w Christianie, który na przekór temu, co było napisane w aktach, zdawał się przyziemnie rozsądny.
- Jakie to obrazy? Coś abstrakcyjnego, czy może przeżywasz raz jeszcze wydarzenia z minionego dnia? - Zapytała, wciąż tonem zwyczajnej rozmowy, w niczym nieprzypominającej beznamiętnego wywiadu lekarskiego. Kiedy potwierdził jej podejrzenia, nic nie odpowiedziała, spojrzała na niego jedynie z uwagą. Bez nich z czasem też możesz gorzej się czuć stwierdziła w myślach, sama do siebie, nie powiedziała tego jednak na głos. Pacjentów nie dało się zmusić do przyjmowania leków; to znaczy, właściwie dało się. Słyszała wiele historii o wciskaniu tabletek siłą między zaciśnięte zęby, ale to nie był taki przypadek. Skupiła się przez chwilę na filiżance kawy, która przyjemnie ją rozgrzała.
- Relacje z innymi są ważne w ocenie ogólnej, ale myślę, że jakoś sobie poradzimy - swoboda Ileny nie znikała, przeciwnie, jedynie bardziej się w niej utwierdzała. Dostrzegła w Christianie pewne spięcie i rozumiała je, nawet jeżeli nie podzielała. - Jeśli nie chcesz o tym mówić to w porządku - wzruszyła lekko ramionami. Pewne rzeczy przychodziły z czasem, a Ilenie zdecydowanie nie brak było cierpliwości. Poza tym uznała za interesujące, że ktoś taki jak on, wydaje się momentami zupełnie tracić pewność siebie. Przystojny, inteligentny, bogaty... Automatycznie można byłoby przypiąć mu łatkę przebojowego Playboya, tymczasem pozory okazywały się mylne, co dość szybko dostrzegła. Nie traciła jednak czujności. Dopiero się poznawali wbrew pozorom i ciężko było przewidzieć, jak dokładnie mężczyzna się zachowa. Właściwie niektórych swoich reakcji również nie była pewna.
- Smaczna? - Zapytała, wskazując eklerkę.






You should've known better than to have, to let her. I got you where I want you and you're deadlier than ever and falling for forever
Powrót do góry Go down
Christian Astor
WIEK : 33
PRACA : Astor Industries
PD : 158
SKĄD : Astoria
Re: Portland ψ 14/4/2019, 03:31
Aleksandros chętnie oraz umiejętnie przejął stery ratując tym samym spotkanie przed nadchodzącą katastrofą. Myśli Christiana, jak i same zachowanie wzbudzały w demonie politowanie. Emocje targające młodego biznesmena były dla niego obce - biorąc pod uwagę genezę istnienia, zapomniane. Aleksandros nie rozumiał dlaczego Astor peszył się z takim zapleczem jaki posiadał. Zabawne, że pomyślał o tym samym co Ilena. Dla niej było to interesujące, dla niego irytujące. Popracujemy nad tym.
— W snach jestem Aleksandrem Wielkim i odnoszę zwycięstwa — odpowiedział bez skrępowania, żywo. Wargi wygięły się w uśmiechu. — Może to moje poprzednie wcielenie, kto wie? Reinkarnacja to ciekawy sposób na usprawiedliwienie własnych przewinień. Dłonie tak wspaniałego geniusza spływały krwią niejednokrotnie.
Takiej odpowiedzi Ilena z pewnością się nie spodziewała. Jej rozmówca czerpał przyjemność z żonglerki słownej. Nie skłamał, a ona i tak nie uwierzy lub jeśli tak to zrzuci to na karb sennych mar. Najpewniej żaden dowód nie byłby jej w stanie przekonać jak bardzo starą istotę ma w tak przystojnym opakowaniu. Nie ciągnął już kwestii snów, więc Leventis wcale nie musiała się do tego odnosić.
— Jesteś bardzo ugodowa — powiedział patrząc na nią uważniej; poważniej. Zniknęło zakłopotanie jak ręką odjął i było to widoczne. — I zgodna. To codzienna taktyka czy raczysz nią wyłącznie mnie? Lepiej uważaj bo esej na mój temat będzie tak nudny, że dostaniesz dwóję.
Uśmiechnął się niewybrednie, bardziej złośliwie choć to odbiło się w niebieskawych tęczówkach. Spojrzał w końcu na nieszczęsną eklerkę. Nie zjadł nawet połowy. Odkroił kawałek od drugiej strony.
— Sama się przekonaj — skierował widelczyk w kierunku jej ust. Patrzył wyzywająco i oczekująco, w żaden sposób nie akceptując sprzeciwu.






All I have to offer you
-  is everything in me.
Powrót do góry Go down
Ilena Leventis
WIEK : 27 lat
PRACA : krupierka
PD : 125
SKĄD : Astoria
Re: Portland ψ 14/4/2019, 13:26
Zmiana w zachowaniu Christiana nie była subtelna; w jednej chwili był speszony, nieco niepewny, w drugiej zmienił się w zupełnie inną osobę, która bez cienia zawahania spoglądała jej w oczy, odnosząc się niemal bezczelnie i złośliwie. Zupełnie jakby wstępował w niego diabeł, wpływający nawet na postawę i sylwetkę mężczyzny. Było to wyjątkowo ironicznym stwierdzeniem, biorąc pod uwagę to, jaka była prawda. Zapamiętała słowa o Aleksandrze Wielkim, interpretując je po swojemu i zupełnie nie tak, jak powinna. Założyła, całkiem sensownie dla każdego tego typu przypadków (w normalnych realiach), że sny są drogą ucieczki. Niepewny Christian, traktowany przez ojca tak, jak był traktowany, w snach zamienia się w kogoś zupełnie innego. Kto z nawiązką korzysta z danej mu władzy, okupując cudzą krwią wszystko to, czego zapragnie. Innymi słowy, stanowiły zupełne przeciwieństwo tego, jak Christian zachowywał się na co dzień. Niemal żałowała, że mężczyzna nie pociągnął tematu snów; w jej oku błysnęło zainteresowanie na wspomnienie tej akurat postaci historycznej. No bo dlaczego Aleksander? Dzieje obfitowały przecież w innych wielkich, choć okrutnych ludzi. Co sprawiło, że wybór podświadomości Astora padł akurat na tę postać? Odnotowała w pamięci, by w przyszłości zwrócić na to baczniejszą uwagę.
Odwzajemniła jego spojrzenie bez strachu, z uwagą równą tej, którą sam ją obdarzył. W tej chwili mogłaby go podejrzewać właściwie o rozdwojenie jaźni, którego z jakiegoś powodu nikt dotąd nie wykrył. Przez jej twarz nie przemknęło jednak zaskoczenie w żadnej formie.
- Oczywiście, że jestem ugodowa. Dopóki wszystko jest tak, jak ja tego chcę - stwierdziła nieco rozbawiona, niezrażona słowami o dwói. Ciężko było odczytać, czy był to żart, czy prawda opakowana w papier rozbawienia. - Obawiam się, że eseje tego typu zwykle są z perspektywy osoby postronnej dosyć nudne, wypełnione psychiatryczną terminologią. To nie artykuł prasowy, który ma trącić sensacją - odpowiedziała uśmiechem na uśmiech, dostrzegając złośliwość i przytyk; oto wracał Christian, którego zapamiętała z pierwszego spotkania. Pytanie tylko, co go przywołało.
Zamarła w bezruchu, kiedy kawałek eklerki na widelcu został skierowany w jej stronę. W pierwszym ułamku sekundy przez głowę przemknęło, że mężczyzna żartuje, ale coś w jego oczach wydawało się wskazywać, że niekoniecznie. Uniosła jedną brew. Czyżby myślał, że się nie poważy? Nachyliła się, po czym złapała go za rękę trzymającą widelczyk. Delikatnie, nawet nie ściskając, ale zupełnie jakby chciała go powstrzymać przed ewentualnym... Czym, Ilena? Porwała kawałek eklerki. Złapał ją na widelczyk jak rybę na haczyk.
- Smaczna - zawyrokowała, opuszką palca wycierając z kącika ust śmietanę, która nieopatrznie mogła tam wylądować. Odchyliła się z powrotem na własne krzesło i napiła kawy.






You should've known better than to have, to let her. I got you where I want you and you're deadlier than ever and falling for forever
Powrót do góry Go down
Christian Astor
WIEK : 33
PRACA : Astor Industries
PD : 158
SKĄD : Astoria
Re: Portland ψ 14/4/2019, 15:15
Rozmowy ze śmiertelnikami nie uwłaczały mu tak jak innym demonom. Nawet to lubił, przyglądając się i przysłuchując temu co robią i mówią, z zainteresowaniem badacza. Gubił świadomość, że to nostalgia za tym co utracił przed ponad dwoma tysiącami lat. Niewinność, determinację i przyjemność z popełniania błędów podczas przeżywanego życia. Teraz na pewno nie był niewinny, a na błędy nie mógł  sobie pozwolić. Caim wisiał nad każdym demonem niczym niewidzialny topór. Ilena nie była taka jak większość kobiet, które napotkał podczas pobytu na ziemi. Nie uciekała spojrzeniem, nie zapominała języka w gębie. Dostrzegał jednak drobne szczegóły, których ofiarami padały wszystkie niewiasty.
— Nie? A szkoda. Na pewno byłoby zabawniej — skwitował z teatralnym żalem. Dziennikarz umiejętnie przerobiłby kartotekę na sensację, która rozgrzałaby mieszkańców Astorii, a może nawet całego Oregonu o ile nie całej Ameryki. Życie Astora obfitowało we wszystko czego potrzebował scenariusz na film sensacyjny.
Nieznacznie zmrużył oczy czując na sobie dotyk Ileny. Spodziewał się niezręczności lub odmowy. Wszystkiego, ale nie kolejnej ugodowości. Odpowiedział uśmiechem, maskując za nim burzliwe myśli.
— Twierdzisz więc, że na razie wszystko jest tak jak chcesz? — zapytał z niemalże angielską uprzejmością. Odłożył widelczyk na talerzyk nie odwracając spojrzenia od Ileny.
— To rodzi pokusę popsucia szyków, lepiej uważaj.
Swoboda wypowiedzi burzyła naturalne skojarzenie z groźbą, która w innych okolicznościach zawisłaby nad nimi psując całe spotkanie. Zwilżył usta językiem i po chwili dopił kawę.






All I have to offer you
-  is everything in me.
Powrót do góry Go down
Ilena Leventis
WIEK : 27 lat
PRACA : krupierka
PD : 125
SKĄD : Astoria
Re: Portland ψ 18/4/2019, 18:38
Rozmowy poniekąd stanowiły jej pracę, a przynajmniej miały ją stanowić, jeśli wszystko pójdzie tak, jak to sobie umyśliła, nie pozostawiając zbyt dużego marginesu na błędy. Nie mogła przecież wiedzieć, że wisi nad nimi wszystkimi widmo apokalipsy, a jeszcze parę miesięcy i kto wie, jakiego kształtu nabierze znany im lepiej bądź gorzej świat. Ludzie jakoś rzadko uwzględniali w swoich planach czynniki zewnętrzne aż na taką skalę, a jeśli już to robili, w zamian otrzymywali niechlubną łatkę szalonych miłośników teorii spiskowych. Ilena lubiła myśleć o sobie jako o kimś dość twardo stąpającym po ziemi, stąd też nie brała pod uwagę takich kwestii. Trochę podobnie było w przypadku postrzegania Christiana nie jako obiektu zainteresowania, wokół którego oscylowała jej praca zaliczeniowa, a mężczyzny. Miała kilku mniej lub bardziej poważnych partnerów, obecnie jednak ze względu na brak czasu nie było o tym mowy. Czas, który mogłaby poświęcić na randkowanie, zamierzała poświęcić (o ironio!), Astorowi, a zwracanie uwagi na rzeczy takie jak wgłębienie w brodzie czy oczy w kolorze niezapominajek, bynajmniej nie miało jej pomóc w zachowaniu profesjonalizmu.
- Przekażę twoją uwagę - odparła z równie udawaną powagą, jakby brała jego słowa za dowcip, który należy podtrzymać jeszcze przez chwilę. Czegokolwiek by na ten temat nie myślał, poczuła się zupełnie rozluźniona. Błąd. Chwilę zajęło jej przywołanie się do porządku.
- Na razie jest tu słowem kluczem - odparła, tylko przez moment czując się trochę nieswojo, gdy przeszył ją wzrokiem. - Rodzi taką pokusę w tobie, czy może mówisz ogólnie i masz na myśli otoczenie? - Dopytała z żywym zainteresowaniem. Kolejne uważaj, które skierował dzisiaj w jej stronę. Zauważyła to, nawet jeżeli obie te wypowiedzi były na tyle swobodne, by nie brać ich za faktyczną groźbę. Skryła się na krótko za rantem filiżanki, upijając stygnącą powoli kawę. Kofeina dodała jej nieco energii.






You should've known better than to have, to let her. I got you where I want you and you're deadlier than ever and falling for forever
Powrót do góry Go down
Christian Astor
WIEK : 33
PRACA : Astor Industries
PD : 158
SKĄD : Astoria
Re: Portland ψ 19/4/2019, 05:03
Prawdopodobnie marzenia Ileny się nie spełnią. Mógłby ująć ją za rękę, nachylić się i szepnąć do ucha najpodlejsze obawy. Utrata pracy, wyrzucenie ze studiów, bolesna śmierć matki w samotności i własne przegrane życie na obczyźnie. Nie miałby trudności w złapaniu młodej Greczynki, a następnie w starciu w proch. Była marnym, ludzkim puchem i niczym więcej. Ładną twarzą, którą dałoby się zastąpić inną.
Budziła sympatię wraz z zainteresowaniem, ale czy w przypadku demona to się liczyło? Dzielił uczucia i myśli z Christianem  i w tym Ilena mogłaby dopatrywać swojej szansy na wyjście z każdego takiego spotkania w jednym kawałku. Musiałaby mieć jednak tego świadomość.
— Ugodowa, zabawna i na dodatek błyskotliwa — skwitował uśmiechając się kącikiem ust. Oczy patrzyły na nią pogodnie, choć kryło się w nich coś trudnego do opisania. To właśnie w spojrzeniu zauważyć można było różnicę jaka zaszła w Astorze - zdawał się bardziej świadomy, pogrywający z rozmówcą. Niczym szachista zastawiający na przeciwnika pułapkę.
— Nie dbam o otoczenie więc uznajmy, że to mnie wodzisz na pokuszenie korítsi odpowiedział wtrącając w wypowiedź greckie słówko.
Lubię ucierać innym nosa i niszczyć ich poczucie pewności siebie, a nawet wartości — dodał nieskromnie, utrzymując z Ileną kontakt wzrokowy. — Na pewno masz w grupie kogoś, kogo nie lubisz i chętnie popatrzyłabyś jak ta osoba jest pozbawiana wszystkiego co czyni ją w oczach innych wyjątkową. Wiesz jak łatwo jest zniszczyć życie drugiemu człowiekowi? Nie potrzeba do tego bogactwa i wpływów. Byłabyś w stanie to zrobić, Ileno? Dobrać się do Alice albo tej tlenionej blondynki w mini, którą wręcz skręcało na twój widok w moim towarzystwie? Jestem właściwie ciekawy jak sobie radzisz w grupie. Jaką pozycję zajmujesz i czy masz im do powiedzenia tyle samo mądrości co mnie.






All I have to offer you
-  is everything in me.
Powrót do góry Go down
Ilena Leventis
WIEK : 27 lat
PRACA : krupierka
PD : 125
SKĄD : Astoria
Re: Portland ψ 19/4/2019, 12:51
Tak to już było; sama nie przypisywała sobie większego znaczenia niż miała, świadoma wszak, że nie jest pępkiem świata, a niektórzy ludzie mieli z pojęciem tej prostej prawdy kłopot. Lubiła myśleć o tym w ten sposób. Świat był wielki, a ilekroc myśli uciekały daleko w kosmos, dosłownie, z tym większą siłą uświadamiała sobie, jak niewiele jako ludzie znaczą. Był to jednak zupełnie inny ogląd na sprawę niż ten, który prezentował sobie demon. Czy raczej właśnie nie prezentował, bo w roli Astora sprawdzał się na tyle dobrze, że wciąż nie pomyślałaby nawet, że czegokolwiek w jego dziwnym zachowaniu nie dałoby się wyjaśnić medycyną.
Poczuła się nieswojo pod naporem jego spojrzenia, a jego słowa choć w każdym innym wypadku mogłaby potraktować jako komplement, teraz jedynie wzbudziły iskrę zainteresowania. Bynajmniej nie dlatego, że zwrócił na nią baczną uwagę, a z tym na co dzień różnie w życiu Leventis bywało. Nie od dzisiaj wiadomo, że ludzie w rozmowie nie nastawiają się na wysłuchanie, a raczej na odpowiedzenie. Zauważyła jednak, że usilnie obracał każde pytanie w takie skierowane do niej samej, jakby z premedytacją nie chciał mówić o sobie. Zastanawiała się na ile jest to celowe i skąd ta zmiana, którą widziała wyraźnie jak na dłoni.
Słuchała, nie spuszczając wzroku z jego spojrzenia. Przez jej twarz nie przeszedł nawet najmniejszy grymas; tego jej uczono. Nie możesz dać się zaskoczyć. A jednak co zabawne, z każdym jego słowem na tyle zatracała się w miarowym tonie, że wszystkie dobre rady wykładowców wymknęły się poza jej zasięg. Zmarszczyła brwi nieznacznie. Tyle było w nim chęci czynienia innym na przekór, że aż zaczęła się zastanawiać, czy z nią nie próbuje zrobić dokładnie tego samego. Nie spodobało się jej to, ale w zasadzie nie powinna być tym szczególnie zdumiona. Jak nigdy pożałowała, że nie zabrała ze sobą tej nieszczęsnej umowy.
- A po co miałabym to robić? - Zapytała. - Energię którą bym na to poświęciła, wolę skupić raczej na czymś pożytecznym, z czego będę coś miała. Jak na kogoś, kto nie dba o otoczenie, zaskakująco dużo czasu spędzasz na mówieniu o tym, jak lubisz niszczyć jego poczucie wartości. Nie sądzisz, że to się wyklucza? - Nie odwróciła spojrzenia, ale tym razem nieco więcej wysiłku musiała włożyć w to, żeby nie dać mu odczuć, że jej zdaniem to straszne bzdury. - Miło mi, że uważasz to co mówię za mądrości, ale obawiam się, że w tamtym środowisku to raczej zupełnie normalne słowa - stwierdziła z pewnym przekąsem i dość wymijająco, jakby dawała do zrozumienia, że to nie o niej mieli rozmawiać.






You should've known better than to have, to let her. I got you where I want you and you're deadlier than ever and falling for forever
Powrót do góry Go down
Christian Astor
WIEK : 33
PRACA : Astor Industries
PD : 158
SKĄD : Astoria
Re: Portland ψ 20/4/2019, 02:16
Pragnął ujrzenia tej innej Ileny. Doskonale wiedział, że taka istnieje. Na razie pozostawała głęboko schowana i trudna do uchwycenia, ale on się nie mylił co do ludzi. Nędzne kreatury, a zarazem interesujące organizmy, które nie były tak oczywiste jak się zdawało. Łatwo było zaszufladkować Leventis i Astora. Ona, biedna studentka szukająca lepszego życia i martwiąca się o pozostawioną matkę. On, bogaty i nieszczęśliwy i udający, że ma w życiu sens. Usta Christiana wykrzywiły się w krótkim uśmieszku.  
— Nie sądzę — odparł czysto, bez zająknięcia — Można nienawidzić wszystkich dookoła, a i tak trzeba z nimi żyć. Uznaj więc to za pewnego rodzaju rozrywkę.  Aleee — przeciągnął samogłoskę — Już rozumiem. Nie dasz mi się sprowokować w imię profesjonalizmu o którym wam tyle tłuką do głowy na studiach.
Pochylił się do przodu, opierając łokcie na stoliku, a głowę podparł na ręce. Przyglądał się Ilenie w sposób filuterny i rozbawiony, w najgorszym wypadku mogła to uznać za jawny pokaz kpiny.
— Więc o czym teraz pomówimy pani doktor?
Daj jej już spokój. Dopiero zaczynam. I taka była prawda. Aleksandros niczym pijawka przywarł do Leventis, nie zamierzając sobie odmówić przepychanek słownych kosztem siebie i jej, a właściwie to Christiana. Wszystkie jego grzechy przejdą na niebieskookiego Astora. Brak umowy był kłopotliwy, choć równie dobrze i bez niej mogła określić zarzut wobec mężczyzny siedzącego naprzeciw. Bystre oko demona wyłapało niewielkie zmieszanie u Ileny. Obrał to za dobry znak i podarował jej jeden z tych ujmujących uśmiechów, jakim można obdarzyć kobietę.






All I have to offer you
-  is everything in me.
Powrót do góry Go down
Ilena Leventis
WIEK : 27 lat
PRACA : krupierka
PD : 125
SKĄD : Astoria
Re: Portland ψ 25/4/2019, 10:01
Dosyć zasadnym w tej chwili pytaniem byłoby takie, dlaczego właściwie zgodziłeś się w takim razie na wszystkie te rozmowy? Ale odpowiedź nasunęła się sama i bynajmniej nie była zadowalającą; właściwie sam to przecież przyznał. Skoro ucieranie innym nosa stanowiło rozrywkę, Christian najwyraźniej uważał, że może zabawić się jej kosztem, a chociaż jej się to ani trochę nie spodobało, w myślach już zaczynała układać kolejne akapity tekstu jej pracy. A może była przewrażliwiona? Może to brak snu wprawiał ją w kiepski nastrój? Zaczęła odnosić wrażenie, że ją sprawdza, jakby chciał zobaczyć, jak daleko może przesunąć granice jej cierpliwości. Nie wiedział tylko, że trafił na okropnie upartego człowieka tak, jak Ilena nie wiedziała, że w ogóle nie ma przed sobą człowieka, przynajmniej na pewnym poziomie.
- Uważasz więc, że profesjonalizm jest zbędny? Zaskakujące słowa jak na biznesmena - zauważyła, tuszując ewentualne przebłyski irytacji kpiną, która wyzierała mu z oczu. Zaskakujące było, jak prędko z nieśmiałego, uroczego mężczyzny przeszedł transformację w cynicznego, zgorzkniałego, ale przy tym i odrobinę niedojrzałego człowieka. Czymże innym była bowiem ta chęć, by niszczyć innych? Wszystko to było wyjątkowo ciekawe, co zresztą odmalowało się na jej twarzy w skupieniu.
- Nie jestem panią doktor, tak jak i ty nie jesteś już pacjentem - zauważyła jedynie, wciąż bynajmniej niezrażona. Wciąż zupełnie nieświadoma tego, w co się władowała. Ujmujący uśmiech mężczyzny nie pomógł. Zupełnie sprzeczne emocje które przedstawiał w ciągu ostatnich kilku minut zakrawały jej na manipulację, na którą jednak całkowicie do siebie niepodobnie przymknęła oczy, ignorując ją. Naiwnie sądząc, że jeżeli zdaje sobie z niej sprawę, nie da się na nią nabrać.
- Komu utarłeś już nosa? Czyje życie zniszczyłeś? - Zapytała zupełnie niezrażona. Wbiła w niego wzrok, zupełnie jakby pytała o pogodę za oknem.






You should've known better than to have, to let her. I got you where I want you and you're deadlier than ever and falling for forever
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Sponsored content
Powrót do góry Go down
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
Skocz do: