Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
Idź do strony : Previous  1, 2
Carpe Diem
Konto Techniczne
Carpe Diem
Portland - Page 2 Kv0xLQPj_o
PD : 306
Portland ψ 31/3/2019, 14:42
First topic message reminder :


Portland, Oregon
⇜ dostępna ⇝

Największa miejscowość w stanie Oregon, zlokalizowana jest przy ujściu rzeki Willamette do rzeki Kolumbia. Portland ma port dostępny dla statków morskich oraz lotnisko. W granicach miasta znajduje się blisko dwieście miejskich parków. Jest ośrodkiem naukowym, w którym znajdują się dwa uniwersytety: Portland State University i Oregon Health &Science University.
⇜ code by bat'phanie ⇝
Powrót do góry Go down
AutorWiadomość
Christian Astor
WIEK : 33
PRACA : Astor Industries
PD : 158
SKĄD : Astoria
Re: Portland ψ 25/4/2019, 14:40
Christian być może lubił otaczać się mimozami, lecz nie Aleksandros. Będąc martwym od środka i zepsutym do szpiku kości, otaczał się życiem - barwnym, ciepłym i głośnym. Była to jedna z tych rzeczy za które już kiedyś odpowiedział obdarciem z tytułów i wylądowaniem niżej w hierarchii. Nienawiść do rodzaju ludzkiego stanowiła przekleństwo nawspół z miłością - jak można było nie lubić życia śmiertelników, które było dawno utraconym rajem? Śpiew, wino i kobiety.
— Łapiesz mnie za słówka próbując zmienić tor rozmowy — odpowiedział niezrażony postawą Leventis. — Biznes moja méli nigdy nie był profesjonalny — uśmiechnął się z pobłażliwością — Gdyby był, to już dawno ludzkości żyłoby się lepiej.
Powiódł palcem po krawędzi filiżanki z kawą, opuścił na nią wzrok. Uśmiechnął się ponownie, tym razem bardziej do siebie nie patrząc na Ilenę. Christian już się gorączkował, a przecież nic takiego nie robili. Puścił między uszami tekst o nie byciu doktor i pacjentem.
— Żebym to pamiętał ich imiona. Nic nie znaczące liczby w statystykach — mówił szczerze i otwarcie, jakby zupełnie nie mówili teraz o czymś złym oraz niestosownym.
— Jednym podpisem pozbawiłem całe miasteczko pracy, innym razem wycofałem się z inwestycji kierując się wyłącznie kaprysem. Jak już mówiłem, biznes jest równie brutalny co życie. Och, pytasz o jakieś szczególne personalia? Cóż, ochrona danych osobowych i takich tam. Jak wspomniałaś, nie jesteś doktorem, a co za tym idzie nie zobowiązuje cię tajemnica lekarska... Ale widzisz, planuję pokazać Thomasowi, że mam rację i powinien się mnie słuchać. Skromnie uznaję, że poszedł za bardzo w mięśnie zamiast w rozum — pochylił się opierając na łokciach. Spojrzenie błądziło między łobuzerskim, a kpiącym wyrazem.
— Wybacz — rzucił równie niespodziewanie, jak zmieniał się jego charakter wypowiedzi. Skierował swoje kroki do niewielkiej toalety.
— Tylko bez żali, Astor. Krzywda się jej nie dzieje, a te wasze mizerne pogawędki są gorsze ogni piekielnych. Dzięki mnie przynajmniej  dzisiaj sobie zaliczysz, ale skoro...
Dalszy potok słów zagłuszony został przez tłuczone szkło. Część lustra wylądowała w zlewie. Christian patrzył na swoje odbicie w siateczce pajęczynowych pęknięć oddychając gwałtownie. Spojrzał na krwawiącą dłoń, o dziwo ze stoickim spokojem wyjął większy kawałek szkła patrząc jak szkarłatna posoka kapie do zlewu. Rana zagoiła się niemalże błyskawicznie pomimo bólu.
— Czy ja... Czy my...
— W pewnym sensie tak, ale nie szarżuj. Wszystko ma swoje granice. Umyj dłoń, weź pannę pod pachę i wiejemy.
Christian po raz ostatni spojrzał na ślad pozostawiany w miejscu, gdzie było lustro. Powrócił do Ileny z przyjaznym, choć nerwowym uśmiechem.
— Myślę, że pora iść. Jeśli masz ochotę to wstąpimy na coś do jedzenia w drodze do Astorii.
Przystanął przy ich stoliku. Ubrał marynarkę i na ile pozwoliła to pomógł jej z własnym okryciem, szukając równocześnie wzrokiem kelnerki.






All I have to offer you
-  is everything in me.
Powrót do góry Go down
Ilena Leventis
WIEK : 27 lat
PRACA : krupierka
PD : 125
SKĄD : Astoria
Re: Portland ψ 28/4/2019, 11:10
Ludzie byli ślepi na to, jaki dar posiadali. Nieświadomi tego, co może czekać ich po śmierci, niejednokrotnie sami targali się na własne życie, skazując na wieczne męki piekielne. Kwestia wiary była jednak kwestią równie płynną, co każda inna. Sama Ilena nie należała do nadmiernie religijnych osób, plasując się gdzieś po bezpiecznym środku na skali pomiędzy ateistami, a osobami które skręcały niemal w religijny fanatyzm. Starała się zawsze mieć otwarty umysł na to, co ją otacza, ale chociaż będąc w rodzinnych stronach dość często można było zobaczyć ją w kościelnej ławie, obecnie odwiedzała Dom Boży raczej rzadko.
Uśmiechnęła się jedynie. Być może istotnie próbowała zmienić tor rozmowy, czy raczej przywrócić go tam, gdzie znajdował się pierwotnie, to jest na osobie Christiana. Wszak to o nim mieli mówić, nawet jeżeli niemal bezustannie próbował odbić piłeczkę na jej niekorzyść. Była jednak zbyt zaintrygowana, by wziąć to do siebie. W kwestii biznesu mogła tylko przyznać mu rację, bo zupełnie się na tym nie znała, a to co mówił było pod każdym względem nowe i wyłaniało jedynie to inne, cyniczne oblicze Astora. Oblicze rekina biznesu. Uniosła jedynie brew na słowa o statystyce, dostrzegając jakieś niepokojące powiązania pomiędzy tym, co powiedział, a słynnymi słowami pewnego dyktatora, opiewającymi śmierć tysięcy raptem na statystykę. Pozwoliła mu jednak nieskrępowanie mówić, korzystając z tego, że w ogóle podjął temat. Chociaż to, co mówił, ani trochę jej się nie podobało, zachowała całkowicie neutralny wyraz twarzy. Całe życie, nim podjęła takie a nie inne studia, brzydziła się takimi ludźmi. Ludźmi, którzy w imię zarobków za nic mają innych. Miał rację. Świat byłby lepszy, gdyby biznes był profesjonalny i gdyby miał w sobie choćby szczyptę empatii. Później, gdy dowiedziała się trochę więcej o funkcjonowaniu ludzkiej psychiki, najchętniej posłałaby wszystkich tych cynicznych dupków na terapię. Potrzebowali pomocy, nie pogardy.
- Ale zależy ci na nim - zauważyła całkowicie niezobowiązująco. Mógł wypowiadać się o bracie z lekceważeniem, ale nie mogła nie zauważyć, że tkwił w tym jakiś pokrętny rodzaj troski, nawet jeżeli faktycznie podyktowany jedynie tym, by dowieść własnej racji. Skinęła głową, gdy przeprosił i wyszedł. Prawdę mówiąc odetchnęła nieco głębiej, kiedy odszedł, zupełnie jakby niewidzialny ciężar został zdjęty z jej duszy. Przestała czuć się taka przytłoczona, a ciało ogarnęło nagłe zmęczenie, które nie wiedzieć skąd się wzięło. Sięgnęła do torebki i wyjęła notatnik, gdzie pospiesznie zanotowała kilka co ważniejszych aspektów, do których zamierzała wrócić na spokojnie w domu.
Podniosła na niego wzrok, gdy wrócił, dostrzegając kolejną zmianę postawy. Uśmiechnęła się.
- Jasne - odparła, zbierając rzeczy. Skorzystała z pomocy Astora przy zakładaniu kurtki, po czym narzuciła torebkę na ramię. - Jaką kuchnię preferujesz? - Zagaiła.Kiedy kelnerka pojawiła się w ich pobliżu, sięgnęła po portmonetkę. Nie wykłócałaby się odnośnie tego, kto ma zapłacić, jednocześnie nie miałaby problemu, gdyby miała to zrobić ona.






You should've known better than to have, to let her. I got you where I want you and you're deadlier than ever and falling for forever
Powrót do góry Go down
Christian Astor
WIEK : 33
PRACA : Astor Industries
PD : 158
SKĄD : Astoria
Re: Portland ψ 29/4/2019, 01:12
Zależało Christianowi, niekoniecznie demonowi. Pomógł ubrać Ilenie kurtkę. Sięgnął po portfel z którego wyjął zawyżoną kwotę. Wysoki napiwek zdziwił kelnerkę, ale nie protestowała.
— Domową — odparł, gdy zamykały się za nimi drzwi kawiarni. Przyglądał się dłoni, którą uderzył w lustro. Była cała i nie wzbudziłaby podejrzeń nawet u najlepszego obserwatora.
— Mam dość pospolite podniebienie, jak na tak znakomity rodowód — spojrzał na nią z uśmiechem. Było to o wiele naturalniejsze niż zachowanie podczas nieprzyjemnego wywodu Aleksandrosa.
— Dolores, moja gosposia wspaniale gotuje. Jeszcze nic co wyszło spod jej rąk mi nie smakowało. Tak więc jeśli wylądujemy w przydrożnym barze to nie wzgardzę burgerem i frytkami. A ty jaką kuchnię preferujesz? Śródziemnomorską? Ośmiorniczki są ohydne — wzdrygnął się, sięgając pamięcią sytuacji w której doszło do kontaktu z takim rarytasem. Szli koło siebie w kierunku parkingu na którym pozostawili czarną audice. Rozum podpowiadał Christianowi, aby pożegnać się z Ileną jak najszybciej. Jednak poczucie osamotnienia przeważało. Była kimś, kto nie osądzał go przez pryzmat opętania i nadchodzącego końca świata. Thomas mu nie ufał, nie pozwoli zbliżyć się do swojej rodziny ani do reszty łowców. Był samotny i chyba zdał sobie sprawę z tego patrząc na targane wiatrem włosy Ileny, którą przepuścił aby mogli minąć inną parę.
— Mam nadzieję, że nie zabieram ci czasu na spotykanie się z innymi — zagadnął. Dzisiaj zabrał ją jej koleżankom. Kto będzie następny? Wcześniej nie pomyślał o tym, że w przeciwieństwie do niego, Ilena może mieć bogate życie towarzyskie. Chłopaka. Aleksandros uczynnie przypomniał mu obraz mężczyzny ze wspomnień Leventis. Zbliżali się do parkingu. Wsunął dłonie do kieszeni po kluczyki.






All I have to offer you
-  is everything in me.
Powrót do góry Go down
Ilena Leventis
WIEK : 27 lat
PRACA : krupierka
PD : 125
SKĄD : Astoria
Re: Portland ψ 2/5/2019, 15:46
Tego, że demonowi nie zależało, Ilena wiedzieć nie mogła. Wciąż ograniczona do posiadanych strzępków informacji, to ich się trzymała, w ogóle nie dopuszczając do siebie innych rozwiązań. Było to o tyle zabawne, że zwykle miała się za osobę o otwartym umyśle. Najwyraźniej owszem, otwartym, ale nie na wszystkie możliwości. Podziękowawszy kelnerce, podążyła do wyjścia za Astorem.
- Czy ja wiem, czy pospolite? - Odwzajemniła uśmiech. - Chociaż nie powiem, zaskoczyłeś mnie teraz. Burger i frytki nie są zbyt domowe, ale myślę, że będą w porządku. Chętnie zobaczę poważnego, eleganckiego biznesmena w przydrożnym barze - z tonu można było łatwo wywnioskować, że słowa o biznesmenie były raczej żartobliwie. Wolała go zdecydowanie w takiej wersji, znowu odnotowując w myślach zmianę, jaka zaszła w nim po krótkim wyjściu. Gdyby nie przyznał jej wcześniej, że nie bierze leków, podejrzewałaby prawdopodobnie, że w czasie kiedy zniknął za drzwiami toalety, zażył tabletki i poczuł się lepiej. To jednak można było wykluczyć, co więc było przyczyną zmiany zachowania? Pozwoliła sobie na chwilę na odpłynięcie myślami. Nawet w przypadku osobowości mnogiej, zwykle pojawiał się jakiś katalizator. Coś, co sprawiało, że zachowanie ulegało zmianie.
- Czy Dolores to ta kobieta, która zaprosiła mnie na podwieczorek? - Dopytała, przypominając sobie miłą kobietę, która zaproponowała jej poczęstunek w trakcie wizyty u Astorów. Roześmiała się na słowa o ośmiorniczkach. - Najadłam się tego w młodości, obecnie też nie mam zbyt wyszukanego gustu pod tym względem. Kuchnia włoska jest w porządku, w końcu kto nie lubi pizzy - wzruszyła lekko ramionami. Chociaż podejrzewała Christiana o samotność, z pewnością nie w takim ujęciu, z jakiego wynikała ona naprawdę.
- Z innymi? - Uniosła brwi do góry, odwracając się w jego stronę. Wszędobylskie włosy niesione wiatrem na chwilę przysłoniły jej widok, więc niedbale je odsunęła. - Być może odnosisz mylne wrażenie na temat rozbudowania mojego życia towarzyskiego, Christianie - roześmiała się, chociaż nie w sposób, który mógłby odebrać jako śmianie się z niego. Ot, raczej z samej siebie; prawda była taka, że rzadko zdarzało jej się wychodzić gdziekolwiek. Nie dlatego, że nie chciała, zwykle była to kwestia zmęczenia, które wolała odsypiać porządnie w domu, niż biegać po barach. Poza tym dochodziły kwestie finansowe. Wsiadła bez zbędnej zwłoki do samochodu, kiedy mężczyzna go otworzył.






You should've known better than to have, to let her. I got you where I want you and you're deadlier than ever and falling for forever
Powrót do góry Go down
Christian Astor
WIEK : 33
PRACA : Astor Industries
PD : 158
SKĄD : Astoria
Re: Portland ψ 5/5/2019, 19:45
— Tak. Pracuje dla rodziny od bardzo wielu lat — odpowiedział tonem wskazującym na żywienie ciepłych uczuć względem gosposi. — Ucieszy się z dodatkowego gościa w domu. Obecnie nie ma w nim za wiele żywych dusz.
Dolores była prawdziwym skarbem. Wiedziała co to lojalność i przez wiele lat dotrzymywała tajemnic Astorów. W jakimś stopniu starała się zastępować Christianowi matkę, zaklejając dziecięce kolana plastrami i pocieszając łakociami, gdy ojciec robił użytek z pasa i pięści. Nie wyobrażał sobie nieobecności gosposi. W dalszej wypowiedzi Ileny, słuchał jej w milczeniu oraz delikatnym uśmiechem, który pozostał na jego twarzy na dłużej. Zmarszczył nieznacznie czoło, gdy się odwróciła zadając pytanie. Wydawało mu się, że młode dziewczęta zawsze miały łatwiej jeśli w grę wchodziło nawiązywanie relacji oraz utrzymywanie statusu towarzyskiej. On sam miał wielu znajomych, ale nigdy nie zabiegał nadmiernie o ich towarzystwo i nawiązywanie zażylszych relacji. Ilena jawiła się atrakcyjnie głównie przez to, że należała do innego kręgu, niż tego z którym obcował na co dzień.
Nieświadomość Ileny na temat łowców, demonów i wszelkich rytuałów była gwarantem jakiejś normalności na którą on już nie mógł liczyć.
— Wybacz — odparł lekko zakłopotany. — Zdecydowanie lepiej radzę sobie w interesach niż w relacjach interpersonalnych.
Otworzył przed Ileną drzwi, obchodząc maskę auta i wkrótce do niej dołączając. Sprawnie wyjechali z parkingu.
— Więc oboje mamy życie towarzyskie do bani — zagadnął — A jak z pracą? Praca ci odpowiada?
Jedną ręką prowadził, a drugą szukał czegoś w telefonie. Co teraz Astor? Powiesz naszej nimfie, że powinna rzucić pracę w kasynie bo grasują tam istoty z piekła rodem?






All I have to offer you
-  is everything in me.
Powrót do góry Go down
Ilena Leventis
WIEK : 27 lat
PRACA : krupierka
PD : 125
SKĄD : Astoria
Re: Portland ψ 6/5/2019, 11:16
Wydawało się, że Dolores faktycznie pełni w życiu Christiana dosyć ważną rolę. Wskazywał na to choćby ton jego wypowiedzi. Co prawda Ilena nie chciała się aż tak zapędzać w osądach by twierdzić, że postać sympatycznej gosposi miała w taki czy inny sposób być może pomóc Christianowi pogodzić się z utratą matki, której niemal nie pamiętał. Możliwe jednak, że było to właśnie to, jednak nie ciągnęła tego tematu.
Nawiązywanie kontaktów było zdaniem samej Leventis raczej dość indywidualną kwestią, niezależną od płci czy statusu majątkowego, chociaż w tym drugim przypadku pod pewnymi względami mogło być łatwiej. Pozostawała jednak jeszcze kwestia jakości tych kontaktów, tutaj jednak należałoby posłużyć się pewnym truizmem znanym od zarania dziejów. Nie sztuką było mieć wielu znajomych, sztuką było mieć przy sobie takich ludzi, którzy byli gotowi dzielić smutki i radości; o to było jednak nieporównywalnie ciężej niż o kogoś, z kim można było pójść na drinka.
Widząc zakłopotanie na twarzy Christiana, niemal wpadła w konsternację. Zaczęła mieć dziwne wrażenie, że rozmowa w kawiarni i o pogrążaniu niewinnych ludzi raptem jej się przyśniła, wydawała się bowiem w konfrontacji z tym, jaki Astor był w tej chwili zupełnie absurdalna.
- Nie jest z tobą tak źle - stwierdziła w lekkim tonie. Uśmiechając się w podzięce za otwarcie drzwi, wsiadła do środka i zapięła pasy. Cały czas doskwierało jej dziwne uczucie, że coś jest tutaj mocno nie tak, nie potrafiła jednak tego ulokować we właściwym miejscu.
- Jeśli tak się to podsumuje, to brzmi przygnębiająco - parsknęła cicho, nie mogła jednak nie przyznać mu racji. Spojrzała z pewną dezaprobatą na to, że grzebał w telefonie prowadząc. - Pomóc ci? - Zaoferowała. Być może mógł to odebrać jako nieuprzejmość, ale nie chciała skończyć na najbliższym słupie. Z drugiej strony nowy model samochodu równie dobrze mógł mieć jakieś bajery, dzięki którym sam automatycznie hamuje, czy Bóg jeden wie co jeszcze. Pytanie o pracę nieco ją zaskoczyło i zaczęła się zastanawiać, czy wspominała, że w ogóle sobie dorabia.
- Klienci bywają... Różni. To w dużej mierze tacy ludzie, którym wydaje się, że mogą kupić tam wszystko łącznie ze mną w pakiecie. Ale odpowiadają mi godziny pracy - stwierdziła, wzruszając lekko ramionami.






You should've known better than to have, to let her. I got you where I want you and you're deadlier than ever and falling for forever
Powrót do góry Go down
Christian Astor
WIEK : 33
PRACA : Astor Industries
PD : 158
SKĄD : Astoria
Re: Portland ψ 6/5/2019, 23:46
Nie było zbyt wiele osób, którym mógłby w pełni zaufać. Pewnych rzeczy nie mógł powiedzieć nawet Thomasowi, gdy ten jeszcze mieszkał w rodzinnym domu. Obecność Dolores niosła otuchę, której jako wrażliwe dziecko potrzebował. Gdy dorósł nie miał do niej pretensji, że nie uratowała go przed despotycznym ojcem, który przemocą usiłował zrobić z Christiana mężczyznę jakim powinien być każdy Astor. Nigdy jednak nie zdradził powodu dla którego wybrał jego, a nie Thomasa.
Zachowanie Christiana było zmienne jak u przysłowiowej kobiety. Naturalnie wpływ na to miało opętanie i dzielenie jaźni z istotą na wskroś złą, choć trudno było do tej pory rozeznać się w prawdziwych upodobaniach demona.
Do tej pory kończyło się na mówieniu i obrazach, jakie Aleksandros wywoływał z pamięci. Świadomie lub też nie. Koszmary stały się niemalże codziennością. Jeżeli wspomnienia Aleksa nie były kłamstwem to nie mogli pozwolić na otwarcie piekła.
W odpowiedzi na lekki ton uśmiechnął się smutno. Było z nim bardzo źle, a i tego nie mógł przyznać otwarcie. Uwierzyłaby, gdyby opowiedział szczegółowo jak doszło do opętania? Pokazał czarne białka?
Wyjawił jej najskrytszy sekret? Nakłonił do czegoś, czego nigdy by nie zrobiła?
Wolał tego nie robić z bardzo prostej przyczyny. Był niemalże pewny, że Ilena by go odtrąciła. Nawet jeśli ich znajomość była typowo uniwersytecka.
— Już nie trzeba, dzięki — odparł. Podsunął telefon pod usta i wydał komendę, korzystając z aplikacji.
Szukał odpowiedniej knajpy przy drogach wylotowych w kierunku Astorii bądź Salem.
Na dalsze słowa Ileny zacisnął wargi, a mięśnie szczęki wyraźnie się zarysowały.
— Dlatego nie powinnaś tam pracować. Kasyno to nieodpowiednie miejsce, a ciebie stać na coś lepszego — powiedział z dziwnym zapałem, dzieląc uwagę między nią, a drogą. Nadal znajdowali się w mieście.
— Znajdę ci coś dobrze płatnego i elastycznego, abyś mogła pogodzić to z nauką i miała czas wolny na napisanie pracy. Wszystko jest lepsze od kasyna.
Wyprzedził gwałtownie samochód przed nimi dołączając czarne audi do kolumienki innych aut oczekujących na zielone światło. Zaczął uciskać palcami miejsce między kciukiem, a palcem wskazującym.
Odrzuci ofertę, zobaczysz. Aż dziwne, że do tej pory żaden demon nie zainteresował się takim kąskiem. Christian poczuł napływającą złość, która z pewnością będzie jeszcze większa gdy Ilena faktycznie odmówi chcąc zostać przy pracy w kasynie.






All I have to offer you
-  is everything in me.
Powrót do góry Go down
Ilena Leventis
WIEK : 27 lat
PRACA : krupierka
PD : 125
SKĄD : Astoria
Re: Portland ψ 10/5/2019, 11:35
Pod tym względem mogłaby najpewniej przybić Christianowi piątkę, choć oczywiście jej dzieciństwo prócz kilku przykrych aspektów, nie nosiło znamion maltretowania przez własnego ojca. Mało było osób, którym mogłaby zaufać; te były zresztą oddalone o tysiące kilometrów. Praca i uczelnia nie sprzyjały zawieraniu znajomości, co kończyło się bądź co bądź prowadzeniem dosyć samotnego trybu życia. Nie zastanawiała się nad tym na co dzień, częściowo dlatego, ze zdawała sobie sprawę ze zgubnego wpływu takich myśli. Jeżeli raz pozwoli sobie na uczucie alienacji i odosobnienia, nie opuści jej ono nigdy. Na szczęście (czy nieszczęście) słów pewnego mężczyzny z fioletowym krawatem, pochłonięta przejmowaniem się, że nie zdobędzie pracy w zawodzie a jej starania to za mało, nie miała już czasu na inne myśli.
Na ten moment pewnie nie tyle odtrąciłaby Christiana, co sama podejrzewała się o utratę zdrowych zmysłów. Otwarcie piekieł, wszystkie te paskudne wydarzenia, które miały nastąpić, znajdowały się daleko poza spektrum jej poznania. A chociaż człowieka obdarzono wątpliwym darem abstrakcyjnego myślenia, sama raczej nie poświęcała tej umiejętności na rozważanie scenariuszy potencjalnej apokalipsy, tę pozostawiając filmom katastroficznym, za którymi zresztą nie przepadała. W upadku cywilizacji było zawsze coś złowieszczego; zwłaszcza gdy wszystko sprowadzało się do tego, że doprowadzą do końca sami. Taka już ich niszczycielska natura. Nie mieli pojęcia, że mistrzów tej sztuki nie przewyższą.
Ostatkiem sił powstrzymała się, by nie wywrócić oczami, pozostała nieporuszona. Stać cię na coś lepszego. Czasem ambicję należało schować do kieszeni. Bez znajomości, bez pleców w mieście, raczej wątpliwym było trafić na ofertę pracy nie do odrzucenia. Zależało jej na gotówce w taki czy inny sposób; musiała się wszak jakoś utrzymać. Nie mogła pozwolić sobie na luksus przebierania w ofertach pracy, dlatego też dawała z siebie ile mogła na uczelni. By nie zmarnować tego, co zaczęła.
- Bywałeś tam? - Zapytała nagle zainteresowana, obracając się do Christiana przodem. Uniosła w górę jedną brew, a w kącikach ust pojawiło się rozbawienie. Zastanawiało ją, czy ma tak kategoryczną opinię o tamtym miejscu, bo bywał klientem kasyna.
Wstrzymała na chwilę powietrze, kiedy zaproponował, że jej coś znajdzie. Mogłaby się obruszyć; zupełnie jakby sugerował, że nie potrafi zrobić tego sama.
- Dlaczego? - Zapytała krótko. Nie rozumiała. Człowiek, który jeszcze przed chwilą chełpił się niszczeniem życia szarym robakom, ludziom takim jak ona, teraz oferował pomoc. W pytaniu tym nie kryła się podejrzliwość, ot zwykła ciekawość, która nie wskazywała, czy w ogóle rozważa przyjęcie takiej hojnej oferty. Czy chciała być zdana na niego aż do tego stopnia? Nie. Czy była to kusząca propozycja? Tak.
- To chwilowe zajęcie. Chcę pracować w zawodzie - wytłumaczyła się.






You should've known better than to have, to let her. I got you where I want you and you're deadlier than ever and falling for forever
Powrót do góry Go down
Christian Astor
WIEK : 33
PRACA : Astor Industries
PD : 158
SKĄD : Astoria
Re: Portland ψ 13/5/2019, 00:19
— Nie. Tak. Czasami — nie mógł się zdecydować; pokręcił głową. Nie lubił się tłumaczyć. Pytanie nie należało do najtrudniejszych więc względnie nie powinien mieć problemu z odpowiedzą. Hazard nigdy go nie kusił, dlatego wizyty były sporadyczne i o podłożu biznesowym, niż własnym, rozrywkowym. Tak jak przegrywał, tak wygrywał różne sumy.
Wywrócił oczami na pytanie w sposób widoczny dla Ileny. Wątpliwości były jak bardziej na miejscu ze względu na to co tak niedawno mówił, a raczej czym chełpił się Aleksandros. Nie pasowało to do nagłej troski i z pewnością prędzej mogłaby to odebrać jako próbę podrywu niż faktycznej troski miłosiernego biznesmena.
— Przecież mówię — niemalże syknął z irytacją; odwracając spojrzenie z drogi i wbijając uważny, skupiony wzrok błękitnych tęczówek w ciemne oczy Ileny — Kasyno nie jest odpowiednim miejscem dla młodej, inteligentnej kobiety. Dochodzi tam do... Szemranych interesów więc lepiej by było, gdybyś złożyła wymówienie jak najszybciej. Nie będziesz tam bezpieczna — zakończył, zadowolony z wyjaśnienia jakie przyszło mu do głowy. Wierzył, że lęk przed policyjną kartoteką otworzy Ilenie oczy i się z nim zgodzi.
— Jest wiele innych chwilowych zajęć — kontynuował, wymanewrowując ich z długiego korku. Zerkał na nią — W wielu firmach potrzebują sekretarek, asystentek... A może stypendium? Oceny masz dobre, wystarczy poprawić kilka czwórek. Mogę wystawić ci referencje jeśli napotkałabyś jakiekolwiek trudności, albo coś polecieć to zatrudnią cię od ręki. Skoro już piszesz o mnie pracę i w jakiś sposób tym pomagasz, to dlaczego nie miałbym się zrewanżować w ten sposób? Nie musisz się czuć do czegokolwiek zobowiązana. Za moją propozycją nie kryje się nic niecnego.
Ilena ze zmieniającego się otoczenia za oknem mogła zauważyć, że opuszczają miasto. Drogowskaz pokazywał ilość mil dzielących ich do Salem, stolicy stanu Oregon.






All I have to offer you
-  is everything in me.
Powrót do góry Go down
Ilena Leventis
WIEK : 27 lat
PRACA : krupierka
PD : 125
SKĄD : Astoria
Re: Portland ψ 14/5/2019, 16:14
Niejasna odpowiedź na proste przecież pytanie zdziwiła ją nieco, choć nie drążyła już tematu. Zarówno te słowa, jak i sama sugestia znalezienia innej pracy sugerowały, że Astor uważa kasyno za fatalne miejsce, co było dosyć dziwne, zważywszy na to, jaką opinią cieszył się ten luksusowy lokal w mieście. Bodaj pierwszy raz natknęła się na sugestię, że coś może być z tym przybytkiem nie tak; poza oczywistym charakterem tego miejsca, który niektórzy ludzie mogli nazwać zgubnym i złym. Zaczęła się zastanawiać, czy Christian przypadkiem nie wie czegoś na temat Casino Astoria, co w przyszłości może ją zaskoczyć. Domysły te krążyły jednak wokół nierentowności, ewentualnych napadów i katastrof, a z pewnością nie zakładały, że właścicielem kasyna jest Król Piekła, z którym spotkanie trzeciego stopnia zdążyła już zaliczyć, co okazało się zgubne w skutkach. Myśl, że nie poradzi sobie na rynku pracy towarzyszyła jej od pewnego czasu stale. Budziła się z nią i zasypiała nad książkami.
Uniosła brew, a chociaż zalążek irytacji, który wyczuła w jego odpowiedzi powinien ją może zaniepokoić, poczuła się nieswojo.
- To groźba? - Zapytała. Rozbawienie gdzieś się ulotniło; w obliczu pędu ku sprowadzania na innych nieszczęść, którym wcześniej popisał się Christian, jego słowa brzmiały dziwnie i złowieszczo, jakby naprawdę coś sugerował. Poczuła się głupio; zarobki które miała w kasynie były dobre, jednocześnie ciężko było jej teraz podjąć potyczkę słowną w obronie tej prostej prawdy, bo wiedziała, że na jakimś poziomie miał rację. To nie była ambitna praca. Z drugiej strony rozeźliło ją, że w ogóle zwrócił na to uwagę, skoro teoretycznie to przecież nie jego sprawa.
- Chętnie skorzystam za parę miesięcy, kiedy skończę te nieszczęsne studia i będę próbowała znaleźć pracę w zawodzie. Poza tym sekretarki i asystentki raczej nie pracują wieczorami - uśmiechnęła się nieznacznie. Coraz mniej wierzyła, że uda jej się to wszystko. Życie tutaj, praca w wymarzonym zawodzie, stąd też taka pomoc ze strony Astora byłaby nieoceniona. Ale wszystko miało swoje granice, nic nie było na tym świecie za darmo. Napięte mięśnie w końcu nieco się rozluźniły. Odkąd w jej życie wkradła się niepewność, za wiele rzeczy nie dałaby już głowy. W tym i za samą siebie. Zerknęła za szybę, gdzie krajobraz zlewał się w pas zieleni i błękitu. Zdobycie pracy z czyjegoś polecenia miało też ten minus, że w razie gdyby się nie sprawdziła, nie tylko swoje imię narazi na szwank. Westchnęła.
- Nie podejrzewam cię o nim niecnego, po prostu... - urwała. Po prostu co, Ilena? Po co to krygowanie się? Czuła się przyciśnięta do muru, co było irracjonalne. - Nie lubię nadużywać czyjejś uprzejmości. Dzięki tobie, mam nadzieję, uda mi się napisać solidną pracę zaliczeniową, to już sporo - wzruszyła ramionami.






You should've known better than to have, to let her. I got you where I want you and you're deadlier than ever and falling for forever
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Sponsored content
Powrót do góry Go down
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
Skocz do: