Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
Carpe Diem
Konto Techniczne
avatar

PD : 306
Bar ψ Pią Paź 12, 2018 4:48 pm

Bar
⇜ dostępna ⇝

Okrągły, wysoki i dobrze oświetlony. Wyszkoleni barmani i barmanki bez trudu zaserwują każdy drink z rozbudowanego menu. Bar jest wyposażony w większość alkoholi, również tych z wyższej półki, Pandemonium nie serwuje bowiem popłuczyn. Przy ladzie można usiąść na wysokich stołkach i w spokoju uraczyć się zamówionym trunkiem, choć zwykle jest tu raczej tłoczno i ciężko o spokój. Do dyspozycji klientów udostępniono również kilka stolików, by mogli złapać oddech przed dalszym podbojem parkietu. Jest to osobne pomieszczenie, zatem muzyka dudni tu nieznacznie ciszej, niż na głównej sali, co nie znaczy jednak, że nie jest głośno.
⇜ code by bat'phanie ⇝
Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 25/1250
PRACA : Żeruje na sponsorach
PD : 38
SKĄD : Norwegia
Re: Bar ψ Nie Lis 04, 2018 1:04 pm
#1

Impreza? W Pandemonium? Oh, jakiż demon nie poszedłby, na jedno z największych spędów ludzi w mieście? Tristan nie mógł się oprzeć pokusie wysłania kolejnych dusz do gorącego piekła, gdzie będą smażyć się w ogniu własnych grzechów. O tym wielkim wydarzeniu dowiedział się sporo wcześniej i już wtedy zaczął przygotowywać się do tego, aby wyglądać idealnie. Z kolei na idealny wygląd składała się cała seria procesów, które oczywiście demon wykonał.
Strój? Przyłożył do niego ogromną wagę. Musiał wyglądać naprawdę strasznie dla śmiertelników a jednocześnie pociągająco. Mając na karku ponad tysiąc ziemskich lat, nauczył się, że kuszące połączenie przerażenia oraz niepowstrzymanego pożądania, jest niczym marchew na wędce dla osła. Sprowadza ludzi na drogę ciemności, w której to Tristan z ogromną chęcią topił tych, którzy byli na tyle głupi, aby poddać się jemu nieodpartemu kuszeniu.
Inkubowi trudno było się oprzeć. Mało który śmiertelnik, czy to kobieta, czy facet odmawiał perwersyjnego, pozbawionego moralnych granic seksu. W zasadzie w ciągu ostatnich dziesięciu lat nie było nikogo kto zdołałby powiedzieć mu krótkie "nie".
Tristan nie był ubrany bogato, a jego skąpy strój bardziej robił z niego striptizera niż gościa klubu. Na jego atletycznej klacie zaciskał się harness, jeden z tych, który często ubierali homoseksualiści w klubach. Do tego, jedno jego ramię owijała jedwabna, bordowa chusta. Doskonale podkreślała jego umięśnione ramię. Dodatkowo wydawało się, że chusta była ubrudzona czarną substancją przypominającą smołę. Na głowie przypiął sobie rogi, podobne do tych, które nosi diabeł na wielu obrazach, chociaż zdecydował się nie kupować ich dużych ze względu na wygodę. Mimo wszystko doskonale łączyły się one z makijażem, który również zafundował sobie Tristan. Jego oczy podkreślone były czarną kredką. Z kącika ust leciała mu krew, która była... prawdziwa. Upuścił zwyczajnie trochę krwi jednemu swojemu kochankowi, żeby następnie wysmarować nią kącik ust. Poszedł tym samym nieco na łatwiznę, bo po co miałby bawić się wszystkimi kredkami czy farbami do ciała. Wodząc wzrokiem niżej po jego ciele, można było dostrzec, że nie ma także zbytnio osłoniętych nóg. Oczywiście miał na sobie czarne, skórzane spodenki, które opinały się na jego muskularnych udach. Jedna noga była całkiem czerwona od krwi oraz ran. I oczywiście tutaj też krew była prawdziwa, chociaż same rany to były wyjątkowo realistycznie wyglądające naklejki, które kupił w jednym ze sklepów ze strojami. Wyjątkowo bystrzy mogli dojrzeć, że spod spodenek wychodziły... męskie stringi, a więc ktoś bystry dostrzegł, kawałek nagiego pośladka opętanego przez demona ciała.
Buty, które założył na gołe stopy to były sandały na płaskiej podeszwie. Sandały te jednak owijały się czarnymi paskami wyszywanymi złotymi nićmi mniej więcej do połowy łydki Tristana.
Cały strój był zdecydowanie wysokiej klasy pomimo tego, że ukazywał naprawdę dużo nagości. Wszystko zwieńczały skrzydła doczepione do uprzęży. Skrzydła doskonale wpisywały się w wyobrażenia demonów śmiertelników. Były błoniaste, czarne i miały ogromną ilość czarnych żył oraz bordowych żyłek.
Czy Tristan mógł przyciągnąć spojrzenia innych ludzi? Och, oczywiście, że tak! W końcu był demonem namiętności, inkubem, tym który zwodzi na pokuszenie.
Podszedł do baru, gdzie usiadł na jednym z tych wysokich krzeseł aby zamówić sobie jakiś ciekawy drink od barmana, który wpadł zdecydowanie mu w oko.
- Przygotuj dla mnie coś specjalnego, cena nie gra roli przystojniaku - zwrócił się do barmana lustrując go lubieżnym spojrzeniem. Tak, ta noc zdecydowanie będzie jego...






† just a demon with passion to human bodies and souls, don't let him in because he would destroy your heart
Powrót do góry Go down
Los
Konto Techniczne
avatar
PD : 13
Re: Bar ψ Nie Lis 04, 2018 1:04 pm
The member 'Tristan Townsend' has done the following action : Rzut kostkami


'Rzut k100' : 90
Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 25/1250
PRACA : Żeruje na sponsorach
PD : 38
SKĄD : Norwegia
Re: Bar ψ Nie Lis 04, 2018 1:33 pm
Po chwili dostał upragnionego drinka, w którym zanurzył swoje usta smakując cudowny, ostro-słodki smak alkoholowej mieszanki. Odstawiając wymyślną szklankę na blat baru puścił oczko barmanowi oblizując swoje usta a wyjątkowo mocno kuszący sposób. Kochał bawić się ze śmiertelnikami! Z drugiej strony nie miał tak naprawdę pewności, że barman jest człowiekiem, równie dobrze mógł być wampirem lub wilkołakiem. Nie było to jednak istotne dla kogoś, kto myślał bardziej popędem seksualnym niż rozumem. Poza tym, duszę wilkołaka i wampira też można zwieść na rozdroża piekieł.
Po wypiciu drinka, Tristan postanowił udać się do toalety, aby poprawić nieco makijaż, szczególnie tą czarną kredkę pod prawym okiem. W drodze do toalety ktoś wcisnął mu w rękę woreczek z białym proszkiem, coś powiedział i poszedł w nieznanym sobie kierunku. Demon nie był głupi, od razu domyślił się, że musi to być jakiś narkotyk, więc mocno się ucieszył z tego powodu. W końcu był uzależniony od zbawiennego działania twardych narkotyków. Nie forsował swojego naczynia za bardzo ale przecież jako demon mógł chyba kontrolować głód opętanego organizmu. Woreczek z proszkiem wcisnął w jedyne miejsce, gdzie mógł go wcisnąć - swoje spodenki.
Po załatwieniu sprawy w toalecie, udał się do baru, gdzie zamówił kolejnego drinka i począł rozglądać się po klubie szukając kolejnej ofiary...






† just a demon with passion to human bodies and souls, don't let him in because he would destroy your heart
Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 25 // 128
PRACA : właścicielka Pandemonium
PD : 28
SKĄD : Astoria
Re: Bar ψ Nie Lis 04, 2018 2:13 pm
Halloween. Noc duchów.
Jak co roku przyłożyła sporo uwagi do tego, by każdy aspekt tej nieszczęsnej imprezy był idealny. Lubiła tę tradycję, chyba z najbardziej przyziemnego powodu na świecie - bo był to jeden z tych nielicznych dni, kiedy nie musieli kryć swojej prawdziwej tożsamości, gdy nie towarzyszył jej niepokój związany z tym co będzie, jeśli ktoś ją wytrąci z równowagi, a kły wysuną się, nim zdąży zareagować. Niby nie była już wampirem młodym, ale gwałtowności z pewnością nie można jej było odmówić. Starała się jak mogła sprostać oczekiwaniom Cosimo, z bardzo różnymi efektami. Dzisiaj jednak nie zamierzała o tym myśleć, wyglądając wśród tłumu przebierańców stałych klientów i kontrolując, czy wszystko jest tak, jak powinno. Mimochodem zwracała też uwagę na śmiertelników. Teraz nie mogła pozwolić sobie na przyjemności, ale nie wykluczało to małej kolacji później, kiedy impreza już się rozkręci.
W oczy rzuciła jej się znajoma, dzisiaj wyjątkowo rogata sylwetka. Ruszyła w stronę Tristana, niemal przepływając przez tłum.
- Ależ jesteśmy subtelni - rzuciła na powitanie, spoglądając znacząco na rogi na głowie demona. Sama w przebraniu wampira, ciesząc się tym, że mogła nieskrępowanie eksponować kły, które w normalnych warunkach wywoływałyby raczej niepokój, nie zamierzała z tego dobrowolnie rezygnować na rzecz innego stroju. Przyjrzała się mężczyźnie krytycznie, by po chwili się uśmiechnąć. Zwracał uwagę. Całe mnóstwo uwagi, choć jak sądziła, niektórym demonom to po drodze. Była w jego towarzystwie ostrożna; znała kilka demonów i aż nadto dobrze zdawała sobie sprawę z tego, z jaką łatwością potrafią sprawić, że w zapomnienie pójdą wszystkie zasady moralne, nawet jeżeli były wątpliwe.
- Ilu śmiertelników już dzisiaj wyobracałeś, Townsend? - Zapytała żartobliwie. Jakkolwiek Pandemonium leżało w strefie wampirzych wpływów i demonom nie można się tu było rozbestwiać, nie widziała powodów, by całkowicie im czegokolwiek zabraniać. O ile w ogóle czegokolwiek dało im się zabronić. Taki już ich urok, jak również główny powód, dla którego nie należało im ufać.







Beauty I've always missed
With these eyes before
Just what the truth is
I can't say any more
Powrót do góry Go down
Los
Konto Techniczne
avatar
PD : 13
Re: Bar ψ Nie Lis 04, 2018 2:13 pm
The member 'Valentina Castellanos' has done the following action : Rzut kostkami


'Rzut k100' : 76
Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 25/1250
PRACA : Żeruje na sponsorach
PD : 38
SKĄD : Norwegia
Re: Bar ψ Nie Lis 04, 2018 3:24 pm
Niestety nie długo mógł się nacieszyć bliskością przystojnego barmana. W tłumie oczywiście dostrzegł zbliżającą się sylwetkę wampirzycy, właścicielki tego klubu. Uśmiechnął się do niej oczywiście a jego uśmiech przypominał bardziej kły drapieżnika śliniące się na ociekające rozkosznym tłuszczykiem, jeszcze ciepłe, mięso ofiary. I chociaż kanibalizm nie sprawiał mu także problemów, bo w końcu był wyjątkowo perwersyjnym demonem, to jednak postanowił zachować przy życiu swoją ulubioną Valentinę. To dzięki niej miał dostęp do podziemi tego klubu, gdzie działy się o wiele ciekawsze rzeczy. Wampirzyca zapewne doskonale wiedziała, że Tristan był tam częstym gościem, a jego pomysły orgii spotykały się z entuzjastyczną reakcją pozostałych gości. Czasami nawet sam eksponował swoje ciało ku uciesze śmiertelnych oraz nieśmiertelnych aby wodzić ich na pokuszenie.
Z uniesioną brwią oraz widocznym rozbawieniem wymalowanym na opętanej twarzy, zlustrował wampirzycę.
- Odmawiasz mi subtelności piękna? - spytał chociaż wcale nie oczekiwał odpowiedzi. Znajomości wśród demonów na pewno były czymś co warto pielęgnować. W końcu nawet wampiry nie tak łatwo odpierały ich sugestie, ich piekielne zdolności. Zapewne wampirzyca do teraz pamięta jak o mało co, aby Tristan owinął ja sobie wokół palca i zaciągnął do łóżka. Chociaż wtedy to niekoniecznie musiało być łóżko. Może to nawet była toaleta tego klubu? A może jeden z czerwonych pokoi? Townsend nadal nie mógł przeboleć, że nie posiadł jej ciała i nie wysłał jej duszy wprost do piekła. Chociaż lubił ją to nadal mimo wszystko na ziemi miał jeden cel.
- Trzech rano - odpowiedział wprost. Nie miał przecież czego ukrywać. Valentina była jedną z tych osób, która zdawała sobie sprawę z nieustannie aktywnego, wysokiego libido Tristana. Podobno nawet jak na inkuba wykazywał się wyjątkową aktywnością seksualną... i nie tylko seksualną.
- Chociaż nie wiem czy nie znalazł się tam przypadkiem ktoś z twojego rodzaju, bo dłużej niż zwykle zajęło mi doprowadzenie go do granic jego własnych możliwości - dodał. Wstał ze swojego wysokiego krzesła i zbliżył się do Valentiny. Na jego ustach cały czas widniał uśmiech. Przesunął palcem po jej talii i zatrzymał się tuż pod jej piersiami.
- Może mi w końcu ulegniesz kochana i zobaczysz jak mocno przesunę granicę twojej siły? - wyszeptał, a raczej wymruczał jej wprost do ucha. Chyba takie zachowanie nie zdziwiło wampirzycy, w przypadku Tristana mogła się spotykać z takim zbyt często.






† just a demon with passion to human bodies and souls, don't let him in because he would destroy your heart
Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 25 // 128
PRACA : właścicielka Pandemonium
PD : 28
SKĄD : Astoria
Re: Bar ψ Nie Lis 04, 2018 5:03 pm
Zdawała sobie oczywiście sprawę z popędów Tristana, bo sama niemal dała się na to nabrać, co wciąż budziło w niej nieodpartą zgrozę. Tak jak on spoglądał przez pryzmat ewentualnych korzyści na nią, tak i sama Valentina nie pozostała dłużna, a w umiłowaniu Townsenda do perwersji odnalazła pewne profity. Dlatego tak chętnie udostępniła mu podziemia, gdzie stanowił nawet coś w rodzaju atrakcji, doskonale się pewnie przy tym bawiąc. Tak naprawdę wszyscy byli przy takim obrocie spraw zadowoleni.
- Tylko trzech? Jestem rozczarowana - odparła kokieteryjnie, przekrzywiając głowę w stronę lewego ramienia, co wprawiło w ruch jej ciemne, długie włosy. Przez chwilę zatrzymała spojrzenie na podkreślonych makijażem oczach demona. Wciąż nie mogła uwierzyć, jak mało brakowało, a popełniłaby takie głupstwo. Zwaliła to na karb demonicznej mocy Tristana, ale nie zmieniało to sytuacji ani trochę: czuła się diabelnie winna, choć do niczego przecież nie doszło. Dopiero ugryzienie go, uświadomiło jej wówczas, z kim tak naprawdę ma do czynienia, a choć była to jedna z najsmaczniejszych krwi, jakie piła kiedykolwiek, znała zasady. Tak niewiele wystarczyłoby, aby się uzależnić, a doprawdy ostatnim, czego mogła pragnąć, było uzależnienie od demona.
- Och czyżby? A zatem nikomu już nie odpuszczasz? A myślałam, że jednak masz jakieś standardy - rzuciła, by po chwili pokręcić lekko głową. Nie zapytała go nigdy, za co wylądował w piekle, ale było w tym coś fascynującego. Niewolnik własnych pragnień, który z owej niewoli czerpie przyjemność. Jako wampir była przeklęta, nie miała duszy, którą mogłaby położyć na szali, dlatego tak dziwiło ją, że demon próbuje ją zbałamucić mimo to, zupełnie jakby był to jego nadrzędny obowiązek. Być może był, a może po prostu sprawiało mu to satysfakcję? Nie zamierzała wnikać.
Nawet nie drgnęła, kiedy jej dotknął, choć gdy zatrzymał rękę, złapała go za nadgarstek i od siebie odsunęła. Nie z nią te numery. Wiedziała, że jeśli mu na to pozwoli, znowu skończy się to fatalnie. Mimowolnie zatrzymała wzrok na jego szyi, a jej myśli uciekły do tego, jak cudownie smakowała jego krew...
- Nic z tego, kochany - położyła nacisk na ostatnie słowo sprawiając, że zabrzmiało niemal szyderczo. Ot, koleżeńskie przepychanki słowne. Oboje nadto dobrze zdawali sobie sprawę z tego, kim są i co nimi kieruje, na cóż więc komu pozory? Zaczynała podejrzewać, że im bardziej Tristan zdawał sobie sprawę, że nie pozwoliłaby sobie tak jawnie zdradzić Cosimo, tym chętniej próbował ją do tego skłonić. - Znasz mnie. Nakłonienie mnie do zmiany zdania jest jak kopanie się z koniem - dodała, uśmiechając się tak słodko, że mogły rozboleć zęby. - Jak się podoba przyjęcie? - Zapytała, a mniej więcej wtedy pojawiła się kobieta przebrana za zombie. Przywitała się z Valentiną, po czym zniknęła, a Castellanos została z jej dłonią w ręce. Spojrzała na rekwizyt z kamienną miną.
- Proszę, może tobie się przyda - stwierdziła żartobliwie, podając Tristanowi rękę.







Beauty I've always missed
With these eyes before
Just what the truth is
I can't say any more
Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 25/1250
PRACA : Żeruje na sponsorach
PD : 38
SKĄD : Norwegia
Re: Bar ψ Nie Lis 04, 2018 5:23 pm
Westchnął przeciągle, kiedy wampirzyca postanowiła odepchnąć jego rękę. Zdecydowanie wampiry potrafiły być takie nudne! Na szczęście inni o wiele chętniej oddawali się demonowi.
- Rozczarowana? Udam, że tego nie słyszałem! - zawołał udając oburzenie, po czym zaśmiał się. Oczywiście, to był słaby wynik jak na jego podboje ale przecież do północy mogło się naprawdę jeszcze wiele zdarzyć, w końcu w majtkach miał schowany woreczek z narkotykiem, kwestią czasu było tylko kiedy ktoś w końcu do jego bielizny się postanowi dobrać. Już teraz widział kilka lubieżnych spojrzeć, które dokładnie lustrowały jego półnagie ciało. Uśmiechnął się czując jak spojrzenia przylepiają się do niego niczym pajęczyna do twarzy, kiedy nieostrożny wędrowiec wejdzie w nią w lesie.
- Jedynym moim standardem jest zapewnienie ciągłości dostaw wprost do gorących kociołków na dole - odparł kwitując odpowiedź równie słodkim uśmiechem, jakim to obdarzyła go także wampirzyca. Upił kilka łyków zakupionego wcześniej drinka, przy którego przyrządzaniu barman naprawdę się postarał.
- Oczywiście, że znam, może nawet bardziej niż ty sama siebie znasz. - Zmrużył oczy wpatrując się we właścicielkę klubu. Przez chwilę zdawał się, jakby chciał z niej czytać, niczym z otwartej książki. Czyżby używał swojej mocy? Nie, czy wampirzyca wiedziała, że Tristan mógłby dowiedzieć się naprawdę sporo o jej lękach, marzeniach, obawach i grzechach? Możliwe, nie znał tak naprawdę poziomu wiedzy Valentiny, chociaż sam raczej nie chwalił się zbytnio swoimi specjalnymi zdolnościami. Wystarczył fakt, że doskonale radził sobie jako kusiciel.
Miał coś oczywiście już odpowiedzieć, kiedy został świadkiem wyjątkowo dziwnej sytuacji. Uniósł brew wpatrując się w rękę, którą dostał od właścicielki klubu.
- Wolę świeżą człowieczyznę. A impreza jest naprawdę dobra, mam nadzieję dorwać kilka kąsków i sprowadzić ich na złą drogę - odparował mimochodem odkładając dłoń na blat baru. Niech robi za rekwizyt! Przypomniało mu się jednak, że nie pokazał Valentinie swojej zdobyczy. Dlatego zbliżył się nieco do niej i z bielizny, lekko wynurzył woreczek z białym proszkiem, tak żeby widziała go tylko głównie właścicielka klubu.
- Dostałem dziś to od jakiegoś dziwnego chłopaka. Może znajdziemy jakiegoś przystojniaczka i przetestujemy na nim co to za dragi? - zaproponował z tajemniczym uśmieszkiem.






† just a demon with passion to human bodies and souls, don't let him in because he would destroy your heart
Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 27 lat
PRACA : Detektyw policyjny
PD : 16
SKĄD : Kanada
Re: Bar ψ Nie Lis 04, 2018 6:35 pm
1.
Halloween. Niewinne świeckie święto, skupione wokół rosnącej konsumpcji i potrzeby spłycenia sensu rzeczy niewytłumaczalnych. Niewiele zna prawdziwą genezę tej uroczystości. W wierzeniach Celtów, 31 października był dniem kiedy to zasłona między światem żywych, a umarłych stawała się najsłabsza w skali całego roku, powodując czas ostatecznego rozrachunku między tymi, którzy jeszcze oddychali, a ich martwymi towarzyszami. Uważniejsi obserwatorzy pamiętaliby też, że Halloween jest najważniejszym świętem satanistycznym. Składanie ofiar, uczty dla zmarłych, klątwy i czary rzucane przez adeptki i adeptów magii. W Kanadzie ona i Eleonor wielokrotnie udaremniały spotkania małych sabatów, czy też wampirze najazdy na grupy bezdomnych. Nic jednak nie można było porównać do Halloween w Oregonie. Mieszkała tu już dobre kilka lat, a za każdym razem noc przed pamiętnym dniem budziła się zlana potem, prześladowana sennymi koszmarami. Niewielu zdaje sobie sprawę, że obok wesołych zabaw, przebierania się za upiory i duchy, gdzieś w cieniu odbywają się krwawe rytuały.
Każdy rozsądny człowiek unikałby zatem miejsc takich jak Pandemonium, zwłaszcza podczas wieczorów takich jak ten. W zaciemnionych lożach szerzyła się perwersji i upust żądzom, a bar roił się od typów spod ciemnej gwiazdy. Jednym zdaniem, kusząca miejscówka dla każdego, kto nie miał już nic do stracenia, a w Astorii takie przekonanie zdawało się przeważać pośród jej mieszkańców. Kobieta całkiem nieźle odnajdywała się w labiryncie pomieszczeń, dzięki wspomnieniom kilku prowadzonych tutaj spraw policyjnych. O Valentinie Castellanos robiło się głośno systematycznie, zazwyczaj co parę miesięcy. Dotąd jednak udawało jej się wyjść z każdej sprawy obronną ręką i zupełnie czystym kontem. Kiernan mogła się jedynie domyślać, że coś jest nie tak z tą kobietą, a zważywszy na swój instynkt Łowcy, niestety zazwyczaj się nie myliła.
Nie bawiła się w żadne przebieranki, wracała prosto z komisariatu, ubrana w zwyczajne czarne spodnie garniturowe, białą koszulę i długi płaszcz. Odznakę zdjęła i schowała do wewnętrznej kieszeni, nie chciała dzisiaj robić tu rabanu, potrzebowała tylko informacji. Nad tą sprawą pracowali już drugi miesiąc, bez żadnych istotniejszych przełomów. Kiernan potrzebowała dzisiaj jedynie rozpoznać teren, dowiedzieć się o nastrojach panujących w tej specyficznej społeczności klubowej i następnie dyskretnie usunąć się z pola widzenia. W uszach pulsowała głośna muzyka, kiedy zręcznie przeciskała się między tłumami falujących do rytmu ciał, byleby tylko dotrzeć do barowych stołków. Wreszcie mogła spokojnie zawołać barmana, przyzywając go ruchem palców prawej dłoni.
- Podwójna whiskey z lodem. – Oczywiście, nie zamierzała uraczyć się ani kropelką. Mimo tego znacznie łatwiej było udawać jednego z nich, kiedy zachowywało się jak oni. Na pewno kobieta ze szklanką wody wzbudziłaby więcej podejrzeń. Nie rozglądała się, skupiała wzrok, albo na swoim drinku, ale bezcelowo wpatrywała się w parkiet pełen tańczących. Kiedy wejdziesz między wrony musisz krakać jak i one. Informator pani detektyw powinien pojawić się lada moment, jeśli nie... Cóż, tego drobnego złodziejaszka czekała kolejna nieszczególnie przyjemna rozmowa na komisariacie.







Some things have to be believed to be seen.

Powrót do góry Go down
Los
Konto Techniczne
avatar
PD : 13
Re: Bar ψ Nie Lis 04, 2018 6:35 pm
The member 'Kiernan Ellesmere' has done the following action : Rzut kostkami


'Rzut k100' : 21
Powrót do góry Go down
avatar
WIEK : 27
PD : 28
SKĄD : Jewell
Re: Bar ψ Nie Lis 04, 2018 7:12 pm
I.

Nie spodziewała się, że dzisiejszego wieczoru wyląduje jeszcze w głośnym klubie. Ostatni raz na podobną imprezę wychodząc ponad siedem lat temu, nie miała czasu i potrzeby, żeby bawić się w takich miejscach. Kilka godzin wcześniej bawiąc się w Cukierek albo Psikus, rozdawała słodycze i obserwowała jak syn pakuje podarki od sąsiadów. Widok rozbawionego Alexandra, szczerzącego małe sztuczne kiełki, był dla niej najlepszą rozrywką. Po wieczorze pełnym pisków i śmiechów dzieci, Julie planowała skończyć na kanapie razem z mężem, ale pomysł przyjaciółki wszystko zmienił.
Niespecjalnie musząc się przebierać i zostając z prostej sukience, Julie stawiała na wygodę. W odróżnieniu od pomysłodawczyni wyjścia do Pandemonium, nie musiała na nikim robić wrażenia. Pozostając przy przebraniu chimery, Julie wyróżniała się soczewkami i malunkami na twarzy, mając ochotę wyrzucić niewygodne zębiska. Zamierzając jednak pozostać w nich do pierwszego drinka, wcisnęła się do klubu za przyjaciółką.
Od poziomu decybeli i liczby ludzi, mogło zakręcić się w głowie. Tym bardziej, gdy do klubu wpadło się pierwszy raz po siedmiu latach. Julie z ciekawością rozejrzała się po wnętrzu, próbując przypomnieć sobie dlaczego wybrały akurat to miejsce.
Uśmiechając się na widok zadowolonej przyjaciółki, trochę z zazdrością podeszła do jej dobrego humoru, sama myśląc o tym, czy Alexander smacznie śpi a opiekunka dobrze wywiązuje się z swojego zadania. Wyciągając telefon z małej torebki, na szybko sprawdziła, czy nikt się do niej nie dobijał. Na moment uspokojona, usiadła w końcu przy barze i wychyliła pierwszego drinka, który zaraz został zamieniony na parkiet.
Mimo początkowej niechęci i myślach gnących do męża i syna, Julie już po pierwszych minutach mogła stwierdzić, że wypad był dobrym pomysłem. Zaśmiała się, gdy obok przyjaciółki wyrósł jakiś przystojniak i sama usunęła się na bok. Zeszła z parkietu, przeciskając się między tłumem i wróciła do baru, gdzie zamierzała pozostać chwilę dłużej.






† The most important thing in the world is
family and love
Powrót do góry Go down
Los
Konto Techniczne
avatar
PD : 13
Re: Bar ψ Nie Lis 04, 2018 7:12 pm
The member 'Julie Astor' has done the following action : Rzut kostkami


'Rzut k100' : 41
Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 31/930
PRACA : menadżer hotelu
PD : 41
SKĄD : Astoria
Re: Bar ψ Nie Lis 04, 2018 10:15 pm
Halloween w klubie? Zawsze i wszędzie! Roger nie mógłby przepościć takiej okazji. Pierwszym, co było potrzebnym do dobrej zabawy podczas tej nocy, niewątpliwie było przebranie... ale Roger postawił na spokój i niemalże wyjątkową, dla niego jednak bardzo typową, nienaganność. Miał na sobie czarne spodnie, białą koszulę i zieloną, wyszywaną złotymi zdobieniami kamizelkę, pod szyją natomiast miał muszkę, a na głowie - kapelusz. Wyglądał trochę jak magik, a trochę jakby się urwał z przyjęcia przynajmniej dwa wieki wcześniej. Nie chciał jednak używać tak typowych strojów jak wampir (nie ujmując niczego przepięknej Val, rzecz jasna), zombie czy Joker... chociaż nad Jokerem się poważnie zastanawiał, to fakt! Nie miał jednak ochoty na aż takie przebieranki, bo straciłby przez to swój styl, a tego nie chciał. Nawet, jeśli miałoby to być na jedną noc. Kolejny punkt dobrej zabawy? Alkohol na dobry początek! Dlatego też od razu po wejściu swoje kroki skierował w stronę baru, gdzie zastał właścicielkę klubu (którego bywał częstym gościem) rozmawiającą... z Tristanem! Och, gdyby to spotkanie miało miejsce parędziesiąt lat wcześniej, to istniało wielkie prawdopodobieństwo, że Roger zrobił burdę - ze względu na ich wspólną, nieciekawą przeszłość, ale teraz... chyba byli w dość dobrych stosunkach. Z uśmiechem na ustach pojawił się więc tuż za plecami mężczyzny, bez zbędnych krępacji obejmując go w pasie jedną ręką i opierając podbródek o jego ramię. Bezczelny, owszem, ale to też dla niego typowe.
- Witam piękną panią i przystojnego pana. Mam wrażenie, że właśnie o mnie rozmawialiście... - uśmiechnął się wesoło, nawiązując rzecz jasna do słów Tristana o szukaniu przystojniaka.






† You have to take risks. We will only understand the miracle of life fully when we allow the unexpected to happen.
Powrót do góry Go down
Los
Konto Techniczne
avatar
PD : 13
Re: Bar ψ Nie Lis 04, 2018 10:15 pm
The member 'Roger Migneault' has done the following action : Rzut kostkami


'Rzut k100' : 99
Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 25/1250
PRACA : Żeruje na sponsorach
PD : 38
SKĄD : Norwegia
Re: Bar ψ Nie Lis 04, 2018 10:32 pm
Dreszcz przeszedł po jego plecach, jakby wyczuwał zbliżające się niebezpieczeństwo. Na razie zignorował dwie kobiety, które także usiadły przy barze. W końcu był skupiony na rozmowie z Valentiną. Jednakże mało brakowało aby nie wylał w odruchu swojego drinka, kiedy poczuł rękę na swoim boku oraz po chwili przyjemne drapanie na nagim ramieniu, kiedy ten przebrzydły demon oparł o nie swój podbródek. Przymknął oczy próbując uspokoić rosnący żar w jego mrocznej, demonicznej duszy. Doskonale wiedział, że skoro pojawił się Roger, nie skusi dziś żadnego śmiertelnika, za to nie powstrzyma się aby oddać się całkowicie temu demonowi. Miał do niego pewnego rodzaju słabość, może dlatego, że to własnie jego dusza była przyczynkiem do stworzenia inkuba, którym był Tristan?
Uśmiechnął się jednak ostatecznie w ten swój szelmowski sposób i uniósł dłoń ku policzkowi mężczyzny, aby móc pogładzić go czule, a następnie pocałował go w policzek. Czyżby nawiązanie do Judaszowego pocałunku? Czyżby odkrył przed wampirzycą prawdziwą tożsamość swojego kochanka, którego w takim samym stopniu nienawidził, jak i pożądał?
- Masz rację, wydawało ci się - odparł nie mogąc powstrzymać się aby nie rzucić w jego stronę tą delikatną złośliwością. Chociaż ich relacja była naprawdę trudna, to jednak każdy z nich doskonale wiedział o słabościach tego drugiego. A ich największą słabością byli oni sami nawzajem.
- Szukałem kogoś kto by spróbował dragów, które dostałem dziś ale nie wiem czy chcę ryzykować, wolałbym nie uszkodzić tego pięknego ciałka - odpowiedział mężczyźnie dłonią przeciągając po jego podbródku. Atmosfera zdecydowanie mocno gęstniała a pomiędzy nimi tak mocno iskrzyło, że aż można było chyba zobaczyć ładunki elektryczne przeskakujące pomiędzy rozgrzanymi ciałami.
- To jest Roger Valentino zarówno mój odwieczny wróg, jak i jeden z najlepszych kochanków jakich miałem. Doskonale sprawdzał się nawet tam na dole - powiedział uśmiechając się iście diabelnie. Tylko Roger mógł wiedzieć, że Tristan w jasny i oczywisty sposób nawiązuje do gwałtów, których dopuścił się na jego duszy w piekle.






† just a demon with passion to human bodies and souls, don't let him in because he would destroy your heart
Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 25 // 128
PRACA : właścicielka Pandemonium
PD : 28
SKĄD : Astoria
Re: Bar ψ Pon Lis 05, 2018 9:39 am
Nie zwątpiłaby ani przez sekundę gdyby nawet powiedział jej wprost, że uważa wampiry za nudne. Krwiopijcy kochali zasady, które dla demonów byłyby nie do przyjęcia. Być może właśnie dlatego tyle czasu i uwagi poświęcała temu, by cokolwiek działo się za drzwiami Pandemonium, nie wzbudzało zbyt wielu pytań. Ciekawości - owszem, ale tej zdrowej, która zapewniała nowych klientów spragnionych wrażeń. Nie bez powodu dostęp do najbardziej zabawowej części mieli tylko nieliczni.
Droczyła się z nim tylko. Tak naprawdę już i tych trzech, o ile oczywiście Tristan mówił szczerze, stanowiło wynik znacznie bardziej imponujący niż to, co Valentina przeżyła w całym swoim ciągnącym się już nieco życiu. Nie powiedziała tego jednak na głos.
- Nie podejrzewałabym cię o taką obowiązkowość - odparła, odwzajemniając jego spojrzenie. Zdawała sobie sprawę, że ściągał na siebie spojrzenia wszystkich wkoło, wiedziała zatem, że wkrótce ta rozmowa będzie musiała dobiec końca. Sama nie przepadała za tym, by znajdować się w centrum uwagi. Wszystko sprowadzało się do tego, że w świetle reflektorów trudniej zataić, kim jest się naprawdę. Zdawała sobie sprawę, ile w tym tłumie może być ludzi, którzy tylko czekają, aż powiną im się nogi, aż nadstawią karku, a wtedy ktoś jednym ruchem dźgnie ich sztyletem ze srebra. Nie odpowiedziała nic na temat tego, że znał ją lepiej, niż ona sama. Niestety miała tego świadomość. Czasem zastanawiała się, ile Tristan naprawdę wie. Jeszcze tego przeciw niej nie wykorzystał, więc na razie się tym nie interesowała, chociaż świadomość, że ktoś grzebał jej w głowie była przytłaczająca.
- Sprowadzaj zdrów. Byle bez ofiar - mruknęła nieco ciszej, a coś błysnęło jej w oku ostrzegawczo. Po chwili na twarzy znów pojawił się powściągliwy uśmieszek. Jakkolwiek gotowa była przymykać oczy na pewne sprawy, tak niektórych tolerować nie mogła, a robienie bałaganu na cudzym podwórku pewnie nie byłoby czymś, czego chciałyby demony, nawet jeżeli chaos był ich żywiołem.  
Zerknęła ukradkiem na woreczek i parsknęła śmiechem.
- Chryste, Tristan. Nie masz kieszeni? Ogrzejesz to świństwo i kogoś zabijesz - wciąż rozbawiona pokręciła głową, po czym zastukała paznokciami pomalowanymi na czarno o blat baru. Już miała zaproponować, żeby faktycznie poszedł i sprawdził co to. Skoro już ktoś jej tu rozprowadzał nielegalnie jakieś prochy, dobrze byłoby wiedzieć, cóż to takiego, ale pojawił się Roger. Przeniosła na niego ciemne spojrzenie, gdy uwiesił się na Tristanie.
- Jest i przystojniaczek. Możesz testować. Daj znać, czy zginie od razu, czy za parę dni - rzuciła, odgarniając włosy na plecy. - Tak się składa, że już się z Rogerem znamy. Wiem, kto odwiedza Pandemonium - uśmiechnęła się enigmatycznie, dając do zrozumienia, że wie więcej niż mogłoby się wydawać. Szpiedzy tu, szpiedzy tam... Lubiła dużo wiedzieć. - Tak właśnie myślałam, że być może smażyliście się w sąsiednich kotłach - dorzuciła. Nie poczuła się nieswojo, patrząc na to, jak bardzo się do siebie kleili, ale uznała, że to dobry moment, by zostawić ich samych.
- Bawcie się dobrze chłopcy - rzuciła na odchodne, po czym ruszyła dalej w tłum, z właściwą dla siebie gracją, zupełnie, jakby płynęła w powietrzu. W oczy rzuciła jej się blond sylwetka, siedząca przy barze. Policja? No coś podobnego! Resztę wieczoru spędziła głównie na obserwacji i rozmowie z gośćmi.

z/t







Beauty I've always missed
With these eyes before
Just what the truth is
I can't say any more
Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 31/930
PRACA : menadżer hotelu
PD : 41
SKĄD : Astoria
Re: Bar ψ Pon Lis 05, 2018 7:38 pm
Zguba, będąca pamiątką po rudowłosym mężczyźnie (zapewne Irlandczyku... och, Roger miał słabość do irlandzkiego akcentu), spoczywała bezpiecznie w jego portfelu. Tak naprawdę nie miał w zwyczaju brać cudzych rzeczy (no, chyba, że byłby to alkohol, pieniądze, jakiś narkotyk... ale tak poza tym nie tykał nieswoich rzeczy, słowo!), ale to był wyjątkowy wyjątek. Chciałby oddać mu to, co facet zgubił, ale gdy się obejrzał za siebie, to już go nie było.. więc zatrzymał sobie zgubę. Czasem dobre chęci nie wystarczą!
Zachowanie Tristana było wręcz skandaliczne i cholernie wkurzyło Rogera, to prawda. Najbardziej tekst o tym, jak to Roger niby spisywał się będąc na dole... i co było dosłownie i w przenośni ciosem poniżej pasa. Jasne, było w tym też coś nakręcającego, ale jakby nie patrzeć: w piekle niejednokrotnie był przez Tristana gwałcony, więc siłą rzeczy odrobinę go te nawiązania denerwowały. Odprowadził kobietę wzrokiem, kiwając jej jeszcze głową na pożegnanie i popatrzył poirytowany na Tristana, chwilę później obejmując go mocno w pasie i przyciągając do siebie. Takie widoki w klubie nie były niczym niecodziennym, więc nie powinny nikogo dziwić. Położył dłoń na jego karku, przyciągając go do siebie i opierając czoło o czoło Tristana (bo był trochę od niego niższy, więc przyciąganie go było w pewien sposób konieczne), z dzikim błyskiem w oczach i lekko wykrzywionymi wargami.
- Nawet przy ludziach nie możesz sobie darować, co?






† You have to take risks. We will only understand the miracle of life fully when we allow the unexpected to happen.
Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 25/1250
PRACA : Żeruje na sponsorach
PD : 38
SKĄD : Norwegia
Re: Bar ψ Pon Lis 05, 2018 8:05 pm
Roger i dobroć serca? Tristan za nic w to by nie uwierzył! Znał go doskonale, wręcz dogłębnie od wielu, wielu lat. Prawdopodobnie znali się za dobrze, nawet kiedyś opowiedział Rogerowi o swojej przeszłości, jak był jeszcze słabym człowiekiem. Prawdą było to, że Roger był jego największą słabością, każdy kto chciał aby Tristana coś naprawdę zabolało, musiałby wyciągnąć informacje od jego kochanka lub go odesłać do piekieł. Na szczęście Tristan zachowywał się tak, jakby jego kochanek go nie obchodził, bo może mieć na jego miejsce tysiące innych. Ludzi łatwo było skusić do uległości, wystarczyło tylko znać ich największe słabości.
- Papa Valentino, za niedługo się spotkamy - powiedział do niej na odchodne po czym z uśmiechem dał się przyciągnąć Rogerowi, którego również objął. Zamruczał, było mu zdecydowanie za bardzo przyjemnie w ramionach tego demona. Czasami nie wiedział, co się działo, kiedy ten był blisko ale czuł dziwne reakcje tego ludzkiego ciała oraz wirowanie w głowie przypominające to, po wzięciu całkiem dobrych dragów. Miłość? Ha! Dobre sobie! Przecież demon, a już w szczególności inkub był zdolny jedynie do odczuwania pożądania, był zdolny jedynie do perwersji i wszystkiego co złe. To musiało być coś innego. Oczywiście poza tym, że nienawidził na swój sposób Rogera to miał na niego znowu ochotę a przecież demon nie powinien się powstrzymywać przed tym, czego tak naprawdę pragnął.
- Och, znasz mnie moje najdroższe kochanie, nie mógłbym odmówić sobie wspominania naszej wspólnej, gorącej, namiętnej przeszłości - odpowiedział mu z tym samym dzikim uśmieszkiem, który od kilku minut zdobił jego wyjątkowo przystojną twarz.
Skoro jednak jego kochanek poczuł się dotknięty słowami Tristana, to ten powinien mu jakoś wynagrodzić nietakt.
- Chodź. - Chwycił go za rękę odsuwając się od reszty jego ciała i pociągnął go przez tłum, w kierunku całkiem znanego sobie miejsca. Toalety przeznaczone dla klientów były całkiem ciekawymi miejscami. Nie tylko można tam było przypudrować nosek, czy załatwić sprawy fizjologiczne ale też przeżyć szybkie, aczkolwiek przyjemne chwile z nieznajomymi. I chociaż Roger nie był do końca nieznajomym dla Tristana, tak demon postanowił go zaciągnąć do toalety, aby wynagrodzić mu nawiązanie do tego ciężkiego, aczkolwiek niezwykle przyjemnego czasu spędzonego w piekle.

[zt]






† just a demon with passion to human bodies and souls, don't let him in because he would destroy your heart
Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 30 || 133
PRACA : biznesmen
PD : 34
SKĄD : Meksyk
Re: Bar ψ Pon Lis 05, 2018 11:22 pm
1

Nie mógł sobie już przypomnieć, jak dawno nie był w tym pieprzonym Gringolandzie. Unikał tego jak mógł, bo i nic dobrego nigdy nie wynikało z jego wizyt. Zupełnie jakby cały świat wyczuwał, że jest nietutejszy i postanowił mu robić pod górkę. Towarzystwo Adory na dłuższą metę męczyło, ale miał wyznaczony jasny cel, do którego zamierzał dążyć. Jeszcze nie wiedział, co będzie potem. Nie chciał się nad tym zastanawiać. Wizja świata z daleka od jego stworzyciela była zbyt kusząca, zbyt niebezpiecznie pociągająca, by mógł pozwolić sobie na zakładanie, że plan się powiedzie. Krok po kroku. A kiedy już będzie wolny... Wtedy zastanowi się co dalej. Jakież to jednak zabawne, że nie miał nawet zalążka pojęcia, że choć jego dusza już dawno była przeklęta, Bóg najwyraźniej znalazł sobie sposób na to, żeby skomplikować mu życie. Jeszcze nie dzisiaj jednak; dzisiaj przyszedł do Pandemonium, chcąc poudawać, że pije drinka i zobaczyć, jak bawią się Amerykanie. I dlaczego gorzej, niż w Meksyku.
W klubie było tłoczno. Przywykł do lokali odwiedzanych mniej tłumnie, więc ciało przywierające do ciała nie wydawało mu się opcją specjalnie kuszącą, a przynajmniej nie w tej chwili. Dopiero co się posilał, więc nawet specjalnie nie przyglądał się śmiertelnikom. Wtopił się w tłum zaskakująco dobrze, choć pozbawiony przebrania. Czarne spojrzenie utkwił w barze i to właśnie tam skierował swoje kroki, unikając potrąceń na parkiecie. Mimowolnie zaczął zastanawiać się, ilu z obecnych jest mu podobnych. Ilu tylko czeka, aż któryś śmiertelnik wpadnie im w ręce. Uznał, że jutrzejszego wieczoru będzie mu się dane o tym przekonać, bo to właśnie wtedy mieli pojawić się w posiadłości Farnese. Tego Farnese. Nie chciał myśleć co będzie, kiedy go zobaczy. Lubił sądzić, że jego gniew minął, ale przecież to nie była prawda. Wciąż tlił się, a miał świadomość, że zapłonie żywym ogniem, kiedy tylko ujrzy tę nielubianą twarz. Jakże wygodnie było obarczać winą za swoje nieszczęścia innych!
Zamówił wyglądającego obiecująco drinka, którego i tak nie wypije, po czym zajął jeden ze stolików na obrzeżach sali, gdzie nie rzucał się w oczy. Szukanie ciszy i spokoju w takim miejscu, byłoby może ostatnim, co miało szansę się powieść, ale z jakiegoś powodu harmider, który tylko podkręcały jego wyostrzone zmysły, przynosił ulgę. Przy huczącej muzyce nie słyszał własnych myśli.
W końcu w oczy rzuciła mu się kobieta, przebrana za coś, co skojarzyło mu się z culebrą. Mimowolnie zastanowił się, czy aby na pewno nie miał ochoty na kilka łyków ciepłej krwi. Coś mu podpowiadało, że im mniej ciepła w jego organizmie przed jutrem, tym lepiej, ale proste, instynktowne pragnienie wzięło górę. Zwłaszcza gdy widział, że siedzi tak całkiem sama... Przywoławszy do siebie kelnerkę poprosił, żeby zaniosła brunetce drinka, który uważa za najsmaczniejszy w dzisiejszej ofercie. Sam odchylił się na oparcie i z cienia tylko obserwował, jak Julie się zachowa.






wątki
For now, I'll let you muzzle me. If only to see the horror on your faces when I rip you apart with my claws.
Powrót do góry Go down
Los
Konto Techniczne
avatar
PD : 13
Re: Bar ψ Pon Lis 05, 2018 11:22 pm
The member 'Santiago Medoni' has done the following action : Rzut kostkami


'Rzut k100' : 15
Powrót do góry Go down
avatar
WIEK : 27
PD : 28
SKĄD : Jewell
Re: Bar ψ Wto Lis 06, 2018 12:36 pm
Pierwszy drink zachęcił ją do ruszenia na parkiet, choć na krótką chwilę, drugi zatrzymał przy barze. Przytłumiona muzyka i wygodne krzesło, stanowiło idealne połączenie i Julie wcale nie potrzebowała rezygnować z niego, by wrócić w sam środek tłumu na parkiecie. Przynajmniej nie sama. Mając chwilę dla siebie i nie wyciągana przez przyjaciółkę do tańca, nie mogła się powstrzymać i sięgnęła po telefon. Tym razem już nie tylko, by sprawdzić ewentualne wiadomości. Jej palce same przebiegły po ekranie i wystukały pytania do opiekunki. Czy Alexander już śpi? Kolejna wiadomość już zarezerwowana dla Thomasa, pozwoliła poczuć Julie, że wszystko jest pod kontrolą. Przynajmniej na razie.
Odwracając się za siebie, jeszcze raz rozejrzała się za Ileną. Zamiast przyjaciółki, dostrzegła uśmiech podchodzącej kelnerki. Przyprawiający o zaskoczenie, ale odwzajemniony. Julie spojrzała na alkohol stawiany przed nią i nawet po wyjaśnieniu, nie mogła kryć zdziwienia. Lekko przechylona na krześle, zwróciła uwagę na wskazane miejsce, ale nie mogąc dostrzec twarzy, podziękowała kelnerce i została sama.
Mając mieszane uczucia, chwilę dumała nad drinkiem, ale w końcu stwierdziła, że wypić go przecież jej nie zaszkodzi. Wyciągnęła więc dłoń po wysoką szklankę i wsunęła słomkę między usta. Orzeźwiający smak podszedł do gustu Julie, która znowu zwróciła twarz w kierunku wskazywanym wcześniej przez kelnerkę. Po siedmiu latach małżeństwa, zainteresowanie obcej osoby mile łechtało ego, ale Julie nie potrzebowała dziś towarzystwa innego niż Ileny. Nie zaczepiona przez nikogo, opuściła miejsce przy barze.

zt






† The most important thing in the world is
family and love
Powrót do góry Go down
avatar

WIEK : 30 || 133
PRACA : biznesmen
PD : 34
SKĄD : Meksyk
Re: Bar ψ Sro Lis 07, 2018 4:20 pm
Siedział w miejscu, które umożliwiało mu obserwację śmiertelniczki, jednocześnie samemu pozostając niewidocznym. Bawił się pełną szklanką. Lód w naczyniu się topił, choć z pewnością nie z powodu ciepłoty jego ręki. Dłonie zresztą zwykle krył za skórzanymi rękawiczkami, żeby zamaskować to, jak zimne były. Coś niepokojąco pociągającego było w ciepłocie śmiertelników. Pociągającego i brzydzącego jednocześnie. Zapomniał już, jak to było czuć krew tętniącą w żyłach pod wpływem adrenaliny; teraz, stojąc poniekąd po drugiej stronie barykady, mógł to wyczuć tylko w cudzej krwi, spływającej do gardła. Nawet nie mrugał, gdy jego wzrok leniwie wędrował od nóg Julie, aż po samą szyję, odsłoniętą, kiedy odgarnęła włosy na bok. Była tu sama, czy ktoś jej towarzyszył? Nie przegapił obrączki, błyszczącej w świetle czerwonych i fioletowych lamp. To go trochę sprowadziło na ziemię. Bynajmniej nie dlatego, że hołdował nierozerwalności więzów małżeńskich (choć hołdował), ale bliscy oznaczali kłopoty. A on był na obcym terenie i kłopoty były ostatnim, czego mu było trzeba.
Mimo to zdecydował się zapolować. Kilka łyków ciepłej posoki nie zaszkodzi, a hipnoza upora się szybko z konsekwencjami. Poza tym czyż może istnieć przykrywka lepsza, niż impreza Halloweenowa? Wstał i zniknął w tłumie.
Kluczył pomiędzy tańczącymi płynnie, do czasu gdy poczuł czyjś dotyk na przedramieniu. Nie lubił tego; nie wydawało się to przypadkowe. Odwrócił się automatycznie w tamtą stronę, ale to mógł być ktokolwiek. Szybko przestał się też nad tym zastanawiać, bo z odmętów pamięci wyłonił się obraz, który przysiągł zapomnieć. Zniknęły światła, hucząca muzyka. Pojawił się pożar, który nie zostawiał za sobą niczego. Prawdziwa potęga żywiołu. Smród palonych owoców. Odległe krzyki. ¡Que viva México! Ciała wiszące na drzewie, które zasadził dziadek. Szczupła dłoń, ściskająca jego rękę. Nie możesz nic zrobić. Musimy uciekać. Minęło dobrych parę sekund, nim wrócił do siebie i wyrwał się z tego letargu. Przeszłość ścigała go nawet tutaj, o czym nazajutrz miał się przecież przekonać. Dalekie echo tchórzostwa i własnych słabości nie znały litości. Ale nie użalał się nad sobą, już od ponad stu lat nie. Przez krótką chwilę zastanawiał się, gdzie właściwie jest i niczego nie zapragnął tak bardzo, jak żeby stąd zniknąć. Do zobaczenia innym razem, Julie.

z/t






wątki
For now, I'll let you muzzle me. If only to see the horror on your faces when I rip you apart with my claws.
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Re: Bar ψ
Sponsored content
Powrót do góry Go down
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry Strona 1 z 1
Skocz do: