Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
Gabinet właścicielki
Carpe Diem
Konto Techniczne
Carpe Diem
Gabinet właścicielki Kv0xLQPj_o
PD : 306
Gabinet właścicielki ψ 12/10/2018, 16:58

Gabinet właścicielki klubu
⇜ dostęp ograniczony ⇝

Wszelkie biznesowe kwestie klubu omawiane są tutaj, również w tym miejscu są przyjmowani goście, jeśli zdecydują się odwiedzić Tinę w czasie jej pracy. Zwykle ciężko ją tu jednak zastać, bo krąży po całym klubie, chcąc wszystkiego należycie dopilnować. Pod kluczem trzyma całą niezbędną dokumentację, jednak nic, co mogłoby obciążyć ją samą bądź klub. Pomieszczenie jest niewielkie, a w jego centrum znajduje się masywne biurko i wygodny komplet wypoczynkowy. Ściany zdobi kilka obrazów, a także zastawiono je regałami, wypełnionymi po brzegi książkami różnej maści. Nie ma tutaj okien.
⇜ code by bat'phanie ⇝
Powrót do góry Go down
Valentina Castellanos
Gabinet właścicielki 32c470caf3069fc64481e4871c83af16
WIEK : 25 // 128
PRACA : właścicielka Pandemonium
PD : 142
Re: Gabinet właścicielki ψ 21/12/2018, 13:02
| dwie noce od spotkania w bawialni, 4 listopada

Gdyby mogła jakimś sposobem sprawić, by ostatnie cztery dni się nie wydarzyły, to pewnie by się do tego uciekła. Wściekłość przysłoniła jej nawet radość ze spotkania z dawno już niewidzianymi wampirami, Vincentem i Elisabeth. W natłoku obowiązków zawodowych takie okazje zdarzały się rzadko, co było o tym zabawne, że przecież Vincent już od jakiegoś czasu mieszkał w Astorii. Łączyła ich nawet pewna pokrętna współpraca, wynikająca z prowadzonych przez nich biznesów - gdy ktoś z gości klubu potrzebował noclegu, odsyłała do Intercontinental. Gdy ktoś pytał, gdzie najlepiej się zabawić, pracownicy hotelu kierowali do Pandemonium.
Vincent w przeszłości trochę pomógł jej powściągnąć emocje, udzielił trafnych wskazówek odnośnie walki. Na nic się to jednak zdało; temperamentu Tiny nie sposób było przyskrzynić. Nie pomogło nawet sto lat spędzonych z oazą spokoju, jaką był Farnese. Jednak to nad lekcją walki od wczoraj się pochylała. Bo towarzyszyła jej pewność, że jeżeli tylko znowu zobaczy Santiago, to chyba go jednak zabije, wbrew temu, jak szybko jej te ciągotki przeszły, kiedy go tylko zobaczyła. Należało przestać uważać, że jej nie obchodzi, tylko się z tym uporać. W każdym razie do takiego wniosku udało jej się dojść wczoraj, gdy zamknęła się w domu na cztery spusty, nie zamierzając z nikim rozmawiać. Nawet telefon wyłączyła, co zdarzało jej się niezwykle rzadko. Wszystko zdążyła sobie przemyśleć i nieco ochłonąć, ale wiedziała, że taka opanowana postawa zniknie, kiedy go tylko znowu zobaczy. Odżyły w niej niechciane wspomnienia i nie umiała się ich pozbyć, przez co snuła się dzisiaj po klubie jak duch przyszłego Bożego Narodzenia, rozpamiętując rzeczy, które chciała zakopać głęboko, głęboko w sercu.
By zając myśli czymkolwiek innym, zaprosiła Vincenta do klubu. Raczej tu nie bywał; znała historię jego żony i wiedziała, że takie rozrywki raczej nie są dla niego. Niemniej, nie oczekiwała od niego, by stawił się tu dzisiaj w charakterze gościa klubu, a raczej jej gościa. Gdyby tylko się pojawił, któryś z pracowników zapewne niezwłocznie poinformowałby go, że jest oczekiwany w gabinecie.
Valentina była nerwowa, można to było dostrzec na pierwszy rzut oka. Nie trzęsły jej się co prawda dłonie, a przedmioty nie leciały z rąk, wszak wampirom nie zdarzała się podobna niefrasobliwość. Można to było jednak poznać po tym, jak kompulsywnie przekładała książki z półki na półkę, jakby nie mogła znaleźć miejsca ani sobie, ani im. Zawsze była dosyć energiczna, ale to była pewna przesada, nawet jak na nią.







Darling, your looks can kill,
so now you're dead
Powrót do góry Go down
avatar
WIEK : 33/289
PRACA : Właściciel Hotelu Intercontinental
PD : 29
SKĄD : Rzym, Włochy
Re: Gabinet właścicielki ψ 27/12/2018, 14:00
Spotkanie w domu szeryfa przebiegło sprawnie, lecz nie obyło się odczuć ciężkiej atmosfery jaka wtedy była. Dało się wyczuć, kto kogo nie lubił, a raczej nie chciał wtedy widzieć. Vincent nie lubił dram, gdy były poważniejsze sprawy do roboty.
Został zaproszony przez Tine do klubu, żeby porozmawiać. Czemu miałby odmówić przyjaciółce spotkania, zwłaszcza że sam chciał się dowiedzieć, co takiego zaszło pomiędzy nią a Santiago, a co ważniejsze czy ta relacja będzie sprawiać jakieś problemy. Dwa, albo nawet więcej kłócących się wampirów tworzyło problem i to nie mały. Mogło dojść do walki, a ona przyciąga uwagę, a zazwyczaj pojawiają się ofiary postronne. Vincent wolał nie zachęcać łowców, aby zaczęli się nimi interesować, bo źle to wpłynie na interesy, czy nawet ich życie.
Przyszedł do klubu jak zwykle elegancko ubrany. Pełny garnitur, lakierki, rolex. Chodzące milion dolarów. Ktoś z obsługi powiedział mu gdzie ma się udać iż że Tina już na niego czeka. Udał się więc wolnym krokiem od jej gabinetu. Do Pandemonium czasami przychodził, było to rzadkie, ale przychodził tutaj gdy chciał coś przekąsić, a nie chciał krwi z woreczka.
Przeszedł przez drzwi gabinetu i zamknął je za sobą. Wszedł do środka i spojrzał na przyjaciółkę.
- Cześć Tina, miło ciebie widzieć. - przywitał się z nią, podchodząc bliżej i całując ją w policzek. Vincent zawsze był dżentelmenem starej daty, który zawsze się tak witał z osobami którymi łączą go jakieś silniejsze relacje niż zwykła, szara znajomość.
Po krótkim przywitaniu zasiadł na jednej z czerwonych kanap i zaczął się w nią wpatrywać.
- Zaprosiłaś mnie bo się stęskniłaś, czy chciałabyś opowiedzieć co się stało na zebraniu? - jak zwykle nie owijał w bawełnę. Był takim wampirem, że rzadko kiedy wierzył w zwykły przypadek, dla niego praktycznie to słowo nie istnieje.
Powrót do góry Go down
Valentina Castellanos
Gabinet właścicielki 32c470caf3069fc64481e4871c83af16
WIEK : 25 // 128
PRACA : właścicielka Pandemonium
PD : 142
Re: Gabinet właścicielki ψ 28/12/2018, 10:32
Obawy Vincenta, choć słuszne dla każdego wampira, któremu dobro ich społeczności na tym terenie nie było obojętne, na szczęście nie miały się ziścić. Owszem, wzajemna niechęć Medoniego i Tiny była widoczna i odzwierciedlała się w napiętej atmosferze spotkania (nawet jeśli nie tak miało być; Castellanos bardzo się starała, by nie dać po sobie niczego poznać, choć nawet nie była zdziwiona, że jej się ta sztuka nie udała), ale koniec końców to była sprawa między nimi. Valentina nie zamierzała się w żaden sposób z Santiago dogadywać, niemniej skoro została o to poproszona, postanowiła go przynajmniej tolerować. I możliwie unikać, żeby nie kusić losu, skoro zdjęty został zakaz atakowania. W konflikcie tym natomiast, jej ostatnim zmartwieniem byli łowcy. Ich kłótnie to jedno, ściąganie łowców na głowę drugie. Choć w życiu Castellanos bezsprzecznie królowały silne emocje, nigdy nie pozwoliłaby sobie na podobne kroki. Była temperamentna, ale nie głupia.
Usłyszała jego kroki zanim jeszcze wszedł do środka.
- Witaj - przywitała go krótko, rozciągając pomalowane na czerwono usta w uśmiechu. Zamarła z książkami w dłoniach, taksując Sorrentino wzrokiem. Jak zwykle elegancki. Po przelotnym powitaniu, odłożyła trzymane woluminy na masywne biurko i otrzepała dłonie z nieistniejącego kurzu.
- Napijesz się czegoś? - Zapytała, nim przeszła do właściwego tematu rozmowy. Miała tutaj kilka karafek krwi na czarną godzinę, całkiem świeżej, nawet jeżeli to wciąż nie to samo, co picie z żywej ofiary. Uznała, że później zadzwoni po jedną z Ptaszyn; na razie jednak chciała podpytać o to i owo. W zależności od odpowiedzi Vincenta rozlała posokę do kieliszków i zajęła miejsce na kanapie naprzeciwko, bądź po prostu od razu usiadła, zakładając nogę na nogę.
- To i to - odparła żartobliwie, posyłając mu rozbawiony uśmieszek. - Prawdę mówiąc liczyłam, że ty mi opowiesz co tam się działo i co o tym sądzisz. Z niezależnych ode mnie względów, ominęło mnie praktycznie wszystko - spoważniała. Nawet jeżeli te niezależne od niej względy były małym kłamstewkiem, nie było to w tej chwili istotne. Cosimo streścił jej przebieg sprawy, z jaką przyjechała Adora, niemniej Tina była zwyczajnie ciekawa, co sądzi na ten temat reszta. Wciąż była rozeźlona, że została niejako wykluczona ze sprawy księgi, a przez pojawienie się Santiago, które zupełnie ją rozchwiało, czuła się kompletnie bezużyteczna.







Darling, your looks can kill,
so now you're dead
Powrót do góry Go down
avatar
WIEK : 33/289
PRACA : Właściciel Hotelu Intercontinental
PD : 29
SKĄD : Rzym, Włochy
Re: Gabinet właścicielki ψ 2/1/2019, 18:08
Można szczerze powiedzieć, że Vincent był stary. Był światkiem nie jednej kłótni, nie jednej napiętej sytuacji i teraz w dość łatwy sposób jest w stanie to wykryć. Także wykrył poruszenie do jakiego doszło gdy Dante i Elisabeth się zobaczyli. Jego podopieczna świetnie starała się nie pokazywać jakichkolwiek emocji, lecz to też było zgubne. Gubienie wzroku, raczej na siłę nie patrzenie się na tą osobę. Ciężko jest cokolwiek ukryć i Vincent nie był żadnym wyjątkiem. Gdyby na spotkaniu pojawiła się Kathrine, to pewnie by odwalił scenę, pokazując przy tym ignorancje do otaczających go ludzi. Liz i Dante, czy Tina i Santiago zachowali się o tysiąc razy lepiej, niż gdyby Vincent spotkał tam swoją żonę.
Wszedł do środka i zajął miejsce.
- Chętnie się czegoś napiję. - powiedział z lekkim uśmiechem. Niegrzecznie by było odmówić. Nie był wielce spragniony, ale jak już gospodyni zaproponowała to rozmowa przy lampce krwi była ciekawsza i lepiej wyglądała. Vincent bardzo często pił krew z woreczków. Ostatnio stał się leniwy i nie chce mu się polować. Najprawdopodobniej dlatego, że nie miał żadnej frajdy z łapania bezbronnych ofiar. Nie robił czegoś co wydawało mu się nudne, dlatego wolałby przesilenie zostało zorganizowane tak jak on zaproponował.
- Adora zaproponowała zorganizowanie wampirzej imprezy. Wiesz już pewnie jaka była by to zabawa. - zaczął mówić i w między czasie się napił. - Co ja o tym sądzę? Na początku w moich myślach byłem przeciwny organizowania jakichkolwiek zabaw z starej kultury krwiopijców z europy. To że prawie wszyscy zostali wybici było tylko i wyłącznie ich winą. Uważam, że robili wszystko niedbale. Jeżeli mamy takie coś zorganizować potrzebujemy przygotować odpowiednie protokoły, zasady i miejsce. Ofiary powinny być odpowiednio wyselekcjonowane, a nawet dałem propozycje jaki sort powinniśmy brać pod uwagę. - jeżeli popełniliby błąd i doszłoby do wycieku informacji o takim zdarzeniu do łowców, mogłoby zostać reaktywowane bractwo łowców, czego pewnie nikt nie chce. Teraz czasy są spokojne, łowcy umierają śmiercią naturalną bo nie mają co robić. Za 300 lat nie będzie żadnego, wyszkolonego człowieka który będzie polował na potwory, ale nie można na tym poprzestawać.
Powrót do góry Go down
Valentina Castellanos
Gabinet właścicielki 32c470caf3069fc64481e4871c83af16
WIEK : 25 // 128
PRACA : właścicielka Pandemonium
PD : 142
Re: Gabinet właścicielki ψ 3/1/2019, 12:41
Prawdę mówiąc ostatnim bastionem rozsądku Tiny był Cosimo. Niechęć do tego, by zawieść jego oczekiwania, by na oczach jego stwórczyni dopuścić się jawnej niesubordynacji była zbyt duża, by pozwolić sobie na cokolwiek gwałtowniejszą reakcję w bawialni. Na całe szczęście, pierwsze zobaczenie Santiago przypadło na wieczór wcześniejszy, gdy w gabinecie było znacznie mniej świadków. Dzięki temu to, jak całkowicie straciła nad sobą panowanie i rzuciła się na Medoniego, pozostało tajemnicą ich czwórki. Nie było nawet co liczyć, że gdyby do pierwszego spotkania doszło w bawialni, na oczach wszystkich, to w czymkolwiek powstrzymałoby to temperamentną wampirzycę. Niemniej, coś jej podpowiadało, że Adora to jeszcze przeciwko niej wykorzysta. Jeśli nie teraz, to później.
Krew została rozlana do szklanek z grubym dnem, przypominających te, w których pija się szkocką. Tina nie miała oporów przed wykorzystywaniem śmiertelników, zwłaszcza swoich ptaszyn. W ich przypadku nigdy jednak nie posunęłaby się za daleko, bo była gotowa bronić tych dziewczyn własną piersią. Podobne sentymenty były jej jednak obce, gdy w grę wchodzili inni śmiertelnicy. Czy lwica przeprasza antylopę, że padła jej ofiarą? Valentina też nie zamierzała. Astoria pod pewnymi względami była wygodna. Przybywało tu coraz więcej turystów, a im więcej ludzi z różnych części świata, tym większe prawdopodobieństwo, że cokolwiek się stanie, przejdzie bez echa. Była jednak ostrożna. Czasy, gdy zabijała bez zastanowienia dawno już minęły i wolała o nich nie pamiętać, bo nic nie uzależniało bardziej, niż tamta żądza krwi. Niż życie ulatujące z rozoranych gardeł, rozszarpanych wściekle; z irytacją przypomniała sobie, na kogo była wtedy taka wściekła. Czasy się zmieniły, jej uczucia wciąż nie. Żałosne.
- Masz sporo racji - poruszyła w zamyśleniu szklanką, wprawiając w ruch gęstą ciecz. - Z drugiej strony z jednym mogę się z nią zgodzić. Męczy mnie już to szczurze życie, wieczne zahamowania. Nie twierdzę oczywiście, że należy się teraz rzucić w wir mordowania, ale... Chyba wiesz o co mi chodzi - powiedziała, patrząc na niego z uwagą. Każdy wampir to czuł. Każdy wampir gdzieś głęboko w sobie był niczym dzikie zwierzę. Kwestia tego, jak dobrze nad tym panował.
- Nie będę kłamać, taka zabawa wydaje mi się strasznie kusząca. Kiedy dopiero zaczynałam jako wampir i słuchałam opowieści o tym, jakie święta niegdyś obchodzono, pamiętam jaka byłam zawiedziona, że nie kultywuje się ich już teraz. Dlatego wzięłabym w tym udział bardzo chętnie - przyznała bez bicia. Pogoń za ofiarą była uczuciem, którego nie mogło zastąpić nic innego. Rozsiadła się wygodniej, pociągając łyk krwi i oblizując usta. - Możemy sobie teraz tutaj siedzieć i pić, ale to nie to samo. Akurat tyle, by zaspokoić głód, ale pozbawione całej tej otoczki, jest raczej mało ekscytujące - wydęła lekko wargi, jakby rozczarowana. Lubiła bodźce, nie lubiła się nudzić. To jedno było niezmienne.
Łowcy mieli co robić, niestety. Rozumne istoty nadnaturalne to jedno, ale wszystkie te potwory, które czyhały w ciemnych kątach, to drugie. Pozbawione ludzkiej świadomości, nie zważały na to, kogo atakują. Pod tym względem wampiry były sprytne; wiedziały co im wolno i na ile mogą sobie pozwolić.
- Co porabiałeś ostatnimi czasy? Nie widziałam cię tu w Halloween - zagaiła.







Darling, your looks can kill,
so now you're dead
Powrót do góry Go down
avatar
WIEK : 33/289
PRACA : Właściciel Hotelu Intercontinental
PD : 29
SKĄD : Rzym, Włochy
Re: Gabinet właścicielki ψ 10/1/2019, 11:55
Dobrze rozumiał Valentine jeżeli chodziło o obronę swoich pracowników, ponieważ on ma takie same podejście. Każdy pracujący w hotelu posiada ochronę Vincenta i gdy będą potrzebować pomocy wampir ją udzieli. Lubił metodę "marchewki", dlatego swój autorytet buduje wokół zachęt, a nie strachu. Nigdy nie był zwolennikiem zastraszania, czy wywoływania terroru, bo to zazwyczaj odbija się czkawką z zdwojoną siłą.
Westchnął dość głośno, pokazując tym że trochę się rozczarował. Miał nadzieje, że Valentina będzie miała inne podejście.
- Mówisz jak większość wampirów i przeczysz tak naprawdę własnym odczuciom. Jakie posiadasz zahamowania. Jedyne zahamowania jakie są to ujawnienie prawdy o wampirach i nie zabijanie ludzi. Aż tak bardzo przejmujesz się prawem, czy dekretami? Powiem ci coś, co kiedyś powiedziałem Vidarowi i Cosimo, nikt nigdy nie zabroni mi zabijać. Jeżeli będę chciał kogoś zabić to to zrobię i nawet nikt się o tym nie dowie, bo sprzątam po sobie. - powiedział i napił się krwi. Trochę męczyło go to, że wampiry tak myślały, ponieważ ci, którzy nie wiedzą czego chcą, nie powinni się wypowiadać na tematy, które mogą wpłynąć na przyszłość rasy.
- Podsumowując... albo sama nie wiesz czego chcesz i czego oczekujesz od tej ukochanej "wolności" jaką byś dostała po zniesieniu zasad, albo powiedziałaś czego chcesz, ale pośpiesznie to zaprzeczyłaś. - jeszcze nikt nigdy nie przekonał go do tego że źle na ten temat myśli. Być może Valentina go zaskoczy, chciałby poznać jej prawdziwe zdanie na ten temat, bo Vincent ma już swoje przewidywania co może odrzec. Przeprowadzał wiele rozmów, z wieloma wampirami na ten temat.
- Widać że jesteś młoda. Jeżeli byś żyła tyle co ja i polowała na ludzi od początku swojej przemiany, wiedziałabyś że na dłuższą metę jest to nudne. Nie lubię polować na ofiary, które nie potrafią się bronić. Adrenalina, która buzuje w żyłach, gdy ofiara może ci się przeciwstawić jest jeszcze smaczniejsza. - aż uśmiechnął się nostalgicznie, ponieważ wrócił wspomnieniami do przeszłości jak polował na łowców, morderców, mafiozów. Wszyscy pod koniec swojego życia zachowywali się tak samo... błagali o życie. Dopiero pod koniec nędznego życia pojęli ile jest dla nich warte i nie byli gotowi umrzeć. Vincent był socjopatą, nie ma co w to wątpić. Lubił ryzykować swoje życie, być może dlatego że czuł, że nie ma nic do stracenia, bo stracił już serce ponad sto lat temu.
- Szczerze? Nie pamiętam. Pewnie gdzieś się zaszyłem. Nie lubię tłumów i nie obchodzę ludzkich świąt. - Nie obchodził większości świat, a nawet ich nie uznawał. Nie był typem imprezowicza.
Powrót do góry Go down
Valentina Castellanos
Gabinet właścicielki 32c470caf3069fc64481e4871c83af16
WIEK : 25 // 128
PRACA : właścicielka Pandemonium
PD : 142
Re: Gabinet właścicielki ψ 10/1/2019, 13:23
Teatralne westchnienie Vincenta wywołało rozbawienie na jej twarzy, choć nic nie powiedziała, kryjąc się za szklanką z krwią. Rozbawienie nie znikało wraz z dość ofensywnymi słowami starszego wampira. Nie tylko on dzisiejszego wieczoru się rozczarował. Przed znacznie mniej grzecznym dalszym ciągiem tej rozmowy, powstrzymywał ją tylko fakt, że przecież łączyła ich przyjaźń.
- Znasz mnie tak dobrze, by wiedzieć, jakie są moje odczucia Vincencie? - Zapytała jedynie, przekrzywiając głowę w stronę lewego ramienia. Na ustach błyszczących od krwistej pomadki, zatańczył uśmiech. Poruszyła naczyniem trzymanym w wypielęgnowanej dłoni, a gęsta ciecz zawirowała. - Oczywiście, że przejmuję się prawem. Czyżbyś przegapił egzekucje za nieposłuszeństwo? Vidar być może jest łagodnym stwórcą. Cierpliwym. Cosimo także. To najbardziej rozważny wampir, jakiego znam - urwała na chwilę, jakby chciała dodać coś jeszcze. Najbardziej rozważny, a i jego zdanie nie było oczywiste w tej kwestii. Dziwił zatem tak ostateczny osąd Vincenta, który wszak sprowadzał się do szerzenia w tej chwili pewnej herezji, o ile dobrze rozumiała to, co powiedział. - Ale nie zapominaj, że kto inny tutaj rządzi. Powiedz mi, czy te same słowa skierujesz do Luciano, kiedy przyjedzie na obchody? Czy powstaniesz i powiesz mu w twarz, gdzie masz te jego reguły i zasady, które są starsze niż my wszyscy razem wzięci? - Nie drwiła, pytała. Z ciekawości. Może szykowała się jakaś rewolta, o której nikt jej jak dotąd nie poinformował?
- Nie rozumiesz. Nie chcę zniesienia zasad. Chcę wziąć udział w tradycji, która niegdyś była ich częścią, a to nie jest równoznaczne z ujawnianiem naszej rasy. Jak sobie to wyobrażasz? - Zapytała retorycznie. Puściła mimo uszu zarzut, że nie wie czego chce, nie widząc podstaw ku temu, skąd Vincent mógł wysnuć takie wnioski.
- Skąd twój protekcjonalny ton, Vincencie? Coś się stało? - Uniosła brew do góry. Owszem, była młoda. Ale nie była głupia. Polowała na ludzi od początku swojej przemiany, a choć żyła krócej, niż siedzący tutaj Vincent, pewnym zaniedbaniem z jego strony było całkowite zlekceważenie wampirzycy. Zapominał, że to nie wiek ustalał tutaj hierarchię. - Teraz ty sobie przeczysz - zaśmiała się perliście; zupełnie jakby brała tę rozmowę za znacznie mniej poważną, niż być może była. - To w końcu polowanie jest nudne, czy jeśli ludzie potrafią się bronić, to nie jest? Nie uważasz zresztą, że to bardzo krótkowzroczne? Całkiem wielu ludzi raczej będzie się bronić, zamiast ochoczo podłożyć gardło pod nóż, chyba, że mówimy o skrajnych przypadkach. A właściwie dlaczego dobro śmiertelników stawiasz ponad dobro własnej rasy? Są gusta i guściki; ty lubisz polować na drani, a ktoś lubi polować na dziewice. W czym jesteś od niego lepszy? To morderstwo i to morderstwo - nawinęła kosmyk włosów na palec, obserwując mężczyznę. Wszyscy byli mordercami. Skąd potrzeba wybielania się?







Darling, your looks can kill,
so now you're dead
Powrót do góry Go down
avatar
WIEK : 33/289
PRACA : Właściciel Hotelu Intercontinental
PD : 29
SKĄD : Rzym, Włochy
Re: Gabinet właścicielki ψ 10/1/2019, 14:47
Nieposłuszeństwo, hierarchia. Kto ustalał prawo? Kto nim kierował? Kto to wszystko stworzył? Jedyna, prawdziwa reguła, której Vincent przestrzegał przez całe życie i będzie przestrzegał jej dalej to nie ujawnianie wampirzego świata śmiertelnikom. Wierzył w to, że nikt się nie może dowiedzieć o wampirach. Tak było bezpieczniej dla wszystkich.
- Jak sama przyznałaś, męczy cię to szczurze życie. Reguły ograniczają nas tylko w stosunku zabijania i ujawniania informacji. Wierze w to, że nie interesuje cię ujawnienie wampirzej rasy, więc pozostaje opcja swobodnego polowania na ludzi. - Vincent nie odczuwał, że żyje jak szczur. Można powiedzieć więcej, prowadzi jeden z najlepszych hoteli w mieście, jest osobą pół publiczną i nie ukrywa się za bardzo. Oczywiście nie pokazuje ludziom że jest wampirem, ale nie odczuwa potrzeby tego robić. Bawi go udawanie człowieka.
- Nieposłuszeństwo? Dość mocne słowa. Luciano nigdy nie będzie moim "Panem", więc o nieposłuszeństwu nie musimy rozmawiać. Jako Kanclerz ma tylko stać na straży ustalonych wcześniej reguł. Ma władzę, nie przeczę tego, ale wywiązuje się z wszystkich zasad. - powiedział dość spokojnie, choć mogło na to nie wyglądać. Vincent nie uważał Luciano za jakiegoś pieprzonego króla wampirów, wręcz uważał go za gbura, a nawet wampirzy świat lepiej by sobie radził bez niego.
- Nie, nie powiem mu tego i nikogo do tego nie będę nakłaniał, bo po co? Zasady były, są, będą i nie mam zamiaru tego zmieniać. Mówię tylko, że jeżeli znajdę jakąś ofiarę, to reguła o niezabijaniu mi nie przeszkodzi, bo umiem po sobie posprzątać. Nikt mi nic nie udowodni. Myślisz, że Luciano siedzi sobie grzecznie w domku i popija krew z woreczka? Sam zabija, ale nikt o tym nie wie. Tacy już jesteśmy, drapieżnicy, którzy muszą czasem kogoś zabić. - ten temat go drażnił, ponieważ bardzo często się pojawiał. Był już tym zmęczony, lekko sfrustrowany, być może była to wina przeżyć z przeszłości.
- Wybacz mi moje uniesienie i nieprzyjemny ton. Jestem już zmęczony rozmowami na temat zasad. - powiedział przecierając oczy, dwoma palcami. Nie chciał podchodzić do tej rozmowy emocjonalnie, ale tak jakoś samo wyszło, dlatego wolał to zakończyć.
- Mówię tylko za siebie. Dla mnie zwykła kwiaciarka, która umie tylko krzyczeć i machać łapami nie jest wyzwaniem. Uważam, że godni zabicia są tylko ci, którzy są w stanie zabijać. - nie wiedział czy Tina zrozumie jego punkt widzenia.
Powrót do góry Go down
Valentina Castellanos
Gabinet właścicielki 32c470caf3069fc64481e4871c83af16
WIEK : 25 // 128
PRACA : właścicielka Pandemonium
PD : 142
Re: Gabinet właścicielki ψ 10/1/2019, 16:44
Reguły zaczęły się tworzyć gdy okazało się, że wampiry nie są w stanie bez nich funkcjonować. Nie dotyczyły wszak tylko tego, że nie powinni się ujawniać ludziom. Dotyczyły też tego, że nie należy ich zabijać. To na ich podwalinie udało się zbudować to, co mieli. Ten porządek, który znali, bo już w jego obrębie zostali przemienieni. Zarówno młodziutka Tina, jak i starszy Vincent. Choć tak naprawdę czym były ich lata na koncie przy takiej Lovecraft? Ponad tysiąc sześćset lat! Adora chciała niejako nawiązać do tych tradycji, które wymarły na drodze tego, co stało się wampirami w przeszłości. A jednak to nie obchody Przesilenia były winne ich klęsce, tylko pycha. Przekonanie o tym, że nic nie muszą, że wszystko im się należy. Każdy wampir znał historię upadku, sama Tina poznała ją kiedy tylko była w stanie normalnie funkcjonować jako wampir.
- Bo męczy - uśmiechnęła się znów. - A Przesilenie to od tego miła odskocznia. Uzyskanie namiastki wolności. Siła naszej rasy nigdy nie tkwiła w tym, by oficjalnie znajdować się na szczycie łańcucha pokarmowego, tylko by robić to z ukrycia. Odmawianie sobie tak prostej rozrywki, jaką jest przesilenie, jest moim zdaniem dosyć dziwne. Tym bardziej w obliczu zakazu zabijania śmiertelników - wzruszyła lekko ramionami. Nie powiedziała na głos tego, jak bardzo nie ufała Adorze. Zbyt mocno zdawała sobie sprawę z tego, że przemawia przez nią najprostsza w świecie zazdrość, a chciała być ponad nią. W tej jednak jednej kwestii była skłonna się z nią zgodzić. W drodze wyjątku.
W ogóle nie skomentowała odważnych słów na temat Kanclerza, uśmiechając się jedynie powściągliwie. Tak naprawdę odczuwała jednak tylko niepokój. Luciano był niebezpieczny. Nawet Cosimo tak twierdził, a nie mówił tego często. Co będzie, gdy się tu pojawi? Polecą głowy? Poleje się krew? Namiastka tego, kim jest Torerro, przebywała wszak w Astorii. Santiago był żywym dowodem na to, z kim mieli do czynienia.
- Właśnie o tym przed chwilą mówiłam. Drapieżnicy. Natura. Ciężko ją oszukać, czyż nie lepiej zatem oddać się jej w kontrolowanym środowisku, jakim jest przesilenie? - Wygodniej rozparła się na sofie. - Rozumiem - stwierdziła krótko, machając dłonią, jakby dawała do zrozumienia, że to nic takiego. Z gracją wstała ze swojego miejsca i odstawiła opróżnioną już szklankę na stół. - To rodzi inne, ciekawe pytanie, które należałoby zadać śmiertelnikowi. Czy zabiłbyś, żeby przeżyć? - Cosimo nauczył ją odnajdywać przyjemność w takich dywagacjach, stąd też często się im oddawała. Rozumiała jednakże to, co chciał powiedzieć Vincent. I nie sądziła, by sporym problemem było załatwienie na Przesilenie ofiary, która potrafiła zabijać. Sięgnęła do telefonu i nacisnęła odpowiedni przycisk.
- Przyślijcie mi Tulip i Różę - obwieściła, uśmiechając się jedynie enigmatycznie. Nie trzeba było długo czekać, a po cichym pukaniu rozległ się dźwięk otwieranych drzwi. Właściwie słyszeli stukot obcasów już wcześniej, wampirze zmysły były na tyle wyczulone, że nie stanowiło to problemu. - Tulip, wiesz co robić - zwróciła się krótko do wysokiej, szczupłej brunetki. Profesja Ptaszyn w Pandemonium nie była wcale oczywista. Nie każda Ptaszyna była prostytutką, a nie każda prostytutka Ptaszyną. Tulip ulokowała się na sofie obok Vincenta. Długie, jedwabiste włosy zebrała po jednej stronie łabędziej szyi. I zamarła w oczekiwaniu. Tina nie była w stanie zliczyć, ile razy odbywała się podobna procedura. Po wszystkim czyszczono im pamięć i wszystko wracało do normy. Zaciągnęła kotary, odgradzające część z biurkiem od tej z sofami i stołem, jakby dawała do zrozumienia, że to co zrobi teraz Vincent, to jego sprawa.
Sama Tina przewyższała Różyczkę wzrostem. Stanęła za jej plecami, niemal troskliwym ruchem odsuwając włosy na bok. Dziewczyna drżała pod jej palcami, ale nie odważyłaby się sprzeciwić. Ciiii, nic ci nie będzie szepnęła uspokajająco. Dziewczynę przeszedł dreszcz. Tina wgryzła się szybko, nie zwlekając zbyt długo. Smak krwi na języku, gorącej posoki spływającej prosto do gardła działał elektryzująco, a jęk, który wydarł się z gardła ofiary tylko potęgował to uczucie. Jakby piła najlepszą, najsłodszą, gęstą, gorącą czekoladę w swoim życiu. Podniecenie rosło. Nie pozwoliła sobie jednak na zapomnienie, nie tutaj, nie teraz. Nie gdy na szali było rzucone życie jej Ptaszyny. Były takie chwile, gdy mogła pozwolić sobie na długi, niespieszny posiłek, ale to nie była jedna z nich. Ot, przekąska. Lunch w czasie pracy. W porę odsunęła się, ocierając usta, choć nieskutecznie. Siłą odwróciła do siebie dziewczynę, a widząc jej przerażenie i brak zrozumienia, prędko sięgnęła ku mocy hipnozy. Przytrzymując ją za przedramiona, spojrzała jej głęboko w oczy.
- Nie będziesz pamiętała tego, co się przed chwilą stało. Przyszłaś tutaj wraz z koleżanką, a po otrzymaniu pochwały za ostatnią sobotę, wyjdziecie z Tulip i wrócicie do domu - powiedziała spokojnie. Jej źrenice były maksymalnie rozszerzone, więc oczy wydawały się niemal całkowicie czarne. Kły jednak schowała. Niezdrowa bladość Tiny zniknęła, zastąpiona zdrowym rumieńcem.

| rzucam na hipnozę, +30







Darling, your looks can kill,
so now you're dead
Powrót do góry Go down
Los
Konto Techniczne
Los
PD : 138
Re: Gabinet właścicielki ψ 10/1/2019, 16:44
The member 'Valentina Castellanos' has done the following action : Rzut kostkami


'Rzut k100' : 46
Powrót do góry Go down
Valentina Castellanos
Gabinet właścicielki 32c470caf3069fc64481e4871c83af16
WIEK : 25 // 128
PRACA : właścicielka Pandemonium
PD : 142
Re: Gabinet właścicielki ψ 27/1/2019, 20:05
Ptaszyny lżejsze o wspomnienia ostatnich kilkunastu minut opuściły gabinet, a Tina już w znacznie lepszym humorze pożegnała się w końcu z Vincentem. Została w gabinecie sama, ciesząc się ciepłem, które wraz z wypitą vitae rozchodziło się po jej ciele. Lubiła ten czas tuż po posilaniu. Spojrzała w lusterko, przyglądając się własnym rumieńcom. W takich chwilach sama mogłaby się niemal nabrać, że jest człowiekiem, a wydarzenia ostatnich kilkudziesięciu lat były tylko złym snem, z którego lada chwila się przebudzi. Przywykła już do swego odbicia, do tego, że od lat się nie zmieniało. Tam, gdzie normalnie zaczęłaby zaobserwować przejawy zmarszczek, skóra była gładka i jędrna. Wolałaby jednak zdecydowanie przehandlować to na rzecz normalnego życia. Zapomniała już jak to jest poczuć promienie słońca na skórze. Wspomnienie o tym kusiło, przywoływało niechciane myśli, rodziło pytania. A jakby tak... Nie. Wiedziała jak to się skończy. A choć pęd ku autodestrukcji z biegiem lat osłabł, ostatnie dni przyniosły ze sobą tylko kolejną porcję wątpliwości.
Skończyła porządkować dokumenty i uznała, że chyba czas najwyższy zaszyć się na chwilę w swoim mieszkaniu. Nie chciała przebywać w rezydencji, nie gdy mogła natknąć się na korytarzu na niechciane widoki. Nie miała ochoty poddawać się złości, kiedy jej humor dzięki krótkiemu posiłkowi znacznie się poprawił. Spędziła w gabinecie jeszcze kilkadziesiąt minut, oddając się pozostałym obowiązkom. Zawsze było coś do zrobienia, telefon do odebrania, wątpliwości pracowników do rozwiania. W końcu jednak opuściła klub i udała się do domu uznając, że nic nie zrobi jej teraz tak dobrze jak długa, gorąca kąpiel.

z/t







Darling, your looks can kill,
so now you're dead
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Sponsored content
Powrót do góry Go down
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry Strona 1 z 1
Skocz do: