Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
Carpe Diem
Konto Techniczne
avatar

PD : 306
Restauracja ψ Sro Paź 17, 2018 9:30 pm
[You must be registered and logged in to see this image.]
Restauracja
⇜ dostępna ⇝

Znajduje się na parterze budynku i serwuje okrojone, choć całkiem wykwintne menu. W związku z tym, że na terenie całego kasyna panuje specjalny dress code, nie inaczej jest i tutaj, co da się odczuć już od samego wejścia. Stoliki należy rezerwować zwykle ze stosownym wyprzedzeniem, zwłaszcza te usytuowane najbardziej korzystnie, tuż obok przeszklonej ściany, skąd można podziwiać widok na miasto bądź na zewnętrznym tarasie, jeśli pozwala na to pogoda. Nie ma mowy o nieuprzejmej obsłudze czy włosie w zupie - wszystko jest dopięte na ostatni guzik. Kelnerzy i kelnerki znają się na swoim fachu i są gotowi służyć pomocą w doborze potraw czy wina. Często zdarza się, że miejsce to jest obierane na celownik przyszłych narzeczonych, chcących oświadczyć się swoim drugim połówkom w wyjątkowym miejscu. Muzyka w tle grana na żywo i kameralny klimat to spore atuty tego lokalu.
⇜ code by bat'phanie ⇝
Powrót do góry Go down
avatar
WIEK : 34 || 255
PRACA : historyk i kontrola mediów w Astorii
PD : 22
SKĄD : Astoria || Stany Zjednoczone
Re: Restauracja ψ Sob Gru 15, 2018 12:40 am
| Początek nocy 5 listopada 2018 r., poniedziałek

______Po krótkim, acz dość ważnym spotkaniu w gronie Spokrewnionych, Anne-Mette zaczęła bardzo dużo rozmyślać. Szczególnie zaś na temat sprawy dotyczącej samego przesilenia; swojego stosunku do sprawy patrząc przez pryzmat nie tylko własnych poglądów na wampirzą egzystencję, lecz także nauk Vidara, historii rasy i jak wszystko przedstawia się obecnie. Nie sądziła, by Spokrewnieni chcieli zrezygnować z obiecanej im możliwości uwolnienia swojej drapieżczej bestii. Wilka, którego latami musieli chować głęboko na dnie duszy. A czymże jest polowanie jeden raz w roku… Andreansen miała wiele wątpliwości, których Adora nie rozwiała nadzwyczaj szybko ucinając wszelkie pytania i spekulacje. Uciekając od odpowiedzi, kpiąc z wątpliwości. W pojmowaniu Anne-Mette były sytuacje i uczestniczące w niej osoby. Nie miała sympatii i antypatii w ogólnej skali; zbyt wiele razy była świadkiem zmiany osobowości. Tylko Vidar zdawał się być niezmiennie wciąż ten sam. W jakiś sposób wciąż jesteśmy tymi samymi osobami, a jednak nieustannie się zmieniamy.
______Weekend miała dość intensywny. The Astoria Times cały czas pracowała, nawet w niedzielę; wszak nie mogło zabraknąć poniedziałkowych wiadomości. Ostatnim żywym tematem było zatonięcie statku i zniknięcie kilkudziesięciu osób. Interesowało to nawet Pannę Andreansen; na razie niczego nie można być pewnym. Niezależnie od sytuacji, zawsze starała się chronić świat ludzi przed istotami nadnaturalnymi, nie tylko wampirami, lecz również Demonami czy Wilkołakami. Poczuwała się w obowiązku zadbać o nieświadomość śmiertelników. Nakład w wersji papierowej był niewielki ze względu na przeważającą wersję elektroniczną. Dlatego też Anne-Mette zawsze miała ze sobą i telefon i tablet, a w wyjątkowych sytuacjach także laptop. Tym razem zabrała jedynie telefon i tablet.
______Korzystając z początku tygodnia; faktu, że w poniedziałki zazwyczaj bywało mniej gwarnie i tłoczno, udała się do Casino Astoria na terenie Demonów. Nie przeszkadzało jej to, że wkraczała na teoretycznie wrogi grunt; bywała tu nie raz i nie dwa. Współpracę między rasami uważała za bardzo ważną i potrzebną.
______Jak zawsze miała na sobie charakterystyczny, ozdobny kapelusz, tym razem w kolorze jasnego różu. Podobnie jak i białą sukienkę. Te dwa elementy były charakterystyczną cechą ubioru Anne-Mette, już z daleka można było ją poznać i dostrzec. Nie wiadomo z jakiego powodu obrała sobie taki, a nie inny sposób odziewania ani skąd wzięło się uwielbienie dla bieli. Dodatkowo wyróżniającą ją rzeczą była czarna aktówka, co sugerowało kobietę pracującą. Co najmniej.
______Przechodząc przez Casino Astorię dostrzegła w tle, w Restauracji, siedzącego mężczyznę z książką. Krótkie spojrzenie nań sprawiło, że zatrzymała się na chwilę przyglądając jego osobie. I temu, co czytał. Na jej pełnych, czerwonych ustach zarysował się cień uśmiechu, który poszerzał się wraz z kolejnymi krokami skierowanymi w stronę nieznajomego. Stukot szpilek był miarowy i wolny, acz pewny siebie. Aż wreszcie stanęła przed nim, z rękami na rączce od aktówki na przodzie.
______— Edgar Allan Poe. — Rzekła z uśmiechem. — Zacny wybór.
Powrót do góry Go down
avatar
WIEK : 35 lat
PRACA : agent federalny
PD : 29
Re: Restauracja ψ Wto Gru 18, 2018 9:15 pm
— 1 —


Colton nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, w jak wielkie bagno wpakował się, wracając w rodzinne strony. Może Astoria była oddalona od Jewell o ładny kawałek drogi, ale i tak nieprzyjemne uczucie deja vu zaczęło mu towarzyszyć, im bliżej miejsca destynacji się znajdował. Przydzielenie go do tej sprawy wydawało się przypadkiem, zbiegiem okoliczności, nie mającym wszak nic wspólnego z przeszłością Wolfe. A jednak już od pewnego czasu towarzyszyło mu jakieś dziwne przeczucie, które spychał gdzieś poza granice świadomości. Miał się jednak za osobę, która twardo stąpa po ziemi, stąd nie poświęcał temu więcej uwagi, niż to było absolutnie konieczne. A jednak śmierć Davida sporo w tym aspekcie zmieniła. Zupełnie, jakby coś przebudziło się do życia.
Na miejscu okazało się, że wypadek statku wywołał znacznie większy zamęt, niż początkowo sądził. Ekolodzy wszczęli zażartą dysputę na temat zanieczyszczenia, które zagrażało lwom morskim; Colton miał wątpliwą przyjemność rozmawiania z działaczami, którzy nie przebierając w słowach wyjawili mu, co sądzą na ten temat. Z oczywistych względów na niewiele mu się to zdało, szukał więc dalej, możliwie jak najmniej zaangażowanych w to emocjonalnie osób. Nie trzeba było długo zastanawiać się, gdzie w tym mieście znajduje się bijące prężnie serce . Choć spodziewać można by się, że w ratuszu, a może w muzeum założycieli Astorii, szybko zorientował się, że to kasyno tętni tutaj życiem znacznie bardziej, niż inne przybytki. Po piętach świątyni hazardu deptał luksusowy klub nocny, a tuż za nimi znajdowała się agencja filmowa. Rozwijało się tutaj małe miasto grzechu, co akurat powitał z niemałym zaskoczeniem. Nie tak zapamiętał sobie to miejsce. W każdym razie czekało go sporo pracy.
Poniedziałkowy wieczór zdecydowanie nie stanowił godzin szczytu. Mimo to zarezerwował stolik w restauracji, by uniknąć ewentualnych nieprzyjemności. Zamierzał rozejrzeć się po samym kasynie, jak i być może nadstawić ucha. A nuż przy okazji natknie się na śladowe ilości interesów innego rodzaju? Tam, gdzie bogactwo i białe kołnierzyki, tam zwykle działy się ciekawe rzeczy. Jego jednak najbardziej interesował statek i firma Far - Logistic.
Mimo pozornego zainteresowania wysłużonym już egzemplarzem Opowieści niesamowitych, uważnie słuchał, co działo się wokół. Stoliki były na tyle blisko siebie, że nadstawienie ucha nie stanowiło większego problemu. Oczekując zatem na zamówioną przystawkę, wzrokiem przebiegał tekst znanej już niemal na pamięć noweli. W sercu ludzi najbardziej nieczułych są struny, które lada dotyk porusza. Nie rozważał jednak istoty czerwonego moru, a próbował wyłapać ze słowotoku pary, siedzącej obok, słowa klucze. Jego uwadze nie umknął i dźwięk obcasów, zignorował go jednak niemal całkowicie, biorąc za niewart uwagi. Dopiero wypowiedź skierowana bezpośrednio do niego, jak mniemał, sprawiła, że podniósł wzrok znad stronic i utkwił niepokojąco niebieskie spojrzenie, skryte za szkłami okularów w kobiecie, która stała przed nim. Była piękna w sposób, jaki rzadko widywał, niemal niepokojąco idealnie prezentując się w bieli. Milczał przez chwilę ciekaw, czy za tym uprzejmym zagajeniem rozmowy kryło się coś jeszcze. Jego badawczy wzrok ześlizgnął się z twarzy kobiety na trzymaną przez nią aktówkę i z powrotem, a na ustach wykwitł słaby, choć szczery uśmiech.
— Jak pani widzi, mój wybór padł na Edgara nie po raz pierwszy — odparł w końcu, wskazując na zmaltretowanie książki. Towarzyszyła mu wszędzie; miał ją od czasów młodości. Stronice nosiły znamiona chwil już dawno minionych. — Też kryje pani swój egzemplarz w aktówce, czy może chce mnie pani na coś naciągnąć? — Zapytał, unosząc kącik ust w uśmiechu i wyraźnie mało w tym stwierdzeniu kryło się powagi. Zdecydowanie nie wyglądała mu na akwizytora. Zwykle nie przechodził obojętnie wobec możliwości dyskusji na temat książek, stąd też jej słowa wydały się dość dziwne.







[You must be registered and logged in to see this link.]

beware the rain, beware the snow.
Beware the man you think you know.
Powrót do góry Go down
avatar
WIEK : 34 || 255
PRACA : historyk i kontrola mediów w Astorii
PD : 22
SKĄD : Astoria || Stany Zjednoczone
Re: Restauracja ψ Czw Gru 20, 2018 1:52 am
______Anne-Mette Astoria kojarzyła się z czymś zupełnie innym niż Coltonowi. Przede wszystkim z Cosimo Farnese — wieloletnim już… Kim, tak właściwie? Określenie ich relacji jako współpracowników byłoby zbyt trywialne, stawiające pewną linię, pewną granicę. Z całą pewnością współpracowali. Było jednak coś jeszcze w ich znajomości. Pewna melancholia. Powaga. Smutek, ale i radość. Milczenie. Zrozumienie, jakiego próżno szukać w międzyludzkich stosunkach. Być może wynikało to z ich doświadczenia egzystencjalnego, być może ze szczęśliwego trafu w  dopasowaniu charakterów, a może jeszcze czegoś innego. To nie było ważne. Salem i Astoria rozwijały się pod skrzydłami między innymi właśnie Farnese i Andreansen… I tym było dla Anne-Mette to miasto. Swoistym dziedzictwem. Wolfe nie mógł jednak tego wiedzieć. Być może nawet nigdy się nie dowie… To na swój sposób smutne, iż ludzie nie mogą być świadomi istnienia istot nadnaturalnych. Niemniej, konieczne. Czasy inkwizycji wyraźnie to pokazały.
______Sprawa statku i zaginięcia kilkudziesięciu ludzi była bardzo niecodzienna i wzbudzająca zainteresowanie. Anne-Mette musiała też jako naczelny redaktor zadbać o to, by niepowołane informacje nie dostały się na zewnątrz; dobrze więc, że ekolodzy na jakiś czas zajęli się sprawą pozwalając zatuszować pewne aspekty. Nie mogło to jednak trwać zbyt długo, należało też zadbać o to, by do statku nie dostały się niepowołane osoby. To już jednak nie leżało w gestii Anne-Mette. Trudno powiedzieć, by była w tę sprawę zaangażowana emocjonalnie, lecz z pewnością — miała w tym swój prywatny interes. Czy raczej — rasowy.
______Miasto grzechu… Jakże trafne to słowa o terytorium Demonów! Jeśli byli w czymś naprawdę dobrzy, to w tym na pewno. Casino Astoria tętniła życiem i była wręcz idealnym miejscem do zdobywania informacji. Wystarczyło tylko przyjść, zagrać w kasynie, posiedzieć w restauracji słuchając rozmów czy skorzystać z usług jednej z luksusowych kurtyzan, by podstępem wyjąć z niej interesujące wiadomości… Casino Astoria dawała wiele możliwości.
______Andreansen miała niesamowitą słabość do Edgara. Nieszczęśliwie poznała jego twórczość dopiero po śmierci geniusza; w czasie jego życia przebywała na terytorium Europy i Skandynawii. Zasłyszawszy o kontrowersyjnym pisarzu grozy mającym wybujałe ego — jak to bywało w przypadku wielkich artystów — zawsze negatywnie opisującego dzieła pisarzy za swego życia i antypatycznej osobowości, nie mogła sobie darować przeczytania chociażby jednego utworu. Później przeczytała je wszystkie, włącznie z wierszami, zakochując się w twórczości. Ukochała sobie jedno z opowiadań Poe. Zafascynowała ją również osoba Virginii Clemm, żony Edgara będącej jego kuzynką młodszą o czternaście lat. Wiecznie chorowita, umarła młodo, mając dwadzieścia pięć lat. Ich relacja była o tyle ciekawa, że najprawdopodobniej małżeństwo nigdy nie zostało skonsumowane… Clemm była przede wszystkim muzą Edgara. Anne-Mette żałowała, że nie mogła poznać ani Edgara ani jego żony. Na swój sposób musieli być piękną parą, choć nie w rozumieniu tradycyjnego pojęcia małżeństwa.
______Na krótką chwilę spojrzała bezpośrednio swymi niebieskimi oczami w ślepia Coltona. To coś w jego oczach, co kazało trzymać się przy nim na baczności, nie sprawiło, że zmarkotniała. Wzmogło jedynie zaintrygowanie Spokrewnionej. Była też ciekawa czy wytrzyma silne, pewne siebie spojrzenie kobiety. Pozwoliła mu na badawczy wzrok nie ruszając się. To na swój sposób było… Interesujące.
______— Podejrzewałabym raczej wypożyczenie książki. Tym większe wzbudza Pan moje zaintrygowanie. — Odparła, raz jeszcze rzucając spojrzenie na Opowieści niesamowite. Nie pamiętała wszystkich egzemplarzy, ale w każdym było jej ulubione opowiadanie. Lekki uśmiech nie schodził z ust Anne-Mette, a gdy zadał swoje pytanie, zaśmiała się lekko przesuwając wzrok na aktówkę. Podciągnęła ją ku górze na krótką chwilę. — Och, nie. Moje egzemplarze znajdują się w domu. Jestem w trakcie czytania “Tematu na pierwszą stronę” Umberto Eco. Mogłabym Pana co najwyżej spróbować naciągnąć na czytanie literatury, choć jak widać, nie muszę. — Skoro znał Edgara, to na pewno i Eco. Jeśli chodzi o klasyków, to Andreansen większość znała. W końcu… Miała wiele lat na czytanie. — Ma Pan swoje ulubione opowiadanie Poego?
Powrót do góry Go down
avatar
WIEK : 35 lat
PRACA : agent federalny
PD : 29
Re: Restauracja ψ Nie Gru 23, 2018 1:51 am
Coltonowi wyjątkowo dobrze było z tą niewiedzą. Brak świadomości istnienia bytów nadnaturalnych zaoszczędzał mu wielu zmartwień, jak chociażby już i tak znacznie okrojone zaufanie w stosunku do innych. Na ten moment wyparł już całkowicie ze świadomości wydarzenia sprzed lat dwudziestu. Kiedy to przecież w byty nadnaturalne może nawet nie tyle co wierzył, a bardzo chciał uwierzyć. Przeżyć to, o czym czytał w książkach, nawet jeżeli były to rzeczy straszne. Uciekanie w świat fantastyki było znacznie łatwiejsze, niż konfrontacja z rzeczywistością, naznaczoną pasem, pięściami i drwiną. Nie należał jednak nigdy do szczególnie naiwnych osób i wiedział przecież, że duchów i demonów nie ma. Nie chciał przerzucać odpowiedzialności choćby za to, że jego ojciec był skurwielem, na byt nadnaturalny, który mógłby go przecież do tego zmuszać, w ramach kuszenia do grzechu. Zrzuciwszy wszystko na karb wypadku i serii zbiegów okoliczności, wolałby raczej nie myśleć, że wszystko to co miał, było dziełem zawartego niegdyś nieświadomie paktu. Poza tym tak naprawdę nic prócz śmierci ojca nie przyszło przecież samo. Być może dlatego przestał się nad tym na pewnym etapie zastanawiać, zostawiając to sobie na przydługie, spędzane w samotności wieczory.
Jeszcze nie miał pojęcia, czym zawodowo zajmuje się spotkana właśnie kobieta. Gdyby wiedział, zapewne uznałby, że kolejny życzliwy łut szczęścia postawił mu ją na drodze. Colton nawet nie krył, że sprawa statku stanowiła jego priorytet. Współpracownicy mieli różne podejście do przydzielanych im śledztw, ale Wolfe był zawsze dokładny. Nie tylko ze względu na to, że to jego praca; rodziny zaginionych czekały, aż wrócą do domu. A choć Colton szczerze wątpił, by udało się ich odnaleźć żywych, domyślał się, że takie trwanie w zawieszeniu musi stanowić koszmar. Wciąż był zdumiony tak szybkim rozwojem tego miasta. Zdarzało im się tu czasem przyjeżdżać na wagary, żeby posiedzieć trochę na plaży. Ale czy to obraz Astorii był wówczas zupełnie inny, czy jego nastoletnia percepcja zupełnie inna; zmieniło się wiele. Mimowolnie wracał pamięcią do wszystkich wspomnień, jakby przyjazd tutaj i śmierć dawnego kolegi wywołała reakcję łańcuchową. Dlatego tym chętnie zajmował myśli sprawą. Wszystko, byle nie ruszać spraw, których roztrząsanie było jak proszenie się o kłopoty.
Głównie milczał, obserwując kobietę; oceniając mimowolnie jej mimikę, ważąc słowa. Sam nigdy nie był najlepszym mówcą. Słowa ograniczał do niezbędnego minimum, pozwalając raczej innym na dzielenie się swoimi myślami. Należał do typu ludzi analizujących, obserwatorów wyciągających niezbędne wnioski, by później je przetworzyć i zostawić dla siebie. Spojrzenie Anne-Mette odwzajemnił spokojnie, nie przeciągając zanadto, ale i nie dając do zrozumienia, że siła którą tam zobaczył go speszyła. Było w tej kobiecie coś, co określiłby chyba najtrafniej jako charyzma. Sposób, w jaki się poruszała nadawał jej ważności, choć nie w negatywnym ujęciu tego słowa. Sam Colton natomiast wydawał się zupełnie nieporuszony i emanował spokojem. Nawet jego ruchy były bardzo przemyślane. Nie było nawet mowy o gwałtownej gestykulacji. Zamknął książkę i odłożył na blat stołu.
— I jak wrażenia? — Zapytał krótko, oczywiście w kontekście wspomnianej przez nią książki. Eco nie należał akurat do jego ulubionych pisarzy, ale nie oznaczało to, że nie może o nim porozmawiać. Wolfe na chwilę uciekł wzrokiem na bok, gdy para siedząca nieopodal zaczęła zbierać się do wyjścia. Nawet jeżeli nieszczególnie mu się to spodobało, nie odmalowało się to w żaden sposób na jego twarzy. — Dobra pozycja dla osób związanych z mediami — dodał, w kwestii wspomnianego utworu.
— Może pani usiądzie? — Zaproponował mimochodem. Praca pracą, a skoro kobieta zagaiła rozmowę, nie czuł się specjalnie komfortowo z tym że siedzi, w trakcie gdy ona stoi. Poza tym być może była mu w stanie udzielić jakiejś informacji na temat tego, co działo się w mieście, choć zakładanie, że również nie jest po prostu przyjezdną, było raczej ryzykowne. Czas pokaże. Na razie, skoro obiekty jego podsłuchiwań i tak umknęły, a na swoją zamówioną kolację musiał jeszcze odrobinę poczekać, równie dobrze mógł oddać się rozmowie o panu Poe.
— Ciężko wybrać — nieznacznie poprawił okulary. Serce oskarżycielem odparł w końcu po krótkim namyśle. Zbrodnia, wyrzuty sumienia i szaleństwo. To zabawne, jak czytając tę nowelę zawsze brał ją za swego rodzaju przestrogę. Spisane czarno na białym świadectwo tego, jak łatwo przekroczyć cienką granicę postradania zmysłów i paranoi. Pamiętał jak przed laty obawiał się, całkowicie irracjonalnie, że i jego serce zgubi. Że ktoś zarzuci mu morderstwo. Urzędnicy wejdą do stodoły gdzie zginął ojciec i dowiedzą się prawdy. I w końcu padnie pytanie, na które całe życie czekał. Dlaczego nie wyciągnąłeś wtyczki, Colton?
— A pani?







[You must be registered and logged in to see this link.]

beware the rain, beware the snow.
Beware the man you think you know.
Powrót do góry Go down
avatar
WIEK : 34 || 255
PRACA : historyk i kontrola mediów w Astorii
PD : 22
SKĄD : Astoria || Stany Zjednoczone
Re: Restauracja ψ Wto Sty 01, 2019 11:47 pm
______Tak… W pewnym sensie dobrze było tak, jak jest. Colton — jak i podobnie wiele innych ludzi — miał już poukładany w swojej głowie świat; rzeczywistość taką, jaką widział. Lub, tak właściwie, taką, jaką chciał widzieć w oparciu o to, co wiedział i co mu oferowała. Historie o wampirach? Demonach? Duchach? Wilkołakach? Propaganda; zaszczepienie w śmiertelnikach wiary, że to, co nadnaturalne, jest tylko i wyłącznie bujdą, wymysłem wyobraźni i fikcją. Że nie ma prawa istnieć. Tak było wygodniej — i dla wynaturzeń, i dla ludzi. Nieświadomych tego, że za kurtyną czai się świat mroku, że żyją obok potworów, o jakich im się nawet nie śniło. Ludzie mieli swoje wyjaśnienia rzeczy niemożliwych, i tak powinno zostać. Choć niewątpliwie niektóre rzeczy byłyby o wiele prostsze gdyby jednak istniała powszechna świadomość. Współpraca władz. Jawność. Możliwość wyjścia bez ukrywania swojej prawdziwej natury. A tak, istnienie każdej jednostki nadnaturalnej okraszone było codzienną ostrożnością i wieloma wyrzeczeniami. To jednak nic, z czym nie mogłyby sobie poradzić.
______Anne-Mette także była dokładna. Wieloletnie doświadczenia z ludźmi pokazały jej, czego oni tak naprawdę chcą, niezależnie od tego, w jakich czasach przyszło im żyć. Co chcą usłyszeć. Dlaczego jedne pytania miały odpowiedzi, a inne nie. Większość ludzi była głupcami bezmyślnie przyjmującymi to, co im się podawało na tacy. Dlatego sprawa statku była tak ważna i wymagała stosownej dlań precyzji. Zadbania o to, by ludzie nie dowiedzieli się o sprawach dla nich nieprzeznaczonych… W tym przypadku nic nie było wiadome. Wszystko zmieniało się z biegiem czasu… I równie wszystko mogło się stać. Cały czas musiała być w gotowości, a wszelkie informacje i doniesienia o losach śledztwa miała oznaczone jako priorytetowe. Najważniejsze, z punktu widzenia ludzi, stanowiło odnalezienie lub dowiedzenie się co stało się z ludźmi oraz co przewoził statek. Musiało to być coś na tyle poważnego, że ktoś zadałby sobie trud wymordowania całej załogi… Andreansen będzie musiała o tym porozmawiać z Szeryfem. Trzeba było dać czytelnikom jakiekolwiek informacje, które uśpiłyby ich czujność i pozwoliły uwierzyć w taki, a nie inny rozwój wypadków.
______Nie była mu dłużna w obserwacji. Choć wydawała się naturalna, pogodna i uśmiechnięta, to jednak była to jedna z wielu masek, które zakładała. To nie tak, że nie miała żadnych emocji czy uczuć… Nauczyła się, że okazywanie prawdziwych stanów mogłoby ją zgubić. Nie tylko przed ludźmi, lecz istotami nadnaturalnymi również… Długa egzystencja zweryfikowała wiele poglądów. Nauczyła pewnych rzeczy. Ta była jedną z nich.
______Podobała jej się postawa i zachowanie Coltona. Widziała w nim oszczędnego, spokojnego człowieka, który nieufnie podchodzi do innych, nawet tych co bardziej mu znanych. Emanował spokojem, ale także pewnym dystansem, jakby chciał powiedzieć, że na zaufanie trzeba sobie zasłużyć. Jednocześnie sprawiał wrażenie osoby silnej psychicznie, pewnej siebie i swoich ruchów, wiedzącej czego potrzebuje i chce. Być może to ogólne, pierwsze wrażenie było mylne… Niemniej, bardzo zaciekawiła ją jego osoba. To, jaki ktoś był, jaką postawę przyjmował i na ile pozwalał sobie przy innych — to wszystko wynikało z doświadczeń. Czasami… Przyjemnością było rozgryzanie drugiej osoby. Poznawanie jej charakteru, historii, przeżyć. Siedzący przed nią Wolfe był taką właśnie jednostką. Coś w nim ją wyjątkowo intrygowało.
______— Cóż… Pozytywne, jak na Eco. Nawet bardzo. O tym, jak działa dziennikarstwo. W jaki sposób tworzone są kolejne artykuły. — Krótka i prosta recenzja była pewnie czymś, co już jegomość mógł wiedzieć o wspomnianej lekturze. Nie powiedziała niczego odkrywczego w każdym razie; nie chciała się już na starcie wychylać i ujawniać ze swoją pracą. Ludzie różnie na to reagowali, a wyskakiwanie z “no bo widzi pan, jestem redaktorką naczelną The Astoria Times…” mogłoby nie zostać pozytywnie odebrane. Zresztą, Anne-Mette nie należała do osób powszechnie chwalących się swoim zajęciem. Gdy zaś mężczyzna na chwilę spojrzał w stronę wstającej ze swoich miejsc pary, Andreansen podążyła za nim wzrokiem. Takie jednostki zazwyczaj nie dawały zbyt wielu informacji; zakochane gołąbki najczęściej rozmawiały na tematy miałkie i mające niezbyt wiele wspólnego z istotnymi sprawami. — Tak, ma Pan rację. Mogłaby być dlań pouczającą lekturą. — Dodała z lekkim, pogodnym uśmiechem.
______— Z miłą chęcią. — Odparła i usiadła naprzeciwko Coltona, stawiając swoją teczkę po prawej stronie od siedziska; wolała być ostrożną i nie ryzykować, nawet w takim miejscu jak Restauracja, że ktoś jej ukradnie tekę. — Dziękuję.
______Zamyśliła się na chwilę podnosząc głowę lekko ku górze. — Serce — oskarżycielem. — Powtórzyła za nim, po czym uśmiechnęła się promiennie. Zupełnie nie tak, jak winno się reagować na przejmujące grozą dzieła Poego. — Podświadomość wpływająca na świadomość tworząc urojenia w wyniku strachu… Tak, to trafny tytuł. I bardzo pasujący do Edgara. — Mette na chwilę pogrążyła się we wspomnieniu i wrażeniach, jakie odczuła podczas czytania omawianej treści. Po chwili spojrzała bezpośrednio na Coltona i bez wahania odpowiedziała na jego pytanie. — William Wilson.
Powrót do góry Go down
avatar
WIEK : 35 lat
PRACA : agent federalny
PD : 29
Re: Restauracja ψ Sro Sty 02, 2019 1:45 pm
Colton gdyby zdawał sobie sprawę z tego, co oferuje świat mroku pewnie i tak miałby problem, jak jednoznacznie ocenić sytuację. Zgadywał jednak, że jak ze wszystkim w życiu, nie byłoby to możliwe. Luksus sądzenia w czarno-białych barwach nie był czymś, co miało w życiu ludzkim rację bytu, nawet jeżeli wszystko stałoby się wówczas dziecinnie proste. Bo czyż z jednej strony nie można było stwierdzić, że świat należał do nich, do ludzkości? Czyż nie został stworzony właśnie dla nich? Gdyby jednak zajął się takimi dywagacjami, musiałby wówczas przekroczyć bezpieczną granicę swojego ateizmu, a to na ten moment zupełnie nie wchodziło w grę. Jaki stosunek miałby wobec potworów? Jak zareagowałby wiedząc, z kim ma do czynienia w tej chwili? Ukrytym w ładnej powłoce drapieżnikiem? Były to rozważania całkowicie mu dotychczas obce; abstrakcja, którą zostawiał za sobą po rzadkim seansie jakiegoś horroru. Zresztą, gdyby nawet i ktoś próbował go uświadomić o istnieniu nadnaturalnego świata, zapewne zbyłby to zakłopotanym śmiechem. A później obserwował delikwenta nieco dokładniej, na wypadek gdyby miał przejawiać inne objawy postępującej psychozy. To zabawne, z jaką łatwością wyparł przeszłość i wyrzucił z głowy obraz skręcanego karku Amber.
Na pewno jednak byłby rozeźlony tym, że tak długo trzymano w tajemnicy istnienie rzeczy, o których ludzie owszem, śnili. W swoich najgorszych koszmarach. Ludzkość kochała strach, kochała tajemnice. Jednak ze względu na czyje bezpieczeństwo tak naprawdę nadnaturalny świat pozostawał w mroku? Ludzi, czy samych nadnaturalnych? Ile niewyjaśnionych spraw, z których mglistymi finałami musiał się pogodzić, było kwestią nie działań ludzi, a demonów, wampirów, wilkołaków, czy innych potworów? Ile rzeczy zatajono? Nie wiedział, nie myślał o tym. Bo to były bajki. Wytwory umysłów reżyserów i pisarzy. Mrzonki, o których z egzaltacją rozprawiali na swoich kanałach na youtubie szaleńcy pokroju tych, którzy od lat przygotowywali bunkry na wypadek uderzenia w ziemię Nibiru. Na tę chwilę nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, jak bardzo się myli. I że gdzieś w głębi duszy zawsze wiedział, że nie wszystko jest takie, jakim się wydaje. Zanim wszedł w dorosłość i uznał, że musi taką wiarę całkowicie odrzucić. Żeby nie zwariować.
Emocje bywały zgubne, zwłaszcza te silne. Zaburzały trzeźwy osąd, zatruwały umysł, wpływały negatywnie na podejmowane decyzje. I choć już w gestii każdego z osobna pozostawało, by trzymać je na wodzy, nie każdemu było to dane; koniec końców były wszak wyznacznikiem człowieczeństwa. Problemy z wyrażaniem emocji oznaczały zmiany w mózgu, choroby, a w każdym razie stan, którego nie można było określić jakonormalny. Wiedział coś o tym. Dlatego zawsze tak skrupulatnie się pilnował, panował nad sobą, robiąc wszystko, by nie pozwolić sobie na utratę kontroli nad sobą. Stamtąd droga na dno była krótka. Na to samo dno, gdzie znalazł się niegdyś jego ojciec.
— Interesuje się pani dziennikarstwem? — Zapytał, gdy Anne-Mette zajęła miejsce naprzeciwko. Mimo że dzieliły ich setki lat, w jednym wydawali się być podobni: oboje mogli sobie pomóc, choć w tej chwili nie mieli o tym pojęcia. Wszak Anne mogła udzielić mu odpowiedzi na nurtującego go pytania. On z kolei stanowił swego rodzaju zagrożenie dla całego teatru pozorów, utrzymywania supernaturalnego cyrku w tajemnicy. — Strachu lub poczucia winy. Wyrzuty sumienia to ciekawe zagadnienie, nie uważa pani? — Kolejne pytanie. Zgrabny sposób na to, by unikać wyrażania swoich myśli, w każdym razie w sposób bezpośredni. Odchylił się na oparcie krzesła, obserwując z uwagą kobietę. Przytłumione światła odbijały się w szkłach jego okularów, przez co ciężko było dokładnie zinterpretować jego spojrzenie.
— William Wilson — powtórzył. Spojrzyj wskroś tej, która jest twoją, postaci; jak doszczętnie zamordowałeś siebie samego. Dlaczego akurat ta powieść? — Choć nie spuszczał z blondynki wzroku, nie był on natarczywy, raczej uprzejmie zainteresowany. Po parze ze stolika obok nie było już śladu, a w ślad za ich zniknięciem, pojawił się kelner, by uprzątnąć naczynia, wprowadzając do ciszy nieco zamieszania. Uśmiechnął się do nich, odchodząc. Pewnie gdyby Colton sam obserwował się z boku, wziąłby siebie i Anne za parę dobrych znajomych, którzy spotkali się na kolacji. A z pewnością nie przypuszczałby, że są nieznajomymi, których drogi przecięły się zupełnie przypadkiem.







[You must be registered and logged in to see this link.]

beware the rain, beware the snow.
Beware the man you think you know.
Powrót do góry Go down
avatar
WIEK : 34 || 255
PRACA : historyk i kontrola mediów w Astorii
PD : 22
SKĄD : Astoria || Stany Zjednoczone
Re: Restauracja ψ Sro Sty 02, 2019 11:32 pm
______Nie da się jednoznacznie ocenić sytuacji po zdobyciu wiedzy o czymś, co miałoby ogromny wpływ na życie. Można gdybać i zadawać sobie pytania “co by było gdyby..?”, ale one były bezcelowe. Być może to wieloletnie doświadczenia przekraczające ludzkie możliwości, a być może po prostu swoista mądrość, lecz winno się pytać “co ja mogę z tym zrobić? Jak to wpłynie na moją przyszłość?”. Rozgrzebywanie przeszłości, szukanie wytłumaczeń, diametralne zmienianie swojej osobowości — mogłoby tylko pogorszyć sytuację. Owszem. Wcześniejsza świadomość rzeczy mogłaby wiele zmienić. Mogłaby. Jednakże, istniało tylko to, co teraz i to, co później. Przyszłość była znacznie ważniejsza. Przede wszystkim dlatego, że w oparciu o nową wiedzę mogło się zrewidować swoje poglądy, podejście do pewnych spraw, a nawet cele życiowe. Ujawnienie istnienia świata nadnaturalnych wiązało się z ogromnym ryzykiem. Uświadomieniem sobie, że w przypadku porażki nawet przy wielkiej słabości do drugiej persony należałoby ją unicestwić. Niezależnie od uczuć. Pragnień. Jedno z podstawowych praw wampirzego świata… Przynajmniej według Andreansen.
______Świat bezsprzecznie należał do ludzkości. To ona tak na dobrą sprawę dyktowała warunki. Stanowiła znaczną większość, bez której nie dałoby się przeżyć. Funkcjonować. Czymże jest istnienie w obliczu samotności w towarzystwie zwierząt… Ukrywanie się było konieczne. Nie dlatego, by chronić ludzi, lecz po to, by ochronić siebie przed nimi. Swoją rasę. Cóż po hipnozie, cóż po wiecznym życiu, gdy wystarczyłby zryw śmiertelników, by unicestwić Spokrewnionych. Choć Anne-Mette nie przeżyła czasów inkwizycji, to jednak Vidar opowiedział jej dość, by poważnie wzięła sobie do serca jego ostrzeżenia. Należało postępować rozważnie i spokojnie.
______W istocie, emocje były zgubne. Każdy radził sobie z nimi na swój własny sposób. Mette — nakładając maski odpowiednie do sytuacji i towarzystwa. Colton — nie wychylając się i pilnując. Z biegiem lat, Córa Vidara zapewne przestanie odczuwać emocje coraz słabiej, ale to one stanowiły fundament tego, co zostało jej po życiu ludzkim: człowieczeństwo. To dlatego, mimo wszystko, wciąż się ich trzymała. Wszak każdy wampir był przecież kiedyś istotą ludzką.
______Nie odpowiedziała mu od razu. Odchyliła się delikatnie na krześle, zakładając nogę na nogę i kładąc obie, złączone, dłonie na udach. Suknia nie odsłaniała zbyt wiele. Tylko część ramion i obojczyki; długie rękawy zostały zakończone drobnymi, perłowymi guzikami, a samo odzienie sięgało jej za kolana. Przyszyty do materiału szal z białego jedwabiu spływał na jej plecach delikatnie leżąc na ramionach. Wyglądała nieco jak panna młoda wyrwana wprost z wesela.
______— Pracuję w tym zawodzie. — Odpowiedziała po krótkiej, acz niezbyt długiej chwili. Wciąż miała na ustach pogodny uśmiech; nie wyglądała na kogoś, kto nie wiedział kiedy zaprzestać poszukiwań czy działań, a już na pewno nie na współczesną dziennikareczkę, która lata z zeszytem i dyktafonem, by pospiesznie zebrać informacje z już, teraz. Zupełnie nie przypominała redaktorki. Oboje mogli sobie pomóc i wydawało się, że właśnie została im otwarta furtka do kolejnego tematu rozmowy. Bardziej przyziemnego, rzeczywistego. — Być może ma Pan rację… — Zamyśliła się na chwilę, znowuż wracając wspomnieniem do opowiadania. — Poczucie winy, które mężczyzna stłumił poprzez przekonanie o zbrodni doskonałej; na tyle, by sądzić, iż jest bezkarny. — Odpowiedziała. Już dawno nie prowadziła rozważań nad dziełami Edgara i sprawiało jej to przyjemność. — Wyrzuty sumienia najczęściej wynikają z działań niezgodnych z własnym sumieniem w oparciu o kręgosłup moralny. I to, co narzucają pewne reguły zachowań i czynów. Obawy przed tym, jak zareagują inni na wieść, że popełniło się coś niezgodnego z ogólnie przyjętą normą… Nie wszystko jest jednak jednoznaczne. Nie można rzeczy jednoznacznie określać, bo nic nie jest ani czarne ani białe. Wiele czynników wpływa na to, jak reagujemy w takich czy innych sytuacjach. Natomiast same wyrzuty sumienia nie zawsze są uzasadnione. — W odpowiedzi na swoje pytanie Colton dostał zaledwie cząstkę przemyśleń Anne-Mette… Gdyby okoliczności sprzyjały, a czas nie był ograniczony, zapewne by ich nie skracała. Niestety.
______— Jestem pokonany — zwyciężyłeś! Lecz odtąd i Ty nie żyjesz; umarłeś dla świata, dla nieba, dla nadziei. Istniałeś we mnie — i patrz oto na zgon mój, spójrz na mnie jako na jaźni swej odbicie, iżbyś pojął, jak na zawsze zabiłeś s i e b i e. — Wyrecytowała po odejściu kelnera. To była jej odpowiedź. To był ten powód.
Powrót do góry Go down
avatar
WIEK : 35 lat
PRACA : agent federalny
PD : 29
Re: Restauracja ψ Wto Sty 08, 2019 9:17 pm
Jeszcze sporo czasu będzie musiało upłynąć, by do Coltona w pełni dotarło, w jakiej dotąd żył iluzji. Jak zwodniczy był koniec końców świat, gdzie, jak zawsze  tak odważnie sądził, już mało jest go w stanie zaskoczyć. Gdybanie na temat tego, jak zareagowałby dowiedziawszy się, istotnie nie miało wiele sensu. A jednak, gdyby okazało się, że w cały ten śmietnik jest zamieszanych znacznie więcej osób, niż mógłby sądzić, pewnie czułby się oszukany. Rodziłoby to pytanie, jak dalece sięga cała instytucja dezinformacji. Na świecie nie brakowało przecież tych, którzy wszędzie wietrzyli teorie spiskowe, te jednak oscylowały zwykłe wokół tematów mniej bajkowych, niż wampiry czy demony. Zresztą tak naprawdę, gdyby nawet ich istnienie zostało podane do szerszej informacji, biorąc pod uwagę to, jak wprawnie potrafili się ukrywać, wątpliwym był wybuch masowej paniki. Bezpieczniej było sądzić, że w tym świecie realną władzę sprawowali... Realiści. Co jednak gdy pojęcie realizmu będzie musiało poszerzyć swoją definicję?
Czy jednak na pewno chodziło tu o liczebność? Panowała wszak pewna zależność jednych od drugich; nadnaturalność była przecież klątwą w każdym przypadku, niezależnie od tego, co sam noszący na ten temat sądził. Nie byłoby wampirów, gdyby nie ludzka krew; nie byłoby demonów, gdyby nie pojawienie się człowieka. Wreszcie, nie byłoby i skinwalkerów, ani nawet wilkołaków. Jedni nie istnieliby bez drugich, niestety dotyczyło to tylko nadnaturalnych. Wszak ludzkość poradziłaby sobie świetnie i bez nich, nawet jeżeli w sferze bardzo dalekich rozważań pozostało, jak wówczas wyglądałby świat. Ilu konfliktów udałoby się uniknąć, gdyby nie zgubne wpływy demonów? A wreszcie, czy odpowiedzialność za wszystko, co na tym świecie złe, można było zrzucić na działalność nadnaturalnych? Gdzie w tym wszystkim była ludzka wina?
Rozwaga i spokój były wartościami, którym sam hołdował, głęboko wierząc, że tylko to jest mu w stanie pomóc i ochronić go przed czającym się w najciemniejszych zakamarków umysłu obłędem. Zupełnie jakby wierzył, że ma to we krwi, choć bardzo nie chciał, by okazało się prawdą. Nie chciał być skazany na taki los. Nie było i nie będzie nigdy mu dane przeżyć aż tylu lat, co Anne-Mette. Rozterki istot długowiecznych były mu obce, choć miałby pewnie kilka bardzo banalnych pytań do Anne, zdając sobie sprawę z tego, czego świadkiem na przełomie dziejów była.
Obserwował ją; zawsze obserwował. Z uwagą, choć nigdy nienachalnie. Zwracał uwagę na szczegóły, a zatem nie umknął mu i dość niecodzienny ubiór kobiety który sprawiał, że było w niej coś innego. Proste skojarzenia istotnie podążały drogą panny młodej, która z jakiegoś powodu postanowiła zbiec z własnego wesela, niemniej ani nie był aż tak wścibski, ani zainteresowany, ani tym bardziej nie miał aż tyle tupetu, by poczynić jakąkolwiek uwagę na ten temat. Zresztą, czy aż tak powinno go to dziwić? Wszyscy tutaj byli ubrani elegancko. Niemniej, kontrastująca z bielą czerwień szminki wydawała się alarmująca.
— O proszę — kiwnął głową, jakby zwracał kobiecie niezabrany wszak honor. Nie spodziewał się takiej odpowiedzi, a w głowie od razu zaświtała mu myśl, by zapytać o to, co go przecież najbardziej interesowało. Niemniej, nie zrobił tego. — To sprowadza się do ciekawego zagadnienia. Naprawdę czujemy wyrzuty sumienia, czy tylko czujemy się zobligowani, by je odczuwać, bo takie są normy? Wszystko co poza nie wykracza, jest zwykle traktowane jako pewne zmiany, zazwyczaj w mózgu, które nie powinny mieć miejsca. Pozornie głupi cytat z nieszczególnie ambitnego kina. To, co jest normalne dla pająka, jest chaosem dla muchy. Co jeśli z nami jest tak samo? — Zapytał, uśmiechając się rachitycznie, zupełnie jakby śmiał się sam z siebie. Nie mając przy tym pojęcia, jak dwuznacznie w kontekście rozmawiania z drapieżnikiem brzmi jego wypowiedź. Sam nigdzie się nie spieszył, stąd i nie można było wywnioskować tego z jego tonu. Niemniej, wyczuwając, że kobieta pomija pewne aspekty tego, co na ten temat myśli, nie drążył już tematu.
— Walka z samym sobą, tak to odbieram — odparł krótko na przytoczony fragment. Zabicie części siebie przez błędne przekonanie o rywalizacji. A może to sięgało głębiej? — Co pani wie o tym zatopionym statku? — Zapytał nagle, choć jego ton wciąż był zupełnie spokojny, jakby kontynuował temat, który krążył pomiędzy nim, a Anne-Mette od kilkunastu minut; ciężko byłoby jednak odebrać to pytanie jako niegrzeczne, bądź sprawiające wrażenie przesłuchania. Bardziej jakby chciał poznać jej opinię na ten dość przecież kontrowersyjny temat.







[You must be registered and logged in to see this link.]

beware the rain, beware the snow.
Beware the man you think you know.
Powrót do góry Go down
avatar
WIEK : 34 || 255
PRACA : historyk i kontrola mediów w Astorii
PD : 22
SKĄD : Astoria || Stany Zjednoczone
Re: Restauracja ψ Nie Sty 20, 2019 7:10 pm
______Spokrewnieni, wiedzeni niezliczonymi doświadczeniami na przestrzeni czasu, istotnie potrafili się świetnie maskować i ukrywać. Najlepszą maską było to, że wyglądali tak samo jak ludzie. Byli im podobni; odstępstwa wynikające z braku uczuć czy innych, typowych cech, które pojawiają się wraz z przeżyciem kilkunastu lat, można było zrzucić na karb jakiejś choroby albo nawet samej socjopatii. Wszystko dało się logicznie wyjaśnić. Brak chęci pożywiania się dało się zamaskować spotkaniami w miejscach, które tego nie wymagały lub po prostu odmową albo niechęcią do jedzenie akurat w tej chwili. Wygląd? Och, dzisiejsza medycyna była wręcz niepojęta; dawała ogrom możliwości, o których zwyczajni ludzie nawet nie zdawali sobie sprawy. Łatwo było wmówić, że to kuracja za niedostępne dla szarego człowieka pieniądze.
______Były też jednak minusy. Dużo minusów. Na przykład życie wieczne tak, by nie pozostawić po sobie żadnych śladów, a w szczególności zdjęć i filmów czy filmików, co w  dobrze dzisiejszej informatyzacji wszystkiego było bardzo trudne do kontrolowania. Jakby się uprzeć, to można byłoby coś znaleźć na nieostrożnego, swawolnego wampira.
______Liczebność miała znaczenie, choć nie całkowite. Znacząca przewaga ludzi nad istotami nadnaturalnymi stanowiła jednak pewien wyznacznik i dawała sygnał, że nie powinno się postępować pochopnie, a co do dopiero ujawniać się ze swoją naturą. Trudno też kategoryzować to w ludzkiej winie… W końcu każda z nadnaturalnych istot była w jakimś stopniu człowiekiem. Demony ograniczała ludzka powłoka i możliwości człowieka. Wampirów, jakby nie patrzeć, wieczny wygląd również mógł w pewien sposób ograniczać. Spokrewnieni zresztą sami byli kiedyś ludźmi. Dokładnie takimi, jak siedzący przed Anne-Mette Colton czy chodzący nieopodal nich kelner lub siedzący goście przy stolikach. Prędzej należałoby się zastanowić nad granicą między człowieczeństwem a nadnaturalnością…
______Nie odpowiedziała na jego uwagę dotyczącą zawodu. Nie była osobą, która obnosi się ze swoimi możliwościami. Zwłaszcza wobec ludzi, którzy dowiedziawszy się o zajmowanym przezeń stanowisku, najczęściej mieli wobec niej jakieś oczekiwania. Nierzadko wygórowane. Propozycje układów czy współpracy. Andreansen wolała sama decydować o tym czy i ile o sobie ujawni drugiej osobie.
______Nie od razu odpowiedziała Wolfe. Zadawał bardzo interesujące pytania. Zmuszające do myślenia; i to się jej w nim najbardziej podobało. Nie był jednostką dającą się jednoznacznie zaszufladkować. — Sądzę, że to zależy od sytuacji, w jakiej znajduje się dana osoba. Od przyczyny i wynikających z działania konsekwencji. Od zaistniałych okoliczności zdarzenia, wychowania, środowiska w jakim przyszło danej osobie żyć. Jedna rzecz może bowiem mieć inny wydźwięk w Meksyku, a zupełnie inny tutaj, w Astorii. Nie ograniczałabym się do jednoznacznej oceny danego przypadku. — Anne-Mette z pewnością musiała mieć jakieś doświadczenie, zwłaszcza w dziennikarstwie, skoro wyrażała się w dość dyplomatyczny, niejednoznaczny sposób. Nauczona doświadczeniem zarówno swojego zawodu, licznych podróży, jak i nauk Vidara, miała już pewne, skonkretyzowane poglądy.
______Nie dowiedział się jednak Colton, co Anne-Mette sądziła lub wiedziała na temat zatopionego statku; akuratnie zdarzyły się wówczas dwie sytuacje: z aktówki kobiety zaczął dzwonić telefon, a chwilę później podszedł kelner z daniem dla Wolfe. Mette przeprosiła swego rozmówcę i odeszła na bok, za drzwi, by odebrać połączenie. Można było zauważyć, że minę ma poważną i więcej słucha niż mówi. Trudno byłoby jednak zgadnąć z jak istotną sprawą dzwoniła do niej osoba.
______Po kilku minutach wróciła do stolika, lecz siadła jedynie na chwilę, by schować telefon, przeprosić ze względu na pracę, życzyć Coltonowi smacznego i udanego dnia oraz pobytu w Astorii, a następnie się pożegnać.

[z/t dla Anne-Mette i Coltona]
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Sponsored content
Powrót do góry Go down
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry Strona 1 z 1
Skocz do: