Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down
Główna sala - gry karciane
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
Carpe Diem
Konto Techniczne
Carpe Diem
Główna sala - gry karciane Kv0xLQPj_o
PD : 306
Główna sala - gry karciane ψ 17/10/2018, 21:49
[You must be registered and logged in to see this image.]
Główna sala - gry karciane
⇜ dostępna ⇝

Tuż za masywnymi schodami w imponującym holu, przed przyszłymi graczami jak okiem sięgnąć roztacza się widok stołów do gry w karty. Od najpopularniejszego pokera i większości jego odmian (od Texas Hold’em, poprzez Omaha, poker dobierany, 7 Card Stud, Caribbean Stud Poker, na najprostszym bakaracie kończąc) aż po starego dobrego Blackjacka: każdy znajdzie kącik dla siebie. Prócz gier karcianych, można spotkać także stoły do gry w bingo czy keno. Obsługa kasyna gotowa jest odpowiedzieć na wszelkie nurtujące pytania; czarujący krupierzy upewnią się, że nikt nie próbuje klienta oszukać.
⇜ code by bat'phanie ⇝
Powrót do góry Go down
Ilena Leventis
WIEK : 27 lat
PRACA : krupierka
PD : 130
SKĄD : Astoria
Re: Główna sala - gry karciane ψ 28/12/2018, 12:19
| kilka dni po spotkaniu z Christianem
Ucieszyła się na wieść o tym, że jej znajoma, Julie, także podejmie pracę w kasynie. Wpierw zdziwiła, potem ucieszyła. Praca w późnych godzinach wieczornych niezbyt pasowała jej do statecznej mężatki, ale mimo to wiedziała, że przecież pani Astor zależało na znalezieniu pracy. Co prawda zrodziło to pewien żal, że Ilena nie mieszkała już w Jewell, skąd mogłyby dojeżdżać wspólnie, co było zawsze znacznie bardziej bezpieczne, niż samotne eskapady. Niemniej zarobki w kasynie zdecydowanie były warte pewnych poświęceń, a Ilena nie mogła się wprost doczekać okazji, aż będzie mogła wypytać Julie o to, co sądzi na temat jej pracy mąż.
Udało jej się uprosić kierownika sali, by to ona została oddelegowana do szkolenia nowej pracownicy. Była podekscytowana i ciekawa, czy również na Julie całe wnętrze zrobi takie wrażenie, jakie zrobiło na niej, kiedy przyszła tu po raz pierwszy. Ubrana w standardowy, elegancki uniform, na który składała się spódnica za kolano, biała bluzka i szpilki. Wyprostowane skrupulatnie włosy Ilena spięła wysoko, a ślady makijażu na jej twarzy były znikome, choć podkreślające urodę. Tutaj nie było miejsca na wyzywającą wulgarność. Krupierzy stanowili tylko obsługę, część kasyna i nie mieli wcale rzucać się w oczy. Nie znaczyło to jednak bynajmniej, że nie byli zaczepiani przez gości.
Gdzieś z tyłu głowy cały czas tkwił jej też Christian; bardzo chciała zapytać o niego Julie, ale z drugiej strony czuła pewien opór, przypominając sobie jego gwałtowność i humor, ulegający zmianom jak w kalejdoskopie. Nigdy o nim nie rozmawiały. Właściwie nie było takiej potrzeby. Teraz sytuacja uległa zmianie, a jednak Ilena nie była pewna, czy to aby dobry pomysł. Dlatego też na razie postanowiła całkowicie milczeć. Czas mijał, kolejne spotkanie z Astorem zbliżało się wielkimi krokami. Nie chciała nic zepsuć własnym wścibstwem, zupełnie jakby towarzyszyła jej jakaś paranoja, że Christian o wszystkim się dowie. Nawet jeżeli nie było o czym.
Oczekiwała na Julie tuż przy wejściu na główną salę, o tej porze jeszcze świecącą pustkami. Największy ruch przypadał na godziny wieczorne. Nikt nie chciał wrzucać nowych na głęboką wodę, dlatego zwykle proszono ich, by przychodzili wcześniej.






You should've known better than to have, to let her. I got you where I want you and you're deadlier than ever and falling for forever
Powrót do góry Go down
Julie Astor
WIEK : 27
PD : 132
SKĄD : Jewell
Re: Główna sala - gry karciane ψ 29/12/2018, 22:43
Julie przygotowała się starannie, łapiąc okazję jaka się trafiła. Nie planowała długiej kariery w kasynie, ale liczyła, że praca w nim przyniesie odpowiednie profity. Tym bardziej, gdy pojawiła się tak niespodziewanie i okazyjnie, że można było upatrywać w tym czyjegoś działania.
Julie zdecydowanie nie lubiła bezczynności i ten czas na bezrobociu wykorzystała jak mogła najlepiej. Zaległe obowiązki szybko zostały skreślone z listy, ale nadal brakowało jej pracy. Nawet jeśli w tym momencie nie mogła wrócić do tego, co lubiła robić, każde zajęcie było na wagę złota.
Jewell nadal żyło sprawą zamkniętej kopalni, ale ją samą temat zaczynał już męczyć. Ciągłe wyjazdy Thomasa i ostatnie problemy zdrowotne Craina, zmuszające do kolejnej rozłąki, dokładały kolejnych zmartwień. Nie lubiła tych cichych wieczorów, gdy po położeniu Alexandra do łóżka, sama kładła się w swoim. Mogła tylko wierzyć, że etap jest przejściowy i szybko wszystko wróci do normy.
Dzisiejszego dnia zostawiła syna pod opieką siostry i opuściła Jewell, odczuwając lekkie zdenerwowanie, ale też niemałe podekscytowanie. Pierwszy raz (jakikolwiek!) zawsze nosił ze sobą mieszankę uczuć.
Z miłym uśmiechem przechodząc przez ochronę i wejście dla personelu, szybko została powitana przez swojego przełożonego. Krótka rozmowa wyjaśniła ostatnie aspekty i już niedługo później Julie stanęła na miękkiej wykładzinie korytarza, prowadzącego do sali.
Jeszcze raz wygładziła materiał koszuli i przesunęła dłońmi po związanych włosach, by sprawdzić, czy wszystko jest jak należy. Kierując się do sali, uśmiechnęła się na widok Ileny i przyspieszyła kroku.
- Tu jest olśniewająco. W głowie może się zakręcić.
Nachyliła się do niej, splatając dłonie za sobą. Ilena doskonale mogła rozpoznać podekscytowanie, jakie Julie odczuwała. Oczy jej błyszczały z zachwytu nad wnętrzem kasyna. Tak, zdecydowanie była pod wrażeniem.






The most important thing in the world is family and love
Powrót do góry Go down
Ilena Leventis
WIEK : 27 lat
PRACA : krupierka
PD : 130
SKĄD : Astoria
Kiedy tylko dostrzegła zbliżającą się, znajomą sylwetkę, niemal od razu się wyprostowała i złączyła dłonie, uśmiechając się promiennie. Lubiła tę pracę, lubiła wszystkich współpracowników, niemniej to zawsze miło jest mieć na podorędziu kogoś, kogo zna się i spoza pracy. Zawarła tutaj sporo nowych znajomości, mniej lub bardziej pozytywnych, wyłączając z tego oczywiście klientów, którzy mimo zakazów próbowali szukać z nią kontaktu i poza pracą. Ilena wiedziała jednak, że dopóki studiuje, nie mogła sobie pozwolić na utratę tej pracy, dlatego też skrupulatnie się pilnowała. Zarobki i korzystny dla niej tryb pracy były czymś, czego nie mogła ot tak zaprzepaścić.
- No nie? Co prawda da się dość szybko przyzwyczaić, ale musisz zobaczyć łazienki! Mają takie małe mydełka w kształcie kwiatków - Odparła pospiesznie. Entuzjazm Julie był zaraźliwy, a choć sama zdążyła się już oswoić z przepychem, który wyzierał z każdego kąta, chciała natychmiast pokazać wszystko Astor, choć to przecież dopiero pierwszy dzień szkolenia. - Świetnie wyglądasz w tym uniformie, tak elegancko - skomplementowała, po czym ruchem dłoni wskazała, by Julie poszła za nią.
- No dobrze. Tutaj mamy główną salę i tutaj będziesz pracować. Co prawda dzisiaj głównie cię oprowadzę, bo łatwo się tu zgubić, a tego byśmy nie chciały - uśmiechnęła się wesoło, prowadząc Julie wzdłuż przejścia, skąd roztaczał się dobry widok na wszystkie stoły. - Na początku może być trochę przytłaczająco, ale szybko się przyzwyczaisz. Co prawda klienci bywają różni, ale nie ma się co przejmować - mówiła dalej.
- Co tam w ogóle u was słychać? - Dorzuciła już na koniec. Istotnie, natłok obowiązków, ogrom nauki, a po wszystkim chęć odpoczęcia w zaciszu własnego, skromnego mieszkanka odebrała Ilenie większość czasu, co zaowocowało niemal śmiercią jej życia towarzyskiego. Co prawda widziały się z okazji imprezy w Pandemonium, ale klub nie jest wszak dobrym miejscem na rozmowy. Praca też nie, ale skoro już i tak ją po prostu oprowadzała...






You should've known better than to have, to let her. I got you where I want you and you're deadlier than ever and falling for forever
Powrót do góry Go down
Julie Astor
WIEK : 27
PD : 132
SKĄD : Jewell
Chyba właśnie dlatego zdecydowała się przyjąć tę ofertę. Mogła pracować z kimś kogo zdążyła poznać i z kim nawiązała nić przyjaźni. Zawsze to łatwiej w nowym miejscu pracy, gdy można liczyć na kogoś, komu się już zaufało.Julie wiedziała, że może polegać na Ilenie i liczyła, że taki start na nowym stanowisku, pomoże jej dłużej zagrzać tu miejsca. A kto wie, czy praca nie okaże się na tyle dobra, by zaczepić się na stałe.
Uśmiechnęła się do Leventis, wyczuwając podobne nastawienie. Tego jej było właśnie potrzeba. Po zwolnieniu z biura kopalni, Julie nie chciała rezygnować z rozwoju zawodowego. Nawet jeśli część mieszkańców Jewell, wytknęłaby ją palcami za pracę w kasynie.
- Dziękuję, dziękuję. - Odpowiedziała na komplement, uśmiechając się wesoło. Eleganckie stroje nie były dla niej nowością, ale w takim uniformie jeszcze nie miała okazji się pokazać. Czuła się zupełnie inaczej niż w małym biurze kopalni cyny.
Ruszyła za Ileną i rozglądała się po sali, którą miała okazję zobaczyć po raz pierwszy. No i wreszcie na własne oczy zobaczyć miejsce o którym tyle słyszała. Zadzierała głowę, żeby dostrzec bogate lampy u sufitu, ozdoby na pierwszy rzut oka niewidoczne. Wszystko ją interesowało i wszystko inspirowało. Każdy najmniejszy szczegół.
- Alex wypytuje o ciebie. Pamięta, że obiecałaś mu komiksy. - Julie nie miała pojęcia jakie, ale sprawa dotyczyła tylko tej dwójki. - Nalewka już gotowa. - Uśmiechnęła się, przypominając o czym jakiś czas obie rozmawiały. Nie chciała dodawać, że ponownie Thomasa jest w domu mniej niż więcej.






The most important thing in the world is family and love
Powrót do góry Go down
Ilena Leventis
WIEK : 27 lat
PRACA : krupierka
PD : 130
SKĄD : Astoria
Praca z kimś, kogo zdążyło się już poznać, była generalnie łatwiejsza. Odpadał wszak element niepewności, jak się człowiek dogada z resztą współpracowników. W kasynie każdy pracował na własny rachunek, ciężko było się zatem dopatrywać typowego wyścigu szczurów. Rotacja pracowników była dosyć duża, wobec czego ciężko było się przyzwyczaić do stałego składu. Tym bardziej cieszyło Ilenę, że dołączyła do niego właśnie Astor.
Leventis, zamiast przyglądać się wnętrzu, które zdążyła już dość dobrze poznać, przyglądała się reakcjom Julie, jakby chciała rozpoznać w jej twarzy odbicie własnych wrażeń, kiedy pojawiła się tu po raz pierwszy. Wiedziała, gdzie kobieta pracowała wcześniej i wcale nie zazdrościła tego, że straciła pracę tak nagle. Zresztą nie tylko ona. Równie dobrze wiedziała, że praca w kasynie mogłaby w Jewell prędko obrócić się na niekorzyść Julie. Z jakiegoś powodu krótkowzroczne, chwytliwe i naganne ocenianie ludzi, przychodziło mieszkańcom takich małych wiosek z zadziwiającą lekkością. Znała to zresztą z rodzinnej miejscowości. Tutaj, w Astorii, na próżno byłoby się jednak doszukiwać podobnych działań. Za dużo ludzi, by o każdym mieć coś do powiedzenia.
- Aww! - Złożyła dłonie i zrobiła skruszoną minę. - Wiem, stale o tym pamiętam. Ale mam teraz tkie urwanie głowy na uczelni, że ostatnio przyłapałam się na tym, że zasnęłam nad notatkami - przyznała, wzdychając. Nie była to czcza wymówka, nawet jeżeli faktycznie trochę tak brzmiała. Lubiła tego szkraba.
- Och, nalewka - szturchnęła porozumiewawczo Julie. - W takim razie chyba będę musiała przyspieszyć wizytę. Przydałaby mi się chwila odprężenia - pokiwała lekko głową. Małe plotki nie zawadzą, a tutaj wszak nie wypadało wywlekać żadnych brudów. - Zaplecze już widziałaś. Przerwy przysługują nam pomiędzy jedną grą, a drugą. W ich trakcie nie możemy kręcić się po sali. Jeśli dzieje się cokolwiek złego, stoły mają przyciski alarmowe, które wezwą ochronę - zademonstrowała Astor ten wygodny gadżet, choć rzecz jasna nie nacisnęła.






You should've known better than to have, to let her. I got you where I want you and you're deadlier than ever and falling for forever
Powrót do góry Go down
Julie Astor
WIEK : 27
PD : 132
SKĄD : Jewell
Na szczęście Julie nie miała w zwyczaju zwracać uwagę na zdanie obcych ludzi. Gdyby opierała się na osądach innych, nie zdecydowałaby się na związek z Thomasem. Nie tylko ze względu na jego pochodzenia, ale chociażby przez różnicę wieku, jaka ich dzieliła. Julie interesowało jedynie zdanie najbliższych.
Atmosfera kasyna urzekała, nawet przed pojawieniem się pierwszych gości. Światła, zapach i wystrój, kojarzyły się z wygodnym miejscem rozrywki, do którego chętnie się wracało. Nic dziwnego, że niektórzy tak szybko oddawali swoją duszę hazardowi. Ha, dyby tylko obie z Ileną wiedziały gdzie się znajdują. Jak blisko nadnaturalnych istnień znajdowały.
- Alex na pewno znalazłby ci lepsze zajęcia. - Odpowiedziała wesoło. Po części rozumiała co przyjaciółka przeżywała. Chociaż sama Julie na studia nigdy się nie wybrała, wiedziała co to natłok obowiązków i jak ciężkie bywają powieki.
Uśmiechnęła się szeroko na porozumiewawcze szturchnięcie. Na szczęście nalewka nie zając, a jak poleży jeszcze trochę, będzie smakowała jeszcze lepiej.
- Zdarzyły ci się jakieś nieprzyjemne sytuacje? - Zapytała, ciekawa doświadczeń Ileny. Nie przypominała sobie, by kiedykolwiek o jakichś jej wspominała, ale może to przez wzgląd niechęci do roztrząsania stresujących wydarzeń. Julie nie doświadczyła jeszcze niczego, co można byłoby zaliczyć do traumatycznych sytuacji. Praca w biurze kopalni czasem zanudzała niż wywoływała szybkie bicie serca.
A klienci na jarmarkach także nie byli zbyt upierdliwi.






The most important thing in the world is family and love
Powrót do góry Go down
Ilena Leventis
WIEK : 27 lat
PRACA : krupierka
PD : 130
SKĄD : Astoria
Pod względem nieprzejmowania się opinią innych były dosyć podobne. Ilena starała się zwyczajnie nie mieć czasu na zwracanie uwagi na to, co mówili o niej inni. Zresztą, gdy jeszcze mieszkała w Jewell, udało jej się uprzejmym uśmiechem i chęcią pomocy zdobyć serca najbardziej zagorzałych plotkar. Chyba tylko to ocaliło ją przed niesłusznym posądzaniem jej o czyhanie na spadek po staruszce, którą się opiekowała. Przeciwnie, sama mogła liczyć na ciepłe słowa, gdy kobieta która była dla niej jak babcia zmarła. Nawet jeżeli nie pozwoliła sobie wówczas na rozklejanie się, poniekąd zaprawiona w boju po tym, co spotkało jej ukochaną siostrę przed laty.
Przechadzając się po sali teraz, gdy panowała tu cisza przerywana tylko odległymi odgłosami krzątania się pracowników, niemal ciężko było sobie wyobrazić, jak to wszystko wygląda, gdy aż tętni tutaj życie, wszystkie stoły do gry są zajęte, tle rozbrzmiewa muzyka, a nad salą unosi się gwar rozmów.
- I wierz mi, pewnie znacznie chętniej zajęłabym się tym, co by mi zaproponował. Ucałuj go ode mnie - parsknęła wesoło. Faktem było, że przydałaby jej się odrobina odprężenia. A tu nic z tego! W perspektywie było natomiast spotkanie z panem Astorem i to tego obecnie wyczekiwała, choć z jakiegoś powodu czuła, że nie powinna o tym wspominać. Zupełnie jakby miało to coś wspólnego z tajemnicą lekarską.
- Często, niestety - skrzywiła się lekko. - Niektórym klientom wydaje się, że mogą cię traktować jak swoją własność. Czasem oskarżają cię, że chcesz ich oszukać, albo że jesteś podstawiona - wyliczała. Po chwili poklepała Julie po ramieniu. - Ale nie martw się. Kilka razy ci się zdarzy i przestaniesz zwracać na to uwagę, bo szkoda twoich nerwów. Aha i pamiętaj! Nikt nie ma prawa cię dotykać - przypomniała sobie, więc od razu to dodała. To był porządny lokal, ale jak wszędzie, gdzie podawano alkohol i w grę wchodziły grube pieniądze, niektórym wydawało się, że wszystko tutaj da się kupić, łącznie z krupierkami. Wiedziała, że niektórzy pracownicy upatrywali się w tym źródeł dodatkowego zarobku, ale sama nie miała z takimi praktykami nic wspólnego. - Wiadomo, że jeśli trochę z kimś niezobowiązująco poflirtujesz i dzięki temu namówisz go na kolejną grę, to dobrze. Ale trzeba pamiętać, żeby nie przesadzić i nie przekroczyć cienkiej granicy profesjonalizmu, bo potem ciężko się z tego wytłumaczyć - wyjaśniała dalej. Oparła się o jeden ze stołów i strzepnęła z niego kilka paproszków. - I nie możemy przyjmować napiwków. Ani łapówek, broń boże - dodała.






You should've known better than to have, to let her. I got you where I want you and you're deadlier than ever and falling for forever
Powrót do góry Go down
Julie Astor
WIEK : 27
PD : 132
SKĄD : Jewell
Uniosła brwi, słuchając opowiadań Ileny. Perspektywa takich sytuacji wcale nie napawała optymizmem, trochę straszyła, ale na szczęście Julie nie była z tych, którzy łatwo się poddają. Musiała spróbować, tym bardziej, gdy trzeba było podreperować domowy budżet.
Trochę mina jej zrzedła i na chwilę z oczu Julie zniknęło te spojrzenie pełne podekscytowania. Uśmiechnęła się lekko dopiero, gdy Ilena poklepała ją po ramieniu. Odetchnęła i pokiwała głową. No możliwe, że miała rację, ale Julie przekonać się o tym mogła dopiero za jakiś czas. Całe szczęście, że nawet jeśli miałaby się przejmować, w domu szybko zapomni o pracy. Potrzeba uwagi, jaką okazywał Alexander, była najlepszym lekarstwem.
- Ilena! - Wyrwało jej się, gdy usłyszała o flirtach z klientami. Zrobiła wielkie oczy, nie wierząc, że przyjaciółka podsuwa jej takie pomysły. Julie ani myślała z kimkolwiek flirtować. Zazdrosna o Thomasa, nie chciała nawet myśleć, że ktokolwiek mógłby go kusić, więc i sama nie zamierzała bawić się tak z innymi. Niezobowiązująco czy nie, wszystko było jej jedno.
- To ja może pozostanę przy standardowym profesjonalizmie. - Stwierdziła z uśmiechem, poprawiając gumkę na włosach. Pokiwała głową, słuchając o łapówkach i uśmiechnęła się. O co klienci mogli przekupywać krupierów?
- A tak na marginesie, wiem, że jeszcze trochę czasu zostało, ale mam nadzieję, że wpadniesz do nas na Święto Dziękczynienia. Musisz, koniecznie. Będzie moja siostra, pewnie Christian, brat Thomasa. Chyba jeszcze go nie poznałaś. Może ich dziadek. Zrobię przepysznego indyka! - Namawiała Ilenę, uśmiechając się znowu tak radośnie jak wcześniej.






The most important thing in the world is family and love
Powrót do góry Go down
Ilena Leventis
WIEK : 27 lat
PRACA : krupierka
PD : 130
SKĄD : Astoria
Parsknęła wesołym śmiechem na reakcję Julie. Tak się tylko droczyła! Wiedziała przecież, że Julie, przywiązana do męża, nie pozwoliłaby sobie na takie zagrywki. Zresztą, wcale jej to nie dziwiło. Sama natomiast była wolna i do woli korzystała z drobnych korzyści, które jej to dawało. Poza tym obecnie była tak zapracowana, że nawet gdyby chciała nie miałaby czasu na to, żeby się z kimś związać. Swój najbliższy czas wolny poświęci przecież panu Astorowi. Czas zawodowy, rzecz jasna.
- Grunt, żeby zostawiali pieniądze! - Stwierdziła dyplomatycznie. Właściwie zabrzmiało to nieco cynicznie i zupełnie nie w jej stylu, niemniej nie było co ukrywać. Na tym polegała ich praca i właśnie w tym celu powstało to miejsce. Ruszyła dalej wzdłuż rzędów stołów, zastanawiając się, o czym jeszcze powinna wspomnieć na początek. Z myśli o pracy wyrwały ją kolejne słowa Julie. Już miała otworzyć usta, gdy padło imię Christiana, a Ilena wpadła prosto na stół z takim impetem, że aż się od niego odbiła.
- Christiana? - Powtórzyła, siląc się neutralny ton. Rozmasowała obite biodro. - Ależ jestem niezdarna... - Wymamrotała pod nosem i odruchowo przygładziła włosy. Coś jej podpowiadało, że mężczyzna nie ucieszyłby się na jej widok. Jego reakcja na myśl o tym, że mogła porozmawiać z jego bliskimi nie napawała optymizmem. Z drugiej strony zawsze mogła stwierdzić, że świat nie kręci się tylko wokół niego, a jej wizyta była czystym przypadkiem, nie związanym w żaden sposób z jego osobą. A właściwie, dlaczego tak jej zależało na jego reakcji? Chryste, Ilena.
Odchrząknęła, chcąc przywołać się do porządku. Z jakiegoś powodu usłyszenie o Astorze z ust osoby, która poniekąd była jego rodziną, dziwnie na nią zadziałało. Zupełnie jakby to sprawiło, że Christian nabrał jakiejś mocy urzędowej, a wcześniej stanowił wytwór jej umysłu. Właściwie spotkanie z nim wydawało jej się teraz odrealnione, jakby wydarzyło się bardzo dawno. Albo wcale.
- A co o nim sądzisz? - Odchrząknęła raz jeszcze. - O bracie Thomasa w sensie. Kojarzę go ze szpitala - nie było to kłamstwo, ani nie była to prawda. Półprawda. Uświadomiła sobie, że jeszcze trochę a tak się zamota, że jak wszystko wyjdzie na jaw, to chyba ktoś ją w końcu zamorduje i bardzo możliwe, że będzie to Julie.
Powrót do góry Go down
Julie Astor
WIEK : 27
PD : 132
SKĄD : Jewell
Aż się zatrzymała i obdarzyła Ilenę zdziwionym spojrzeniem. Co to za reakcja? Julie zmrużyła oczy, zaciekawiona zachowaniem towarzyszki. Nawet do głowy nie przyszło jej, że Ilena mogłaby zawitać w progi domu Astorów! Ale znała ją na tyle dobrze, by mogła od razu wyczuć zmianę w nastawieniu. Nie mogło jej umknąć lekkie zdenerwowanie, jakie pojawiło się w gestach i mimice Ileny. Pytanie dlaczego?! Przez głowę Julie przeleciała szybka i ulotna myśl o nieprzyjemnościach, których krupierka mogła doznać ze strony mężczyzny.
Myśl szybko zniknęła pomiędzy innymi, przysłonięta następnymi słowami Ileny. Wspomnienie szpitala, poniekąd wytłumaczyło paniczne zachowanie. Może w murach budynku rzeczywiście zaszło coś, o czym Julie jeszcze nie wiedziała. W końcu nie znała wszystkich szczegółów leczenia Christiana.
- Hmmm - Zaczęła, nie wiedząc od czego zacząć. Nie chciała obmawiać mężczyzny, ale pytanie Ileny ją do tego kusiło.  Pokiwała głową na boki, zastanawiając się przez krótką chwilę jak wyrazić swoje nastawienie.
- Nie znam go za dobrze - Zaczęła dyplomatycznie. Nie chciała też swym gadaniem odstraszyć Ileny od wizyty! - ale... - Zawsze było jakieś ale! - Alexander go uwielbia. Ma bardzo dobre relacje z Thomasem. - Swoimi słowami Julie skręciła w drugą stronę. Zamiast mówić co jej nie pasuje w szwagrze, postawiła na plusy związane ze swoimi kochanymi chłopakami.
- Jaki był w szpitalu? - Dodała trochę ciszej, pozwalając sobie na ploteczki. Przysunęła się do Ileny, bo gdzieś w drugiej części sali pojawiły się kolejne osoby, które tak jak Julie, były pierwszy raz w kasynie i wkrótce miały zacząć szkolenie.
Spojrzała w ich stronę na sekundę i zaraz zwróciła pilne spojrzenie na rozmówczynie. Z Thomasem nie chciała poruszać drażliwego tematu, bo widziała jak martwiła go sytuacja z bratem. Ale może od Ileny dowie się czegoś więcej? Ciekawska.






The most important thing in the world is family and love
Powrót do góry Go down
Ilena Leventis
WIEK : 27 lat
PRACA : krupierka
PD : 130
SKĄD : Astoria
Jęknęła w duchu, poirytowana własną, zupełnie niespodziewaną gwałtownością reakcji. Kto to widział, tak jej ustawiać stół na drodze! Pewnie zdziwiłaby się nieco wiedząc, że pierwszym o czym pomyślała Julie w kontekście ewentualnego spotkania Ileny i Christiana, były nieprzyjemności. Bo nawet jeśli w pewnej chwili Astor stracił cierpliwość, a Ilena miała świadomość jego wybuchów agresji, wcale nie postrzegała tego jako nieprzyjemność. A jeśli nawet, to wywołaną jej własną niefrasobliwością, której dodatkowy popis dawała właśnie w tej chwili. Ilena wysłuchała Julie, starając się już nie okazywać entuzjazmu w żadnej formie. Zdała sobie sprawę, że popełniała w tej chwili duży błąd. Nie powinna rozmawiać o Christianie z kimś, kto go było nie było zna. Pozostawało liczyć, że skoro znajomość ta jest tak opieszała, jak przedstawia ją Julie, nie miała się co przejmować.
- Ma bardzo dobre relacje z Thomasem, ale go nie znasz? - Zapytała, unosząc brwi i uśmiechając się jak chochlik. Mimo to nie zabrzmiało to tak, jakby oskarżała Julie o cokolwiek, czy nie dowierzała. Ot, jakby dopytywała niewinnie. Wyprostowała się nieznacznie, nagle niezwykle sporo uwagi poświęcając pozostałym stołom, jakby spodziewała się tam zastać bałagan, a przecież wszystko miało być dopięte na ostatni guzik! Nagłe pochłonięcie pracą mogło się jednakowoż wydać dosyć podejrzane. Niemniej w głowie nie chciało jej się mieścić, że do czasu epizodu Christiana ze szpitalem, nie miała szansy nigdy się na niego natknąć. Mimowolnie zaczęła się nad tym zastanawiać.
- Normalny. Jak na pacjenta, rzecz jasna. Rzadko miałam z nim styczność, dlatego pytam - naprostowała. - Sprawował się bardzo dobrze, to i sanitariuszki rzadko o nim plotkowały. Chyba, że komentowały akurat, że wielka szkoda, że na niego trafiło. Często im się nudzi i obgadują pacjentów - machnęła ręką, jakby dając do zrozumienia, że nie ma się tymi plotkami co przejmować. Zresztą była to prawda, znudzeni pracownicy wykazywali się większą bezwzględnością, niż pracownicy kasyna, a wydawać by się mogło, że będzie wręcz odwrotnie. Najwyraźniej cudzy obłęd był lepszą pożywką do plotek, niż przegrana niebotycznej sumy, za którą Ilena poukładałaby sobie życie. Dla większości klientów tego przybytku, nie było to jednak nawet odczuwalne. Chociaż słyszała plotki o ludziach, których to miejsce zrujnowało. Wolała się nad tym nie zastanawiać, tym bardziej, że sama nie odczuwała pociągu do hazardu.
Powrót do góry Go down
Caim Milton
Postać NPC
Caim Milton
Główna sala - gry karciane Y3CfNCSB_o
WIEK : 46 | ????
PRACA : właściciel kasyna
PD : 24
SKĄD : Astoria
Milton przechodził akurat przez salę z grami karcianymi, gdy do jego uszu doleciały strzępki rozmowy dwóch pań. Szedł szybko, sprężystym krokiem, zerkając na zegarek, a w ślad za nim truchtała sekretarka, w której ciele wyjątkowo nie siedział demon. Tylko Caim wiedział, w jak głębokiej depresji pogrążona jest ta nieszczęsna śmiertelniczka i jak cienka linia, na którą składało się głównie tchórzostwo, dzieli ją od tego, by w końcu skończyć ze swoim żałosnym żywotem. Trzymał ją uparcie w swoim pobliżu, aurą jedynie podsycając w niej uczucie beznadziei. Wszystko po to, by przygotować ewentualne naczynie na demony, które zamierzał wyciągnąć sobie z piekielnych czeluści. A nawet jeśli miałaby nie dotrwać do wątpliwego dostąpienia zaszczytu zostania wypełnioną, czymś dla odmiany chociaż aspirującym do wyjątkowego, przynajmniej Caim zobaczy, jak jej ciało roztrzaskuje się o asfalt, jeśli w końcu skoczy z dachu, tak jak to sobie skrupulatnie planowała. Istoty ludzkie były dziwne, pełne sprzeczności; rzucali utartymi frazesami na wiatr, szarpali się złapani w sieci ograniczeń, które sami na siebie nałożyli. Oto twór boski. Mierna namiastka stworzona na podobieństwo Ojca. Nie po to tu jednak był; nie interesowały go filozoficzne dywagacje na temat statystów trzecioplanowych w wielkim przedstawieniu. Cel był blisko. Zabawa się rozpoczęła, pierwsze echa już do niego docierały, wyczuwał je dokładnie, pulsujące, drgające pod ohydną, ludzką skórą, nawet jeśli płynęły z daleka. Pogrzebane kilkaset metrów pod ziemią.
Caim nie miał czasu. Przybywając na ziemski padół, przyjmując taką a nie inną postać, zgodził się wziąć udział w tym straszliwym wyścigu szczurów, nazywanym biznesem. Korzystał przy tym bezwstydnie z wiedzy własnego naczynia, bo nie sposób byłoby oczekiwać od samego demona jakiejkolwiek inicjatywy w tej kwestii; a jednak przystanął. Thomas, Christian... Potok słów bez znaczenia, znajome imiona, zbieżność osób i nazwisk? Szybkie spojrzenie Miltona na dwie pracownice wystarczyło, by zwrócić jego uwagę. Zainteresowanie byłoby tu słowem użytym na wyrost. Ale lubił wiedzieć. Lubił dyskutować. Nie on zajmował się personelem na tym szczeblu, więc nie miał pojęcia, kogo zatrudnia kasyno. A może powinien, bo pod nosem przemykały mu prawdziwe perełki, które dało się wykorzystać?
Pojawił się tuż przy nich, dywan zagłuszył kroki. Nieodłączny garnitur i fioletowy krawat. Jak zwykle elegancki, przyniósł ze sobą ohydną, lepką aurę która przylegała do ciała jak niekomfortowa druga skóra. Dusiła, sprawiała, że myśli same uciekały ku takim meandrom umysłu, w jakie lepiej było się nie zapuszczać. Spojrzał zarówno na jedną jak i drugą z kobiet, a choć perfekcyjnemu uśmiechowi przyklejonemu do jego twarzy nie można było niczego zarzucić, coś w jego oczach było niepokojące. Wydawał się jednak nadzwyczaj swobodny.
— Czyżby sprawdzały panie, czy przed wieczorem wszystko będzie gotowe? — Wciął im się bezwstydnie w rozmowę. — Nie miałem okazji jak dotąd poznać. Caim — przedstawił się pokrótce, po czym podał rękę na powitanie zaczynając od Julie, by zaraz przejść do Ileny. Z zamiarem przejrzenia sobie ich wspomnień, poznania ich lęków i pragnień. Uścisk jego ręki był zdecydowany, choć nie nadmiernie mocny. Niczego nie poczuły. Milton uśmiechnął się jedynie odrobinę szerzej. Żadna z nich nie znała go osobiście, stąd i jeśli nie czytywały z zapałem mediów w Astorii, mogły nawet nie mieć pojęcia, kim tak naprawdę jest.
— Też uważają panie, że powinniśmy zmienić kolor zasłon? Bordo jest takie pretensjonalne... — zaczął, zakładając ręce na torsie i spoglądając na rzeczone zasłony z właściwą powagą.







i can do no wrong for i do not know
what it is
Powrót do góry Go down
Julie Astor
WIEK : 27
PD : 132
SKĄD : Jewell
Przekrzywiła głowę i spojrzała na Ilenę z półuśmieszkiem, mrużąc oczy. Wyrazem twarzy ostrzegała ją przed zabrnięciem za daleko. Bo kto tu coś kręcił?! Założyła ręce na piersi, wcale nie zrażona małym prztyczkiem ze strony towarzyszki. Na razie wszystko kręciło się w ramach żartów i Julie nie miała co narzekać na rozmowę.
Bardzo liczyła na dłuższą pogawędkę, ale czas i miejsce nie mogło temu sprzyjać. Planowała spotkanie nie tylko w gronie wspomnianych wcześniej osób, ale przede wszystkim w głowie układała już dogodne plany. Przy słodkiej nalewce, bez towarzystwa innych osób i w cichym spokojnym miejscu. Tak, by mogła pociągnąć Ilenę za język oraz nie pozwolić jej na wykręty. Obserwując reakcje przyjaciółki, mogła poniekąd coś podejrzewać, ale tłumaczenia szybko prostowały domysły.
- No to będzie okazja, byś mogła go poznać! - Odpowiedziała Ilenie zachęcająco, zaraz lekko marszcząc czoło. Złapała się na myśli, że nie powinna tak lekko podchodzić do znajomości tej dwójki, ale do głowy jej nie przyszło, że mogłoby się coś z tego ukroić. Z jednej strony, po prostu chciała mieć Ilenę przy sobie w ten wyjątkowy dzień. A jakim cudem nadal oboje się tylko mijali, także ona nie wiedziała. Uśmiechnęła się do Leventis i zastygła, gdy obok nich pojawił się mężczyzna. Zamrugała kilka razy, swoim spojrzeniem zdradzając zaskoczenie. Chociaż nie należała do nieśmiałych osób, trochę speszyła się nagłym spotkaniem z nieznajomym. Śmiałe wtrącenie w rozmowę, kojarzyło się z zuchwałym sposobem bycia a nienaganna prezencja z kimś ponad nimi wszystkimi. Julie rzuciła szybkie spojrzenie Ilenie, bo to w końcu ona znała ludzi, kręcących się po kasynie.
- Julie - Odezwała się jednak, gdy mężczyzna kontynuował, nie czekając na reakcje zaczepionych kobiet. Podała mu rękę, nie wyczuwając żadnych podejrzanych intencji. Otrząsnęła się z pierwszego zaskoczenia i uśmiechnęła do Caima. Zwróciła uwagę na zasłony o których wspomniał i uniosła brwi, zaciekawiona motywem pytania.
- Absolutnie nie. Bordo to piękny kolor. Ewentualnie wnętrza ożywiłabym większą ilością żywych roślin. Mogłyby przełamać te wrażenie.. - Stwierdziła, dając się złapać na rozmowę o wystroju wnętrz kasyna, chociaż może niekoniecznie była do tego upoważniona. Spojrzała na Caima oraz Ilenę, nie słysząc żadnego ostrzegawczego głosu.






The most important thing in the world is family and love
Powrót do góry Go down
Ilena Leventis
WIEK : 27 lat
PRACA : krupierka
PD : 130
SKĄD : Astoria
Ilena zdawała sobie sprawę z tego, że sama się pogrąża, w czym tylko upewniła ją mina Julie. Wiedziała, że przyjdzie czas na wyjaśnienia, kiedy drobne kłamstewka wyjdą w końcu na jaw. Nawet szybciej, niż przypuszczała, w ogóle nie biorąc jak dotąd pod uwagę opcji, że przyjdzie jej spotkać Astora poza kontekstem jej pracy na studia. Albo do tego czasu rozchoruje się na paskudne grypsko, albo nastąpi katastrofa.
- Wspaniale, już nie mogę się doczekać - uśmiechnęła się z udawanym entuzjazmem. Coś za szybko jak na nią zakończyła ten temat. Co prawda Julie w tej konfiguracji też nie była świętą, zatajając swoją prawdziwą opinię o szwagrze, ale Ilena byłaby daleka od wypominania jej tego. Zresztą pewnie nawet nie posłuchałaby ostrzeżeń koleżanki, zupełnie jakby naiwnie złapała rzucony jej haczyk, a pomoc przy pisanej pracy stanowiła przynętę. Jeszcze nie rozumiała, że dała się głupio złapać i lada moment zostanie wyciągnięta na powierzchnię.
Zupełnie nagle pojawił się jednak wybawca, który uratował Ilenę od konieczności tkania dalszej sieci kłamstewek. Dawno nie ucieszyła się aż tak na widok jakiegoś nieznajomego, choć uczucie to szybko czmychnęło, gdy się zbliżył. Leventis poczuła się... Dziwnie. Niepewnie. Odruchowo obróciła się przez ramię, jakby zastanawiała się, czy na sali jest z nimi ktoś jeszcze. Mężczyzna intrygował i odpychał jednocześnie, a jedno zerknięcie w jego ciemne oczy sprawiło, że Leventis przeszedł dreszcz. Nie był to dobry dreszcz. Był jednak tak uprzejmy, dobrze ubrany, a ten fiolet... Ilena przełknęła ślinę i spojrzała na Julie znacząco. Czyżby to był sam właściciel? Podała mu dłoń, ściskając lekko i zdradzając swoje imię, w pamięci odszukując obraz słynnego Miltona. Kiedy jednak zapytał o zasłony, całkowicie zwątpiła, chwilowo zbita z tropu.
- Bordo to piękny kolor. Nie jest agresywny, kojarzy się z luksusem. Nie wiem, co innego mogłoby go zastąpić. Chyba że fiolet - uśmiechnęła się nieznacznie na tę sugestię, pozwalając sobie na lekko żartobliwy ton. Po raz kolejny jej drogi krzyżowały się z istotą liczącą sobie setki tysięcy lat, a ona nie miała o tym najmniejszego pojęcia. A mimo to nieprzyjemne wrażenie nie minęło. Atmosfera zgęstniała, a w głowie Ileny zatańczył obraz zmarłej siostry. Nie czuła się za dobrze i nie miała pojęcia, skąd się to nagle wzięło. - Żywe rośliny to dobry pomysł, może jakieś egzotyczne okazy? - Podchwyciła.






You should've known better than to have, to let her. I got you where I want you and you're deadlier than ever and falling for forever
Powrót do góry Go down
Caim Milton
Postać NPC
Caim Milton
Główna sala - gry karciane Y3CfNCSB_o
WIEK : 46 | ????
PRACA : właściciel kasyna
PD : 24
SKĄD : Astoria
Lęki czy ludzkie pragnienia, Caima nigdy szczególnie nie obchodziły. Niektórzy jemu pozornie podobni czerpali jakąś satysfakcję z odkrywania wątpliwości, które targały ludźmi, ale nie Caim. Ktoś, kto nigdy nie był człowiekiem nie mógł w pełni pojąć rzekomej złożoności zakamarków ludzkiego umysłu. Nie zaobserwował tego również w przypadku swojego naczynia, do którego nie zamierzał się przywiązywać. Jego stanowczo zbyt długowieczne jestestwo nigdy nie było w stanie zagrzewać ciała na dłużej; pan Milton i tak służył mu już dość długo. Naczynia zużywały się mimo ostrożnej zabawy z mocami, zupełnie jakby mięsne etui nie potrafiło znieść na dłuższą metę takiego nadmiaru negatywnej energii.
Właściwie w ogóle nie interesowało go to, co kobiety mówiły i kim były. Kwestia zasłon stanowiła tylko próbę odwrócenia ich uwagi, kiedy interpretował zobaczone obrazy. Przepatrzył sobie ich wspomnienia, odnajdując tam kolejne dowody na to, że skala ludzkiego świata była doprawdy niewielka, a twarze tej dwójki powinien sobie wyjąć z anonimowego tłumu bezkształtnej, ludzkiej masy. Obydwie miały powiązania z naczyniem Aleksandrosa; obydwie miały powiązania z Jewell. Czy Julie Astor wiedziała, że mieszkają nad lejem po bombie? Że owszem, straciła pracę, ale w zamian za to zawalone korytarze kopalni stały się niemymi świadkami czegoś pięknego? Ile czasu minie, aż ktoś w końcu będzie na tyle odważny, żeby tam zejść i na własne oczy zobaczyć, jak wygląda preludium do gniewu wiecznych istot? Swoją drogą, wypadało przyspieszyć nieco wydarzenia w Astorii.
— Przekażę te sugestie, choć przyznam, że nigdy nie miałem ręki do roślin — rzucił nonszalancko, lekko się krzywiąc, jakby naprawdę nad tym ubolewał. Wszystko w promieniu kilkudziesięciu metrów od niego zwykle szybko traciło chęć do życia, rośliny również. Zupełnie jakby Stwórca zadbał, by żadne z jego dzieł nie potrafiło znieść na dłużej obecności wyklętych dzieci. Ciekawe, czy chociaż dobrze się przy tym bawił.
— Fiolet — ucieszył się, jakby Ilena powiedziała coś odkrywczego. — Karen, zanotuj: fio-let — krzyknął do sekretarki klaszcząc w dłonie, a jego głos poniósł się echem po pustej sali. Przelotnie zerknął na zegarek, choć właściwie nigdzie mu się nie spieszyło. Nie zamierzał stać tu i prowadzić jałowych dyskusji. Dowiedział się tego, czego chciał.
— Czas na mnie, dziękuję paniom za rozmowę. Mam nadzieję, że dzisiejszy wieczór będzie owocny — rzekł, niepostrzeżenie kładąc dłonie na ramionach kobiet w przyjaznym i nienachalnym geście. — Julie... Pozdrów męża. A tobie Ileno życzę powodzenia na uczelni — dodał na odchodne, posyłając obu znaczący uśmiech. Odszedł, zanim kobiety zdążyły zastanowić się, skąd o tym wszystkim wie. Zasugerował jednak, że Thomasa zna, ba! Mimochodem zabrzmiało to, jakby tutaj bywał. Czyż pani Astor nie zastanawiała się, gdzie jej mąż spędza długie noce kiedy nie ma go w domu? Czy nie miała mu za złe, że nigdy nie było go, kiedy jest potrzebny? Ilena z kolei, pilna uczennica... Ambicja; kolejna z cech którą ludzie wymyślili sobie i uważali za cnotę. Co jeśli to za mało? Imigrantka z ładną buzią, nic więcej. Jedna z wielu. Miejsc w szpitalu jest mało.

sugestia (+60) i z/t







i can do no wrong for i do not know
what it is
Powrót do góry Go down
Los
Konto Techniczne
Los
PD : 152
The member 'Caim Milton' has done the following action : Rzut kostkami


'Rzut k100' : 43, 10
Powrót do góry Go down
Julie Astor
WIEK : 27
PD : 132
SKĄD : Jewell
Pokiwała głową, gdy usłyszała dodatkową odpowiedź Illeny. Zerknęła na nią, zastanawiając się nad nazwami roślin, które mogłaby polecić. Zanim zdążyła wygrzebać coś z pamięci, uśmiechnęła się jeszcze szerzej, słysząc Miltona. Szczerze wątpiła, żeby miał latać z konewką i dbać o rośliny na sali! Wizja tego była rozbrajająca.
Dopiero po tym zarejestrowała obecność sekretarki, wcześniej zupełnie pochłonięta nieoczekiwanym spotkaniem z Caimem. Mężczyzna ściągnął na siebie całą uwagę, wyrzucając z myśli Julie pozostałych obecnych na sali. Trochę zmieszana w reakcjach, z jednej strony czuła przyciąganie, z drugiej miała wrażenie, że dzieli ich dystans nie do przeskoczenia. Pojęcie dwóch różnych światów nabierało nowego znaczenia.
- Miło było pana poznać. - Julie wypowiedziała słowa, które po zamknięciu ust wydawały się niepasujące do sytuacji. Poczuła dłoń na ramieniu, jeszcze przez krótką chwilę uśmiechając się do Caima. Jego słowa zbiły ją z tropu i na twarzy kobiety wymalowało się zaskoczenie. Zna pan Thomasa? Chciała się odezwać, ale tylko wbiła spojrzenie w plecy odchodzącego Miltona.
- Thomas tu bywa? - Pytające spojrzenie przeniosła na Ilenę, czując zazdrosne ukłucie w sercu. Powiedziałaby jej, gdyby go widziała w kasynie. Powiedziałaby? A co jeśli nie chciała? Powód mógłby być tylko jeden. Myśli Julie pogalopowały zanim zdążyła odetchnąć. Czy Thomas odwiedzał kasyno, żeby spotkać się z Ileną?






The most important thing in the world is family and love
Powrót do góry Go down
Ilena Leventis
WIEK : 27 lat
PRACA : krupierka
PD : 130
SKĄD : Astoria
Ilena już dawno nie czuła tyle sprzeczności naraz. Milton wydawał się naprawdę miłym, przystojnym człowiekiem, a choć biła od niego aura swego rodzaju ważności, mimo to Leventis nie odczuwała, jakoby zadzierał nosa. A jednak z jakiegoś powodu czuła się źle. Zupełnie jakby ktoś niepostrzeżenie otworzył okno, a lodowaty podmuch owiał nagą skórę. Roześmiała się, zarówno na słowa o roślinach, jak i fiolecie, dopiero wtedy dostrzegając sekretarkę. Faktycznie, stała tam. Ilena zaabsorbowana dziwnymi odczuciami, zupełnie nie zauważyła jej obecności. W oczach Caima kryło się coś takiego... Nie była w stanie powiedzieć co. Rzadko kiedy spotykało się kogoś, czyj wzrok wywoływał taki impakt; zupełnie jakby patrzyła na nieskończoność. Wyśmiała się w myślach za takie dywagacje i jak zahipnotyzowana odprowadziła go wzrokiem, nie zdążywszy nawet wykrztusić nic na powitanie.
Nie zdasz, za mało się starasz. Za dużo czasu spędzasz w pracy. Myśli wyładniały się spontanicznie, nieproszone, niechciane. Zmarszczyła brwi i odwróciła się do Julie, choć jej oczy wciąż spoczywały na oddalającym się mężczyźnie.
- Co? - Zapytała półprzytomnie, kiedy słowa Astor wyrwały ją z letargu. Dopiero po chwili do niej dotarło, co powiedziała Julie i złapała się pod boki. - Nigdy go tutaj nie widziałam - zapewniła, zupełnie nieświadoma tego, że Julie właśnie niebezpośrednio oskarżyła ją o pokątne spotkania z własnym mężem. Nie zabrzmiała jednak na bardzo przekonaną. A co jeżeli Astor faktycznie tu bywał, tylko krył się przed nią, żeby nie poskarżyła jego żonie? Ciężko było jej się jednak na tym skupić. Panika zagnieździła się w jej duszy w spółę z dyskomfortem. Miała mało czasu do egzaminów, a jeszcze niczego nie umiała. Powinna zdecydowanie bardziej przyłożyć się do napisania tej nieszczęsnej pracy, inaczej co z nią będzie? Wróci do Grecji z podkulonym ogonem, bo sobie nie poradziła?
Resztę wieczora spędziła już w gorszym humorze. Oprowadziła Julie o kasynie, opowiadając jej wszystko to, co istotne, tak by gdy pojawią się klienci, pani Astor nie musiała się niczego obawiać. Nawet jeżeli pewnie i tak się obawiała, bo kto zupełnie nie przejmował się pierwszym dniem w nowej pracy?

z/t x2






You should've known better than to have, to let her. I got you where I want you and you're deadlier than ever and falling for forever
Powrót do góry Go down
[MG] Black Shuck
PRACA : gryzę po kostkach niegrzecznych userów
PD : 32
Misja poboczna
WINNER TAKES IT ALL
Aurelia Garland
data: 17 listopada 2018 roku, godzina 21


Sobota, w kasynie panuje ruch jak diabli. Dziesiątki ludzi w eleganckich strojach. Kobiety w wieczorowych sukniach, panowie w smokingach, sączący drogi alkohol. Między nimi uwijający się pracownicy. W tle przygrywa muzyka; piękna wokalistka hipnotyzuje wszystkich zmysłowym głosem, ale nikt nie zwraca na nią uwagi. Tutaj liczą się pieniądze. Żetony. Ruletka. Łut szczęścia. Wszystko, byle tylko fortuna sprzyjała dzisiaj tym śmiałkom, którzy chcieli zbić fortunę za wszelką cenę, nawet po trupach.
Milton nie wyjaśnił Aurelii, kim były osoby z fotografii. Mogła się tego jedynie domyślać. Nie musiała wyglądać długo po przybyciu na główną salę, a jedną z osób mogła bez wątpienia rozpoznać. Jedyna kobieta w tamtym zestawieniu, prawdopodobnie Chastity, jak głosił podpis pod jej wizerunkiem, przywdziana w prowokującą czerwień, siedziała gładząc po kolanie starszego mężczyznę, który grał w ruletkę francuską. Historia mówi, że to gra szatana, bo suma wszystkich pól na kole wynosi dokładnie 666. Przypadek? Kobieta śledziła bacznie każdy jego ruch i wydawać się mogło, że podpowiada mu, jakie pola obstawić, jakby miała mu tym przynieść szczęście. W dłoni dzierżyła fifkę z wetkniętą weń papierosem, który nadawał jej wygląd elegantki. Co chwila zasłaniała usta, kryjąc śmiech i muskając dłonią towarzysza.
Nie tak daleko od Chastity, Aurelia mogła natomiast wypatrzeć grającego w pokera Birena, którego śniadą karnację podkreślał biały garnitur. Jego twarz i postawa nie zdradzały niczego; skupiony na grze, wydawał się wiedzieć co robi. Pewność w jego ruchach sugerowała, że nie robi tego po raz pierwszy. Najtrafniej można byłoby określić jego mimikę, jako pokerową twarz. Nigdzie nie udało się natomiast znaleźć Cyrusa. A może po prostu Aurelia przegapiła go w tłumie ludzi?

| Czas na odpis: 48h. W pierwszym poście proszę o dokładne podanie ekwipunku postaci.
Powrót do góry Go down
avatar
WIEK : 35
PRACA : krawcowa / kaletnik
PD : 135
SKĄD : Astoria
Mało co rzeczywiście wzruszało ją od czasu powtórnego zejścia na ziemię. Mało co sprawiało, że ta tląca się resztka osobowości skrzyła się aktywnie, zamiast jedynie napędzać bezwolnie machinę jaką było jej naczynie. Odgrywanie roli Aurelii Garland było o tyle łatwe, co nużące, więc kiedy zastała w swoim skromnie urządzonym mieszkaniu kopertę z czterema pozornie zwyczajnymi literami zapisanymi na niej w to utęsknione uszom i oczom imię, po raz pierwszy od dawna poczuła czym jest i ogień ten w jej wnętrzu nie miał wiele wspólnego z romantycznym przyspieszeniem bicia serca.
Aurelia Garland była trzpiotką, ubraną w zalotne sukienki w kroku z lat pięćdziesiątych, z okiem umalowanym w kocią kreskę poruszała się krokiem niemal tanecznym. Nie trudno było żyć jej życiem, jednakże dla takiej Garland dzisiejszy wieczór mógł okazać się za trudnym, dźwięk toczącej się po ruletce kuli nieskładny z dziewczęcym chichotem a rozkloszowana spódnica w polkę bardzo nie na miejscu wśród smokingów.
Wąski kombinezon z zielonego weluru był szyty na nią, złoto biżuterii wygrzebanej ze szkatułki po babci, zapach ciężkich perfum i pozbawione zwyczajowo głupiego uśmiechu usta w kolorze głębokiej burgundy, Vera nie przyszła tu dziś odstawiać inscenizacji z życia krawcowej. Przechadzała się, choć nie z obcesową dumą, bardziej z turystyczną ciekawością między stolikami trzymając w dłoniach niewielką torebkę zaopatrzoną w telefon, żetony, klucz do pokoju hotelowego podprowadzony jednemu z nieuważnych gości i pomadkę, bardzo chciałaby mieć broń, mały rewolwer taki jak kiedyś, który nosiła zaczepiony o podwiązkę, albo nóż, noże były przydatne. Nader wszystko jednak żałowała, że choć rozwój technologii był fascynujący, równał się jednoczesnemu ograniczeniu dostępu do środków, do których kiedyś miała możliwość dotrzeć. Renczi była trucicielką, jednak choć pozbawiona swojego elementu wciąż podlegała bezapelacyjnie jurysdykcji Miltona. I równie bez wahania podejmowała się każdego, nawet najbardziej prozaicznego zadania jakie jej zlecił, jakiego ni zlecił ale miał intencję zlecić, albo pomyślał, że dobrze byłoby to mieć z głowy, a ona ochoczo się tym zajęła. Nie miała ze sobą ani zdjęć ani listu, nie była aż tak skończoną idiotką.
Przyjrzała się Chastity i jej niewybrednemu towarzyszowi, wyraźnie ukontentowanemu jej towarzystwem. Piękna kobieta na której widok niemal natychmiast poczuła głębokie obrzydzenie, zazdrość była jej główną domeną. Z niechęcią oderwała wzrok od kobiecych gierek, którymi operowała Kent, a które wcale nie były jej obce by przyjrzeć się śniademu nieznajomemu. Zdawało się, że jego pewność szła w parze z dobrą passą. Nim jednak podjęła decyzję koło którego z tej dwójki usiąść by przyłączyć się do niezobowiązującej partyjki postanowiła raz jeszcze rozejrzeć się za trzecim podejrzanym. Z podesłanych jej zdjęć to Godon wyglądał najbardziej niepozornie. Mogło to świadczyć o jego dobrym przystosowaniu, albo błędnej ocenie podejrzeń.
Jeśli go wypatrzyła, ruszyła w jego kierunku by na niego 'wpaść', jeśli nie z dwójki pozostałych poszła taktycznie w stronę Desaia.






[You must be registered and logged in to see this image.]
       

I'll be the one to protect you from Your enemies and all your demons
I'll be the one to protect you from A will to survive and a voice of reason

       
Powrót do góry Go down
[MG] Black Shuck
PRACA : gryzę po kostkach niegrzecznych userów
PD : 32
Chastity zerknęła na Verę tylko przelotnie, wyczuwając na sobie czyjeś spojrzenie. A jednak żaden grymas jej umalowanej mocno, choć wprawnie twarzy niczego nie zdradził. Zaraz później wróciła do swoich dalszych gierek, poprawiając nieznacznie rzadkie, siwe włosy swojego towarzysza, którego twarzy Aurelia nie mogła dostrzec, w każdym razie nie dopóty dopóki nie podeszłaby bliżej ich stolika. Desai z kolei pochłonięty grą, nie zwracał uwagi na nic innego, tym bardziej na którąkolwiek z obecnych w kasynie kobiet. Karty wydawały się teraz najważniejsze, choć sprawiał wrażenie, że jest wręcz przeciwnie, bystrym spojrzeniem wodząc po przeciwnikach, których najwyraźniej próbował ograć. Godona nigdzie nie było widać. Z jednej strony stosunkowo łatwo było go przeoczyć w tym tłoku, z drugiej — Vera doskonale wiedziała kogo szuka, a zatem nie powinna mieć z tym problemu, gdyby naprawdę tutaj był.
Cyrus pojawił się w momencie, gdy Renczi w ciele Aurelii zmierzała w stronę stolika do gry w pokera. Szedł szybkim krokiem, poprawiając marynarkę i krawat. Wyraźnie gdzieś się spieszył, jeśli zatem demonica zamierzała na niego wpaść, również musiała przyspieszyć nieco kroku, choć był stosunkowo niedaleko niej. Pojawiła się na jego drodze nagle, a on skoncentrowany na znanym tylko sobie celu, nie zauważył jej i potrącił.
Przepraszam — mruknął zaskoczony, odruchowo wyciągając ręce do góry jakby chciał zaakcentować, że nie zrobił tego z premedytacją. — Spieszę się i... — rzucił na swoje usprawiedliwienie. Aurelia w szytym na miarę kostiumie, przypominała jedną z kobiet z wyższych sfer, których całe to kasyno było pełne. Ostatnim czego dzisiaj chciał, to problemy z bogaczami. Rozejrzał się na boki, spodziewając się ujrzeć gdzieś w pobliżu Very jej męża, który zaraz zawoła ochronę albo przysporzy mu innych nieprzyjemności. Cyrus wydawał się czymś mocno zdenerwowany. Demonica mogła wprawnym okiem określić, że miał na sobie tani garnitur, a zegarek na jego ręce był podróbką rolexa. Wyraźnie czuło się też od niego, że nie czuje się dobrze tutaj, gdzie jest i jakby mógł, zniknąłby jak najszybciej, preferowanie rozpływając się w powietrzu.
Muszę już iść — mruknął poirytowany, wyrażając tym samym, że jeśli Vera chciała z nim nieco więcej pokonwersować, musiała zrobić coś, co go zatrzyma.

| 48h.
Powrót do góry Go down
avatar
WIEK : 35
PRACA : krawcowa / kaletnik
PD : 135
SKĄD : Astoria
Była gotowa zrezygnować z wypatrywania trzeciego podejrzanego, przynajmniej na jakiś czas. Nie mogła się przecież rozdwoić, mimo szczerych chęci, ani roztroić, choć z pewnością świat wiele by na tym zyskał - jak niewiele trzeba by demon jej żałosnego pokroju popadł w uwielbienie. Sama myśl o tym, że mogło jej być więcej wprawiła ją w doskonały nastrój.
Nim jednak zdążyła dojść do pokerowego stolika Godon wyłonił się jak pchnięty siłą wyższą, przyspieszyła kroku unosząc dłoń jakby chciała spojrzeć na zegarek - tego jednak na jej nadgarstku zabrakło. Z natury znała jedną prawdę, wszystko można wykorzystać do gry, jeżeli Twoją życiową rolą jest kłamca. Westchnęła nieco teatralnie rozglądając się w poszukiwaniu zegara naściennego, mimo, że wiedziała, że takowego nie wypatrzy i zupełnym przypadkiem - oczywiście - wpadając na zestresowanego mężczyznę. Zachwiała się bardzo umiejętnie w tych swoich pantoflach w momencie, w którym uniósł dłonie w górę całkiem przekonująco prawie straciła równowagę ratując się chwyceniem w garść skrawka jego marynarki.
Teraz, albo nigdy.
Podniosła sarnie spojrzenie na mężczyznę i uśmiechnęła się nieco speszona.
- To ja przepraszam... jestem tu pierwszy raz. - założyła włosy za ucho- Oczywiście! ...Chyba, że zechciałby pan mi potowarzyszyć? - zaproponowała, korzystając wciąż nieporadnie z manipulacyjnych umiejętności, jakie zyskała wraz z powtórnym zstąpieniem na ziemię.
Puściła go i odwróciła lekko wzrok, markując skromny wstyd tak bardzo nie na miejscu w takiej jaskini blichtru i bogactwa.
Zerknęła kontrolnie na dwójkę pozostałych graczy i sugestywnie wskazała, zgodnie z pierwotnym planem, stolik pokerowy.
- Nie mam szczęścia do kart, może tym razem...- uśmiechnęła się lekko, ale wcale nie sugestywnie czy wyzywająco - ...będzie inaczej?
Nie mogła mimo wszystko przestać zastanawiać się, dlaczego Caim przydzielił jej takie zadanie. To nie tak, że ten przybytek był wybrakowany w cuda technologii, czujniki i kamery zdolne policzyć pryszcze na nosie klienteli. Nie spodziewała się też, że Milton nawet dla testu gotów byłby rozstać się z jakąś kwotą swoich zarobków po to, żeby sprawdzać terenowe umiejętności kogoś takiego jak ona. Pełna wątpliwości i wielce zmieszana spojrzała na Cyrusa wyczekując jego odpowiedzi. Czego by Caim nie chciał - zamierzała to zrobić. Wszystko, poza powrotem do piekła. Wszystko, byle nie powrót tam. Jeśli ma ganiać biedaków po kasynie - śmiało, wskaż tylko których.[/b]


rzut na sugestie + 20 bonus rasowy






[You must be registered and logged in to see this image.]
       

I'll be the one to protect you from Your enemies and all your demons
I'll be the one to protect you from A will to survive and a voice of reason

       
Powrót do góry Go down
Los
Konto Techniczne
Los
PD : 152
The member 'Aurelia Garland' has done the following action : Rzut kostkami


'Rzut k100' : 55
Powrót do góry Go down
[MG] Black Shuck
PRACA : gryzę po kostkach niegrzecznych userów
PD : 32
Cyrus przestąpił nerwowo z nogi na nogę. Miał wrażenie, że cały świat widzi jak na dłoni, że pasuje tutaj jak pięść do nosa. Ciężko było się tak jednak nie poczuć, gdy sam zarabiał miesięcznie pewnie mniej, niż kosztowały zdobione misternie krzesła ustawione przy stołach. Nie miał najmniejszego nawet pojęcia, na kogo trafił i że bynajmniej nie na żonę multimiliardera, który zaraz wychynie z kąta i każe go stąd wyprowadzić, bo kto to widział, żeby jakiś ochlaptus obłapiał mu żonę? Nawet jeśli palcem jej nie tknął. Godon ewidentnie był paranoikiem i wciąż rozglądał się, jakby kogoś szukał. Kobieta uwieszona jego marynarki tylko przysporzyła mu w tej chwili zmartwień. Przez krótką, straszną chwilę obawiał się, że materiał nie wytrzyma i strzeli. Z potarganą marynarką robiłby jeszcze gorsze wrażenie, niż w tej chwili. Pozorna powaga Cyrusa była bardzo łatwa do podważenia, wolał zatem zachować chociaż tę namiastkę profesjonalizmu i garnitur zachować w nienagannym stanie.
Nieco złagodniał, widząc spojrzenie kobiety. Miała takie długie rzęsy...
Nie wiem czy powinienem — bąknął, nieco chyba zawstydzony. Zaraz jednak cichy głosik w jego głowie odezwał się: a właściwie dlaczego nie? Miejże też coś z życia, skoro już tu jesteś! Rozerwij się, pokaż tej su... Pokaż, że nie może tobą tak po prostu manipulować!
Godon zupełnie jakby zyskał na pewności siebie. Biedak, nie miał pojęcia, że z jednej manipulacji wpadł w drugą, tym razem nawet znacznie gorszą. Uśmiechnął się nawet, na chwilę rozluźniając i zapominając o tym, że jego finanse prezentują się tak mizernie, że oczekiwanie iż postawi w grze w karty jakąś pokaźną sumę zrównałoby go z tytułem bankruta.
Chyba nic się nie stanie, jak zagramy jedną partyjkę — przyznał, zupełnie nie rozumiejąc, skąd wzięła się w nim tak nagła zmiana zdania i ciągotka do hazardu, której normalnie absolutnie nie wykazywał. Godon pobladł jednak nieznacznie, czy zobaczył siedzących przy stole mężczyzn. — A może wolałaby pani zagrać w kości? — Zapytał z nadzieją. wskazując inny, wolny stolik nieopodal. Krupier uśmiechał się zachęcająco.
Ścieżki myślenia Caima były nieprzeniknione. Równie prawdopodobną opcją było po prostu to, że ktoś nieszczęsnym oszustem zająć się musiał, a padło akurat na Verę, która po stosunkowo szybkim wyjściu z czeluści piekielnych, musiała udowodnić swoją przydatność. Poza tym tak na dobrą sprawę, Caim nigdy nie był człowiekiem. Ich potrzeba odnajdowania we wszystkim sensu była mu całkowicie obca. Jak było w tym przypadku? Zapewne prędzej czy później Verze będzie dane się przekonać.

| 48h.
Powrót do góry Go down
Sponsored content
Sponsored content
Powrót do góry Go down
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next
Skocz do: